,, Boży Dar ''
Rozdział 27 - Nowa znajomość.
Początki były bardzo trudne. Naprawdę. Przeprowadziłam się do Nowego Jorku i pierwsze dni okazały się dla mnie okrutne. Pierwszą rzeczą, która dała o sobie we znaki, jest brak mojej mocy. Bez niej nie potrafię nic. Bynajmniej tak myślałam wcześniej. Teraz jest już troszkę lepiej. Mieszkamy z Elsą w przepięknym dwupiętrowym domku razem z jej nowym chłopakiem. Poznała go u siebie w pracy a dokładniej to w firmie prawniczej, gdzie teraz odbywa praktyki. Marcin to naprawdę wyjątkowy mężczyzna. Ma dwadzieścia pięć lat i jest prezesem tej firmy. Chudy, dobrze zbudowany brunet z lekkim zarostem. To mu daje większą męskość i powala nie jedną dziewczynę. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że ma on kuzyna, którym musi się opiekować bo jego rodzice nie żyją. Podoba sytuacja do mojej, tyle, że nie żyje moja babcia i jestem siostrzenicą Elsy a nie kuzynką. No więc siedzę teraz w swoim pokoju, który zdążyłam już ozdobić i wyremontować i obczajam Facebooka. Dostępna była moja przyjaciółka więc kliknęłam w jej ikonkę i już chciałam napisać, że tęsknie, że brakuje mi jej, że co tam i w ogóle, ale na szczęście tego nie zrobiłam. Możecie uznać mnie za egoistkę bądź kogoś jeszcze gorszego, ale jakbyście się czuli gdybyście uśmiercili własną babcię? Weszłam więc na jej profil, aby pooglądać zdjęcia. Może jakieś dodała z trzech tygodni odkąd tu jestem i nie mamy ze sobą kontaktu. Jest. Dodała zdjęcie z Tomem Romuelem i muszę przyznać, że wyglądali bardzo słodko. Pasują do siebie. Tom jest miły, opiekuńczy, przyjazny... Przede wszystkim jest inny od swojego brata bliźniaka. Chciałabym wejść na profil Fabiana, ale on nie ma konta na tym portalu społecznościowym. Szlag! Nie mam o nim żadnych wieści, nie wiem co się z nim dzieje i czy wszystko w porządku. Ale co mnie to powinno obchodzić skoro on też jakoś nie interesuje się moją osobą? Nawet nie zechciał się pochwalić jak się czuje jako człowiek. To mnie zabolało najbardziej. Tyle dla niego poświęciłam a nawet nie dostałam zasranego ,, dziękuję ''. Już chciałam zamknąć lapka, kiedy zorientowałam się, że czegoś brakuje. W galerii Amandy nie było żadnego naszego wspólnego zdjęcia. Usunęła każdą fotografię ze mną. Do oczu naleciały mi łzy. Znienawidziła mnie? W sumie dlaczego mnie to dziwi? Wystawiłam ją i potraktowałam w tak paskudny sposób, że teraz pretensję mogę mieć tylko do siebie. Mimo tego, że fatalnie się teraz czułam z braku przyjaciół przy sobie, cieszyłam się, że każdemu z nich się jakoś układa. Prawda jest taka, że każdemu jest lepiej ode mnie.
- Ashley! - Usłyszałam głos mojej ukochanej ciociuni. Ona także jeszcze nie uporała się ze śmiercią matki. Jeszcze? Dobrze wiem, że nigdy się z tym nie upora a mimo wszystko każdego dnia stara się pokazywać mi, że jest wszystko jak należy. Wieczorami słyszę jej szloch w poduszkę bądź krzyki wywołane koszmarami. Chciałabym wejść do jej głowy i dowiedzieć się co tak naprawdę o tym wszystkim myśli. Czy też mnie nienawidzi.
- Tak? - Odkrzyknęłam.
- Złaź na dół! Marcin już podjechał!
- Chwila! - Szybko spojrzałam do lustra i przeczesałam gwałtownie włosy - Wygląda dobrze - Mruknęłam. Następnie wzięłam głęboki oddech i wolnym krokiem zeszłam do jadali. Stół był nakryty białym obrusem w kwiatki a na nim stały przeróżne pyszności. Dziś odbywa się rodzinna kolacja. Dokładnie to przyjeżdża wreszcie ten kuzyn Marcina i od teraz będzie z nami mieszkać. Nie mam pojęcia jak on wygląda i co lubi robić. Wiem, tylko, że nazywa się Krystian.
- Jesteśmy! - W całym korytarzu rozbrzmiał głos chłopaka Elsy. Był radosny i pełen entuzjazmu. Wszedł do pomieszczenia i pierwsze co zrobił to podszedł do długowłosej kobiety i złożył na jej ustach dużego, namiętnego buziaka. Wpatrując się w nich tak każdego dnia, widziałam siebie i Fabiana. To cholernie bolało. Tuż za nim szedł nonszalanckim krokiem ciemnowłosy, krótko ścięty brunet. Ubrany był w ciemne jeansy, białą koszulę, która świetnie ukazywała jego mięśnie i czarno-białe trampki za kostkę. Muszę przyznać, że był przystojny. Oj był!
- Witaj Krystian - Elsa wyciągnęła rękę w jego kierunku i lekko się uśmiechnęła. Chciała pokazać się z jak najlepszej strony.
- Cześć - Odpowiedział ściskając jej dłoń. Wzrok swój przeniósł na mnie przez co zarumieniłam się niespodziewanie.
- Hej - Wydusiłam i tym razem to ja podałam mu swoją dłoń - Ashley..
- Krystian - Wtrącił z uśmieszkiem. Miał śnieżnobiałe zęby, które robiły ogromne wrażenie. A jego uśmiech? Mogłabym wpatrywać się w niego godzinami.
- No więc co? Jak już wszyscy są to siadajmy do stołu - Spełniliśmy polecenie Elsy i już po kilku sekundach, każdy zajął jakieś krzesełko. Siedziałam naprzeciwko nowego członka mojej rodziny, który wpatrywał się we mnie intensywni - Krystian, może opowiesz coś o sobie?
- Co byście chcieli wiedzieć?
- Najlepiej wszystko - Wtrąciła ramionami.
- Zacznij od Twojej pasji - Wtrącił Marcin. Pasji? On miał jakąś pasję?
- Pasji? - Przerwałam zaskoczona. O co może chodzić? Po jego wyglądzie wnioskuję, że może lubi motor bądź jakieś samochody. Już chcę powiedzieć o swoich podejrzeniach, kiedy zamykam się na dźwięk jego słodkiego głosu.
- Śpiewam.
- Naprawdę? - Ucieszyła się ciocia - A co dokładnie? Może nam pokażesz?
- Praktycznie wszystko - Wzrusza nonszalancko ramionami. Kiwa posłusznie głową i odchodzi do korytarza gdzie zostawił swoje torby. Potem wraca i z jednej z nich wyciąga czarną gitarę. Zaciekawił mnie tym co za chwilę pokaże. Umie śpiewać? Wątpię. Pewnie zrobi z siebie błazna, ale spoglądając na Elsę, dostrzegam jej minę mówiącą ,, Mimo wszyscy udaj, że Ci się podobało ''. Parsknęłam. Więc ona też nie wierzy w jego zdolności? Nagle wyrywa mnie z rozmyśleń dźwięk strun gitary. Nastawiam słuchu, aby dobrze wszystko słyszeć .
Chcę patrzeć na ciebie
Chcę śnić o tobie
Przeżyć z tobą każdą chwilę
Chcę cię przytulić
Chcę cię pocałować
Chcę cię mieć blisko mnie.
Przecież miłość jest tym co czuję.
Jesteś wszystkim dla mnie.
O matko. Serio? Nie wiedziałam jak mam skomentować ten występ. Nie mogłam wyjść z zachwytu. Był genialny! To mało powiedziane. To po prostu było niesamowite. Wpatrywałam się w niego jak zahipnotyzowana. Kiedy skończył, rozejrzał się dookoła spoglądając na nasze twarze.
- Podobało Ci się? - Dopiero po kilkunastu sekundach zorientowałam się, że mówił do mnie. Odchrząknęłam a twarz zmieniła się w czerwonego buraka.
- Ładnie.. - Palnęłam.
- Było cudownie! - Wrzasnęła Elsa - Jesteś niesamowicie utalentowany! - Aż zrobiło nam się głupio, że z początku tak go oceniłyśmy tym bardziej, że aż tak nas zaskoczył.
Poczułam jak wibruje mi telefon. Spojrzałam na ekran.
- Przepraszam Was, ale muszę odejść. Muszę odejść..
- A obiad? - Spytał Marcin.
- Już się najadłam - Posłałam im uśmiech i szybko ruszyłam z powrotem do swojego pokoju. Rozmowa z moją rodzicielką trwała dość długo. Jak zawsze opowiedziałam jej o moich ocenach, samopoczuciu i o tym jak mi się tu wiedzie. Tym razem jednak powiedziałam coś więcej. Wspomniałam o Krystianie, który zrobił na mnie ogromne, pierwsze wrażenie. Zalała mnie masą pytań, że jak on wygląda, jakie ma oczy, ile wzrostu.. Najbardziej rozbawiło mnie to czy on mi się podoba.
- Oczywiście, że nie! - Wrzasnęłam.
- Ale dlaczego? Skoro jest taki idealny jakim go opisujesz to...
- Mamo! - Warknęłam - Nie chcę chłopaka a jego znam dopiero od ponad godziny! Poza tym... - Nagle zamilkłam. Przed oczyma pojawił mi się Fabian.
- Coś się stało kochanie?
- Nie... Wszystko gra.. - Zabrało mi się do płaczu - Mamo, muszę już kończyć. Wołają mnie - Skłamałam. Prawda była taka, że kiedy tylko pomyślałam o nim, nie miałam ochoty na rozmowę.
- No dobrze. Zadzwoń potem, okej?
- Jasne - Rozłączyłam się i przyłożyłam telefon do serca. Następnie podeszłam do swojego biurka skąd wyciągnęłam mały album i otworzyłam go siadając na swoim wielkim łóżku. Miałam w nim zdjęcie Fabiana. Z początku zastanawiałam się nad obejrzeniem fotografii, ale kilka minut później zrobiłam to. Widząc go, powróciły do mnie wspomnienia jakie z nim przeżyłam. Każde jedno.
- Wszystko w porządku? - Obróciłam się jak oparzona. Stał za mną Krystian, który był zaniepokojony moim smutnym zachowaniem.
- Jak Ty tu...
- Drzwi były otwarte - Wytłumaczył - Szedłem do pokoju, kiedy usłyszałem Twój płacz. Chciałem się dowiedzieć o co chodzi.
- Wszystko gra - Wtrąciłam - Możesz już iść.
- Mogę, to fakt - Uśmiechnął się - Ale nie chcę.
- Co? - Spojrzałam - Czy Ty..
- Wiem, że nie jesteś ze mną szczera. Wiem też, że coś ukrywasz, ale nie zamierzam Cię o to wypytywać. Jeżeli będziesz chciał pogadać, jestem do Twojej dyspozycji. Teraz jednak chcę się z Tobą bliżej poznać. Skoro mamy mieszkać pod jednym dachem to lepiej, abyśmy co nieco wiedzieli na swój temat.
- Racja - Odwzajemniłam jego śmiech a dłonią wytarłam łzy spływające po moim policzku.
- Mogę się dosiąść?
- Jasne - Odsunęłam się kawałek, aby pozwolić mu usiąść obok siebie.
- Co tam masz? - Spojrzałam na zdjęcie Fabiana.
- Nic... - Szybko wsunęłam je pod kołdrę - Nic ważnego... - Dodałam.
- Na pewno? - Kiwnęłam głową na co on się uśmiechnął - Niech będzie - Rozejrzał się po mojej sypialni a jego wzrok utkwił na moim laptopie - Mogę?
- Bierz.
- Dzięki - Wziął go na kolana i odpalił. Pierwszą rzeczą jaką zrobił to wszedł na aparat i zaczął robić sobie zdjęcia.
- Żartujesz?! - Parsknęłam śmiejąc się na całe pomieszczenie.
- Lepsze będą z Tobą. Chodź.
- Co? Nie!
- No chodź... - Wreszcie mnie namówił. Usiadłam jeszcze bliżej niego i zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie - Słodkie.
- Okropne! - Wykrzyczałam.
- Nie znasz się - Wstałam i podeszłam do okna. Lubiłam to robić. Krystian tym czasem postanowił wejść na Facebooka - Kto to? - Spojrzałam na ekran. Niech to szlag! Nie wylogowałam się z Facebooka. Ale wtopa! Na dodatek byłam na profilu Amandy.
- Amanda..
- Twoja przyjaciółka?
- Już nie.. - Mój wzrok utkwił na pierwszym drzewie jakie dostrzegłam zza okna.
- Dlaczego? - Zdziwił się - Co się stało?
- Nic ważnego. Wyloguj mnie...
- Oczywiście - Zrobił to a ja przypomniałam sobie moje ostatnie spotkanie z Amandą. Już się nie przyjaźnimy. I raczej nigdy więcej nie będziemy. Najgorsze jest to, że to ja to spieprzyłam...
wtorek, 31 marca 2015
piątek, 27 marca 2015
Rozdział 26
,, Boży Dar '' - Nowe życie, wielkie zmiany.
*Ashley*
Prosili mnie milion razy, abym została, ale nie mogę tego zrobić.
- Nie wyjeżdżaj! Nie możesz mnie zostawić! Nie chcę Cię stracić! Zostań! Błagam... - Moja przyjaciółka kilkakrotnie wypowiadała te słowa w moją stronę mając nadzieję, że mnie przekona. Za każdym razem doznawała zawodu.
- Kochanie, ale jesteś tego pewna? - Spytała mnie mama wchodząc do mojej sypialni. Na łóżku leżały walizki a dokładniej to było ich pięć a cały pokój był w niezłym bałaganie.
- Powtarzam to po raz setny mamo, że tak jestem tego pewna w stu procentach.
- A co powiesz na to, abym jechała z Wami?
- A Twoja praca? - Zdziwiłam się.
- No wiesz... Tam także bym coś dla siebie znalazła..
- Nie chcę, abyś przeze mnie traciła to co kochasz robić. Przecież będziesz mnie często odwiedzać, lub ja Ciebie...
- Ale to jest tak daleko...
- Poradzę sobie. Elsa wynajęła już nam dom. Ona też tego potrzebuje.. Nic mi nie będzie.
- Wiesz, że tak bardzo Cię kocham..
- Ja Ciebie też głupolu mój - Wtuliłam się w jej ramiona a łzy wypełniły moje zmęczone oczy. Rozmawialiśmy tak jeszcze przez chwilę aż opuściła mój pokój, pozostawiając mnie samą sobie. Musiała iść do gabinetu wykonać ważny telefon. Nic nowego. Zastanawiałam się czy jest taka osoba, która miałaby szansę zmienić moją decyzję. Oczywiście, że jest ktoś taki. Chociaż się tego wypierałam, wiedziałam dobrze, że gdyby teraz w moich drzwiach stanął nie kto inny jak Fabian i poprosił mnie o zostanie, zrobiłabym to wybaczając nawet mu jego nieobecność przy mnie. Jednak spojrzałam na drzwi i nic takiego się nie stało. Minuty mijały a ja wciąż sama siedziałam w swojej sypialni. Chciało mi się płakać. Dostrzegłam, że dzwoni mój telefon. Amanda. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać i po raz kolejny wysłuchiwać, abym została. Popatrzyłam na elektroniczny przedmiot, który cały czas wibrował. Umówiłam się z nią na jutro na śniadanie, ale niestety kiedy ona będzie do mnie szła, ja już będę daleko stąd. Wiem, że źle zrobiłam, ale gdyby wiedziała, że jeszcze dziś w nocy wyjeżdżam, nie pozwoliłaby mi na to i teraz siedziałaby tu ze mną szlochając i błagając bym nie opuszczała rodzinnego miasta. Znów zerknęłam na telefon. Próbowałam go wyłączyć siłą woli, chciałam, aby się zablokował, ale na nic zdały się moje próby. Straciłam moce na zawsze i muszę się z tym pogodzić. Zignorowałam więc jej próby skontaktowania się ze mną a kiedy poczułam jeszcze większe zmęczenie, położyłam się na łóżko wśród tych wszystkich walizek i po prostu zasnęłam....
- Ashley.. Ashley..
- Tak? - Otworzyłam powieki a to co zobaczyłam, wstrząsnęło mną natychmiastowo.
- Nie możesz tego zrobić. Nie możesz mnie zostawić.
- Co Ty tu robisz? - Wyszeptałam.
- Przyjechałem kiedy tylko się dowiedziałem o Twoich planach. Nie zostawiaj mnie. Potrzebuję, abyś ze mną była.. - Podszedł do mnie i dłonią czule przejechał po moim prawym policzku. Zadrżałam.
- Fabian... - Szepnęłam spoglądając mu w oczy - Gdzie... Gdzie byłeś tyle czasu? Dlaczego zniknąłeś bez słowa...
- Nie wyjeżdżaj - Powtarzał w kółko - Obiecaj, że tego nie zrobisz..
- Muszę.. Wybacz mi..
- Obiecaj! Ja.. Kocham Cię - Łzy spłynęły po jego oby polikach a serce przyśpieszyło. Zbliżał się do mnie twarzą tak, że już po chwili czułam na ustach jego oddech. Czekałam aż mnie pocałuje. Zrobił to. Czułam się jak w niebie, kiedy tak kosztował moje wargi a ja mogłam mu się odpłacić tym samym....
- Kochanie, wstawaj.. - Czułam jak ktoś mną szarpie.
- Fabian! - Wrzasnęłam otwierając oczy. Rozejrzałam się najszybciej jak mogłam po pokoju z nadzieją, że on gdzieś tu jest, że schował się, ale niestety go tu nie było. Obudziła mnie Elsa, która była gotowa do wyjazdu. Przywitała się ze mną czule chociaż i tak wiedziałam, że wszystko jest do dupy. Była przygnębiona i zarazem nie okazywała żadnych dobrych emocji, które wskazywałyby na to, że jest w porządku.
- Śniłaś o tym chłopaku, prawda? - Kiwnęłam głową rozczarowana tym, że to był tylko sen. Tak realny sen - Wiesz, że nie musisz ze mną jechać.. Możesz zostać i ...
- I co? - Wtrąciłam - Nie chcę tu być. Nie mogę.. Żałuję tego co zrobiłam, żałuję wszystkiego!
- Uspokój się... - Wtuliłam się w jej ramiona roztrzęsiona tym co się ostatnio wydarzyło w moim życiu. Kiedy trochę się ogarnęłam, wstałam z łóżka, aby się wyszykować. Ciocia zeszła do salony, ja natomiast ubrałam się w wygodne ciuchy a do tego czarno-białe trampki i opuściłam swój pokój udając się do gabinetu gdzie była właśnie moja mama. Robiła coś przy papierach a jej wzrok był skupiony na stercie kartek przed nią.
- Hej - Przywitałam się. Spojrzała w moją stronę - Przyszłam się pożegnać. Elsa już jest...
- Kochanie..
- Mamo proszę.. Nie utrudniaj mi tego...- Zbliżyła się do mnie a potem otworzyła swe ramiona, robiąc tym dla mnie miejsce. Bez wahania wtuliłam się w jej kruche ciało.
- Będę za Tobą tęsknić... - Wyszeptała.
- Ja za Tobą też.. Zadzwonię gdy dojadę...
- Obiecujesz? - Kiwnęłam głową potwierdzając swoje poprzednie zdanie. Z kieszeni kurtki wyciągnęłam małą, białą kopertę a potem podałam ją swojej rodzicielce.
- Przekaż to Amandzie, kiedy przyjedzie rano. Miałyśmy się spotkać, ale mnie już tu nie będzie.
- Ashley, sama powinnaś to zrobić...
- Nie - Wtrąciłam - Tak będzie lepiej..
- Lepiej jak zostawisz ją bez słowa pożegnania? Uważasz, że Ci to wybaczy?
- Nie wiem - Wzruszyłam obojętnie ramionami - Ja nie mogę tu dłużej zostać. Nie chcę... Straciłam babcie, rozumiesz? To przeze mnie ona odeszła.. Przez moją głupotę! A Amanda by tylko próbowała mnie znów przekonać do zmiany decyzji. Nie zostanę tu ani chwili dłużej..
- Popełniasz wielki błąd nie żegnając się z przyjaciółmi..
- Już się pożegnałam. Na pogrzebie.. Podjęłam decyzję. Lepiej każdemu będzie beze mnie i mi lepiej bez nich. Ma Toma. Zagoi rany po moim odejściu..
- Jak tak możesz mówić? - Wybuchnęła - To Twoja przyjaciółka!
- Mamo... - Po długiej rozmowie i pożegnaniu, opuściłam swój dom wsiadając do taksówki zamówionej przez moją ciocię. Ostatni raz zerknęłam na budynek w którym do dnia dzisiejszego mieszkałam. W głębi duszy pragnęłam i czekałam aż zjawi się Fabian, aż przekona mnie bym została, bym nie odjeżdżała... Ale tak jak już wcześniej mówiłam, nic takiego się nie stało. Zabolało mnie to bardzo mocno. Prawda jest taka, że tyle dla niego zrobiłam, poświęciłam a on? Dostał to czego tak bardzo chciał i znikną. Po prostu mnie wykorzystał i nic więcej.
Samochód ruszył a my? Odjechałyśmy ze łzami w oczach. ..
************************************************************************
*Amanda*
Wstałam bardzo wcześnie, aby jak najszybciej spotkać się z przyjaciółką. Miałam nadzieję, ze tym razem przekonam ją do zmiany decyzji. Wykonałam kolejny telefon w jej kierunku, ale nie odbierała. Pewnie śpi.
Szybko wcisnęłam się w byle jaki ciuchy i ruszyłam do wyjścia. Nagle zadzwonił stacjonarny telefon, znajdujący się w moim pokoju.
- Tak?
- Ma Panienka gościa - Odezwał się męsko głos w słuchawce - Wpuścić go?
- Oczywiście. Już schodzę - Odłożyłam słuchawkę na miejsce i biegiem ruszyłam do salony. Myślałam, że to Ashley, że przyszła do mnie pogadać - Ashley! - Krzyknęłam zbiegając ze schodów
- Cześć..
- Tom? - Zdziwiłam się widząc mojego chłopaka u mnie w mieszkaniu - Co Ty tu robisz?
- Musimy porozmawiać.
- Przecież wczoraj mówiłeś, że jeszcze jakiś czas Cię nie będzie..
- Chodzi o Fabiana i Ashley.
- Coś się stało?! - Wpadłam w panikę.
- Musisz coś wiedzieć o Fabianie. Ashley nie może teraz wyjechać. On jej potrzebuje..
- Co Ty mówisz?
- Fabian.. On... Zaklęcie nie od końca poszło sprawnie. Coś się zrypało i on...
- No mów! - Spojrzałam mu w oczy i dostrzegłam w nich strach i bezradność. Podeszłam do niego, zachęcając go tym do przytulenia mnie. Zrobił to od razu a ja poczułam jak odetchnął z ulgą - Proszę. Powiedz o co chodzi... - Chwilę później usiedliśmy obok siebie na kanapie a z jego ust, wylał się potok słów. Nie wierzyłam w jego słowa - Jak to w ogóle możliwe? Tak miało być?
- Nie wiem.. Nie mam pojęcia.. Trzeba pogadać z Ashley i jej ciocią..
- Więc na co czekamy? Chodźmy! To może zatrzyma ją przy pozostaniu tu.. - Biegiem ruszyliśmy do drzwi a mój szofer zawiózł nas wprost pod dom mojej przyjaciółki. Otworzyła nam jej gosposia, każąc nam udać się do gabinetu jej mamy.
- Dzień dobry - Przywitaliśmy się jednocześnie.
- O hej... - Dostrzegłam w jej oczach smutek. Coś musiało się stać.
- Ashley jeszcze śpi? Miałyśmy się spotkać... Muszę z nią porozmawiać.
- Amando..
- Czy coś się stało? - Spytałam widząc jej zatroskaną minę.
- Ashley ...
- Co z nią?! - Przerwałam.
- Jej już nie ma... Ona.. Wyjechała...
- Co?! - Wtrąciłam - Kiedy?!
- W nocy.. Prosiła, abym Ci to przekazała.. - Podeszła do mnie i wręczyła mi małą, białą kopertę - To list, który do Ciebie napisała - Byłam załamana. Wyjechała? Ale jak to?! Umówiłyśmy się! Spojrzałam na ten kawałek papieru. Otworzyłam go a następnie zaczęłam czytać.
,, Hej. Jeżeli to czytasz to znaczy, że właśnie u mnie jesteś. Wiem jak się teraz czujesz, wiesz, że jesteś na mnie zła, ale zrozum mnie. Musiałam to zrobić. Musiałam wyjechać bez Twojej zgody i wiedzy bo inaczej byś mi na to nie pozwoliła, prawda? Amando.. Jesteś moją jedyną i najwspanialszą przyjaciółką. Kocham Cię i bardzo mi na Tobie zależy. Traktuję Cię nawet jak siostrę, ale nie mogę tu dłużej zostać. Podjęłam decyzję przemienienia Fabiana z powrotem w człowieka, chociaż babcia mnie przed tym ostrzegała. Poniosłam za to konsekwencję i będę żałować tego do końca życia. Nie chcę, abyś i Ty przeze mnie cierpiała. Wyjeżdżając daję Ci wolność od tego popierniczonego życia. Teraz możesz przeżywać wszystko normalnie. Jak normalny człowiek. Bez magii czy wampirów. Cieszę się, że mu nic nie jest, że znów jest człowiekiem... Życzę Ci powodzenia z Tomem i dalszych sukcesów w życiu. Pozdrów go i przekaż, że ma się Tobą jak najlepiej opiekować. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Twoja najlepsza przyjaciółka i siostra w jednym. Kocham Cię. Ashley.... ''
Nie wierzę. Nie mogę w to uwierzyć. Łzy spłynęły po moim policzku jak cięty strumyk a oddech stał się nierówny. Jak ona mogła mnie zostawić i to w taki sposób? Bez pożegnania? To się nazywa przyjaźń? Zabrakło mi tchu. Czułam jak robi się ciasno w pomieszczeniu a ja nie mogę oddychać. Przypomniałam sobie niektóre chwile jakie przeżyliśmy. Jak obiecywałyśmy sobie, że zawsze będziemy razem na dobre i na złe, że nigdy siebie nie opuścimy. Gdzie jej honor?! Gdzie te obietnice wszystkie się podziały?! To były tylko puste słowa?! Naprawdę?!
- Wszystko gra? - Wyrwał mnie z rozmyśleń głos blondyna.
- Ja.. - Spojrzałam na niego a potem wzrok przeniosłam na starszą od siebie o kilkanaście lat kobietę - Proszę przekazać Ashley, że nie mogę uwierzyć w to, w jaki sposób mnie potraktowała.. Myślałam, że się przyjaźnimy, ale widzę, że się pomyliłam..
- Amando.. - Wtrąciła jej matka.
- Nie! - Krzyknęłam - Prawdziwe przyjaciółki tak nie postępują.. - Miałam ochotę wybuchnąć jeszcze większym płaczem, jednak zdołałam to w sobie stłamsić. Ogarnął mnie gniew - Niech Pani jej przekaże, że życzę wszystkiego co najlepsze, i że nigdy więcej nie chcę jej już widzieć - Byłam tak zdenerwowana, że podarłam papier, który trzymałam teraz w ręku i opuściłam go na podłogę.
- Amando, kochanie..
- Do widzenia - Machnęłam ręką zrozpaczona tym wszystkim i wyszłam. Za mną szedł Tom, który zmusił mnie do tego, abym się zatrzymała i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Wszystko będzie dobrze, rozumiesz?! Damy radę! Masz mnie.. Poradzimy sobie!
- Nic nie będzie dobrze!
- Wyjdź za mnie.. Wszystko się ułoży. Obiecuję!
- Co?
- Wyjdź za mnie.
- Oszalałeś... - Nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać.
- Może, ale życie i tak jest już pokręcone więc to nic dziwnego. W sumie to jedna z najbardziej normalnych rzeczy jakie teraz robię. Oświadczam Ci się.
- Ty naprawdę oszalałeś..
- To znaczy, że się zgadzasz? - Spojrzałam na niego raz jeszcze. Znam go od kilku miesięcy a zmienił moje życie całkowicie. Przewrócił je do góry nogami o 360 stopni. Czułam i wiedziałam, że to jest chłopak ten właściwy. Że to prawdziwa miłość do końca życia. Nigdy nikogo tak nie pokocham jak jego. Przełknęłam głośno ślinę i powolutku wypuściłam powietrze z płuc. Ashley wyjechała zostawiając mnie samą, opuściła mnie bez słowa pożegnania i potraktowała w tak podły sposób. Tak się nie robi nawet najgorszemu wrogowi.
- Tak.. - Wyszeptałam - Wyjdę za Ciebie.. - Nasze usta złączyły się w całość a ja postanowiłam iść do przodu. Od teraz wszystko się zmieni. Moje życie ulegnie zmianie i chociaż nie będzie w nim Ashley, to zrobię wszystko, aby być szczęśliwa z mężczyzną, którego bardzo kocham.....
,, Boży Dar '' - Nowe życie, wielkie zmiany.
*Ashley*
Prosili mnie milion razy, abym została, ale nie mogę tego zrobić.
- Nie wyjeżdżaj! Nie możesz mnie zostawić! Nie chcę Cię stracić! Zostań! Błagam... - Moja przyjaciółka kilkakrotnie wypowiadała te słowa w moją stronę mając nadzieję, że mnie przekona. Za każdym razem doznawała zawodu.
- Kochanie, ale jesteś tego pewna? - Spytała mnie mama wchodząc do mojej sypialni. Na łóżku leżały walizki a dokładniej to było ich pięć a cały pokój był w niezłym bałaganie.
- Powtarzam to po raz setny mamo, że tak jestem tego pewna w stu procentach.
- A co powiesz na to, abym jechała z Wami?
- A Twoja praca? - Zdziwiłam się.
- No wiesz... Tam także bym coś dla siebie znalazła..
- Nie chcę, abyś przeze mnie traciła to co kochasz robić. Przecież będziesz mnie często odwiedzać, lub ja Ciebie...
- Ale to jest tak daleko...
- Poradzę sobie. Elsa wynajęła już nam dom. Ona też tego potrzebuje.. Nic mi nie będzie.
- Wiesz, że tak bardzo Cię kocham..
- Ja Ciebie też głupolu mój - Wtuliłam się w jej ramiona a łzy wypełniły moje zmęczone oczy. Rozmawialiśmy tak jeszcze przez chwilę aż opuściła mój pokój, pozostawiając mnie samą sobie. Musiała iść do gabinetu wykonać ważny telefon. Nic nowego. Zastanawiałam się czy jest taka osoba, która miałaby szansę zmienić moją decyzję. Oczywiście, że jest ktoś taki. Chociaż się tego wypierałam, wiedziałam dobrze, że gdyby teraz w moich drzwiach stanął nie kto inny jak Fabian i poprosił mnie o zostanie, zrobiłabym to wybaczając nawet mu jego nieobecność przy mnie. Jednak spojrzałam na drzwi i nic takiego się nie stało. Minuty mijały a ja wciąż sama siedziałam w swojej sypialni. Chciało mi się płakać. Dostrzegłam, że dzwoni mój telefon. Amanda. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać i po raz kolejny wysłuchiwać, abym została. Popatrzyłam na elektroniczny przedmiot, który cały czas wibrował. Umówiłam się z nią na jutro na śniadanie, ale niestety kiedy ona będzie do mnie szła, ja już będę daleko stąd. Wiem, że źle zrobiłam, ale gdyby wiedziała, że jeszcze dziś w nocy wyjeżdżam, nie pozwoliłaby mi na to i teraz siedziałaby tu ze mną szlochając i błagając bym nie opuszczała rodzinnego miasta. Znów zerknęłam na telefon. Próbowałam go wyłączyć siłą woli, chciałam, aby się zablokował, ale na nic zdały się moje próby. Straciłam moce na zawsze i muszę się z tym pogodzić. Zignorowałam więc jej próby skontaktowania się ze mną a kiedy poczułam jeszcze większe zmęczenie, położyłam się na łóżko wśród tych wszystkich walizek i po prostu zasnęłam....
- Ashley.. Ashley..
- Tak? - Otworzyłam powieki a to co zobaczyłam, wstrząsnęło mną natychmiastowo.
- Nie możesz tego zrobić. Nie możesz mnie zostawić.
- Co Ty tu robisz? - Wyszeptałam.
- Przyjechałem kiedy tylko się dowiedziałem o Twoich planach. Nie zostawiaj mnie. Potrzebuję, abyś ze mną była.. - Podszedł do mnie i dłonią czule przejechał po moim prawym policzku. Zadrżałam.
- Fabian... - Szepnęłam spoglądając mu w oczy - Gdzie... Gdzie byłeś tyle czasu? Dlaczego zniknąłeś bez słowa...
- Nie wyjeżdżaj - Powtarzał w kółko - Obiecaj, że tego nie zrobisz..
- Muszę.. Wybacz mi..
- Obiecaj! Ja.. Kocham Cię - Łzy spłynęły po jego oby polikach a serce przyśpieszyło. Zbliżał się do mnie twarzą tak, że już po chwili czułam na ustach jego oddech. Czekałam aż mnie pocałuje. Zrobił to. Czułam się jak w niebie, kiedy tak kosztował moje wargi a ja mogłam mu się odpłacić tym samym....
- Kochanie, wstawaj.. - Czułam jak ktoś mną szarpie.
- Fabian! - Wrzasnęłam otwierając oczy. Rozejrzałam się najszybciej jak mogłam po pokoju z nadzieją, że on gdzieś tu jest, że schował się, ale niestety go tu nie było. Obudziła mnie Elsa, która była gotowa do wyjazdu. Przywitała się ze mną czule chociaż i tak wiedziałam, że wszystko jest do dupy. Była przygnębiona i zarazem nie okazywała żadnych dobrych emocji, które wskazywałyby na to, że jest w porządku.
- Śniłaś o tym chłopaku, prawda? - Kiwnęłam głową rozczarowana tym, że to był tylko sen. Tak realny sen - Wiesz, że nie musisz ze mną jechać.. Możesz zostać i ...
- I co? - Wtrąciłam - Nie chcę tu być. Nie mogę.. Żałuję tego co zrobiłam, żałuję wszystkiego!
- Uspokój się... - Wtuliłam się w jej ramiona roztrzęsiona tym co się ostatnio wydarzyło w moim życiu. Kiedy trochę się ogarnęłam, wstałam z łóżka, aby się wyszykować. Ciocia zeszła do salony, ja natomiast ubrałam się w wygodne ciuchy a do tego czarno-białe trampki i opuściłam swój pokój udając się do gabinetu gdzie była właśnie moja mama. Robiła coś przy papierach a jej wzrok był skupiony na stercie kartek przed nią.
- Hej - Przywitałam się. Spojrzała w moją stronę - Przyszłam się pożegnać. Elsa już jest...
- Kochanie..
- Mamo proszę.. Nie utrudniaj mi tego...- Zbliżyła się do mnie a potem otworzyła swe ramiona, robiąc tym dla mnie miejsce. Bez wahania wtuliłam się w jej kruche ciało.
- Będę za Tobą tęsknić... - Wyszeptała.
- Ja za Tobą też.. Zadzwonię gdy dojadę...
- Obiecujesz? - Kiwnęłam głową potwierdzając swoje poprzednie zdanie. Z kieszeni kurtki wyciągnęłam małą, białą kopertę a potem podałam ją swojej rodzicielce.
- Przekaż to Amandzie, kiedy przyjedzie rano. Miałyśmy się spotkać, ale mnie już tu nie będzie.
- Ashley, sama powinnaś to zrobić...
- Nie - Wtrąciłam - Tak będzie lepiej..
- Lepiej jak zostawisz ją bez słowa pożegnania? Uważasz, że Ci to wybaczy?
- Nie wiem - Wzruszyłam obojętnie ramionami - Ja nie mogę tu dłużej zostać. Nie chcę... Straciłam babcie, rozumiesz? To przeze mnie ona odeszła.. Przez moją głupotę! A Amanda by tylko próbowała mnie znów przekonać do zmiany decyzji. Nie zostanę tu ani chwili dłużej..
- Popełniasz wielki błąd nie żegnając się z przyjaciółmi..
- Już się pożegnałam. Na pogrzebie.. Podjęłam decyzję. Lepiej każdemu będzie beze mnie i mi lepiej bez nich. Ma Toma. Zagoi rany po moim odejściu..
- Jak tak możesz mówić? - Wybuchnęła - To Twoja przyjaciółka!
- Mamo... - Po długiej rozmowie i pożegnaniu, opuściłam swój dom wsiadając do taksówki zamówionej przez moją ciocię. Ostatni raz zerknęłam na budynek w którym do dnia dzisiejszego mieszkałam. W głębi duszy pragnęłam i czekałam aż zjawi się Fabian, aż przekona mnie bym została, bym nie odjeżdżała... Ale tak jak już wcześniej mówiłam, nic takiego się nie stało. Zabolało mnie to bardzo mocno. Prawda jest taka, że tyle dla niego zrobiłam, poświęciłam a on? Dostał to czego tak bardzo chciał i znikną. Po prostu mnie wykorzystał i nic więcej.
Samochód ruszył a my? Odjechałyśmy ze łzami w oczach. ..
************************************************************************
*Amanda*
Wstałam bardzo wcześnie, aby jak najszybciej spotkać się z przyjaciółką. Miałam nadzieję, ze tym razem przekonam ją do zmiany decyzji. Wykonałam kolejny telefon w jej kierunku, ale nie odbierała. Pewnie śpi.
Szybko wcisnęłam się w byle jaki ciuchy i ruszyłam do wyjścia. Nagle zadzwonił stacjonarny telefon, znajdujący się w moim pokoju.
- Tak?
- Ma Panienka gościa - Odezwał się męsko głos w słuchawce - Wpuścić go?
- Oczywiście. Już schodzę - Odłożyłam słuchawkę na miejsce i biegiem ruszyłam do salony. Myślałam, że to Ashley, że przyszła do mnie pogadać - Ashley! - Krzyknęłam zbiegając ze schodów
- Cześć..
- Tom? - Zdziwiłam się widząc mojego chłopaka u mnie w mieszkaniu - Co Ty tu robisz?
- Musimy porozmawiać.
- Przecież wczoraj mówiłeś, że jeszcze jakiś czas Cię nie będzie..
- Chodzi o Fabiana i Ashley.
- Coś się stało?! - Wpadłam w panikę.
- Musisz coś wiedzieć o Fabianie. Ashley nie może teraz wyjechać. On jej potrzebuje..
- Co Ty mówisz?
- Fabian.. On... Zaklęcie nie od końca poszło sprawnie. Coś się zrypało i on...
- No mów! - Spojrzałam mu w oczy i dostrzegłam w nich strach i bezradność. Podeszłam do niego, zachęcając go tym do przytulenia mnie. Zrobił to od razu a ja poczułam jak odetchnął z ulgą - Proszę. Powiedz o co chodzi... - Chwilę później usiedliśmy obok siebie na kanapie a z jego ust, wylał się potok słów. Nie wierzyłam w jego słowa - Jak to w ogóle możliwe? Tak miało być?
- Nie wiem.. Nie mam pojęcia.. Trzeba pogadać z Ashley i jej ciocią..
- Więc na co czekamy? Chodźmy! To może zatrzyma ją przy pozostaniu tu.. - Biegiem ruszyliśmy do drzwi a mój szofer zawiózł nas wprost pod dom mojej przyjaciółki. Otworzyła nam jej gosposia, każąc nam udać się do gabinetu jej mamy.
- Dzień dobry - Przywitaliśmy się jednocześnie.
- O hej... - Dostrzegłam w jej oczach smutek. Coś musiało się stać.
- Ashley jeszcze śpi? Miałyśmy się spotkać... Muszę z nią porozmawiać.
- Amando..
- Czy coś się stało? - Spytałam widząc jej zatroskaną minę.
- Ashley ...
- Co z nią?! - Przerwałam.
- Jej już nie ma... Ona.. Wyjechała...
- Co?! - Wtrąciłam - Kiedy?!
- W nocy.. Prosiła, abym Ci to przekazała.. - Podeszła do mnie i wręczyła mi małą, białą kopertę - To list, który do Ciebie napisała - Byłam załamana. Wyjechała? Ale jak to?! Umówiłyśmy się! Spojrzałam na ten kawałek papieru. Otworzyłam go a następnie zaczęłam czytać.
,, Hej. Jeżeli to czytasz to znaczy, że właśnie u mnie jesteś. Wiem jak się teraz czujesz, wiesz, że jesteś na mnie zła, ale zrozum mnie. Musiałam to zrobić. Musiałam wyjechać bez Twojej zgody i wiedzy bo inaczej byś mi na to nie pozwoliła, prawda? Amando.. Jesteś moją jedyną i najwspanialszą przyjaciółką. Kocham Cię i bardzo mi na Tobie zależy. Traktuję Cię nawet jak siostrę, ale nie mogę tu dłużej zostać. Podjęłam decyzję przemienienia Fabiana z powrotem w człowieka, chociaż babcia mnie przed tym ostrzegała. Poniosłam za to konsekwencję i będę żałować tego do końca życia. Nie chcę, abyś i Ty przeze mnie cierpiała. Wyjeżdżając daję Ci wolność od tego popierniczonego życia. Teraz możesz przeżywać wszystko normalnie. Jak normalny człowiek. Bez magii czy wampirów. Cieszę się, że mu nic nie jest, że znów jest człowiekiem... Życzę Ci powodzenia z Tomem i dalszych sukcesów w życiu. Pozdrów go i przekaż, że ma się Tobą jak najlepiej opiekować. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Twoja najlepsza przyjaciółka i siostra w jednym. Kocham Cię. Ashley.... ''
Nie wierzę. Nie mogę w to uwierzyć. Łzy spłynęły po moim policzku jak cięty strumyk a oddech stał się nierówny. Jak ona mogła mnie zostawić i to w taki sposób? Bez pożegnania? To się nazywa przyjaźń? Zabrakło mi tchu. Czułam jak robi się ciasno w pomieszczeniu a ja nie mogę oddychać. Przypomniałam sobie niektóre chwile jakie przeżyliśmy. Jak obiecywałyśmy sobie, że zawsze będziemy razem na dobre i na złe, że nigdy siebie nie opuścimy. Gdzie jej honor?! Gdzie te obietnice wszystkie się podziały?! To były tylko puste słowa?! Naprawdę?!
- Wszystko gra? - Wyrwał mnie z rozmyśleń głos blondyna.
- Ja.. - Spojrzałam na niego a potem wzrok przeniosłam na starszą od siebie o kilkanaście lat kobietę - Proszę przekazać Ashley, że nie mogę uwierzyć w to, w jaki sposób mnie potraktowała.. Myślałam, że się przyjaźnimy, ale widzę, że się pomyliłam..
- Amando.. - Wtrąciła jej matka.
- Nie! - Krzyknęłam - Prawdziwe przyjaciółki tak nie postępują.. - Miałam ochotę wybuchnąć jeszcze większym płaczem, jednak zdołałam to w sobie stłamsić. Ogarnął mnie gniew - Niech Pani jej przekaże, że życzę wszystkiego co najlepsze, i że nigdy więcej nie chcę jej już widzieć - Byłam tak zdenerwowana, że podarłam papier, który trzymałam teraz w ręku i opuściłam go na podłogę.
- Amando, kochanie..
- Do widzenia - Machnęłam ręką zrozpaczona tym wszystkim i wyszłam. Za mną szedł Tom, który zmusił mnie do tego, abym się zatrzymała i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Wszystko będzie dobrze, rozumiesz?! Damy radę! Masz mnie.. Poradzimy sobie!
- Nic nie będzie dobrze!
- Wyjdź za mnie.. Wszystko się ułoży. Obiecuję!
- Co?
- Wyjdź za mnie.
- Oszalałeś... - Nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać.
- Może, ale życie i tak jest już pokręcone więc to nic dziwnego. W sumie to jedna z najbardziej normalnych rzeczy jakie teraz robię. Oświadczam Ci się.
- Ty naprawdę oszalałeś..
- To znaczy, że się zgadzasz? - Spojrzałam na niego raz jeszcze. Znam go od kilku miesięcy a zmienił moje życie całkowicie. Przewrócił je do góry nogami o 360 stopni. Czułam i wiedziałam, że to jest chłopak ten właściwy. Że to prawdziwa miłość do końca życia. Nigdy nikogo tak nie pokocham jak jego. Przełknęłam głośno ślinę i powolutku wypuściłam powietrze z płuc. Ashley wyjechała zostawiając mnie samą, opuściła mnie bez słowa pożegnania i potraktowała w tak podły sposób. Tak się nie robi nawet najgorszemu wrogowi.
- Tak.. - Wyszeptałam - Wyjdę za Ciebie.. - Nasze usta złączyły się w całość a ja postanowiłam iść do przodu. Od teraz wszystko się zmieni. Moje życie ulegnie zmianie i chociaż nie będzie w nim Ashley, to zrobię wszystko, aby być szczęśliwa z mężczyzną, którego bardzo kocham.....
niedziela, 22 marca 2015
Rozdział 25
,, Boży Dar '' - Śmierć.
*Ashley*
- Gdzie... Gdzie jestem? - Rozejrzałam się po pomieszczeniu widząc moją przyjaciółkę.
- W szpitalu.. Wszystko w porządku? Zawołać lekarza?
- Lekarza? - Zdziwiłam się - Nie.. nie chcę..
- Jak się czujesz?
- Źle.. Co się stało?..
- Nie pamiętasz? ..- Nagle sobie przypomniałam wszystko. Matko. Gdzie jest Fabian?!.
- Nic mu nie jest?!
- Nie.. Nie wiem.. - Dodała.
- Jak to? Gdzie on jest? Muszę się z nim zobaczyć..
- Ashley..
- Amanda! - Ale ona milczała. Spuściła tylko wzrok na podłogę i zamilkła - Albo mi powiesz, albo przeniosę się do niego sama..
- Ashley.. - Powtórzyła moje imię przytłumionym głosem
- Vincento Extutive! - Ale nic się nie stało. Wciąż leżałam w łóżku szpitalnym - Vincento Extutive!- Powtórzyłam zaklęcie, ale i tym razem klapa.
- Nie uda Ci się to. Straciłaś moce..
- Co?! - Myślałam, że się przesłyszałam. Poczułam się cholernie źle - Ale jak to?! Jak to możliwe?!
- Uratowałaś Fabiana... Twoja moc zniknęła. Przykro mi...
- Gdzie on jest?!
- Nie wiem.. Zniknął zaraz po tym jak...- Nagle przerwała w połowie zdania.
- Jak co?! - Wtrąciłam przestraszona. Czułam, że coś jest nie tak. Coś przede mną ukrywała - Amanda! Mów do cholery! Co się dzieje?! - Przed oczyma pojawił mi się jeden z moich snów, kiedy leżałam w śpiączce.
****************
- Tyle dni tu leży.. Dlaczego wciąż się nie budzi? - Usłyszałam głos mojej matki gdzieś w oddali. Oczy miałam zamknięte a miejsce, w którym teraz się znajdowałam to czarna dziura. Byłam tu od kilku dobrych dni, jak nie tygodni. Za każdym razem, kiedy próbowałam przedostać się przez szklane zwierciadło, coś mi na to nie pozwalało. Coś wciągało mnie z powrotem w otchłań zła.
- Trafiła tu ledwo żywa. Personel medyczny dalej nie ma pojęcia jak to możliwe, że w ogóle żyje. To cud, że może wciąż oddychać - Tego głosu nie rozpoznawałam. Gdzie ja jestem? Co się dzieje?
- Ale na pewno się obudzi, prawda?!
- Przykro mi... - Płacz mojej matki. Kto się nie obudzi? Ja? Co się do cholery dzieje?! Nagle przed moimi oczami ukazała się moja babcia. Szła do mnie wolnym krokiem rozświetlając tą przeklętą nicość a na twarzy miała czuły uśmiech.
- Babciu?! - Krzyknęłam rzucając się w jej ramiona. Wyglądała inaczej. Jak anioł..
- Witaj skarbie. Co Ty tu jeszcze robisz?
- Nie mogę się stąd wydostać.. Nie wiem jak..
- Spokojnie. Uda Ci się to tylko musisz bardzo chcieć.
- Ale właściwi co Ty tu robisz? Przyszłaś mnie uratować?
- Przyszłam się z Tobą pożegnać dziecko - Dłonią przejechała po moim delikatnym policzku.
- Pożegnać? - Wyszeptałam. Czy ja dobrze słyszę?
- Tak..
- Ale jak to? Dlaczego?
- Wszystko będzie dobrze. A teraz weź się w garść i otwórz oczy. Potrzebują Cię.
- Babciu.. Nie możesz odejść!
- Muszę. Zrobiłam wszystko by chronić Ciebie. Moja misja skończona..
- Ale...
- Ci... - Znów się uśmiechnęła a ja spojrzałam w jej niebieskie tęczówki - Wszystko się udało. Chłopak jest bezpieczny tak jak chciałaś - Złożyła delikatny pocałunek na moim czole i zniknęła wypowiadając ostatnie słowa - Kocham Cię..
- Babciu! Nie! nie odchodź!.....
***************************
Jak ja się cieszę, że to był tylko zły sen. Pot spłynął po moim ciele a ja odetchnęłam z wielką ulgą. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby to okazało się czystą prawdą. Załamałabym się prawdopodobnie.
- Chcę zobaczyć się z babcią - Wypowiedziałam stanowczym głosem, kiedy wróciłam do rzeczywistości - Muszę ją za wszystko przeprosić..
- Ashley...
- Chcę zobaczyć babcię! - Wrzasnęłam waląc pięścią w łóżko. Pragnęłam wtulić się w jej ramiona, objąć ją z całej siły. Pragnęłam tego jak nigdy przedtem.
- Musimy porozmawiać...
- O czym? - Uniosłam brew do góry - Amanda, co jest grane?!
- Twoja babcia nie żyje - Spojrzałam w stronę drzwi przez które właśnie w tej chwili weszła moja matka.
- Co... Co...? - Czułam jak uginają się pode mną moje własne nogi a żołądek podchodzi mi do gardła.
- Przykro mi kochanie.. - W oczach miała łzy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani jednego słowa. ,, Twoja babcia nie żyje. ... '' te cztery słowa w kółko krążyły po mojej małej głowie. O niczym innym nie byłam w stanie myśleć, tylko o tym.
- Ale jak to? - Wyszeptałam nie mogąc powstrzymać wodospadu gorzkich łez - Nie rozumiem..
- Zginęła ratując Ciebie - Wtrąciła Amanda - Oddała za Ciebie życie..
- Ja.. Ale.. Co?.. - Spojrzałam na mamę. Wiedziała o wszystkim?
*****KILKA DNI WCZEŚNIEJ*****
- Ashley! Kochanie! Obudź się! - Krzyczała starsza kobieta, tuląc swoją wnuczkę do siebie.
- Czy ona... - Amanda zakryła twarz dłonią by nie zacząć krzyczeć - Nie.. To nie może się stać!
- Ona nie umrze. nie pozwolę na to - Kobieta spojrzała na Ashley, która leżała nieruchomo na ziemi.
- Co Pani robi?.. - Wyszeptała rudowłosa dziewczyna.
- To co należy - Chwyciła dłoń wnuczki i mocno ją ścisnęła. Następnie zamknęła oczy i zaczęła wypowiadać jakieś zaklęcie. Trwało to dobre kilka godzin.... Kiedy skończyła, odetchnęła z ulgą i spojrzała na przyjaciółkę swojej wnuczki - Bądźcie przy niej.. Będzie Was potrzebować...- I upadła na ziemię tracąc przytomność. Amanda wpadła w panikę. Wyciągnęła szybko z kieszeni kurtki telefon a następnie wezwała pogotowie ratunkowe, które przyjechało najszybciej jak mogło. Zabrali Ashley oraz jej babcie. Tom zabronił, aby ktokolwiek dotknął jego bliźniaka.
- Co Ty wyprawiasz?! Lekarze muszą go obejrzeć! - Krzyknęła ruda.
- I co im powiesz, kiedy zapytają się o jego urazy?! Tego nawet nie da się wytłumaczyć! To jest magia i po prostu musimy poczekać aż sam dojdzie do siebie!
- Ale..
- Zaufaj mi - Posłał jej uśmiech i ostatni raz do niej podszedł - Za niedługo się odezwę. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.. - Wezwał taksówkę i zniknął gdzieś razem z szatynem.....
*****TERAZ*****
- Czyli... To moja wina... - Wyszeptałam zakrywając usta dłonią.
- Nie mów tak...- Moja rodzicielka przysiadła się do mnie i mocno mnie do siebie przytuliła.
- Zabiłam moją babcię - Powtarzałam - Zabiłam ją...
- To nie Twoja wina!
- Ja... Chcę zostać sama...
- Myślę, że to nie najlepszy...
- Chcę być sama! - Nie powiedzieli nic więcej, tylko w ciszy opuścili pomieszczenie, udając się na korytarz. Ja natomiast nie mogłam pojąć tego co się stało. Moja babcia zginęła a ja obwiniać o to mogłam tylko i wyłącznie siebie. Odradzała mi rzucenia zaklęcia na Fabiana, zabraniała mi mu pomagać a ja i tak zrobiłam po swojemu. Przeze mnie ona nie żyje! Nie wytrzymałam i wybuchłam wielkim płaczem. Nigdy tego sobie nie wybaczę. Nigdy!..
Przez cały dzień nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Kiedy już kładłam się spać, usłyszałam pukanie do drzwi. Nawet nie spojrzałam w tamtą stronę.
- Kochanie.. wiem, że jest późno, ale musimy porozmawiać...
- Nie teraz mamo. - Wtrąciłam - Nie mam na to ochoty..
- Nie możesz się obwiniać o to na co nie miałaś wpływu...
- Przestań! - Krzyknęłam zapłakana - Miałam na to wpływ! Gdybym nie była taka uparta... Gdybym nie pomogła Fabianowi to do niczego by nie doszło!
- To nie najlepszy czas na rozmowę o tym, dlaczego nigdy mi nic nie powiedziałaś.. - Zmierzyła mnie ostrym wzrokiem - Ale teraz chcę, abyś wiedziała, że mimo wszystko możesz na mnie liczyć. Dochowam Twojej tajemnicy i zawsze będę przy Tobie..
- Nie ma już czego dochować - Wzruszyłam ramionami - Straciłam moc..
- Ale nie straciłaś rodziny, przyjaciół... Chodź tu do mnie.. - Znów mnie przytuliła i tym razem złożyła na moim czole delikatny pocałunek.
- Proszę, zostaw mnie. Chcę być teraz sama.. - Kiwnęła głową ze zrozumieniem i wyszła zapewniając mnie, że wróci jutro. Obróciłam się na drugi bok, kiedy coś do mnie dotarło. Wzięłam telefon z półki i wykręciłam numer mojej cioci. Wiedziała co się wydarzyło a ja czułam się paskudnie.
- Przepraszam.. Nie chciałam, aby tak wyszło.. - Wymamrotałam jednym tchem, kiedy tylko odebrała - Naprawdę nie chciałam... - Rozpłakałam się.
- Wiem.. Wszystko będzie dobrze...
- Przyjedziesz do mnie rano? Potrzebuję Cię...
- Oczywiście. Nie ma problemu... - Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Potem się rozłączyła i poszła spać. Była załamana tak samo jak i ja. Zamknęłam oczy i nareszcie udało mi się zasnąć. Śniła mi się ta paskudna noc.....
Spędziłam w szpitalu kilka dobrych dni. Były one najgorszym okresem w moim życiu. Kiedy lekarz zgodził się mnie wypisać, od razu wróciłam do domu, biorąc sobie w szkole wolne. Przez ten czas dużo się wydarzyło. Ani razu nie widziałam Fabiana. W sumie nie widziałam się z nim od ostatniej nocy, gdzie straciłam moc.. Z nim i Tomem. Brat chłopaka napisał tylko do nas krótką wiadomość, że Fabian przechodzi przemianę i, że z nim wszystko w porządku, ale potrzebuje czasu na przemyślenia a Tom chce z nim przez to wszystko przejść razem. Obiecał też, że się wkrótce odezwie, tylko nie miał pojęcia kiedy. Najbardziej brak Toma, bolał Amandę. Wprawdzie nie przeżywała tego samego co ja, ale wiedziałam, że również bardzo cierpi. Próbowała kilkakrotnie dodzwonić się do blondyna, ale zawsze nie odbierał bądź odrzucał jej połączenie.
Dziś był wielki dzień.Wielki? Chyba raczej straszny. Najgorszy w moim życiu. Właśnie tego dnia odbywał się pogrzeb mojej babci. Był na nim każdy. Moja mama, przyjaciółka, ciocia... nawet mój ojciec zechciał się zjawić. Kiedy ceremonia dobiegła końca a ja szłam w stronę pojazdu, mężczyzna podszedł do mnie i chwycił mnie za dłoń.
- Czego chcesz?! - Warknęłam zrozpaczona. Ten facet dla mnie nie istniał. Gdyby nie to, że moja babcia to jego matka, wykopałabym go stąd.
- To wszystko Twoja wina... - Spojrzał na mnie z nienawiścią - Nigdy nie powinnaś odziedziczać daru jaki dostałaś! Nie zasłużyłaś na niego!
- Proszę mnie zostawić.. - Próbowałam się wyszarpać, ale to na nic. Był za silny.
- Ten pieprzony wampir był ważniejszy od mojej matki...
- To nieprawda! Nie wiedziałam, że tak się stanie! Nie chciałam tego! Nie mów tak...
- To Twoja wina - Warknął i odszedł. Stałam tak jeszcze przez chwilę. Miał rację, to moja wina. Ale jak mógł powiedzieć, że wybrałam wampira? Gdybym wiedziała, że moja babcia poświęci za mnie życie, nigdy bym do tego nie dopuściła. Myślałam, że jestem wystarczająco silna, że dam radę..Tymczasem podszedł do mnie facet, który mnie spłodził i od szesnastu lat nie miałam z nim kontaktu a teraz ni stąd ni zowąd o wszystko mnie oskarża. Nie macie pojęcia jakie to uczucie. Nie życzyłabym tego nikomu.
- Ashley.. - Obróciłam się za siebie i ujrzałam Amandę razem z Tomem.
- Co Ty tu robisz? - Spojrzałam mu w oczy i dostrzegłam w nich smutek i współczucie.
- Musiałem przyjść. Dodać Ci otuchy i z Tobą porozmawiać... - Pomyślałam o słowach ojca.
- Zostawiasz nas, Amandę i nagle od tak się tu zjawiasz? Myślisz, że wszystko będzie dobrze?
- Chcę Ci coś przekazać od Fabiana...
- Gdzie on właściwie jest?
- Nie mogę powiedzieć... Zakazał mi tego...
- Więc czego on ode mnie do cholery chce?! - Kiedy już chciał coś powiedzieć, szybko mu wtrąciłam - Nie, lepiej nie mów. Nie obchodzi mnie to..
- Ashley..
- Wiesz co? To Ty mu coś przekaż.. Przeżywałam piekło przez ostatni tydzień. Zginęła moja babcia i to przeze mnie.. Próbowałam mu pomóc za co poniosłam konsekwencję a on tak mi się odpłaca? Zostawia mnie z tym wszystkim samą?!
- To nie tak..
- A jak do cholery?! Nie broń go! Zrobiłam to wszystko bo.. - Zawahałam się i zamilkłam układając w głowie odpowiednie słowa - Bo zależało mi na nim..Wmawiałam sobie i wszystkim, że chcę mu tylko pomóc, że robię to bo tylko ja potrafię tego dokonać, ale prawda była taka, że zakochałam się w nim...
- Ashley, co Ty gadasz?! - Wtrąciła Amanda.
- Teraz to już nie ma znaczenia. On mnie już nie obchodzi. Cieszę się, że zaklęcie się powiodło, ale gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to i nie dopuściła do tego wszystkiego. Jednak czasu już nie cofnę bo nie mam mocy..
- Co? - Przerwał zdziwiony - Jak to nie masz mocy?
- Wszystko straciłam - Wzruszyłam ramionami - Niech Twój bran doceni tą szansę ją teraz dostał bo naprawdę jest co doceniać..
- Sama mu o tym powiedz..
- Nie. Nie będzie kiedy.
- Jak to? - Zdziwili się obydwoje.
- Wyjeżdżam.
- Jak to ? Dokąd?! - Amanda nie mogła wykrztusić z siebie ani jednego słowa więcej.
- Wyprowadzam się na drugi koniec świata - Spojrzałam na zszokowaną moimi słowami przyjaciółkę i nic już więcej nie odpowiedziałam. Pożegnałam się tylko i odeszłam ze spuszczoną głową. Nie mogę tu zostać. Nie po tym wszystkim. Wyjeżdżam z Elsą. Pieniądze mamy, mieszkanie już też. Moja mama także się zgodziła.. To już koniec wszystkiego. Koniec mojego życia tutaj....
,, Boży Dar '' - Śmierć.
*Ashley*
- Gdzie... Gdzie jestem? - Rozejrzałam się po pomieszczeniu widząc moją przyjaciółkę.
- W szpitalu.. Wszystko w porządku? Zawołać lekarza?
- Lekarza? - Zdziwiłam się - Nie.. nie chcę..
- Jak się czujesz?
- Źle.. Co się stało?..
- Nie pamiętasz? ..- Nagle sobie przypomniałam wszystko. Matko. Gdzie jest Fabian?!.
- Nic mu nie jest?!
- Nie.. Nie wiem.. - Dodała.
- Jak to? Gdzie on jest? Muszę się z nim zobaczyć..
- Ashley..
- Amanda! - Ale ona milczała. Spuściła tylko wzrok na podłogę i zamilkła - Albo mi powiesz, albo przeniosę się do niego sama..
- Ashley.. - Powtórzyła moje imię przytłumionym głosem
- Vincento Extutive! - Ale nic się nie stało. Wciąż leżałam w łóżku szpitalnym - Vincento Extutive!- Powtórzyłam zaklęcie, ale i tym razem klapa.
- Nie uda Ci się to. Straciłaś moce..
- Co?! - Myślałam, że się przesłyszałam. Poczułam się cholernie źle - Ale jak to?! Jak to możliwe?!
- Uratowałaś Fabiana... Twoja moc zniknęła. Przykro mi...
- Gdzie on jest?!
- Nie wiem.. Zniknął zaraz po tym jak...- Nagle przerwała w połowie zdania.
- Jak co?! - Wtrąciłam przestraszona. Czułam, że coś jest nie tak. Coś przede mną ukrywała - Amanda! Mów do cholery! Co się dzieje?! - Przed oczyma pojawił mi się jeden z moich snów, kiedy leżałam w śpiączce.
****************
- Tyle dni tu leży.. Dlaczego wciąż się nie budzi? - Usłyszałam głos mojej matki gdzieś w oddali. Oczy miałam zamknięte a miejsce, w którym teraz się znajdowałam to czarna dziura. Byłam tu od kilku dobrych dni, jak nie tygodni. Za każdym razem, kiedy próbowałam przedostać się przez szklane zwierciadło, coś mi na to nie pozwalało. Coś wciągało mnie z powrotem w otchłań zła.
- Trafiła tu ledwo żywa. Personel medyczny dalej nie ma pojęcia jak to możliwe, że w ogóle żyje. To cud, że może wciąż oddychać - Tego głosu nie rozpoznawałam. Gdzie ja jestem? Co się dzieje?
- Ale na pewno się obudzi, prawda?!
- Przykro mi... - Płacz mojej matki. Kto się nie obudzi? Ja? Co się do cholery dzieje?! Nagle przed moimi oczami ukazała się moja babcia. Szła do mnie wolnym krokiem rozświetlając tą przeklętą nicość a na twarzy miała czuły uśmiech.
- Babciu?! - Krzyknęłam rzucając się w jej ramiona. Wyglądała inaczej. Jak anioł..
- Witaj skarbie. Co Ty tu jeszcze robisz?
- Nie mogę się stąd wydostać.. Nie wiem jak..
- Spokojnie. Uda Ci się to tylko musisz bardzo chcieć.
- Ale właściwi co Ty tu robisz? Przyszłaś mnie uratować?
- Przyszłam się z Tobą pożegnać dziecko - Dłonią przejechała po moim delikatnym policzku.
- Pożegnać? - Wyszeptałam. Czy ja dobrze słyszę?
- Tak..
- Ale jak to? Dlaczego?
- Wszystko będzie dobrze. A teraz weź się w garść i otwórz oczy. Potrzebują Cię.
- Babciu.. Nie możesz odejść!
- Muszę. Zrobiłam wszystko by chronić Ciebie. Moja misja skończona..
- Ale...
- Ci... - Znów się uśmiechnęła a ja spojrzałam w jej niebieskie tęczówki - Wszystko się udało. Chłopak jest bezpieczny tak jak chciałaś - Złożyła delikatny pocałunek na moim czole i zniknęła wypowiadając ostatnie słowa - Kocham Cię..
- Babciu! Nie! nie odchodź!.....
***************************
Jak ja się cieszę, że to był tylko zły sen. Pot spłynął po moim ciele a ja odetchnęłam z wielką ulgą. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby to okazało się czystą prawdą. Załamałabym się prawdopodobnie.
- Chcę zobaczyć się z babcią - Wypowiedziałam stanowczym głosem, kiedy wróciłam do rzeczywistości - Muszę ją za wszystko przeprosić..
- Ashley...
- Chcę zobaczyć babcię! - Wrzasnęłam waląc pięścią w łóżko. Pragnęłam wtulić się w jej ramiona, objąć ją z całej siły. Pragnęłam tego jak nigdy przedtem.
- Musimy porozmawiać...
- O czym? - Uniosłam brew do góry - Amanda, co jest grane?!
- Twoja babcia nie żyje - Spojrzałam w stronę drzwi przez które właśnie w tej chwili weszła moja matka.
- Co... Co...? - Czułam jak uginają się pode mną moje własne nogi a żołądek podchodzi mi do gardła.
- Przykro mi kochanie.. - W oczach miała łzy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani jednego słowa. ,, Twoja babcia nie żyje. ... '' te cztery słowa w kółko krążyły po mojej małej głowie. O niczym innym nie byłam w stanie myśleć, tylko o tym.
- Ale jak to? - Wyszeptałam nie mogąc powstrzymać wodospadu gorzkich łez - Nie rozumiem..
- Zginęła ratując Ciebie - Wtrąciła Amanda - Oddała za Ciebie życie..
- Ja.. Ale.. Co?.. - Spojrzałam na mamę. Wiedziała o wszystkim?
*****KILKA DNI WCZEŚNIEJ*****
- Ashley! Kochanie! Obudź się! - Krzyczała starsza kobieta, tuląc swoją wnuczkę do siebie.
- Czy ona... - Amanda zakryła twarz dłonią by nie zacząć krzyczeć - Nie.. To nie może się stać!
- Ona nie umrze. nie pozwolę na to - Kobieta spojrzała na Ashley, która leżała nieruchomo na ziemi.
- Co Pani robi?.. - Wyszeptała rudowłosa dziewczyna.
- To co należy - Chwyciła dłoń wnuczki i mocno ją ścisnęła. Następnie zamknęła oczy i zaczęła wypowiadać jakieś zaklęcie. Trwało to dobre kilka godzin.... Kiedy skończyła, odetchnęła z ulgą i spojrzała na przyjaciółkę swojej wnuczki - Bądźcie przy niej.. Będzie Was potrzebować...- I upadła na ziemię tracąc przytomność. Amanda wpadła w panikę. Wyciągnęła szybko z kieszeni kurtki telefon a następnie wezwała pogotowie ratunkowe, które przyjechało najszybciej jak mogło. Zabrali Ashley oraz jej babcie. Tom zabronił, aby ktokolwiek dotknął jego bliźniaka.
- Co Ty wyprawiasz?! Lekarze muszą go obejrzeć! - Krzyknęła ruda.
- I co im powiesz, kiedy zapytają się o jego urazy?! Tego nawet nie da się wytłumaczyć! To jest magia i po prostu musimy poczekać aż sam dojdzie do siebie!
- Ale..
- Zaufaj mi - Posłał jej uśmiech i ostatni raz do niej podszedł - Za niedługo się odezwę. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.. - Wezwał taksówkę i zniknął gdzieś razem z szatynem.....
*****TERAZ*****
- Czyli... To moja wina... - Wyszeptałam zakrywając usta dłonią.
- Nie mów tak...- Moja rodzicielka przysiadła się do mnie i mocno mnie do siebie przytuliła.
- Zabiłam moją babcię - Powtarzałam - Zabiłam ją...
- To nie Twoja wina!
- Ja... Chcę zostać sama...
- Myślę, że to nie najlepszy...
- Chcę być sama! - Nie powiedzieli nic więcej, tylko w ciszy opuścili pomieszczenie, udając się na korytarz. Ja natomiast nie mogłam pojąć tego co się stało. Moja babcia zginęła a ja obwiniać o to mogłam tylko i wyłącznie siebie. Odradzała mi rzucenia zaklęcia na Fabiana, zabraniała mi mu pomagać a ja i tak zrobiłam po swojemu. Przeze mnie ona nie żyje! Nie wytrzymałam i wybuchłam wielkim płaczem. Nigdy tego sobie nie wybaczę. Nigdy!..
Przez cały dzień nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Kiedy już kładłam się spać, usłyszałam pukanie do drzwi. Nawet nie spojrzałam w tamtą stronę.
- Kochanie.. wiem, że jest późno, ale musimy porozmawiać...
- Nie teraz mamo. - Wtrąciłam - Nie mam na to ochoty..
- Nie możesz się obwiniać o to na co nie miałaś wpływu...
- Przestań! - Krzyknęłam zapłakana - Miałam na to wpływ! Gdybym nie była taka uparta... Gdybym nie pomogła Fabianowi to do niczego by nie doszło!
- To nie najlepszy czas na rozmowę o tym, dlaczego nigdy mi nic nie powiedziałaś.. - Zmierzyła mnie ostrym wzrokiem - Ale teraz chcę, abyś wiedziała, że mimo wszystko możesz na mnie liczyć. Dochowam Twojej tajemnicy i zawsze będę przy Tobie..
- Nie ma już czego dochować - Wzruszyłam ramionami - Straciłam moc..
- Ale nie straciłaś rodziny, przyjaciół... Chodź tu do mnie.. - Znów mnie przytuliła i tym razem złożyła na moim czole delikatny pocałunek.
- Proszę, zostaw mnie. Chcę być teraz sama.. - Kiwnęła głową ze zrozumieniem i wyszła zapewniając mnie, że wróci jutro. Obróciłam się na drugi bok, kiedy coś do mnie dotarło. Wzięłam telefon z półki i wykręciłam numer mojej cioci. Wiedziała co się wydarzyło a ja czułam się paskudnie.
- Przepraszam.. Nie chciałam, aby tak wyszło.. - Wymamrotałam jednym tchem, kiedy tylko odebrała - Naprawdę nie chciałam... - Rozpłakałam się.
- Wiem.. Wszystko będzie dobrze...
- Przyjedziesz do mnie rano? Potrzebuję Cię...
- Oczywiście. Nie ma problemu... - Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Potem się rozłączyła i poszła spać. Była załamana tak samo jak i ja. Zamknęłam oczy i nareszcie udało mi się zasnąć. Śniła mi się ta paskudna noc.....
Spędziłam w szpitalu kilka dobrych dni. Były one najgorszym okresem w moim życiu. Kiedy lekarz zgodził się mnie wypisać, od razu wróciłam do domu, biorąc sobie w szkole wolne. Przez ten czas dużo się wydarzyło. Ani razu nie widziałam Fabiana. W sumie nie widziałam się z nim od ostatniej nocy, gdzie straciłam moc.. Z nim i Tomem. Brat chłopaka napisał tylko do nas krótką wiadomość, że Fabian przechodzi przemianę i, że z nim wszystko w porządku, ale potrzebuje czasu na przemyślenia a Tom chce z nim przez to wszystko przejść razem. Obiecał też, że się wkrótce odezwie, tylko nie miał pojęcia kiedy. Najbardziej brak Toma, bolał Amandę. Wprawdzie nie przeżywała tego samego co ja, ale wiedziałam, że również bardzo cierpi. Próbowała kilkakrotnie dodzwonić się do blondyna, ale zawsze nie odbierał bądź odrzucał jej połączenie.
Dziś był wielki dzień.Wielki? Chyba raczej straszny. Najgorszy w moim życiu. Właśnie tego dnia odbywał się pogrzeb mojej babci. Był na nim każdy. Moja mama, przyjaciółka, ciocia... nawet mój ojciec zechciał się zjawić. Kiedy ceremonia dobiegła końca a ja szłam w stronę pojazdu, mężczyzna podszedł do mnie i chwycił mnie za dłoń.
- Czego chcesz?! - Warknęłam zrozpaczona. Ten facet dla mnie nie istniał. Gdyby nie to, że moja babcia to jego matka, wykopałabym go stąd.
- To wszystko Twoja wina... - Spojrzał na mnie z nienawiścią - Nigdy nie powinnaś odziedziczać daru jaki dostałaś! Nie zasłużyłaś na niego!
- Proszę mnie zostawić.. - Próbowałam się wyszarpać, ale to na nic. Był za silny.
- Ten pieprzony wampir był ważniejszy od mojej matki...
- To nieprawda! Nie wiedziałam, że tak się stanie! Nie chciałam tego! Nie mów tak...
- To Twoja wina - Warknął i odszedł. Stałam tak jeszcze przez chwilę. Miał rację, to moja wina. Ale jak mógł powiedzieć, że wybrałam wampira? Gdybym wiedziała, że moja babcia poświęci za mnie życie, nigdy bym do tego nie dopuściła. Myślałam, że jestem wystarczająco silna, że dam radę..Tymczasem podszedł do mnie facet, który mnie spłodził i od szesnastu lat nie miałam z nim kontaktu a teraz ni stąd ni zowąd o wszystko mnie oskarża. Nie macie pojęcia jakie to uczucie. Nie życzyłabym tego nikomu.
- Ashley.. - Obróciłam się za siebie i ujrzałam Amandę razem z Tomem.
- Co Ty tu robisz? - Spojrzałam mu w oczy i dostrzegłam w nich smutek i współczucie.
- Musiałem przyjść. Dodać Ci otuchy i z Tobą porozmawiać... - Pomyślałam o słowach ojca.
- Zostawiasz nas, Amandę i nagle od tak się tu zjawiasz? Myślisz, że wszystko będzie dobrze?
- Chcę Ci coś przekazać od Fabiana...
- Gdzie on właściwie jest?
- Nie mogę powiedzieć... Zakazał mi tego...
- Więc czego on ode mnie do cholery chce?! - Kiedy już chciał coś powiedzieć, szybko mu wtrąciłam - Nie, lepiej nie mów. Nie obchodzi mnie to..
- Ashley..
- Wiesz co? To Ty mu coś przekaż.. Przeżywałam piekło przez ostatni tydzień. Zginęła moja babcia i to przeze mnie.. Próbowałam mu pomóc za co poniosłam konsekwencję a on tak mi się odpłaca? Zostawia mnie z tym wszystkim samą?!
- To nie tak..
- A jak do cholery?! Nie broń go! Zrobiłam to wszystko bo.. - Zawahałam się i zamilkłam układając w głowie odpowiednie słowa - Bo zależało mi na nim..Wmawiałam sobie i wszystkim, że chcę mu tylko pomóc, że robię to bo tylko ja potrafię tego dokonać, ale prawda była taka, że zakochałam się w nim...
- Ashley, co Ty gadasz?! - Wtrąciła Amanda.
- Teraz to już nie ma znaczenia. On mnie już nie obchodzi. Cieszę się, że zaklęcie się powiodło, ale gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to i nie dopuściła do tego wszystkiego. Jednak czasu już nie cofnę bo nie mam mocy..
- Co? - Przerwał zdziwiony - Jak to nie masz mocy?
- Wszystko straciłam - Wzruszyłam ramionami - Niech Twój bran doceni tą szansę ją teraz dostał bo naprawdę jest co doceniać..
- Sama mu o tym powiedz..
- Nie. Nie będzie kiedy.
- Jak to? - Zdziwili się obydwoje.
- Wyjeżdżam.
- Jak to ? Dokąd?! - Amanda nie mogła wykrztusić z siebie ani jednego słowa więcej.
- Wyprowadzam się na drugi koniec świata - Spojrzałam na zszokowaną moimi słowami przyjaciółkę i nic już więcej nie odpowiedziałam. Pożegnałam się tylko i odeszłam ze spuszczoną głową. Nie mogę tu zostać. Nie po tym wszystkim. Wyjeżdżam z Elsą. Pieniądze mamy, mieszkanie już też. Moja mama także się zgodziła.. To już koniec wszystkiego. Koniec mojego życia tutaj....
czwartek, 19 marca 2015
Rozdział 24.
,, Boży Dar '' - Tragedia
- No dalej... Dasz radę - Powtarzałam sobie na głos co kilka sekund.Od ponad dwóch godzin siedziałam w tym domku i zastanawiałam się czy dobrze robię. Chciałam mu pomóc, chciałam zrobić coś dla niego, ale dlaczego się wahałam?Byłam u babci prosząc ją o pomoc. Odmówiła mi. Powiedziała, że w żadnym wypadku nie zgadza się na to i, że mam się trzymać od niego z daleka. Myślałam, że mogę na nią liczyć. Niestety pomyliłam się. Uważa, że nie mam wystarczająco sił, że nie przeżyje. Gówno prawda. Poradzę sobie.
- Zrób to.. - Obróciłam się o 180 stopni. Za mną stał Kris.
- Nie wiem co się ze mną dzieje... - Wyszeptałam.
- Zmieniłaś zdanie? Nie chcesz mu pomóc?
- Chcę, ale...
- To potężny czar. Zastanawiałaś się dlaczego chcesz mu w ogóle pomóc?
- Po prostu...
- Wiem, że go kochasz.
- Co? - Parsknęłam. Przecież to niedorzeczne. Już chciałam zaprzeczyć, kiedy wtrącił mi w połowie zdania.
- Nie jestem głupi. Widzę wszystko.. Zrób to dla niego i mu pomóż - Uśmiechnął się lekko po czym zniknął. Kocham go? Spojrzałam na chłopaka leżącego na podłodze. Właściwie dlaczego chcę mu tak bardzo pomóc? Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam. Jestem czarownicą i chcę jakoś wykorzystać swoją moc. Chcę być komuś i na coś pożyteczna. Tylko i wyłącznie dlatego chcę mu pomóc. Bo potrafię.
- No dobra.. - Wzięłam wielki głęboki oddech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Telefon zaczął mi dzwonić po raz któryś. Amanda.
- Nic mi nie jest! - Warknęłam poirytowana już jej zachowaniem.
- Ashley! Nie rób żadnego głupstwa! Nie możesz mu pomóc! Nie znasz całej prawdy!
- Co? Jakiej prawdy? - Zdziwiłam się.
- Jeżeli przemienisz go w człowieka to sama umrzesz! Dusza ludzka za duszę wampira! Nie możesz tego zrobić!
- Wszystko będzie w porządku. Dam radę - Rozłączyłam się nie pozwalając jej dojść do słowa a telefon wyłączyłam. Więc zaczynamy. Otworzyłam księgę zaklęć. Dłonie mi się pociły a serce waliło jak oszalałe. Co się ze mną dzieje?! Ale chuj z tym. ,, De lircentivo oshe el pozir '' Tak brzmiało to zaklęcie. Okej. Najpierw powtarzałam je sobie w kółko tak długo, aż zapamiętałam każde słowo bardzo dokładnie. Kiedy wreszcie byłam już gotowa, kucnęłam nad ciałem chłopaka i uważnie spojrzałam na jego twarz. Był taki śliczny. Postanowiłam wejść do jego umysłu. Wiem, że nie powinnam, ale to było silniejsze ode mnie. Amanda powiedziała, że nie znam całej prawdy a więc muszę ją poznać. To co tam zobaczyłam... Kłótnia Amandy i jego. Kłótnia z Tomem. Rozmowa z Krisem. Znów rozmowa z moją przyjaciółką. A więc Fabian wiedział od początku czym jestem. Byłam mu potrzebna. Chciał mnie wykorzystać... Wiedział, że zginę mimo wszystko a i tak chciał, abym go przemieniła. Więc co? Więc on wszystko udawał? Każdy pocałunek? Rozmowę? Zbliżał si do mnie, aby mnie w sobie rozkochać a potem pozbawić życia? No nie wierzę... Zaczęłam wspominać każdą chwilę jaką z nim przeżyłam.
***PIERWSZE SPOTKANIE***
Nuciłam sobie pod nosem pewną piosenkę, kiedy dostrzegłam na końcu przeciwnego korytarza jakiegoś chłopaka. Tom? To był on. Taki sam jak przed chwilą, ale co on tam robił? Przecież widziałam jak szedł w przeciwną stronę z jakieś 5 minut temu. Jak to możliwe?
Spojrzał w moją stronę a nasz wzrok się napotkał. Włosy na rękach stanęły mi dęba....
***SPOTKANIE NA KORYTARZU***
- Hej Tom - Uśmiechnęłam się z nadzieją, że wyciągnę od niego coś więcej. Spojrzał na mnie spode łba.
- Znamy się? - Jego głos brzmiał ciut inaczej niż wtedy. Mogłabym dać sobie rękę uciąć, że za pierwszym spotkaniem jego oczy były niebieskie... Teraz są takie jakieś czarne.
- Poznaliśmy się z jakieś 30 minut temu.. - Machnęłam mu ręką przed nosem, aby sobie mnie przypomniał.
- Chyba mnie z kimś pomyliłaś - Odpowiedział od niechcenia i odszedł.
*** JAK GO PRZEPRASZAŁAM***
- Hej - Przywitałam się w końcu gdy dotarłam do celu.
- Nie mam ochoty na rozmowę - Jego głos był boski. Strzał w dziesiątkę dla moich uszu.
- Chciałam Cię tylko przeprosić.
- Przeprosić? - Uniósł jedną brew do góry jakby był zdziwiony. W jego oczach dostrzegłam rządzę czegoś. Wzdrygnęłam się.
- Za wczoraj - Wzruszyłam ramionami - Pomyliłam Cię z Twoim bratem..
- Nie Ty jedna.
- Przepraszam...
- Powtarzasz się... - Ni stąd ni zowąd podszedł do nas Steven Zaltzman, który chwycił mnie za rękę tak, że musiałam spojrzeć mu prosto w oczy. Wyczytałam w nich smutek, zazdrość i złość.
- To boli! - Wrzasnęłam - Puść mnie!
- O czym Amanda gada z tym idiotą?!
- Nie powinno Cię to interesować - Wysyczałam. Przyjaźniłam się z nim, ale nie wybaczę mu tego, że zdradził moją najlepszą przyjaciółkę.
- A Ty co się gapisz? - Warknął w stronę Fabiana. Tego było już za wiele.
- Steven!
- Po pierwsze - Wtrącił się Fabian - Ten idiota jak go nazwałeś to mój brat i jeszcze raz się tak odezwiesz o nim to połamie Ci każdą kość. Po drugie - Zbliżył się do niego po czym odepchnął go ode mnie - Powiedziała, że masz ją puścić więc kurwa zrób to i spierdalaj stąd nim stracę cierpliwość.
- Wiesz kim ja jestem?
- Gówno mnie to obchodzi. Zjeżdżaj - Jego wzrok był stanowczy i bardzo groźny. Steven spojrzał na mnie a potem na niego.
- Nie rozśmieszaj mnie - Zaczął się śmiać z odwagi nowego ucznia. Steven chodził na kickboxing oraz umiał się dobrze bić.
- Liczę do trzech. Raz..... dwa... - Nie powiedział nic więcej ponieważ brunet zamachnął się prawą dłonią po czym z całej siły uderzył Fabiana z pięści w twarz. Tamten nawet nie drgnął. Zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe.
- Tylko nie to.. - Odezwał się Tom, który zobaczył całą tą sytuację. Ruszył biegiem w naszą stronę, ale było już za późno. Fabian otarł tylko dłonią krew, która spłynęła po jego wardze i uśmiechnął się szatańsko. Jego oczy zaświeciły jakby cieszył się z tego co zaraz nastąpi. Jakby pragnął wyrządzenia komuś krzywdy.
- Już nie żyjesz - Warknął agresywnie po czym rzucił się na Stevena. ...
***KIEDY PO RAZ PIERWSZY STANĘŁAM Z NIM TWARZĄ W TWARZ GDY BYŁ WAMPIREM***
- Olivier! To nie jest śmieszne do cholery! - Warknęłam wkurzona, ale dalej nic. W końcu po pewnym czasie sama zaczęłam rozglądać się dookoła jednak niczego nie dostrzegłam - Olivier! - Dalej nic. Wkurwiona już na maksa, poszłam w kierunku wyjścia, kiedy książki za mną zleciały z półki na ziemię a światło zgasło. Zaczęłam wrzeszczeć przestraszona i biegiem ruszyłam wprost przed siebie. Niestety zahaczyłam o coś nogą przez co upadłam na podłogę i trochę się potłukłam. Spanikowana zaczęłam podnosić się z ziemi i wtedy poczułam czyjąś obecność obok mnie. Stanęłam twarzą w twarz z jakąś postacią a jedyne co widziałam to jego oczy, które błyszczały w tej ciemności.... Poczułam się jak.... jedzenie...
***KOLEJNE SPOTKANIE***
W trakcie treningu gdy wykonywałyśmy właśnie piramidę a ja stałam na samym jej szczycie, dostrzegłam w cieniu opierającego się o ścianę budynku Fabiana Romuela. Gdy go ujrzałam a nasz wzrok się znów napotkał, zachwiałam się po czym straciłam równowagę i zleciałam na ziemie. Usłyszałam głos przyjaciółki, która krzyknęła moje imię jakby to miało mnie uratować przed upadkiem. Poczułam piekielny ból pośladków ze zderzeniem z ziemią a całe otoczenie ogarnął mój krzyk, który oznaczał straszny ból jaki mnie dosięgnął. No dobra, trochę przesadziłam, ale w końcu byłam dziewczyną, nie?
- Nic Ci nie jest? - Spytała jedna z tancerek.
- Wszystko gra... - Wstałam na równe nogi i szybko spojrzałam w miejsce gdzie stał szatyn kilka minut temu. Nie było go....
***PIERWSZY POCAŁUNEK***
Ruszyłam do ucieczki bo wiedziałam, że z nim nie wygram, ale on ruszył w moim kierunku. Z powrotem pchnął mną o ścianę i ku mojemu zaskoczeniu, pocałował mnie. Zamiast zaatakować, pobić mnie, rozerwać na strzępy, wyssać mi krew to on mnie pocałował! Stałam przez chwilę jak słup nie wiedząc co mam uczynić, ale gdy on nie przestawał, w końcu mu uległam i odwzajemniłam pocałunek. Pierwszy raz w życiu czułam coś takiego. Poczułam ukojenie. To było niesamowite. Podczas pocałunku był delikatny i obchodził się ze mną jak z cenną rzeczą. Zagrodził mi drogę rękoma opierając się o ścianę, oczywiście w dalszym ciągu mnie całując a ja zamiast się jakoś bronić, przejechałam koniuszkami palców po jego twarzy. Zmieniała się. Powracała do ludzkiej postaci. Ale jak...?
- Ashley! - Usłyszeliśmy w oddali. Otworzyłam oczy a jego nie było. Zniknął.
Do oczu naleciały mi łzy. To wszystko to była tylko i wyłącznie pieprzona gra? Wcale nikomu nie jestem tu potrzebna. Każdy tylko coś ode mnie chce, od moich mocy, od tego pieprzonego przekleństwa. Skoro tak bardzo zależało Fabianowi na tym, abym nabrała się na jego sztuczki, zrobię to. Ręce dałam na wysokość kilku centymetrów i skierowałam je na serce chłopaka.
- De lircentivo oshe el pozir - Wypowiedziałam wreszcie to pierdolone zaklęcie. Za każdym razem byłam bardziej stanowcza i zdeterminowana. Kilka minut później, poczułam jak kręci mi się w głowie. Krew zaczęła cieknąć mi z prawego ucha.
- Ashley... - Usłyszałam szept szatyna, który próbował otworzyć powieki - Nie rób tego...
- Za późno. Za niedługo będziesz człowiekiem.
- Ashley.. Nie..
- De lircentivo oshe el pozir! - Wykrzyczałam a wokół nas rozbłysł się ogień, ziemia zaczęła się trząść, wiał wiatr. Chyba nareszcie działa. W końcu czułam swoją wielką moc. Ścisnęłam w dłoni mały kamyczek a zaklęcia nie przestawałam mówić. Nie mogłam. Już nie.
- Ashley! Ni rób tego! - Amanda. Głos Amandy. Spojrzałam za siebie Stała kilka metrów ode mnie razem z Tomem i... chwila! Babcia!
- Wnuczko! Musisz przestać! Zabijesz się!
- Przepraszam... - Wyszeptałam. Ostatni raz krzyknęłam zaklęcie z całej siły. Całe moje ciało zaczęło wariować. Wszystko traciło wyrazistość. W jednej chwili straciłam przytomność i zapadłam w głęboki sen....
*Fabian*
Nie mogłem się wybudzić. Słyszałem głosy naokoło mnie, ale nie potrafiłem otworzyć oczu. Amanda. Zdołałem wykrztusić kilka słów nim po raz kolejny rzuciła to zaklęcie. Czułem jak rozpierdala mnie od środka. Każda moja kość łamała się w pół a serce waliło jak oszalałe. Czułem ciepło w ciele. Roztapiałem się. Ból był tak potężny, że znalazłem siły, aby zacząć się drzeć. Do gardła podchodziła mi krew. Nie wytrzymałem. Zacząłem pluć na każdą stronę krwią i właśnie wtedy zdołałem podnieść do góry swoje ciężkie powieki.
- Fabian! - Mój brat podbiegł do mnie i chwycił mnie za dłoń. Czułem jego ciepło. Jak to możliwe?
- Ashley.. - Wyszeptałem, kiedy znów moje kości pękały w pół - Nie dam rady! - Skuliłem się jak piesek i darłem się ze wszystkich kurwa sił. Moje serce chciało wyskoczyć mi z klatki. Dosłownie wszystko się we mnie gotowało. Żyły wychodziły mi na każdy widoczny zakątek skóry, Zęby wydłużyły się a twarz przeistoczyła. Najgorszy był właśnie ból zębów. One po prostu rozkruszyły się we mnie.Ostatnie co pamiętam to to jak skierowałem swój wzrok na bezbronną Ashley, która leżała koło mnie. Wyglądała jak trup. Nie czułem bicia jej serca ani nie wyczuwałem ciepła bijącego z jej aury. To niemożliwe... Wtedy podbiegła do niej stara kobieta. To musiała być jej babcia. Krzyczała i darła się w niebo głosy, ale nic jej to nie dawało. Ashley nie reagowała na żaden sygnał, na żaden gest....
,, Boży Dar '' - Tragedia
- No dalej... Dasz radę - Powtarzałam sobie na głos co kilka sekund.Od ponad dwóch godzin siedziałam w tym domku i zastanawiałam się czy dobrze robię. Chciałam mu pomóc, chciałam zrobić coś dla niego, ale dlaczego się wahałam?Byłam u babci prosząc ją o pomoc. Odmówiła mi. Powiedziała, że w żadnym wypadku nie zgadza się na to i, że mam się trzymać od niego z daleka. Myślałam, że mogę na nią liczyć. Niestety pomyliłam się. Uważa, że nie mam wystarczająco sił, że nie przeżyje. Gówno prawda. Poradzę sobie.
- Zrób to.. - Obróciłam się o 180 stopni. Za mną stał Kris.
- Nie wiem co się ze mną dzieje... - Wyszeptałam.
- Zmieniłaś zdanie? Nie chcesz mu pomóc?
- Chcę, ale...
- To potężny czar. Zastanawiałaś się dlaczego chcesz mu w ogóle pomóc?
- Po prostu...
- Wiem, że go kochasz.
- Co? - Parsknęłam. Przecież to niedorzeczne. Już chciałam zaprzeczyć, kiedy wtrącił mi w połowie zdania.
- Nie jestem głupi. Widzę wszystko.. Zrób to dla niego i mu pomóż - Uśmiechnął się lekko po czym zniknął. Kocham go? Spojrzałam na chłopaka leżącego na podłodze. Właściwie dlaczego chcę mu tak bardzo pomóc? Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam. Jestem czarownicą i chcę jakoś wykorzystać swoją moc. Chcę być komuś i na coś pożyteczna. Tylko i wyłącznie dlatego chcę mu pomóc. Bo potrafię.
- No dobra.. - Wzięłam wielki głęboki oddech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Telefon zaczął mi dzwonić po raz któryś. Amanda.
- Nic mi nie jest! - Warknęłam poirytowana już jej zachowaniem.
- Ashley! Nie rób żadnego głupstwa! Nie możesz mu pomóc! Nie znasz całej prawdy!
- Co? Jakiej prawdy? - Zdziwiłam się.
- Jeżeli przemienisz go w człowieka to sama umrzesz! Dusza ludzka za duszę wampira! Nie możesz tego zrobić!
- Wszystko będzie w porządku. Dam radę - Rozłączyłam się nie pozwalając jej dojść do słowa a telefon wyłączyłam. Więc zaczynamy. Otworzyłam księgę zaklęć. Dłonie mi się pociły a serce waliło jak oszalałe. Co się ze mną dzieje?! Ale chuj z tym. ,, De lircentivo oshe el pozir '' Tak brzmiało to zaklęcie. Okej. Najpierw powtarzałam je sobie w kółko tak długo, aż zapamiętałam każde słowo bardzo dokładnie. Kiedy wreszcie byłam już gotowa, kucnęłam nad ciałem chłopaka i uważnie spojrzałam na jego twarz. Był taki śliczny. Postanowiłam wejść do jego umysłu. Wiem, że nie powinnam, ale to było silniejsze ode mnie. Amanda powiedziała, że nie znam całej prawdy a więc muszę ją poznać. To co tam zobaczyłam... Kłótnia Amandy i jego. Kłótnia z Tomem. Rozmowa z Krisem. Znów rozmowa z moją przyjaciółką. A więc Fabian wiedział od początku czym jestem. Byłam mu potrzebna. Chciał mnie wykorzystać... Wiedział, że zginę mimo wszystko a i tak chciał, abym go przemieniła. Więc co? Więc on wszystko udawał? Każdy pocałunek? Rozmowę? Zbliżał si do mnie, aby mnie w sobie rozkochać a potem pozbawić życia? No nie wierzę... Zaczęłam wspominać każdą chwilę jaką z nim przeżyłam.
***PIERWSZE SPOTKANIE***
Nuciłam sobie pod nosem pewną piosenkę, kiedy dostrzegłam na końcu przeciwnego korytarza jakiegoś chłopaka. Tom? To był on. Taki sam jak przed chwilą, ale co on tam robił? Przecież widziałam jak szedł w przeciwną stronę z jakieś 5 minut temu. Jak to możliwe?
Spojrzał w moją stronę a nasz wzrok się napotkał. Włosy na rękach stanęły mi dęba....
***SPOTKANIE NA KORYTARZU***
- Hej Tom - Uśmiechnęłam się z nadzieją, że wyciągnę od niego coś więcej. Spojrzał na mnie spode łba.
- Znamy się? - Jego głos brzmiał ciut inaczej niż wtedy. Mogłabym dać sobie rękę uciąć, że za pierwszym spotkaniem jego oczy były niebieskie... Teraz są takie jakieś czarne.
- Poznaliśmy się z jakieś 30 minut temu.. - Machnęłam mu ręką przed nosem, aby sobie mnie przypomniał.
- Chyba mnie z kimś pomyliłaś - Odpowiedział od niechcenia i odszedł.
*** JAK GO PRZEPRASZAŁAM***
- Hej - Przywitałam się w końcu gdy dotarłam do celu.
- Nie mam ochoty na rozmowę - Jego głos był boski. Strzał w dziesiątkę dla moich uszu.
- Chciałam Cię tylko przeprosić.
- Przeprosić? - Uniósł jedną brew do góry jakby był zdziwiony. W jego oczach dostrzegłam rządzę czegoś. Wzdrygnęłam się.
- Za wczoraj - Wzruszyłam ramionami - Pomyliłam Cię z Twoim bratem..
- Nie Ty jedna.
- Przepraszam...
- Powtarzasz się... - Ni stąd ni zowąd podszedł do nas Steven Zaltzman, który chwycił mnie za rękę tak, że musiałam spojrzeć mu prosto w oczy. Wyczytałam w nich smutek, zazdrość i złość.
- To boli! - Wrzasnęłam - Puść mnie!
- O czym Amanda gada z tym idiotą?!
- Nie powinno Cię to interesować - Wysyczałam. Przyjaźniłam się z nim, ale nie wybaczę mu tego, że zdradził moją najlepszą przyjaciółkę.
- A Ty co się gapisz? - Warknął w stronę Fabiana. Tego było już za wiele.
- Steven!
- Po pierwsze - Wtrącił się Fabian - Ten idiota jak go nazwałeś to mój brat i jeszcze raz się tak odezwiesz o nim to połamie Ci każdą kość. Po drugie - Zbliżył się do niego po czym odepchnął go ode mnie - Powiedziała, że masz ją puścić więc kurwa zrób to i spierdalaj stąd nim stracę cierpliwość.
- Wiesz kim ja jestem?
- Gówno mnie to obchodzi. Zjeżdżaj - Jego wzrok był stanowczy i bardzo groźny. Steven spojrzał na mnie a potem na niego.
- Nie rozśmieszaj mnie - Zaczął się śmiać z odwagi nowego ucznia. Steven chodził na kickboxing oraz umiał się dobrze bić.
- Liczę do trzech. Raz..... dwa... - Nie powiedział nic więcej ponieważ brunet zamachnął się prawą dłonią po czym z całej siły uderzył Fabiana z pięści w twarz. Tamten nawet nie drgnął. Zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe.
- Tylko nie to.. - Odezwał się Tom, który zobaczył całą tą sytuację. Ruszył biegiem w naszą stronę, ale było już za późno. Fabian otarł tylko dłonią krew, która spłynęła po jego wardze i uśmiechnął się szatańsko. Jego oczy zaświeciły jakby cieszył się z tego co zaraz nastąpi. Jakby pragnął wyrządzenia komuś krzywdy.
- Już nie żyjesz - Warknął agresywnie po czym rzucił się na Stevena. ...
***KIEDY PO RAZ PIERWSZY STANĘŁAM Z NIM TWARZĄ W TWARZ GDY BYŁ WAMPIREM***
- Olivier! To nie jest śmieszne do cholery! - Warknęłam wkurzona, ale dalej nic. W końcu po pewnym czasie sama zaczęłam rozglądać się dookoła jednak niczego nie dostrzegłam - Olivier! - Dalej nic. Wkurwiona już na maksa, poszłam w kierunku wyjścia, kiedy książki za mną zleciały z półki na ziemię a światło zgasło. Zaczęłam wrzeszczeć przestraszona i biegiem ruszyłam wprost przed siebie. Niestety zahaczyłam o coś nogą przez co upadłam na podłogę i trochę się potłukłam. Spanikowana zaczęłam podnosić się z ziemi i wtedy poczułam czyjąś obecność obok mnie. Stanęłam twarzą w twarz z jakąś postacią a jedyne co widziałam to jego oczy, które błyszczały w tej ciemności.... Poczułam się jak.... jedzenie...
***KOLEJNE SPOTKANIE***
W trakcie treningu gdy wykonywałyśmy właśnie piramidę a ja stałam na samym jej szczycie, dostrzegłam w cieniu opierającego się o ścianę budynku Fabiana Romuela. Gdy go ujrzałam a nasz wzrok się znów napotkał, zachwiałam się po czym straciłam równowagę i zleciałam na ziemie. Usłyszałam głos przyjaciółki, która krzyknęła moje imię jakby to miało mnie uratować przed upadkiem. Poczułam piekielny ból pośladków ze zderzeniem z ziemią a całe otoczenie ogarnął mój krzyk, który oznaczał straszny ból jaki mnie dosięgnął. No dobra, trochę przesadziłam, ale w końcu byłam dziewczyną, nie?
- Nic Ci nie jest? - Spytała jedna z tancerek.
- Wszystko gra... - Wstałam na równe nogi i szybko spojrzałam w miejsce gdzie stał szatyn kilka minut temu. Nie było go....
***PIERWSZY POCAŁUNEK***
Ruszyłam do ucieczki bo wiedziałam, że z nim nie wygram, ale on ruszył w moim kierunku. Z powrotem pchnął mną o ścianę i ku mojemu zaskoczeniu, pocałował mnie. Zamiast zaatakować, pobić mnie, rozerwać na strzępy, wyssać mi krew to on mnie pocałował! Stałam przez chwilę jak słup nie wiedząc co mam uczynić, ale gdy on nie przestawał, w końcu mu uległam i odwzajemniłam pocałunek. Pierwszy raz w życiu czułam coś takiego. Poczułam ukojenie. To było niesamowite. Podczas pocałunku był delikatny i obchodził się ze mną jak z cenną rzeczą. Zagrodził mi drogę rękoma opierając się o ścianę, oczywiście w dalszym ciągu mnie całując a ja zamiast się jakoś bronić, przejechałam koniuszkami palców po jego twarzy. Zmieniała się. Powracała do ludzkiej postaci. Ale jak...?
- Ashley! - Usłyszeliśmy w oddali. Otworzyłam oczy a jego nie było. Zniknął.
Do oczu naleciały mi łzy. To wszystko to była tylko i wyłącznie pieprzona gra? Wcale nikomu nie jestem tu potrzebna. Każdy tylko coś ode mnie chce, od moich mocy, od tego pieprzonego przekleństwa. Skoro tak bardzo zależało Fabianowi na tym, abym nabrała się na jego sztuczki, zrobię to. Ręce dałam na wysokość kilku centymetrów i skierowałam je na serce chłopaka.
- De lircentivo oshe el pozir - Wypowiedziałam wreszcie to pierdolone zaklęcie. Za każdym razem byłam bardziej stanowcza i zdeterminowana. Kilka minut później, poczułam jak kręci mi się w głowie. Krew zaczęła cieknąć mi z prawego ucha.
- Ashley... - Usłyszałam szept szatyna, który próbował otworzyć powieki - Nie rób tego...
- Za późno. Za niedługo będziesz człowiekiem.
- Ashley.. Nie..
- De lircentivo oshe el pozir! - Wykrzyczałam a wokół nas rozbłysł się ogień, ziemia zaczęła się trząść, wiał wiatr. Chyba nareszcie działa. W końcu czułam swoją wielką moc. Ścisnęłam w dłoni mały kamyczek a zaklęcia nie przestawałam mówić. Nie mogłam. Już nie.
- Ashley! Ni rób tego! - Amanda. Głos Amandy. Spojrzałam za siebie Stała kilka metrów ode mnie razem z Tomem i... chwila! Babcia!
- Wnuczko! Musisz przestać! Zabijesz się!
- Przepraszam... - Wyszeptałam. Ostatni raz krzyknęłam zaklęcie z całej siły. Całe moje ciało zaczęło wariować. Wszystko traciło wyrazistość. W jednej chwili straciłam przytomność i zapadłam w głęboki sen....
*Fabian*
Nie mogłem się wybudzić. Słyszałem głosy naokoło mnie, ale nie potrafiłem otworzyć oczu. Amanda. Zdołałem wykrztusić kilka słów nim po raz kolejny rzuciła to zaklęcie. Czułem jak rozpierdala mnie od środka. Każda moja kość łamała się w pół a serce waliło jak oszalałe. Czułem ciepło w ciele. Roztapiałem się. Ból był tak potężny, że znalazłem siły, aby zacząć się drzeć. Do gardła podchodziła mi krew. Nie wytrzymałem. Zacząłem pluć na każdą stronę krwią i właśnie wtedy zdołałem podnieść do góry swoje ciężkie powieki.
- Fabian! - Mój brat podbiegł do mnie i chwycił mnie za dłoń. Czułem jego ciepło. Jak to możliwe?
- Ashley.. - Wyszeptałem, kiedy znów moje kości pękały w pół - Nie dam rady! - Skuliłem się jak piesek i darłem się ze wszystkich kurwa sił. Moje serce chciało wyskoczyć mi z klatki. Dosłownie wszystko się we mnie gotowało. Żyły wychodziły mi na każdy widoczny zakątek skóry, Zęby wydłużyły się a twarz przeistoczyła. Najgorszy był właśnie ból zębów. One po prostu rozkruszyły się we mnie.Ostatnie co pamiętam to to jak skierowałem swój wzrok na bezbronną Ashley, która leżała koło mnie. Wyglądała jak trup. Nie czułem bicia jej serca ani nie wyczuwałem ciepła bijącego z jej aury. To niemożliwe... Wtedy podbiegła do niej stara kobieta. To musiała być jej babcia. Krzyczała i darła się w niebo głosy, ale nic jej to nie dawało. Ashley nie reagowała na żaden sygnał, na żaden gest....
środa, 18 marca 2015
Rozdział 23.
,, Boży Dar '' -
Siedziałam w swoim pokoju. Impreza urodzinowa skończyła się tym, że Pam trafiła do szpitala. Moja wina? Teraz mam to w dupie. W głowie wciąż lekko mi szumi od ilości alkoholu a to co wydarzyło się przed budynkiem szkoły, doprowadziło mnie do szału.
- Ashley! Co się z Tobą dzieje?! - Wyrwał mnie z rozmyśleń głos przyjaciółki. Była tuż obok mnie.
- Wszystko dobrze.. - Warknęłam. Nie miałam ochoty na rozmowy.
- Co jeżeli jej coś się stało?!
- Mam to w dupie...
- Wiem, że jej nienawidzisz, ale...
- Nie ma żadnego ale! - Wrzasnęłam a drzwi od pokoju, otworzyły się z wielkim hukiem. Nawet nie zwróciłam na to uwagi. Przed oczyma miałam tylko tą scenę, kiedy Fabian oskarżył mnie o to, że lecę na niego oraz na Oliviera. To, że Olivier mnie pocałował oraz to, że ta wredna szmata odważyła się zatańczyć z moim zespołem, na mojej imprezie, na moich urodzinach!
- Uspokój się... - Wyszeptała drżącym głosem.
- To mnie nie denerwuj - Odparłam ostrym tonem głosu. Westchnęłam i już chciałam się położyć, kiedy do pomieszczenia wszedł Tom. Jeszcze jego tu brakowało.
- Wszystko w porządku? Słyszałem hałas...
- W jak najlepszym - Wtrąciłam. Działał mi na nerwy. Amanda podeszła do mnie i chwyciła mnie za dłoń.
- Ashley, proszę.. Uspokój się..
- Zostaw mnie! - Skierowałam w jej stronę swoją dłoń przez co poleciała do tyłu. Spadła na łóżko.
- Ashley! - Wrzasnął blondyn, który od razu podbiegł do swojej dziewczyny - Co Ty wyrabiasz?! - Rozejrzałam się dookoła. Matko.. Czy ja? Zaatakowałam Amandę..
- Ja... - Łzy naleciały mi do oczu - Przepraszam... - Spojrzałam na przyjaciółkę. Była przerażona. Nie mogłam do niej podejść, nie po tym co zrobiłam - Vincento Extutive! - Wyszeptałam i po chwili zniknęłam słysząc tylko krzyk Amandy, wywołującej moje imię...
Miejsce o którym pomyślałam to domek gdzie przywiózł mnie Fabian. Był pusty tak jak przypuszczałam. I dobrze. Potrzebowałam teraz samotności jak nigdy przedtem....
Położyłam się na podłodze i rozmyślałam o wszystkim co dotychczas wydarzyło się w moim życiu. Tyle się pozmieniało... Przecież całe moje życie obróciło się o 360 stopni. Nim zorientowałam się która godzina, na dworze już było ciemno.
- Obiecałaś.. - Usłyszałam. Podskoczyłam w jednej chwili czując jak moje serce zaraz wyskoczy mi w klatki piersiowej.
- Kto tu jest?! - Wrzasnęłam. Ledwo co widziałam - Phesmatos - Wyszeptałam a wokół mnie powstał duży ogień. Nie bałam się go. Nic nie mógł mi zrobić bo to ja miałam nad nim pełną kontrole.
- Obiecałaś! - Przede mną wyłonił się ni stąd ni zowąd chłopiec.
- Kris...
- Dlaczego nie dotrzymujesz słowa? .. - Wzrok miał pusty, pełny smutku i bólu.
- Jak Ty się tu... Przecież miałeś zniknąć na zawsze!
- Najpierw muszę wypełnić zadanie, pamiętasz?
- Ale...
- Fabian dalej obwinia się o moją śmierć.. Zadanie zostanie wykonane jeśli Ty dotrzymasz swojej obietnicy..
- Czyli przemienienia go w człowieka...
- Jestem tu bo o mnie pomyślałaś. Inaczej by mi się nie udało przedostać. Zrób to puki możesz, puki on Ci pozwala. Nie marnuj czasu!
- Puki mi pozwala? - Zdziwiłam się.
- Bardzo mało wiesz... To dla niego lepiej.. Pośpiesz się nim będzie za późno! - Wykrzyczał i zaraz po tym zniknął. Ma rację. Obiecałam. Muszę dotrzymać słowa. Muszę jak najszybciej rzucić to przeklęte zaklęcie i go uwolnić. Jestem jedyną osobą, która może mu pomóc. Która musi to zrobić!..
*Fabian*
Czemu do jasnej cholery nie mogę przestać o niej myśleć?! Z całej siły uderzyłem szklaną kulą w ścianę. Tak być nie może do chuja!
- Kurwa! - Krzyknąłem. Nie mogłem opanować swoich nerwów. Jeszcze ten pocałunek z tym debilnym prefektem.. O nie. Nie zostawię tak tego. Muszę dowiedzieć się jak było naprawdę. Przeszukałem całą szkołę aż w końcu znalazłem to czego szukałem. Olivier szedł wolnym krokiem wzdłuż jednego z korytarzy. Był sam co było mi bardzo na rękę.
- Szukałem Cię Romuel - Zwrócił się do mnie, kiedy tylko mnie zobaczył.
- No popatrz. Ja Ciebie też - Uśmiechnąłem się. Nie pozostał mi dłużny co doprowadziło mnie do jeszcze większego szału.
- Słuchaj szczeniaku - Zaczął. Nie pozwoliłem mu dokończyć, tylko przywarłem go do ściany tak mocno, że aż jęknął z bólu. Nie wykorzystałem całej swojej siły bo już by nie żył, ale postarałem się o to, aby cierpiał.
- To Ty mnie posłuchaj. Co wydarzyło się między Tobą a Ashley?!
- Puszczaj...! - Warknął.
- Mów! - Spojrzałem mu w oczy a on zaczął się w nich zatracać.
- Nic mnie z nią nie łączy...
- To jakim chujem się całowaliście?!
- To ja ją pocałowałem.
- Ty ją? - Myślałem, że zaraz trafi mnie szlag - A ona ? Co na to?!
- Próbowała mnie odepchnąć. Byłem silniejszy..
- Ty śmieciu.. - Z całej siły uderzyłem go z pięści w twarz. Zleciał na podłogę a ja dałem ponieść się emocjom.Pozwoliłem, aby moja zła natura wzieła nade mną górę. Kły wydłużyły mi się automatycznie a chytry uśmieszek wskoczył na moją twarz. Nie wytrzymałem. Rzuciłem się na niego sącząc jego krew jak opętany.
- Puść go! - Słyszałem jakieś odgłosy za mną, ale miałem je głęboko w dupie. Byłem głodny i wkurwiony na tego skurwiela - Puść! Fabian! Do cholery! puszczaj!
- Puść go! - W mojej głowie rozbrzmiał stanowczy i poważny ton głosu. Przestałem. Spojrzałem za siebie. Tom i Amanda. Łeb zaczął pękać mi w pół. Ten pierdolony naszyjnik.
- Zabije Cię! - Warknąłem i chciałem się do niej dobrać, ale ta jebana biżuteria mi na to nie pozwoliła. Zamiast tego, skuliłem się jak piesek nie mogąc nawet się ruszyć.
- Zostawcie go - Ten głos przebił wszystko. Ze wszystkich sił jakie jeszcze w sobie miałem, mój wzrok skierował się w stronę dziewczyny, która ni stąd ni zowąd się pojawiła - Ogłuchliście?
- Ashley... - Wyszeptała zdezorientowana Amanda - On zaatakował Oliviera!
- To nie jego wina. To przez tą klątwę.
- Ty go bronisz...?
- Pomagam mu. Za niedługo wszystko się skończy - Nie słuchając nic więcej, rzuciła zaklęcie, które przeniosło mnie wraz z nią do tego samego opuszczonego domu co wtedy. Ból głowy minął, uczucie głodu także. Dostrzegłem, że szatynka trzyma w dłoni księgę zaklęć. Co ona do chuja robi?!
- Co Ty zamierzasz zrobić? - Przeraziłem się.
- Obiecałam coś Krisowi. Dotrzymam tego słowa.
- Co? - Parsknąłem - Jak to obiecałaś mu coś? Co?
- Że przemienię Cię w człowieka.
- Nie możesz...
- Sam tego przecież chciałeś. Dlatego mnie poznałeś, abym Ci pomogła.
- Tak, ale..
- Ale co? - Wtrąciła - No co?! - Nie odpowiedziałem. Jak miałem powiedzieć, że jeśli rzuci to zaklęcie to nie przeżyje choćby nie wiem co wymyśliła? Dusza wampira za duszę człowieka. Tak musi być i już! - Ty coś ukrywasz przede mną...
- Nie... - Nie dała mi dokończyć ponieważ poczułem jak ktoś mąci mi w głowie. Próbowała wedrzeć mi się do moich myśli, do mojego mózgu.
- Przestań! - Walczyłem, ale była silniejsza. Miała nade mną przewagę. Dostrzegłem w jej dłoni mały kamyczek. Świecił się. Musiała czerpać z niego moc skoro tak łatwo mogła sobie ze mną poradzić.
- Wiem, że kobieta, która rzucała to zaklęcie zginęła od braku siły. Ale ja jestem potężna. Czuję, że może się udać.
- Ashley do cholery! Nie pozwalam Ci na to.... - Chciałem odejść, ale powstrzymała mnie. Poczułem jak nie mogę się ruszyć - Co Ty robisz? - Spytałem ostrożnie przyglądając się jej ruchom.
- Przykro mi. Nie potrzebuję Twojej zgody na to...
- Ashley!
- Funder ashe milorche! - Zakręciło mi się w głowie. Zacząłem popadać w głęboki sen.....
,, Boży Dar '' -
Siedziałam w swoim pokoju. Impreza urodzinowa skończyła się tym, że Pam trafiła do szpitala. Moja wina? Teraz mam to w dupie. W głowie wciąż lekko mi szumi od ilości alkoholu a to co wydarzyło się przed budynkiem szkoły, doprowadziło mnie do szału.
- Ashley! Co się z Tobą dzieje?! - Wyrwał mnie z rozmyśleń głos przyjaciółki. Była tuż obok mnie.
- Wszystko dobrze.. - Warknęłam. Nie miałam ochoty na rozmowy.
- Co jeżeli jej coś się stało?!
- Mam to w dupie...
- Wiem, że jej nienawidzisz, ale...
- Nie ma żadnego ale! - Wrzasnęłam a drzwi od pokoju, otworzyły się z wielkim hukiem. Nawet nie zwróciłam na to uwagi. Przed oczyma miałam tylko tą scenę, kiedy Fabian oskarżył mnie o to, że lecę na niego oraz na Oliviera. To, że Olivier mnie pocałował oraz to, że ta wredna szmata odważyła się zatańczyć z moim zespołem, na mojej imprezie, na moich urodzinach!
- Uspokój się... - Wyszeptała drżącym głosem.
- To mnie nie denerwuj - Odparłam ostrym tonem głosu. Westchnęłam i już chciałam się położyć, kiedy do pomieszczenia wszedł Tom. Jeszcze jego tu brakowało.
- Wszystko w porządku? Słyszałem hałas...
- W jak najlepszym - Wtrąciłam. Działał mi na nerwy. Amanda podeszła do mnie i chwyciła mnie za dłoń.
- Ashley, proszę.. Uspokój się..
- Zostaw mnie! - Skierowałam w jej stronę swoją dłoń przez co poleciała do tyłu. Spadła na łóżko.
- Ashley! - Wrzasnął blondyn, który od razu podbiegł do swojej dziewczyny - Co Ty wyrabiasz?! - Rozejrzałam się dookoła. Matko.. Czy ja? Zaatakowałam Amandę..
- Ja... - Łzy naleciały mi do oczu - Przepraszam... - Spojrzałam na przyjaciółkę. Była przerażona. Nie mogłam do niej podejść, nie po tym co zrobiłam - Vincento Extutive! - Wyszeptałam i po chwili zniknęłam słysząc tylko krzyk Amandy, wywołującej moje imię...
Miejsce o którym pomyślałam to domek gdzie przywiózł mnie Fabian. Był pusty tak jak przypuszczałam. I dobrze. Potrzebowałam teraz samotności jak nigdy przedtem....
Położyłam się na podłodze i rozmyślałam o wszystkim co dotychczas wydarzyło się w moim życiu. Tyle się pozmieniało... Przecież całe moje życie obróciło się o 360 stopni. Nim zorientowałam się która godzina, na dworze już było ciemno.
- Obiecałaś.. - Usłyszałam. Podskoczyłam w jednej chwili czując jak moje serce zaraz wyskoczy mi w klatki piersiowej.
- Kto tu jest?! - Wrzasnęłam. Ledwo co widziałam - Phesmatos - Wyszeptałam a wokół mnie powstał duży ogień. Nie bałam się go. Nic nie mógł mi zrobić bo to ja miałam nad nim pełną kontrole.
- Obiecałaś! - Przede mną wyłonił się ni stąd ni zowąd chłopiec.
- Kris...
- Dlaczego nie dotrzymujesz słowa? .. - Wzrok miał pusty, pełny smutku i bólu.
- Jak Ty się tu... Przecież miałeś zniknąć na zawsze!
- Najpierw muszę wypełnić zadanie, pamiętasz?
- Ale...
- Fabian dalej obwinia się o moją śmierć.. Zadanie zostanie wykonane jeśli Ty dotrzymasz swojej obietnicy..
- Czyli przemienienia go w człowieka...
- Jestem tu bo o mnie pomyślałaś. Inaczej by mi się nie udało przedostać. Zrób to puki możesz, puki on Ci pozwala. Nie marnuj czasu!
- Puki mi pozwala? - Zdziwiłam się.
- Bardzo mało wiesz... To dla niego lepiej.. Pośpiesz się nim będzie za późno! - Wykrzyczał i zaraz po tym zniknął. Ma rację. Obiecałam. Muszę dotrzymać słowa. Muszę jak najszybciej rzucić to przeklęte zaklęcie i go uwolnić. Jestem jedyną osobą, która może mu pomóc. Która musi to zrobić!..
*Fabian*
Czemu do jasnej cholery nie mogę przestać o niej myśleć?! Z całej siły uderzyłem szklaną kulą w ścianę. Tak być nie może do chuja!
- Kurwa! - Krzyknąłem. Nie mogłem opanować swoich nerwów. Jeszcze ten pocałunek z tym debilnym prefektem.. O nie. Nie zostawię tak tego. Muszę dowiedzieć się jak było naprawdę. Przeszukałem całą szkołę aż w końcu znalazłem to czego szukałem. Olivier szedł wolnym krokiem wzdłuż jednego z korytarzy. Był sam co było mi bardzo na rękę.
- Szukałem Cię Romuel - Zwrócił się do mnie, kiedy tylko mnie zobaczył.
- No popatrz. Ja Ciebie też - Uśmiechnąłem się. Nie pozostał mi dłużny co doprowadziło mnie do jeszcze większego szału.
- Słuchaj szczeniaku - Zaczął. Nie pozwoliłem mu dokończyć, tylko przywarłem go do ściany tak mocno, że aż jęknął z bólu. Nie wykorzystałem całej swojej siły bo już by nie żył, ale postarałem się o to, aby cierpiał.
- To Ty mnie posłuchaj. Co wydarzyło się między Tobą a Ashley?!
- Puszczaj...! - Warknął.
- Mów! - Spojrzałem mu w oczy a on zaczął się w nich zatracać.
- Nic mnie z nią nie łączy...
- To jakim chujem się całowaliście?!
- To ja ją pocałowałem.
- Ty ją? - Myślałem, że zaraz trafi mnie szlag - A ona ? Co na to?!
- Próbowała mnie odepchnąć. Byłem silniejszy..
- Ty śmieciu.. - Z całej siły uderzyłem go z pięści w twarz. Zleciał na podłogę a ja dałem ponieść się emocjom.Pozwoliłem, aby moja zła natura wzieła nade mną górę. Kły wydłużyły mi się automatycznie a chytry uśmieszek wskoczył na moją twarz. Nie wytrzymałem. Rzuciłem się na niego sącząc jego krew jak opętany.
- Puść go! - Słyszałem jakieś odgłosy za mną, ale miałem je głęboko w dupie. Byłem głodny i wkurwiony na tego skurwiela - Puść! Fabian! Do cholery! puszczaj!
- Puść go! - W mojej głowie rozbrzmiał stanowczy i poważny ton głosu. Przestałem. Spojrzałem za siebie. Tom i Amanda. Łeb zaczął pękać mi w pół. Ten pierdolony naszyjnik.
- Zabije Cię! - Warknąłem i chciałem się do niej dobrać, ale ta jebana biżuteria mi na to nie pozwoliła. Zamiast tego, skuliłem się jak piesek nie mogąc nawet się ruszyć.
- Zostawcie go - Ten głos przebił wszystko. Ze wszystkich sił jakie jeszcze w sobie miałem, mój wzrok skierował się w stronę dziewczyny, która ni stąd ni zowąd się pojawiła - Ogłuchliście?
- Ashley... - Wyszeptała zdezorientowana Amanda - On zaatakował Oliviera!
- To nie jego wina. To przez tą klątwę.
- Ty go bronisz...?
- Pomagam mu. Za niedługo wszystko się skończy - Nie słuchając nic więcej, rzuciła zaklęcie, które przeniosło mnie wraz z nią do tego samego opuszczonego domu co wtedy. Ból głowy minął, uczucie głodu także. Dostrzegłem, że szatynka trzyma w dłoni księgę zaklęć. Co ona do chuja robi?!
- Co Ty zamierzasz zrobić? - Przeraziłem się.
- Obiecałam coś Krisowi. Dotrzymam tego słowa.
- Co? - Parsknąłem - Jak to obiecałaś mu coś? Co?
- Że przemienię Cię w człowieka.
- Nie możesz...
- Sam tego przecież chciałeś. Dlatego mnie poznałeś, abym Ci pomogła.
- Tak, ale..
- Ale co? - Wtrąciła - No co?! - Nie odpowiedziałem. Jak miałem powiedzieć, że jeśli rzuci to zaklęcie to nie przeżyje choćby nie wiem co wymyśliła? Dusza wampira za duszę człowieka. Tak musi być i już! - Ty coś ukrywasz przede mną...
- Nie... - Nie dała mi dokończyć ponieważ poczułem jak ktoś mąci mi w głowie. Próbowała wedrzeć mi się do moich myśli, do mojego mózgu.
- Przestań! - Walczyłem, ale była silniejsza. Miała nade mną przewagę. Dostrzegłem w jej dłoni mały kamyczek. Świecił się. Musiała czerpać z niego moc skoro tak łatwo mogła sobie ze mną poradzić.
- Wiem, że kobieta, która rzucała to zaklęcie zginęła od braku siły. Ale ja jestem potężna. Czuję, że może się udać.
- Ashley do cholery! Nie pozwalam Ci na to.... - Chciałem odejść, ale powstrzymała mnie. Poczułem jak nie mogę się ruszyć - Co Ty robisz? - Spytałem ostrożnie przyglądając się jej ruchom.
- Przykro mi. Nie potrzebuję Twojej zgody na to...
- Ashley!
- Funder ashe milorche! - Zakręciło mi się w głowie. Zacząłem popadać w głęboki sen.....
piątek, 13 marca 2015
Rozdział 22.
,, Boży Dar '' - Impreza urodzinowa
*Ashley*
- Ashley, wstawaj - Usłyszałam znajomy mi głos. Otworzyłam niechętnie oczy. W głowie mi szumiało i niezbyt dobrze się czułam. Opuściłam taksówkę, która odjechała a ja rozejrzałam się dookoła. Wciąż świat mi się kręcił przed oczyma.
- Co... Co się stało? - Nagle zorientowałam się, że jestem cała mokra.
- Jak się czujesz?
- Co mi się stało? - Wystraszyłam się. Alkohol wciąż dawał mi o sobie znaki.
- Upiłaś się.. - Mruknął zdenerwowany - Chodź, pomogę Ci - Chwycił mnie za ramię, ale od razu mu się wyrwałam. Chciałam sama dojść do szkoły. Kiedy tylko ruszyłam krok do przodu, zachwiałam się i prawie upadłam na ziemię. Na szczęście Fabian był przy mnie - Może jednak? - Spojrzałam na niego spode łba. Wyglądał ślicznie. Księżyc tak pięknie współgrał z jego włosami a ten zapach.. Nawet kiedy był równie mokry jak ja, pachniał nieziemsko.
- Dobra.. - Odparłam niechętnie - Zaprowadź mnie do pokoju... ale tak by nikt nie widział! - Próbowałam powstrzymać się od śmiechy gdy tak poważnie wyglądał, ale no niestety nie udało mi się to.
- Z czego się śmiejesz? - Uniósł jedną brew do góry kompletnie zbity z tropu.
- Z niczego... - Chichotałam. Co się ze mną do cholery dzieje?! Weszliśmy do środka budynku. Szłam teraz korytarzem, trzymana przez szatyna, który chociażby nawet na krok mnie nie puścił. Szliśmy w milczeniu. Ani ja, ani on nie mieliśmy ochoty gadać. Źle się czułam.
- Stój.. - Rozkazałam prawie już przy swoim pokoju.
- Co się... - Nie zdążył nawet spytać bo od razu mu przerwałam. Głowę schyliłam w dół a wszystko co zjadłam zaledwie kilka godzin temu, wyleciało ze mnie jak wodospad wody. Nie mogłam przestać. Żołądek mi się cały gotował. Czułam to - Kurwa.... - Usłyszałam tylko gdzieś między przerwami moich wymiocin. Fabian złapał mi włosy, aby nie spadały w bagno jakie zrobiłam za co byłam mu wdzięczna. W końcu przestałam. Dopiero kilka minut później, zorientowałam się, że zwymiotowałam prosto na jego eleganckie buty. Twarz spłonęła mi rumieńcem.
- Ja... - Nawet nie wiedziałam co powiedzieć. Przepraszam? Przepraszam, ze obrzygałam Ci buty? Że się napiłam i są ze mną same kłopoty? Pragnęłam wrócić do swojego pokoju i rzucić się wprost na swoje, cieplutkie, kochane łóżko.
- Nic nie mów. Wszystko w porządku. Możemy iść?
- Poradzę już sobie.. - Wymamrotałam. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Nie umiałam. Wstydziłam się.
- Jesteś...
- Tak! - Wtrąciłam i szybko ruszyłam do przodu. Mówił coś do mnie, ale nie słuchałam go w ogóle. Byłam kosmicznie zażenowana tym co przed chwilą uczyniłam. Chciałam się obrócić, ale nawet tego nie potrafiłam zrobić....
Nareszcie dotarłam do sypialni. Wparowałam do środka a pokój oczywiście był pusty! Gdzie Amanda kiedy jej trzeba?! W sumie to dobrze, że jestem teraz sama. Przynajmniej nie widzi mnie w tym stanie.. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do lustra. Ślina ledwo przechodziła mi przez gardło. Kiedy ujrzałam siebie po drugiej stronie czystego szkła, przeraziłam się. Ten kto tam stał, nie był mną. Pierwszy raz w życiu tak wyglądałam. Muszę szybko się ogarnąć! Nie czekając na nic więcej, chwiejnym krokiem udałam się pod prysznic. Po drodze zabrałam jeszcze ze sobą dres.
30 minut później, byłam już orzeźwiona od stóp do głowy. Połowę czasu spędziłam pod zimną wodą, która trochę mnie ostudziła i pozbawiła mój organizm połowy procentów. Jedyne czego teraz pragnęłam to położyć się do łóżka i iść spać. Wciąż kręciło mi się w głowie. Niestety nie pozwolił mi na to mój telefon.
- Tak? - Odebrałam ledwo słyszalnym głosem - Gdzie Ty właściwie jesteś?... Po coo...? Nie nam sił... Chce mi się spać... Niespodzianka?.. Jaka niespodzianka znowu?!... Na dziś mam dość... Nie.. Tak.. Nie najlepiej się czuje! ... Dobra!... Zaraz będę! .... - Wkurzona rzuciłam telefon na szafkę. Do cholery, czego ona może chcieć? Przeklęłam kilka razy pod nosem, ale w końcu wzięłam się w garść i opuściłam znowu swój pokój, idąc wprost do sali wyznaczonej przez moją przyjaciółkę, Na sobie miałam dres i trampki. Włosy rozpuszczone i gdzieniegdzie mokre, ale to mi nie przeszkadzało. Kazała mi się jakoś wystroić, tylko, że na to akurat nie miałam już sił. Niech się cieszy, że zgodziłam się chociaż do niej przyjść.
Otwierając drzwi do środka pomieszczenia, stanęłam w ich progu jak wryta.
- Niespodzianka! - Krzyknęli wszyscy jednym, wielkim chórem. Rozejrzałam się dookoła a moja przyjaciółka zbliżyła się do mnie wolnym krokiem.
- Wszystkiego Najlepszego jeszcze raz! - Rzuciła się mi w ramiona i mocno mnie objęła - Jak się czujesz?
- Dobrze.. - Wymamrotałam. W oczach miałam łzy - To wszystko dla mnie? - Kiedy kiwnęła głową, nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Wtedy obok nas pojawił się Tom. Złożył mi znów życzenia i zabrał Amandę na parkiet. Obecna była praktycznie cała szkoła. Wciąż stałam jak skała i tylko patrzyłam gdzie kto jest. W tym czasie, niektórzy składali mi życzenia. Gdy jedni odchodzili, przychodzili na ich miejsce drudzy - Dziękuję - Odpowiadałam zawsze z uśmiechem. Było super, tylko głośna muzyka rozwalała mi łeb. Po co tyle piłam?!
- Zatańczymy? - Za moimi plecami wyłonił się Olivier. Miał na sobie garnitur, zresztą prawie jak każdy chłopak na tej sali. Wyglądał uroczo. Przy ścianie na końcu pomieszczenia, dostrzegłam Fabiana. Chciałam mu pomachać i przeprosić za to, że na niego zwymiotowałam, ale kiedy tylko przyjrzałam się mu bliżej, nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Podeszła do niego Pam, która dobrze się bawiła. Uśmiechała się w jego kierunku, rozmawiali i się wygłupiali.
- Słucham? - Wyrwałam się z rozmyśleń na temat szatyna. Nie dokończyła, ponieważ Olivier chwycił mnie i poprowadził na sam środek parkietu. Każdy się nam przyglądał co mnie bawiło. W tłumie słyszałam jak rozmawiają na nasz temat. Dlaczego on ze mną tańczy? Co on robi? Czy coś nas łączy? - Rozmawiają o nas - Skomentowałam.
- Dla Ciebie to chyba żadna nowość - Parsknął na co się roześmiałam. Dawno nie rozmawialiśmy ze sobą. Miło było to powtórzyć - Szukałem Cię, ale przepadłaś z rodziną.. Na dodatek bardzo ładnie wyglądasz. Pasuje Ci ten dres.
- Niedawno wróciłam - Wtrąciłam - Szukałeś mnie? Po co?
- Mam dla Ciebie prezent - Uśmiechnął się do mnie czule przez co zrobiłam dziwną minę.
- Prezent? - Powtórzyłam zaskoczona. Chciałam się obrócić, ale zamiast tego, potknęłam się i prawie bym upadła, gdyby nie Olivier.
- Wszystko w porządku? - Spytał.
- Tak... - Znów się potknęłam. Tym razem zaczęłam się śmiać jak głupia - Wyjdziemy na dwór? Gorąco tu...
- Jasne - Chwycił mnie za ramię i dzięki jego pomocy, opuściliśmy zatłoczoną salę. Idąc do wyjścia, spojrzałam w stronę Fabiana, który w dalszym ciągu stał z Pam. Tym razem jednak się we mnie wpatrywał intensywnie - Dobrze się czujesz?
- Tak... - Nie do końca mówiłam prawdę, ale on o tym wiedzieć nie musiał.
- Ashley? - Spojrzałam na niego, wtedy on wyciągnął z kieszeni małe pudełko - Chcę Ci to dać.
- Co to? - Uniosłam jedną brew do góry ze zdziwienia.
- Zobacz - Wręczył mi mały przedmiot a ja od razu go otworzyłam. Naszyjnik. Złoty naszyjnik.
- Nie mogę tego przyjąć - Ale kiedy chciałam mu oddać to w powrotem, zaprzeczył surowym tonem. Potem zbliżył się do mnie i wziął moją twarz w swoje dłonie. Co on wyprawiał do cholery?! Chciałam się odezwać, zareagować za nim popełni błąd, ale nie dążyłam, Poczułam na ustach jego wargi, które były ciepłe, czułe...Nie odwzajemniłam pocałunku, tylko stałam jak słup a gdy chciałam go od siebie odepchnąć, zrobił to ktoś inny.
- Wypierdalaj stąd! - Warknął męski głos. Ni stąd ni zowąd obok nas zjawił się Fabian.
- Że co? - Olivier wybuchnął śmiechem na co Fabian jeszcze bardziej się wkurwiał. Jego twarz...
- Fabian! - Podbiegłam ledwo dając radę w jego stronę - Twoja twarz... - Ale on odepchnął mnie w bok, oczywiście lekko tak, że nic nie poczułam, natomiast Oliviera tak delikatnie nie traktował.
- Wypierdalaj stąd - Powtórzył.
- Uważaj sobie gówniarzu - Olivier chciał mnie złapać za ramię, na co Fabian wpadł w furię. Zamachnął się i z całej siły uderzył go pięścią w twarz. Brunet zleciał na ziemię.
- Ty śmieciu.. - Olivier wstał na równe nogi nie pozostając mu dłużnym. Zaczęła się walka. Kiedy twarz Fabiana zaczęła jeszcze bardziej się przeistaczać, mocno go do siebie przytuliłam, aby trochę się uspokoił. Podziałało - Jesteś skończony! - Warknął agresywnie i odszedł. Ja tymczasem skupiłam się przerażona na szatynie.
- Zrobił Ci coś?! - Zwrócił się do mnie.
- Nie..
- Jak mogłaś się z nim całować?!
- Słucham... ? - Nie wierzyłam w to co mówi.
- Widziałem jak się świetnie bawiliście w sali..
- Rozmawialiśmy ! Tak jak Ty z tą szmatą!
- Lecisz na niego? - Parsknął - Najpierw ja potem on.. - Nie wytrzymałam i tym razem to ja uderzyłam go z liścia w twarz - Nie mogę uwierzyć, ze to powiedziałeś! - Pchnęłam go z całej siły do tyłu i biegiem ruszyłam w stronę sali. Musiałam porozmawiać jak najszybciej z Amandą..
Wbiegając do pomieszczenia, nastała cisza. O co chodzi? Rozejrzałam się dookoła. Na scenie pojawiła się Pam z ,, The Girls ''.
- Wszystkiego Najlepszego kochana - Odezwała się długonoga blondynka. Spojrzałam na nią niechętnie - Ten taniec dedykujemy Tobie i mamy wielką nadzieję, że Ci się spodoba - Na twarzy miała ogromny uśmiech. Muzyka zalała całą salę a one zaczęły tańczyć. Nie, nie nie... Jak ona mogła?! W moje urodziny! Chciało mi się płakać. Najpierw zabrała mi dziewczyny i zespół a teraz jeszcze to! Nie wytrzymałam. Wkurwiłam się. Fabian, ona... Zamknęłam oczy skupiając się tylko i wyłącznie na sobie. Wysiadł prąd. Zawiał chłodny wiatr. Każdy wpadł w panikę.
- Ashley! - Amanda chwyciła mnie za ramię, ale nic jej to nie dało - Ashley! Uspokój się!
- Fhetos.. - Wyszeptałam a Pam, która stała na górze piramidy, zleciała na ziemię uderzając z hukiem o podłogę. Straciła przytomność...
,, Boży Dar '' - Impreza urodzinowa
*Ashley*
- Ashley, wstawaj - Usłyszałam znajomy mi głos. Otworzyłam niechętnie oczy. W głowie mi szumiało i niezbyt dobrze się czułam. Opuściłam taksówkę, która odjechała a ja rozejrzałam się dookoła. Wciąż świat mi się kręcił przed oczyma.
- Co... Co się stało? - Nagle zorientowałam się, że jestem cała mokra.
- Jak się czujesz?
- Co mi się stało? - Wystraszyłam się. Alkohol wciąż dawał mi o sobie znaki.
- Upiłaś się.. - Mruknął zdenerwowany - Chodź, pomogę Ci - Chwycił mnie za ramię, ale od razu mu się wyrwałam. Chciałam sama dojść do szkoły. Kiedy tylko ruszyłam krok do przodu, zachwiałam się i prawie upadłam na ziemię. Na szczęście Fabian był przy mnie - Może jednak? - Spojrzałam na niego spode łba. Wyglądał ślicznie. Księżyc tak pięknie współgrał z jego włosami a ten zapach.. Nawet kiedy był równie mokry jak ja, pachniał nieziemsko.
- Dobra.. - Odparłam niechętnie - Zaprowadź mnie do pokoju... ale tak by nikt nie widział! - Próbowałam powstrzymać się od śmiechy gdy tak poważnie wyglądał, ale no niestety nie udało mi się to.
- Z czego się śmiejesz? - Uniósł jedną brew do góry kompletnie zbity z tropu.
- Z niczego... - Chichotałam. Co się ze mną do cholery dzieje?! Weszliśmy do środka budynku. Szłam teraz korytarzem, trzymana przez szatyna, który chociażby nawet na krok mnie nie puścił. Szliśmy w milczeniu. Ani ja, ani on nie mieliśmy ochoty gadać. Źle się czułam.
- Stój.. - Rozkazałam prawie już przy swoim pokoju.
- Co się... - Nie zdążył nawet spytać bo od razu mu przerwałam. Głowę schyliłam w dół a wszystko co zjadłam zaledwie kilka godzin temu, wyleciało ze mnie jak wodospad wody. Nie mogłam przestać. Żołądek mi się cały gotował. Czułam to - Kurwa.... - Usłyszałam tylko gdzieś między przerwami moich wymiocin. Fabian złapał mi włosy, aby nie spadały w bagno jakie zrobiłam za co byłam mu wdzięczna. W końcu przestałam. Dopiero kilka minut później, zorientowałam się, że zwymiotowałam prosto na jego eleganckie buty. Twarz spłonęła mi rumieńcem.
- Ja... - Nawet nie wiedziałam co powiedzieć. Przepraszam? Przepraszam, ze obrzygałam Ci buty? Że się napiłam i są ze mną same kłopoty? Pragnęłam wrócić do swojego pokoju i rzucić się wprost na swoje, cieplutkie, kochane łóżko.
- Nic nie mów. Wszystko w porządku. Możemy iść?
- Poradzę już sobie.. - Wymamrotałam. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Nie umiałam. Wstydziłam się.
- Jesteś...
- Tak! - Wtrąciłam i szybko ruszyłam do przodu. Mówił coś do mnie, ale nie słuchałam go w ogóle. Byłam kosmicznie zażenowana tym co przed chwilą uczyniłam. Chciałam się obrócić, ale nawet tego nie potrafiłam zrobić....
Nareszcie dotarłam do sypialni. Wparowałam do środka a pokój oczywiście był pusty! Gdzie Amanda kiedy jej trzeba?! W sumie to dobrze, że jestem teraz sama. Przynajmniej nie widzi mnie w tym stanie.. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do lustra. Ślina ledwo przechodziła mi przez gardło. Kiedy ujrzałam siebie po drugiej stronie czystego szkła, przeraziłam się. Ten kto tam stał, nie był mną. Pierwszy raz w życiu tak wyglądałam. Muszę szybko się ogarnąć! Nie czekając na nic więcej, chwiejnym krokiem udałam się pod prysznic. Po drodze zabrałam jeszcze ze sobą dres.
30 minut później, byłam już orzeźwiona od stóp do głowy. Połowę czasu spędziłam pod zimną wodą, która trochę mnie ostudziła i pozbawiła mój organizm połowy procentów. Jedyne czego teraz pragnęłam to położyć się do łóżka i iść spać. Wciąż kręciło mi się w głowie. Niestety nie pozwolił mi na to mój telefon.
- Tak? - Odebrałam ledwo słyszalnym głosem - Gdzie Ty właściwie jesteś?... Po coo...? Nie nam sił... Chce mi się spać... Niespodzianka?.. Jaka niespodzianka znowu?!... Na dziś mam dość... Nie.. Tak.. Nie najlepiej się czuje! ... Dobra!... Zaraz będę! .... - Wkurzona rzuciłam telefon na szafkę. Do cholery, czego ona może chcieć? Przeklęłam kilka razy pod nosem, ale w końcu wzięłam się w garść i opuściłam znowu swój pokój, idąc wprost do sali wyznaczonej przez moją przyjaciółkę, Na sobie miałam dres i trampki. Włosy rozpuszczone i gdzieniegdzie mokre, ale to mi nie przeszkadzało. Kazała mi się jakoś wystroić, tylko, że na to akurat nie miałam już sił. Niech się cieszy, że zgodziłam się chociaż do niej przyjść.
Otwierając drzwi do środka pomieszczenia, stanęłam w ich progu jak wryta.
- Niespodzianka! - Krzyknęli wszyscy jednym, wielkim chórem. Rozejrzałam się dookoła a moja przyjaciółka zbliżyła się do mnie wolnym krokiem.
- Wszystkiego Najlepszego jeszcze raz! - Rzuciła się mi w ramiona i mocno mnie objęła - Jak się czujesz?
- Dobrze.. - Wymamrotałam. W oczach miałam łzy - To wszystko dla mnie? - Kiedy kiwnęła głową, nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Wtedy obok nas pojawił się Tom. Złożył mi znów życzenia i zabrał Amandę na parkiet. Obecna była praktycznie cała szkoła. Wciąż stałam jak skała i tylko patrzyłam gdzie kto jest. W tym czasie, niektórzy składali mi życzenia. Gdy jedni odchodzili, przychodzili na ich miejsce drudzy - Dziękuję - Odpowiadałam zawsze z uśmiechem. Było super, tylko głośna muzyka rozwalała mi łeb. Po co tyle piłam?!
- Zatańczymy? - Za moimi plecami wyłonił się Olivier. Miał na sobie garnitur, zresztą prawie jak każdy chłopak na tej sali. Wyglądał uroczo. Przy ścianie na końcu pomieszczenia, dostrzegłam Fabiana. Chciałam mu pomachać i przeprosić za to, że na niego zwymiotowałam, ale kiedy tylko przyjrzałam się mu bliżej, nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Podeszła do niego Pam, która dobrze się bawiła. Uśmiechała się w jego kierunku, rozmawiali i się wygłupiali.
- Słucham? - Wyrwałam się z rozmyśleń na temat szatyna. Nie dokończyła, ponieważ Olivier chwycił mnie i poprowadził na sam środek parkietu. Każdy się nam przyglądał co mnie bawiło. W tłumie słyszałam jak rozmawiają na nasz temat. Dlaczego on ze mną tańczy? Co on robi? Czy coś nas łączy? - Rozmawiają o nas - Skomentowałam.
- Dla Ciebie to chyba żadna nowość - Parsknął na co się roześmiałam. Dawno nie rozmawialiśmy ze sobą. Miło było to powtórzyć - Szukałem Cię, ale przepadłaś z rodziną.. Na dodatek bardzo ładnie wyglądasz. Pasuje Ci ten dres.
- Niedawno wróciłam - Wtrąciłam - Szukałeś mnie? Po co?
- Mam dla Ciebie prezent - Uśmiechnął się do mnie czule przez co zrobiłam dziwną minę.
- Prezent? - Powtórzyłam zaskoczona. Chciałam się obrócić, ale zamiast tego, potknęłam się i prawie bym upadła, gdyby nie Olivier.
- Wszystko w porządku? - Spytał.
- Tak... - Znów się potknęłam. Tym razem zaczęłam się śmiać jak głupia - Wyjdziemy na dwór? Gorąco tu...
- Jasne - Chwycił mnie za ramię i dzięki jego pomocy, opuściliśmy zatłoczoną salę. Idąc do wyjścia, spojrzałam w stronę Fabiana, który w dalszym ciągu stał z Pam. Tym razem jednak się we mnie wpatrywał intensywnie - Dobrze się czujesz?
- Tak... - Nie do końca mówiłam prawdę, ale on o tym wiedzieć nie musiał.
- Ashley? - Spojrzałam na niego, wtedy on wyciągnął z kieszeni małe pudełko - Chcę Ci to dać.
- Co to? - Uniosłam jedną brew do góry ze zdziwienia.
- Zobacz - Wręczył mi mały przedmiot a ja od razu go otworzyłam. Naszyjnik. Złoty naszyjnik.
- Nie mogę tego przyjąć - Ale kiedy chciałam mu oddać to w powrotem, zaprzeczył surowym tonem. Potem zbliżył się do mnie i wziął moją twarz w swoje dłonie. Co on wyprawiał do cholery?! Chciałam się odezwać, zareagować za nim popełni błąd, ale nie dążyłam, Poczułam na ustach jego wargi, które były ciepłe, czułe...Nie odwzajemniłam pocałunku, tylko stałam jak słup a gdy chciałam go od siebie odepchnąć, zrobił to ktoś inny.
- Wypierdalaj stąd! - Warknął męski głos. Ni stąd ni zowąd obok nas zjawił się Fabian.
- Że co? - Olivier wybuchnął śmiechem na co Fabian jeszcze bardziej się wkurwiał. Jego twarz...
- Fabian! - Podbiegłam ledwo dając radę w jego stronę - Twoja twarz... - Ale on odepchnął mnie w bok, oczywiście lekko tak, że nic nie poczułam, natomiast Oliviera tak delikatnie nie traktował.
- Wypierdalaj stąd - Powtórzył.
- Uważaj sobie gówniarzu - Olivier chciał mnie złapać za ramię, na co Fabian wpadł w furię. Zamachnął się i z całej siły uderzył go pięścią w twarz. Brunet zleciał na ziemię.
- Ty śmieciu.. - Olivier wstał na równe nogi nie pozostając mu dłużnym. Zaczęła się walka. Kiedy twarz Fabiana zaczęła jeszcze bardziej się przeistaczać, mocno go do siebie przytuliłam, aby trochę się uspokoił. Podziałało - Jesteś skończony! - Warknął agresywnie i odszedł. Ja tymczasem skupiłam się przerażona na szatynie.
- Zrobił Ci coś?! - Zwrócił się do mnie.
- Nie..
- Jak mogłaś się z nim całować?!
- Słucham... ? - Nie wierzyłam w to co mówi.
- Widziałem jak się świetnie bawiliście w sali..
- Rozmawialiśmy ! Tak jak Ty z tą szmatą!
- Lecisz na niego? - Parsknął - Najpierw ja potem on.. - Nie wytrzymałam i tym razem to ja uderzyłam go z liścia w twarz - Nie mogę uwierzyć, ze to powiedziałeś! - Pchnęłam go z całej siły do tyłu i biegiem ruszyłam w stronę sali. Musiałam porozmawiać jak najszybciej z Amandą..
Wbiegając do pomieszczenia, nastała cisza. O co chodzi? Rozejrzałam się dookoła. Na scenie pojawiła się Pam z ,, The Girls ''.
- Wszystkiego Najlepszego kochana - Odezwała się długonoga blondynka. Spojrzałam na nią niechętnie - Ten taniec dedykujemy Tobie i mamy wielką nadzieję, że Ci się spodoba - Na twarzy miała ogromny uśmiech. Muzyka zalała całą salę a one zaczęły tańczyć. Nie, nie nie... Jak ona mogła?! W moje urodziny! Chciało mi się płakać. Najpierw zabrała mi dziewczyny i zespół a teraz jeszcze to! Nie wytrzymałam. Wkurwiłam się. Fabian, ona... Zamknęłam oczy skupiając się tylko i wyłącznie na sobie. Wysiadł prąd. Zawiał chłodny wiatr. Każdy wpadł w panikę.
- Ashley! - Amanda chwyciła mnie za ramię, ale nic jej to nie dało - Ashley! Uspokój się!
- Fhetos.. - Wyszeptałam a Pam, która stała na górze piramidy, zleciała na ziemię uderzając z hukiem o podłogę. Straciła przytomność...
sobota, 7 marca 2015
Rozdział 21.
Część 1
,, Boży Dar '' - Urodziny
Od rana jakoś boli mnie brzuch. Nie wiem czemu. Mam co jakiś czas dziwne dreszcze i strasznie mi zimno. Niby są moje urodziny i powinnam się z tego cieszyć jak co roku, ale tym razem jakoś nie mam na to ochoty. Siedziałam skulona na łóżku czekając aż Amanda się uszykuje w łazience. Za niedługo zaczynałyśmy lekcje, więc lepiej niech się pośpieszy.
W ręku trzymałam naszyjnik, który dostałam w prezencie od Fabiana. Skąd on wiedział o moich urodzinach? I dlaczego na ustach miałam uśmiech, kiedy tylko o nim pomyślałam? Wiedziałam jedno. Muszę mu podziękować za ten podarunek.
- Idziemy? - Usłyszałam głos przyjaciółki, która była zniecierpliwiona - Wołam Cię od jakiś pięciu minut. Co się z Tobą dzieje...
- Nic - Odparłam uśmiechnięta - Zamyśliłam się....
- Wlasnie widzę. Niepokoje się tylko tym, o kim tak ciągle myślisz.. - Spojrzała na mój naszyjnik i wykrzywiła twarz w dziwny grymas - Boję się o Ciebie.
- Nie masz o co - Puściłam jej oczko i szybko wstałam na równe nogi. Bransoletkę schowałam do kieszeni a Amandę złapałam za dłoń, następnie opuszczając nasz pokój - Przysięgam, że nic mi nie grozi.
- Tobie ufam, ale on... Po prostu go nie lubię i nie...
- Wystarczy - Wtrąciłam - Nie musimy przecież wiecznie o nim gadać, prawda? A propo Romuelów.. Gdzie Twój chłopak?
- Powinien już tu być.. - Rudowłosa dziewczyna rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu Toma, ale nigdzie go nie dostrzegłyśmy - Za dzwonie do niego - Wyciągnęła z kiszeni swój telefon i odeszła na bok. Ja tymczasem stałam sama pod ścianą a każdy kto przechodził, składał mi życzenia.
- Dziękuję - Odpowiadałam zawsze to samo.
- Wszystkiego Najlepszego - Usłyszałam za plecami. Obróciłam się jak oparzona. Co do cholery? Przede mną stała mama oraz babcia i ciocia Elsa - Co Wy tu robicie?!
- Tak sie dziękuje za życzenia? - Zaśmiała się moja rodzicielka. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej. Nie czekając dłużej, rzuciłam się im w ramiona.
- Tak się cieszę.. - Wyszeptalam, tym bardziej, że mama miała być na jakimś ważnym wyjeździe za granicą. Tak mi bynajmniej mówiła.
- Pakuj się i jedziemy na śniadanie do restauracji - Odezwała się najstarsza kobieta.
- Przecież mam lekcje...
- Jesteś wolna Rebel - Obok mnie pojawił się Olivier - Idź. Zajmę się dyrektorem.
- Naprawdę? Mogę? - Kiwnął potwierdzająco głową na co ja zaczęłam piszczeć z zachwytu. Nie patrząc na nikogo, rzucił mu się w ramiona i mocno go przytuliłam - Dziękuję! - Nie odepchnął mnie. Myślałam, że da mi pouczenie, że nie wolno bo inni uczniowie widzą, ale on tego nie zrobił. Na dodatek sam także mnie przytulił. Kiedy odsunęliśmy się od siebie, dołączyła do mnie Amanda z Tomem.
- Wszystkiego Najlepszego - To jego pierwsze słowa w moją stronę - Dzień dobry. Jestem Tom.
- Mama Ashley. Miło mi.
- Babcia.
- Ciocia - Wzrok mojej babci a Toma się napotkał. Mierzyła go ostrym spojrzeniem, ale wiedziała, że nie jest wampirem. Jednak mimo to juz od pierwszego wejrzenia, wolała, abym trzymała się od niego z dala. Wyczytałam to w jej myślach. Moja kochana, opiekuńcza babunia - To co? Lecimy?
- Miłego dnia - Spojrzałam na Amandę. Już chciałam jej podziękować, ale jej mina mówiła mi coś dziwnego. Ona coś ukrywała. Nie musiałam nawet czytać jej w myślach, aby wiedzieć o co chodzi.
- To Twoja sprawka, prawda? - Uniosłam jedną brew do góry.
- Nie wiem o czym mowisz...
- Dziękuję za wspaniały prezent - Teraz to ją przytuliłam. To ona zaangażowała to spotkanie. Jest taka kochana! Kiedy wszystko zostało wyjaśnione, opuściłam teren szkoły wraz z rodziną. Dzień minął mi naprawdę niesamowicie. Najpierw udaliśmy się do włoskiej restauracji na pizze, potem mama zabrała nas do eleganckiej restauracji na wyśmienity obiad, ktory popilam lampką czerwonego wina. Byłyśmy też w kinie, w parku. W prezencie od mamy, dostałam złoty, szmaragdowy pierścionek. Musiał być cholernie drogi! Od razu włożyłam go na palca. Pasował jak ulał.
Do internatu wróciłam około godziny 19:00. Byłam zmęczona i miałam ochotę rzucić się jedynie na swoje łóżko, ale nim pożegnałam się z mamą i resztą, babcia złapała mnie za rękę oraz odciągnęła na bok.
- Coś się stało? - Zdziwiłam się.
- Nie, ale chcę Ci coś dać... - Wyciągnęła z torebki mały, brązowy kamyczek - Proszę..
- Co to?
- Jesteś już prawie dorosła a świat jest pełen złych ludzi... Kiedy mnie zabraknie, chcę, abyś wiedziała kto jest dla Ciebie ważny a kogo lepiej unikać..
- Nie rozumiem Cię babciu..
- Ten kamień posiada dużą moc. Bardzo dużą... Użyj go tylko wtedy, kiedy uznasz, że to konieczne. Dzięki niemu będziesz o wiele silniejsza.
- Jesteś pewna..?
- Tak - Uśmiechnęła się czule - Wiem, że dasz sobie radę - Do oczu naleciały mi łzy. Nie wytrzymałam i wtuliłam się w starszą od siebie kobietę. Była matką mojego ojca, którego nienawidziłam, ale ją bardzo mocno kochałam. Ją i Else.
Pożegnałam się z całą trójką i nareszcie wróciłam do pokoju, który okazał się pusty.
- Amanda?! - Wołałam, ale nigdzie jej nie było. Pewnie była z Tomem. Cóż... Jutro jej opowiem jak upłynął mi ten dzień. Teraz idę spać...
Kiedy już leżałam pod cieplutką kołderką, ktoś zaczął walić mi do drzwi. Wkurzona tymi debilnymi zabawami, wstałam zobaczyć kto to. Pusto - Nudzi Wam się?! - Nic. Gdzie do cholery Olivier?! Kiedy jest potrzebny to nigdy go nie ma. Zamykając drzwi pokoju, prawie padłam na zawał. Przede mną wyłonił się ni stąd ni zowąd...- Fabian .. - Wyszeptałam.
- Cześć - Bezczelnie wszedł do mojego pokoju. Ale chwila? Jak on się tu dostał? Na dodatek miał na sobie czarny garnitur z białym krawatem. Wyglądał... bosko.
- Jak Ty tu...
- Nie ważne - Wzruszył ramionami - Raczej powinnaś zapytać, po co - Zachowywał się denerwująco. Kpił sobie ze mnie i miał uśmieszek na buzi. Nie żeby to było coś złego, że się uśmiecha, ale to był taki chytry uśmieszek.
- Więc po co przyszedłeś? - Zdziwiłam się jego obecnością.
- Aby Cię porwać - Spojrzałam na niego i wybuchnęłam poważnym śmiechem. Jednak on się wcale nie śmiał.
- Nie mam ochoty na zabawy - Nagle jego twarz zaczęła się zmieniać Kurwa mać! Zaczęłam cofać się do tyłu, ale szybko wpadłam na szafkę. Nie miałam gdzie uciekać. On natomiast wydłużył swoje kły i ruszył ku mnie. Zaczęłam krzyczeć, jednak wtedy mnie zaatakował. Rzucił się na mnie a ja sparaliżowana takim zajściem, nie wiedziałam co zrobić. Chwycił mnie w ramiona i szybkim ruchem wybiegliśmy z pokoju. Płakałam i krzyczałam, ale nikt mi nie przychodził na ratunek.
Część 2.
*Fabian*
Im więcej przemieniałem się dobrowolnie w bestię, tym bardziej umiałem nad nią panować. Rozgryzłem to nie dawno. Teraz muszę robić to częściej, aby moje przemiany były zawsze skuteczne.
Zatrzymałem się w zaplanowanym miejscu. Czyli dokładniej w budynku gdzie był największy basen w mieście. Postawiłem Ashley na nogi a ona odsunęła się ode mnie jak najszybciej. Chciało mi się śmiać, jednak nie mogłem tego dać po sobie poznać. Dziwiłem się tylko, że jeszcze mnie nie zaatakowała. Myślałem, że będę musiał chociaż trochę powalczyć.
- Co taka słaba jesteś? - Zakpiłem. Podobała mi się ta gierka.
- Czego.. czego chcesz?! - Wrzasnęła zapłakana. Robiło mi się jej tak bardzo szkoda.
- Wiesz czego? - W jednej chwili znalazłem się tuż przy niej, czując na sobie jej oddech - Tego.. - Chciałem jej dotknąć, ale odepchnęła mnie z dużą siłą.
- Extuter Phes Eloter - Wrzasnęła a ja klęknąłem na prawą nogę czując jak rozpierdala mi głowę od środka. Woda w basenie zaczęła się trząść i wylewać. Światła gasnęły po kolei. Wiatr i mróz. Co się dzieje do chuja?!
- Ashley... Uspokój ... się.. - Tylko te trzy słowa udało mi się jakoś wydukać przez tą porąbaną sytuację. Nie słyszała mnie - Ashley! - Nadali nic. Ból był coraz silniejszy. Leżałem teraz na ziemi nie mogąc się już nawet podnieść.
- Matko.. - Usłyszałem jej głos. Przestała w jednym momencie - Ja.. Przepraszam... - Wtedy nie czując już nic, wstałem szybko i pchnąłem nią o ścianę..
- To ja przepraszam.. To był głupi żart.. - Nie dając jej dojść do słowa, pocałowałem ją prosto w usta.
- Co?! - Warknęła - Żartujesz?!
- Nie..
- Jesteś nienormalny! Wystraszyłam się! Po co to zrobiłeś?!
- Aby było ciekawiej.
- Prawię rozerwałam Ci mózg!
- Nie ważne. Jest wszystko okej - Przytuliłem jej roztrzęsione ciało do swojego - Uspokój się..
- Mam ochotę Cię zabić.. - Wtuliła się we mnie przez co zrobiło mi się dobrze na sercu - Fabian...
- No?
- Po co tak właściwie mnie tu przyniosłeś? - Zapytała zdziwiona i zaskoczona.
- Po co? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie - Zepsułaś światło więc zmuszony jestem zapalić świeczki - Posłałem jej uśmiech, ale nie dała się na niego złapać.
- Phesmatos - Wyszeptała a każda świeca jaka stała w tym pomieszczeniu, zapłonęła. Spojrzałem nią intensywnie.
- Tak też można .. - Jednak nie słuchała mnie. Była zachwycona wnętrzem. Naokoło basenu świeciły się piękne, małe, biało-różowe świeczki. Na suficie wisiał zrzutnik, który był ustawiony wprost na przednią ścianę a za basenem, na podłodze, znajdował się duży, czerwony koc. Na nim stał wielki kosz i butelka szampana.
- Matko.... - Nie mogła wyjść z zachwytu. Wyciągnąłemł z kieszeni kurtki mały pilot. Nacisnąłem przycisk, nawet nie wiem, który i ni stąd ni zowąd, włączyła się muzyka.
- Mogę prosić do tańca? - Wyciągnąłem w jej stronę dłoń. Wybuchnęła śmiechem.
- Serio? - Kiwnąłem potwierdzająco głową. No dobrze. Podała mu swoją prawą dłoń i po chwili tańczyliśmy w rytm muzyki. Była niesamowitą tancerką. Pokazałem jej ruchy, których nigdy wcześniej nie znała. W końcu na koniec zmusiłem ją, aby ponownie spojrzała mi w oczy. Chciała coś powiedzieć, ale nie dopuściłem jej do słowa. Zamiast tego, złożyłem na jej ustach wielki, czuły pocałunek. Zadrżała. Jej ciało przeszły dziwne ciarki. Dziwne jednakże bardzo, ale to bardzo przyjemne! Następnie, kiedy się od siebie odsunęliśmy a muzyka zmieniła się na coś zupełnie z innego gatunku, usiedliśmy na czerwonym kocu. Od razu otworzyłem szampana, nalewając żółtą ciesz do specjalnych szklanek do wina. Ashley wyciągnęła natomiast z koszyka różne przekąski. Była zachwycona - Zrobiłeś to wszystko ...
- Dla Ciebie - Wtrąciłem - Wszystkiego najlepszego - Jej uśmiech był największą nagrodą za trud jaki w to wszystko włożyłem. Po jakieś godzinie spędzonej razem, musieliśmy wrócić z powrotem do internatu, aby przejść do niespodzianki numer trzy. Wstałem na równe nogi, niestety szatynka nie potrafiła tego zrobić. Chwiała się na każdą stronę - Ashley?
- Tak? - Spojrzała na mnie i zachichotała.
- Wszystko w porządku?
- Jak najlepszym prze pana! - Zasalutowała co mnie trochę rozbawiło, ale jednocześnie zaniepokoiło. Była pijana!
- Ty jesteś kompletnie pijana...
- Nie. Nie.. Nie.. - Wybuchnęła śmiechem. Chciała zrobić krok do przodu, ale potknęła się i wpadła wprost w moje ramiona - Ale Ty jesteś przystojny.. - Jej oczy świeciły a alkohol było czuć na kilka kroków. Co ja najlepszego zrobiłem.. Upiłem ją..
- Chodźmy.. - Chciałem wziąć ją na ramiona, ale mi nie pozwoliła.
- Co robisz? - Spytała.
- Chcę ci pomóc..
- Nie potrzebuję pomocy - Wtrąciła zabawnie, ale nawet nie potrafiła sama iść. Zadzwonił mi telefon - Odbierz..
- Nie.
- Dlaczego? - Kolejny chichot.
- Bo to niegrzecznie w Twojej obecności.
- Odbierz - Nalegała - Może to jakaś dziewczyna..
- Nie.
- Skąd wiesz?
- Bo z nikim się nie spotykam... - Telefon wciąż dzwonił. Poirytowany wreszcie odebrałem - Czego?! - Warknąłem do słuchawki - Zaraz będę!.... Ta... No... Co Cię to?... Wszystko gra....
- Kto to? Dziewczyna? - Oparła się na moim ramieniu - Halo! Kto tam?!
- Ashley! Uspokój się! - Spojrzałem na nią a ona zrobiła minę smutnego pieska - Mamy pewien problem.... Taki kurwa, że się nawaliła!.... Co ja?! .... Nie wkurwiaj mnie bo Ci rozerwę te seksowne ciałko... Za niedługo będziemy... Nara! - Rozłączyłem się bo nie mogłem dłużej słuchać tego pierdolenie.
- Kto to? - Jej głos brzmiał poważnie.
- Nikt.
- Nikt?
- Nikt ważny. Chodźmy - Chciałem jej pomóc, jednak odepchnęła mnie i ruszyła sama do przodu. Następnie zdążyłem ją złapać nim się wywróciła - Puść mnie!
- Co się stało? - Byłem zdziwiony zmianą jej humoru.
- Idź sobie do tego co ma seksowne ciałko... - Parsknęła.
- Jesteś zazdrosna? - Uniosłem jedną brew do góry.
- Co ? - Zaśmiała się - Nie.
- Więc o co chodzi? - Nalegałem. Kiedy, nie odpowiedziała, zmieniłem temat - Lepiej wracajmy do pokoju.
- Razem?! - Wybuchnęła - Nie będę z Tobą spać.. To, że mi się podobasz to nie znaczy, że będziemy razem spać wampirku - Mruknęła podniecająco udając kota. Raczej wyszedł z tego mały kociak.
- Co powiedziałaś?
- Że nie będę z Tobą...
- Podobam Ci się? - Zamilkła a głowę spuściła w dół - Podobam? - Powtórzyłem.
- Bardzo - Podniosła wzrok na mnie. Nasze spojrzenia się napotkały. Czułem, że mam ochotę się na nią rzucić - Lepiej wracajmy. Masz rację..- Znów ruszyła sama do przodu i znów prawie zleciała na ziemię. Chwyciłem ją i mocno do siebie podciągnąłem.
- Kurwa! - Wrzasnąłem. Przestraszyła się.
- Zrobiłam.. coś? - Wyszeptała.
- Ty... Cholera! Też mi się podobasz! - Nie mówiąc nic, zacząłem ją całować. Mocno, namiętnie, intensywnie. Jej ciało przyległo do mojego. Nie potrafiłem się powstrzymać. Rozdarłem jej koszulkę, którą miała na sobie, powodując, że było widać jej biały, koronkowy stanik. Przerwała na chwilę pocałunek, ale trwało to krótko. Sama mnie potem pocałowała. Z siebie sam zdjąłem kurtkę. Dotykała mojej klatki piersiowej a ja dłonią a raczej koniuszkami palców, jeździłem wzdłuż jej ramion. Drżała. Nie zauważyłem, że skończyła się podłoga. Wlecieliśmy oboje do basenu. Woda była lodowata!
- Kurwa! - Krzyknęła rozbawiona. Spojrzałem na nią a ona na mnie. Cieszyła się jak dziecko. Pływała w samym staniku i spodniach. Ja tylko w spodniach. W wodzie byliśmy chwilę. Powygłupialiśmy się i w końcu wyszliśmy na zewnątrz. Dałem jej swoją kurtkę, ponieważ jej ubranie było już do wyrzucenia. Wiał chłodny wiatr. Zamówiliśmy taksówkę i siedząc już w środku pojazdu, przytuliłem ją do siebie, trzymając ją w tali. Zasnęła. Przez kąpiel w basenie, trochę ją puściła bomba, ale i tak wciąż była pijana. Przejechałem dłonią po jej włosach. Tak słodko wyglądała. Nie mogłem się powstrzymać i od razu na jej czole złożyłem czuły pocałunek. Relację między nami trochę się zmieniły. Nie dobrze.. Nie powinno tak być...
.
Część 1
,, Boży Dar '' - Urodziny
Od rana jakoś boli mnie brzuch. Nie wiem czemu. Mam co jakiś czas dziwne dreszcze i strasznie mi zimno. Niby są moje urodziny i powinnam się z tego cieszyć jak co roku, ale tym razem jakoś nie mam na to ochoty. Siedziałam skulona na łóżku czekając aż Amanda się uszykuje w łazience. Za niedługo zaczynałyśmy lekcje, więc lepiej niech się pośpieszy.
W ręku trzymałam naszyjnik, który dostałam w prezencie od Fabiana. Skąd on wiedział o moich urodzinach? I dlaczego na ustach miałam uśmiech, kiedy tylko o nim pomyślałam? Wiedziałam jedno. Muszę mu podziękować za ten podarunek.
- Idziemy? - Usłyszałam głos przyjaciółki, która była zniecierpliwiona - Wołam Cię od jakiś pięciu minut. Co się z Tobą dzieje...
- Nic - Odparłam uśmiechnięta - Zamyśliłam się....
- Wlasnie widzę. Niepokoje się tylko tym, o kim tak ciągle myślisz.. - Spojrzała na mój naszyjnik i wykrzywiła twarz w dziwny grymas - Boję się o Ciebie.
- Nie masz o co - Puściłam jej oczko i szybko wstałam na równe nogi. Bransoletkę schowałam do kieszeni a Amandę złapałam za dłoń, następnie opuszczając nasz pokój - Przysięgam, że nic mi nie grozi.
- Tobie ufam, ale on... Po prostu go nie lubię i nie...
- Wystarczy - Wtrąciłam - Nie musimy przecież wiecznie o nim gadać, prawda? A propo Romuelów.. Gdzie Twój chłopak?
- Powinien już tu być.. - Rudowłosa dziewczyna rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu Toma, ale nigdzie go nie dostrzegłyśmy - Za dzwonie do niego - Wyciągnęła z kiszeni swój telefon i odeszła na bok. Ja tymczasem stałam sama pod ścianą a każdy kto przechodził, składał mi życzenia.
- Dziękuję - Odpowiadałam zawsze to samo.
- Wszystkiego Najlepszego - Usłyszałam za plecami. Obróciłam się jak oparzona. Co do cholery? Przede mną stała mama oraz babcia i ciocia Elsa - Co Wy tu robicie?!
- Tak sie dziękuje za życzenia? - Zaśmiała się moja rodzicielka. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej. Nie czekając dłużej, rzuciłam się im w ramiona.
- Tak się cieszę.. - Wyszeptalam, tym bardziej, że mama miała być na jakimś ważnym wyjeździe za granicą. Tak mi bynajmniej mówiła.
- Pakuj się i jedziemy na śniadanie do restauracji - Odezwała się najstarsza kobieta.
- Przecież mam lekcje...
- Jesteś wolna Rebel - Obok mnie pojawił się Olivier - Idź. Zajmę się dyrektorem.
- Naprawdę? Mogę? - Kiwnął potwierdzająco głową na co ja zaczęłam piszczeć z zachwytu. Nie patrząc na nikogo, rzucił mu się w ramiona i mocno go przytuliłam - Dziękuję! - Nie odepchnął mnie. Myślałam, że da mi pouczenie, że nie wolno bo inni uczniowie widzą, ale on tego nie zrobił. Na dodatek sam także mnie przytulił. Kiedy odsunęliśmy się od siebie, dołączyła do mnie Amanda z Tomem.
- Wszystkiego Najlepszego - To jego pierwsze słowa w moją stronę - Dzień dobry. Jestem Tom.
- Mama Ashley. Miło mi.
- Babcia.
- Ciocia - Wzrok mojej babci a Toma się napotkał. Mierzyła go ostrym spojrzeniem, ale wiedziała, że nie jest wampirem. Jednak mimo to juz od pierwszego wejrzenia, wolała, abym trzymała się od niego z dala. Wyczytałam to w jej myślach. Moja kochana, opiekuńcza babunia - To co? Lecimy?
- Miłego dnia - Spojrzałam na Amandę. Już chciałam jej podziękować, ale jej mina mówiła mi coś dziwnego. Ona coś ukrywała. Nie musiałam nawet czytać jej w myślach, aby wiedzieć o co chodzi.
- To Twoja sprawka, prawda? - Uniosłam jedną brew do góry.
- Nie wiem o czym mowisz...
- Dziękuję za wspaniały prezent - Teraz to ją przytuliłam. To ona zaangażowała to spotkanie. Jest taka kochana! Kiedy wszystko zostało wyjaśnione, opuściłam teren szkoły wraz z rodziną. Dzień minął mi naprawdę niesamowicie. Najpierw udaliśmy się do włoskiej restauracji na pizze, potem mama zabrała nas do eleganckiej restauracji na wyśmienity obiad, ktory popilam lampką czerwonego wina. Byłyśmy też w kinie, w parku. W prezencie od mamy, dostałam złoty, szmaragdowy pierścionek. Musiał być cholernie drogi! Od razu włożyłam go na palca. Pasował jak ulał.
Do internatu wróciłam około godziny 19:00. Byłam zmęczona i miałam ochotę rzucić się jedynie na swoje łóżko, ale nim pożegnałam się z mamą i resztą, babcia złapała mnie za rękę oraz odciągnęła na bok.
- Coś się stało? - Zdziwiłam się.
- Nie, ale chcę Ci coś dać... - Wyciągnęła z torebki mały, brązowy kamyczek - Proszę..
- Co to?
- Jesteś już prawie dorosła a świat jest pełen złych ludzi... Kiedy mnie zabraknie, chcę, abyś wiedziała kto jest dla Ciebie ważny a kogo lepiej unikać..
- Nie rozumiem Cię babciu..
- Ten kamień posiada dużą moc. Bardzo dużą... Użyj go tylko wtedy, kiedy uznasz, że to konieczne. Dzięki niemu będziesz o wiele silniejsza.
- Jesteś pewna..?
- Tak - Uśmiechnęła się czule - Wiem, że dasz sobie radę - Do oczu naleciały mi łzy. Nie wytrzymałam i wtuliłam się w starszą od siebie kobietę. Była matką mojego ojca, którego nienawidziłam, ale ją bardzo mocno kochałam. Ją i Else.
Pożegnałam się z całą trójką i nareszcie wróciłam do pokoju, który okazał się pusty.
- Amanda?! - Wołałam, ale nigdzie jej nie było. Pewnie była z Tomem. Cóż... Jutro jej opowiem jak upłynął mi ten dzień. Teraz idę spać...
Kiedy już leżałam pod cieplutką kołderką, ktoś zaczął walić mi do drzwi. Wkurzona tymi debilnymi zabawami, wstałam zobaczyć kto to. Pusto - Nudzi Wam się?! - Nic. Gdzie do cholery Olivier?! Kiedy jest potrzebny to nigdy go nie ma. Zamykając drzwi pokoju, prawie padłam na zawał. Przede mną wyłonił się ni stąd ni zowąd...- Fabian .. - Wyszeptałam.
- Cześć - Bezczelnie wszedł do mojego pokoju. Ale chwila? Jak on się tu dostał? Na dodatek miał na sobie czarny garnitur z białym krawatem. Wyglądał... bosko.
- Jak Ty tu...
- Nie ważne - Wzruszył ramionami - Raczej powinnaś zapytać, po co - Zachowywał się denerwująco. Kpił sobie ze mnie i miał uśmieszek na buzi. Nie żeby to było coś złego, że się uśmiecha, ale to był taki chytry uśmieszek.
- Więc po co przyszedłeś? - Zdziwiłam się jego obecnością.
- Aby Cię porwać - Spojrzałam na niego i wybuchnęłam poważnym śmiechem. Jednak on się wcale nie śmiał.
- Nie mam ochoty na zabawy - Nagle jego twarz zaczęła się zmieniać Kurwa mać! Zaczęłam cofać się do tyłu, ale szybko wpadłam na szafkę. Nie miałam gdzie uciekać. On natomiast wydłużył swoje kły i ruszył ku mnie. Zaczęłam krzyczeć, jednak wtedy mnie zaatakował. Rzucił się na mnie a ja sparaliżowana takim zajściem, nie wiedziałam co zrobić. Chwycił mnie w ramiona i szybkim ruchem wybiegliśmy z pokoju. Płakałam i krzyczałam, ale nikt mi nie przychodził na ratunek.
Część 2.
*Fabian*
Im więcej przemieniałem się dobrowolnie w bestię, tym bardziej umiałem nad nią panować. Rozgryzłem to nie dawno. Teraz muszę robić to częściej, aby moje przemiany były zawsze skuteczne.
Zatrzymałem się w zaplanowanym miejscu. Czyli dokładniej w budynku gdzie był największy basen w mieście. Postawiłem Ashley na nogi a ona odsunęła się ode mnie jak najszybciej. Chciało mi się śmiać, jednak nie mogłem tego dać po sobie poznać. Dziwiłem się tylko, że jeszcze mnie nie zaatakowała. Myślałem, że będę musiał chociaż trochę powalczyć.
- Co taka słaba jesteś? - Zakpiłem. Podobała mi się ta gierka.
- Czego.. czego chcesz?! - Wrzasnęła zapłakana. Robiło mi się jej tak bardzo szkoda.
- Wiesz czego? - W jednej chwili znalazłem się tuż przy niej, czując na sobie jej oddech - Tego.. - Chciałem jej dotknąć, ale odepchnęła mnie z dużą siłą.
- Extuter Phes Eloter - Wrzasnęła a ja klęknąłem na prawą nogę czując jak rozpierdala mi głowę od środka. Woda w basenie zaczęła się trząść i wylewać. Światła gasnęły po kolei. Wiatr i mróz. Co się dzieje do chuja?!
- Ashley... Uspokój ... się.. - Tylko te trzy słowa udało mi się jakoś wydukać przez tą porąbaną sytuację. Nie słyszała mnie - Ashley! - Nadali nic. Ból był coraz silniejszy. Leżałem teraz na ziemi nie mogąc się już nawet podnieść.
- Matko.. - Usłyszałem jej głos. Przestała w jednym momencie - Ja.. Przepraszam... - Wtedy nie czując już nic, wstałem szybko i pchnąłem nią o ścianę..
- To ja przepraszam.. To był głupi żart.. - Nie dając jej dojść do słowa, pocałowałem ją prosto w usta.
- Co?! - Warknęła - Żartujesz?!
- Nie..
- Jesteś nienormalny! Wystraszyłam się! Po co to zrobiłeś?!
- Aby było ciekawiej.
- Prawię rozerwałam Ci mózg!
- Nie ważne. Jest wszystko okej - Przytuliłem jej roztrzęsione ciało do swojego - Uspokój się..
- Mam ochotę Cię zabić.. - Wtuliła się we mnie przez co zrobiło mi się dobrze na sercu - Fabian...
- No?
- Po co tak właściwie mnie tu przyniosłeś? - Zapytała zdziwiona i zaskoczona.
- Po co? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie - Zepsułaś światło więc zmuszony jestem zapalić świeczki - Posłałem jej uśmiech, ale nie dała się na niego złapać.
- Phesmatos - Wyszeptała a każda świeca jaka stała w tym pomieszczeniu, zapłonęła. Spojrzałem nią intensywnie.
- Tak też można .. - Jednak nie słuchała mnie. Była zachwycona wnętrzem. Naokoło basenu świeciły się piękne, małe, biało-różowe świeczki. Na suficie wisiał zrzutnik, który był ustawiony wprost na przednią ścianę a za basenem, na podłodze, znajdował się duży, czerwony koc. Na nim stał wielki kosz i butelka szampana.
- Matko.... - Nie mogła wyjść z zachwytu. Wyciągnąłemł z kieszeni kurtki mały pilot. Nacisnąłem przycisk, nawet nie wiem, który i ni stąd ni zowąd, włączyła się muzyka.
- Mogę prosić do tańca? - Wyciągnąłem w jej stronę dłoń. Wybuchnęła śmiechem.
- Serio? - Kiwnąłem potwierdzająco głową. No dobrze. Podała mu swoją prawą dłoń i po chwili tańczyliśmy w rytm muzyki. Była niesamowitą tancerką. Pokazałem jej ruchy, których nigdy wcześniej nie znała. W końcu na koniec zmusiłem ją, aby ponownie spojrzała mi w oczy. Chciała coś powiedzieć, ale nie dopuściłem jej do słowa. Zamiast tego, złożyłem na jej ustach wielki, czuły pocałunek. Zadrżała. Jej ciało przeszły dziwne ciarki. Dziwne jednakże bardzo, ale to bardzo przyjemne! Następnie, kiedy się od siebie odsunęliśmy a muzyka zmieniła się na coś zupełnie z innego gatunku, usiedliśmy na czerwonym kocu. Od razu otworzyłem szampana, nalewając żółtą ciesz do specjalnych szklanek do wina. Ashley wyciągnęła natomiast z koszyka różne przekąski. Była zachwycona - Zrobiłeś to wszystko ...
- Dla Ciebie - Wtrąciłem - Wszystkiego najlepszego - Jej uśmiech był największą nagrodą za trud jaki w to wszystko włożyłem. Po jakieś godzinie spędzonej razem, musieliśmy wrócić z powrotem do internatu, aby przejść do niespodzianki numer trzy. Wstałem na równe nogi, niestety szatynka nie potrafiła tego zrobić. Chwiała się na każdą stronę - Ashley?
- Tak? - Spojrzała na mnie i zachichotała.
- Wszystko w porządku?
- Jak najlepszym prze pana! - Zasalutowała co mnie trochę rozbawiło, ale jednocześnie zaniepokoiło. Była pijana!
- Ty jesteś kompletnie pijana...
- Nie. Nie.. Nie.. - Wybuchnęła śmiechem. Chciała zrobić krok do przodu, ale potknęła się i wpadła wprost w moje ramiona - Ale Ty jesteś przystojny.. - Jej oczy świeciły a alkohol było czuć na kilka kroków. Co ja najlepszego zrobiłem.. Upiłem ją..
- Chodźmy.. - Chciałem wziąć ją na ramiona, ale mi nie pozwoliła.
- Co robisz? - Spytała.
- Chcę ci pomóc..
- Nie potrzebuję pomocy - Wtrąciła zabawnie, ale nawet nie potrafiła sama iść. Zadzwonił mi telefon - Odbierz..
- Nie.
- Dlaczego? - Kolejny chichot.
- Bo to niegrzecznie w Twojej obecności.
- Odbierz - Nalegała - Może to jakaś dziewczyna..
- Nie.
- Skąd wiesz?
- Bo z nikim się nie spotykam... - Telefon wciąż dzwonił. Poirytowany wreszcie odebrałem - Czego?! - Warknąłem do słuchawki - Zaraz będę!.... Ta... No... Co Cię to?... Wszystko gra....
- Kto to? Dziewczyna? - Oparła się na moim ramieniu - Halo! Kto tam?!
- Ashley! Uspokój się! - Spojrzałem na nią a ona zrobiła minę smutnego pieska - Mamy pewien problem.... Taki kurwa, że się nawaliła!.... Co ja?! .... Nie wkurwiaj mnie bo Ci rozerwę te seksowne ciałko... Za niedługo będziemy... Nara! - Rozłączyłem się bo nie mogłem dłużej słuchać tego pierdolenie.
- Kto to? - Jej głos brzmiał poważnie.
- Nikt.
- Nikt?
- Nikt ważny. Chodźmy - Chciałem jej pomóc, jednak odepchnęła mnie i ruszyła sama do przodu. Następnie zdążyłem ją złapać nim się wywróciła - Puść mnie!
- Co się stało? - Byłem zdziwiony zmianą jej humoru.
- Idź sobie do tego co ma seksowne ciałko... - Parsknęła.
- Jesteś zazdrosna? - Uniosłem jedną brew do góry.
- Co ? - Zaśmiała się - Nie.
- Więc o co chodzi? - Nalegałem. Kiedy, nie odpowiedziała, zmieniłem temat - Lepiej wracajmy do pokoju.
- Razem?! - Wybuchnęła - Nie będę z Tobą spać.. To, że mi się podobasz to nie znaczy, że będziemy razem spać wampirku - Mruknęła podniecająco udając kota. Raczej wyszedł z tego mały kociak.
- Co powiedziałaś?
- Że nie będę z Tobą...
- Podobam Ci się? - Zamilkła a głowę spuściła w dół - Podobam? - Powtórzyłem.
- Bardzo - Podniosła wzrok na mnie. Nasze spojrzenia się napotkały. Czułem, że mam ochotę się na nią rzucić - Lepiej wracajmy. Masz rację..- Znów ruszyła sama do przodu i znów prawie zleciała na ziemię. Chwyciłem ją i mocno do siebie podciągnąłem.
- Kurwa! - Wrzasnąłem. Przestraszyła się.
- Zrobiłam.. coś? - Wyszeptała.
- Ty... Cholera! Też mi się podobasz! - Nie mówiąc nic, zacząłem ją całować. Mocno, namiętnie, intensywnie. Jej ciało przyległo do mojego. Nie potrafiłem się powstrzymać. Rozdarłem jej koszulkę, którą miała na sobie, powodując, że było widać jej biały, koronkowy stanik. Przerwała na chwilę pocałunek, ale trwało to krótko. Sama mnie potem pocałowała. Z siebie sam zdjąłem kurtkę. Dotykała mojej klatki piersiowej a ja dłonią a raczej koniuszkami palców, jeździłem wzdłuż jej ramion. Drżała. Nie zauważyłem, że skończyła się podłoga. Wlecieliśmy oboje do basenu. Woda była lodowata!
- Kurwa! - Krzyknęła rozbawiona. Spojrzałem na nią a ona na mnie. Cieszyła się jak dziecko. Pływała w samym staniku i spodniach. Ja tylko w spodniach. W wodzie byliśmy chwilę. Powygłupialiśmy się i w końcu wyszliśmy na zewnątrz. Dałem jej swoją kurtkę, ponieważ jej ubranie było już do wyrzucenia. Wiał chłodny wiatr. Zamówiliśmy taksówkę i siedząc już w środku pojazdu, przytuliłem ją do siebie, trzymając ją w tali. Zasnęła. Przez kąpiel w basenie, trochę ją puściła bomba, ale i tak wciąż była pijana. Przejechałem dłonią po jej włosach. Tak słodko wyglądała. Nie mogłem się powstrzymać i od razu na jej czole złożyłem czuły pocałunek. Relację między nami trochę się zmieniły. Nie dobrze.. Nie powinno tak być...
.
środa, 4 marca 2015
Rozdział 20.
,, Boży Dar '' -
*Ashley*
- Romuel, coś Ty powiedział ? - Warknął Olivier, kiedy tylko usłyszał słowa swojego podopiecznego. Fabian natomiast z każdą chwilą wyglądał gorzej.
- Fabian, proszę.. - Wyszeptałam łapiąc go za rękę. Czułam jak wpada w furię.
- Zjeżdżaj stąd... - Wydyszał, zakrywając swoją twarz.
- Co się dzieje z Twoją twarzą?.. - Pyta zaskoczony prefekt. Zaczyna się do nas zbliżać a ja wpadam w panikę. Chyba coś zauważył. Podbiegam do niego i staram się zatrzymać to dobrze zbudowane, duże, ale jakże szczupłe ciało. Na nic.
- Stój.. Nie możesz się do niego zbliżać! - Krzyknęłam mu wprost do ucha.
- Co tu się dzieje do cholery?! - Odepchnął mnie tak, że zleciałam na ziemię. Nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Był skupiony tylko i wyłącznie na Fabianie. Pisnęłam z bólu. To był błąd. Szatyn widząc mnie w takim stanie, stracił nad sobą pełną kontrolę. Nawet nie próbował z tym walczyć. Jego twarz przybrała najokropniejszy z możliwych wyrazów. Spojrzał tylko morderczo na starszego od siebie mężczyznę i rzucił się na niego wykonując przy tym wysoki skok w powietrzu.
- Nie! - Wrzasnęłam. Szybko wstałam na równe nogi nie mogąc patrzeć na to jak Fabian bije bruneta - Proszę! Przestań! - Ale moje słowa do niego nie docierały. Teraz to ja rzuciłam się na niego odpychając jego twarde jak skała ciało i stanęłam przed leżącym na ziemi Olivierze. Był roztrzęsiony a z jego szyki spływała czerwona ciecz. Został ugryziony! - Olivier?! Wszystko gra?! - Kucnęłam płacząc jednocześnie. Chłopak wyglądał źle. Naprawdę - Olivier!
- Ja... - Wydyszał tylko te słowa.
- Coś Ty zrobił?! - Tym razem zwróciłam się do Fabiana. Widząc krew, jeszcze bardziej nie mógł się powstrzymać. Zawarczał. Upadłam, cofając się do tyłu. Serce biło mi jak oszalałe. Szedł w moim kierunku, przechylając głowę to w prawo to w lewo - Proszę.. Uspokój się.. Nie chcę z Tobą walczyć..
- Powalczmy - Zaśmiał się chytrze. Przeszły mnie ciarki - Lubię kiedy nie jesteście łatwe - Jednym ruchem znalazł się przy mnie. Spanikowałam. Zrobił to tak szybko, że nie wiedziałam jakie mam wypowiedzieć zaklęcie. Następnie ścisnął mnie z całej siły za ramię. Dalej nic nie robiłam - Walcz! - Wrzasnął.
- Nie.. - Wymamrotałam z trudem. Zaczął mną szarpać. Podniósł mnie z ziemi na równe nogi przez co zmuszona zostałam, aby spojrzeć mu w oczy. Ponownie się rozpłakałam. Zaczął mrugać a ja dostrzegłam w jego oczach dobrego chłopaka, cichego, cierpiącego. Nie potworną bestię jaką jest teraz.
- Fabian.. To ja.. Ashley...
- Jesteś wiedźmą! - Nie czekając na nic więcej, odepchną mnie kilka kroków dalej od siebie. Zachwiałam się, ale nie upadłam - Ktoś taki jak Ty nic dla mnie nie znaczy - Jego kły wydłużyły się maksymalnie. Wiedziałam co chciał zrobić. Był wpatrzony w moją szyję - Ale za to tak pięknie pachniesz...- Znów znalazł się przy mnie i już był gotowy do ataku. Stałam ciągle sparaliżowana. Każda część ciała odmawiała mi posłuszeństwa.
- Zostaw ją! - Usłyszałam w oddali głos przyjaciółki. Jak ona się tu znalazła?
- Co się z Tobą kurwa dzieje?! - Krzyknął Tom, biegnący tuż przy niej. Stanęli parę metrów od nas. Amanda była przerażona bardziej ode mnie. Jej naszyjnik zaczął dziwnie świecić. Nagle mnie puścił. Ku mojemu zdziwieniu, klęknął łapiąc się za głowę. Zawył z bólu.
- Co się dzieje?! - Wystraszyłam się. To ten naszyjnik. No tak.
- Ashley! Chodź ! Szybko! - Spojrzałam na rudowłosą piękność a potem na szatyna, który zwijał się z bólu.
- Przestań! - Rozkazałam jej - Robisz mu krzywdę! - Kucnęłam przy wampirze obejmując go swoim ciałem. Był taki zimny - Zostaw go!
- Słucham? - Nie wierzyła w to co mówię. Zresztą ja także. Słowa same wychodziły z moich ust. Nie kontrolowałam tego.
- Proszę.. Zostawcie nas samych...
- Żartujesz?! To potwór!
- Nie! Nie znasz go...
- Ja go znam - Wtrącił Fabian - Wiem jaki on jest. Trzymaj się od niego z dala..
- Nie! - Wydarłam się tak mocno, że na około nas pojawił się ogień. Traciłam nad sobą kontrolę.
- Boże Ashley, co się z Tobą dzieje? - Wyszeptała Amanda zakrywając usta dłonią - A co z Olivierem? - No tak. Matko, zapomniałam! Przecież jest ranny w szyję. Co jak się wykrwawi? Westchnęłam ciężko, aby moje serce nie biło tak szybko jak w tym momencie. Po chwili podziałało. Ogień opadł a moje emocje razem z nim. Fabian w dalszym ciągu cierpiał, ale oprócz mnie kogo to obchodziło? Nie mogłam tak zostawić tej dwójki. Nigdy w życiu!
- Amando.. - Spojrzałam na nią - Zaufaj mi.. Wracaj do szkoły..
- Ale...
- Proszę! - Warknęłam zrozpaczona. Spojrzała mi w oczy. Wiedziała, że mówię całkiem poważnie i, że dam sobie radę.
- Ale od razu masz do mnie przyjść! Za...
- Będę za 30 minut. A teraz idźcie!
- Jesteś pewna? - Przeszyłam Toma na wskroś. Kiwnęłam potwierdzająco głową a oni odeszli. No więc teraz trzeba przejść do trudniejszych rzeczy. Szatyn wstał na nogi już trochę ogarnięty. Ból minął gdy tylko Amanda odeszła.
- Dlaczego to zrobiłaś? - Spytał bardzo, ale to bardzo zdziwiony moim zachowaniem.
- Co? - Udałam, że nie rozumiem.
- Dlaczego mi pomogłaś mimo, że znów Cię zaatakowałem...
- Fabian - Wtrąciłam mu - Teraz to najmniej ważne. Trzeba pomóc Olivierowi.. Krwawi ...
- Zajmę się tym - Rzekł a potem podszedł do mężczyzny leżącego na ziemi. Nie reagował na nic, ale żył. Szatyn ugryzł się w nadgarstek tak, że zaczęła lecieć mu z niego krew. Następnie zrobił tak, by prefekt napił się jego krwi.
- Co Ty...
- Wszystko będzie dobrze - Wtrącił. Nie powiedziałam nic więcej. Zaufałam mu. Kilka minut później z jego rany na szyi nie zostało nic - Jak Ty to zrobiłeś?! - Nie ukrywałam zdumienia.
- To moja krew - Wzruszył ramionami - Potrafi leczyć. Zabierając komuś życie, mogę podarować je komuś innemu.. - Pochylił się nad twarzą Oliviera, który po kilku kroplach czerwonej mazi Fabiana, ocknął się jakimś cudem - Zapominasz o wszystkim co tu się stało. Patrolowałeś szkołę a gdy nic złego nie dostrzegłeś, wracasz do pokoju. Rozumiesz?
- Tak.. - Wyszeptał brunet.
- Dobrze. Teraz zjeżdżaj - Olivier wstał chwiejąc się trochę. Spojrzał jeszcze tylko na mnie - Odprowadzić Cię?
- Jaa.. Sama sobie poradzę - Posłałam mu ciepły uśmiech mimo tego, że był nieszczery. Nie miałam ochoty teraz na śmiechy i wygłupy.
- Do jutra.. - Machnął mi i w końcu poszedł do środka budynku. Stałam teraz sam na sam na świeżym, chłodnym powietrzu z wampirem, który jeszcze niedawno chciał mnie ugryźć. Zaczęłam się śmiać.
- Wszystko w porządku...? - Nie rozumiał mojego dziwnego zachowania. Chciał do mnie podejść, ale szybko się odsunęłam.
- Nie zbliżaj się do mnie! - Wzięłam głęboki oddech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Dłonią przeczesałam nerwowo włosy.
- Przepraszam...
- Za co?! Za to, że się na mnie rzuciłeś czy za to, że prawie go zabiłeś?! Ja.. Już sobie z tym nie radzę! - Teraz się rozpłakałam - Wiem, że to ta klątwa, ale do cholery! Polubiłam Cię! Tak, dobrze słyszysz! Tylko, że też się Ciebie boję.. Nie chcę z Tobą walczyć..
- Ja z Tobą też nie.. Nie panuję nad tym - Zaklął pod nosem i chodził w tą i z powrotem.
- Lepiej będzie jak sobie pójdę... - Chciałam odejść i już ruszyłam do przodu, ale wtedy jednym ruchem znalazł się tuż przede mną. Wystraszyłam się, serce mi przyśpieszyło - Osza.... - Nie dokończyłam ponieważ chwycił mnie za głowę i pocałował wprost w usta. Zadrżałam. Miły gest. Odwzajemniłam pocałunek od razu a on się tylko uśmiechnął. To było niesamowite. Kiedy oderwał się ode mnie zaczerpując trochę powietrza, spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Wiesz, że w każdej chwili mogę Cię zahipnotyzować, prawda?
- A wiesz, że ja mogę w każdej chwili wejść Ci do głowy, prawda? - Zaśmiał się na co ja także - Pomogę Ci..
- W czym? - Zdziwił się. Na to ja podeszłam do niego tak blisko, że czułam na sobie jego oddech. Następnie wspięłam się na palcach, aby dokładnie usłyszał moje ciche słowa.
- Przemienię Cię z powrotem w człowieka.. - Uśmiechnęłam się i wtuliłam w jego ramiona. Myślałam, że się ucieszy na co on odwrócił głowę w bok i ledwo co mnie objął. Zrobiło mi się smutno.
- Jest już późno. Wracaj do pokoju..
- Co? - Uniosłam brew do góry.
- Dobranoc - Pocałował mnie w czoło i zniknął. Stałam jak kamień nie wierząc w to, że mnie tak zostawił, ale zrobiło się mroźniej więc czy tego chciałam czy też nie, wróciłam do swojego pokoju gdzie już czekała na mnie Amanda. Opowiedziałam jej wszystko. Płakałam a ona tuliła mnie do siebie dając przy tym otuchy.
- On Ci się podoba.. - Podsumowała.
- Co? Nie! - Broniłam się, ale coś mi to nie wychodziło.
- Jesteśmy przyjaciółkami. Bądź ze mną szczera... Wiesz, że podoba mi się Tom i, że jesteśmy razem i chcę, abyś Ty mi też...
- Czuję coś do niego! - Krzyknęłam zasłaniając dłońmi ręce.
- Wiedziałam.. To nie będzie nic dobrego..
- Nie chcę o tym gadać. Chcę się umyć i iść spać. Mam dość na dziś - Rzuciłam w nią poduszką i ruszyłam do łazienki wziąć prysznic. Potem wskoczyłam do swojego ciepłego łóżka i zamknęłam oczy. Przed zaśnięciem usłyszałam myśli przyjaciółki: ,, TA MIŁOŚĆ CIĘ ZNISZCZY... '' ...
Obudziłam się następnego dnia wielkim krzykiem Amandy. Otworzyłam oczy wkurzona jej zachowaniem, ale nawet nie dała mi dojść do głosu.
- Spójrz! Dostałaś coś! - Przetarłam dłonią oczy.. Heee? Na komodzie obok łóżka leżało pudełko owinięte kokardką.
- Co to? - Zdziwiłam się.
- Jak to co?! Prezent! Pewnie od wielbiciela jakiegoś! - Zaśmiała się - Zobacz ! Szybko! - Była bardziej podekscytowana niż ja. No tak. Dziś nie jestem już 16stką tylko pełną 17stką. Ale ten czas szybko leci... Kilka sekund później, wzięłam do ręki drewniany przedmiot a pod nim leżała mała karteczka. Tak zwany liścik.
,, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO CZAROWNICO.
DZIEŃ SIĘ DOPIERO ZACZĄŁ :) :*.
FABIAN.''
Amanda od razu zmieniła swoje nastawienie do tego prezentu, ale dalej była ciekawa co to jest. Wreszcie otworzyłam pudełko. Nie wierzyłam w to co widzę. W środku był złoty naszyjnik z nawieszką kła wampira oraz moim imieniem na tym kle. ,, Ashley ''.
- Śliczny... - Wyszeptałam czując, że chce mi się płakać.
,, Boży Dar '' -
*Ashley*
- Romuel, coś Ty powiedział ? - Warknął Olivier, kiedy tylko usłyszał słowa swojego podopiecznego. Fabian natomiast z każdą chwilą wyglądał gorzej.
- Fabian, proszę.. - Wyszeptałam łapiąc go za rękę. Czułam jak wpada w furię.
- Zjeżdżaj stąd... - Wydyszał, zakrywając swoją twarz.
- Co się dzieje z Twoją twarzą?.. - Pyta zaskoczony prefekt. Zaczyna się do nas zbliżać a ja wpadam w panikę. Chyba coś zauważył. Podbiegam do niego i staram się zatrzymać to dobrze zbudowane, duże, ale jakże szczupłe ciało. Na nic.
- Stój.. Nie możesz się do niego zbliżać! - Krzyknęłam mu wprost do ucha.
- Co tu się dzieje do cholery?! - Odepchnął mnie tak, że zleciałam na ziemię. Nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Był skupiony tylko i wyłącznie na Fabianie. Pisnęłam z bólu. To był błąd. Szatyn widząc mnie w takim stanie, stracił nad sobą pełną kontrolę. Nawet nie próbował z tym walczyć. Jego twarz przybrała najokropniejszy z możliwych wyrazów. Spojrzał tylko morderczo na starszego od siebie mężczyznę i rzucił się na niego wykonując przy tym wysoki skok w powietrzu.
- Nie! - Wrzasnęłam. Szybko wstałam na równe nogi nie mogąc patrzeć na to jak Fabian bije bruneta - Proszę! Przestań! - Ale moje słowa do niego nie docierały. Teraz to ja rzuciłam się na niego odpychając jego twarde jak skała ciało i stanęłam przed leżącym na ziemi Olivierze. Był roztrzęsiony a z jego szyki spływała czerwona ciecz. Został ugryziony! - Olivier?! Wszystko gra?! - Kucnęłam płacząc jednocześnie. Chłopak wyglądał źle. Naprawdę - Olivier!
- Ja... - Wydyszał tylko te słowa.
- Coś Ty zrobił?! - Tym razem zwróciłam się do Fabiana. Widząc krew, jeszcze bardziej nie mógł się powstrzymać. Zawarczał. Upadłam, cofając się do tyłu. Serce biło mi jak oszalałe. Szedł w moim kierunku, przechylając głowę to w prawo to w lewo - Proszę.. Uspokój się.. Nie chcę z Tobą walczyć..
- Powalczmy - Zaśmiał się chytrze. Przeszły mnie ciarki - Lubię kiedy nie jesteście łatwe - Jednym ruchem znalazł się przy mnie. Spanikowałam. Zrobił to tak szybko, że nie wiedziałam jakie mam wypowiedzieć zaklęcie. Następnie ścisnął mnie z całej siły za ramię. Dalej nic nie robiłam - Walcz! - Wrzasnął.
- Nie.. - Wymamrotałam z trudem. Zaczął mną szarpać. Podniósł mnie z ziemi na równe nogi przez co zmuszona zostałam, aby spojrzeć mu w oczy. Ponownie się rozpłakałam. Zaczął mrugać a ja dostrzegłam w jego oczach dobrego chłopaka, cichego, cierpiącego. Nie potworną bestię jaką jest teraz.
- Fabian.. To ja.. Ashley...
- Jesteś wiedźmą! - Nie czekając na nic więcej, odepchną mnie kilka kroków dalej od siebie. Zachwiałam się, ale nie upadłam - Ktoś taki jak Ty nic dla mnie nie znaczy - Jego kły wydłużyły się maksymalnie. Wiedziałam co chciał zrobić. Był wpatrzony w moją szyję - Ale za to tak pięknie pachniesz...- Znów znalazł się przy mnie i już był gotowy do ataku. Stałam ciągle sparaliżowana. Każda część ciała odmawiała mi posłuszeństwa.
- Zostaw ją! - Usłyszałam w oddali głos przyjaciółki. Jak ona się tu znalazła?
- Co się z Tobą kurwa dzieje?! - Krzyknął Tom, biegnący tuż przy niej. Stanęli parę metrów od nas. Amanda była przerażona bardziej ode mnie. Jej naszyjnik zaczął dziwnie świecić. Nagle mnie puścił. Ku mojemu zdziwieniu, klęknął łapiąc się za głowę. Zawył z bólu.
- Co się dzieje?! - Wystraszyłam się. To ten naszyjnik. No tak.
- Ashley! Chodź ! Szybko! - Spojrzałam na rudowłosą piękność a potem na szatyna, który zwijał się z bólu.
- Przestań! - Rozkazałam jej - Robisz mu krzywdę! - Kucnęłam przy wampirze obejmując go swoim ciałem. Był taki zimny - Zostaw go!
- Słucham? - Nie wierzyła w to co mówię. Zresztą ja także. Słowa same wychodziły z moich ust. Nie kontrolowałam tego.
- Proszę.. Zostawcie nas samych...
- Żartujesz?! To potwór!
- Nie! Nie znasz go...
- Ja go znam - Wtrącił Fabian - Wiem jaki on jest. Trzymaj się od niego z dala..
- Nie! - Wydarłam się tak mocno, że na około nas pojawił się ogień. Traciłam nad sobą kontrolę.
- Boże Ashley, co się z Tobą dzieje? - Wyszeptała Amanda zakrywając usta dłonią - A co z Olivierem? - No tak. Matko, zapomniałam! Przecież jest ranny w szyję. Co jak się wykrwawi? Westchnęłam ciężko, aby moje serce nie biło tak szybko jak w tym momencie. Po chwili podziałało. Ogień opadł a moje emocje razem z nim. Fabian w dalszym ciągu cierpiał, ale oprócz mnie kogo to obchodziło? Nie mogłam tak zostawić tej dwójki. Nigdy w życiu!
- Amando.. - Spojrzałam na nią - Zaufaj mi.. Wracaj do szkoły..
- Ale...
- Proszę! - Warknęłam zrozpaczona. Spojrzała mi w oczy. Wiedziała, że mówię całkiem poważnie i, że dam sobie radę.
- Ale od razu masz do mnie przyjść! Za...
- Będę za 30 minut. A teraz idźcie!
- Jesteś pewna? - Przeszyłam Toma na wskroś. Kiwnęłam potwierdzająco głową a oni odeszli. No więc teraz trzeba przejść do trudniejszych rzeczy. Szatyn wstał na nogi już trochę ogarnięty. Ból minął gdy tylko Amanda odeszła.
- Dlaczego to zrobiłaś? - Spytał bardzo, ale to bardzo zdziwiony moim zachowaniem.
- Co? - Udałam, że nie rozumiem.
- Dlaczego mi pomogłaś mimo, że znów Cię zaatakowałem...
- Fabian - Wtrąciłam mu - Teraz to najmniej ważne. Trzeba pomóc Olivierowi.. Krwawi ...
- Zajmę się tym - Rzekł a potem podszedł do mężczyzny leżącego na ziemi. Nie reagował na nic, ale żył. Szatyn ugryzł się w nadgarstek tak, że zaczęła lecieć mu z niego krew. Następnie zrobił tak, by prefekt napił się jego krwi.
- Co Ty...
- Wszystko będzie dobrze - Wtrącił. Nie powiedziałam nic więcej. Zaufałam mu. Kilka minut później z jego rany na szyi nie zostało nic - Jak Ty to zrobiłeś?! - Nie ukrywałam zdumienia.
- To moja krew - Wzruszył ramionami - Potrafi leczyć. Zabierając komuś życie, mogę podarować je komuś innemu.. - Pochylił się nad twarzą Oliviera, który po kilku kroplach czerwonej mazi Fabiana, ocknął się jakimś cudem - Zapominasz o wszystkim co tu się stało. Patrolowałeś szkołę a gdy nic złego nie dostrzegłeś, wracasz do pokoju. Rozumiesz?
- Tak.. - Wyszeptał brunet.
- Dobrze. Teraz zjeżdżaj - Olivier wstał chwiejąc się trochę. Spojrzał jeszcze tylko na mnie - Odprowadzić Cię?
- Jaa.. Sama sobie poradzę - Posłałam mu ciepły uśmiech mimo tego, że był nieszczery. Nie miałam ochoty teraz na śmiechy i wygłupy.
- Do jutra.. - Machnął mi i w końcu poszedł do środka budynku. Stałam teraz sam na sam na świeżym, chłodnym powietrzu z wampirem, który jeszcze niedawno chciał mnie ugryźć. Zaczęłam się śmiać.
- Wszystko w porządku...? - Nie rozumiał mojego dziwnego zachowania. Chciał do mnie podejść, ale szybko się odsunęłam.
- Nie zbliżaj się do mnie! - Wzięłam głęboki oddech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Dłonią przeczesałam nerwowo włosy.
- Przepraszam...
- Za co?! Za to, że się na mnie rzuciłeś czy za to, że prawie go zabiłeś?! Ja.. Już sobie z tym nie radzę! - Teraz się rozpłakałam - Wiem, że to ta klątwa, ale do cholery! Polubiłam Cię! Tak, dobrze słyszysz! Tylko, że też się Ciebie boję.. Nie chcę z Tobą walczyć..
- Ja z Tobą też nie.. Nie panuję nad tym - Zaklął pod nosem i chodził w tą i z powrotem.
- Lepiej będzie jak sobie pójdę... - Chciałam odejść i już ruszyłam do przodu, ale wtedy jednym ruchem znalazł się tuż przede mną. Wystraszyłam się, serce mi przyśpieszyło - Osza.... - Nie dokończyłam ponieważ chwycił mnie za głowę i pocałował wprost w usta. Zadrżałam. Miły gest. Odwzajemniłam pocałunek od razu a on się tylko uśmiechnął. To było niesamowite. Kiedy oderwał się ode mnie zaczerpując trochę powietrza, spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Wiesz, że w każdej chwili mogę Cię zahipnotyzować, prawda?
- A wiesz, że ja mogę w każdej chwili wejść Ci do głowy, prawda? - Zaśmiał się na co ja także - Pomogę Ci..
- W czym? - Zdziwił się. Na to ja podeszłam do niego tak blisko, że czułam na sobie jego oddech. Następnie wspięłam się na palcach, aby dokładnie usłyszał moje ciche słowa.
- Przemienię Cię z powrotem w człowieka.. - Uśmiechnęłam się i wtuliłam w jego ramiona. Myślałam, że się ucieszy na co on odwrócił głowę w bok i ledwo co mnie objął. Zrobiło mi się smutno.
- Jest już późno. Wracaj do pokoju..
- Co? - Uniosłam brew do góry.
- Dobranoc - Pocałował mnie w czoło i zniknął. Stałam jak kamień nie wierząc w to, że mnie tak zostawił, ale zrobiło się mroźniej więc czy tego chciałam czy też nie, wróciłam do swojego pokoju gdzie już czekała na mnie Amanda. Opowiedziałam jej wszystko. Płakałam a ona tuliła mnie do siebie dając przy tym otuchy.
- On Ci się podoba.. - Podsumowała.
- Co? Nie! - Broniłam się, ale coś mi to nie wychodziło.
- Jesteśmy przyjaciółkami. Bądź ze mną szczera... Wiesz, że podoba mi się Tom i, że jesteśmy razem i chcę, abyś Ty mi też...
- Czuję coś do niego! - Krzyknęłam zasłaniając dłońmi ręce.
- Wiedziałam.. To nie będzie nic dobrego..
- Nie chcę o tym gadać. Chcę się umyć i iść spać. Mam dość na dziś - Rzuciłam w nią poduszką i ruszyłam do łazienki wziąć prysznic. Potem wskoczyłam do swojego ciepłego łóżka i zamknęłam oczy. Przed zaśnięciem usłyszałam myśli przyjaciółki: ,, TA MIŁOŚĆ CIĘ ZNISZCZY... '' ...
Obudziłam się następnego dnia wielkim krzykiem Amandy. Otworzyłam oczy wkurzona jej zachowaniem, ale nawet nie dała mi dojść do głosu.
- Spójrz! Dostałaś coś! - Przetarłam dłonią oczy.. Heee? Na komodzie obok łóżka leżało pudełko owinięte kokardką.
- Co to? - Zdziwiłam się.
- Jak to co?! Prezent! Pewnie od wielbiciela jakiegoś! - Zaśmiała się - Zobacz ! Szybko! - Była bardziej podekscytowana niż ja. No tak. Dziś nie jestem już 16stką tylko pełną 17stką. Ale ten czas szybko leci... Kilka sekund później, wzięłam do ręki drewniany przedmiot a pod nim leżała mała karteczka. Tak zwany liścik.
,, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO CZAROWNICO.
DZIEŃ SIĘ DOPIERO ZACZĄŁ :) :*.
FABIAN.''
Amanda od razu zmieniła swoje nastawienie do tego prezentu, ale dalej była ciekawa co to jest. Wreszcie otworzyłam pudełko. Nie wierzyłam w to co widzę. W środku był złoty naszyjnik z nawieszką kła wampira oraz moim imieniem na tym kle. ,, Ashley ''.
- Śliczny... - Wyszeptałam czując, że chce mi się płakać.
niedziela, 1 marca 2015
Rozdział 19
,, Boży Dar '' -
*Fabian*
Oj nie dobrze. Dochodził wieczór a Ashley wciąż nie kontaktowała. Z każdą chwilą coraz bardziej dominowała nade mną moja druga połówka. Przemieniałem się w potwora, w bestie. Najbardziej bałem się tego, że mogę coś jej zrobić. Do nikogo innego tak mnie nie ciągnęło jak do niej a raczej do jej krwi. Utopiłbym w jej szyi zęby i sączył jej słodką, czerwoną ciesz tak wolno jak tylko się da. Napawałbym się każdą chwilą...
Myśląc o tym co bym z nią robił, moje zęby zaczęły się wydłużać. Czułem jak przyśpiesza mi tętno a serce zaczyna bić jak oszalałe.
- Kurwa! - Wrzasnąłem i rzuciłem pustą, szklaną butelką w ścianę. Rozbiła się na kilka małych kawałków. Moją ostatnią nadzieją jest Tom. Nie dam rady zbliżyć się do szatynki ponieważ nie chcę ryzykować. Wciągnąłem z kieszeni spodni swój telefon i od razu wykręciłem numer brata.
- Gdzie jesteś?! - Warknąłem kiedy tylko odebrał. Teraz stałem na dworze nie mogąc wytrzymać w jednym pomieszczeniu z nią. Dusiłem się w jej obecności a moja zła natura szybciej się z tego powodu uaktywniała.
- Z Amandą. Coś się stało?
- Zbieraj dupę i przyjedź szybko do opuszczonego domu na Aronful!
- Po co? - Zdziwił się.
- Jestem z Ashley.. Dochodzi 20 a ja już się przemieniam.. Nie mogę tego powstrzymać!
- Co Ty z nią kurwa tam robisz?! - Wrzasnął do słuchawki. Zmarszczyłem tylko brwi na jego ton głosu.
- Przyjedziesz czy kurwa nie?!
- To ponad godzina drogi od szkoły...Nie zdążę..
- Co się dzieje?! - Usłyszałem w oddali Amandę. Genialne.
- Daj na głośno mówiące - Zrobił to niechętnie - Witaj ruda.
- Czego od nas chcesz?! - Warknęła zirytowana. Gdyby nie sytuacja w jakiej się znajduję, zacząłbym się z tego śmiać.
- Każ swojemu chłopakowi wsiadać jak najszybciej w samochód i przyjechać do mnie.
- Niby dlaczego mam to zrobić ? - Parsknęła.
- Dlatego, że mam Twoją najlepszą przyjaciółkę a z każdą sekundą chcę coraz bardziej rozerwać jej ciało na kawałki i wypić całą krew jaka w niej jest - Nie czekając na odpowiedź, rozłączyłem się. Wiedziałem, że przyjadą, tylko bałem się tego, że mogą rzeczywiście nie zdążyć. Wziąłem głęboki oddech, kiedy usłyszałem głos szatynki. Mamrotała coś w kółko pod nosem. Budziła się! Kurwa! Jak mam się do niej do chuja zbliżyć?! Eh... Zacisnąłem ostro dłoń w pięść i wolnym krokiem z powrotem wlazłem do tej rudery. Dziewczyna leżała na kanapie przykryta moją czarną skórzaną kurtką. Wreszcie otworzyła oczy a jej wzrok utkwił na mnie.
- Fabian... - Wyszeptała. Na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Hej - Odezwałem się. Czułem jak pot spływa po moim ciele - Jak się czujesz?
- Do.. dobrze. Jestem tylko... zmęczona - Rzekła próbując wstać. Kiedy tylko zeszła z kanapy, zachwiała się i gdyby nie ja, spadłaby na ziemię. Złapałem ją w ostatniej chwili. Gdy trzymałem jej kruche ciało w ramionach, wpatrywała się we mnie bardzo intensywnie. Prawą dłonią dotknęła moich ust - Twoje zęby..
- Nie parz.. - Szybko chciałem obrócić głowę w bok, ale mi na to nie pozwoliła. Moja twarz z każdym jej dotykiem, zmieniała się o 360 stopni.
- Wiem, że nic mi nie zrobisz. Ufam Ci - Znów się uśmiechnęła - Chcę Ci pomóc - Dodała - Chcę przemienić Cię z powrotem w człowieka..
- Dlaczego chcesz mi pomóc? - Spytałem zszokowany jej słowami.
- To przez te klątwę taki jesteś.. Chcę, abyś był taki jak kiedyś.. Chcę abyś był szczęśliwy...
- Przecież tyle razy Cię zaatakowałem..
- To nie ma teraz znaczenia - Wtrąciła - Liczy się tylko to, że wiem przez co przeszedłeś kiedyś..
- Ty nic nie rozumiesz - Postawiłem ją szybko na równe nogi. Kiedy dała radę się utrzymać, odszedłem od niej kilka kroków - Muszę żyć wiecznie! Męczyć się z tą pierdoloną klątwą.. To moja kara za spowodowanie wypadku, w którym zginął Kris..
- Kto rzucił na Ciebie tą klątwę?
- Jego matka.. - Wyszeptałem - Była taka jak Ty, tyle że starsza.. Nigdy mnie nie lubiła. Uważała, że mam zły wpływ na jej syna i zawsze wolała Toma. Kiedy dowiedziała się o wypadku i o tym, że to ja kierowałem, obwiniła mnie o jego śmierć... Zaklęcie było tak potężne, że zaraz potem sama umarła.. Kris był jej całym światem. Nikt inny się nie liczył.
- To był wypadek..
- Ale przeze mnie! - Wrzasnąłem. Traciłem nad sobą kontrolę - Gdybym nie wpadł na ten pomysł, mój przyjaciel dalej by żył!
- Kris chce, abyś był szczęśliwy! Mogę tego dokonać!
- Wiesz za jaką cenę? - Mój wzrok przeszył ją na wskroś. Zadrżała - Wiesz co będziesz musiała oddać w zamian? - Kiwnęła przecząco głową - No właśnie..
- To nie ma znaczenia - Podeszła do mnie i chwyciła mnie za dłoń - Kris poprosił mnie o pomoc i ...
- Jaką pomoc? - Uniosłem jedną brew do góry.
- Kazał mi obiecać, że cokolwiek się stanie, ja Ci pomogę. Zgodziłam się..
- Nie wiesz w co się pakujesz!
- Liczy się tylko to, abyś znów był człowiekiem! Mam moc i mogę ją użyć w pożyteczny sposób. Mogę coś dla kogoś zrobić!
- Przestań! - Pchnąłem ją na ścianę tak, że nie poczuła bólu. Trzymałem ją po obu stronach za ramiona, ciągle się w nią wpatrując.
- Fabian... - Wyszeptała. Czułem jej strach. Bała się - Proszę.. panuj nad sobą..
- Nie mogę... - Walczyłem w duszy z całych sił, aby tylko nic jej nie zrobić. Widziała mój ból i cierpienie. Nie mogła dłużej na to patrzeć. Nie czekając na nic więcej, chwyciła moją twarz i pocałowałam mnie prosto w usta. Przez chwilę stałem nieruchomo, zszokowany jej zachowaniem. Potem zacząłem się szarpać, ale kiedy zrozumiałem, że stawia mi opór, odwzajemniłem jej gest. Po paru sekundach, spojrzeliśmy sobie w oczy. Znowu wyglądałem normalnie - Po co to zrobiłaś?- Wydyszałem opierając swoje czoło o jej.
- Sama nie wiem... - Nie dokończyła bo tym razem to ja pocałowałem ją. Nawet nie protestowała. Objęła mnie za szyję, mocno do siebie ciągnąc. W pewnej chwili zakląłem pod nosem. Sprawy wymykały się spod kontroli. Coraz bardziej mnie ciągnie do tej dziewczyny. Usłyszałem jak ktoś podjeżdża pod dom. Szybkim ruchem znalazłem się na świeżym powietrzu. Było już w miarę ciemno, ale wiedziałem kto przyjechał.
- Wreszcie - Syknąłem, podchodząc do blondyna.
- Gdzie ona jest?
- Co z nią zrobiłeś?! - Wrzasnęła rudowłosa dziewczyna, wysiadająca z auta.
- Musiałeś ją wziąć? - Skrzywiłem się - Popsułeś mi tym humor...
- Jak się czujesz? - Zwrócił się do mnie mój własny brat - Mówiłeś, że...
- Wszystko gra - Warknąłem - Ashley jest w środku. Ja spadam.
- Co Ty.. - Nie dokończył ponieważ zniknąłem. Tak będzie lepiej. Jednak nie mogłem odejść nie upewniając się, że Ashley bezpiecznie dojedzie do domu. Stałem teraz na uboczu za drzewami wpatrując się w szczupłą szatynkę, która opuściła stary budynek i nim wpakowała się do pojazdu mojego bliźniaka, rozejrzała się dookoła. Wyczuwała moją obecność, ale dostrzec mnie nie mogła. Było za ciemno. Jej wzrok mimo tego, że nie mogła mnie zobaczyć, utkwił na mnie. Wiedziała gdzie jestem. Nie potrzebowała widzieć w ciemności. Czuła mnie. Natomiast ja dokładnie ją widziałem. To plus bycia tym kim jestem.... Teraz mogłem już iść. Odchodząc, usłyszałem coś o urodzinach Ashley, które są jutro. Dlaczego nic o tym do cholery nie wiedziałem?!...
*Ashley*
Całą drogę spałam. Wchodząc do swojego pokoju, od razu dopadła mnie setka pytań ze strony Amandy.
- Co Ty do cholery z nim tam robiłaś?!
- Nie wiem.. - Odpowiedziałam czując piekielny ból głowy.
- Nie kłam.. Przyjaźnimy się!
- Przysięgam! Naprawdę nie wiem.. - Przypomniałam sobie jak siedziałam w pokoju Fabiana i rozmawiałam z Krisem - Kris we mnie wszedł..
- Co?! - Jej mina była bezcenna - Czekaj, czekaj bo już całkowicie się pogubiłam..
- Wypowiedziałam zaklęcie łącząc się z nim w jedno..
- Po co to zrobiłaś?! - Pomyślałam przez chwilę, ale nie znalazłam dobrej odpowiedzi. Prawda jest taka, że sama nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam. Mogłabym powiedzieć, że po prostu chciałam być miła, ale czy to byłoby prawdą? Zaczęłam lubić tego chłopaka. Zaczęłam lubić Fabiana - Halo! Słyszysz?!
- Proszę, daj spokój. Nie chcę o tym rozmawiać. Zaufaj mi. Nic się nie stało..
- Ale mogło się stać!
- Amanda.. - Spojrzałam na nią smutnym wzrokiem. Zaklęła pod nosem - Kocham Cię - Przytuliłam ją do siebie a ona się rozweseliła.
- Ja Ciebie też wariatko! - Usiadłyśmy wreszcie na swoje łóżka a ja od razu się położyłam. Niby jestem najpotężniejszą czarownicą a męczę się przy każdym zaklęciu - Ale obiecasz mi coś?
- Co takiego?
- Jeżeli kiedykolwiek poczujesz coś do.. uh... Fabiana.. - To ostatnie słowo ledwo przeszło jej przez gardło. Zaśmiałam się nie mogąc opanować tego co czułam - Nie śmiej się!
- Przepraszam.. Już nie będę.. To co?
- To dasz mi znać i jako pierwsza się o tym dowiem - Jej wzrok był stanowczy i poważny. Bardzo poważny.
- Nigdy nic do niego nie...
- Nie jestem tego taka pewna. - Wtrąciła - Nie dokańczaj, tylko mi obiecaj, że tak będzie.
- To już druga moja obietnica, ale ok. Dla Ciebie wszystko. Obiecuję - Tym razem to ona przytuliła mnie.
- Druga obietnica? - Spytała zaskoczona.
- Tak.. Pierwszą złożyłam Krisowi.
- Jak to? Co mu obiecałaś?
- No wiesz...
- Ashley! - Wrzasnęła.
- Tylko nie bądź zła...
- Mów!
- Obiecałam mu, że przemienię Fabiana z powrotem w człowieka... - Nie mogłam spojrzeć jej w oczy. Mój wzrok utkwił na podłodze, ale wiedziałam jak wygląda teraz jej mina.
- Co Ty zrobiłaś? - Warknęła - To jest w ogóle możliwe?..
- Dowiedziałam się co nie co o jego klątwie.. - Zbliżyłam się do przyjaciółki, złapałam ją za głowę dłońmi i zamknęłam oczy. Byłyśmy obie skupione. Chwilę potem pokazałam jej swoje wspomnienia z ostatniego razu.
- O cholera... - Wyszeptała. Nagle usłyszeliśmy alarm - Co jest?
- Nie wiem - Wzruszyłam ramionami. Ktoś zaczął pukać do drzwi.
- Za 5 minut w holu. Dyrektor chce coś ogłosić. - Olivier wszedł do środka i zmierzył mnie całą od stóp do głowy.
- Apel? O tej godzinie? - Zdziwiłam się.
- Jakiś problem? - Chwilę postał a potem poszedł jeszcze do innych dziewczyn, aby i je zawiadomić. Spojrzałam zmęczona na przyjaciółkę
- Co on tak Cię obczaja zawsze? - Zauważyła. Zignorowałam to.
- Chodźmy - Złapałam ją za dłonie i wyszłyśmy z pokoju, udając się wprost do wyznaczone przez naszego prefekta, miejsce. W sumie gdy tam dotarliśmy, każdy już był. Całe pomieszczenie było zapełnione uczniami z tego internatu a dyrektor i grono pedagogiczne, stało na wysokim schodku, rozglądając się w każdą stronę.
- Możemy zaczynać? Świetnie! - Odezwał się trzymając w prawej dłoni mikrofon - Chciałem tylko coś ogłosić. Zauważyłem, że każdy robi sobie co tylko chce i wykorzystuje moją dobrą wolę... Oświadczam, że od dziś każdy kto chce opuścić teren szkoły, musi dostać ode mnie wyraźne pozwolenie. Takie pozwolenie można uzyskać tylko i wyłącznie wtedy, kiedy odezwą się do mnie Wasi rodzice. W pokojach macie być równo o 21:00 inaczej nagana. Każdy kto opuści szkołę bez mojego pozwolenia, dostaje naganę. Trzy nagany i uczeń zostaje wydalony ze szkoły. Rozumiemy się? - Rozpętał się niezły szum. Nikt nie chciał się na to zgodzić, ale klamka zapadła. Rodzice wyrazili już zgodę a to było najważniejsze. Nas zawsze nikt o zdanie nie pytał - Można się rozejść do swoich pokoi.
- Brakuje jednego ucznia - Wtrącił Olivier.
- Kogo? - Zdziwił się mężczyzna w czarnym garniturze.
- Fabiana Romuela...
- Jestem tu - Odezwał się szatyn, stojąc pod ścianą. Spojrzałam w jego stronę a on posłał mi uśmiech. Na mojej twarzy pojawił się rumieniec na co Ashley się skrzywiła. Wreszcie się rozeszliśmy a idąc korytarzem, wpadłyśmy z Amandą na Stevena, który stał z ... o mój boże!
- Serio? - Skomentowałam - Nie masz lepszego towarzystwa?
- Zamknij się idiotko - Warknęła wkurzona Pam. Jak ja tej szmaty nie lubię!
- Kogo my tu mamy.. - Odezwał się, patrząc na swoją byłą dziewczynę - Gdzie masz swojego przydupasa?
- Dla Twojej wiadomości to jest mój chłopak - Syknęła.
- Szybka jesteś - Parsknął.
- Steven! - Wrzasnęłam wkurzona - Odbiło Ci?!
- Mi nie, ale jej tak.. - Amanda nie wytrzymała i z całej siły uderzyła go z liścia w twarz. Odebrało mi mowę. Pierwszy raz w życiu uderzyła kogokolwiek. No nie wierzę...
- Nie wierzę w to, że kiedykolwiek mogłam być z takim człowiekiem jak Ty! - Chciała odejść, ale chwycił ją za ramiona i pchnął na ścianę. Co on odpierdalał? Chciał ją pocałować?! O kurwa! Już chciałam się na niego rzucić, kiedy nagle ni stąd ni zowąd pojawił się Tom.
- Łapy przy sobie! - Odepchnął go z całej siły od Amandy i sam zaczął okładać go pięściami. Wybuchnęła walka.
- Przestańcie! - Krzyczałyśmy wszystkie, ale nikt nas nie słuchał - Przestańcie! - Wpadłam na pewien pomysł. Jeżeli czegoś nie zrobimy, pozabijają się...
- Psolo Eftures! - Wyszeptałam kierując potajemnie prawą dłoń ku chłopakom. Odskoczyli od siebie momentalnie. Steven nie wiedział co się dzieje i chyba nawet się wystraszył, ale Tom się od razu połapał. Spojrzał na mnie a ja wzruszyłam ramionami.
- Zjeżdżaj stąd! Nie chcę więcej Cię widzieć! - Krzyknęłam w stronę Stevena.
- To jeszcze nie koniec...
- Następnym razem dostaniesz mocniej - Warknął blondyn. Steven złapał za rękę tą głupią, plastikową lalkę i odeszli. Natomiast Amanda z Tomem wrócili do pokoju. Ja tymczasem musiałam jeszcze coś załatwić. Szłam teraz po cichutku korytarzem, kiedy nagle na kogoś wpadłam. Od razu wyczułam z kim mam do czynienia.
- Nie powinno Cię tu być.. - Zwróciłam mu uwagę.
- Ciebie też a jednak tu stoimy - Zaśmiał się - Dokąd się wybierasz?
- To nie Twoja sprawa.. - Posłałam mu szatański uśmiech i chciałam ruszyć do przodu, ale złapał mnie za rękę przez co stanęłam.
- Pytam, dokąd?
- Idę z kimś pogadać. Zadowolony?
- Z kim?
- Narazie - Wyrwałam się z jego uścisku i odeszłam. Steven stał na dworze, paląc fajkę. Zawsze tak robił kiedy był zdenerwowany. Myślałam, że będzie z Pam, ale ku mojemu zaskoczeniu był sam - Musimy pogadać! - Spojrzał na mnie.
- Daj mi spokój..
- Masz odwalić się od Amandy raz na zawsze!
- Bo co mi zrobisz? - Podszedł do mnie i chwycił mnie za dłoń - No co?
- Ona nic. Ale ja mogę połamać Ci każdą kość - Obok mnie pojawił się Fabian. Kurwa! Przestraszył mnie!
- Śledziłeś mnie?! - Byłam oburzona.
- Dziwne, że mnie nie wyczułaś - Puścił mi oczko a Stevenowi spojrzał w oczy. Chłopak zaczął się zatracać - Masz odczepić się od Amandy i dać jej spokój. Byliście parą, ale wszystko między Wami się skończyło ponieważ ją zdradziłeś i to tylko wyłącznie Twoja wina. Znajdź sobie inną miłość. Ta się skończyła. Rozumiesz? - Pokiwał twierdząco głową - A teraz zjeżdżaj za nim zmienię zdanie - Brunet odszedł zmieszany, ale wyglądał dobrze. Ja tymczasem stałam osłupiona tym co przed chwilą się stało.
- Co Wy tu robicie? - Odwróciłam się jak oparzona. Za nami stał Olivier z założonymi rękoma - Wiecie która godzina? - Był... zazdrosny? Takie miałam przeczucie, ale dlaczego?
- Już idziemy - Odezwał się wampir.
- Nie tak szybko. Macie poważne kłopoty....
- Żebyś Ty zaraz nie miał.- Spojrzałam na Fabiana. Zauważyłam jak jego twarz się zmienia. Nie. Tylko nie to.....
,, Boży Dar '' -
*Fabian*
Oj nie dobrze. Dochodził wieczór a Ashley wciąż nie kontaktowała. Z każdą chwilą coraz bardziej dominowała nade mną moja druga połówka. Przemieniałem się w potwora, w bestie. Najbardziej bałem się tego, że mogę coś jej zrobić. Do nikogo innego tak mnie nie ciągnęło jak do niej a raczej do jej krwi. Utopiłbym w jej szyi zęby i sączył jej słodką, czerwoną ciesz tak wolno jak tylko się da. Napawałbym się każdą chwilą...
Myśląc o tym co bym z nią robił, moje zęby zaczęły się wydłużać. Czułem jak przyśpiesza mi tętno a serce zaczyna bić jak oszalałe.
- Kurwa! - Wrzasnąłem i rzuciłem pustą, szklaną butelką w ścianę. Rozbiła się na kilka małych kawałków. Moją ostatnią nadzieją jest Tom. Nie dam rady zbliżyć się do szatynki ponieważ nie chcę ryzykować. Wciągnąłem z kieszeni spodni swój telefon i od razu wykręciłem numer brata.
- Gdzie jesteś?! - Warknąłem kiedy tylko odebrał. Teraz stałem na dworze nie mogąc wytrzymać w jednym pomieszczeniu z nią. Dusiłem się w jej obecności a moja zła natura szybciej się z tego powodu uaktywniała.
- Z Amandą. Coś się stało?
- Zbieraj dupę i przyjedź szybko do opuszczonego domu na Aronful!
- Po co? - Zdziwił się.
- Jestem z Ashley.. Dochodzi 20 a ja już się przemieniam.. Nie mogę tego powstrzymać!
- Co Ty z nią kurwa tam robisz?! - Wrzasnął do słuchawki. Zmarszczyłem tylko brwi na jego ton głosu.
- Przyjedziesz czy kurwa nie?!
- To ponad godzina drogi od szkoły...Nie zdążę..
- Co się dzieje?! - Usłyszałem w oddali Amandę. Genialne.
- Daj na głośno mówiące - Zrobił to niechętnie - Witaj ruda.
- Czego od nas chcesz?! - Warknęła zirytowana. Gdyby nie sytuacja w jakiej się znajduję, zacząłbym się z tego śmiać.
- Każ swojemu chłopakowi wsiadać jak najszybciej w samochód i przyjechać do mnie.
- Niby dlaczego mam to zrobić ? - Parsknęła.
- Dlatego, że mam Twoją najlepszą przyjaciółkę a z każdą sekundą chcę coraz bardziej rozerwać jej ciało na kawałki i wypić całą krew jaka w niej jest - Nie czekając na odpowiedź, rozłączyłem się. Wiedziałem, że przyjadą, tylko bałem się tego, że mogą rzeczywiście nie zdążyć. Wziąłem głęboki oddech, kiedy usłyszałem głos szatynki. Mamrotała coś w kółko pod nosem. Budziła się! Kurwa! Jak mam się do niej do chuja zbliżyć?! Eh... Zacisnąłem ostro dłoń w pięść i wolnym krokiem z powrotem wlazłem do tej rudery. Dziewczyna leżała na kanapie przykryta moją czarną skórzaną kurtką. Wreszcie otworzyła oczy a jej wzrok utkwił na mnie.
- Fabian... - Wyszeptała. Na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Hej - Odezwałem się. Czułem jak pot spływa po moim ciele - Jak się czujesz?
- Do.. dobrze. Jestem tylko... zmęczona - Rzekła próbując wstać. Kiedy tylko zeszła z kanapy, zachwiała się i gdyby nie ja, spadłaby na ziemię. Złapałem ją w ostatniej chwili. Gdy trzymałem jej kruche ciało w ramionach, wpatrywała się we mnie bardzo intensywnie. Prawą dłonią dotknęła moich ust - Twoje zęby..
- Nie parz.. - Szybko chciałem obrócić głowę w bok, ale mi na to nie pozwoliła. Moja twarz z każdym jej dotykiem, zmieniała się o 360 stopni.
- Wiem, że nic mi nie zrobisz. Ufam Ci - Znów się uśmiechnęła - Chcę Ci pomóc - Dodała - Chcę przemienić Cię z powrotem w człowieka..
- Dlaczego chcesz mi pomóc? - Spytałem zszokowany jej słowami.
- To przez te klątwę taki jesteś.. Chcę, abyś był taki jak kiedyś.. Chcę abyś był szczęśliwy...
- Przecież tyle razy Cię zaatakowałem..
- To nie ma teraz znaczenia - Wtrąciła - Liczy się tylko to, że wiem przez co przeszedłeś kiedyś..
- Ty nic nie rozumiesz - Postawiłem ją szybko na równe nogi. Kiedy dała radę się utrzymać, odszedłem od niej kilka kroków - Muszę żyć wiecznie! Męczyć się z tą pierdoloną klątwą.. To moja kara za spowodowanie wypadku, w którym zginął Kris..
- Kto rzucił na Ciebie tą klątwę?
- Jego matka.. - Wyszeptałem - Była taka jak Ty, tyle że starsza.. Nigdy mnie nie lubiła. Uważała, że mam zły wpływ na jej syna i zawsze wolała Toma. Kiedy dowiedziała się o wypadku i o tym, że to ja kierowałem, obwiniła mnie o jego śmierć... Zaklęcie było tak potężne, że zaraz potem sama umarła.. Kris był jej całym światem. Nikt inny się nie liczył.
- To był wypadek..
- Ale przeze mnie! - Wrzasnąłem. Traciłem nad sobą kontrolę - Gdybym nie wpadł na ten pomysł, mój przyjaciel dalej by żył!
- Kris chce, abyś był szczęśliwy! Mogę tego dokonać!
- Wiesz za jaką cenę? - Mój wzrok przeszył ją na wskroś. Zadrżała - Wiesz co będziesz musiała oddać w zamian? - Kiwnęła przecząco głową - No właśnie..
- To nie ma znaczenia - Podeszła do mnie i chwyciła mnie za dłoń - Kris poprosił mnie o pomoc i ...
- Jaką pomoc? - Uniosłem jedną brew do góry.
- Kazał mi obiecać, że cokolwiek się stanie, ja Ci pomogę. Zgodziłam się..
- Nie wiesz w co się pakujesz!
- Liczy się tylko to, abyś znów był człowiekiem! Mam moc i mogę ją użyć w pożyteczny sposób. Mogę coś dla kogoś zrobić!
- Przestań! - Pchnąłem ją na ścianę tak, że nie poczuła bólu. Trzymałem ją po obu stronach za ramiona, ciągle się w nią wpatrując.
- Fabian... - Wyszeptała. Czułem jej strach. Bała się - Proszę.. panuj nad sobą..
- Nie mogę... - Walczyłem w duszy z całych sił, aby tylko nic jej nie zrobić. Widziała mój ból i cierpienie. Nie mogła dłużej na to patrzeć. Nie czekając na nic więcej, chwyciła moją twarz i pocałowałam mnie prosto w usta. Przez chwilę stałem nieruchomo, zszokowany jej zachowaniem. Potem zacząłem się szarpać, ale kiedy zrozumiałem, że stawia mi opór, odwzajemniłem jej gest. Po paru sekundach, spojrzeliśmy sobie w oczy. Znowu wyglądałem normalnie - Po co to zrobiłaś?- Wydyszałem opierając swoje czoło o jej.
- Sama nie wiem... - Nie dokończyła bo tym razem to ja pocałowałem ją. Nawet nie protestowała. Objęła mnie za szyję, mocno do siebie ciągnąc. W pewnej chwili zakląłem pod nosem. Sprawy wymykały się spod kontroli. Coraz bardziej mnie ciągnie do tej dziewczyny. Usłyszałem jak ktoś podjeżdża pod dom. Szybkim ruchem znalazłem się na świeżym powietrzu. Było już w miarę ciemno, ale wiedziałem kto przyjechał.
- Wreszcie - Syknąłem, podchodząc do blondyna.
- Gdzie ona jest?
- Co z nią zrobiłeś?! - Wrzasnęła rudowłosa dziewczyna, wysiadająca z auta.
- Musiałeś ją wziąć? - Skrzywiłem się - Popsułeś mi tym humor...
- Jak się czujesz? - Zwrócił się do mnie mój własny brat - Mówiłeś, że...
- Wszystko gra - Warknąłem - Ashley jest w środku. Ja spadam.
- Co Ty.. - Nie dokończył ponieważ zniknąłem. Tak będzie lepiej. Jednak nie mogłem odejść nie upewniając się, że Ashley bezpiecznie dojedzie do domu. Stałem teraz na uboczu za drzewami wpatrując się w szczupłą szatynkę, która opuściła stary budynek i nim wpakowała się do pojazdu mojego bliźniaka, rozejrzała się dookoła. Wyczuwała moją obecność, ale dostrzec mnie nie mogła. Było za ciemno. Jej wzrok mimo tego, że nie mogła mnie zobaczyć, utkwił na mnie. Wiedziała gdzie jestem. Nie potrzebowała widzieć w ciemności. Czuła mnie. Natomiast ja dokładnie ją widziałem. To plus bycia tym kim jestem.... Teraz mogłem już iść. Odchodząc, usłyszałem coś o urodzinach Ashley, które są jutro. Dlaczego nic o tym do cholery nie wiedziałem?!...
*Ashley*
Całą drogę spałam. Wchodząc do swojego pokoju, od razu dopadła mnie setka pytań ze strony Amandy.
- Co Ty do cholery z nim tam robiłaś?!
- Nie wiem.. - Odpowiedziałam czując piekielny ból głowy.
- Nie kłam.. Przyjaźnimy się!
- Przysięgam! Naprawdę nie wiem.. - Przypomniałam sobie jak siedziałam w pokoju Fabiana i rozmawiałam z Krisem - Kris we mnie wszedł..
- Co?! - Jej mina była bezcenna - Czekaj, czekaj bo już całkowicie się pogubiłam..
- Wypowiedziałam zaklęcie łącząc się z nim w jedno..
- Po co to zrobiłaś?! - Pomyślałam przez chwilę, ale nie znalazłam dobrej odpowiedzi. Prawda jest taka, że sama nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam. Mogłabym powiedzieć, że po prostu chciałam być miła, ale czy to byłoby prawdą? Zaczęłam lubić tego chłopaka. Zaczęłam lubić Fabiana - Halo! Słyszysz?!
- Proszę, daj spokój. Nie chcę o tym rozmawiać. Zaufaj mi. Nic się nie stało..
- Ale mogło się stać!
- Amanda.. - Spojrzałam na nią smutnym wzrokiem. Zaklęła pod nosem - Kocham Cię - Przytuliłam ją do siebie a ona się rozweseliła.
- Ja Ciebie też wariatko! - Usiadłyśmy wreszcie na swoje łóżka a ja od razu się położyłam. Niby jestem najpotężniejszą czarownicą a męczę się przy każdym zaklęciu - Ale obiecasz mi coś?
- Co takiego?
- Jeżeli kiedykolwiek poczujesz coś do.. uh... Fabiana.. - To ostatnie słowo ledwo przeszło jej przez gardło. Zaśmiałam się nie mogąc opanować tego co czułam - Nie śmiej się!
- Przepraszam.. Już nie będę.. To co?
- To dasz mi znać i jako pierwsza się o tym dowiem - Jej wzrok był stanowczy i poważny. Bardzo poważny.
- Nigdy nic do niego nie...
- Nie jestem tego taka pewna. - Wtrąciła - Nie dokańczaj, tylko mi obiecaj, że tak będzie.
- To już druga moja obietnica, ale ok. Dla Ciebie wszystko. Obiecuję - Tym razem to ona przytuliła mnie.
- Druga obietnica? - Spytała zaskoczona.
- Tak.. Pierwszą złożyłam Krisowi.
- Jak to? Co mu obiecałaś?
- No wiesz...
- Ashley! - Wrzasnęła.
- Tylko nie bądź zła...
- Mów!
- Obiecałam mu, że przemienię Fabiana z powrotem w człowieka... - Nie mogłam spojrzeć jej w oczy. Mój wzrok utkwił na podłodze, ale wiedziałam jak wygląda teraz jej mina.
- Co Ty zrobiłaś? - Warknęła - To jest w ogóle możliwe?..
- Dowiedziałam się co nie co o jego klątwie.. - Zbliżyłam się do przyjaciółki, złapałam ją za głowę dłońmi i zamknęłam oczy. Byłyśmy obie skupione. Chwilę potem pokazałam jej swoje wspomnienia z ostatniego razu.
- O cholera... - Wyszeptała. Nagle usłyszeliśmy alarm - Co jest?
- Nie wiem - Wzruszyłam ramionami. Ktoś zaczął pukać do drzwi.
- Za 5 minut w holu. Dyrektor chce coś ogłosić. - Olivier wszedł do środka i zmierzył mnie całą od stóp do głowy.
- Apel? O tej godzinie? - Zdziwiłam się.
- Jakiś problem? - Chwilę postał a potem poszedł jeszcze do innych dziewczyn, aby i je zawiadomić. Spojrzałam zmęczona na przyjaciółkę
- Co on tak Cię obczaja zawsze? - Zauważyła. Zignorowałam to.
- Chodźmy - Złapałam ją za dłonie i wyszłyśmy z pokoju, udając się wprost do wyznaczone przez naszego prefekta, miejsce. W sumie gdy tam dotarliśmy, każdy już był. Całe pomieszczenie było zapełnione uczniami z tego internatu a dyrektor i grono pedagogiczne, stało na wysokim schodku, rozglądając się w każdą stronę.
- Możemy zaczynać? Świetnie! - Odezwał się trzymając w prawej dłoni mikrofon - Chciałem tylko coś ogłosić. Zauważyłem, że każdy robi sobie co tylko chce i wykorzystuje moją dobrą wolę... Oświadczam, że od dziś każdy kto chce opuścić teren szkoły, musi dostać ode mnie wyraźne pozwolenie. Takie pozwolenie można uzyskać tylko i wyłącznie wtedy, kiedy odezwą się do mnie Wasi rodzice. W pokojach macie być równo o 21:00 inaczej nagana. Każdy kto opuści szkołę bez mojego pozwolenia, dostaje naganę. Trzy nagany i uczeń zostaje wydalony ze szkoły. Rozumiemy się? - Rozpętał się niezły szum. Nikt nie chciał się na to zgodzić, ale klamka zapadła. Rodzice wyrazili już zgodę a to było najważniejsze. Nas zawsze nikt o zdanie nie pytał - Można się rozejść do swoich pokoi.
- Brakuje jednego ucznia - Wtrącił Olivier.
- Kogo? - Zdziwił się mężczyzna w czarnym garniturze.
- Fabiana Romuela...
- Jestem tu - Odezwał się szatyn, stojąc pod ścianą. Spojrzałam w jego stronę a on posłał mi uśmiech. Na mojej twarzy pojawił się rumieniec na co Ashley się skrzywiła. Wreszcie się rozeszliśmy a idąc korytarzem, wpadłyśmy z Amandą na Stevena, który stał z ... o mój boże!
- Serio? - Skomentowałam - Nie masz lepszego towarzystwa?
- Zamknij się idiotko - Warknęła wkurzona Pam. Jak ja tej szmaty nie lubię!
- Kogo my tu mamy.. - Odezwał się, patrząc na swoją byłą dziewczynę - Gdzie masz swojego przydupasa?
- Dla Twojej wiadomości to jest mój chłopak - Syknęła.
- Szybka jesteś - Parsknął.
- Steven! - Wrzasnęłam wkurzona - Odbiło Ci?!
- Mi nie, ale jej tak.. - Amanda nie wytrzymała i z całej siły uderzyła go z liścia w twarz. Odebrało mi mowę. Pierwszy raz w życiu uderzyła kogokolwiek. No nie wierzę...
- Nie wierzę w to, że kiedykolwiek mogłam być z takim człowiekiem jak Ty! - Chciała odejść, ale chwycił ją za ramiona i pchnął na ścianę. Co on odpierdalał? Chciał ją pocałować?! O kurwa! Już chciałam się na niego rzucić, kiedy nagle ni stąd ni zowąd pojawił się Tom.
- Łapy przy sobie! - Odepchnął go z całej siły od Amandy i sam zaczął okładać go pięściami. Wybuchnęła walka.
- Przestańcie! - Krzyczałyśmy wszystkie, ale nikt nas nie słuchał - Przestańcie! - Wpadłam na pewien pomysł. Jeżeli czegoś nie zrobimy, pozabijają się...
- Psolo Eftures! - Wyszeptałam kierując potajemnie prawą dłoń ku chłopakom. Odskoczyli od siebie momentalnie. Steven nie wiedział co się dzieje i chyba nawet się wystraszył, ale Tom się od razu połapał. Spojrzał na mnie a ja wzruszyłam ramionami.
- Zjeżdżaj stąd! Nie chcę więcej Cię widzieć! - Krzyknęłam w stronę Stevena.
- To jeszcze nie koniec...
- Następnym razem dostaniesz mocniej - Warknął blondyn. Steven złapał za rękę tą głupią, plastikową lalkę i odeszli. Natomiast Amanda z Tomem wrócili do pokoju. Ja tymczasem musiałam jeszcze coś załatwić. Szłam teraz po cichutku korytarzem, kiedy nagle na kogoś wpadłam. Od razu wyczułam z kim mam do czynienia.
- Nie powinno Cię tu być.. - Zwróciłam mu uwagę.
- Ciebie też a jednak tu stoimy - Zaśmiał się - Dokąd się wybierasz?
- To nie Twoja sprawa.. - Posłałam mu szatański uśmiech i chciałam ruszyć do przodu, ale złapał mnie za rękę przez co stanęłam.
- Pytam, dokąd?
- Idę z kimś pogadać. Zadowolony?
- Z kim?
- Narazie - Wyrwałam się z jego uścisku i odeszłam. Steven stał na dworze, paląc fajkę. Zawsze tak robił kiedy był zdenerwowany. Myślałam, że będzie z Pam, ale ku mojemu zaskoczeniu był sam - Musimy pogadać! - Spojrzał na mnie.
- Daj mi spokój..
- Masz odwalić się od Amandy raz na zawsze!
- Bo co mi zrobisz? - Podszedł do mnie i chwycił mnie za dłoń - No co?
- Ona nic. Ale ja mogę połamać Ci każdą kość - Obok mnie pojawił się Fabian. Kurwa! Przestraszył mnie!
- Śledziłeś mnie?! - Byłam oburzona.
- Dziwne, że mnie nie wyczułaś - Puścił mi oczko a Stevenowi spojrzał w oczy. Chłopak zaczął się zatracać - Masz odczepić się od Amandy i dać jej spokój. Byliście parą, ale wszystko między Wami się skończyło ponieważ ją zdradziłeś i to tylko wyłącznie Twoja wina. Znajdź sobie inną miłość. Ta się skończyła. Rozumiesz? - Pokiwał twierdząco głową - A teraz zjeżdżaj za nim zmienię zdanie - Brunet odszedł zmieszany, ale wyglądał dobrze. Ja tymczasem stałam osłupiona tym co przed chwilą się stało.
- Co Wy tu robicie? - Odwróciłam się jak oparzona. Za nami stał Olivier z założonymi rękoma - Wiecie która godzina? - Był... zazdrosny? Takie miałam przeczucie, ale dlaczego?
- Już idziemy - Odezwał się wampir.
- Nie tak szybko. Macie poważne kłopoty....
- Żebyś Ty zaraz nie miał.- Spojrzałam na Fabiana. Zauważyłam jak jego twarz się zmienia. Nie. Tylko nie to.....
Subskrybuj:
Posty (Atom)