Rozdział 25
,, Boży Dar '' - Śmierć.
*Ashley*
- Gdzie... Gdzie jestem? - Rozejrzałam się po pomieszczeniu widząc moją przyjaciółkę.
- W szpitalu.. Wszystko w porządku? Zawołać lekarza?
- Lekarza? - Zdziwiłam się - Nie.. nie chcę..
- Jak się czujesz?
- Źle.. Co się stało?..
- Nie pamiętasz? ..- Nagle sobie przypomniałam wszystko. Matko. Gdzie jest Fabian?!.
- Nic mu nie jest?!
- Nie.. Nie wiem.. - Dodała.
- Jak to? Gdzie on jest? Muszę się z nim zobaczyć..
- Ashley..
- Amanda! - Ale ona milczała. Spuściła tylko wzrok na podłogę i zamilkła - Albo mi powiesz, albo przeniosę się do niego sama..
- Ashley.. - Powtórzyła moje imię przytłumionym głosem
- Vincento Extutive! - Ale nic się nie stało. Wciąż leżałam w łóżku szpitalnym - Vincento Extutive!- Powtórzyłam zaklęcie, ale i tym razem klapa.
- Nie uda Ci się to. Straciłaś moce..
- Co?! - Myślałam, że się przesłyszałam. Poczułam się cholernie źle - Ale jak to?! Jak to możliwe?!
- Uratowałaś Fabiana... Twoja moc zniknęła. Przykro mi...
- Gdzie on jest?!
- Nie wiem.. Zniknął zaraz po tym jak...- Nagle przerwała w połowie zdania.
- Jak co?! - Wtrąciłam przestraszona. Czułam, że coś jest nie tak. Coś przede mną ukrywała - Amanda! Mów do cholery! Co się dzieje?! - Przed oczyma pojawił mi się jeden z moich snów, kiedy leżałam w śpiączce.
****************
- Tyle dni tu leży.. Dlaczego wciąż się nie budzi? - Usłyszałam głos mojej matki gdzieś w oddali. Oczy miałam zamknięte a miejsce, w którym teraz się znajdowałam to czarna dziura. Byłam tu od kilku dobrych dni, jak nie tygodni. Za każdym razem, kiedy próbowałam przedostać się przez szklane zwierciadło, coś mi na to nie pozwalało. Coś wciągało mnie z powrotem w otchłań zła.
- Trafiła tu ledwo żywa. Personel medyczny dalej nie ma pojęcia jak to możliwe, że w ogóle żyje. To cud, że może wciąż oddychać - Tego głosu nie rozpoznawałam. Gdzie ja jestem? Co się dzieje?
- Ale na pewno się obudzi, prawda?!
- Przykro mi... - Płacz mojej matki. Kto się nie obudzi? Ja? Co się do cholery dzieje?! Nagle przed moimi oczami ukazała się moja babcia. Szła do mnie wolnym krokiem rozświetlając tą przeklętą nicość a na twarzy miała czuły uśmiech.
- Babciu?! - Krzyknęłam rzucając się w jej ramiona. Wyglądała inaczej. Jak anioł..
- Witaj skarbie. Co Ty tu jeszcze robisz?
- Nie mogę się stąd wydostać.. Nie wiem jak..
- Spokojnie. Uda Ci się to tylko musisz bardzo chcieć.
- Ale właściwi co Ty tu robisz? Przyszłaś mnie uratować?
- Przyszłam się z Tobą pożegnać dziecko - Dłonią przejechała po moim delikatnym policzku.
- Pożegnać? - Wyszeptałam. Czy ja dobrze słyszę?
- Tak..
- Ale jak to? Dlaczego?
- Wszystko będzie dobrze. A teraz weź się w garść i otwórz oczy. Potrzebują Cię.
- Babciu.. Nie możesz odejść!
- Muszę. Zrobiłam wszystko by chronić Ciebie. Moja misja skończona..
- Ale...
- Ci... - Znów się uśmiechnęła a ja spojrzałam w jej niebieskie tęczówki - Wszystko się udało. Chłopak jest bezpieczny tak jak chciałaś - Złożyła delikatny pocałunek na moim czole i zniknęła wypowiadając ostatnie słowa - Kocham Cię..
- Babciu! Nie! nie odchodź!.....
***************************
Jak ja się cieszę, że to był tylko zły sen. Pot spłynął po moim ciele a ja odetchnęłam z wielką ulgą. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby to okazało się czystą prawdą. Załamałabym się prawdopodobnie.
- Chcę zobaczyć się z babcią - Wypowiedziałam stanowczym głosem, kiedy wróciłam do rzeczywistości - Muszę ją za wszystko przeprosić..
- Ashley...
- Chcę zobaczyć babcię! - Wrzasnęłam waląc pięścią w łóżko. Pragnęłam wtulić się w jej ramiona, objąć ją z całej siły. Pragnęłam tego jak nigdy przedtem.
- Musimy porozmawiać...
- O czym? - Uniosłam brew do góry - Amanda, co jest grane?!
- Twoja babcia nie żyje - Spojrzałam w stronę drzwi przez które właśnie w tej chwili weszła moja matka.
- Co... Co...? - Czułam jak uginają się pode mną moje własne nogi a żołądek podchodzi mi do gardła.
- Przykro mi kochanie.. - W oczach miała łzy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani jednego słowa. ,, Twoja babcia nie żyje. ... '' te cztery słowa w kółko krążyły po mojej małej głowie. O niczym innym nie byłam w stanie myśleć, tylko o tym.
- Ale jak to? - Wyszeptałam nie mogąc powstrzymać wodospadu gorzkich łez - Nie rozumiem..
- Zginęła ratując Ciebie - Wtrąciła Amanda - Oddała za Ciebie życie..
- Ja.. Ale.. Co?.. - Spojrzałam na mamę. Wiedziała o wszystkim?
*****KILKA DNI WCZEŚNIEJ*****
- Ashley! Kochanie! Obudź się! - Krzyczała starsza kobieta, tuląc swoją wnuczkę do siebie.
- Czy ona... - Amanda zakryła twarz dłonią by nie zacząć krzyczeć - Nie.. To nie może się stać!
- Ona nie umrze. nie pozwolę na to - Kobieta spojrzała na Ashley, która leżała nieruchomo na ziemi.
- Co Pani robi?.. - Wyszeptała rudowłosa dziewczyna.
- To co należy - Chwyciła dłoń wnuczki i mocno ją ścisnęła. Następnie zamknęła oczy i zaczęła wypowiadać jakieś zaklęcie. Trwało to dobre kilka godzin.... Kiedy skończyła, odetchnęła z ulgą i spojrzała na przyjaciółkę swojej wnuczki - Bądźcie przy niej.. Będzie Was potrzebować...- I upadła na ziemię tracąc przytomność. Amanda wpadła w panikę. Wyciągnęła szybko z kieszeni kurtki telefon a następnie wezwała pogotowie ratunkowe, które przyjechało najszybciej jak mogło. Zabrali Ashley oraz jej babcie. Tom zabronił, aby ktokolwiek dotknął jego bliźniaka.
- Co Ty wyprawiasz?! Lekarze muszą go obejrzeć! - Krzyknęła ruda.
- I co im powiesz, kiedy zapytają się o jego urazy?! Tego nawet nie da się wytłumaczyć! To jest magia i po prostu musimy poczekać aż sam dojdzie do siebie!
- Ale..
- Zaufaj mi - Posłał jej uśmiech i ostatni raz do niej podszedł - Za niedługo się odezwę. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.. - Wezwał taksówkę i zniknął gdzieś razem z szatynem.....
*****TERAZ*****
- Czyli... To moja wina... - Wyszeptałam zakrywając usta dłonią.
- Nie mów tak...- Moja rodzicielka przysiadła się do mnie i mocno mnie do siebie przytuliła.
- Zabiłam moją babcię - Powtarzałam - Zabiłam ją...
- To nie Twoja wina!
- Ja... Chcę zostać sama...
- Myślę, że to nie najlepszy...
- Chcę być sama! - Nie powiedzieli nic więcej, tylko w ciszy opuścili pomieszczenie, udając się na korytarz. Ja natomiast nie mogłam pojąć tego co się stało. Moja babcia zginęła a ja obwiniać o to mogłam tylko i wyłącznie siebie. Odradzała mi rzucenia zaklęcia na Fabiana, zabraniała mi mu pomagać a ja i tak zrobiłam po swojemu. Przeze mnie ona nie żyje! Nie wytrzymałam i wybuchłam wielkim płaczem. Nigdy tego sobie nie wybaczę. Nigdy!..
Przez cały dzień nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Kiedy już kładłam się spać, usłyszałam pukanie do drzwi. Nawet nie spojrzałam w tamtą stronę.
- Kochanie.. wiem, że jest późno, ale musimy porozmawiać...
- Nie teraz mamo. - Wtrąciłam - Nie mam na to ochoty..
- Nie możesz się obwiniać o to na co nie miałaś wpływu...
- Przestań! - Krzyknęłam zapłakana - Miałam na to wpływ! Gdybym nie była taka uparta... Gdybym nie pomogła Fabianowi to do niczego by nie doszło!
- To nie najlepszy czas na rozmowę o tym, dlaczego nigdy mi nic nie powiedziałaś.. - Zmierzyła mnie ostrym wzrokiem - Ale teraz chcę, abyś wiedziała, że mimo wszystko możesz na mnie liczyć. Dochowam Twojej tajemnicy i zawsze będę przy Tobie..
- Nie ma już czego dochować - Wzruszyłam ramionami - Straciłam moc..
- Ale nie straciłaś rodziny, przyjaciół... Chodź tu do mnie.. - Znów mnie przytuliła i tym razem złożyła na moim czole delikatny pocałunek.
- Proszę, zostaw mnie. Chcę być teraz sama.. - Kiwnęła głową ze zrozumieniem i wyszła zapewniając mnie, że wróci jutro. Obróciłam się na drugi bok, kiedy coś do mnie dotarło. Wzięłam telefon z półki i wykręciłam numer mojej cioci. Wiedziała co się wydarzyło a ja czułam się paskudnie.
- Przepraszam.. Nie chciałam, aby tak wyszło.. - Wymamrotałam jednym tchem, kiedy tylko odebrała - Naprawdę nie chciałam... - Rozpłakałam się.
- Wiem.. Wszystko będzie dobrze...
- Przyjedziesz do mnie rano? Potrzebuję Cię...
- Oczywiście. Nie ma problemu... - Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Potem się rozłączyła i poszła spać. Była załamana tak samo jak i ja. Zamknęłam oczy i nareszcie udało mi się zasnąć. Śniła mi się ta paskudna noc.....
Spędziłam w szpitalu kilka dobrych dni. Były one najgorszym okresem w moim życiu. Kiedy lekarz zgodził się mnie wypisać, od razu wróciłam do domu, biorąc sobie w szkole wolne. Przez ten czas dużo się wydarzyło. Ani razu nie widziałam Fabiana. W sumie nie widziałam się z nim od ostatniej nocy, gdzie straciłam moc.. Z nim i Tomem. Brat chłopaka napisał tylko do nas krótką wiadomość, że Fabian przechodzi przemianę i, że z nim wszystko w porządku, ale potrzebuje czasu na przemyślenia a Tom chce z nim przez to wszystko przejść razem. Obiecał też, że się wkrótce odezwie, tylko nie miał pojęcia kiedy. Najbardziej brak Toma, bolał Amandę. Wprawdzie nie przeżywała tego samego co ja, ale wiedziałam, że również bardzo cierpi. Próbowała kilkakrotnie dodzwonić się do blondyna, ale zawsze nie odbierał bądź odrzucał jej połączenie.
Dziś był wielki dzień.Wielki? Chyba raczej straszny. Najgorszy w moim życiu. Właśnie tego dnia odbywał się pogrzeb mojej babci. Był na nim każdy. Moja mama, przyjaciółka, ciocia... nawet mój ojciec zechciał się zjawić. Kiedy ceremonia dobiegła końca a ja szłam w stronę pojazdu, mężczyzna podszedł do mnie i chwycił mnie za dłoń.
- Czego chcesz?! - Warknęłam zrozpaczona. Ten facet dla mnie nie istniał. Gdyby nie to, że moja babcia to jego matka, wykopałabym go stąd.
- To wszystko Twoja wina... - Spojrzał na mnie z nienawiścią - Nigdy nie powinnaś odziedziczać daru jaki dostałaś! Nie zasłużyłaś na niego!
- Proszę mnie zostawić.. - Próbowałam się wyszarpać, ale to na nic. Był za silny.
- Ten pieprzony wampir był ważniejszy od mojej matki...
- To nieprawda! Nie wiedziałam, że tak się stanie! Nie chciałam tego! Nie mów tak...
- To Twoja wina - Warknął i odszedł. Stałam tak jeszcze przez chwilę. Miał rację, to moja wina. Ale jak mógł powiedzieć, że wybrałam wampira? Gdybym wiedziała, że moja babcia poświęci za mnie życie, nigdy bym do tego nie dopuściła. Myślałam, że jestem wystarczająco silna, że dam radę..Tymczasem podszedł do mnie facet, który mnie spłodził i od szesnastu lat nie miałam z nim kontaktu a teraz ni stąd ni zowąd o wszystko mnie oskarża. Nie macie pojęcia jakie to uczucie. Nie życzyłabym tego nikomu.
- Ashley.. - Obróciłam się za siebie i ujrzałam Amandę razem z Tomem.
- Co Ty tu robisz? - Spojrzałam mu w oczy i dostrzegłam w nich smutek i współczucie.
- Musiałem przyjść. Dodać Ci otuchy i z Tobą porozmawiać... - Pomyślałam o słowach ojca.
- Zostawiasz nas, Amandę i nagle od tak się tu zjawiasz? Myślisz, że wszystko będzie dobrze?
- Chcę Ci coś przekazać od Fabiana...
- Gdzie on właściwie jest?
- Nie mogę powiedzieć... Zakazał mi tego...
- Więc czego on ode mnie do cholery chce?! - Kiedy już chciał coś powiedzieć, szybko mu wtrąciłam - Nie, lepiej nie mów. Nie obchodzi mnie to..
- Ashley..
- Wiesz co? To Ty mu coś przekaż.. Przeżywałam piekło przez ostatni tydzień. Zginęła moja babcia i to przeze mnie.. Próbowałam mu pomóc za co poniosłam konsekwencję a on tak mi się odpłaca? Zostawia mnie z tym wszystkim samą?!
- To nie tak..
- A jak do cholery?! Nie broń go! Zrobiłam to wszystko bo.. - Zawahałam się i zamilkłam układając w głowie odpowiednie słowa - Bo zależało mi na nim..Wmawiałam sobie i wszystkim, że chcę mu tylko pomóc, że robię to bo tylko ja potrafię tego dokonać, ale prawda była taka, że zakochałam się w nim...
- Ashley, co Ty gadasz?! - Wtrąciła Amanda.
- Teraz to już nie ma znaczenia. On mnie już nie obchodzi. Cieszę się, że zaklęcie się powiodło, ale gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to i nie dopuściła do tego wszystkiego. Jednak czasu już nie cofnę bo nie mam mocy..
- Co? - Przerwał zdziwiony - Jak to nie masz mocy?
- Wszystko straciłam - Wzruszyłam ramionami - Niech Twój bran doceni tą szansę ją teraz dostał bo naprawdę jest co doceniać..
- Sama mu o tym powiedz..
- Nie. Nie będzie kiedy.
- Jak to? - Zdziwili się obydwoje.
- Wyjeżdżam.
- Jak to ? Dokąd?! - Amanda nie mogła wykrztusić z siebie ani jednego słowa więcej.
- Wyprowadzam się na drugi koniec świata - Spojrzałam na zszokowaną moimi słowami przyjaciółkę i nic już więcej nie odpowiedziałam. Pożegnałam się tylko i odeszłam ze spuszczoną głową. Nie mogę tu zostać. Nie po tym wszystkim. Wyjeżdżam z Elsą. Pieniądze mamy, mieszkanie już też. Moja mama także się zgodziła.. To już koniec wszystkiego. Koniec mojego życia tutaj....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz