Rozdział 19
,, Boży Dar '' -
*Fabian*
Oj nie dobrze. Dochodził wieczór a Ashley wciąż nie kontaktowała. Z każdą chwilą coraz bardziej dominowała nade mną moja druga połówka. Przemieniałem się w potwora, w bestie. Najbardziej bałem się tego, że mogę coś jej zrobić. Do nikogo innego tak mnie nie ciągnęło jak do niej a raczej do jej krwi. Utopiłbym w jej szyi zęby i sączył jej słodką, czerwoną ciesz tak wolno jak tylko się da. Napawałbym się każdą chwilą...
Myśląc o tym co bym z nią robił, moje zęby zaczęły się wydłużać. Czułem jak przyśpiesza mi tętno a serce zaczyna bić jak oszalałe.
- Kurwa! - Wrzasnąłem i rzuciłem pustą, szklaną butelką w ścianę. Rozbiła się na kilka małych kawałków. Moją ostatnią nadzieją jest Tom. Nie dam rady zbliżyć się do szatynki ponieważ nie chcę ryzykować. Wciągnąłem z kieszeni spodni swój telefon i od razu wykręciłem numer brata.
- Gdzie jesteś?! - Warknąłem kiedy tylko odebrał. Teraz stałem na dworze nie mogąc wytrzymać w jednym pomieszczeniu z nią. Dusiłem się w jej obecności a moja zła natura szybciej się z tego powodu uaktywniała.
- Z Amandą. Coś się stało?
- Zbieraj dupę i przyjedź szybko do opuszczonego domu na Aronful!
- Po co? - Zdziwił się.
- Jestem z Ashley.. Dochodzi 20 a ja już się przemieniam.. Nie mogę tego powstrzymać!
- Co Ty z nią kurwa tam robisz?! - Wrzasnął do słuchawki. Zmarszczyłem tylko brwi na jego ton głosu.
- Przyjedziesz czy kurwa nie?!
- To ponad godzina drogi od szkoły...Nie zdążę..
- Co się dzieje?! - Usłyszałem w oddali Amandę. Genialne.
- Daj na głośno mówiące - Zrobił to niechętnie - Witaj ruda.
- Czego od nas chcesz?! - Warknęła zirytowana. Gdyby nie sytuacja w jakiej się znajduję, zacząłbym się z tego śmiać.
- Każ swojemu chłopakowi wsiadać jak najszybciej w samochód i przyjechać do mnie.
- Niby dlaczego mam to zrobić ? - Parsknęła.
- Dlatego, że mam Twoją najlepszą przyjaciółkę a z każdą sekundą chcę coraz bardziej rozerwać jej ciało na kawałki i wypić całą krew jaka w niej jest - Nie czekając na odpowiedź, rozłączyłem się. Wiedziałem, że przyjadą, tylko bałem się tego, że mogą rzeczywiście nie zdążyć. Wziąłem głęboki oddech, kiedy usłyszałem głos szatynki. Mamrotała coś w kółko pod nosem. Budziła się! Kurwa! Jak mam się do niej do chuja zbliżyć?! Eh... Zacisnąłem ostro dłoń w pięść i wolnym krokiem z powrotem wlazłem do tej rudery. Dziewczyna leżała na kanapie przykryta moją czarną skórzaną kurtką. Wreszcie otworzyła oczy a jej wzrok utkwił na mnie.
- Fabian... - Wyszeptała. Na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Hej - Odezwałem się. Czułem jak pot spływa po moim ciele - Jak się czujesz?
- Do.. dobrze. Jestem tylko... zmęczona - Rzekła próbując wstać. Kiedy tylko zeszła z kanapy, zachwiała się i gdyby nie ja, spadłaby na ziemię. Złapałem ją w ostatniej chwili. Gdy trzymałem jej kruche ciało w ramionach, wpatrywała się we mnie bardzo intensywnie. Prawą dłonią dotknęła moich ust - Twoje zęby..
- Nie parz.. - Szybko chciałem obrócić głowę w bok, ale mi na to nie pozwoliła. Moja twarz z każdym jej dotykiem, zmieniała się o 360 stopni.
- Wiem, że nic mi nie zrobisz. Ufam Ci - Znów się uśmiechnęła - Chcę Ci pomóc - Dodała - Chcę przemienić Cię z powrotem w człowieka..
- Dlaczego chcesz mi pomóc? - Spytałem zszokowany jej słowami.
- To przez te klątwę taki jesteś.. Chcę, abyś był taki jak kiedyś.. Chcę abyś był szczęśliwy...
- Przecież tyle razy Cię zaatakowałem..
- To nie ma teraz znaczenia - Wtrąciła - Liczy się tylko to, że wiem przez co przeszedłeś kiedyś..
- Ty nic nie rozumiesz - Postawiłem ją szybko na równe nogi. Kiedy dała radę się utrzymać, odszedłem od niej kilka kroków - Muszę żyć wiecznie! Męczyć się z tą pierdoloną klątwą.. To moja kara za spowodowanie wypadku, w którym zginął Kris..
- Kto rzucił na Ciebie tą klątwę?
- Jego matka.. - Wyszeptałem - Była taka jak Ty, tyle że starsza.. Nigdy mnie nie lubiła. Uważała, że mam zły wpływ na jej syna i zawsze wolała Toma. Kiedy dowiedziała się o wypadku i o tym, że to ja kierowałem, obwiniła mnie o jego śmierć... Zaklęcie było tak potężne, że zaraz potem sama umarła.. Kris był jej całym światem. Nikt inny się nie liczył.
- To był wypadek..
- Ale przeze mnie! - Wrzasnąłem. Traciłem nad sobą kontrolę - Gdybym nie wpadł na ten pomysł, mój przyjaciel dalej by żył!
- Kris chce, abyś był szczęśliwy! Mogę tego dokonać!
- Wiesz za jaką cenę? - Mój wzrok przeszył ją na wskroś. Zadrżała - Wiesz co będziesz musiała oddać w zamian? - Kiwnęła przecząco głową - No właśnie..
- To nie ma znaczenia - Podeszła do mnie i chwyciła mnie za dłoń - Kris poprosił mnie o pomoc i ...
- Jaką pomoc? - Uniosłem jedną brew do góry.
- Kazał mi obiecać, że cokolwiek się stanie, ja Ci pomogę. Zgodziłam się..
- Nie wiesz w co się pakujesz!
- Liczy się tylko to, abyś znów był człowiekiem! Mam moc i mogę ją użyć w pożyteczny sposób. Mogę coś dla kogoś zrobić!
- Przestań! - Pchnąłem ją na ścianę tak, że nie poczuła bólu. Trzymałem ją po obu stronach za ramiona, ciągle się w nią wpatrując.
- Fabian... - Wyszeptała. Czułem jej strach. Bała się - Proszę.. panuj nad sobą..
- Nie mogę... - Walczyłem w duszy z całych sił, aby tylko nic jej nie zrobić. Widziała mój ból i cierpienie. Nie mogła dłużej na to patrzeć. Nie czekając na nic więcej, chwyciła moją twarz i pocałowałam mnie prosto w usta. Przez chwilę stałem nieruchomo, zszokowany jej zachowaniem. Potem zacząłem się szarpać, ale kiedy zrozumiałem, że stawia mi opór, odwzajemniłem jej gest. Po paru sekundach, spojrzeliśmy sobie w oczy. Znowu wyglądałem normalnie - Po co to zrobiłaś?- Wydyszałem opierając swoje czoło o jej.
- Sama nie wiem... - Nie dokończyła bo tym razem to ja pocałowałem ją. Nawet nie protestowała. Objęła mnie za szyję, mocno do siebie ciągnąc. W pewnej chwili zakląłem pod nosem. Sprawy wymykały się spod kontroli. Coraz bardziej mnie ciągnie do tej dziewczyny. Usłyszałem jak ktoś podjeżdża pod dom. Szybkim ruchem znalazłem się na świeżym powietrzu. Było już w miarę ciemno, ale wiedziałem kto przyjechał.
- Wreszcie - Syknąłem, podchodząc do blondyna.
- Gdzie ona jest?
- Co z nią zrobiłeś?! - Wrzasnęła rudowłosa dziewczyna, wysiadająca z auta.
- Musiałeś ją wziąć? - Skrzywiłem się - Popsułeś mi tym humor...
- Jak się czujesz? - Zwrócił się do mnie mój własny brat - Mówiłeś, że...
- Wszystko gra - Warknąłem - Ashley jest w środku. Ja spadam.
- Co Ty.. - Nie dokończył ponieważ zniknąłem. Tak będzie lepiej. Jednak nie mogłem odejść nie upewniając się, że Ashley bezpiecznie dojedzie do domu. Stałem teraz na uboczu za drzewami wpatrując się w szczupłą szatynkę, która opuściła stary budynek i nim wpakowała się do pojazdu mojego bliźniaka, rozejrzała się dookoła. Wyczuwała moją obecność, ale dostrzec mnie nie mogła. Było za ciemno. Jej wzrok mimo tego, że nie mogła mnie zobaczyć, utkwił na mnie. Wiedziała gdzie jestem. Nie potrzebowała widzieć w ciemności. Czuła mnie. Natomiast ja dokładnie ją widziałem. To plus bycia tym kim jestem.... Teraz mogłem już iść. Odchodząc, usłyszałem coś o urodzinach Ashley, które są jutro. Dlaczego nic o tym do cholery nie wiedziałem?!...
*Ashley*
Całą drogę spałam. Wchodząc do swojego pokoju, od razu dopadła mnie setka pytań ze strony Amandy.
- Co Ty do cholery z nim tam robiłaś?!
- Nie wiem.. - Odpowiedziałam czując piekielny ból głowy.
- Nie kłam.. Przyjaźnimy się!
- Przysięgam! Naprawdę nie wiem.. - Przypomniałam sobie jak siedziałam w pokoju Fabiana i rozmawiałam z Krisem - Kris we mnie wszedł..
- Co?! - Jej mina była bezcenna - Czekaj, czekaj bo już całkowicie się pogubiłam..
- Wypowiedziałam zaklęcie łącząc się z nim w jedno..
- Po co to zrobiłaś?! - Pomyślałam przez chwilę, ale nie znalazłam dobrej odpowiedzi. Prawda jest taka, że sama nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam. Mogłabym powiedzieć, że po prostu chciałam być miła, ale czy to byłoby prawdą? Zaczęłam lubić tego chłopaka. Zaczęłam lubić Fabiana - Halo! Słyszysz?!
- Proszę, daj spokój. Nie chcę o tym rozmawiać. Zaufaj mi. Nic się nie stało..
- Ale mogło się stać!
- Amanda.. - Spojrzałam na nią smutnym wzrokiem. Zaklęła pod nosem - Kocham Cię - Przytuliłam ją do siebie a ona się rozweseliła.
- Ja Ciebie też wariatko! - Usiadłyśmy wreszcie na swoje łóżka a ja od razu się położyłam. Niby jestem najpotężniejszą czarownicą a męczę się przy każdym zaklęciu - Ale obiecasz mi coś?
- Co takiego?
- Jeżeli kiedykolwiek poczujesz coś do.. uh... Fabiana.. - To ostatnie słowo ledwo przeszło jej przez gardło. Zaśmiałam się nie mogąc opanować tego co czułam - Nie śmiej się!
- Przepraszam.. Już nie będę.. To co?
- To dasz mi znać i jako pierwsza się o tym dowiem - Jej wzrok był stanowczy i poważny. Bardzo poważny.
- Nigdy nic do niego nie...
- Nie jestem tego taka pewna. - Wtrąciła - Nie dokańczaj, tylko mi obiecaj, że tak będzie.
- To już druga moja obietnica, ale ok. Dla Ciebie wszystko. Obiecuję - Tym razem to ona przytuliła mnie.
- Druga obietnica? - Spytała zaskoczona.
- Tak.. Pierwszą złożyłam Krisowi.
- Jak to? Co mu obiecałaś?
- No wiesz...
- Ashley! - Wrzasnęła.
- Tylko nie bądź zła...
- Mów!
- Obiecałam mu, że przemienię Fabiana z powrotem w człowieka... - Nie mogłam spojrzeć jej w oczy. Mój wzrok utkwił na podłodze, ale wiedziałam jak wygląda teraz jej mina.
- Co Ty zrobiłaś? - Warknęła - To jest w ogóle możliwe?..
- Dowiedziałam się co nie co o jego klątwie.. - Zbliżyłam się do przyjaciółki, złapałam ją za głowę dłońmi i zamknęłam oczy. Byłyśmy obie skupione. Chwilę potem pokazałam jej swoje wspomnienia z ostatniego razu.
- O cholera... - Wyszeptała. Nagle usłyszeliśmy alarm - Co jest?
- Nie wiem - Wzruszyłam ramionami. Ktoś zaczął pukać do drzwi.
- Za 5 minut w holu. Dyrektor chce coś ogłosić. - Olivier wszedł do środka i zmierzył mnie całą od stóp do głowy.
- Apel? O tej godzinie? - Zdziwiłam się.
- Jakiś problem? - Chwilę postał a potem poszedł jeszcze do innych dziewczyn, aby i je zawiadomić. Spojrzałam zmęczona na przyjaciółkę
- Co on tak Cię obczaja zawsze? - Zauważyła. Zignorowałam to.
- Chodźmy - Złapałam ją za dłonie i wyszłyśmy z pokoju, udając się wprost do wyznaczone przez naszego prefekta, miejsce. W sumie gdy tam dotarliśmy, każdy już był. Całe pomieszczenie było zapełnione uczniami z tego internatu a dyrektor i grono pedagogiczne, stało na wysokim schodku, rozglądając się w każdą stronę.
- Możemy zaczynać? Świetnie! - Odezwał się trzymając w prawej dłoni mikrofon - Chciałem tylko coś ogłosić. Zauważyłem, że każdy robi sobie co tylko chce i wykorzystuje moją dobrą wolę... Oświadczam, że od dziś każdy kto chce opuścić teren szkoły, musi dostać ode mnie wyraźne pozwolenie. Takie pozwolenie można uzyskać tylko i wyłącznie wtedy, kiedy odezwą się do mnie Wasi rodzice. W pokojach macie być równo o 21:00 inaczej nagana. Każdy kto opuści szkołę bez mojego pozwolenia, dostaje naganę. Trzy nagany i uczeń zostaje wydalony ze szkoły. Rozumiemy się? - Rozpętał się niezły szum. Nikt nie chciał się na to zgodzić, ale klamka zapadła. Rodzice wyrazili już zgodę a to było najważniejsze. Nas zawsze nikt o zdanie nie pytał - Można się rozejść do swoich pokoi.
- Brakuje jednego ucznia - Wtrącił Olivier.
- Kogo? - Zdziwił się mężczyzna w czarnym garniturze.
- Fabiana Romuela...
- Jestem tu - Odezwał się szatyn, stojąc pod ścianą. Spojrzałam w jego stronę a on posłał mi uśmiech. Na mojej twarzy pojawił się rumieniec na co Ashley się skrzywiła. Wreszcie się rozeszliśmy a idąc korytarzem, wpadłyśmy z Amandą na Stevena, który stał z ... o mój boże!
- Serio? - Skomentowałam - Nie masz lepszego towarzystwa?
- Zamknij się idiotko - Warknęła wkurzona Pam. Jak ja tej szmaty nie lubię!
- Kogo my tu mamy.. - Odezwał się, patrząc na swoją byłą dziewczynę - Gdzie masz swojego przydupasa?
- Dla Twojej wiadomości to jest mój chłopak - Syknęła.
- Szybka jesteś - Parsknął.
- Steven! - Wrzasnęłam wkurzona - Odbiło Ci?!
- Mi nie, ale jej tak.. - Amanda nie wytrzymała i z całej siły uderzyła go z liścia w twarz. Odebrało mi mowę. Pierwszy raz w życiu uderzyła kogokolwiek. No nie wierzę...
- Nie wierzę w to, że kiedykolwiek mogłam być z takim człowiekiem jak Ty! - Chciała odejść, ale chwycił ją za ramiona i pchnął na ścianę. Co on odpierdalał? Chciał ją pocałować?! O kurwa! Już chciałam się na niego rzucić, kiedy nagle ni stąd ni zowąd pojawił się Tom.
- Łapy przy sobie! - Odepchnął go z całej siły od Amandy i sam zaczął okładać go pięściami. Wybuchnęła walka.
- Przestańcie! - Krzyczałyśmy wszystkie, ale nikt nas nie słuchał - Przestańcie! - Wpadłam na pewien pomysł. Jeżeli czegoś nie zrobimy, pozabijają się...
- Psolo Eftures! - Wyszeptałam kierując potajemnie prawą dłoń ku chłopakom. Odskoczyli od siebie momentalnie. Steven nie wiedział co się dzieje i chyba nawet się wystraszył, ale Tom się od razu połapał. Spojrzał na mnie a ja wzruszyłam ramionami.
- Zjeżdżaj stąd! Nie chcę więcej Cię widzieć! - Krzyknęłam w stronę Stevena.
- To jeszcze nie koniec...
- Następnym razem dostaniesz mocniej - Warknął blondyn. Steven złapał za rękę tą głupią, plastikową lalkę i odeszli. Natomiast Amanda z Tomem wrócili do pokoju. Ja tymczasem musiałam jeszcze coś załatwić. Szłam teraz po cichutku korytarzem, kiedy nagle na kogoś wpadłam. Od razu wyczułam z kim mam do czynienia.
- Nie powinno Cię tu być.. - Zwróciłam mu uwagę.
- Ciebie też a jednak tu stoimy - Zaśmiał się - Dokąd się wybierasz?
- To nie Twoja sprawa.. - Posłałam mu szatański uśmiech i chciałam ruszyć do przodu, ale złapał mnie za rękę przez co stanęłam.
- Pytam, dokąd?
- Idę z kimś pogadać. Zadowolony?
- Z kim?
- Narazie - Wyrwałam się z jego uścisku i odeszłam. Steven stał na dworze, paląc fajkę. Zawsze tak robił kiedy był zdenerwowany. Myślałam, że będzie z Pam, ale ku mojemu zaskoczeniu był sam - Musimy pogadać! - Spojrzał na mnie.
- Daj mi spokój..
- Masz odwalić się od Amandy raz na zawsze!
- Bo co mi zrobisz? - Podszedł do mnie i chwycił mnie za dłoń - No co?
- Ona nic. Ale ja mogę połamać Ci każdą kość - Obok mnie pojawił się Fabian. Kurwa! Przestraszył mnie!
- Śledziłeś mnie?! - Byłam oburzona.
- Dziwne, że mnie nie wyczułaś - Puścił mi oczko a Stevenowi spojrzał w oczy. Chłopak zaczął się zatracać - Masz odczepić się od Amandy i dać jej spokój. Byliście parą, ale wszystko między Wami się skończyło ponieważ ją zdradziłeś i to tylko wyłącznie Twoja wina. Znajdź sobie inną miłość. Ta się skończyła. Rozumiesz? - Pokiwał twierdząco głową - A teraz zjeżdżaj za nim zmienię zdanie - Brunet odszedł zmieszany, ale wyglądał dobrze. Ja tymczasem stałam osłupiona tym co przed chwilą się stało.
- Co Wy tu robicie? - Odwróciłam się jak oparzona. Za nami stał Olivier z założonymi rękoma - Wiecie która godzina? - Był... zazdrosny? Takie miałam przeczucie, ale dlaczego?
- Już idziemy - Odezwał się wampir.
- Nie tak szybko. Macie poważne kłopoty....
- Żebyś Ty zaraz nie miał.- Spojrzałam na Fabiana. Zauważyłam jak jego twarz się zmienia. Nie. Tylko nie to.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz