czwartek, 19 marca 2015

Rozdział 24.

,, Boży Dar '' - Tragedia

- No dalej... Dasz radę - Powtarzałam sobie na głos co kilka sekund.Od ponad dwóch godzin siedziałam w tym domku i zastanawiałam się czy dobrze robię. Chciałam mu pomóc, chciałam zrobić coś dla niego, ale dlaczego się wahałam?Byłam u babci prosząc ją o pomoc. Odmówiła mi. Powiedziała, że w żadnym wypadku nie zgadza się na to i, że mam się trzymać od niego z daleka. Myślałam, że mogę na nią liczyć. Niestety pomyliłam się. Uważa, że nie mam wystarczająco sił, że nie przeżyje. Gówno prawda. Poradzę sobie.
- Zrób to.. - Obróciłam się o 180 stopni. Za mną stał Kris.
- Nie wiem co się ze mną dzieje... - Wyszeptałam.
- Zmieniłaś zdanie? Nie chcesz mu pomóc?
- Chcę, ale...
- To potężny czar. Zastanawiałaś się dlaczego chcesz mu w ogóle pomóc?
- Po prostu...
- Wiem, że go kochasz.
- Co? - Parsknęłam. Przecież to niedorzeczne. Już chciałam zaprzeczyć, kiedy wtrącił mi w połowie zdania.
- Nie jestem głupi. Widzę wszystko.. Zrób to dla niego i mu pomóż - Uśmiechnął się lekko po czym zniknął. Kocham go? Spojrzałam na chłopaka leżącego na podłodze. Właściwie dlaczego chcę mu tak bardzo pomóc? Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam. Jestem czarownicą i chcę jakoś wykorzystać swoją moc. Chcę być komuś i na coś pożyteczna. Tylko i wyłącznie dlatego chcę mu pomóc. Bo potrafię.
- No dobra.. - Wzięłam wielki głęboki oddech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Telefon zaczął mi dzwonić po raz któryś. Amanda.
- Nic mi nie jest! - Warknęłam poirytowana już jej zachowaniem.
- Ashley! Nie rób żadnego głupstwa! Nie możesz mu pomóc! Nie znasz całej prawdy!
- Co? Jakiej prawdy? - Zdziwiłam się.
- Jeżeli przemienisz go w człowieka to sama umrzesz! Dusza ludzka za duszę wampira! Nie możesz tego zrobić!
- Wszystko będzie w porządku. Dam radę - Rozłączyłam się nie pozwalając jej dojść do słowa a telefon wyłączyłam. Więc zaczynamy. Otworzyłam księgę zaklęć. Dłonie mi się pociły a serce waliło jak oszalałe. Co się ze mną dzieje?! Ale chuj z tym. ,, De lircentivo oshe el pozir '' Tak brzmiało to zaklęcie. Okej. Najpierw powtarzałam je sobie w kółko tak długo, aż zapamiętałam każde słowo bardzo dokładnie. Kiedy wreszcie byłam już gotowa, kucnęłam nad ciałem chłopaka i uważnie spojrzałam na jego twarz. Był taki śliczny. Postanowiłam wejść do jego umysłu. Wiem, że nie powinnam, ale to było silniejsze ode mnie. Amanda powiedziała, że nie znam całej prawdy a więc muszę ją poznać. To co tam zobaczyłam... Kłótnia Amandy i jego. Kłótnia z Tomem. Rozmowa z Krisem. Znów rozmowa z moją przyjaciółką. A więc Fabian wiedział od początku czym jestem. Byłam mu potrzebna. Chciał mnie wykorzystać... Wiedział, że zginę mimo wszystko a i tak chciał, abym go przemieniła. Więc co? Więc on wszystko udawał?  Każdy pocałunek? Rozmowę? Zbliżał si do mnie, aby mnie w sobie rozkochać a potem pozbawić życia? No nie wierzę... Zaczęłam wspominać każdą chwilę jaką z nim przeżyłam.

***PIERWSZE SPOTKANIE***

Nuciłam sobie pod nosem pewną piosenkę, kiedy dostrzegłam na końcu przeciwnego korytarza jakiegoś chłopaka. Tom? To był on. Taki sam jak przed chwilą, ale co on tam robił? Przecież widziałam jak szedł w przeciwną stronę z jakieś 5 minut temu. Jak to możliwe?
Spojrzał w moją stronę a nasz wzrok się napotkał. Włosy na rękach stanęły mi dęba....


***SPOTKANIE NA KORYTARZU***

 
- Hej Tom - Uśmiechnęłam się z nadzieją, że wyciągnę od niego coś więcej. Spojrzał na mnie spode łba.
- Znamy się? - Jego głos brzmiał ciut inaczej niż wtedy. Mogłabym dać sobie rękę uciąć, że za pierwszym spotkaniem jego oczy były niebieskie... Teraz są takie jakieś czarne.
- Poznaliśmy się z jakieś 30 minut temu.. - Machnęłam mu ręką przed nosem, aby sobie mnie przypomniał.
- Chyba mnie z kimś pomyliłaś - Odpowiedział od niechcenia i odszedł.


*** JAK GO PRZEPRASZAŁAM***
  - Hej - Przywitałam się w końcu gdy dotarłam do celu.
- Nie mam ochoty na rozmowę - Jego głos był boski. Strzał w dziesiątkę dla moich uszu.
- Chciałam Cię tylko przeprosić.
- Przeprosić? - Uniósł jedną brew do góry jakby był zdziwiony. W jego oczach dostrzegłam rządzę czegoś. Wzdrygnęłam się.
- Za wczoraj - Wzruszyłam ramionami - Pomyliłam Cię z Twoim bratem..
- Nie Ty jedna.
- Przepraszam...
- Powtarzasz się... - Ni stąd ni zowąd podszedł do nas Steven Zaltzman, który chwycił mnie za rękę tak, że musiałam spojrzeć mu prosto w oczy. Wyczytałam w nich smutek, zazdrość i złość.
- To boli! - Wrzasnęłam - Puść mnie!
- O czym Amanda gada z tym idiotą?!
- Nie powinno Cię to interesować - Wysyczałam. Przyjaźniłam się z nim, ale nie wybaczę mu tego, że zdradził moją najlepszą przyjaciółkę.
- A Ty co się gapisz? - Warknął w stronę Fabiana. Tego było już za wiele.
- Steven!
- Po pierwsze - Wtrącił się Fabian - Ten idiota jak go nazwałeś to mój brat i jeszcze raz się tak odezwiesz o nim to połamie Ci każdą kość. Po drugie - Zbliżył się do niego po czym odepchnął go ode mnie - Powiedziała, że masz ją puścić więc kurwa zrób to i spierdalaj stąd nim stracę cierpliwość.
- Wiesz kim ja jestem?
- Gówno mnie to obchodzi. Zjeżdżaj - Jego wzrok był stanowczy i bardzo groźny. Steven spojrzał na mnie a potem na niego.
- Nie rozśmieszaj mnie - Zaczął się śmiać z odwagi nowego ucznia. Steven chodził na kickboxing oraz umiał się dobrze bić.
- Liczę do trzech. Raz..... dwa... - Nie powiedział nic więcej ponieważ brunet zamachnął się prawą dłonią po czym z całej siły uderzył Fabiana z pięści w twarz. Tamten nawet nie drgnął. Zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe.
- Tylko nie to.. - Odezwał się Tom, który zobaczył całą tą sytuację. Ruszył biegiem w naszą stronę, ale było już za późno. Fabian otarł tylko dłonią krew, która spłynęła po jego wardze i uśmiechnął się szatańsko. Jego oczy zaświeciły jakby cieszył się z tego co zaraz nastąpi. Jakby pragnął wyrządzenia komuś krzywdy.
- Już nie żyjesz - Warknął agresywnie po czym rzucił się na Stevena. ... 


***KIEDY PO RAZ PIERWSZY STANĘŁAM Z NIM TWARZĄ W TWARZ GDY BYŁ WAMPIREM***

- Olivier! To nie jest śmieszne do cholery! - Warknęłam wkurzona, ale dalej nic. W końcu po pewnym czasie sama zaczęłam rozglądać się dookoła jednak niczego nie dostrzegłam - Olivier! - Dalej nic. Wkurwiona już na maksa, poszłam w kierunku wyjścia, kiedy książki za mną zleciały z półki na ziemię a światło zgasło. Zaczęłam wrzeszczeć przestraszona i biegiem ruszyłam wprost przed siebie. Niestety zahaczyłam o coś nogą przez co upadłam na podłogę i trochę się potłukłam. Spanikowana zaczęłam podnosić się z ziemi i wtedy poczułam czyjąś obecność obok mnie. Stanęłam twarzą w twarz z jakąś postacią a jedyne co widziałam to jego oczy, które błyszczały w tej ciemności.... Poczułam się jak.... jedzenie...

***KOLEJNE SPOTKANIE***

 
W trakcie treningu gdy wykonywałyśmy właśnie piramidę a ja stałam na samym jej szczycie, dostrzegłam w cieniu opierającego się o ścianę budynku Fabiana Romuela. Gdy go ujrzałam a nasz wzrok się znów napotkał, zachwiałam się po czym straciłam równowagę i zleciałam na ziemie. Usłyszałam głos przyjaciółki, która krzyknęła moje imię jakby to miało mnie uratować przed upadkiem. Poczułam piekielny ból pośladków ze zderzeniem z ziemią a całe otoczenie ogarnął mój krzyk, który oznaczał straszny ból jaki mnie dosięgnął. No dobra, trochę przesadziłam, ale w końcu byłam dziewczyną, nie?
- Nic Ci nie jest? - Spytała jedna z tancerek.
- Wszystko gra... - Wstałam na równe nogi i szybko spojrzałam w miejsce gdzie stał szatyn kilka minut temu. Nie było go....


***PIERWSZY POCAŁUNEK***


Ruszyłam do ucieczki bo wiedziałam, że z nim nie wygram, ale on ruszył w moim kierunku. Z powrotem pchnął mną o ścianę i ku mojemu zaskoczeniu, pocałował mnie. Zamiast zaatakować, pobić mnie, rozerwać na strzępy, wyssać mi krew to on mnie pocałował! Stałam przez chwilę jak słup nie wiedząc co mam uczynić, ale gdy on nie przestawał, w końcu mu uległam i odwzajemniłam pocałunek. Pierwszy raz w życiu czułam coś takiego. Poczułam ukojenie. To było niesamowite. Podczas pocałunku był delikatny i obchodził się ze mną jak z cenną rzeczą. Zagrodził mi drogę rękoma opierając się o ścianę, oczywiście w dalszym ciągu mnie całując a ja zamiast się jakoś bronić, przejechałam koniuszkami palców po jego twarzy. Zmieniała się. Powracała do ludzkiej postaci. Ale jak...?
- Ashley! - Usłyszeliśmy w oddali. Otworzyłam oczy a jego nie było. Zniknął. 


Do oczu naleciały mi łzy. To wszystko to była tylko i wyłącznie pieprzona gra? Wcale nikomu nie jestem tu potrzebna. Każdy tylko coś ode mnie chce, od moich mocy, od tego pieprzonego przekleństwa. Skoro tak bardzo zależało Fabianowi na tym, abym nabrała się na jego sztuczki, zrobię to.  Ręce dałam na wysokość kilku centymetrów i skierowałam je na serce chłopaka. 
- De lircentivo oshe el pozir - Wypowiedziałam wreszcie to pierdolone zaklęcie. Za każdym razem byłam bardziej stanowcza i zdeterminowana. Kilka minut później, poczułam jak kręci mi się w głowie. Krew zaczęła cieknąć mi z prawego ucha.
- Ashley... - Usłyszałam szept szatyna, który próbował otworzyć powieki - Nie rób tego...
- Za późno. Za niedługo będziesz człowiekiem.
- Ashley.. Nie..
- De lircentivo oshe el pozir! - Wykrzyczałam a wokół nas rozbłysł się ogień, ziemia zaczęła się trząść, wiał wiatr. Chyba nareszcie działa. W końcu czułam swoją wielką moc. Ścisnęłam w dłoni mały kamyczek a zaklęcia nie przestawałam mówić. Nie mogłam. Już nie.
- Ashley! Ni rób tego! - Amanda. Głos Amandy. Spojrzałam za siebie Stała kilka metrów ode mnie razem z Tomem i... chwila! Babcia!
- Wnuczko! Musisz przestać! Zabijesz się!
- Przepraszam... - Wyszeptałam. Ostatni raz krzyknęłam zaklęcie z całej siły. Całe moje ciało zaczęło wariować. Wszystko traciło wyrazistość. W jednej chwili straciłam przytomność i zapadłam w głęboki sen....


*Fabian*

Nie mogłem się wybudzić. Słyszałem głosy naokoło mnie, ale nie potrafiłem otworzyć oczu. Amanda. Zdołałem wykrztusić kilka słów nim po raz kolejny rzuciła to zaklęcie. Czułem jak rozpierdala mnie od środka. Każda moja kość łamała się w pół a serce waliło jak oszalałe. Czułem ciepło w ciele. Roztapiałem się. Ból był tak potężny, że znalazłem siły, aby zacząć się drzeć. Do gardła podchodziła mi krew. Nie wytrzymałem. Zacząłem pluć na każdą stronę krwią i właśnie wtedy zdołałem podnieść do góry swoje ciężkie powieki.
- Fabian! - Mój brat podbiegł do mnie i chwycił mnie za dłoń. Czułem jego ciepło. Jak to możliwe?
- Ashley.. - Wyszeptałem, kiedy znów moje kości pękały w pół - Nie dam rady! - Skuliłem się jak piesek i darłem się ze wszystkich kurwa sił. Moje serce chciało wyskoczyć mi z klatki. Dosłownie wszystko się we mnie gotowało. Żyły wychodziły mi na każdy widoczny zakątek skóry, Zęby wydłużyły się a twarz przeistoczyła. Najgorszy był właśnie ból zębów. One po prostu rozkruszyły się we mnie.Ostatnie co pamiętam to to jak skierowałem swój wzrok na bezbronną Ashley, która leżała koło mnie. Wyglądała jak trup. Nie czułem bicia jej serca ani nie wyczuwałem ciepła bijącego z jej aury. To niemożliwe... Wtedy podbiegła do niej stara kobieta. To musiała być jej babcia. Krzyczała i darła się w niebo głosy, ale nic jej to nie dawało. Ashley nie reagowała na żaden sygnał, na żaden gest....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz