Rozdział 26
,, Boży Dar '' - Nowe życie, wielkie zmiany.
*Ashley*
Prosili mnie milion razy, abym została, ale nie mogę tego zrobić.
- Nie wyjeżdżaj! Nie możesz mnie zostawić! Nie chcę Cię stracić! Zostań! Błagam... - Moja przyjaciółka kilkakrotnie wypowiadała te słowa w moją stronę mając nadzieję, że mnie przekona. Za każdym razem doznawała zawodu.
- Kochanie, ale jesteś tego pewna? - Spytała mnie mama wchodząc do mojej sypialni. Na łóżku leżały walizki a dokładniej to było ich pięć a cały pokój był w niezłym bałaganie.
- Powtarzam to po raz setny mamo, że tak jestem tego pewna w stu procentach.
- A co powiesz na to, abym jechała z Wami?
- A Twoja praca? - Zdziwiłam się.
- No wiesz... Tam także bym coś dla siebie znalazła..
- Nie chcę, abyś przeze mnie traciła to co kochasz robić. Przecież będziesz mnie często odwiedzać, lub ja Ciebie...
- Ale to jest tak daleko...
- Poradzę sobie. Elsa wynajęła już nam dom. Ona też tego potrzebuje.. Nic mi nie będzie.
- Wiesz, że tak bardzo Cię kocham..
- Ja Ciebie też głupolu mój - Wtuliłam się w jej ramiona a łzy wypełniły moje zmęczone oczy. Rozmawialiśmy tak jeszcze przez chwilę aż opuściła mój pokój, pozostawiając mnie samą sobie. Musiała iść do gabinetu wykonać ważny telefon. Nic nowego. Zastanawiałam się czy jest taka osoba, która miałaby szansę zmienić moją decyzję. Oczywiście, że jest ktoś taki. Chociaż się tego wypierałam, wiedziałam dobrze, że gdyby teraz w moich drzwiach stanął nie kto inny jak Fabian i poprosił mnie o zostanie, zrobiłabym to wybaczając nawet mu jego nieobecność przy mnie. Jednak spojrzałam na drzwi i nic takiego się nie stało. Minuty mijały a ja wciąż sama siedziałam w swojej sypialni. Chciało mi się płakać. Dostrzegłam, że dzwoni mój telefon. Amanda. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać i po raz kolejny wysłuchiwać, abym została. Popatrzyłam na elektroniczny przedmiot, który cały czas wibrował. Umówiłam się z nią na jutro na śniadanie, ale niestety kiedy ona będzie do mnie szła, ja już będę daleko stąd. Wiem, że źle zrobiłam, ale gdyby wiedziała, że jeszcze dziś w nocy wyjeżdżam, nie pozwoliłaby mi na to i teraz siedziałaby tu ze mną szlochając i błagając bym nie opuszczała rodzinnego miasta. Znów zerknęłam na telefon. Próbowałam go wyłączyć siłą woli, chciałam, aby się zablokował, ale na nic zdały się moje próby. Straciłam moce na zawsze i muszę się z tym pogodzić. Zignorowałam więc jej próby skontaktowania się ze mną a kiedy poczułam jeszcze większe zmęczenie, położyłam się na łóżko wśród tych wszystkich walizek i po prostu zasnęłam....
- Ashley.. Ashley..
- Tak? - Otworzyłam powieki a to co zobaczyłam, wstrząsnęło mną natychmiastowo.
- Nie możesz tego zrobić. Nie możesz mnie zostawić.
- Co Ty tu robisz? - Wyszeptałam.
- Przyjechałem kiedy tylko się dowiedziałem o Twoich planach. Nie zostawiaj mnie. Potrzebuję, abyś ze mną była.. - Podszedł do mnie i dłonią czule przejechał po moim prawym policzku. Zadrżałam.
- Fabian... - Szepnęłam spoglądając mu w oczy - Gdzie... Gdzie byłeś tyle czasu? Dlaczego zniknąłeś bez słowa...
- Nie wyjeżdżaj - Powtarzał w kółko - Obiecaj, że tego nie zrobisz..
- Muszę.. Wybacz mi..
- Obiecaj! Ja.. Kocham Cię - Łzy spłynęły po jego oby polikach a serce przyśpieszyło. Zbliżał się do mnie twarzą tak, że już po chwili czułam na ustach jego oddech. Czekałam aż mnie pocałuje. Zrobił to. Czułam się jak w niebie, kiedy tak kosztował moje wargi a ja mogłam mu się odpłacić tym samym....
- Kochanie, wstawaj.. - Czułam jak ktoś mną szarpie.
- Fabian! - Wrzasnęłam otwierając oczy. Rozejrzałam się najszybciej jak mogłam po pokoju z nadzieją, że on gdzieś tu jest, że schował się, ale niestety go tu nie było. Obudziła mnie Elsa, która była gotowa do wyjazdu. Przywitała się ze mną czule chociaż i tak wiedziałam, że wszystko jest do dupy. Była przygnębiona i zarazem nie okazywała żadnych dobrych emocji, które wskazywałyby na to, że jest w porządku.
- Śniłaś o tym chłopaku, prawda? - Kiwnęłam głową rozczarowana tym, że to był tylko sen. Tak realny sen - Wiesz, że nie musisz ze mną jechać.. Możesz zostać i ...
- I co? - Wtrąciłam - Nie chcę tu być. Nie mogę.. Żałuję tego co zrobiłam, żałuję wszystkiego!
- Uspokój się... - Wtuliłam się w jej ramiona roztrzęsiona tym co się ostatnio wydarzyło w moim życiu. Kiedy trochę się ogarnęłam, wstałam z łóżka, aby się wyszykować. Ciocia zeszła do salony, ja natomiast ubrałam się w wygodne ciuchy a do tego czarno-białe trampki i opuściłam swój pokój udając się do gabinetu gdzie była właśnie moja mama. Robiła coś przy papierach a jej wzrok był skupiony na stercie kartek przed nią.
- Hej - Przywitałam się. Spojrzała w moją stronę - Przyszłam się pożegnać. Elsa już jest...
- Kochanie..
- Mamo proszę.. Nie utrudniaj mi tego...- Zbliżyła się do mnie a potem otworzyła swe ramiona, robiąc tym dla mnie miejsce. Bez wahania wtuliłam się w jej kruche ciało.
- Będę za Tobą tęsknić... - Wyszeptała.
- Ja za Tobą też.. Zadzwonię gdy dojadę...
- Obiecujesz? - Kiwnęłam głową potwierdzając swoje poprzednie zdanie. Z kieszeni kurtki wyciągnęłam małą, białą kopertę a potem podałam ją swojej rodzicielce.
- Przekaż to Amandzie, kiedy przyjedzie rano. Miałyśmy się spotkać, ale mnie już tu nie będzie.
- Ashley, sama powinnaś to zrobić...
- Nie - Wtrąciłam - Tak będzie lepiej..
- Lepiej jak zostawisz ją bez słowa pożegnania? Uważasz, że Ci to wybaczy?
- Nie wiem - Wzruszyłam obojętnie ramionami - Ja nie mogę tu dłużej zostać. Nie chcę... Straciłam babcie, rozumiesz? To przeze mnie ona odeszła.. Przez moją głupotę! A Amanda by tylko próbowała mnie znów przekonać do zmiany decyzji. Nie zostanę tu ani chwili dłużej..
- Popełniasz wielki błąd nie żegnając się z przyjaciółmi..
- Już się pożegnałam. Na pogrzebie.. Podjęłam decyzję. Lepiej każdemu będzie beze mnie i mi lepiej bez nich. Ma Toma. Zagoi rany po moim odejściu..
- Jak tak możesz mówić? - Wybuchnęła - To Twoja przyjaciółka!
- Mamo... - Po długiej rozmowie i pożegnaniu, opuściłam swój dom wsiadając do taksówki zamówionej przez moją ciocię. Ostatni raz zerknęłam na budynek w którym do dnia dzisiejszego mieszkałam. W głębi duszy pragnęłam i czekałam aż zjawi się Fabian, aż przekona mnie bym została, bym nie odjeżdżała... Ale tak jak już wcześniej mówiłam, nic takiego się nie stało. Zabolało mnie to bardzo mocno. Prawda jest taka, że tyle dla niego zrobiłam, poświęciłam a on? Dostał to czego tak bardzo chciał i znikną. Po prostu mnie wykorzystał i nic więcej.
Samochód ruszył a my? Odjechałyśmy ze łzami w oczach. ..
************************************************************************
*Amanda*
Wstałam bardzo wcześnie, aby jak najszybciej spotkać się z przyjaciółką. Miałam nadzieję, ze tym razem przekonam ją do zmiany decyzji. Wykonałam kolejny telefon w jej kierunku, ale nie odbierała. Pewnie śpi.
Szybko wcisnęłam się w byle jaki ciuchy i ruszyłam do wyjścia. Nagle zadzwonił stacjonarny telefon, znajdujący się w moim pokoju.
- Tak?
- Ma Panienka gościa - Odezwał się męsko głos w słuchawce - Wpuścić go?
- Oczywiście. Już schodzę - Odłożyłam słuchawkę na miejsce i biegiem ruszyłam do salony. Myślałam, że to Ashley, że przyszła do mnie pogadać - Ashley! - Krzyknęłam zbiegając ze schodów
- Cześć..
- Tom? - Zdziwiłam się widząc mojego chłopaka u mnie w mieszkaniu - Co Ty tu robisz?
- Musimy porozmawiać.
- Przecież wczoraj mówiłeś, że jeszcze jakiś czas Cię nie będzie..
- Chodzi o Fabiana i Ashley.
- Coś się stało?! - Wpadłam w panikę.
- Musisz coś wiedzieć o Fabianie. Ashley nie może teraz wyjechać. On jej potrzebuje..
- Co Ty mówisz?
- Fabian.. On... Zaklęcie nie od końca poszło sprawnie. Coś się zrypało i on...
- No mów! - Spojrzałam mu w oczy i dostrzegłam w nich strach i bezradność. Podeszłam do niego, zachęcając go tym do przytulenia mnie. Zrobił to od razu a ja poczułam jak odetchnął z ulgą - Proszę. Powiedz o co chodzi... - Chwilę później usiedliśmy obok siebie na kanapie a z jego ust, wylał się potok słów. Nie wierzyłam w jego słowa - Jak to w ogóle możliwe? Tak miało być?
- Nie wiem.. Nie mam pojęcia.. Trzeba pogadać z Ashley i jej ciocią..
- Więc na co czekamy? Chodźmy! To może zatrzyma ją przy pozostaniu tu.. - Biegiem ruszyliśmy do drzwi a mój szofer zawiózł nas wprost pod dom mojej przyjaciółki. Otworzyła nam jej gosposia, każąc nam udać się do gabinetu jej mamy.
- Dzień dobry - Przywitaliśmy się jednocześnie.
- O hej... - Dostrzegłam w jej oczach smutek. Coś musiało się stać.
- Ashley jeszcze śpi? Miałyśmy się spotkać... Muszę z nią porozmawiać.
- Amando..
- Czy coś się stało? - Spytałam widząc jej zatroskaną minę.
- Ashley ...
- Co z nią?! - Przerwałam.
- Jej już nie ma... Ona.. Wyjechała...
- Co?! - Wtrąciłam - Kiedy?!
- W nocy.. Prosiła, abym Ci to przekazała.. - Podeszła do mnie i wręczyła mi małą, białą kopertę - To list, który do Ciebie napisała - Byłam załamana. Wyjechała? Ale jak to?! Umówiłyśmy się! Spojrzałam na ten kawałek papieru. Otworzyłam go a następnie zaczęłam czytać.
,, Hej. Jeżeli to czytasz to znaczy, że właśnie u mnie jesteś. Wiem jak się teraz czujesz, wiesz, że jesteś na mnie zła, ale zrozum mnie. Musiałam to zrobić. Musiałam wyjechać bez Twojej zgody i wiedzy bo inaczej byś mi na to nie pozwoliła, prawda? Amando.. Jesteś moją jedyną i najwspanialszą przyjaciółką. Kocham Cię i bardzo mi na Tobie zależy. Traktuję Cię nawet jak siostrę, ale nie mogę tu dłużej zostać. Podjęłam decyzję przemienienia Fabiana z powrotem w człowieka, chociaż babcia mnie przed tym ostrzegała. Poniosłam za to konsekwencję i będę żałować tego do końca życia. Nie chcę, abyś i Ty przeze mnie cierpiała. Wyjeżdżając daję Ci wolność od tego popierniczonego życia. Teraz możesz przeżywać wszystko normalnie. Jak normalny człowiek. Bez magii czy wampirów. Cieszę się, że mu nic nie jest, że znów jest człowiekiem... Życzę Ci powodzenia z Tomem i dalszych sukcesów w życiu. Pozdrów go i przekaż, że ma się Tobą jak najlepiej opiekować. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Twoja najlepsza przyjaciółka i siostra w jednym. Kocham Cię. Ashley.... ''
Nie wierzę. Nie mogę w to uwierzyć. Łzy spłynęły po moim policzku jak cięty strumyk a oddech stał się nierówny. Jak ona mogła mnie zostawić i to w taki sposób? Bez pożegnania? To się nazywa przyjaźń? Zabrakło mi tchu. Czułam jak robi się ciasno w pomieszczeniu a ja nie mogę oddychać. Przypomniałam sobie niektóre chwile jakie przeżyliśmy. Jak obiecywałyśmy sobie, że zawsze będziemy razem na dobre i na złe, że nigdy siebie nie opuścimy. Gdzie jej honor?! Gdzie te obietnice wszystkie się podziały?! To były tylko puste słowa?! Naprawdę?!
- Wszystko gra? - Wyrwał mnie z rozmyśleń głos blondyna.
- Ja.. - Spojrzałam na niego a potem wzrok przeniosłam na starszą od siebie o kilkanaście lat kobietę - Proszę przekazać Ashley, że nie mogę uwierzyć w to, w jaki sposób mnie potraktowała.. Myślałam, że się przyjaźnimy, ale widzę, że się pomyliłam..
- Amando.. - Wtrąciła jej matka.
- Nie! - Krzyknęłam - Prawdziwe przyjaciółki tak nie postępują.. - Miałam ochotę wybuchnąć jeszcze większym płaczem, jednak zdołałam to w sobie stłamsić. Ogarnął mnie gniew - Niech Pani jej przekaże, że życzę wszystkiego co najlepsze, i że nigdy więcej nie chcę jej już widzieć - Byłam tak zdenerwowana, że podarłam papier, który trzymałam teraz w ręku i opuściłam go na podłogę.
- Amando, kochanie..
- Do widzenia - Machnęłam ręką zrozpaczona tym wszystkim i wyszłam. Za mną szedł Tom, który zmusił mnie do tego, abym się zatrzymała i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Wszystko będzie dobrze, rozumiesz?! Damy radę! Masz mnie.. Poradzimy sobie!
- Nic nie będzie dobrze!
- Wyjdź za mnie.. Wszystko się ułoży. Obiecuję!
- Co?
- Wyjdź za mnie.
- Oszalałeś... - Nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać.
- Może, ale życie i tak jest już pokręcone więc to nic dziwnego. W sumie to jedna z najbardziej normalnych rzeczy jakie teraz robię. Oświadczam Ci się.
- Ty naprawdę oszalałeś..
- To znaczy, że się zgadzasz? - Spojrzałam na niego raz jeszcze. Znam go od kilku miesięcy a zmienił moje życie całkowicie. Przewrócił je do góry nogami o 360 stopni. Czułam i wiedziałam, że to jest chłopak ten właściwy. Że to prawdziwa miłość do końca życia. Nigdy nikogo tak nie pokocham jak jego. Przełknęłam głośno ślinę i powolutku wypuściłam powietrze z płuc. Ashley wyjechała zostawiając mnie samą, opuściła mnie bez słowa pożegnania i potraktowała w tak podły sposób. Tak się nie robi nawet najgorszemu wrogowi.
- Tak.. - Wyszeptałam - Wyjdę za Ciebie.. - Nasze usta złączyły się w całość a ja postanowiłam iść do przodu. Od teraz wszystko się zmieni. Moje życie ulegnie zmianie i chociaż nie będzie w nim Ashley, to zrobię wszystko, aby być szczęśliwa z mężczyzną, którego bardzo kocham.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz