sobota, 7 marca 2015

Rozdział 21.

Część 1 

,, Boży Dar '' - Urodziny

Od rana jakoś boli mnie brzuch. Nie wiem czemu. Mam co jakiś czas dziwne dreszcze i strasznie mi zimno. Niby są moje urodziny i powinnam się z tego cieszyć jak co roku, ale tym razem jakoś nie mam na to ochoty. Siedziałam skulona na łóżku czekając aż Amanda się uszykuje w łazience. Za niedługo zaczynałyśmy lekcje, więc lepiej niech się pośpieszy.
W ręku trzymałam naszyjnik, który dostałam w prezencie od Fabiana. Skąd on wiedział o moich urodzinach? I dlaczego na ustach miałam uśmiech, kiedy tylko o nim pomyślałam? Wiedziałam jedno. Muszę mu podziękować za ten podarunek.
- Idziemy? - Usłyszałam głos przyjaciółki, która była zniecierpliwiona - Wołam Cię od jakiś pięciu minut. Co się z Tobą dzieje...
- Nic - Odparłam uśmiechnięta - Zamyśliłam się....
- Wlasnie widzę. Niepokoje się tylko tym, o kim tak ciągle myślisz.. - Spojrzała na mój naszyjnik i wykrzywiła twarz w dziwny grymas - Boję się o Ciebie.
- Nie masz o co - Puściłam jej oczko i szybko wstałam na równe nogi. Bransoletkę schowałam do kieszeni a Amandę złapałam za dłoń, następnie opuszczając nasz pokój - Przysięgam, że nic mi nie grozi.
- Tobie ufam, ale on... Po prostu go nie lubię i nie...
- Wystarczy - Wtrąciłam - Nie musimy przecież wiecznie o nim gadać, prawda? A propo Romuelów.. Gdzie Twój chłopak?
- Powinien już tu być.. - Rudowłosa dziewczyna rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu Toma, ale nigdzie go nie dostrzegłyśmy - Za dzwonie do niego - Wyciągnęła z kiszeni swój telefon i odeszła na bok. Ja tymczasem stałam sama pod ścianą a każdy kto przechodził, składał mi życzenia.
- Dziękuję - Odpowiadałam zawsze to samo.
- Wszystkiego Najlepszego - Usłyszałam za plecami. Obróciłam się jak oparzona. Co do cholery? Przede mną stała mama oraz babcia i ciocia Elsa - Co Wy tu robicie?!
- Tak sie dziękuje za życzenia? - Zaśmiała się moja rodzicielka. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej. Nie czekając dłużej, rzuciłam się im w ramiona.
- Tak się cieszę.. - Wyszeptalam, tym bardziej, że mama miała być na jakimś ważnym wyjeździe za granicą. Tak mi bynajmniej mówiła.
- Pakuj się i jedziemy na śniadanie do restauracji - Odezwała się najstarsza kobieta.
- Przecież mam lekcje...
- Jesteś wolna Rebel - Obok mnie pojawił się Olivier - Idź. Zajmę się dyrektorem.
- Naprawdę? Mogę? - Kiwnął potwierdzająco głową na co ja zaczęłam piszczeć z zachwytu. Nie patrząc na nikogo, rzucił mu się w ramiona i mocno go przytuliłam - Dziękuję! - Nie odepchnął mnie. Myślałam, że da mi pouczenie, że nie wolno bo inni uczniowie widzą, ale on tego nie zrobił. Na dodatek sam także mnie przytulił. Kiedy odsunęliśmy się od siebie, dołączyła do mnie Amanda z Tomem.
- Wszystkiego Najlepszego - To jego pierwsze słowa w moją stronę - Dzień dobry. Jestem Tom.
- Mama Ashley. Miło mi.
- Babcia.
- Ciocia - Wzrok mojej babci a Toma się napotkał. Mierzyła go ostrym spojrzeniem, ale wiedziała, że nie jest wampirem. Jednak mimo to juz od pierwszego wejrzenia, wolała, abym trzymała się od niego z dala. Wyczytałam to w jej myślach. Moja kochana, opiekuńcza babunia - To co? Lecimy?
- Miłego dnia - Spojrzałam na Amandę. Już chciałam jej podziękować, ale jej mina mówiła mi coś dziwnego. Ona coś ukrywała. Nie musiałam nawet czytać jej w myślach, aby wiedzieć o co chodzi.
- To Twoja sprawka, prawda? - Uniosłam jedną brew do góry.
- Nie wiem o czym mowisz...
- Dziękuję za wspaniały prezent - Teraz to ją przytuliłam. To ona zaangażowała to spotkanie. Jest taka kochana! Kiedy wszystko zostało wyjaśnione, opuściłam teren szkoły wraz z rodziną. Dzień minął mi naprawdę niesamowicie. Najpierw udaliśmy się do włoskiej restauracji na pizze, potem mama zabrała nas do eleganckiej restauracji na wyśmienity obiad, ktory popilam lampką czerwonego wina. Byłyśmy też w kinie, w parku. W prezencie od mamy, dostałam złoty, szmaragdowy pierścionek. Musiał być cholernie drogi! Od razu włożyłam go na palca. Pasował jak ulał.
Do internatu wróciłam około godziny 19:00. Byłam zmęczona i miałam ochotę rzucić się jedynie na swoje łóżko, ale nim pożegnałam się z mamą i resztą, babcia złapała mnie za rękę oraz odciągnęła na bok.
- Coś się stało? - Zdziwiłam się.
- Nie, ale chcę Ci coś dać... - Wyciągnęła z torebki mały, brązowy kamyczek - Proszę..
- Co to?
- Jesteś już prawie dorosła a świat jest pełen złych ludzi... Kiedy mnie zabraknie, chcę, abyś wiedziała kto jest dla Ciebie ważny a kogo lepiej unikać..
- Nie rozumiem Cię babciu..
- Ten kamień posiada dużą moc. Bardzo dużą... Użyj go tylko wtedy, kiedy uznasz, że to konieczne. Dzięki niemu będziesz o wiele silniejsza.
- Jesteś pewna..?
- Tak - Uśmiechnęła się czule - Wiem, że dasz sobie radę - Do oczu naleciały mi łzy. Nie wytrzymałam i wtuliłam się w starszą od siebie kobietę. Była matką mojego ojca, którego nienawidziłam, ale ją bardzo mocno kochałam. Ją i Else.
Pożegnałam się z całą trójką i nareszcie wróciłam do pokoju, który okazał się pusty.
- Amanda?! - Wołałam, ale nigdzie jej nie było. Pewnie była z Tomem. Cóż... Jutro jej opowiem jak upłynął mi ten dzień. Teraz idę spać...
Kiedy już leżałam pod cieplutką kołderką, ktoś zaczął walić mi do drzwi. Wkurzona tymi debilnymi zabawami, wstałam zobaczyć kto to. Pusto - Nudzi Wam się?! - Nic. Gdzie do cholery Olivier?! Kiedy jest potrzebny to nigdy go nie ma. Zamykając drzwi pokoju, prawie padłam na zawał. Przede mną wyłonił się ni stąd ni zowąd...- Fabian .. - Wyszeptałam.
- Cześć - Bezczelnie wszedł do mojego pokoju. Ale chwila? Jak on się tu dostał? Na dodatek miał na sobie czarny garnitur z białym krawatem. Wyglądał... bosko.
- Jak Ty tu...
- Nie ważne - Wzruszył ramionami - Raczej powinnaś zapytać, po co - Zachowywał się denerwująco. Kpił sobie ze mnie i miał uśmieszek na buzi. Nie żeby to było coś złego, że się uśmiecha, ale to był taki chytry uśmieszek.
- Więc po co przyszedłeś? - Zdziwiłam się jego obecnością.
- Aby Cię porwać - Spojrzałam na niego i wybuchnęłam poważnym śmiechem. Jednak on się wcale nie śmiał.
- Nie mam ochoty na zabawy - Nagle jego twarz zaczęła się zmieniać Kurwa mać! Zaczęłam cofać się do tyłu, ale szybko wpadłam na szafkę. Nie miałam gdzie uciekać. On natomiast wydłużył swoje kły i ruszył ku mnie. Zaczęłam krzyczeć, jednak wtedy mnie zaatakował. Rzucił się na mnie a ja sparaliżowana takim zajściem, nie wiedziałam co zrobić. Chwycił mnie w ramiona i szybkim ruchem wybiegliśmy z pokoju. Płakałam i krzyczałam, ale nikt mi nie przychodził na ratunek. 

Część 2.

*Fabian*

Im więcej przemieniałem się dobrowolnie w bestię, tym bardziej umiałem nad nią panować. Rozgryzłem to nie dawno. Teraz muszę robić to częściej, aby moje przemiany były zawsze skuteczne.
Zatrzymałem się w zaplanowanym miejscu. Czyli dokładniej w budynku gdzie był największy basen w mieście. Postawiłem Ashley na nogi a ona odsunęła się ode mnie jak najszybciej. Chciało mi się śmiać, jednak nie mogłem tego dać po sobie poznać. Dziwiłem się tylko, że jeszcze mnie nie zaatakowała. Myślałem, że będę musiał chociaż trochę powalczyć.
- Co taka słaba jesteś? - Zakpiłem. Podobała mi się ta gierka.
- Czego.. czego chcesz?! - Wrzasnęła zapłakana. Robiło mi się jej tak bardzo szkoda.
- Wiesz czego? - W jednej chwili znalazłem się tuż przy niej, czując na sobie jej oddech - Tego.. - Chciałem jej dotknąć, ale odepchnęła mnie z dużą siłą.
- Extuter Phes Eloter - Wrzasnęła a ja klęknąłem na prawą nogę czując jak rozpierdala mi głowę od środka. Woda w basenie zaczęła się trząść i wylewać. Światła gasnęły po kolei. Wiatr i mróz. Co się dzieje do chuja?!
- Ashley... Uspokój ... się.. - Tylko te trzy słowa udało mi się jakoś wydukać przez tą porąbaną sytuację. Nie słyszała mnie - Ashley! - Nadali nic. Ból był coraz silniejszy. Leżałem teraz na ziemi nie mogąc się już nawet podnieść.
- Matko.. - Usłyszałem jej głos. Przestała w jednym momencie - Ja.. Przepraszam... - Wtedy nie czując już nic, wstałem szybko i pchnąłem nią o ścianę..
- To ja przepraszam.. To był głupi żart.. - Nie dając jej dojść do słowa, pocałowałem ją prosto w usta.
- Co?! - Warknęła - Żartujesz?!
- Nie..
- Jesteś nienormalny! Wystraszyłam się! Po co to zrobiłeś?!
- Aby było ciekawiej.
- Prawię rozerwałam Ci mózg!
- Nie ważne. Jest wszystko okej - Przytuliłem jej roztrzęsione ciało do swojego - Uspokój się..
- Mam ochotę Cię zabić.. - Wtuliła się we mnie przez co zrobiło mi się dobrze na sercu - Fabian...
- No?
- Po co tak właściwie mnie tu przyniosłeś? - Zapytała zdziwiona i zaskoczona.
- Po co? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie - Zepsułaś światło więc zmuszony jestem zapalić świeczki - Posłałem jej uśmiech, ale nie dała się na niego złapać.
- Phesmatos - Wyszeptała a każda świeca jaka stała w tym pomieszczeniu, zapłonęła. Spojrzałem nią intensywnie.
- Tak też można .. - Jednak nie słuchała mnie. Była zachwycona wnętrzem. Naokoło basenu świeciły się piękne, małe, biało-różowe świeczki. Na suficie wisiał zrzutnik, który był ustawiony wprost na przednią ścianę a za basenem, na podłodze, znajdował się duży, czerwony koc. Na nim stał wielki kosz i butelka szampana.
- Matko.... - Nie mogła wyjść z zachwytu. Wyciągnąłemł z kieszeni kurtki mały pilot. Nacisnąłem przycisk, nawet nie wiem, który i ni stąd ni zowąd, włączyła się muzyka.
- Mogę prosić do tańca? - Wyciągnąłem w jej stronę dłoń. Wybuchnęła śmiechem.
- Serio? - Kiwnąłem potwierdzająco głową. No dobrze. Podała mu swoją prawą dłoń i po chwili tańczyliśmy w rytm muzyki. Była niesamowitą tancerką. Pokazałem jej  ruchy, których nigdy wcześniej nie znała. W końcu na koniec zmusiłem ją, aby ponownie spojrzała mi w oczy. Chciała coś powiedzieć, ale nie dopuściłem jej do słowa. Zamiast tego, złożyłem na jej ustach wielki, czuły pocałunek. Zadrżała. Jej ciało przeszły dziwne ciarki. Dziwne jednakże bardzo, ale to bardzo przyjemne! Następnie, kiedy się od siebie odsunęliśmy a muzyka zmieniła się na coś zupełnie z innego gatunku, usiedliśmy na czerwonym kocu. Od razu otworzyłem szampana, nalewając żółtą ciesz do specjalnych szklanek do wina. Ashley wyciągnęła natomiast z koszyka różne przekąski. Była zachwycona - Zrobiłeś to wszystko ...
- Dla Ciebie - Wtrąciłem - Wszystkiego najlepszego - Jej uśmiech był największą nagrodą za trud jaki w to wszystko włożyłem. Po jakieś godzinie spędzonej razem, musieliśmy wrócić z powrotem do internatu, aby przejść do niespodzianki numer trzy. Wstałem na równe nogi, niestety szatynka nie potrafiła tego zrobić. Chwiała się na każdą stronę - Ashley?
- Tak? - Spojrzała na mnie i zachichotała.
- Wszystko w porządku?
- Jak najlepszym prze pana! - Zasalutowała co mnie trochę rozbawiło, ale jednocześnie zaniepokoiło. Była pijana!
- Ty jesteś kompletnie pijana...
- Nie. Nie.. Nie.. - Wybuchnęła śmiechem. Chciała zrobić krok do przodu, ale potknęła się i wpadła wprost w moje ramiona - Ale Ty jesteś przystojny.. - Jej oczy świeciły a alkohol było czuć na kilka kroków. Co ja najlepszego zrobiłem.. Upiłem ją..
- Chodźmy.. - Chciałem wziąć ją na ramiona, ale mi nie pozwoliła.
- Co robisz? - Spytała.
- Chcę ci pomóc..
- Nie potrzebuję pomocy - Wtrąciła zabawnie, ale nawet nie potrafiła sama iść.  Zadzwonił mi telefon - Odbierz..
- Nie.
- Dlaczego? - Kolejny chichot.
- Bo to niegrzecznie w Twojej obecności.
- Odbierz - Nalegała - Może to jakaś dziewczyna..
- Nie.
- Skąd wiesz?
- Bo z nikim się nie spotykam... - Telefon wciąż dzwonił. Poirytowany wreszcie odebrałem - Czego?! - Warknąłem do słuchawki - Zaraz będę!.... Ta... No... Co Cię to?... Wszystko gra....
- Kto to? Dziewczyna? - Oparła się na moim ramieniu - Halo! Kto tam?!
- Ashley! Uspokój się! - Spojrzałem na nią a ona zrobiła minę smutnego pieska - Mamy pewien problem.... Taki kurwa, że się nawaliła!.... Co ja?! .... Nie wkurwiaj mnie bo Ci rozerwę te seksowne ciałko... Za niedługo będziemy... Nara! - Rozłączyłem się bo nie mogłem dłużej słuchać tego pierdolenie.
- Kto to? - Jej głos brzmiał poważnie.
- Nikt.
- Nikt?
- Nikt ważny. Chodźmy - Chciałem jej pomóc, jednak odepchnęła mnie i ruszyła sama do przodu. Następnie zdążyłem ją złapać nim się wywróciła - Puść mnie!
- Co się stało? - Byłem zdziwiony zmianą jej humoru.
- Idź sobie do tego co ma seksowne ciałko... - Parsknęła.
- Jesteś zazdrosna? - Uniosłem jedną brew do góry.
- Co ? - Zaśmiała się - Nie.
- Więc o co chodzi? - Nalegałem. Kiedy, nie odpowiedziała, zmieniłem temat - Lepiej wracajmy do pokoju.
- Razem?! - Wybuchnęła - Nie będę z Tobą spać.. To, że mi się podobasz to nie znaczy, że będziemy razem spać wampirku - Mruknęła podniecająco udając kota. Raczej wyszedł z tego mały kociak.
- Co powiedziałaś?
- Że nie będę z Tobą...
- Podobam Ci się? - Zamilkła a głowę spuściła w dół - Podobam? - Powtórzyłem.
- Bardzo - Podniosła wzrok na mnie. Nasze spojrzenia się napotkały. Czułem, że mam ochotę się na nią rzucić - Lepiej wracajmy. Masz rację..- Znów ruszyła sama do przodu i znów prawie zleciała na ziemię. Chwyciłem ją i mocno do siebie podciągnąłem.
- Kurwa! - Wrzasnąłem. Przestraszyła się.
- Zrobiłam.. coś? - Wyszeptała.
- Ty... Cholera! Też mi się podobasz! - Nie mówiąc nic, zacząłem ją całować. Mocno, namiętnie, intensywnie. Jej ciało przyległo do mojego. Nie potrafiłem się powstrzymać. Rozdarłem jej koszulkę, którą miała na sobie, powodując, że było widać jej biały, koronkowy stanik. Przerwała na chwilę pocałunek, ale trwało to krótko. Sama mnie potem pocałowała. Z siebie sam zdjąłem kurtkę. Dotykała mojej klatki piersiowej a ja dłonią a raczej koniuszkami palców, jeździłem wzdłuż jej ramion. Drżała. Nie zauważyłem, że skończyła się podłoga. Wlecieliśmy oboje do basenu. Woda była lodowata!
- Kurwa! - Krzyknęła rozbawiona. Spojrzałem na nią a ona na mnie. Cieszyła się jak dziecko. Pływała w samym staniku i spodniach. Ja tylko w spodniach. W wodzie byliśmy chwilę. Powygłupialiśmy się i w końcu wyszliśmy na zewnątrz. Dałem jej swoją kurtkę, ponieważ jej ubranie było już do wyrzucenia. Wiał chłodny wiatr. Zamówiliśmy taksówkę i siedząc już w środku pojazdu, przytuliłem ją do siebie, trzymając ją w tali. Zasnęła. Przez kąpiel w basenie, trochę ją puściła bomba, ale i tak wciąż była pijana. Przejechałem dłonią po jej włosach. Tak słodko wyglądała. Nie mogłem się powstrzymać i od razu na jej czole złożyłem czuły pocałunek. Relację między nami trochę się zmieniły. Nie dobrze.. Nie powinno tak być...

.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz