Rozdział 18.
,, Boży Dar '' - Najpiękniejszy dzień w jego życiu
*Fabian*
- Tak mi Ciebie brakuje... - Spojrzałem na przyjaciela, który mimo tego, że był w ciele Ashley, dla mnie wyglądał tak jak kiedyś.
- Nie masz pojęcia jak mi... Mamy tylko parę godzin. Jej ciało jest za słabe a potem zniknę.
- Nic jej nie będzie? - Spytałem poważnym tonem głosu. Sam sobie nie zdawałem sprawy z tego, że przejmuję się nią tak bardzo. Właściwe pytanie brzmi ,, Dlaczego '' ?
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Ale czy Ty czasem nie zakochujesz się w tej dziewczynie?
- Co? - Zaśmiałem się - Nigdy w życiu. Przecież ja jej nienawi... - Nagle się zaciąłem. Nie mogłem wykrztusić z siebie tego słowa. Co jest grane?!
- Nienawidzisz jej? - Uniósł jedną brew ku górze - Znam Cię. Nawet kiedy nie wiedziałeś, że mnie tu nie było, ja ciągle nad Tobą czuwałem. Widziałem każde Wasze spotkanie. Widziałem kiedy pierwszy raz na nią spojrzałeś..
- To czarownica - Wtrąciłem - Nawet jakbym chciał to nic by nie mogło nas połączyć..
- Nie wszystkie czarownice są takie same.
- No nie wiem...
- To dlaczego teraz z Tobą rozmawiam? Tylko i wyłącznie dzięki niej. Gdyby nie ona, mnie by tu nie było - Uśmiechnął się lekko dając mi tym do myślenia.
- To wszystko moja wina... - Spuściłem głowę w dół i zrobiło mi się słabo na samą myśl o tym co się kiedyś wydarzyło - Gdybym nie namówił Cię na tą pierdoloną przejażdżkę...
- Daj spokój - Wtrącił - I zapamiętaj sobie jedno... To nie Twoja wina! Sam chciałem jechać więc o wypadek mogę obwiniać tylko siebie. Nigdy nie pomyślałem, że to przez Ciebie. Stary, mamy tylko zaledwie parę godzin. Chcesz tak tu siedzieć i płakać jak baba? Czy może wolisz iść ze mną i się pożegnać ?
- Masz rację. Chodźmy - Tym razem to ja uśmiechnąłem się do niego i wstałem szybko na równe nogi - Ale tak właściwie dokąd? - Zdziwiłem się.
- Gdzie najbardziej chciałbyś spędzić ze mną ostatnie chwile? - No tak. Racja! Wyszliśmy ze szkoły a następnie Kris wszedł mi na plecy a był dość lekki dzięki ciału Ashley, więc problemu nie było. Udałem się szybkim biegiem do miejsca, które najbardziej przypomina mi moją długoletnią przyjaźń z Krisem. 30 minut później, dotarliśmy do starego, opuszczonego domu stojącego w środku lasu.
- Wiedziałem, że tu mnie przyprowadzisz - Odezwał się, kiedy tylko ze mnie zszedł.
- Nie byłem tu odkąd ... - Zamilkłem. Odkąd co? Odkąd umarł.
- Rozumiem - Położył mi dłoń na ramieniu przez co poczułem się lepiej - Chodźmy do środka - Ruszyliśmy kilka kroków przed siebie a po chwili znaleźliśmy się w niewielki pomieszczeniu. Kris od razu wszedł do małej piwniczki w poszukiwaniu czegoś. Skapnąłem się od razu - Jest! - Wrzasnął ucieszony.
- Serio? - Parsknąłem. Wrócił do mnie z butelką wina, które miało więcej niż dwa lata.
- Nie chcesz napić się ze mną po raz ostatni? - Nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem.
- Dawaj ją tu - Podszedł do mnie i oboje usiedliśmy na ziemi pod ścianą tak jak robiliśmy to dawniej. To jest ta chwila. Otworzyłem wieczko butelki i uniosłem szklaną butelkę do góry. Pomyślałem przez chwilę po czym zacząłem mówić drżącym głosem - Więc ja piję za naszą przyjaźń, która jest i będzie wieczna! Za wszystkie chwile spędzone razem, za tęsknotę i ból jaki czułem, kiedy Cię straciłem i za cierpienie jakie będę czuć do końca życia...- Wziąłem pierwszy łyk a butelkę podałem przyjacielowi.
- Ja piję za to, że mogę być tu teraz z Tobą - Uśmiechnął się do mnie i dopiero teraz dotarło do mojego tępego mózgu, że jestem tu z Krisem, z przyjacielem, który zginął w wypadku samochodowym przeze mnie, że ja i on tu jesteśmy oboje.
- Nie mogę w to uwierzyć... Naprawdę tu ze mną jesteś..
- Przyszedłem ponieważ widzę jak bardzo się męczysz. Nie mieliśmy szansy się pożegnać więc zróbmy to teraz - Walnął już któregoś łyka a wina ubywało. Raz ja raz on - Pamiętasz jak dostaliśmy od Twojej matki za to, że wyrzuciliśmy jej bieliznę za okno?
- Jasne - Parsknąłem - Nieźle się wkurwiła. A to jak okradliśmy Toma z pieniędzy a potem nas ciągle szukał?
- To były czasy.. Tom. Zawsze ogarnięty i opanowany - Uśmiechnął się - Dlaczego jesteś dla niego taki ostry? - Zmienił temat a ja przez jakiś czas nie wiedziałem co odpowiedzieć. W końcu wziąłem się w garść. Przecież jemu mogę mówić o wszystkim. To mój najlepszy przyjaciel.
- Jest taka rzecz o której nikomu nie powiedziałem...
- Słucham.
- Zazdroszczę mu tego, że on jest nadal człowiekiem. Kiedy na niego patrzę, widzę siebie z przed kilku lat... On miał zawsze idealne życie, ale mimo wszystko naprawdę się cieszę, że go wtedy z nami nie było. Cieszę się, że nic mu nie jest i przykro mi, że musi się ze mną męczyć. Robię wszystko, aby mnie znienawidził. Chcę, aby do tego doszło bo wtedy byłoby dla niego lepiej. Nie musiałby się zadręczać z mojej winy..
- Tom nigdy nie przestanie Cię kochać. Jesteś najważniejszą osobą w jego życiu - Czas tak szybko minął, że nawet nie miałem pojęcia o tym co się dzieje - Czas już na mnie..
- Co? Nie.. - Spojrzałem mu w oczy - Jeszcze chwila..
- Jej ciało jest za słabe. Nie chcę zrobić jej krzywdy...
- Nie możesz mnie zostawić. Jesteś mi potrzebny..
- Przyjacielu - Spojrzał na mnie tym swoim łagodnym wzrokiem. Boże! Jak mi tego cholernie brakowało! - Dasz radę ze wszystkim. Jak nie Ty to kto? - Zaśmiał się - Tylko uważaj na jedno..
- Na co? - Zdziwiłem się.
- Hamuj swoje uczucia do tej panienki. Marzysz, aby z powrotem być człowiekiem więc nie spieprz szansy jaką dostałeś...
- Daj spokój...
- Nie możesz jej pokochać. Za nic w świecie nie możesz zakochać się w Ashley Rebel- Wtrącił ostrym tonem głosu - Dobrze wiesz, że jak to zrobisz, cały plan legnie w gruzach.
- Nie zakocham się w niej.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.. - Wyszeptałem. Miałem nadzieję, że dotrzymam słowa.
Kris wstał więc zrobiłem dokładnie to samo. Po raz ostatni spojrzałem mu w oczy. Przełknąłem głośno ślinę. W źrenicach szatynki, dostrzegłem jego twarz. Zobaczyłem go. To chyba musi być sen...
- Żegnaj przyjacielu - Otworzył ramiona zachęcając mnie, abym go przytulił. Długo czekać nie musiał. Zrobiłem to od razu.
- Żegnaj bracie... - Nie wytrzymałem a łzy zaczęły spływać po moich obu policzkach. Nagle poczułem jak ciało dziewczyny bezwładnie opada mi w ramiona - Kris? ... - Spojrzałem na jej twarz. Milczała. Odszedł. Ból jaki czułem w tamtym momencie jest nie do opisania. Nie życzyłbym nikomu czegoś takiego.
- Fabian... - Wyszeptała nastolatka tak cicho, że ledwo ją usłyszałem. Otworzyła na chwilę swoje powieki przez co mogłem spojrzeć w jej oczy - Udało się..? - Spytała.
- Tak.. - Na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
- Cieszę się... - Te dwa słowa były ostatnimi jakie wtedy wypowiedziała. Straciła przytomność.
- Ashley?! Ashley!? - Wołałem ją, ale nie reagowała nic a nic. Serce podeszło mi do gardła. Dzięki niej mogłem spotkać się po dwóch latach z Krisem. Zaryzykowała dla mnie swoje życie, pomogła mi kiedy ja byłem dla niej takich chamem i świnią. Prawie mnie nie zna, nic nie wie o tym jaki jestem poza byciem wampirem a i tak to zrobiła - Ashley! Obudź się do chuja! - Objąłem jej ciało i wziąłem na ręce. Wyglądała tak ślicznie i słodko...
***Kris***
Stałem tuż przy nim. Wziął jej osłabione ciało w ramiona i obchodził się z nią jak z najważniejszą osobą w swoim życiu. Był czuły i delikatny. Nie pozwoliłby, aby chociaż jeden włos spadł z jej głowy. Pierwszy raz widziałem go w takim stanie jeżeli chodzi o dziewczynę.
Doszło do najgorszego. Do tego czego najbardziej się obawiałem.
-Ty już ją pokochałeś - Powiedziałem na głos, ale on mnie nie słyszał. Znów byłem tylko i wyłącznie duchem. On pragnie być człowiekiem i tylko ona może tego dokonać. Jednak to zaklęcie wymaga sporo siły i magii a taka ilość energii, jest złożona z całego ciała dziewczyny - Ta miłość zniszczy Was obojga. Będziesz cierpiał jeszcze bardziej niż po mojej śmierci. Oj przyjacielu... W co Ty się wpakowałeś? ....
sobota, 28 lutego 2015
piątek, 27 lutego 2015
Rozdział 17.
,, Boży Dar '' - Ogród
- Więc? - Amanda wpatrywała się we mnie tymi swoimi zielonymi oczyma. Wyglądała jakby była moją mamą.
- Więc co? - Spróbowałam grać na czasie. Dobrze wiedziałam o co pyta. O mnie i Fabiana.
- Pocałowałaś się z ...
- To nic - Wtrąciłam
- Jak to nic?! Oszalałaś?! Przecież to Fabian! Wampir! Postradałaś rozum?!
- Amanda, daj spokój..
- Proszę... Tylko nie mów, że się w nim zakochałaś....
- Oszalałaś?! - Wybuchnęłam. Tego było już za wiele - Przesadzasz!
- Więc powiedz mi jak jest! - Zamilkłam na chwilę. No dobra, na dłuższą chwilę a ona cierpliwie czekała na odpowiedź.
- Nie wiem.. Nie mam pojęcia.. Okej? Wiem, że jest okropny, że próbował mnie zabić, że atakował mnie kilka razy, że Tobie groził, ale...
- Ale co? Nie ma żadnego ale! Tego nie da się usprawiedliwić!
- Fabian ma dobre serce..
- On zabija ludzi! - Wtrąciła mi - To wampir do cholery!
- Nawiedza mnie duch... - Wyszeptałam. Szczena jej opadła - I to na dodatek przyjaciel Fabiana, Kris...
- Że co proszę? - Z początku mi nie uwierzyła więc wpadłam na genialny pomysł.
- Podejdź do mnie - Zrobiła to niepewnie a ja chwyciłam ją za dłonie - Pokaże Ci moje myśli, okej?
- Możesz tak robić? - Zdziwiła się - Myślałam, że Ty tylko możesz kogoś myśli czytać...
- Umiem więcej niż możesz sobie wyobrazić - Posłałam jej ciepły uśmiech i wzięłam się do roboty. Na początku odetchnęłam ciężko i zamknęłam oczy. W głowie miałam tylko wydarzenia z jakiś 20 minut. Stałam z Fabianem w pokoju kiedy znów go ujrzałam. Pokazałam Amandzie całą moją rozmowę z nim. Kiedy zorientowałam się, że przyjaciółka wchodzi mi za bardzo w myśli, przerwałam czar odsuwając się od niej.
- Ał! - Wrzasnęła chwytając się za głowę.
- Nigdy więcej tego nie rób! - Posłałam jej groźne spojrzenie przez co zrobiło jej się cholernie głupio.
- Przepraszam.. Naprawdę przepraszam..
- Wybaczam.. eh.. chodź tu - Objęłam ją z całej siły. Dawno nie byłyśmy ze sobą tak blisko - Odsunęłyśmy się od siebie...
- Wiem - Przerwała mi - Tak dalej być nie może.
- Zgadzam się. Może spędzimy jutro cały dzień razem? - Zaproponowałam.
- Przecież masz urodziny..
- Rozmawiałyśmy o tym... Nie wyprawiam ich.
- Ale..
- Amanda! - Krzyknęłam. Spuściła wzrok na podłogę jak małe, zbesztane dziecko.
- No dobra! Niech będzie....A propo.... Wiesz coś już o tej klątwie? W jaki sposób możesz przemienić go z powrotem w człowieka? To możliwe?
- Nie wiem... Tak powiedział Kris. Ciągle powtarza ,, bransoletka ''.... - Rudowłosa dziewczyna rozejrzała się po pokoju. Na łóżku dostrzegła czarną biżuterię, którą szybko wzięła do ręki. Przyjrzała jej się uważnie z każdej strony.
- Kris... - Wyszeptała - Tak tu pisze.
- Wiem - Wzruszyłam ramionami - Już wcześniej to widziałam.
- To należało do niego?
- Nie wiem. Nie mam pojęcia....- Zamknęłam oczy, aby przez chwilę pomyśleć - Wiem! Pogadaj z Tomem!
- O czym?
- No o tym.. Niech powie Ci wszystko co wie...
- To jego brat. Nie zrobi tego...
- Powinnaś mi wynagrodzić to, że ukrywałaś przede mną fakt, że się z nim spotykasz - Zrobiłam obrażoną minę na co ona parsknęła.
- No dobra! Spróbuję z nim pogadać!
- Dziękuję! - Rzuciłam się na nią dając jej całusa w polik. Tak bardzo ją kochałam. Resztę dnia spędziłyśmy razem. Wytłumaczyłyśmy sobie dokładniej kilka rzeczy, omówiłyśmy wszystko... Znów było jak dawniej. Dochodziła 16.15. Pożegnałam się z Amandą, która poszła na spotkanie z Tomem. Ja tymczasem miałam jeszcze kilkanaście minut do swojego spotkania. Wzięłam do ręki tą przeklętą bransoletkę. Co z nią jest nie tak? Hm.Nagle spod mojego łóżka wyleciała księga zaklęć. Przeszły mnie ciarki. Sama się otworzyła a kartki leciały na sam koniec. W końcu zapanował spokój. Zbliżyłam się do księgi, wzięłam ją do ręki i znalazłam tam ciekawe zaklęcie. Wypowiedzieć je czy nie? Ciekawość była silniejsza! W księdze pisało, że trzeba wziąć przedmiot należący do ducha i ścisnąć go w dłoniach. Zrobione!. Następnie tylko się skupić i wypowiedzieć zaklęcie. Nic trudnego. Przynajmniej wtedy tak myślałam..
- Fosmatos Estones! - Powtarzałam w kółko i w kółko przez dobrych kilka minut. Otworzyłam oczy zmęczona tymi słowami. Nic się nie wydarzyło. Dlaczego? Spróbowałam jeszcze raz i jeszcze. Nic! Niech to szlag!
- Zrobiłaś to.. - Usłyszałam. Spojrzałam za siebie przestraszona. Kris stał kilka kroków ode mnie, wpatrzony w moją osobę jak w obrazek. Wyglądał jak przedtem. Tragicznie.
- Czego ode mnie chcesz? Jak mam mu pomóc?!
- Wypowiedziałaś zaklęcie - Ucieszył się - Nie sądziłem, że dasz radę...
- Mówiłeś, że masz mało czasu. Dlaczego? O co chodziło?
- Pojawiałem się tylko wtedy kiedy o mnie myślałaś. Robiłaś to nawet o tym nie wiedząc. Przez te zaklęcie, które wypowiedziałaś przed chwilą, mam więcej czasu na rozmowę z Tobą. Złapałaś ze mną kontakt poprzez moją bransoletkę, którą nosiłaś na ręku.
- Ja zaraz oszaleję...
- Jesteś jedyną osobą, która może mu pomóc.
- Ale jak do cholery?! Jak mam mu pomóc?! Ja nawet nie wiem nic o tej klątwie!
- Fabian to dobry chłopak. Wszystko sam Ci powie. Zapamiętaj tylko jedno. Cokolwiek się stanie, musisz mu pomóc. Nie zasługuje na takie życie. To nie była jego wina.
- Ale ja.. - Drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem. Spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam stojącego w progu Fabiana.
- Wiesz która godzina? - Spytał rozdrażniony.
- Powiedz, że to nie jego wina! - Wrzasnął Kris. Wystraszyłam się.
- Kris mówi.. że to nie Twoja wina.. - Wyszeptałam.
- On tu jest?! - Kiwnęłam potwierdzająco głową - Gdzie?
- Przed Tobą... - Stali od siebie może jedynie pół metra.
- Słyszy mnie?
- Tak... - Nagle moja księga znów zaczęła wariować i tym razem otworzyła się 20 stron dalej. Spojrzałam na kartkę z zaklęciem. Dotyczyło ono porozumienia się ludzi z duchem - Mam je wypowiedzieć? - Zwróciłam się do Krisa.
- Jeżeli chcesz, aby ze mną porozmawiał - Mój wzrok padł na czarnowłosego nastolatka. Przypomniałam sobie jaki smutek widziałam w jego wzroku. Jaki ból i cierpienie. Obwiniał się o śmierć przyjaciela.
- Nie wiem tylko czy dam radę...
- Zaklęcie będzie trwało tak długo, aż nie przerwiesz łącza między nami lub aż nie stracisz sił. W Twoim wypadku najdłużej będę mógł z nim być 3 - 4 godziny..
- Fabian? - Odezwałam się - Chcesz... spotkać się z przyjacielem..?
- Co? Jak? - Zdziwił się - Co Ty kombinujesz?!
- Umiem tego dokonać.. - Podeszłam do Krisa i wyciągnęłam obie dłonie ku jemu - Musisz się mnie złapać - Duch zrobił to, ale nie poczułam jego uścisku. Tak jakbym trzymała powietrze - Spędzicie ze sobą tyle czasu ile dam radę utrzymać czar. Fabian? Powodzenia - Posłałam mu ciepły uśmiech. Wzięłam głęboki oddech i skupiłam się na zaklęciu.
- Ashley.. - Wyrwał mnie z zamyśleń głos szatyna - To bezpieczne? Robiłaś to kiedyś?!
- Phesmatos elustro etinos! Phesmatos elustro etinos! - Wypowiedziałam ten czar 4 razy aż straciłam przytomność...
*Fabian*
- Ashley! - Wrzasnąłem. Szatynka straciła przytomność upadając na ziemię. Na szczęście zdążyłem złapać ją w ostatniej chwili. Trzymałem bezbronną dziewczynę w ramionach. Wyglądała słodko i tak niewinnie... - Ashley! Obudź się! Kurwa! - Usłyszałem, że ktoś idzie w moim kierunku. Wstałem na równe nogi w dalszym ciągu trzymając dziewczynę w ramionach. Szybkim ruchem wybiegłem z jej pokoju udając się wprost do swojego. Tom zniknął gdzieś z tą rudą lalką więc nikt nam nie będzie przeszkadzał. Położyłem nastolatkę na swoim łóżku chodząc po pokoju w tą i z powrotem. Nagle poczułem krew. Moja twarz zaczęła się zmieniać, zęby wydłużyły się o pare centymetrów. Spojrzałem na nią. Z jej nosa poleciał strumień czerwonej cieczy. Nie! Nie! Nie! To co zacząłem czuć, jest nie do opisania. Pachniała tak pięknie! Odskoczyłem na sam koniec pomieszczenia. Walczyłem sam ze sobą żeby tylko nie popełnić głupstwa.
- Fabian.. - Usłyszałem. Spojrzałem w tamtą stronę błyskawicznie. Budziła się. Chciałem podejść, chciałem zapytać jak się czuje, ale nie mogłem! Nie dałbym rady się pohamować... - Fabian.. - Powtórzyła. Tym razem jej głos brzmiał inaczej. Był gruby, męski..
- Kris? - Spytałem niepewnie. Otworzyła oczy. Otarła dłonią krew z twarzy i po chwili wstała na równe nogi. Nasz wzrok się napotkał. Jej oczy nie były takie jak zawsze. Całe ciało wyglądało identycznie jak przedtem, jednak jej wzrok... - Kris.. - Powtórzyłem.
- Witaj przyjacielu... - Uśmiechnęła się i rozszerzyła ramiona w geście przywitania.
- Nie wierzę... - Zaśmiałem się jak głupi i rzuciłem w jej stronę mocno tuląc jej ciało do swojego - To naprawdę Ty! - Łzy szczęścia spłynęły po moim policzku. To było niesamowite! Od 2 lat po raz pierwszy mogłem porozmawiać z moim przyjacielem. Najlepszym przyjacielem. To najlepszy prezent w życiu jaki kiedykolwiek mogłem od kogoś dostać....
,, Boży Dar '' - Ogród
- Więc? - Amanda wpatrywała się we mnie tymi swoimi zielonymi oczyma. Wyglądała jakby była moją mamą.
- Więc co? - Spróbowałam grać na czasie. Dobrze wiedziałam o co pyta. O mnie i Fabiana.
- Pocałowałaś się z ...
- To nic - Wtrąciłam
- Jak to nic?! Oszalałaś?! Przecież to Fabian! Wampir! Postradałaś rozum?!
- Amanda, daj spokój..
- Proszę... Tylko nie mów, że się w nim zakochałaś....
- Oszalałaś?! - Wybuchnęłam. Tego było już za wiele - Przesadzasz!
- Więc powiedz mi jak jest! - Zamilkłam na chwilę. No dobra, na dłuższą chwilę a ona cierpliwie czekała na odpowiedź.
- Nie wiem.. Nie mam pojęcia.. Okej? Wiem, że jest okropny, że próbował mnie zabić, że atakował mnie kilka razy, że Tobie groził, ale...
- Ale co? Nie ma żadnego ale! Tego nie da się usprawiedliwić!
- Fabian ma dobre serce..
- On zabija ludzi! - Wtrąciła mi - To wampir do cholery!
- Nawiedza mnie duch... - Wyszeptałam. Szczena jej opadła - I to na dodatek przyjaciel Fabiana, Kris...
- Że co proszę? - Z początku mi nie uwierzyła więc wpadłam na genialny pomysł.
- Podejdź do mnie - Zrobiła to niepewnie a ja chwyciłam ją za dłonie - Pokaże Ci moje myśli, okej?
- Możesz tak robić? - Zdziwiła się - Myślałam, że Ty tylko możesz kogoś myśli czytać...
- Umiem więcej niż możesz sobie wyobrazić - Posłałam jej ciepły uśmiech i wzięłam się do roboty. Na początku odetchnęłam ciężko i zamknęłam oczy. W głowie miałam tylko wydarzenia z jakiś 20 minut. Stałam z Fabianem w pokoju kiedy znów go ujrzałam. Pokazałam Amandzie całą moją rozmowę z nim. Kiedy zorientowałam się, że przyjaciółka wchodzi mi za bardzo w myśli, przerwałam czar odsuwając się od niej.
- Ał! - Wrzasnęła chwytając się za głowę.
- Nigdy więcej tego nie rób! - Posłałam jej groźne spojrzenie przez co zrobiło jej się cholernie głupio.
- Przepraszam.. Naprawdę przepraszam..
- Wybaczam.. eh.. chodź tu - Objęłam ją z całej siły. Dawno nie byłyśmy ze sobą tak blisko - Odsunęłyśmy się od siebie...
- Wiem - Przerwała mi - Tak dalej być nie może.
- Zgadzam się. Może spędzimy jutro cały dzień razem? - Zaproponowałam.
- Przecież masz urodziny..
- Rozmawiałyśmy o tym... Nie wyprawiam ich.
- Ale..
- Amanda! - Krzyknęłam. Spuściła wzrok na podłogę jak małe, zbesztane dziecko.
- No dobra! Niech będzie....A propo.... Wiesz coś już o tej klątwie? W jaki sposób możesz przemienić go z powrotem w człowieka? To możliwe?
- Nie wiem... Tak powiedział Kris. Ciągle powtarza ,, bransoletka ''.... - Rudowłosa dziewczyna rozejrzała się po pokoju. Na łóżku dostrzegła czarną biżuterię, którą szybko wzięła do ręki. Przyjrzała jej się uważnie z każdej strony.
- Kris... - Wyszeptała - Tak tu pisze.
- Wiem - Wzruszyłam ramionami - Już wcześniej to widziałam.
- To należało do niego?
- Nie wiem. Nie mam pojęcia....- Zamknęłam oczy, aby przez chwilę pomyśleć - Wiem! Pogadaj z Tomem!
- O czym?
- No o tym.. Niech powie Ci wszystko co wie...
- To jego brat. Nie zrobi tego...
- Powinnaś mi wynagrodzić to, że ukrywałaś przede mną fakt, że się z nim spotykasz - Zrobiłam obrażoną minę na co ona parsknęła.
- No dobra! Spróbuję z nim pogadać!
- Dziękuję! - Rzuciłam się na nią dając jej całusa w polik. Tak bardzo ją kochałam. Resztę dnia spędziłyśmy razem. Wytłumaczyłyśmy sobie dokładniej kilka rzeczy, omówiłyśmy wszystko... Znów było jak dawniej. Dochodziła 16.15. Pożegnałam się z Amandą, która poszła na spotkanie z Tomem. Ja tymczasem miałam jeszcze kilkanaście minut do swojego spotkania. Wzięłam do ręki tą przeklętą bransoletkę. Co z nią jest nie tak? Hm.Nagle spod mojego łóżka wyleciała księga zaklęć. Przeszły mnie ciarki. Sama się otworzyła a kartki leciały na sam koniec. W końcu zapanował spokój. Zbliżyłam się do księgi, wzięłam ją do ręki i znalazłam tam ciekawe zaklęcie. Wypowiedzieć je czy nie? Ciekawość była silniejsza! W księdze pisało, że trzeba wziąć przedmiot należący do ducha i ścisnąć go w dłoniach. Zrobione!. Następnie tylko się skupić i wypowiedzieć zaklęcie. Nic trudnego. Przynajmniej wtedy tak myślałam..
- Fosmatos Estones! - Powtarzałam w kółko i w kółko przez dobrych kilka minut. Otworzyłam oczy zmęczona tymi słowami. Nic się nie wydarzyło. Dlaczego? Spróbowałam jeszcze raz i jeszcze. Nic! Niech to szlag!
- Zrobiłaś to.. - Usłyszałam. Spojrzałam za siebie przestraszona. Kris stał kilka kroków ode mnie, wpatrzony w moją osobę jak w obrazek. Wyglądał jak przedtem. Tragicznie.
- Czego ode mnie chcesz? Jak mam mu pomóc?!
- Wypowiedziałaś zaklęcie - Ucieszył się - Nie sądziłem, że dasz radę...
- Mówiłeś, że masz mało czasu. Dlaczego? O co chodziło?
- Pojawiałem się tylko wtedy kiedy o mnie myślałaś. Robiłaś to nawet o tym nie wiedząc. Przez te zaklęcie, które wypowiedziałaś przed chwilą, mam więcej czasu na rozmowę z Tobą. Złapałaś ze mną kontakt poprzez moją bransoletkę, którą nosiłaś na ręku.
- Ja zaraz oszaleję...
- Jesteś jedyną osobą, która może mu pomóc.
- Ale jak do cholery?! Jak mam mu pomóc?! Ja nawet nie wiem nic o tej klątwie!
- Fabian to dobry chłopak. Wszystko sam Ci powie. Zapamiętaj tylko jedno. Cokolwiek się stanie, musisz mu pomóc. Nie zasługuje na takie życie. To nie była jego wina.
- Ale ja.. - Drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem. Spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam stojącego w progu Fabiana.
- Wiesz która godzina? - Spytał rozdrażniony.
- Powiedz, że to nie jego wina! - Wrzasnął Kris. Wystraszyłam się.
- Kris mówi.. że to nie Twoja wina.. - Wyszeptałam.
- On tu jest?! - Kiwnęłam potwierdzająco głową - Gdzie?
- Przed Tobą... - Stali od siebie może jedynie pół metra.
- Słyszy mnie?
- Tak... - Nagle moja księga znów zaczęła wariować i tym razem otworzyła się 20 stron dalej. Spojrzałam na kartkę z zaklęciem. Dotyczyło ono porozumienia się ludzi z duchem - Mam je wypowiedzieć? - Zwróciłam się do Krisa.
- Jeżeli chcesz, aby ze mną porozmawiał - Mój wzrok padł na czarnowłosego nastolatka. Przypomniałam sobie jaki smutek widziałam w jego wzroku. Jaki ból i cierpienie. Obwiniał się o śmierć przyjaciela.
- Nie wiem tylko czy dam radę...
- Zaklęcie będzie trwało tak długo, aż nie przerwiesz łącza między nami lub aż nie stracisz sił. W Twoim wypadku najdłużej będę mógł z nim być 3 - 4 godziny..
- Fabian? - Odezwałam się - Chcesz... spotkać się z przyjacielem..?
- Co? Jak? - Zdziwił się - Co Ty kombinujesz?!
- Umiem tego dokonać.. - Podeszłam do Krisa i wyciągnęłam obie dłonie ku jemu - Musisz się mnie złapać - Duch zrobił to, ale nie poczułam jego uścisku. Tak jakbym trzymała powietrze - Spędzicie ze sobą tyle czasu ile dam radę utrzymać czar. Fabian? Powodzenia - Posłałam mu ciepły uśmiech. Wzięłam głęboki oddech i skupiłam się na zaklęciu.
- Ashley.. - Wyrwał mnie z zamyśleń głos szatyna - To bezpieczne? Robiłaś to kiedyś?!
- Phesmatos elustro etinos! Phesmatos elustro etinos! - Wypowiedziałam ten czar 4 razy aż straciłam przytomność...
*Fabian*
- Ashley! - Wrzasnąłem. Szatynka straciła przytomność upadając na ziemię. Na szczęście zdążyłem złapać ją w ostatniej chwili. Trzymałem bezbronną dziewczynę w ramionach. Wyglądała słodko i tak niewinnie... - Ashley! Obudź się! Kurwa! - Usłyszałem, że ktoś idzie w moim kierunku. Wstałem na równe nogi w dalszym ciągu trzymając dziewczynę w ramionach. Szybkim ruchem wybiegłem z jej pokoju udając się wprost do swojego. Tom zniknął gdzieś z tą rudą lalką więc nikt nam nie będzie przeszkadzał. Położyłem nastolatkę na swoim łóżku chodząc po pokoju w tą i z powrotem. Nagle poczułem krew. Moja twarz zaczęła się zmieniać, zęby wydłużyły się o pare centymetrów. Spojrzałem na nią. Z jej nosa poleciał strumień czerwonej cieczy. Nie! Nie! Nie! To co zacząłem czuć, jest nie do opisania. Pachniała tak pięknie! Odskoczyłem na sam koniec pomieszczenia. Walczyłem sam ze sobą żeby tylko nie popełnić głupstwa.
- Fabian.. - Usłyszałem. Spojrzałem w tamtą stronę błyskawicznie. Budziła się. Chciałem podejść, chciałem zapytać jak się czuje, ale nie mogłem! Nie dałbym rady się pohamować... - Fabian.. - Powtórzyła. Tym razem jej głos brzmiał inaczej. Był gruby, męski..
- Kris? - Spytałem niepewnie. Otworzyła oczy. Otarła dłonią krew z twarzy i po chwili wstała na równe nogi. Nasz wzrok się napotkał. Jej oczy nie były takie jak zawsze. Całe ciało wyglądało identycznie jak przedtem, jednak jej wzrok... - Kris.. - Powtórzyłem.
- Witaj przyjacielu... - Uśmiechnęła się i rozszerzyła ramiona w geście przywitania.
- Nie wierzę... - Zaśmiałem się jak głupi i rzuciłem w jej stronę mocno tuląc jej ciało do swojego - To naprawdę Ty! - Łzy szczęścia spłynęły po moim policzku. To było niesamowite! Od 2 lat po raz pierwszy mogłem porozmawiać z moim przyjacielem. Najlepszym przyjacielem. To najlepszy prezent w życiu jaki kiedykolwiek mogłem od kogoś dostać....
czwartek, 26 lutego 2015
Rozdział 16.
,, Boży Dar '' -
Siedziałam na łóżku cała roztrzęsiona. Miałam w dłoni tą rzecz, tą biżuterię, tą bransoletkę. Co teraz? Odetchnęłam głęboko. Dlaczego ten duch czy jak go tam można nazwać, ciągle mówi o niej? Co z nią jest nie tak? Rzuciłam się na łóżko zamykając oczy. Policzyłam do trzech. Gdy już trochę się uspokoiłam a moje serce przestało bić jak oszalałe, otworzyłam powieki. Zamarłam.
- Bransoletka! - Wyszeptał mi prosto w twarz. Nie wytrzymałam i zaczęłam wrzeszczeć jak oszalała.
- Kim jesteś?! - Dusiłam się własnym powietrzem.
- Kris...
- Kim jest Kris?!
- Ja... - Zniknął. Boże! Dygotałam płacząc jednocześnie. Mam już tego cholernie dosyć! Chodziłam po pokoju w tą i z powrotem, kiedy drzwi otworzyły się na oścież i zawiał potężny wiatr. Dostałam gęsiej skórki.
- Kto tam?!- Spytałam przestraszona. Znowu on? Ruszyłam krok do przodu, ale w tej samej chwili, zostałam pchnięta na ścianę. Obok mnie pojawił się Fabian, który zagrodził mi drogę ucieczki. Był ewidentnie wkurwiony i to bardzo mocno.
- Oddawaj mi moją własność - Warknął.
- Najpierw wyjaśnij mi to kim jest Kris!
- Mogę rozerwać Cię na kawałeczki wiedźmo..
- Jestem silniejsza - Odrzekłam stanowczym głosem. Wypowiedziałam zaklęcie, które odrzuciło go na drugą stronę pokoju. Wiedział, że sobie ze mną nie poradzi - Albo powiesz, ale sama sobie przeczytam to w Twojej głowie.
- Ty....
- Mów! - Wrzasnęłam. Serio miałam dość tego, że coś lub ktoś mnie nawiedzał kiedy tylko chciał. Jednak on milczał. Próbował wyrwać się spod mojego zaklęcia, ale mu się to nie udawało. Skoro tak to w porządku. Podeszłam do niego wolnym krokiem. Następnie dłońmi chwyciłam jego twarz a swoje oczy zamknęłam. Skupiłam się. Oczyściłam swój umysł ze wszystkiego, aby móc wejść do jego myśli i dowiedzieć się kim jest Kris. Tak też się po chwili stało. Byłam w jego głowie. To co tam ujrzałam było jedną z najstraszniejszych widoków w moim życiu....
< KILKA LAT TEMU. WSPOMNIENIA FABIANA >
- To co? Jedziemy? - Zapytał szatyn. Siedział w środku samochodu razem ze swoim najlepszym przyjacielem.
- Raczej! - Zaśmiał się brunet - Dawaj gazu i jedziemy! - Spojrzeli po sobie po czym Fabian odpalił silnik pojazdu. Ruszyli spod domu chłopaka - A gdzie Tom?
- W domu. Odrabia lekcje - Wzruszył ramionami - Nawet lepiej, że go nie ma. Tylko by marudził a tak, przejedziemy się i odstawimy brykę z powrotem do garażu.
- A no w sumie.. - Brunet włączył radio, ustawiając głośność na największą - Dokąd się wybieramy?!
- Jak najdalej stąd! - Wrzasnął ucieszony. Jechali autostradą 120/h. Z każdą chwilą przyśpieszali.
- Może zwolnij....
- Kris, jesteś facetem czy babą? - Posłał mu piorunujące spojrzenie - Co się może stać? - Tamten nic nie powiedział. Po kilkunastominutowej jeździe prostą drogą, Fabian wpadł w poślizg. Stracił panowanie nad kierownicą.
- Co się dzieje?!
- Nie wiem... Nie panuję nad tym! ...
- Fabian! Rozbijemy się!
- Spokojnie! Wydostanę nas stąd! To moja wina!...
- Chcę, abyś wiedział, że...
- Kris! Zamknij się i nie mów jakby to był nasz koniec! Przeżyjemy!
- Ale to jest nasz koniec... - Wyszeptał chłopak, widząc, że samochód zjeżdżał coraz bardziej na bok. Auta jadące koło nich, przyśpieszały bądź zwalniały, byle by tylko ich wyminąć, jednak jeden pojazd jadący dokładnie kilka centymetrów od nich, nie zdążył ani zahamować, ani przyśpieszyć. Był za duży. Wjechali wprost pod ciężarówkę....
Nie mogłam dłużej tego widzieć. Otworzyłam oczy roztrzęsiona. Spojrzałam na Fabiana. Nasz wzrok się napotkał a ja ujrzałam tam smutek i tęsknotę. On cierpiał.
- Zabiłeś go.. - Wyszeptałam zasłaniając usta ręką. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach a ja nie potrafiłam tego powstrzymać - Zabiłeś...
- Zamknij się! - Wrzasnął agresywnie - To był pierdolony wypadek! Nie chciałem tego! - Ku mojemu zaskoczeniu, kilka łez spłynęło także po jego policzkach. On płakał...- Nie chciałem tego... - Powtarzał w kółko. Rozkleił się na dobre. Wpadł w histerię. Zrobiło mi się go żal i nie mogłam na to patrzeć. Zerwałam czar, chociaż było to bardzo ryzykowne, ale nie zaatakował mnie, ani nic. Skulił się tylko pod ścianą i ciągle majaczył, że nie chciał tego.
- To nie jego wina - Usłyszałam za plecami. Obróciłam się jak oparzona. Spojrzałam brunetowi w oczy. A więc to duch... Wyglądał dokładnie tak samo jak w wspomnieniach szatyna. Był dzieckiem.. Chciałam się odezwać, ale mi wtrącił, kiedy tylko otworzyłam usta - Musisz mu pomóc. Potrzebuje Cię.
- Jak mam mu pomóc? - Wyszeptałam roztrzęsiona. Całe moje ciało dygotało.
- Przemień go z powrotem - Spojrzałam w jego czarne, puste oczy. Mówił całkiem poważnie. Przemienić? To w ogóle możliwe?!
- Ale w jaki sposób? - Nie odpowiedział ponieważ zniknął. Rozpłynął się. Kurwa! Mój wzrok z powrotem utkwił na wampirze. Byłam tak przejęta tym, że znowu odwiedził mnie duch, że nie zorientowałam się kiedy szatyn przestał mówić. Wpatrywał się we mnie oczekując aż mu wyjaśnię z kim rozmawiałam - Kris.. To Twój przyjaciel? - Spytałam niepewnie. Kiwnął głową.
- Skąd go znasz..? -Jęknął.
- Nawiedził mnie dziś kilka razy.... nie mam pojęcia czego chce.. - W jednej chwili wstał na równe nogi i stał teraz twarzą w twarz ze mną. Zrobił to tak szybko, że nawet go nie zauważyłam.
- Co powiedziałaś?
- Rozmawiałam z nim przed chwilą...
- Nie wierzę! - Wtrącił - Kłamiesz!
- Skąd bym go znała?
- Tom Ci opowiedział o nas! Powiedział Ci o klątwie!
- Nic mi nie powiedział - Warknęłam i odepchnęłam go od siebie - Mam już tego dość! Jakieś duchy mnie nawiedzają a wampir jest w moim pokoju! Albo mi wierzysz, albo spadaj stąd bo nie mam ochoty Cię oglądać! - Nie odpowiedział nic, tylko usiadł przytłamszony na moim łóżku.
- Co.. Co on od Ciebie chciał? - Wyszeptał wciąż nie patrząc mi w oczy. Pomyślałam nim cokolwiek mu odpowiedziałam i wpadłam na genialny pomysł.
- Powiem Ci pod warunkiem, że opowiesz mi o klątwie - Mój ton głosu był stanowczy a wzrok pełen energii.
- Po co chcesz to do chuja wiedzieć?!
- Ponieważ Twój przyjaciel nawiedził mnie w związku właśnie klątwy, którą jakaś wiedźma na Ciebie rzuciłam... - Poczułam jak się mi przygląda - Tak, tak. Wiem co nie co - Wzruszyłam ramionami - Na dodatek wiem, że ma to coś wspólnego ze mną. Tylko ja mogę Ci pomóc, tak? Mogę Cię przemienić z powrotem w człowieka....- Między nami nastała chwila ciszy.
- Bransoletka... - Usłyszałam za plecami. Kurwa! Wystraszyłam się w cholere!
- Przestań mnie nachodzić! - Wrzasnęłam obracając się w jego stronę. O kurwa, fuck. Wyglądał inaczej. Był cały we krwi... Jego ciało było bardzo, ale to bardzo ,, zmasakrowane '', jakby przeżył jakiś wypadek lub coś podobnego. Twarz jego była cała obita i posiniaczona. Nos zmiażdżony. Obydwie ręce połamane a na nogach ledwo stał. Wzięło mnie na wymioty - Matko.. - Wyszeptałam zakrywając usta dłonią. Zebrało mi się na płacz.
- Mój czas się kończy - Ledwo go słyszałam - Bransoletka... - Wskazał palcem na biżuterię leżącą na łóżku, następnie zniknął. Ja tymczasem spojrzałam na Fabiana. Nie potrafiłam otworzyć ust.
- Wszystko w porządku? - Spytał zaskoczony. Kiwnęłam przecząco głową. Ku mojemu zdziwieniu, przytulił mnie do siebie widząc jak bardzo jestem roztrzęsiona. Objął mnie przez co lepiej się poczułam. W jego ramionach miałam wrażenie, że jestem księżniczką własnego świata. Zatraciłam się w tym. Poczułam na brodzie jego dłoń, którą unosił wprost do góry tak, abym spojrzała mu w oczy - Jesteś ze mną bezpieczna.. - Wyszeptał jakby to miała być jakaś tajemnice. Śmieszne. Powiedział to facet, który jest wampirem, i który kilkakrotnie chciał mnie zabić. Jednak teraz? Naprawdę czułam się przy nim bezpieczne. Zapomniałam o wszystkim co kiedyś między nami zaszło.
- Fabian... - Sama nie wiedziałam co chcę powiedzieć, ale nawet nie dał mi dokończyć.
- Kurwa... Co Ty ze mną robisz? - Zbliżył swoje wargi do moich składając na nich delikatny pocałunek. Był czuły i pełen pożądania. Całować to on potrafił! Ulala. Kiedy przestał, ja pociągnęłam go do siebie dłonią i tym razem to ja pocałowałam jego.
- Co tu się dzieje..? - Usłyszeliśmy głos mojej przyjaciółki. W jednej chwili odskoczyliśmy od siebie jakbyśmy zostali poparzeni czymś naprawdę gorącym. Weszła do pokoju zszokowana. Obok niej stał Tom. Spojrzałam na nią a na jej twarzy wyczytałam ,, Ja pierdole! Co tu kurwa się wyprawia?! ''
- Amanda.. - Odkaszlnęłam.
- No to ja już sobie pójdę - Fabian posłał mi uśmiech przez co opadła mi szczena. Było mu do śmiechu?! Popierdoliło go?! Ruszył wolnym krokiem do drzwi, kiedy pojawił się w nich Olivier.
- Wybierasz się gdzieś?- Zlustrował cały pokój a jego wzrok na końcu padł na mnie - Co tu się wyprawia?
- Przyszedłem odprowadzić dziewczynę - Wzruszył ramionami Tom.
- Ja też - Wtrącił Fabian i puścił mi oczko. Co on odpierdala?
- Urocze. Po pierwsze Zaltzman - Najpierw skierował się do blondyna - Jeszcze raz zobaczę, że tyle się całujecie z Baryzą, to dostaniecie naganę. Po drugie to jest jeden, duży problem. Chłopacy mają zakaz zbliżania się do tej części internatu.
- Olivier, daj spokój .. - Odezwałam się - Już sobie idą - Zmierzył mnie ostrym spojrzeniem przez co się zamknęłam.
- Zapamiętaj sobie, że masz sie do mnie zwracać ,, Preferze '' a teraz Wasza dwójka - Wskazał palcem na bliźniaków - Do dyrektora. Migiem - Fabian zbliżył się do bruneta tak, że stali oko w oko.
- Zapominasz o całym zdarzeniu. Przyszedłeś tu tylko po to, aby sprawdzić jak się mają dziewczyny. Nas nie widziałeś - Olivier kiwnął głową zahipnotyzowany - To nara - Szatyn machnął ręką na odchodnym. Poczułam łatwy dostęp do jego myśli. Dziwne. Skorzystałam z okazji i weszłam do jego umysłu. ,, O 17 BĄDŹ W OGRODZIE ''.....
,, Boży Dar '' -
Siedziałam na łóżku cała roztrzęsiona. Miałam w dłoni tą rzecz, tą biżuterię, tą bransoletkę. Co teraz? Odetchnęłam głęboko. Dlaczego ten duch czy jak go tam można nazwać, ciągle mówi o niej? Co z nią jest nie tak? Rzuciłam się na łóżko zamykając oczy. Policzyłam do trzech. Gdy już trochę się uspokoiłam a moje serce przestało bić jak oszalałe, otworzyłam powieki. Zamarłam.
- Bransoletka! - Wyszeptał mi prosto w twarz. Nie wytrzymałam i zaczęłam wrzeszczeć jak oszalała.
- Kim jesteś?! - Dusiłam się własnym powietrzem.
- Kris...
- Kim jest Kris?!
- Ja... - Zniknął. Boże! Dygotałam płacząc jednocześnie. Mam już tego cholernie dosyć! Chodziłam po pokoju w tą i z powrotem, kiedy drzwi otworzyły się na oścież i zawiał potężny wiatr. Dostałam gęsiej skórki.
- Kto tam?!- Spytałam przestraszona. Znowu on? Ruszyłam krok do przodu, ale w tej samej chwili, zostałam pchnięta na ścianę. Obok mnie pojawił się Fabian, który zagrodził mi drogę ucieczki. Był ewidentnie wkurwiony i to bardzo mocno.
- Oddawaj mi moją własność - Warknął.
- Najpierw wyjaśnij mi to kim jest Kris!
- Mogę rozerwać Cię na kawałeczki wiedźmo..
- Jestem silniejsza - Odrzekłam stanowczym głosem. Wypowiedziałam zaklęcie, które odrzuciło go na drugą stronę pokoju. Wiedział, że sobie ze mną nie poradzi - Albo powiesz, ale sama sobie przeczytam to w Twojej głowie.
- Ty....
- Mów! - Wrzasnęłam. Serio miałam dość tego, że coś lub ktoś mnie nawiedzał kiedy tylko chciał. Jednak on milczał. Próbował wyrwać się spod mojego zaklęcia, ale mu się to nie udawało. Skoro tak to w porządku. Podeszłam do niego wolnym krokiem. Następnie dłońmi chwyciłam jego twarz a swoje oczy zamknęłam. Skupiłam się. Oczyściłam swój umysł ze wszystkiego, aby móc wejść do jego myśli i dowiedzieć się kim jest Kris. Tak też się po chwili stało. Byłam w jego głowie. To co tam ujrzałam było jedną z najstraszniejszych widoków w moim życiu....
< KILKA LAT TEMU. WSPOMNIENIA FABIANA >
- To co? Jedziemy? - Zapytał szatyn. Siedział w środku samochodu razem ze swoim najlepszym przyjacielem.
- Raczej! - Zaśmiał się brunet - Dawaj gazu i jedziemy! - Spojrzeli po sobie po czym Fabian odpalił silnik pojazdu. Ruszyli spod domu chłopaka - A gdzie Tom?
- W domu. Odrabia lekcje - Wzruszył ramionami - Nawet lepiej, że go nie ma. Tylko by marudził a tak, przejedziemy się i odstawimy brykę z powrotem do garażu.
- A no w sumie.. - Brunet włączył radio, ustawiając głośność na największą - Dokąd się wybieramy?!
- Jak najdalej stąd! - Wrzasnął ucieszony. Jechali autostradą 120/h. Z każdą chwilą przyśpieszali.
- Może zwolnij....
- Kris, jesteś facetem czy babą? - Posłał mu piorunujące spojrzenie - Co się może stać? - Tamten nic nie powiedział. Po kilkunastominutowej jeździe prostą drogą, Fabian wpadł w poślizg. Stracił panowanie nad kierownicą.
- Co się dzieje?!
- Nie wiem... Nie panuję nad tym! ...
- Fabian! Rozbijemy się!
- Spokojnie! Wydostanę nas stąd! To moja wina!...
- Chcę, abyś wiedział, że...
- Kris! Zamknij się i nie mów jakby to był nasz koniec! Przeżyjemy!
- Ale to jest nasz koniec... - Wyszeptał chłopak, widząc, że samochód zjeżdżał coraz bardziej na bok. Auta jadące koło nich, przyśpieszały bądź zwalniały, byle by tylko ich wyminąć, jednak jeden pojazd jadący dokładnie kilka centymetrów od nich, nie zdążył ani zahamować, ani przyśpieszyć. Był za duży. Wjechali wprost pod ciężarówkę....
Nie mogłam dłużej tego widzieć. Otworzyłam oczy roztrzęsiona. Spojrzałam na Fabiana. Nasz wzrok się napotkał a ja ujrzałam tam smutek i tęsknotę. On cierpiał.
- Zabiłeś go.. - Wyszeptałam zasłaniając usta ręką. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach a ja nie potrafiłam tego powstrzymać - Zabiłeś...
- Zamknij się! - Wrzasnął agresywnie - To był pierdolony wypadek! Nie chciałem tego! - Ku mojemu zaskoczeniu, kilka łez spłynęło także po jego policzkach. On płakał...- Nie chciałem tego... - Powtarzał w kółko. Rozkleił się na dobre. Wpadł w histerię. Zrobiło mi się go żal i nie mogłam na to patrzeć. Zerwałam czar, chociaż było to bardzo ryzykowne, ale nie zaatakował mnie, ani nic. Skulił się tylko pod ścianą i ciągle majaczył, że nie chciał tego.
- To nie jego wina - Usłyszałam za plecami. Obróciłam się jak oparzona. Spojrzałam brunetowi w oczy. A więc to duch... Wyglądał dokładnie tak samo jak w wspomnieniach szatyna. Był dzieckiem.. Chciałam się odezwać, ale mi wtrącił, kiedy tylko otworzyłam usta - Musisz mu pomóc. Potrzebuje Cię.
- Jak mam mu pomóc? - Wyszeptałam roztrzęsiona. Całe moje ciało dygotało.
- Przemień go z powrotem - Spojrzałam w jego czarne, puste oczy. Mówił całkiem poważnie. Przemienić? To w ogóle możliwe?!
- Ale w jaki sposób? - Nie odpowiedział ponieważ zniknął. Rozpłynął się. Kurwa! Mój wzrok z powrotem utkwił na wampirze. Byłam tak przejęta tym, że znowu odwiedził mnie duch, że nie zorientowałam się kiedy szatyn przestał mówić. Wpatrywał się we mnie oczekując aż mu wyjaśnię z kim rozmawiałam - Kris.. To Twój przyjaciel? - Spytałam niepewnie. Kiwnął głową.
- Skąd go znasz..? -Jęknął.
- Nawiedził mnie dziś kilka razy.... nie mam pojęcia czego chce.. - W jednej chwili wstał na równe nogi i stał teraz twarzą w twarz ze mną. Zrobił to tak szybko, że nawet go nie zauważyłam.
- Co powiedziałaś?
- Rozmawiałam z nim przed chwilą...
- Nie wierzę! - Wtrącił - Kłamiesz!
- Skąd bym go znała?
- Tom Ci opowiedział o nas! Powiedział Ci o klątwie!
- Nic mi nie powiedział - Warknęłam i odepchnęłam go od siebie - Mam już tego dość! Jakieś duchy mnie nawiedzają a wampir jest w moim pokoju! Albo mi wierzysz, albo spadaj stąd bo nie mam ochoty Cię oglądać! - Nie odpowiedział nic, tylko usiadł przytłamszony na moim łóżku.
- Co.. Co on od Ciebie chciał? - Wyszeptał wciąż nie patrząc mi w oczy. Pomyślałam nim cokolwiek mu odpowiedziałam i wpadłam na genialny pomysł.
- Powiem Ci pod warunkiem, że opowiesz mi o klątwie - Mój ton głosu był stanowczy a wzrok pełen energii.
- Po co chcesz to do chuja wiedzieć?!
- Ponieważ Twój przyjaciel nawiedził mnie w związku właśnie klątwy, którą jakaś wiedźma na Ciebie rzuciłam... - Poczułam jak się mi przygląda - Tak, tak. Wiem co nie co - Wzruszyłam ramionami - Na dodatek wiem, że ma to coś wspólnego ze mną. Tylko ja mogę Ci pomóc, tak? Mogę Cię przemienić z powrotem w człowieka....- Między nami nastała chwila ciszy.
- Bransoletka... - Usłyszałam za plecami. Kurwa! Wystraszyłam się w cholere!
- Przestań mnie nachodzić! - Wrzasnęłam obracając się w jego stronę. O kurwa, fuck. Wyglądał inaczej. Był cały we krwi... Jego ciało było bardzo, ale to bardzo ,, zmasakrowane '', jakby przeżył jakiś wypadek lub coś podobnego. Twarz jego była cała obita i posiniaczona. Nos zmiażdżony. Obydwie ręce połamane a na nogach ledwo stał. Wzięło mnie na wymioty - Matko.. - Wyszeptałam zakrywając usta dłonią. Zebrało mi się na płacz.
- Mój czas się kończy - Ledwo go słyszałam - Bransoletka... - Wskazał palcem na biżuterię leżącą na łóżku, następnie zniknął. Ja tymczasem spojrzałam na Fabiana. Nie potrafiłam otworzyć ust.
- Wszystko w porządku? - Spytał zaskoczony. Kiwnęłam przecząco głową. Ku mojemu zdziwieniu, przytulił mnie do siebie widząc jak bardzo jestem roztrzęsiona. Objął mnie przez co lepiej się poczułam. W jego ramionach miałam wrażenie, że jestem księżniczką własnego świata. Zatraciłam się w tym. Poczułam na brodzie jego dłoń, którą unosił wprost do góry tak, abym spojrzała mu w oczy - Jesteś ze mną bezpieczna.. - Wyszeptał jakby to miała być jakaś tajemnice. Śmieszne. Powiedział to facet, który jest wampirem, i który kilkakrotnie chciał mnie zabić. Jednak teraz? Naprawdę czułam się przy nim bezpieczne. Zapomniałam o wszystkim co kiedyś między nami zaszło.
- Fabian... - Sama nie wiedziałam co chcę powiedzieć, ale nawet nie dał mi dokończyć.
- Kurwa... Co Ty ze mną robisz? - Zbliżył swoje wargi do moich składając na nich delikatny pocałunek. Był czuły i pełen pożądania. Całować to on potrafił! Ulala. Kiedy przestał, ja pociągnęłam go do siebie dłonią i tym razem to ja pocałowałam jego.
- Co tu się dzieje..? - Usłyszeliśmy głos mojej przyjaciółki. W jednej chwili odskoczyliśmy od siebie jakbyśmy zostali poparzeni czymś naprawdę gorącym. Weszła do pokoju zszokowana. Obok niej stał Tom. Spojrzałam na nią a na jej twarzy wyczytałam ,, Ja pierdole! Co tu kurwa się wyprawia?! ''
- Amanda.. - Odkaszlnęłam.
- No to ja już sobie pójdę - Fabian posłał mi uśmiech przez co opadła mi szczena. Było mu do śmiechu?! Popierdoliło go?! Ruszył wolnym krokiem do drzwi, kiedy pojawił się w nich Olivier.
- Wybierasz się gdzieś?- Zlustrował cały pokój a jego wzrok na końcu padł na mnie - Co tu się wyprawia?
- Przyszedłem odprowadzić dziewczynę - Wzruszył ramionami Tom.
- Ja też - Wtrącił Fabian i puścił mi oczko. Co on odpierdala?
- Urocze. Po pierwsze Zaltzman - Najpierw skierował się do blondyna - Jeszcze raz zobaczę, że tyle się całujecie z Baryzą, to dostaniecie naganę. Po drugie to jest jeden, duży problem. Chłopacy mają zakaz zbliżania się do tej części internatu.
- Olivier, daj spokój .. - Odezwałam się - Już sobie idą - Zmierzył mnie ostrym spojrzeniem przez co się zamknęłam.
- Zapamiętaj sobie, że masz sie do mnie zwracać ,, Preferze '' a teraz Wasza dwójka - Wskazał palcem na bliźniaków - Do dyrektora. Migiem - Fabian zbliżył się do bruneta tak, że stali oko w oko.
- Zapominasz o całym zdarzeniu. Przyszedłeś tu tylko po to, aby sprawdzić jak się mają dziewczyny. Nas nie widziałeś - Olivier kiwnął głową zahipnotyzowany - To nara - Szatyn machnął ręką na odchodnym. Poczułam łatwy dostęp do jego myśli. Dziwne. Skorzystałam z okazji i weszłam do jego umysłu. ,, O 17 BĄDŹ W OGRODZIE ''.....
środa, 25 lutego 2015
Rozdział 15.
,, Boży Dar '' - Spotkanie
Nie mogłam na niczym się skupić. Ciągle o nim myślałam. O tym pocałunku. Dręczyło mnie to wszystko gdy tylko zasypiałam. Miałam koszmary w roli głównej, że Fabian mnie atakuje, że wysysa ze mnie krew, że mnie zabija z uśmiechem na twarzy.... Dlaczego moje życia tak bardzo się zmieniło? Zawsze pragnęłam tylko mieć całą rodzinę w komplecie, być szczęśliwa! A nie... Czary i inne duperele. To nie dla mnie. Babcia ciągle mi powtarza, że to Boży dar, ale dla mnie to przekleństwo ponieważ wszystko od tego się zaczęło...
Dwa tygodnie później nareszcie mogłam wrócić do swojego normalnego życia. No przynajmniej w połowie. Najpierw to pojechałam do mamy, ale babcia jej wszystko wyjaśniła. Wcisnęła jej tam jakiś naprawdę dobry kit. Mama oczywiście nie była zadowolona z mojej długiej nieobecności, ale bardziej cieszyła się, że wróciłam. Potem gdy był poniedziałek rano, przyjechałam do szkoły do internatu. Umiałam już wszystko co powinnam wiedzieć. Wzięłam ze sobą księgę zaklęć ponieważ nie byłam wstanie się ich wszystkich nauczyć na pamięć, ale za to umiem rzucać czary idealnie. Na korytarzach ani w pokojach nikogo nie było. Trwały lekcje. Zresztą nawet nikt nie wiedział, że wracam. To miała być niespodzianka dla Amandy. Ciekawe co tam u niej słychać. Mam nadzieję, że wszystko dobrze bo inaczej wybuchnie tu wojna.
Postanowiłam iść pod prysznic. Dobrze się orzeźwić przed spotkaniem ze wszystkimi. Wzięłam więc do ręki mój strój tancerki bo zamierzałam dziś dobrze się zabawić podczas treningu. Tak mi tego brakowało! W końcu znalazłam się pod prysznicem. Z telefonu puściłam sobie piosenkę Miley Cyrus ,, 4*4 '' i wskoczyłam do kabiny prysznicowej w kilka sekund. Ciepła woda spływała po moim całym ciele dając ukojenie mojemu zmęczonemu ciału. Przez ostatni miesiąc dostałam niezły wysiłek. Dalej czuję zakwasy i ból kości. Obmyłam się cała, pośpiewałam sobie przy okazji i gdy skończyłam się ,, relaksować '' owinęłam się ręcznikiem, susząc sobie profesjonalnie włosy. Gotowa byłam po jakiś 20 minutach. Lustro wiszące nad umywalką było zaparowane więc wzięłam do ręki swój ręcznik z zamiarem przetarcia szklanego przedmiotu, ale gdy prawie skończyłam, ujrzałam po drugiej stronie lustra czyjąś twarz.
- Bransoletka..! - Wykrzyczał ledwo słyszalnym głosem. Wpadłam w panikę. Zaczęłam krzyczeć wystraszona do szpiku kości i zamknęłam oczy, aby następnie je otworzyć z nadzieją, że to tylko zły sen. Tak się nie stało, ale postać, którą przed chwilą widziałam, zniknęłam. Rozejrzałam się dookoła. Nikogo nie było.
- Co do licha?! - Warknęłam. Byłam cała roztrzęsiona tym co się stało. Kto to był?! No dobra... Lepiej jak wrócę do pokoju. Westchnęłam ciężko i obróciłam się na pięcie, aby ruszyć w stronę drzwi, jednak gdy tylko okręciłam się o 180 stopni, stał przede mną. Oko w oko. Odebrało mi mowę. Chciałam krzyczeć, wrzeszczeć, ale nie mogłam. Nie potrafiłam wykrztusić z siebie słowa. Najgorsze było to, kiedy spojrzałam mu w oczy. Pustka. Jakbym znalazła się w nicości. Znów przeszyły mnie na wskroś cierpienie, smutek i rozpacz. Takie samo uczucie czułam przy Fabianie.
- Pomóż mu! - Wrzasnął tym razem troszeczkę głośniej. Stałam jak skała. Ocknęłam się dopiero wtedy, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Chciałam spojrzeć w tamtą stronę, ale nie mogłam - Bransoletka! - Powtórzył i zniknął. Mrugnęłam kilkakrotnie oczyma. Jeszcze chwila i padłabym na zawał...
- Kto tam jest?! - Usłyszałam za drzwiami. Tak dobrze było usłyszeć znany mi głos.
- We.. Wejdź! - Odpowiedziałam, ale sama nie byłam pewna, czy to usłyszał. Może tylko wyszeptałam to? Kiedy drzwi się otworzyły, ujrzałam w nich Oliviera.
- Ashley! - Krzyknął a widząc mnie w takim stanie, pobladł - Wszystko w porządku? - Nie. Nic nie jest w porządku! Przed chwilą odwiedziła mnie jakaś zjawa do cholery!
- Przytul mnie.. - Wyszeptałam. Podbiegł do mnie od razu a ja wtuliłam się w jego ramiona. Dla innych to zwykły prefer, ale dla mnie? To ktoś więcej. Zbliżyliśmy się do siebie poprzez napad w bibliotece i teraz traktuję go jak przyjaciela. Nikt nie ma o tym pojęcia. Prefer z uczennicą? Mógłby dostać za to naganę a co gorsza, mogliby go wyrzucić ze szkoły i to przeze mnie! Nie wytrzymałam. Byłam tak sparaliżowana, że wybuchnęłam gorzkim płaczem. Wciąż się cała trzęsłam. Bałam się. To co ujrzałam w oczach tego chłopaka... Było w nich tyle bólu i nie tylko. Dostrzegłam tam coś jeszcze. Ten chłopak był chodzącą śmiercią!
Chwilę później, siedziałam już na swoim łóżku a obok mnie był Olivier. Zmartwił się moim stanem tym bardziej, że dalej wyglądałam koszmarnie.
- Ashley.. - Zaczął - Powiesz mi co się tam wydarzyło do cholery?!
- Ja... - Wyszeptałam drżącym głosem - Przepraszam, ale nie mogę... - Brunet przytulił mnie do siebie po raz drugi, głaszcząc dłonią moje długie, czarne włosy. Pachniał bardzo ładnie.
- Najważniejsze, że wróciłaś. Brakowało nam Ciebie - Posłał mi ciepły uśmiech, który dobrze na mnie wpłynął. Zadzwonił dzwonek na przerwę co oznaczało, że brunet musi już iść. Gdy wstawał z łóżka na nogi, spojrzał na mnie po raz ostatni - Następnym razem porozmawiamy dłużej. Musisz mi opowiedzieć co robiłaś przez ten czas, kiedy Cię nie było - Rzekł a następnie wyszedł. Ja natomiast nie mogłam się na niczym skupić. Bałam się siedzieć tu sama. Skończyła się druga lekcja więc zamierzałam iść do reszty klasy. Teraz dziewczyny powinny mieć próbę taneczną więc to plus dla mnie. Rozerwę się trochę! Ruszyłam jak najszybciej z pokoju i wolnym krokiem szłam wzdłuż korytarza. Każdy się na mnie patrzył i witał mnie z uśmiechem na twarzy. Brakowało mi tego.
Skręcając, wpadłam na męską postać dobrze umięśnioną.
- Jak chodzisz... - Usłyszałam. Kiedy spojrzałam mu w oczy, uśmiechnął się - Ashley!
- Steven... - Na mojej twarzy także zagościł mimowolny uśmiech. Dalej byłam na niego zła za to co zrobił mojej przyjaciółce, ale w końcu był moim przyjacielem i no, tęskniłam za nim. Otworzył swoje ramiona, abym mogła się w niego wtulić, ale zamiast tego, spojrzałam tylko na jego twarz - No niech będzie ... - Mruknęłam. Rzuciłam się na niego jakbyśmy nie widzieli się z dobrych kilka lat.
- Gdzie się podziewałaś? - Zapytał.
- To tu to tam - Wzruszyłam ramionami. Kiedyś mówiliśmy sobie wszystko, ale to się jakiś czas temu zmieniło - Jak tam w szkole? Dużo się zmieniło?
- No wiesz... Sporo. Amanda ciągle buja się z tym frajerem - Warknął - Nie jestem już kapitanem szkolnej drużyny. Ten blondynek zajął moje miejsce...
- Blondynek ? - Zdziwiłam się - O kim mówisz? - Wtedy usłyszałam za plecami krzyk mojej przyjaciółki.
- Ashley! - Wrzasnęła. Obróciłam się wolnym krokiem w jej stronę a następnie wybuchnęłam śmiechem. Podbiegła do mnie nawet nie patrząc na swojego byłego chłopaka, tylko wtuliła się we mnie z całej siły - Nareszcie!
- Też tęskniłam - Odpowiedziałam radośnie. Steven odszedł, kiedy tylko pojawił się przy nas Tom. O matko. To naprawdę on?! Wyglądał inaczej... Nie miał już czarnych włosów. On był blondynem!
- Cześć - Przywitał się.
- Hej - Odpowiedziałam - Ładny kolorek.
- Dzięki. A więc wróciłaś?
- Dokładnie. Amando, czemu nie jesteś w stroju? - Zdziwiłam się.
- Dużo się zmieniło... Nie wiem jak mam Ci to powiedzieć..
- Mów!
- Może lepiej ja to zrobię - Na sam dźwięk tego głosu mnie zemdliło. Obok mnie stanęła Pam razem ze swoją ,, świtą ''. Miała na sobie dokładnie taki sam strój jak ja! Co za szmata!
- Co Ty robisz w tym stroju?! - Wrzasnęłam agresywnie. ,, The Girls '' należą do mnie!
- Chyba raczej co Ty w nim robisz - Zaśmiała się - Nie wiesz, że nie należysz już do zespołu?
- Słucham?! - Myślałam, że się przesłyszałam.
- A i jeszcze jedno... - Zbliżyła się do mojego ucha, aby wyszeptać mi te kilka słów tak, aby nikt nie słyszał. Wiedziała, że to mnie wkurwi - Teraz to ja jestem kapitanem - Parsknęła a potem odeszła kręcąc tyłkiem. No to są chyba jakieś jaja!
- Błagam.. Powiedz, że to koszmar... - Zwróciłam się do przyjaciółki.
- Nie było Cię dość długo więc dyrektor postanowił, aby to ona zajęła Twoje miejsce... Nie mogłam znieść jej widoku więc odeszłam z zespołu..
- Boże! Umieram! - Tom zaśmiał się na co ja posłałam mu piorunujące spojrzenie. Wkurwiłam się i to bardzo. Ponownie zadzwonił dzwonek. Tym razem na lekcję. Cała nasza trójka ruszyła w stronę klasy matematycznej, kiedy ujrzałam stojącego pod ścianą Fabiana.
- Chodzi do szkoły od tygodhttps://www.blogger.com/blogger.g?blogID=7960502888470999045#editor/target=post;postID=7167760498722094047;onPublishedMenu=allposts;onClosedMenu=allposts;postNum=0;src=postnamenia - Amanda zauważyła moje zdziwienie więc wyjaśniła mi to i owo - Jest spokojny i nie sprawia problemów, chociaż mu nie ufam.. - Nasz wzrok się napotkał. Przypomniałam sobie pocałunek. Chciał, abym go sobie przypomniała. Dobrze wiedział o czym myślę i się nawet uśmiechnął. Już miałam odwrócić swój wzrok, kiedy dostrzegłam coś jeszcze. Za nim ktoś stał. To ten sam chłopak, który odwiedził mnie dziś w łazience. Stanęłam sparaliżowana.
- Ashley? Ashley, idziesz? - Mówiła do mnie rudowłosa nastolatka, ale nie słuchałam jej kompletnie. Byłam wpatrzona w postać stojącą tuż za Fabianem.
- Bransoletka... - Wyszeptał, wskazując palcem na biżuterię wiszącą na nadgarstku wampira. Mrugnęłam przestraszona. Zniknął. Teraz stał tam tylko dobrze zbudowany nastolatek. Dziwnie się we mnie patrzył. Jakby chciał wiedzieć co mi się stało.
- Ashley!
- Tak? - Spojrzałam na przyjaciółkę. Dopiero teraz zorientowałam się, że mnie wołała.
- Wszystko gra?
- Ta... Tak... - Wyjąkałam - Idziemy? - Kiwnęła głową a wtedy ruszyłyśmy prosto. Kim jest ta istota? To duch?!
- Dziwnie wyglądasz.. - Zauważył blondyn.
- Wszystko jest okej - Posłałam im uśmiech, ale nie dali się na niego nabrać. Przyśpieszyłam, aby nie ciągnęli tego tematu ponieważ sama już nie wiem co z tym zrobić i co o tym myśleć. Wchodząc do klasy, znowu go ujrzałam. Po raz któryś przeszły mnie ciarki na całym ciele.
- Kris.. - Wyszeptał i zniknął.
- Kris..? - Powtórzyłam zmieszana. Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię. Spojrzałam za siebie..
- Co powiedziałaś?! - Warknął szatyn.
- Kri..
- Skąd znasz to imię?! - Wtrącił. Wtedy sobie przypomniałam. To samo imię jest napisane na bransoletce Fabiana - Mów! - Szarpnął mną. Nie dał jednak mi szansy, aby cokolwiek powiedzieć ponieważ chwycił mnie po obu stronach ramion i szybkim ruchem, znaleźliśmy się w szkolnym schowku. Byliśmy tam sami. We dwoje. W ciasnym pomieszczeniu.
- Kim jest Kris?! - Odważyłam się na to pytanie. Milczał - Kim?!
- Niech Cię to nie obchodzi - Warknął - Skąd go znasz?.. - Wtedy znów go ujrzałam. Stał za Fabianem i wskazywał na jego bransoletkę. Kurwa, niech to się skończy! W obecności tej zmory czułam śmierć! Ból tak ogromny, że nie wiedziałam czy wrzeszczeć czy uciekać.
- Wynoś się stąd! - Wrzasnęłam. Prawą rękę skierowałam w jego stronę. Pułki stojące obok nich, zawaliły się. Duch zniknął. Szatyn natomiast leżał na podłodze zwijając się z bólu. Wkurwił się. - Sehero Altern ! - Rzuciłam zaklęcie, aby nie mógł się poruszać. Tym razem już nie jestem za słaba. Nie ma ze mną szans. Następnie szybko zbliżyłam się do niego i ściągnęłam z jego nadgarstka biżuterię, potem ostatni raz na niego spojrzałam.
- Nie wiesz do czego mnie doprowadzasz... - Wysyczał. Płonął rządzą mordu.
- Vincento Extutive!- Wrzasnęłam czar teleportu. Nim jednak znalazłam się w swoim pokoju, zdążyłam przeczytać odrobinę jego myśli.
,, - FABIAN! ROZBIJEMY SIĘ!
- SPOKOJNIE! WYDOSTANĘ NAS STĄD! TO MOJA WINA!
- CHCĘ, ABYŚ WIEDZIAŁ, ŻE...
- KRIS! ZAMKNIJ SIĘ I NIE MÓW JAKBY TO BYŁ NASZ KONIEC! PRZEŻYJEMY!
- ALE TO JEST NASZ KONIEC... ''
,, Boży Dar '' - Spotkanie
Nie mogłam na niczym się skupić. Ciągle o nim myślałam. O tym pocałunku. Dręczyło mnie to wszystko gdy tylko zasypiałam. Miałam koszmary w roli głównej, że Fabian mnie atakuje, że wysysa ze mnie krew, że mnie zabija z uśmiechem na twarzy.... Dlaczego moje życia tak bardzo się zmieniło? Zawsze pragnęłam tylko mieć całą rodzinę w komplecie, być szczęśliwa! A nie... Czary i inne duperele. To nie dla mnie. Babcia ciągle mi powtarza, że to Boży dar, ale dla mnie to przekleństwo ponieważ wszystko od tego się zaczęło...
Dwa tygodnie później nareszcie mogłam wrócić do swojego normalnego życia. No przynajmniej w połowie. Najpierw to pojechałam do mamy, ale babcia jej wszystko wyjaśniła. Wcisnęła jej tam jakiś naprawdę dobry kit. Mama oczywiście nie była zadowolona z mojej długiej nieobecności, ale bardziej cieszyła się, że wróciłam. Potem gdy był poniedziałek rano, przyjechałam do szkoły do internatu. Umiałam już wszystko co powinnam wiedzieć. Wzięłam ze sobą księgę zaklęć ponieważ nie byłam wstanie się ich wszystkich nauczyć na pamięć, ale za to umiem rzucać czary idealnie. Na korytarzach ani w pokojach nikogo nie było. Trwały lekcje. Zresztą nawet nikt nie wiedział, że wracam. To miała być niespodzianka dla Amandy. Ciekawe co tam u niej słychać. Mam nadzieję, że wszystko dobrze bo inaczej wybuchnie tu wojna.
Postanowiłam iść pod prysznic. Dobrze się orzeźwić przed spotkaniem ze wszystkimi. Wzięłam więc do ręki mój strój tancerki bo zamierzałam dziś dobrze się zabawić podczas treningu. Tak mi tego brakowało! W końcu znalazłam się pod prysznicem. Z telefonu puściłam sobie piosenkę Miley Cyrus ,, 4*4 '' i wskoczyłam do kabiny prysznicowej w kilka sekund. Ciepła woda spływała po moim całym ciele dając ukojenie mojemu zmęczonemu ciału. Przez ostatni miesiąc dostałam niezły wysiłek. Dalej czuję zakwasy i ból kości. Obmyłam się cała, pośpiewałam sobie przy okazji i gdy skończyłam się ,, relaksować '' owinęłam się ręcznikiem, susząc sobie profesjonalnie włosy. Gotowa byłam po jakiś 20 minutach. Lustro wiszące nad umywalką było zaparowane więc wzięłam do ręki swój ręcznik z zamiarem przetarcia szklanego przedmiotu, ale gdy prawie skończyłam, ujrzałam po drugiej stronie lustra czyjąś twarz.
- Bransoletka..! - Wykrzyczał ledwo słyszalnym głosem. Wpadłam w panikę. Zaczęłam krzyczeć wystraszona do szpiku kości i zamknęłam oczy, aby następnie je otworzyć z nadzieją, że to tylko zły sen. Tak się nie stało, ale postać, którą przed chwilą widziałam, zniknęłam. Rozejrzałam się dookoła. Nikogo nie było.
- Co do licha?! - Warknęłam. Byłam cała roztrzęsiona tym co się stało. Kto to był?! No dobra... Lepiej jak wrócę do pokoju. Westchnęłam ciężko i obróciłam się na pięcie, aby ruszyć w stronę drzwi, jednak gdy tylko okręciłam się o 180 stopni, stał przede mną. Oko w oko. Odebrało mi mowę. Chciałam krzyczeć, wrzeszczeć, ale nie mogłam. Nie potrafiłam wykrztusić z siebie słowa. Najgorsze było to, kiedy spojrzałam mu w oczy. Pustka. Jakbym znalazła się w nicości. Znów przeszyły mnie na wskroś cierpienie, smutek i rozpacz. Takie samo uczucie czułam przy Fabianie.
- Pomóż mu! - Wrzasnął tym razem troszeczkę głośniej. Stałam jak skała. Ocknęłam się dopiero wtedy, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Chciałam spojrzeć w tamtą stronę, ale nie mogłam - Bransoletka! - Powtórzył i zniknął. Mrugnęłam kilkakrotnie oczyma. Jeszcze chwila i padłabym na zawał...
- Kto tam jest?! - Usłyszałam za drzwiami. Tak dobrze było usłyszeć znany mi głos.
- We.. Wejdź! - Odpowiedziałam, ale sama nie byłam pewna, czy to usłyszał. Może tylko wyszeptałam to? Kiedy drzwi się otworzyły, ujrzałam w nich Oliviera.
- Ashley! - Krzyknął a widząc mnie w takim stanie, pobladł - Wszystko w porządku? - Nie. Nic nie jest w porządku! Przed chwilą odwiedziła mnie jakaś zjawa do cholery!
- Przytul mnie.. - Wyszeptałam. Podbiegł do mnie od razu a ja wtuliłam się w jego ramiona. Dla innych to zwykły prefer, ale dla mnie? To ktoś więcej. Zbliżyliśmy się do siebie poprzez napad w bibliotece i teraz traktuję go jak przyjaciela. Nikt nie ma o tym pojęcia. Prefer z uczennicą? Mógłby dostać za to naganę a co gorsza, mogliby go wyrzucić ze szkoły i to przeze mnie! Nie wytrzymałam. Byłam tak sparaliżowana, że wybuchnęłam gorzkim płaczem. Wciąż się cała trzęsłam. Bałam się. To co ujrzałam w oczach tego chłopaka... Było w nich tyle bólu i nie tylko. Dostrzegłam tam coś jeszcze. Ten chłopak był chodzącą śmiercią!
Chwilę później, siedziałam już na swoim łóżku a obok mnie był Olivier. Zmartwił się moim stanem tym bardziej, że dalej wyglądałam koszmarnie.
- Ashley.. - Zaczął - Powiesz mi co się tam wydarzyło do cholery?!
- Ja... - Wyszeptałam drżącym głosem - Przepraszam, ale nie mogę... - Brunet przytulił mnie do siebie po raz drugi, głaszcząc dłonią moje długie, czarne włosy. Pachniał bardzo ładnie.
- Najważniejsze, że wróciłaś. Brakowało nam Ciebie - Posłał mi ciepły uśmiech, który dobrze na mnie wpłynął. Zadzwonił dzwonek na przerwę co oznaczało, że brunet musi już iść. Gdy wstawał z łóżka na nogi, spojrzał na mnie po raz ostatni - Następnym razem porozmawiamy dłużej. Musisz mi opowiedzieć co robiłaś przez ten czas, kiedy Cię nie było - Rzekł a następnie wyszedł. Ja natomiast nie mogłam się na niczym skupić. Bałam się siedzieć tu sama. Skończyła się druga lekcja więc zamierzałam iść do reszty klasy. Teraz dziewczyny powinny mieć próbę taneczną więc to plus dla mnie. Rozerwę się trochę! Ruszyłam jak najszybciej z pokoju i wolnym krokiem szłam wzdłuż korytarza. Każdy się na mnie patrzył i witał mnie z uśmiechem na twarzy. Brakowało mi tego.
Skręcając, wpadłam na męską postać dobrze umięśnioną.
- Jak chodzisz... - Usłyszałam. Kiedy spojrzałam mu w oczy, uśmiechnął się - Ashley!
- Steven... - Na mojej twarzy także zagościł mimowolny uśmiech. Dalej byłam na niego zła za to co zrobił mojej przyjaciółce, ale w końcu był moim przyjacielem i no, tęskniłam za nim. Otworzył swoje ramiona, abym mogła się w niego wtulić, ale zamiast tego, spojrzałam tylko na jego twarz - No niech będzie ... - Mruknęłam. Rzuciłam się na niego jakbyśmy nie widzieli się z dobrych kilka lat.
- Gdzie się podziewałaś? - Zapytał.
- To tu to tam - Wzruszyłam ramionami. Kiedyś mówiliśmy sobie wszystko, ale to się jakiś czas temu zmieniło - Jak tam w szkole? Dużo się zmieniło?
- No wiesz... Sporo. Amanda ciągle buja się z tym frajerem - Warknął - Nie jestem już kapitanem szkolnej drużyny. Ten blondynek zajął moje miejsce...
- Blondynek ? - Zdziwiłam się - O kim mówisz? - Wtedy usłyszałam za plecami krzyk mojej przyjaciółki.
- Ashley! - Wrzasnęła. Obróciłam się wolnym krokiem w jej stronę a następnie wybuchnęłam śmiechem. Podbiegła do mnie nawet nie patrząc na swojego byłego chłopaka, tylko wtuliła się we mnie z całej siły - Nareszcie!
- Też tęskniłam - Odpowiedziałam radośnie. Steven odszedł, kiedy tylko pojawił się przy nas Tom. O matko. To naprawdę on?! Wyglądał inaczej... Nie miał już czarnych włosów. On był blondynem!
- Cześć - Przywitał się.
- Hej - Odpowiedziałam - Ładny kolorek.
- Dzięki. A więc wróciłaś?
- Dokładnie. Amando, czemu nie jesteś w stroju? - Zdziwiłam się.
- Dużo się zmieniło... Nie wiem jak mam Ci to powiedzieć..
- Mów!
- Może lepiej ja to zrobię - Na sam dźwięk tego głosu mnie zemdliło. Obok mnie stanęła Pam razem ze swoją ,, świtą ''. Miała na sobie dokładnie taki sam strój jak ja! Co za szmata!
- Co Ty robisz w tym stroju?! - Wrzasnęłam agresywnie. ,, The Girls '' należą do mnie!
- Chyba raczej co Ty w nim robisz - Zaśmiała się - Nie wiesz, że nie należysz już do zespołu?
- Słucham?! - Myślałam, że się przesłyszałam.
- A i jeszcze jedno... - Zbliżyła się do mojego ucha, aby wyszeptać mi te kilka słów tak, aby nikt nie słyszał. Wiedziała, że to mnie wkurwi - Teraz to ja jestem kapitanem - Parsknęła a potem odeszła kręcąc tyłkiem. No to są chyba jakieś jaja!
- Błagam.. Powiedz, że to koszmar... - Zwróciłam się do przyjaciółki.
- Nie było Cię dość długo więc dyrektor postanowił, aby to ona zajęła Twoje miejsce... Nie mogłam znieść jej widoku więc odeszłam z zespołu..
- Boże! Umieram! - Tom zaśmiał się na co ja posłałam mu piorunujące spojrzenie. Wkurwiłam się i to bardzo. Ponownie zadzwonił dzwonek. Tym razem na lekcję. Cała nasza trójka ruszyła w stronę klasy matematycznej, kiedy ujrzałam stojącego pod ścianą Fabiana.
- Chodzi do szkoły od tygodhttps://www.blogger.com/blogger.g?blogID=7960502888470999045#editor/target=post;postID=7167760498722094047;onPublishedMenu=allposts;onClosedMenu=allposts;postNum=0;src=postnamenia - Amanda zauważyła moje zdziwienie więc wyjaśniła mi to i owo - Jest spokojny i nie sprawia problemów, chociaż mu nie ufam.. - Nasz wzrok się napotkał. Przypomniałam sobie pocałunek. Chciał, abym go sobie przypomniała. Dobrze wiedział o czym myślę i się nawet uśmiechnął. Już miałam odwrócić swój wzrok, kiedy dostrzegłam coś jeszcze. Za nim ktoś stał. To ten sam chłopak, który odwiedził mnie dziś w łazience. Stanęłam sparaliżowana.
- Ashley? Ashley, idziesz? - Mówiła do mnie rudowłosa nastolatka, ale nie słuchałam jej kompletnie. Byłam wpatrzona w postać stojącą tuż za Fabianem.
- Bransoletka... - Wyszeptał, wskazując palcem na biżuterię wiszącą na nadgarstku wampira. Mrugnęłam przestraszona. Zniknął. Teraz stał tam tylko dobrze zbudowany nastolatek. Dziwnie się we mnie patrzył. Jakby chciał wiedzieć co mi się stało.
- Ashley!
- Tak? - Spojrzałam na przyjaciółkę. Dopiero teraz zorientowałam się, że mnie wołała.
- Wszystko gra?
- Ta... Tak... - Wyjąkałam - Idziemy? - Kiwnęła głową a wtedy ruszyłyśmy prosto. Kim jest ta istota? To duch?!
- Dziwnie wyglądasz.. - Zauważył blondyn.
- Wszystko jest okej - Posłałam im uśmiech, ale nie dali się na niego nabrać. Przyśpieszyłam, aby nie ciągnęli tego tematu ponieważ sama już nie wiem co z tym zrobić i co o tym myśleć. Wchodząc do klasy, znowu go ujrzałam. Po raz któryś przeszły mnie ciarki na całym ciele.
- Kris.. - Wyszeptał i zniknął.
- Kris..? - Powtórzyłam zmieszana. Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię. Spojrzałam za siebie..
- Co powiedziałaś?! - Warknął szatyn.
- Kri..
- Skąd znasz to imię?! - Wtrącił. Wtedy sobie przypomniałam. To samo imię jest napisane na bransoletce Fabiana - Mów! - Szarpnął mną. Nie dał jednak mi szansy, aby cokolwiek powiedzieć ponieważ chwycił mnie po obu stronach ramion i szybkim ruchem, znaleźliśmy się w szkolnym schowku. Byliśmy tam sami. We dwoje. W ciasnym pomieszczeniu.
- Kim jest Kris?! - Odważyłam się na to pytanie. Milczał - Kim?!
- Niech Cię to nie obchodzi - Warknął - Skąd go znasz?.. - Wtedy znów go ujrzałam. Stał za Fabianem i wskazywał na jego bransoletkę. Kurwa, niech to się skończy! W obecności tej zmory czułam śmierć! Ból tak ogromny, że nie wiedziałam czy wrzeszczeć czy uciekać.
- Wynoś się stąd! - Wrzasnęłam. Prawą rękę skierowałam w jego stronę. Pułki stojące obok nich, zawaliły się. Duch zniknął. Szatyn natomiast leżał na podłodze zwijając się z bólu. Wkurwił się. - Sehero Altern ! - Rzuciłam zaklęcie, aby nie mógł się poruszać. Tym razem już nie jestem za słaba. Nie ma ze mną szans. Następnie szybko zbliżyłam się do niego i ściągnęłam z jego nadgarstka biżuterię, potem ostatni raz na niego spojrzałam.
- Nie wiesz do czego mnie doprowadzasz... - Wysyczał. Płonął rządzą mordu.
- Vincento Extutive!- Wrzasnęłam czar teleportu. Nim jednak znalazłam się w swoim pokoju, zdążyłam przeczytać odrobinę jego myśli.
,, - FABIAN! ROZBIJEMY SIĘ!
- SPOKOJNIE! WYDOSTANĘ NAS STĄD! TO MOJA WINA!
- CHCĘ, ABYŚ WIEDZIAŁ, ŻE...
- KRIS! ZAMKNIJ SIĘ I NIE MÓW JAKBY TO BYŁ NASZ KONIEC! PRZEŻYJEMY!
- ALE TO JEST NASZ KONIEC... ''
poniedziałek, 23 lutego 2015
Rozdział 14.
,, Boży Dar '' -
Do domu babci wróciłam nad ranem, kiedy ona jeszcze spała. Byłam zmęczona i wyczerpana do granic możliwości. Gdy odzyskałam trochę sił w internacie, wszystko wykorzystałam na teleport. Teraz jestem spokojniejsza wiedząc, że mojej najlepszej przyjaciółce nic nie jest. Ma naszyjnik, który dostała od mojej babci więc nie mam się co martwić. Nie mogłam sobie przypomnieć tego co się właściwie wczoraj wydarzyło. Pamiętam, że spotkałam się z Amandą, potem pojawił się Tom i na koniec miałam starcie z Fabianem. Wszystko jak przez mgłę. To tylko kwestia czasu, aż babcia się skapnie, że coś jest nie tak. Nie jest głupia. Ja tymczasem rzuciłam się na swoje łóżko z wielką ulgą. Wreszcie spokój i cisza. Zamknęłam oczy z nadzieją, że zasnę, ale tak się nie stało. Przynajmniej nie od razu. Kręciłam się z boku na bok co rusz przypominając sobie dokładniej wydarzenia z wczoraj. Nagle mnie olśniło.
- Całowałam się z Fabianem! - Wykrzyczałam sama do siebie. Zwariowałam kompletnie... On pocałował mnie. Dlaczego to zrobił? Co gorsza...Dlaczego dobrze się z tym czuję? Podobało mi się to. Był czuły i delikatny a jego twarz zmieniała się w taki dziwny sposób. Wyczuwałam od niego ból, smutek, cierpienie, żal.. Tęsknił za kimś i to bardzo mocno. Miał dziewczynę? Stracił ukochaną? Co to ma wspólnego z jego klątwą? Musiałam się tego dowiedzieć za wszelką cenę, ale przy nim traciłam zdrowy rozsądek. To wampir! Nie raz mnie zaatakował! Nie mogę w ten sposób o nim myśleć, że dobrze całuje i takie tam! Co się ze mną do cholery dzieje? To nigdy więcej nie może się powtórzyć. Nigdy. Więcej!
Ziewnęłam i ponownie spróbowałam zasnąć. Tym razem w końcu mi się udało. Nawet się nie zorientowałam, że przez cały czas, krążyłam koniuszkami palców wzdłuż swoich warg myśląc o czarnowłosym chłopaku....
*Fabian*
Obudziłem się jak zwykle nie wiadomo gdzie. Wkurwia mnie już to powoli. Rozejrzałem się dookoła. Dochodziła jakoś 7.45. Nareszcie ta piekielna noc się skończyła. Wstałem na równe nogi czując jak napierdala mnie każda kość. Mocno dostałem wczorajszego wieczoru, ale było warto. Spotkałem ją.. Po dwóch tygodniach znowu ją ujrzałem. Nie jest już tak słaba jak na początku. Nauczyła się sporo a za kolejne kilka tygodni będzie nie do pokonania. Tego właśnie oczekuję. Kiedy wreszcie będzie gotowa, zajmę się nią i skończy się to pierdolone piekło, w którym żyję od kilku dobrych lat. Przed oczyma miałem ten pocałunek. Po cholerę ją wtedy pocałowałem?! Nie chciałem, aby krzyczała. Musiałem ją jakoś uciszyć i tylko to przyszło mi do głowy. Musiałem też odwrócić swoje myśli od pragnienia wypicia z niej całej krwi. Tak pięknie pachniała. Najlepiej na świecie! Nigdy czegoś takiego nie czułem. Wystarczy tylko, aby poleciała jej malutka kropla krwi a ja już tracę kontrolę. Ciężko mi jest przy niej racjonalnie myśleć, jednak kiedy już ją pocałowałem... Wszystko inne zniknęło. Cały ból, który mnie tłamsi, cierpienie i smutek, które rozpierdalają mnie od środka. Tego nie było. Zabrała to ode mnie pozostawiając mnie przez chwilę czystego. Niesamowite.
Zatraciłem się w tym. Chciałem jej więcej i więcej, ale przerwali nam. Mój kochany braciszek i ta głupia lalka pusta. Jednak to nigdy więcej nie może się zdarzyć. Nigdy więcej nie mogę się z nią pocałować a co gorsza, nigdy w życiu nie mógłbym się w niej zakochać. To by zjebało wszystko. Cały mój plan... Ta dziewczyna nie może dla mnie znaczyć więcej niż to, że jest tylko i wyłącznie czarownicą.
- Złaź z drogi kretynie! - Wrzasnął jakiś facet jadący samochodem w moim kierunku. Spojrzałem przed siebie po czym zorientowałem się, że stoję na środku drogi gdzieś na zadupiu - A Ty zamknij pysk i nie waż się odzywać - Zwrócił się do kobiety siedzącej obok niego. Wyszeptał jej to do ucha bym nie słyszał. Słyszałem doskonale. Nie zszedłem przez co on musiał się zatrzymać - Głuchy jesteś kretynie?!
- Wyjdź z samochodu i sam mnie do tego zmuś - Odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy. Czułem strach od tej kobiety. Bała się go. Była zastraszana. Czas się więc zabawić.
- Pożałujesz - Warknął po czym opuścił swój pojazd idąc w moją stronę wolnym krokiem. Wybuchnąłem śmiechem. Nim do mnie podszedł ja już znalazłem się za nim. Odwrócił się w moją stronę jak oparzony. Wyglądał jakby zobaczył ducha. Urocze - Jak Ty to...
- Stul pysk i słuchaj - Spojrzałem mu głęboko w oczy tak, że się w mym wzroku zatracił - Nie ruszaj się stąd i nie krzycz bez mojej zgody - Mruknąłem. Następnie jednym ruchem znalazłem się przy jego kobiecie. Teraz bardziej bała się mnie niż jego. Prawidłowo. Jej także spojrzałem w oczy.
- Zadam Ci kilka pytań ślicznotko a Ty mi na wszystko odpowiesz szczerze, rozumiemy się? - Kiwnęła głową jak zahipnotyzowana. No w sumie taka była w połowie. Zahipnotyzowana - Kim jest dla Ciebie ten koleś?
- To mój chłopak.. - Odpowiedziała z odrazą.
- Czy kiedykolwiek Cię uderzył bądź wyzwał?
- Tak.
- Znęca się nad Tobą? - Ciągnąłem. Kiwnęła potwierdzająco głową - Kiedy ostatnio?
- Dziś rano... - Ściągnęła z lewego ramienia kawałek koszuli a moim oczom ukazał się wielki, fioletowy siniak. Miała też kilka pociętych kresek. Dobrze, że jest dzień i umiem panować nad swoją drugą połówką bo mogłoby się to źle skończyć - Uderzył mnie pięścią..
- Dlaczego Cię uderzył? Czym go wkurzyłaś?
- Spóźniłam się ze śniadaniem o 3 minuty.
- Jak masz na imię? - Zmieniłem temat.
- Anna...
- Więc Anno - Wtrąciłem - Masz jakąś rodzinę? Przyjaciół?
- Nie mam przyjaciół a z rodziną nie mam kontaktu od roku.. Zakazał mi z kimkolwiek się komunikować. Jestem jego własnością.
- Bzdura. Posłuchaj mnie uważnie. Wsiadaj za kierownicę i jedź śmiało do swojego rodzinnego domu.
- Wścieknie się....
- Nie przerywaj mi. Nie zwracaj też na niego uwagi. Najlepiej zapomnij o nim i o tym, że kiedykolwiek go poznałaś. Wracaj do rodziny i bądź szczęśliwa jak nigdy przedtem. Przeproś ich za swoje zachowanie i nie martw się więcej niczym. Zapomnij też o naszej rozmowie i o tym, że mnie spotkałaś. Nigdy do tego nie doszło.. - Kiwnęła potwierdzająco głową a następnie odjechała. Ja natomiast wróciłem do tego gnojka.
- Zostaw mnie świrze..
- A więc znęcasz się nad własną dziewczyną? A co powiesz na to, abym ja poznęcał się nad Tobą, hm?
- Pieprz się - Opluł mi twarz co mnie wkurwiło jeszcze bardziej. Poczułem, że jestem głodny. Świetnie. Sam dobrowolnie wydłużyłem swoje kły, pomyślałem o krwi i udało się. Nigdy wcześniej nie przemieniałem się w dzień, ale teraz miałem to w dupie. Chciałem odegrać się na tym kolesiu. Nie zasługuje na życie - O ja pierdole.. - Wyszeptał widząc mnie w takim stanie. Zaśmiałem się tylko.
- Zabawa dopiero się zaczyna - Warknąłem i jednym ruchem byłem tuż przy nim. Szarpał się co mi się podobało, ale nie na długo. Wreszcie nie wytrzymałem i miałem dość tej farsy więc wbiłem się zębami w jego szyję czując smak krwi. O tak.. Nie oszczędziłem go. Złamałem mu kark na sam koniec, pozostawiając jego nędzne ciało na pastwę losu. I tak już nie żył. Po skończonej sprawie, otarłem dłonią usta. Najadłem się na cały dzień....
,, Boży Dar '' -
Do domu babci wróciłam nad ranem, kiedy ona jeszcze spała. Byłam zmęczona i wyczerpana do granic możliwości. Gdy odzyskałam trochę sił w internacie, wszystko wykorzystałam na teleport. Teraz jestem spokojniejsza wiedząc, że mojej najlepszej przyjaciółce nic nie jest. Ma naszyjnik, który dostała od mojej babci więc nie mam się co martwić. Nie mogłam sobie przypomnieć tego co się właściwie wczoraj wydarzyło. Pamiętam, że spotkałam się z Amandą, potem pojawił się Tom i na koniec miałam starcie z Fabianem. Wszystko jak przez mgłę. To tylko kwestia czasu, aż babcia się skapnie, że coś jest nie tak. Nie jest głupia. Ja tymczasem rzuciłam się na swoje łóżko z wielką ulgą. Wreszcie spokój i cisza. Zamknęłam oczy z nadzieją, że zasnę, ale tak się nie stało. Przynajmniej nie od razu. Kręciłam się z boku na bok co rusz przypominając sobie dokładniej wydarzenia z wczoraj. Nagle mnie olśniło.
- Całowałam się z Fabianem! - Wykrzyczałam sama do siebie. Zwariowałam kompletnie... On pocałował mnie. Dlaczego to zrobił? Co gorsza...Dlaczego dobrze się z tym czuję? Podobało mi się to. Był czuły i delikatny a jego twarz zmieniała się w taki dziwny sposób. Wyczuwałam od niego ból, smutek, cierpienie, żal.. Tęsknił za kimś i to bardzo mocno. Miał dziewczynę? Stracił ukochaną? Co to ma wspólnego z jego klątwą? Musiałam się tego dowiedzieć za wszelką cenę, ale przy nim traciłam zdrowy rozsądek. To wampir! Nie raz mnie zaatakował! Nie mogę w ten sposób o nim myśleć, że dobrze całuje i takie tam! Co się ze mną do cholery dzieje? To nigdy więcej nie może się powtórzyć. Nigdy. Więcej!
Ziewnęłam i ponownie spróbowałam zasnąć. Tym razem w końcu mi się udało. Nawet się nie zorientowałam, że przez cały czas, krążyłam koniuszkami palców wzdłuż swoich warg myśląc o czarnowłosym chłopaku....
*Fabian*
Obudziłem się jak zwykle nie wiadomo gdzie. Wkurwia mnie już to powoli. Rozejrzałem się dookoła. Dochodziła jakoś 7.45. Nareszcie ta piekielna noc się skończyła. Wstałem na równe nogi czując jak napierdala mnie każda kość. Mocno dostałem wczorajszego wieczoru, ale było warto. Spotkałem ją.. Po dwóch tygodniach znowu ją ujrzałem. Nie jest już tak słaba jak na początku. Nauczyła się sporo a za kolejne kilka tygodni będzie nie do pokonania. Tego właśnie oczekuję. Kiedy wreszcie będzie gotowa, zajmę się nią i skończy się to pierdolone piekło, w którym żyję od kilku dobrych lat. Przed oczyma miałem ten pocałunek. Po cholerę ją wtedy pocałowałem?! Nie chciałem, aby krzyczała. Musiałem ją jakoś uciszyć i tylko to przyszło mi do głowy. Musiałem też odwrócić swoje myśli od pragnienia wypicia z niej całej krwi. Tak pięknie pachniała. Najlepiej na świecie! Nigdy czegoś takiego nie czułem. Wystarczy tylko, aby poleciała jej malutka kropla krwi a ja już tracę kontrolę. Ciężko mi jest przy niej racjonalnie myśleć, jednak kiedy już ją pocałowałem... Wszystko inne zniknęło. Cały ból, który mnie tłamsi, cierpienie i smutek, które rozpierdalają mnie od środka. Tego nie było. Zabrała to ode mnie pozostawiając mnie przez chwilę czystego. Niesamowite.
Zatraciłem się w tym. Chciałem jej więcej i więcej, ale przerwali nam. Mój kochany braciszek i ta głupia lalka pusta. Jednak to nigdy więcej nie może się zdarzyć. Nigdy więcej nie mogę się z nią pocałować a co gorsza, nigdy w życiu nie mógłbym się w niej zakochać. To by zjebało wszystko. Cały mój plan... Ta dziewczyna nie może dla mnie znaczyć więcej niż to, że jest tylko i wyłącznie czarownicą.
- Złaź z drogi kretynie! - Wrzasnął jakiś facet jadący samochodem w moim kierunku. Spojrzałem przed siebie po czym zorientowałem się, że stoję na środku drogi gdzieś na zadupiu - A Ty zamknij pysk i nie waż się odzywać - Zwrócił się do kobiety siedzącej obok niego. Wyszeptał jej to do ucha bym nie słyszał. Słyszałem doskonale. Nie zszedłem przez co on musiał się zatrzymać - Głuchy jesteś kretynie?!
- Wyjdź z samochodu i sam mnie do tego zmuś - Odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy. Czułem strach od tej kobiety. Bała się go. Była zastraszana. Czas się więc zabawić.
- Pożałujesz - Warknął po czym opuścił swój pojazd idąc w moją stronę wolnym krokiem. Wybuchnąłem śmiechem. Nim do mnie podszedł ja już znalazłem się za nim. Odwrócił się w moją stronę jak oparzony. Wyglądał jakby zobaczył ducha. Urocze - Jak Ty to...
- Stul pysk i słuchaj - Spojrzałem mu głęboko w oczy tak, że się w mym wzroku zatracił - Nie ruszaj się stąd i nie krzycz bez mojej zgody - Mruknąłem. Następnie jednym ruchem znalazłem się przy jego kobiecie. Teraz bardziej bała się mnie niż jego. Prawidłowo. Jej także spojrzałem w oczy.
- Zadam Ci kilka pytań ślicznotko a Ty mi na wszystko odpowiesz szczerze, rozumiemy się? - Kiwnęła głową jak zahipnotyzowana. No w sumie taka była w połowie. Zahipnotyzowana - Kim jest dla Ciebie ten koleś?
- To mój chłopak.. - Odpowiedziała z odrazą.
- Czy kiedykolwiek Cię uderzył bądź wyzwał?
- Tak.
- Znęca się nad Tobą? - Ciągnąłem. Kiwnęła potwierdzająco głową - Kiedy ostatnio?
- Dziś rano... - Ściągnęła z lewego ramienia kawałek koszuli a moim oczom ukazał się wielki, fioletowy siniak. Miała też kilka pociętych kresek. Dobrze, że jest dzień i umiem panować nad swoją drugą połówką bo mogłoby się to źle skończyć - Uderzył mnie pięścią..
- Dlaczego Cię uderzył? Czym go wkurzyłaś?
- Spóźniłam się ze śniadaniem o 3 minuty.
- Jak masz na imię? - Zmieniłem temat.
- Anna...
- Więc Anno - Wtrąciłem - Masz jakąś rodzinę? Przyjaciół?
- Nie mam przyjaciół a z rodziną nie mam kontaktu od roku.. Zakazał mi z kimkolwiek się komunikować. Jestem jego własnością.
- Bzdura. Posłuchaj mnie uważnie. Wsiadaj za kierownicę i jedź śmiało do swojego rodzinnego domu.
- Wścieknie się....
- Nie przerywaj mi. Nie zwracaj też na niego uwagi. Najlepiej zapomnij o nim i o tym, że kiedykolwiek go poznałaś. Wracaj do rodziny i bądź szczęśliwa jak nigdy przedtem. Przeproś ich za swoje zachowanie i nie martw się więcej niczym. Zapomnij też o naszej rozmowie i o tym, że mnie spotkałaś. Nigdy do tego nie doszło.. - Kiwnęła potwierdzająco głową a następnie odjechała. Ja natomiast wróciłem do tego gnojka.
- Zostaw mnie świrze..
- A więc znęcasz się nad własną dziewczyną? A co powiesz na to, abym ja poznęcał się nad Tobą, hm?
- Pieprz się - Opluł mi twarz co mnie wkurwiło jeszcze bardziej. Poczułem, że jestem głodny. Świetnie. Sam dobrowolnie wydłużyłem swoje kły, pomyślałem o krwi i udało się. Nigdy wcześniej nie przemieniałem się w dzień, ale teraz miałem to w dupie. Chciałem odegrać się na tym kolesiu. Nie zasługuje na życie - O ja pierdole.. - Wyszeptał widząc mnie w takim stanie. Zaśmiałem się tylko.
- Zabawa dopiero się zaczyna - Warknąłem i jednym ruchem byłem tuż przy nim. Szarpał się co mi się podobało, ale nie na długo. Wreszcie nie wytrzymałem i miałem dość tej farsy więc wbiłem się zębami w jego szyję czując smak krwi. O tak.. Nie oszczędziłem go. Złamałem mu kark na sam koniec, pozostawiając jego nędzne ciało na pastwę losu. I tak już nie żył. Po skończonej sprawie, otarłem dłonią usta. Najadłem się na cały dzień....
niedziela, 22 lutego 2015
Rozdział 13.
,, Boży Dar '' -
Siedziałam w swoim pokoju zmęczona po dzisiejszym treningu. Minęły dopiero dwa tygodnie. Jeszcze kolejne dwa będę musiała tu spędzić, aby przejść całkowite szkolenie. Babcia mówi, że całkiem nieźle mi idzie i radzę sobie naprawdę dobrze więc może wyjdę szybciej. Umiem już całkiem sporo, więc nie ma żadnych problemów. Eh, strasznie brakowało mi Amandy. Ciekawe co tam u niej. Bałam się o nią bo była w szkole gdzie był też on. Nie rozmawiałam z nią odkąd tu jestem i to mnie martwiło... Nie mogłam tak dłużej bezczynie siedzieć! Upewniłam się, że babcia już śpi a następnie wróciłam do swojego pokoju, gdzie stanęłam skupiona na dywanie i rozluźniłam trochę swoje ciało. Pomyślałam o Amandzie, o sypialni w internacie. Zamknęłam oczy a potem ciężko westchnęłam. Teleportowanie się opanowałam w jeden dzień i pomimo tego, że wymaga to naprawdę dużego wysiłku, ja to umiem.
Gdy zamknęłam oczy i już miałam wypowiadać zaklęcie, rozproszył mnie czyjś głos za mną. Przestraszona obróciłam się za siebie. Niech to szlag.
- Dokąd się wybierasz? - Spytała Elsa, mierząc mnie całą od stóp do głowy.
- Proszę, daj spokój.. - Wyjąkałam.
- Wiesz, że nie powinnaś tego robić.
- Boję się o Amandę.. Nie wiem co się z nią dzieje i czy wszystko w porządku.. Chcę się tylko upewnić, że wszystko gra. Proszę, nie budź babci...
- Ashley..
- Błagam.. - Wtrąciłam jej.
- Niech to szlag.. - Wybełkotała - Rób jak uważasz, ale jakby co to ja o niczym nie wiem.
- Naprawdę?! - Kiwnęła potwierdzająco głową a wtedy rzuciłam się na nią z otwartymi ramionami - Dziękuję! - Wrzasnęłam szeptem - Dziękuję!
Kiedy opuściła mój pokój z powrotem stanęłam do pozycji dzięki której łatwiej było mi się skupić. Oczyściłam umysł ze wszystkiego i zamknęłam oczy.
- Vincento Extutive! - Wyszeptałam pewnym siebie głosem i poczułam jak unoszę się w powietrzu. Działa. Kilkanaście sekund później znalazłam się w internacie. Było ciemno. Rozejrzałam się dookoła a moim oczom ukazał się widok Amandy śpiącej w łóżku. Dochodziła 23:00 więc to nic dziwnego. Zbliżyłam się do niej wolnym krokiem, kiedy otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Zaczęła wrzeszczeć - Fresmatos! - Rzekłam a światło w pokoju rozbłysło.
- Ashley?! - Krzyknęła zdumiona i aż przetarła dłonią oczy. Myślała, że śni - To sen?
- Też się cieszę, że Cię widzę - Uśmiechnęłam się i przytuliłam zszokowaną przyjaciółkę.
- Ale jak....?
- Wymknęłam się - Wzruszyłam ramionami - Babcia o niczym nie wie.
- Będziesz miała kłopoty..
- Może - Wtrąciłam - Jednak teraz myślę tylko o tym, że za Tobą tęskniłam.
- Matko. Ja za Tobą też i to jak bardzo! - Po śmiechach, przytulasach i łzach, usiadłyśmy na łóżku naprzeciw siebie. Amanda spojrzała mi głęboko w oczy i od razu domyśliła się po co tak naprawdę tu jestem - Nic mi nie jest.
- Martwiłam się - Wyszeptałam chwytając ją za dłonie - I to bardzo.
- Nie miałaś powodów - Posłała mi ciepły uśmiech - Fabian zniknął od kiedy Ciebie nie ma.
- Jak to? - Uniosłam prawą brew ze zdziwienia.
- Po naszej ostatniej rozmowie u Twojej babci, widziałam się z nim. Ten naszyjnik mnie obronił.. - Pokazała mi biżuterię, którą dostała od mojej babci a ja wciąż nic nie rozumiałam - Twoja babcia mi go dała. Fabian nie mógł się do mnie zbliżyć. Powiedział tylko, że chce abyś oddała mu jego bransoletkę inaczej... - Zamilkła a jej wzrok skupił się na kołdrze. Ja natomiast spojrzałam na przedmiot zwisający z mojego prawego nadgarstka. Dlaczego ona jest dla niego taka ważna?
- Inaczej co? - Ponagliłam ją.
- Nie ważne w sumie... Nie skrzywdzi Cię bo jesteś silna..
- Mogę w każdej chwili przeczytać Twoje myśli więc albo mi powiesz, ale zrobię to sama - Spojrzała wreszcie na mnie wkurzona, ale tylko westchnęła i przeszła do ciągu dalszego.
- Inaczej skończy z Tobą szybciej niż powinien..
- Szybciej niż powinien? - Parsknęłam - Jak ja go nienawidzę!
- Tom się mną opiekował.. - Wyszeptała znów na mnie nie patrząc.
- Tom?! - Przerwałam jej - Nie powinnaś się z nim spotykać...
- On jest inny niż Fabian. Jest normalny...
- Normalny? - Nie wierzyłam w to co powiedziała - Czyli ja jestem nienormalna?
- Nie o to mi chodziło.. Ashley..
- Puść mnie - Odsunęłam się od niej i wstałam na równe nogi - Lepiej będzie jak sobie pójdę.. - Już chciałam wymawiać zaklęcie, kiedy do pokoju ktoś wpadł.
- Wróciłaś... - Usłyszałyśmy. Tom stał w progu drzwi jakiś taki zdenerwowany. Zmierzyłam go morderczym wzrokiem. Z jednej strony go lubiłam, ale z drugiej to sama nie wiedziałam czy mogę mu zaufać. W końcu to brat wampira, który na mnie prawdopodobnie poluje.
- Co Ty tu robisz? - Spytała zdziwiona Amanda. Także nie ukrywałam swojego zdziwienia - Skąd wiedziałeś...?
- Fabian wrócił więc od razu domyśliłem się, że musiałaś się pojawić..
- Czego on ode mnie chce? - Jednak nikt mi nie odpowiedział. Spojrzałam na Amandę. Ukrywała coś przede mną. Wiedziała coś czego nie wiedziałam ja i nie zamierzała mi tego powiedzieć. Nie pozostawiła mi wyboru. Wkradłam się do jej myśli tak, że nawet się nie zorientowała. Tego też nauczyła mnie babcia.
- Nie powinno Cię tu być tym bardziej, że jest noc... - Znów się odezwał - Musisz stąd zniknąć!
- Ani mi się śni. Nie będę przed nim uciekać - Warknęłam - Jest w szkole? Świetnie. Chętnie się z nim spotkam.
- Nie dasz mu rady... Nie jesteś dość silna..
- Jestem silna jak nigdy - Warknęłam agresywnie w jego stronę. Nim rzuciłam zaklęcie, mój wzrok padł jeszcze na moją przyjaciółkę - A Ty uważaj komu ufasz..
- Ashley!.. - Wrzasnęła, ale było już za późno.
- Vincento Extutive! - Wyszeptałam i po chwili znalazłam się na dworze przed budynkiem szkolnym. Wiał chłodny wiatr a moje ciało przeszły mroźne ciarki. Zrobiło się przez chwilę zimno. Rozejrzałam się na każdą stronę, ale niestety niczego nie dostrzegłam. Byłam pewna, że tu go spotkam. Kiedy już miałam zamiar szukać gdzieś indziej, poczułam jego obecność. Zadrżałam. Zrobiło się jeszcze zimniej. Przypomniałam sobie słowa babci, że w dzień to normalna istota trzymająca wszystko pod kontrolą, ale w nocy to bestia pragnąca krwi. Przełknęłam głośno ślinę. Był coraz bliżej...
Zamknęłam oczy. Oddychałam równomiernie i wyciszyłam szybko umysł. Chciałam dostać się do jego umysłu. Słyszałam tylko niewyraźne słowa, szepty. ,, ODPIERDOL SIĘ OD MOICH MYŚLI! '' Usłyszałam bardzo wyraźnie. Uderzyło to we mnie jak wielki, stukilogramowy młot. Rozbolała mnie głowa. Zaatakował mnie własnymi myślami.
- Wyjdź z ukrycia - Warknęłam. Nie musiałam tego głośno mówić ponieważ wiedziałam, że ma bardzo dobry słuch.
- Stęskniłaś się za mną? - Usłyszałam za plecami. Wyszeptał mi to wprost do ucha. Obróciłam się jak oparzona, ale go tam nie było. Coraz bardziej się bałam.
- Czego ode mnie chcesz? - Głos mi drżał chociaż próbowałam to ukryć, niestety chyba się zorientował.
- Czuję Twój strach - Wysyczał. Miałam go!
- Delitiv Volestar! - Wrzasnęłam obracając się do niego przodem. Został odepchnięty z całej siły do tyłu uderzając ciałem w ścianę budynku. Wyciągnęłam szybko prawą rękę do przodu nim zdołał się ogarnąć i pewna siebie rzuciłam kolejne zaklęcie - Sehero Altern ! - Wstał na równe nogi, ale nie mógł się ruszyć. Zablokowałam go. Ja tymczasem cały czas musiałam stać naprzeciw niego z wyciągniętą ręką. Tak zostałam nauczona rzucania tego zaklęcia - Czego ode mnie chcesz?! - Warknęłam powtarzając swoje wcześniejsze pytanie.
- Wiesz czego. Inaczej by Cię tu nie było - Uśmiechnął się. W myślach Amandy dowiedziałam się, że jestem osobą, która jako jedyna może pomóc mu złamać jego klątwę. Nawet jeśli to prawda to w życiu mu nie pomogę. Prędzej po moim trupie.
- Zniknij z tej szkoły a obiecuję, że oszczędzę Ci życia i zapomnę o tym, że napadłeś mnie w bibliotece oraz wymazałeś mi wspomnienia.. - On natomiast tylko się zaśmiał.
- Jesteś zabawna - Rzekł. Miał cudowny głos mimo wszystko - I za słaba - Palnął. Zaczął ze mną walczyć. Próbował wydostać się spod mojego czaru przez co ja się szybko zaczęłam męczyć. On również był bardzo silny. Nagle jego twarz zaczęła się zmieniać. Znów stawał się taki jak wtedy kiedy dowiedziałam się, że jest wampirem. Zrozumiałam dlaczego się zmienia. Z mojego ucha zaczęła lecieć krew. Naprawdę jestem słaba. Teleport mnie tak osłabił. Zamyśliłam się a on to wykorzystał. Przerwał zaklęcie i rzucił się na mnie. Swoją szybkością pchnął mną o ścianę stojąc tak blisko mnie, że czułam na sobie jego oddech. Zęby mu się wydłużyły i dyszał jakby przebiegł maraton jako człowiek. Niby był straszny, ale z bliska wydawał się.... słodki. Chyba zwariowałam.
Zaciągnął się ostro powietrzem a jego kły bo tak można to nazwać, powiększyły się jeszcze bardziej. Do granic możliwości. Spojrzał na moją prawą dłoń. Zjechał koniuszkami palców po moim ramieniu aż do bransoletki, która zwisała mi z nadgarstka i tam się zatrzymał. Chwycił ją po czym jednym machnięciem, biżuteria została zerwana.
- Nigdy. Więcej. Tego. Nie. Ruszaj - Warknął mi wprost do ucha wymawiając każde słowo osobno. Potem spojrzał mi w oczy. Ja zrobiłam dokładnie to samo i wtedy coś między nami zaiskrzyło. Zobaczyłam w jego wzroku wielki ból, smutek i tęsknotę. Dostrzegłam tam coś jeszcze.. Śmierć. Wzdrygnęłam się. Fabian miał jakąś traumę z przeszłości, która go męczyła. Czyżby to miało coś wspólnego z jego klątwą? - Przestań wpierdalać mi się do głowy! - Ostrzegł mnie.
- Dlaczego ktoś rzucił na Ciebie klątwę? - Zapytałam ni stąd ni zowąd. Zdziwił się moim pytaniem zresztą ja sama byłam pod wrażeniem, że je zadałam, ale słowo zostało rzucone.
- Nie interesuj się tym - Odpowiedział. Dałabym sobie rękę uciąć, że właśnie pomyślał o tamtym wydarzeniu. Posmutniał - I nigdy więcej o to nie pytaj bo źle to się skończy...
- Delitiv Volestar! - Wykorzystując sytuację, że jest rozproszony, rzuciłam zaklęcie w jego kierunku. Odskoczył do tyłu ponieważ czar nie okazał się tak skuteczny jak za pierwszym razem. Znów poleciała mi krew. Naprawdę byłam wyczerpana. Na dodatek rozzłościłam go. Ruszyłam do ucieczki bo wiedziałam, że z nim nie wygram, ale on ruszył w moim kierunku. Z powrotem pchnął mną o ścianę i ku mojemu zaskoczeniu, pocałował mnie. Zamiast zaatakować, pobić mnie, rozerwać na strzępy, wyssać mi krew to on mnie pocałował! Stałam przez chwilę jak słup nie wiedząc co mam uczynić, ale gdy on nie przestawał, w końcu mu uległam i odwzajemniłam pocałunek. Pierwszy raz w życiu czułam coś takiego. Poczułam ukojenie. To było niesamowite. Podczas pocałunku był delikatny i obchodził się ze mną jak z cenną rzeczą. Zagrodził mi drogę rękoma opierając się o ścianę, oczywiście w dalszym ciągu mnie całując a ja zamiast się jakoś bronić, przejechałam koniuszkami palców po jego twarzy. Zmieniała się. Powracała do ludzkiej postaci. Ale jak...?
- Ashley! - Usłyszeliśmy w oddali. Otworzyłam oczy a jego nie było. Zniknął. Zorientowałam się też, że na moim lewym nadgarstku nie ma mojej czarno-białej apaszki. Zabrał mi ją! Tylko po jakie licho? I dlaczego zniknął? Naprawdę go nie było bo nigdzie nie wyczuwałam jego obecności. Widziałam tylko Amandę z Tomem biegnących w moim kierunku. Kucnęłam zmęczona pod ścianą budynku i westchnęłam ciężko. Następne co pamiętam to to jak Tom niósł mnie gdzieś w ramionach a rudowłosa piękność trzymała mnie za dłonie zapewniając, że wszystko będzie dobrze......
,, Boży Dar '' -
Siedziałam w swoim pokoju zmęczona po dzisiejszym treningu. Minęły dopiero dwa tygodnie. Jeszcze kolejne dwa będę musiała tu spędzić, aby przejść całkowite szkolenie. Babcia mówi, że całkiem nieźle mi idzie i radzę sobie naprawdę dobrze więc może wyjdę szybciej. Umiem już całkiem sporo, więc nie ma żadnych problemów. Eh, strasznie brakowało mi Amandy. Ciekawe co tam u niej. Bałam się o nią bo była w szkole gdzie był też on. Nie rozmawiałam z nią odkąd tu jestem i to mnie martwiło... Nie mogłam tak dłużej bezczynie siedzieć! Upewniłam się, że babcia już śpi a następnie wróciłam do swojego pokoju, gdzie stanęłam skupiona na dywanie i rozluźniłam trochę swoje ciało. Pomyślałam o Amandzie, o sypialni w internacie. Zamknęłam oczy a potem ciężko westchnęłam. Teleportowanie się opanowałam w jeden dzień i pomimo tego, że wymaga to naprawdę dużego wysiłku, ja to umiem.
Gdy zamknęłam oczy i już miałam wypowiadać zaklęcie, rozproszył mnie czyjś głos za mną. Przestraszona obróciłam się za siebie. Niech to szlag.
- Dokąd się wybierasz? - Spytała Elsa, mierząc mnie całą od stóp do głowy.
- Proszę, daj spokój.. - Wyjąkałam.
- Wiesz, że nie powinnaś tego robić.
- Boję się o Amandę.. Nie wiem co się z nią dzieje i czy wszystko w porządku.. Chcę się tylko upewnić, że wszystko gra. Proszę, nie budź babci...
- Ashley..
- Błagam.. - Wtrąciłam jej.
- Niech to szlag.. - Wybełkotała - Rób jak uważasz, ale jakby co to ja o niczym nie wiem.
- Naprawdę?! - Kiwnęła potwierdzająco głową a wtedy rzuciłam się na nią z otwartymi ramionami - Dziękuję! - Wrzasnęłam szeptem - Dziękuję!
Kiedy opuściła mój pokój z powrotem stanęłam do pozycji dzięki której łatwiej było mi się skupić. Oczyściłam umysł ze wszystkiego i zamknęłam oczy.
- Vincento Extutive! - Wyszeptałam pewnym siebie głosem i poczułam jak unoszę się w powietrzu. Działa. Kilkanaście sekund później znalazłam się w internacie. Było ciemno. Rozejrzałam się dookoła a moim oczom ukazał się widok Amandy śpiącej w łóżku. Dochodziła 23:00 więc to nic dziwnego. Zbliżyłam się do niej wolnym krokiem, kiedy otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Zaczęła wrzeszczeć - Fresmatos! - Rzekłam a światło w pokoju rozbłysło.
- Ashley?! - Krzyknęła zdumiona i aż przetarła dłonią oczy. Myślała, że śni - To sen?
- Też się cieszę, że Cię widzę - Uśmiechnęłam się i przytuliłam zszokowaną przyjaciółkę.
- Ale jak....?
- Wymknęłam się - Wzruszyłam ramionami - Babcia o niczym nie wie.
- Będziesz miała kłopoty..
- Może - Wtrąciłam - Jednak teraz myślę tylko o tym, że za Tobą tęskniłam.
- Matko. Ja za Tobą też i to jak bardzo! - Po śmiechach, przytulasach i łzach, usiadłyśmy na łóżku naprzeciw siebie. Amanda spojrzała mi głęboko w oczy i od razu domyśliła się po co tak naprawdę tu jestem - Nic mi nie jest.
- Martwiłam się - Wyszeptałam chwytając ją za dłonie - I to bardzo.
- Nie miałaś powodów - Posłała mi ciepły uśmiech - Fabian zniknął od kiedy Ciebie nie ma.
- Jak to? - Uniosłam prawą brew ze zdziwienia.
- Po naszej ostatniej rozmowie u Twojej babci, widziałam się z nim. Ten naszyjnik mnie obronił.. - Pokazała mi biżuterię, którą dostała od mojej babci a ja wciąż nic nie rozumiałam - Twoja babcia mi go dała. Fabian nie mógł się do mnie zbliżyć. Powiedział tylko, że chce abyś oddała mu jego bransoletkę inaczej... - Zamilkła a jej wzrok skupił się na kołdrze. Ja natomiast spojrzałam na przedmiot zwisający z mojego prawego nadgarstka. Dlaczego ona jest dla niego taka ważna?
- Inaczej co? - Ponagliłam ją.
- Nie ważne w sumie... Nie skrzywdzi Cię bo jesteś silna..
- Mogę w każdej chwili przeczytać Twoje myśli więc albo mi powiesz, ale zrobię to sama - Spojrzała wreszcie na mnie wkurzona, ale tylko westchnęła i przeszła do ciągu dalszego.
- Inaczej skończy z Tobą szybciej niż powinien..
- Szybciej niż powinien? - Parsknęłam - Jak ja go nienawidzę!
- Tom się mną opiekował.. - Wyszeptała znów na mnie nie patrząc.
- Tom?! - Przerwałam jej - Nie powinnaś się z nim spotykać...
- On jest inny niż Fabian. Jest normalny...
- Normalny? - Nie wierzyłam w to co powiedziała - Czyli ja jestem nienormalna?
- Nie o to mi chodziło.. Ashley..
- Puść mnie - Odsunęłam się od niej i wstałam na równe nogi - Lepiej będzie jak sobie pójdę.. - Już chciałam wymawiać zaklęcie, kiedy do pokoju ktoś wpadł.
- Wróciłaś... - Usłyszałyśmy. Tom stał w progu drzwi jakiś taki zdenerwowany. Zmierzyłam go morderczym wzrokiem. Z jednej strony go lubiłam, ale z drugiej to sama nie wiedziałam czy mogę mu zaufać. W końcu to brat wampira, który na mnie prawdopodobnie poluje.
- Co Ty tu robisz? - Spytała zdziwiona Amanda. Także nie ukrywałam swojego zdziwienia - Skąd wiedziałeś...?
- Fabian wrócił więc od razu domyśliłem się, że musiałaś się pojawić..
- Czego on ode mnie chce? - Jednak nikt mi nie odpowiedział. Spojrzałam na Amandę. Ukrywała coś przede mną. Wiedziała coś czego nie wiedziałam ja i nie zamierzała mi tego powiedzieć. Nie pozostawiła mi wyboru. Wkradłam się do jej myśli tak, że nawet się nie zorientowała. Tego też nauczyła mnie babcia.
- Nie powinno Cię tu być tym bardziej, że jest noc... - Znów się odezwał - Musisz stąd zniknąć!
- Ani mi się śni. Nie będę przed nim uciekać - Warknęłam - Jest w szkole? Świetnie. Chętnie się z nim spotkam.
- Nie dasz mu rady... Nie jesteś dość silna..
- Jestem silna jak nigdy - Warknęłam agresywnie w jego stronę. Nim rzuciłam zaklęcie, mój wzrok padł jeszcze na moją przyjaciółkę - A Ty uważaj komu ufasz..
- Ashley!.. - Wrzasnęła, ale było już za późno.
- Vincento Extutive! - Wyszeptałam i po chwili znalazłam się na dworze przed budynkiem szkolnym. Wiał chłodny wiatr a moje ciało przeszły mroźne ciarki. Zrobiło się przez chwilę zimno. Rozejrzałam się na każdą stronę, ale niestety niczego nie dostrzegłam. Byłam pewna, że tu go spotkam. Kiedy już miałam zamiar szukać gdzieś indziej, poczułam jego obecność. Zadrżałam. Zrobiło się jeszcze zimniej. Przypomniałam sobie słowa babci, że w dzień to normalna istota trzymająca wszystko pod kontrolą, ale w nocy to bestia pragnąca krwi. Przełknęłam głośno ślinę. Był coraz bliżej...
Zamknęłam oczy. Oddychałam równomiernie i wyciszyłam szybko umysł. Chciałam dostać się do jego umysłu. Słyszałam tylko niewyraźne słowa, szepty. ,, ODPIERDOL SIĘ OD MOICH MYŚLI! '' Usłyszałam bardzo wyraźnie. Uderzyło to we mnie jak wielki, stukilogramowy młot. Rozbolała mnie głowa. Zaatakował mnie własnymi myślami.
- Wyjdź z ukrycia - Warknęłam. Nie musiałam tego głośno mówić ponieważ wiedziałam, że ma bardzo dobry słuch.
- Stęskniłaś się za mną? - Usłyszałam za plecami. Wyszeptał mi to wprost do ucha. Obróciłam się jak oparzona, ale go tam nie było. Coraz bardziej się bałam.
- Czego ode mnie chcesz? - Głos mi drżał chociaż próbowałam to ukryć, niestety chyba się zorientował.
- Czuję Twój strach - Wysyczał. Miałam go!
- Delitiv Volestar! - Wrzasnęłam obracając się do niego przodem. Został odepchnięty z całej siły do tyłu uderzając ciałem w ścianę budynku. Wyciągnęłam szybko prawą rękę do przodu nim zdołał się ogarnąć i pewna siebie rzuciłam kolejne zaklęcie - Sehero Altern ! - Wstał na równe nogi, ale nie mógł się ruszyć. Zablokowałam go. Ja tymczasem cały czas musiałam stać naprzeciw niego z wyciągniętą ręką. Tak zostałam nauczona rzucania tego zaklęcia - Czego ode mnie chcesz?! - Warknęłam powtarzając swoje wcześniejsze pytanie.
- Wiesz czego. Inaczej by Cię tu nie było - Uśmiechnął się. W myślach Amandy dowiedziałam się, że jestem osobą, która jako jedyna może pomóc mu złamać jego klątwę. Nawet jeśli to prawda to w życiu mu nie pomogę. Prędzej po moim trupie.
- Zniknij z tej szkoły a obiecuję, że oszczędzę Ci życia i zapomnę o tym, że napadłeś mnie w bibliotece oraz wymazałeś mi wspomnienia.. - On natomiast tylko się zaśmiał.
- Jesteś zabawna - Rzekł. Miał cudowny głos mimo wszystko - I za słaba - Palnął. Zaczął ze mną walczyć. Próbował wydostać się spod mojego czaru przez co ja się szybko zaczęłam męczyć. On również był bardzo silny. Nagle jego twarz zaczęła się zmieniać. Znów stawał się taki jak wtedy kiedy dowiedziałam się, że jest wampirem. Zrozumiałam dlaczego się zmienia. Z mojego ucha zaczęła lecieć krew. Naprawdę jestem słaba. Teleport mnie tak osłabił. Zamyśliłam się a on to wykorzystał. Przerwał zaklęcie i rzucił się na mnie. Swoją szybkością pchnął mną o ścianę stojąc tak blisko mnie, że czułam na sobie jego oddech. Zęby mu się wydłużyły i dyszał jakby przebiegł maraton jako człowiek. Niby był straszny, ale z bliska wydawał się.... słodki. Chyba zwariowałam.
Zaciągnął się ostro powietrzem a jego kły bo tak można to nazwać, powiększyły się jeszcze bardziej. Do granic możliwości. Spojrzał na moją prawą dłoń. Zjechał koniuszkami palców po moim ramieniu aż do bransoletki, która zwisała mi z nadgarstka i tam się zatrzymał. Chwycił ją po czym jednym machnięciem, biżuteria została zerwana.
- Nigdy. Więcej. Tego. Nie. Ruszaj - Warknął mi wprost do ucha wymawiając każde słowo osobno. Potem spojrzał mi w oczy. Ja zrobiłam dokładnie to samo i wtedy coś między nami zaiskrzyło. Zobaczyłam w jego wzroku wielki ból, smutek i tęsknotę. Dostrzegłam tam coś jeszcze.. Śmierć. Wzdrygnęłam się. Fabian miał jakąś traumę z przeszłości, która go męczyła. Czyżby to miało coś wspólnego z jego klątwą? - Przestań wpierdalać mi się do głowy! - Ostrzegł mnie.
- Dlaczego ktoś rzucił na Ciebie klątwę? - Zapytałam ni stąd ni zowąd. Zdziwił się moim pytaniem zresztą ja sama byłam pod wrażeniem, że je zadałam, ale słowo zostało rzucone.
- Nie interesuj się tym - Odpowiedział. Dałabym sobie rękę uciąć, że właśnie pomyślał o tamtym wydarzeniu. Posmutniał - I nigdy więcej o to nie pytaj bo źle to się skończy...
- Delitiv Volestar! - Wykorzystując sytuację, że jest rozproszony, rzuciłam zaklęcie w jego kierunku. Odskoczył do tyłu ponieważ czar nie okazał się tak skuteczny jak za pierwszym razem. Znów poleciała mi krew. Naprawdę byłam wyczerpana. Na dodatek rozzłościłam go. Ruszyłam do ucieczki bo wiedziałam, że z nim nie wygram, ale on ruszył w moim kierunku. Z powrotem pchnął mną o ścianę i ku mojemu zaskoczeniu, pocałował mnie. Zamiast zaatakować, pobić mnie, rozerwać na strzępy, wyssać mi krew to on mnie pocałował! Stałam przez chwilę jak słup nie wiedząc co mam uczynić, ale gdy on nie przestawał, w końcu mu uległam i odwzajemniłam pocałunek. Pierwszy raz w życiu czułam coś takiego. Poczułam ukojenie. To było niesamowite. Podczas pocałunku był delikatny i obchodził się ze mną jak z cenną rzeczą. Zagrodził mi drogę rękoma opierając się o ścianę, oczywiście w dalszym ciągu mnie całując a ja zamiast się jakoś bronić, przejechałam koniuszkami palców po jego twarzy. Zmieniała się. Powracała do ludzkiej postaci. Ale jak...?
- Ashley! - Usłyszeliśmy w oddali. Otworzyłam oczy a jego nie było. Zniknął. Zorientowałam się też, że na moim lewym nadgarstku nie ma mojej czarno-białej apaszki. Zabrał mi ją! Tylko po jakie licho? I dlaczego zniknął? Naprawdę go nie było bo nigdzie nie wyczuwałam jego obecności. Widziałam tylko Amandę z Tomem biegnących w moim kierunku. Kucnęłam zmęczona pod ścianą budynku i westchnęłam ciężko. Następne co pamiętam to to jak Tom niósł mnie gdzieś w ramionach a rudowłosa piękność trzymała mnie za dłonie zapewniając, że wszystko będzie dobrze......
piątek, 20 lutego 2015
Rozdział 12
,, Boży Dar '' - Tylko jeden z Was?
*Amanda*
Wchodząc do tego klubu byłam niepewna tego czy dobrze robię. Im bliżej niego byłam tym serce waliło mi jak oszalałe a rozum podpowiadał, że mam wiać. Stanęłam na chwilę rozglądając się po pomieszczeniu, ale nigdzie go nie dostrzegłam. Dotknęłam dłonią naszyjnik, który podarowała mi babcia mojej przyjaciółki i, który teraz wisiał na mojej szyi. Miał mnie chronić, ale czy mu się to uda? Westchnęłam więc ciężko próbując jakoś uspokoić bicie serca gdy ktoś nagle za mną stanął i chwycił mnie za dłoń.
- Przyszłaś.. - Usłyszałam za plecami. Jego głos działał na mnie kojąco i lubiłam tą melodie. Powolutku obróciłam się, aby na niego spojrzeć a gdy już mi się udało to zrobić, wyrwałam się z jego uścisku jak oparzona przypominając sobie w duchu po co tak naprawdę tu jestem - Amando...
- Nie dotykaj mnie.. - Warknęłam - Przyszłam tylko dlatego, że chcę dowiedzieć się prawdy..
- Powiem Ci wszystko, tylko nie odpychaj mnie od siebie...
- Więc mnie nie dotykaj.. - Nie odpowiedział nic ponieważ nie dałam mu szansy na odpowiedź i stanowczym krokiem, ruszyłam w głąb pomieszczenia. Zajęłam stolik tuż przy ścianie na uboczu. Zapłaciłam barmanowi, aby nikt nam nie przeszkadzał i w końcu cała moja uwaga skupiła się na Tomie, czarnowłosym szatynie - Słucham - Zaczęłam. Przerwałam tą niezręczną ciszę a jego wzrok utkwił na mnie.
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć.. Od czego zacząć..
- Może od tego, że Twój brat to wampir?! - Wrzasnęłam oburzona. Nie mogłam hamować swoich słów. Same wylatywały z moich ust ze zdwojoną siłą. Byłam wściekła - Jak długo zamierzałeś wszystkich oszukiwać?! Wiesz ile ludzi naraziłeś na niebezpieczeństwo?!
- Uspokój się .. - Westchnęłam ciężko i zamknęłam oczy, aby uspokoić bicie serca. Barman przyniósł mi drinka, którego wypiłam na raz a następnie spojrzałam na szatyna, aby mówił - Przepraszam, że nic nie powiedziałem, ale nie mogłem...
- Przecież...
- Zdaję sobie sprawę z tego, że narażeni byli niewinni, kiedy Fabian przyszedł do szkoły - Wtrącił mi - Wiem to, ale co miałem zrobić? Rodzice umieścili nas tu ponieważ nie mają czasu. Nie wiedzą o tym nic. Nikt nie wie, tylko my. Robiłem wszystko, aby utrzymać go z dala od Ciebie i Ashley, ale nie sądziłem, że ona jest czarownicą..
- Jak się tego domyśliłeś...?
- Jako jedyna przykuła uwagę mojego brata. On wiedział od początku. Gdy tylko po raz pierwszy się spotkali. Wyczytał to z jej oczu, ale nie był pewien w stu procentach. Teraz już jest i nie odpuści..
- Czego nie odpuści ? - Zdziwiłam się jego słowami. Miałam przeczucie, że nie wróżą nic dobrego i nie myliłam się.
- Ashley to jedyna osoba, która może odwrócić klątwę.. Nie da jej spokoju.
- Niby jak ona może to zrobić? - Ale nie odpowiedział. Nawet nie wiem czy wiedział coś na ten temat - Nie możesz nikomu o tym powiedzieć kim ona jest! To jest tajemnica! Nikt nie może dowiedzieć się, że ona jest czarownicą...
- Tak samo jak Ty nie możesz powiedzieć nic o moim bracie - Dostrzegłam w jego wzroku dziwny błysk. On bardzo mocno kochał Fabiana i zawsze będzie go bronić, tylko dlaczego?
- To potwór! - Krzyknęłam - Napadł na Ashley! Chciał jej zrobić krzywdę!
- Stracił panowanie nad sobą..
- Oczywiście. Bo w dzień jest normalny, ale wieczorem to bestia..
- Skąd to wiesz? - Zdziwił się.
- O klątwie? - Kiwnął potwierdzająco głową - Moja przyjaciółka pochodzi z rodu czarownic. Wampir jest często przedstawiany w starych księgach - Powiedziałam ironicznie.
- Ale książki nie mówią o tym, dlaczego klątwa została rzucona.. - Dokończył. Tu mnie miał.
- Jak on w ogóle stał się tym całym wampirem? - W końcu zapytałam. Już dawno miałam to zrobić, ale nie wiedziałam jak. Gdy otwierał buzie i już chciał coś powiedzieć, do baru ktoś wszedł. Zrobiło się chłodno a atmosfera się zagęściła. Spojrzałam w tamtą stronę i wpadłam w panikę. Fabian. Nasz wzrok się napotkał. Chciało mi się rzygać - Lepiej jak już pójdę - Zwróciłam się do Toma, ale gdy chciałam wstać, ktoś mnie z powrotem pchnął na siedzenie. Stał przy mnie. Jeszcze chwilę temu był dobre kilka metrów ode mnie a teraz? Był tuż obok.
- Słyszałem, że rozmawiacie o mnie - Odezwał się - Pozwólcie, że przyłączę się do Waszej rozmowy - Mój naszyjnik zaczął świecić. Dwójka braci spojrzała w tym kierunku, ale jeden z nich poczuł silny ból głowy - Kurwa! - Warknął agresywnie. Zniknął.
- Co się stało?! - Rozejrzałam się panicznie dookoła, ale na szczęście go nie dostrzegłam.
- Twój naszyjnik...
- No tak.. Ma mnie chronić..
- Poczekam, aż go zdejmiesz a wtedy rozerwę Cię na strzępy - Znowu ten głos. Stał stolik dalej wpatrując się we mnie. Nie mógł podejść. Nie mógł zbliżyć się do mnie jeden metr ponieważ bałam się go. Odetchnęłam z ulgą i podziękowałam w myślach babci Ashley.
- Wiem czym jesteś.. - Wysyczałam w jego stronę.
- Bardzo mnie to cieszy. Ja wiem czym jest Ashley. A no właśnie. Gdzie jest Twoja koleżaneczka?
- Odczep się od moje przyjaciółki! - Walnęłam pięścią w stół.
- Czego chcesz? - Wtrącił Tom - Daj spokój i wynoś się stąd..
- Przyszedłem bo myślałem, że ona też tu jest, ale się pomyliłem. Zahipnotyzowałbym Cię, abyś mi powiedziała gdzie się ukrywa jednak nie mogę się do Ciebie zbliżyć. Ehh.. - Wykrzywił twarz w dziwny grymas tak, że wyglądał z jednej strony słodko a z drugiej podle - No cóż.. Przekaż jej, że chcę z powrotem swoją bransoletkę bo inaczej skończę z nią szybciej niż powinienem - Ruszył do drzwi, ale w ostatniej chwili stanął i spojrzał na mnie przez ramię - Tak a propo.. Mój brat się w Tobie kocha - Puścił mi oczko i zniknął. Zawiał tylko chłodny wiatr a po nim ani śladu. Co za dupek! Spojrzałam z powrotem na Toma. Tego było już za wiele. Wampir, czarownice! Musiałam to wszystko sobie przemyśleć na spokojnie w swoim rodzinnym domu.
- Muszę już iść - Rzekłam i wstałam od stolika a po chwili szłam już w stronę wyjścia. Gdy byłam już na zewnątrz, poczułam się lepiej. Świeże powietrze. Tego było mi trzeba!
- Amanda, zaczekaj! - Obróciłam się za siebie a moim oczom ukazał się wysoki, dobrze zbudowany szatyn.
- Zostaw mnie.. Tego jest dla mnie za dużo.. Moja przyjaciółka jest w niebezpieczeństwie i to dzięki Twojemu bliźniakowi a Ty jeszcze go bronisz... - Nie dał mi dokończyć ponieważ podbiegł do mnie i z całej siły przywarł mną do swojego ciała. Następnie chwycił dłońmi moją twarz i pocałował mnie. Zrobił to czule, mocno i namiętnie. Nogi się pode mną ugięły. Znam go tydzień a mam wrażenie jakbym znała go od zawsze. W końcu odszedł ode mnie i spojrzał mi w oczy.
- Zależy mi na Tobie jak na nikim innym i nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić. Zwłaszcza Fabianowi... - Nie wytrzymałam i wtuliłam się w niego. Mi także na nim zależało, ale tego jak na razie nie musiał wiedzieć...
- Skup się dziecko! - Krzyknęła na mnie moja ukochana babcia, która powoli traciła do mnie cierpliwość.
- Phesmatos! - Wypowiedziałam stanowczym głosem. Stałam w prostej pozycji, ręce skierowane jak do modlitwy, oczy zamknięte a oddech równy - To na nic! - Powiedziałam zrezygnowana. Do oczu naleciały mi łzy. Byłam zmęczona. Ćwiczę już od ponad tygodnia i ani chwili przerwy.
- Ashley, spójrz na mnie - Kazała. Nie zrobiłam tego, wręcz przeciwnie. Mój wzrok utkwił na kamiennej podłodze - Spójrz na mnie - Powtórzyła. Przełknęłam głośno ślinę i zrobiłam to - O czym myślisz?
- Słucham? - Nie spodziewałam się tego pytania.
- Jesteś rozproszona. Do rzucania zaklęć, musisz mieć czysty umysł a Ciebie coś trapi. Tak się nie da pracować. Więc? O co chodzi?
- Ja.. - Nie wiedziałam w sumie jak mam jej to powiedzieć bo nawet nie wiedziałam o czym myślę. Dręczyło mnie coś, ale za nim w świecie nie mogłam sobie tego przypomnieć.
- Ashley!
- No dobra.. Chodzi mi coś po głowie, ale nie wiem o co chodzi.. Nie pamiętam.. Mam dziwnie wrażenie jakby coś się wydarzyło, ale nie mogę sobie przypomnieć co takiego.
- To dziwnie.. - Zaniepokoiła się - Od kiedy tak masz?
- Obudziłam się któregoś razu w internacie siedząc na łóżku. Nie wiem do tej pory jak się tam znalazłam. I właśnie wtedy pierwszy raz to poczułam - Wzruszyłam ramionami. Kobieta natomiast zamiast coś mi odpowiedzieć, chwyciła mnie za dłonie i spojrzała głęboko w oczy.
- Ktoś wymazał Ci pamięć.
- Co? - Wybuchnęłam śmiechem. Przecież to niedorzeczne.
- Jest tylko jeden sposób, abyś odzyskała utracone wspomnienia.
- Jaki?
- Skup się. Zamknij oczy i uściśnij mi dłoń - Zrobiłam to i słuchałam się jej dalszych poleceń - Ktoś wkradł Ci się do myśli więc musisz je odzyskać. Oczyść umysł ze wszystkiego. Miej przed oczyma tylko tamto wydarzenie gdy pierwszy raz poczułaś, że coś jest nie tak. Myśl tylko o tym. Następnie powtarzaj za mną.. ,, Libet ire in praeteritum ''
- ,, Libet ire in praeteritum '' - Powtarzałam to słowo w kółko i w kółko, aż poczułam jak robi mi się zimno. Otworzyłam szybko oczy. Czarna otchłań. Wpadłam w panikę. Gdzie ja do cholery jestem?! Gdzie moja babcia?! - Babciu?! - Krzyknęłam, ale nikt mi nie odpowiedział. Obraz z każdą sekundą stawał się coraz wyraźniejszy. Mój pokój w internacie. Byłam w pokoju! Ale chwila... Ktoś spał na moim łóżku - Kurwa.. - To byłam ja. Spałam. Nagle ktoś wszedł do pomieszczenia. Spojrzałam w tamtą stronę i aż zadrżałam. Co on tu robił? Zbliżył się wolnym krokiem do mojego łóżka, kiedy otworzyłam oczy i zaczęłam panicznie krzyczeć. Co jest do chuja?! Szatyn zbliżał się do mnie, tej leżącej na łóżku, nawet nie zwracając uwagi na mnie. Nie widział mnie. Oboje mnie nie widzieli... . W końcu był przy niej tak blisko, że spojrzeli sobie wprost w oczy.
- Nie krzycz i nie mów nic - Wyszeptał a ona zamilkła. - A więc to prawda..... - Wysyczał. Nagle zaklął pod nosem. Ktoś się zbliżał w naszym kierunku. Znów zbliżył się do niej i tym razem dotknął dłonią jej policzek, czyli w sumie mój i dopiero wtedy po raz drugi zagłębił się w jej wzroku - To dopiero początek. Jeszcze nie raz będziesz miała ze mną styczność. Teraz jednak zapomnisz o tym, że tu byłem i o naszej rozmowie. Zapomnisz też, że kiedykolwiek byłem dla Ciebie niemiły. Nasza znajomość dopiero się zacznie... - Gdy mrugnęła, nikogo obok jej nie było. Wymazał mi wspomnienia. Więc tak znalazłam się na łóżku... Przypomniałam sobie wszystko. Wpadłam na pewien pomysł. Skoro udało mi się przenieść w czasie to mogę zrobić to jeszcze raz. Wróciłam wspomnieniami do biblioteki, gdzie zostałam zaatakowana przez kogoś razem z Olivierem. Po chwili się tam znalazłam tak samo jak niedawno w swoim pokoju. Rozmawiałam z moim prefektem, kiedy coś usłyszeliśmy. Poszedł to sprawdzić. Ja, która podróżowała teraz w czasie, poszłam za nim. Musiałam wiedzieć co się wtedy stało. Mężczyzna w kapturze zaatakował go. Walną mu czymś ciężkim w głowę a następnie rzucił się na niego i zaczął pić mu z szyi krew. Wampir! Nie, nie, nie.. to nie może być prawda... Zgasło światło, ale ja widziałam wszystko. Teraz stałam twarzą w twarz z włamywaczem. Nadszedł czas, aby dowiedzieć się kim on był chociaż w sumie miałam już podejrzenia co do tego. Spojrzałam mu w oczy i cała zadrżałam. Chciałam jak najszybciej się stąd wynieść. Wszystko zaczęło się zamazywać.
- Ashley! - Usłyszałam głos babci. Otworzyłam oczy i znów znalazłam się obok kobiety, którą bardzo mocno kocham.
- Ja.. Pamiętam.. To on.. Wkradł się do mojego pokoju..On.. to on mnie zaatakował! - Wybuchnęłam gorzkim płaczem.
- Kochanie, uspokój się. Co mianowicie widziałaś?
- Obudził mnie kiedy spałam.. - Wyszeptałam - Przyszedł do mnie i zakazał mi krzyczeć.. - Opowiedziałam jej wszystko. To w pokoju i bibliotece. Nic przed nią nie ukryłam.
- On czegoś od Ciebie chce.. - Wyszeptała zaniepokojona - Musisz być silna i nie pozwolić mu na dostanie tego czegoś.. - Otarłam dłonią łzy. Miała rację. Musiałam być silna by chronić wszystkich uczniów w mojej szkole i, aby się go pozbyć. On musi się wynieś stamtąd. I to jak najszybciej! Odeszłam od mojej babci, stając kilka kroków dalej. Ułożyłam ręce jak do modlitwy, opróżniłam swój umysł ze wszystkiego i westchnęłam ciężko.
- Phesmatos! - Wrzasnęłam a naokoło nas pojawił się ogień.
- Brawo! - Babcia uśmiechnęła się triumfalnie, jednak ja nie przestawałam. Bawiłam się tym ogniem wciąż skupiona na tym co robię. Raz go gasiłam, raz od nowa rozpalałam. Przed oczyma miałam twarz Fabiana...
,, Boży Dar '' - Tylko jeden z Was?
*Amanda*
Wchodząc do tego klubu byłam niepewna tego czy dobrze robię. Im bliżej niego byłam tym serce waliło mi jak oszalałe a rozum podpowiadał, że mam wiać. Stanęłam na chwilę rozglądając się po pomieszczeniu, ale nigdzie go nie dostrzegłam. Dotknęłam dłonią naszyjnik, który podarowała mi babcia mojej przyjaciółki i, który teraz wisiał na mojej szyi. Miał mnie chronić, ale czy mu się to uda? Westchnęłam więc ciężko próbując jakoś uspokoić bicie serca gdy ktoś nagle za mną stanął i chwycił mnie za dłoń.
- Przyszłaś.. - Usłyszałam za plecami. Jego głos działał na mnie kojąco i lubiłam tą melodie. Powolutku obróciłam się, aby na niego spojrzeć a gdy już mi się udało to zrobić, wyrwałam się z jego uścisku jak oparzona przypominając sobie w duchu po co tak naprawdę tu jestem - Amando...
- Nie dotykaj mnie.. - Warknęłam - Przyszłam tylko dlatego, że chcę dowiedzieć się prawdy..
- Powiem Ci wszystko, tylko nie odpychaj mnie od siebie...
- Więc mnie nie dotykaj.. - Nie odpowiedział nic ponieważ nie dałam mu szansy na odpowiedź i stanowczym krokiem, ruszyłam w głąb pomieszczenia. Zajęłam stolik tuż przy ścianie na uboczu. Zapłaciłam barmanowi, aby nikt nam nie przeszkadzał i w końcu cała moja uwaga skupiła się na Tomie, czarnowłosym szatynie - Słucham - Zaczęłam. Przerwałam tą niezręczną ciszę a jego wzrok utkwił na mnie.
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć.. Od czego zacząć..
- Może od tego, że Twój brat to wampir?! - Wrzasnęłam oburzona. Nie mogłam hamować swoich słów. Same wylatywały z moich ust ze zdwojoną siłą. Byłam wściekła - Jak długo zamierzałeś wszystkich oszukiwać?! Wiesz ile ludzi naraziłeś na niebezpieczeństwo?!
- Uspokój się .. - Westchnęłam ciężko i zamknęłam oczy, aby uspokoić bicie serca. Barman przyniósł mi drinka, którego wypiłam na raz a następnie spojrzałam na szatyna, aby mówił - Przepraszam, że nic nie powiedziałem, ale nie mogłem...
- Przecież...
- Zdaję sobie sprawę z tego, że narażeni byli niewinni, kiedy Fabian przyszedł do szkoły - Wtrącił mi - Wiem to, ale co miałem zrobić? Rodzice umieścili nas tu ponieważ nie mają czasu. Nie wiedzą o tym nic. Nikt nie wie, tylko my. Robiłem wszystko, aby utrzymać go z dala od Ciebie i Ashley, ale nie sądziłem, że ona jest czarownicą..
- Jak się tego domyśliłeś...?
- Jako jedyna przykuła uwagę mojego brata. On wiedział od początku. Gdy tylko po raz pierwszy się spotkali. Wyczytał to z jej oczu, ale nie był pewien w stu procentach. Teraz już jest i nie odpuści..
- Czego nie odpuści ? - Zdziwiłam się jego słowami. Miałam przeczucie, że nie wróżą nic dobrego i nie myliłam się.
- Ashley to jedyna osoba, która może odwrócić klątwę.. Nie da jej spokoju.
- Niby jak ona może to zrobić? - Ale nie odpowiedział. Nawet nie wiem czy wiedział coś na ten temat - Nie możesz nikomu o tym powiedzieć kim ona jest! To jest tajemnica! Nikt nie może dowiedzieć się, że ona jest czarownicą...
- Tak samo jak Ty nie możesz powiedzieć nic o moim bracie - Dostrzegłam w jego wzroku dziwny błysk. On bardzo mocno kochał Fabiana i zawsze będzie go bronić, tylko dlaczego?
- To potwór! - Krzyknęłam - Napadł na Ashley! Chciał jej zrobić krzywdę!
- Stracił panowanie nad sobą..
- Oczywiście. Bo w dzień jest normalny, ale wieczorem to bestia..
- Skąd to wiesz? - Zdziwił się.
- O klątwie? - Kiwnął potwierdzająco głową - Moja przyjaciółka pochodzi z rodu czarownic. Wampir jest często przedstawiany w starych księgach - Powiedziałam ironicznie.
- Ale książki nie mówią o tym, dlaczego klątwa została rzucona.. - Dokończył. Tu mnie miał.
- Jak on w ogóle stał się tym całym wampirem? - W końcu zapytałam. Już dawno miałam to zrobić, ale nie wiedziałam jak. Gdy otwierał buzie i już chciał coś powiedzieć, do baru ktoś wszedł. Zrobiło się chłodno a atmosfera się zagęściła. Spojrzałam w tamtą stronę i wpadłam w panikę. Fabian. Nasz wzrok się napotkał. Chciało mi się rzygać - Lepiej jak już pójdę - Zwróciłam się do Toma, ale gdy chciałam wstać, ktoś mnie z powrotem pchnął na siedzenie. Stał przy mnie. Jeszcze chwilę temu był dobre kilka metrów ode mnie a teraz? Był tuż obok.
- Słyszałem, że rozmawiacie o mnie - Odezwał się - Pozwólcie, że przyłączę się do Waszej rozmowy - Mój naszyjnik zaczął świecić. Dwójka braci spojrzała w tym kierunku, ale jeden z nich poczuł silny ból głowy - Kurwa! - Warknął agresywnie. Zniknął.
- Co się stało?! - Rozejrzałam się panicznie dookoła, ale na szczęście go nie dostrzegłam.
- Twój naszyjnik...
- No tak.. Ma mnie chronić..
- Poczekam, aż go zdejmiesz a wtedy rozerwę Cię na strzępy - Znowu ten głos. Stał stolik dalej wpatrując się we mnie. Nie mógł podejść. Nie mógł zbliżyć się do mnie jeden metr ponieważ bałam się go. Odetchnęłam z ulgą i podziękowałam w myślach babci Ashley.
- Wiem czym jesteś.. - Wysyczałam w jego stronę.
- Bardzo mnie to cieszy. Ja wiem czym jest Ashley. A no właśnie. Gdzie jest Twoja koleżaneczka?
- Odczep się od moje przyjaciółki! - Walnęłam pięścią w stół.
- Czego chcesz? - Wtrącił Tom - Daj spokój i wynoś się stąd..
- Przyszedłem bo myślałem, że ona też tu jest, ale się pomyliłem. Zahipnotyzowałbym Cię, abyś mi powiedziała gdzie się ukrywa jednak nie mogę się do Ciebie zbliżyć. Ehh.. - Wykrzywił twarz w dziwny grymas tak, że wyglądał z jednej strony słodko a z drugiej podle - No cóż.. Przekaż jej, że chcę z powrotem swoją bransoletkę bo inaczej skończę z nią szybciej niż powinienem - Ruszył do drzwi, ale w ostatniej chwili stanął i spojrzał na mnie przez ramię - Tak a propo.. Mój brat się w Tobie kocha - Puścił mi oczko i zniknął. Zawiał tylko chłodny wiatr a po nim ani śladu. Co za dupek! Spojrzałam z powrotem na Toma. Tego było już za wiele. Wampir, czarownice! Musiałam to wszystko sobie przemyśleć na spokojnie w swoim rodzinnym domu.
- Muszę już iść - Rzekłam i wstałam od stolika a po chwili szłam już w stronę wyjścia. Gdy byłam już na zewnątrz, poczułam się lepiej. Świeże powietrze. Tego było mi trzeba!
- Amanda, zaczekaj! - Obróciłam się za siebie a moim oczom ukazał się wysoki, dobrze zbudowany szatyn.
- Zostaw mnie.. Tego jest dla mnie za dużo.. Moja przyjaciółka jest w niebezpieczeństwie i to dzięki Twojemu bliźniakowi a Ty jeszcze go bronisz... - Nie dał mi dokończyć ponieważ podbiegł do mnie i z całej siły przywarł mną do swojego ciała. Następnie chwycił dłońmi moją twarz i pocałował mnie. Zrobił to czule, mocno i namiętnie. Nogi się pode mną ugięły. Znam go tydzień a mam wrażenie jakbym znała go od zawsze. W końcu odszedł ode mnie i spojrzał mi w oczy.
- Zależy mi na Tobie jak na nikim innym i nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić. Zwłaszcza Fabianowi... - Nie wytrzymałam i wtuliłam się w niego. Mi także na nim zależało, ale tego jak na razie nie musiał wiedzieć...
- Skup się dziecko! - Krzyknęła na mnie moja ukochana babcia, która powoli traciła do mnie cierpliwość.
- Phesmatos! - Wypowiedziałam stanowczym głosem. Stałam w prostej pozycji, ręce skierowane jak do modlitwy, oczy zamknięte a oddech równy - To na nic! - Powiedziałam zrezygnowana. Do oczu naleciały mi łzy. Byłam zmęczona. Ćwiczę już od ponad tygodnia i ani chwili przerwy.
- Ashley, spójrz na mnie - Kazała. Nie zrobiłam tego, wręcz przeciwnie. Mój wzrok utkwił na kamiennej podłodze - Spójrz na mnie - Powtórzyła. Przełknęłam głośno ślinę i zrobiłam to - O czym myślisz?
- Słucham? - Nie spodziewałam się tego pytania.
- Jesteś rozproszona. Do rzucania zaklęć, musisz mieć czysty umysł a Ciebie coś trapi. Tak się nie da pracować. Więc? O co chodzi?
- Ja.. - Nie wiedziałam w sumie jak mam jej to powiedzieć bo nawet nie wiedziałam o czym myślę. Dręczyło mnie coś, ale za nim w świecie nie mogłam sobie tego przypomnieć.
- Ashley!
- No dobra.. Chodzi mi coś po głowie, ale nie wiem o co chodzi.. Nie pamiętam.. Mam dziwnie wrażenie jakby coś się wydarzyło, ale nie mogę sobie przypomnieć co takiego.
- To dziwnie.. - Zaniepokoiła się - Od kiedy tak masz?
- Obudziłam się któregoś razu w internacie siedząc na łóżku. Nie wiem do tej pory jak się tam znalazłam. I właśnie wtedy pierwszy raz to poczułam - Wzruszyłam ramionami. Kobieta natomiast zamiast coś mi odpowiedzieć, chwyciła mnie za dłonie i spojrzała głęboko w oczy.
- Ktoś wymazał Ci pamięć.
- Co? - Wybuchnęłam śmiechem. Przecież to niedorzeczne.
- Jest tylko jeden sposób, abyś odzyskała utracone wspomnienia.
- Jaki?
- Skup się. Zamknij oczy i uściśnij mi dłoń - Zrobiłam to i słuchałam się jej dalszych poleceń - Ktoś wkradł Ci się do myśli więc musisz je odzyskać. Oczyść umysł ze wszystkiego. Miej przed oczyma tylko tamto wydarzenie gdy pierwszy raz poczułaś, że coś jest nie tak. Myśl tylko o tym. Następnie powtarzaj za mną.. ,, Libet ire in praeteritum ''
- ,, Libet ire in praeteritum '' - Powtarzałam to słowo w kółko i w kółko, aż poczułam jak robi mi się zimno. Otworzyłam szybko oczy. Czarna otchłań. Wpadłam w panikę. Gdzie ja do cholery jestem?! Gdzie moja babcia?! - Babciu?! - Krzyknęłam, ale nikt mi nie odpowiedział. Obraz z każdą sekundą stawał się coraz wyraźniejszy. Mój pokój w internacie. Byłam w pokoju! Ale chwila... Ktoś spał na moim łóżku - Kurwa.. - To byłam ja. Spałam. Nagle ktoś wszedł do pomieszczenia. Spojrzałam w tamtą stronę i aż zadrżałam. Co on tu robił? Zbliżył się wolnym krokiem do mojego łóżka, kiedy otworzyłam oczy i zaczęłam panicznie krzyczeć. Co jest do chuja?! Szatyn zbliżał się do mnie, tej leżącej na łóżku, nawet nie zwracając uwagi na mnie. Nie widział mnie. Oboje mnie nie widzieli... . W końcu był przy niej tak blisko, że spojrzeli sobie wprost w oczy.
- Nie krzycz i nie mów nic - Wyszeptał a ona zamilkła. - A więc to prawda..... - Wysyczał. Nagle zaklął pod nosem. Ktoś się zbliżał w naszym kierunku. Znów zbliżył się do niej i tym razem dotknął dłonią jej policzek, czyli w sumie mój i dopiero wtedy po raz drugi zagłębił się w jej wzroku - To dopiero początek. Jeszcze nie raz będziesz miała ze mną styczność. Teraz jednak zapomnisz o tym, że tu byłem i o naszej rozmowie. Zapomnisz też, że kiedykolwiek byłem dla Ciebie niemiły. Nasza znajomość dopiero się zacznie... - Gdy mrugnęła, nikogo obok jej nie było. Wymazał mi wspomnienia. Więc tak znalazłam się na łóżku... Przypomniałam sobie wszystko. Wpadłam na pewien pomysł. Skoro udało mi się przenieść w czasie to mogę zrobić to jeszcze raz. Wróciłam wspomnieniami do biblioteki, gdzie zostałam zaatakowana przez kogoś razem z Olivierem. Po chwili się tam znalazłam tak samo jak niedawno w swoim pokoju. Rozmawiałam z moim prefektem, kiedy coś usłyszeliśmy. Poszedł to sprawdzić. Ja, która podróżowała teraz w czasie, poszłam za nim. Musiałam wiedzieć co się wtedy stało. Mężczyzna w kapturze zaatakował go. Walną mu czymś ciężkim w głowę a następnie rzucił się na niego i zaczął pić mu z szyi krew. Wampir! Nie, nie, nie.. to nie może być prawda... Zgasło światło, ale ja widziałam wszystko. Teraz stałam twarzą w twarz z włamywaczem. Nadszedł czas, aby dowiedzieć się kim on był chociaż w sumie miałam już podejrzenia co do tego. Spojrzałam mu w oczy i cała zadrżałam. Chciałam jak najszybciej się stąd wynieść. Wszystko zaczęło się zamazywać.
- Ashley! - Usłyszałam głos babci. Otworzyłam oczy i znów znalazłam się obok kobiety, którą bardzo mocno kocham.
- Ja.. Pamiętam.. To on.. Wkradł się do mojego pokoju..On.. to on mnie zaatakował! - Wybuchnęłam gorzkim płaczem.
- Kochanie, uspokój się. Co mianowicie widziałaś?
- Obudził mnie kiedy spałam.. - Wyszeptałam - Przyszedł do mnie i zakazał mi krzyczeć.. - Opowiedziałam jej wszystko. To w pokoju i bibliotece. Nic przed nią nie ukryłam.
- On czegoś od Ciebie chce.. - Wyszeptała zaniepokojona - Musisz być silna i nie pozwolić mu na dostanie tego czegoś.. - Otarłam dłonią łzy. Miała rację. Musiałam być silna by chronić wszystkich uczniów w mojej szkole i, aby się go pozbyć. On musi się wynieś stamtąd. I to jak najszybciej! Odeszłam od mojej babci, stając kilka kroków dalej. Ułożyłam ręce jak do modlitwy, opróżniłam swój umysł ze wszystkiego i westchnęłam ciężko.
- Phesmatos! - Wrzasnęłam a naokoło nas pojawił się ogień.
- Brawo! - Babcia uśmiechnęła się triumfalnie, jednak ja nie przestawałam. Bawiłam się tym ogniem wciąż skupiona na tym co robię. Raz go gasiłam, raz od nowa rozpalałam. Przed oczyma miałam twarz Fabiana...
czwartek, 19 lutego 2015
Rozdział 11.
,, Boży Dar '' - Proszę, pomóż.
,, - Fabian! Proszę! Zostaw mnie! Zostaw! - Krzyczałam zapłakana kiedy się do mnie zbliżał. Szedł wolnym krokiem ku mnie śmiejąc się szyderczo. Jego wzrok był przepełniony nienawiścią, chęcią mordu, krwi. Jego twarz miała inny wyraz niż normalnie, kły stały się długie i ostre. Był coraz bliżej mnie - Fabian! Błagam! Nie! Nie!... - Zaatakował mnie jednym ruchem, wpijając mi się w szyję. Zaczęłam wrzeszczeć oraz odpychać go od siebie, ale to na nic. Był za silny .. ''
- Ashley! Obudź się! - Szybko otworzyłam oczy z panicznym krzykiem. Rozejrzałam się cała roztrzęsiona po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Byłam u mojej babci w mieszkaniu. Leżałam w łóżku przykryta kołdrą w swojej sypialni.
- Co... co tu robię?.. - Dopiero teraz dostrzegłam siedzącą przy mnie Amandę, która wpatrywała się we mnie intensywnie.
- Jak się czujesz? - Spytała niepewnym głosem przyjaciółka. W sumie to dobrze, ale bolała mnie głowa.
- Jest.. okey.. - Nie miałam za dużo w sobie siły. Wszystko mnie bolało, każda część ciała. Rudowłosa dziewczyna, złapała mój nadgarstek swoją dłonią dodając mi przy tym otuchy.
- Cały czas dzwoni do mnie Tom... - Zaczęła, ale gdy tylko wypowiedziała to imię, panicznie zabrałam swoją rękę od niej i skuliłam się pod kołdrą. Wspomnienia wróciły. Twarz Fabiana. Zaatakował mnie. Rzucił się na mnie. Ich rozmowa... - Ashley? Ashley, co się stało?
- Fabian... - Nagle do pokoju weszła babcia. Spojrzała na mnie zaniepokojona i od razu do mnie podeszła.
- Teleportowałyście się tu - Powiedziała - Jesteś zmęczona ponieważ włożyłaś w to wszystkie swoje siły. Jesteś jeszcze za słaba na takie czary.
- Która godzina?..
- 10:15. Spałaś całą noc. Zadzwoniłam do Twojej mamy i powiedziałam, że jesteś u mnie. Kochanie, opowiedz proszę co się wydarzyło.
- Ja.. Szłam sobie korytarzem, kiedy usłyszałam rozmowę Toma z Fabianem. Rozmawiali o mnie. Kłócili się. Potem szybko odeszłam i chciałam pogadać z Amandą, opierniczyć ją za...- Spojrzałam na nią przypominając sobie jak się wczoraj nawaliła - Ale wpadłam na Fabiana. Wyłonił się przede mną jakby nigdy nic.. Jego twarz.. Zaczęła się zmieniać.. Wyglądał strasznie. Był straszny.. - Nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Łzy same lunęły z moich oczu kapiąc mi na dłonie.
- Spokojnie.. - Babcia przysiadła się do mnie na łóżku tuląc moje ciało do swojego - Jesteś już bezpieczna. spokojnie.. - Przytuliła mnie i gładziła teraz dłonią moje długie, czarne włosy.
- On.. Zaatakował mnie.. Miał długie zęby.. Nie mogłam się bronić.. Nie umiałam... Dopiero potem jakoś odepchnęłam go od siebie i uciekłam.. Gdyby nie moje moce to by mnie.. zabił - To ostatnie słowo, ledwo przeszło mi przez gardło. Przecież w szkole jest dużo uczniów, którzy nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa.
- Matko.. - Amanda zakryła twarz dłonią. Dotarło do niej dlaczego rzuciłam się na Toma wczoraj wieczorem - Czy Tom...
- Nie wiem.. - Odpowiedziałam. Nie musiałam czytać w jej myślach, aby wiedzieć co chce powiedzieć. Nie miałam pojęcia czy Tom jest taki sam jak jego brat bliźniak - Babciu... On jest wampirem.. - Wyszeptałam drżąc na samą myśl o tym.
- Wiem - Odpowiedziała już poważnym i stanowczym głosem - A Ty jesteś w niebezpieczeństwie... - Wstała po czym opuściła nasz pokój, powracając do nas dopiero po 10 minutach. W dłoni trzymała wielką księgę zaklęć, którą rzuciła na moje łóżko i z powrotem się do mnie przysiadła. Otworzyła ją na któreś stronie, bodajże 100 i wskazała palcem na postać na obrazku - To jest wampir...
- Coś jak Pamiętniki Wampirów? - Przerwała Amanda.
- Nie.. Wampiry tak naprawdę nie istnieją. To wymysły ludzi chcących zarobić na dobrym filmie. Stara księga mówi o klątwie, która dosięga kogoś za jego postępowanie. Pewna czarownica musiała rzucić czar na tego chłopaka zamieniając go przy tym w tą niebezpieczną istotę. Jednak to zakazane czary i każdy z naszego rodu o tym wie.. - Pomyślała przez chwilę i szybko wróciła do monologu - Musiał wyrządzić jej coś złego jako ludzka istota. Aby wykonać takie zaklęcie, trzeba włożyć w to całą swoją magię i siłę. Ta czarownica zmarła zamieniając go w tego potwora...
- Wiesz coś na temat wampirów? - Zmierzyłam kobietę ostrym wzrokiem.
- Wampir to prastara postać. Bestia, drapieżnik..Za dnia są normalnymi ludźmi a gdy zbliża się wieczór, przemieniają się. Nie panują nad sobą... Wiem tylko tyle, że gdy jest widno, potrafią utrzymać swoje pragnienia pod kontrolą. W ciemności włącza się ich prawdziwa natura..
- Jak można go zabić? .. - Wyszeptałam.
- To jest najgorsze. Nie można - Również odpowiedziała tym samym cichym głosem co ja - To jest klątwa. On jest nieśmiertelny. Będzie zabijał innych a gdy w dzień powróci jego ludzka forma, będzie czuł cierpienie i śmierć osób, które zabił. Czarownica dobrze wiedziała co robi temu chłopakowi...
- Babciu?
- Tak? - Spojrzała na mnie ze smutkiem. Bała się o mnie.
- Chcę nauczyć się wszystkiego co powinnam wiedzieć.. Proszę, pomóż mi.. - Nigdy nie sądziłam, że do tego dojdzie, ale ta sprawa tego właśnie wymaga.
- Boże, naprawdę?!
- Tak.. Muszę się jakoś przed nim bronić.. - Przytuliła mnie z całej siły i mocno wyściskała.
- Od jutra zaczynamy.. - Dodała pewna siebie - Będziesz najpotężniejszą czarownicą na świecie!
- Mogę teraz zostać sama? Jestem zmęczona... - Kiwnęły obydwie głową i wyszły zostawiając mnie samą w pokoju. Westchnęłam ciężko. W głowie znów pojawił mi się obraz twarzy Fabiana. Był taki... Niebezpieczny! Był wampirem? Matko.. Łzy zebrały mi się do oczu. Jak tylko sobie pomyślę o tym co się może wydarzyć teraz w szkole to pęka mi serce.
*Amanda*
- Kochanie, tu masz naszyjnik, który ochroni Cię przed tym chłopakiem.. Nie będzie mógł się do Ciebie zbliżyć na odległość 1 metra. Gdy to zrobi, dostanie nauczkę...
- Dziękuję - Uśmiechnęłam się ponuro - Za wszystko.. Hm. Ja już pojadę. Mama dzwoniła, żebym wróciła.
- Oczywiście. Wezwać Ci taksówkę? - Spytała mnie babcia mojej przyjaciółki.
- Nie trzeba - Posłałam jej ciepły uśmiech - Już wezwałam. Proszę tylko przekazać Ashley, że wrócę jutro....
- Amando.. - Wtrąciła mi. Spojrzałam na nią zaniepokojona jej tonem głosu czekając aż dokończy swoją wypowiedź - Nie możesz się teraz z nią spotykać. Ona będzie potrzebować ciszy, spokoju i przestrzeni jeżeli ma się uczyć rozwijać swój boży dar.
- Za ile będzie gotowa?
- Miesiąc.. Dwa.. Zobaczymy jak silny jest jej organizm. Pamiętaj jedno. Ona będzie Cie potrzebować. To będzie dla niej trudny okres w życiu i jesteś jedyną osobą, która pomoże jej przez to przejść. Zaopiekuj się nią gdy wróci do szkoły.
- Oczywiście. To moja przyjaciółka. Mogłabym chociaż co jakiś czas do niej napisać? Zadzwonić? - Dostrzegłam w jej oczach negatywną odpowiedź. Boże, jak ja wytrzymam tyle czasu bez mojej najlepszej przyjaciółki?! - Mogę się chociaż z nią pożegnać? - Gdy kiwnęła głową, od razu ruszyłam do pokoju z którego kilka minut temu wyszłam. Ashley leżała przykryta kołdrą pod samą szyję. Spała. Zbliżyłam się do niej patrząc na jej kruche, wyczerpane ciało. Wczoraj musiała przeżyć piekło... Łzy zebrały mi się w oczach. Ten dupek tego pożałuje. Musi!
Otarłam dłonią łzy. Przytuliłam się do szatynki, pogłaskałam jej polik i spojrzałam po raz któryś na jej twarz. Wyglądała tak słodko - Ashley... - Wyszeptałam - Kocham Cię.. Będę tęsknić.. - Obróciłam się w drugą stronę i wyszłam. Idąc do taksówki, która już na mnie czekała, poczułam jak w kieszeni wibruje mi telefon. Wzięłam go do ręki i przeszły mnie ciarki. Tom. Zawahałam się czy odebrać, ale wreszcie się na to odważyłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Czego chcesz?! - Warknęłam. Nie wiem co do niego teraz czułam.
- Pogadaj ze mną.. Błagam..
- Odwal się ode mnie i Ashley, jasne?!
- Proszę.. Jedna rozmowa i dam Ci spokój jeżeli będziesz chciała...Nie zrobię Ci krzywdy..
- Skąd mam taką pewność?
- Zaufaj mi...
- Za godzinę w tym samym klubie co ostatnio... - Rozłączyłam się nie dając mu dojść do słowa i weszłam do pojazdu - Klub Vegas - Rozkazałam taksówkarzowi odjeżdżając spod domu mojej przyjaciółki, która była dla mnie jak siostra....
,, Boży Dar '' - Proszę, pomóż.
,, - Fabian! Proszę! Zostaw mnie! Zostaw! - Krzyczałam zapłakana kiedy się do mnie zbliżał. Szedł wolnym krokiem ku mnie śmiejąc się szyderczo. Jego wzrok był przepełniony nienawiścią, chęcią mordu, krwi. Jego twarz miała inny wyraz niż normalnie, kły stały się długie i ostre. Był coraz bliżej mnie - Fabian! Błagam! Nie! Nie!... - Zaatakował mnie jednym ruchem, wpijając mi się w szyję. Zaczęłam wrzeszczeć oraz odpychać go od siebie, ale to na nic. Był za silny .. ''
- Ashley! Obudź się! - Szybko otworzyłam oczy z panicznym krzykiem. Rozejrzałam się cała roztrzęsiona po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Byłam u mojej babci w mieszkaniu. Leżałam w łóżku przykryta kołdrą w swojej sypialni.
- Co... co tu robię?.. - Dopiero teraz dostrzegłam siedzącą przy mnie Amandę, która wpatrywała się we mnie intensywnie.
- Jak się czujesz? - Spytała niepewnym głosem przyjaciółka. W sumie to dobrze, ale bolała mnie głowa.
- Jest.. okey.. - Nie miałam za dużo w sobie siły. Wszystko mnie bolało, każda część ciała. Rudowłosa dziewczyna, złapała mój nadgarstek swoją dłonią dodając mi przy tym otuchy.
- Cały czas dzwoni do mnie Tom... - Zaczęła, ale gdy tylko wypowiedziała to imię, panicznie zabrałam swoją rękę od niej i skuliłam się pod kołdrą. Wspomnienia wróciły. Twarz Fabiana. Zaatakował mnie. Rzucił się na mnie. Ich rozmowa... - Ashley? Ashley, co się stało?
- Fabian... - Nagle do pokoju weszła babcia. Spojrzała na mnie zaniepokojona i od razu do mnie podeszła.
- Teleportowałyście się tu - Powiedziała - Jesteś zmęczona ponieważ włożyłaś w to wszystkie swoje siły. Jesteś jeszcze za słaba na takie czary.
- Która godzina?..
- 10:15. Spałaś całą noc. Zadzwoniłam do Twojej mamy i powiedziałam, że jesteś u mnie. Kochanie, opowiedz proszę co się wydarzyło.
- Ja.. Szłam sobie korytarzem, kiedy usłyszałam rozmowę Toma z Fabianem. Rozmawiali o mnie. Kłócili się. Potem szybko odeszłam i chciałam pogadać z Amandą, opierniczyć ją za...- Spojrzałam na nią przypominając sobie jak się wczoraj nawaliła - Ale wpadłam na Fabiana. Wyłonił się przede mną jakby nigdy nic.. Jego twarz.. Zaczęła się zmieniać.. Wyglądał strasznie. Był straszny.. - Nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Łzy same lunęły z moich oczu kapiąc mi na dłonie.
- Spokojnie.. - Babcia przysiadła się do mnie na łóżku tuląc moje ciało do swojego - Jesteś już bezpieczna. spokojnie.. - Przytuliła mnie i gładziła teraz dłonią moje długie, czarne włosy.
- On.. Zaatakował mnie.. Miał długie zęby.. Nie mogłam się bronić.. Nie umiałam... Dopiero potem jakoś odepchnęłam go od siebie i uciekłam.. Gdyby nie moje moce to by mnie.. zabił - To ostatnie słowo, ledwo przeszło mi przez gardło. Przecież w szkole jest dużo uczniów, którzy nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa.
- Matko.. - Amanda zakryła twarz dłonią. Dotarło do niej dlaczego rzuciłam się na Toma wczoraj wieczorem - Czy Tom...
- Nie wiem.. - Odpowiedziałam. Nie musiałam czytać w jej myślach, aby wiedzieć co chce powiedzieć. Nie miałam pojęcia czy Tom jest taki sam jak jego brat bliźniak - Babciu... On jest wampirem.. - Wyszeptałam drżąc na samą myśl o tym.
- Wiem - Odpowiedziała już poważnym i stanowczym głosem - A Ty jesteś w niebezpieczeństwie... - Wstała po czym opuściła nasz pokój, powracając do nas dopiero po 10 minutach. W dłoni trzymała wielką księgę zaklęć, którą rzuciła na moje łóżko i z powrotem się do mnie przysiadła. Otworzyła ją na któreś stronie, bodajże 100 i wskazała palcem na postać na obrazku - To jest wampir...
- Coś jak Pamiętniki Wampirów? - Przerwała Amanda.
- Nie.. Wampiry tak naprawdę nie istnieją. To wymysły ludzi chcących zarobić na dobrym filmie. Stara księga mówi o klątwie, która dosięga kogoś za jego postępowanie. Pewna czarownica musiała rzucić czar na tego chłopaka zamieniając go przy tym w tą niebezpieczną istotę. Jednak to zakazane czary i każdy z naszego rodu o tym wie.. - Pomyślała przez chwilę i szybko wróciła do monologu - Musiał wyrządzić jej coś złego jako ludzka istota. Aby wykonać takie zaklęcie, trzeba włożyć w to całą swoją magię i siłę. Ta czarownica zmarła zamieniając go w tego potwora...
- Wiesz coś na temat wampirów? - Zmierzyłam kobietę ostrym wzrokiem.
- Wampir to prastara postać. Bestia, drapieżnik..Za dnia są normalnymi ludźmi a gdy zbliża się wieczór, przemieniają się. Nie panują nad sobą... Wiem tylko tyle, że gdy jest widno, potrafią utrzymać swoje pragnienia pod kontrolą. W ciemności włącza się ich prawdziwa natura..
- Jak można go zabić? .. - Wyszeptałam.
- To jest najgorsze. Nie można - Również odpowiedziała tym samym cichym głosem co ja - To jest klątwa. On jest nieśmiertelny. Będzie zabijał innych a gdy w dzień powróci jego ludzka forma, będzie czuł cierpienie i śmierć osób, które zabił. Czarownica dobrze wiedziała co robi temu chłopakowi...
- Babciu?
- Tak? - Spojrzała na mnie ze smutkiem. Bała się o mnie.
- Chcę nauczyć się wszystkiego co powinnam wiedzieć.. Proszę, pomóż mi.. - Nigdy nie sądziłam, że do tego dojdzie, ale ta sprawa tego właśnie wymaga.
- Boże, naprawdę?!
- Tak.. Muszę się jakoś przed nim bronić.. - Przytuliła mnie z całej siły i mocno wyściskała.
- Od jutra zaczynamy.. - Dodała pewna siebie - Będziesz najpotężniejszą czarownicą na świecie!
- Mogę teraz zostać sama? Jestem zmęczona... - Kiwnęły obydwie głową i wyszły zostawiając mnie samą w pokoju. Westchnęłam ciężko. W głowie znów pojawił mi się obraz twarzy Fabiana. Był taki... Niebezpieczny! Był wampirem? Matko.. Łzy zebrały mi się do oczu. Jak tylko sobie pomyślę o tym co się może wydarzyć teraz w szkole to pęka mi serce.
*Amanda*
- Kochanie, tu masz naszyjnik, który ochroni Cię przed tym chłopakiem.. Nie będzie mógł się do Ciebie zbliżyć na odległość 1 metra. Gdy to zrobi, dostanie nauczkę...
- Dziękuję - Uśmiechnęłam się ponuro - Za wszystko.. Hm. Ja już pojadę. Mama dzwoniła, żebym wróciła.
- Oczywiście. Wezwać Ci taksówkę? - Spytała mnie babcia mojej przyjaciółki.
- Nie trzeba - Posłałam jej ciepły uśmiech - Już wezwałam. Proszę tylko przekazać Ashley, że wrócę jutro....
- Amando.. - Wtrąciła mi. Spojrzałam na nią zaniepokojona jej tonem głosu czekając aż dokończy swoją wypowiedź - Nie możesz się teraz z nią spotykać. Ona będzie potrzebować ciszy, spokoju i przestrzeni jeżeli ma się uczyć rozwijać swój boży dar.
- Za ile będzie gotowa?
- Miesiąc.. Dwa.. Zobaczymy jak silny jest jej organizm. Pamiętaj jedno. Ona będzie Cie potrzebować. To będzie dla niej trudny okres w życiu i jesteś jedyną osobą, która pomoże jej przez to przejść. Zaopiekuj się nią gdy wróci do szkoły.
- Oczywiście. To moja przyjaciółka. Mogłabym chociaż co jakiś czas do niej napisać? Zadzwonić? - Dostrzegłam w jej oczach negatywną odpowiedź. Boże, jak ja wytrzymam tyle czasu bez mojej najlepszej przyjaciółki?! - Mogę się chociaż z nią pożegnać? - Gdy kiwnęła głową, od razu ruszyłam do pokoju z którego kilka minut temu wyszłam. Ashley leżała przykryta kołdrą pod samą szyję. Spała. Zbliżyłam się do niej patrząc na jej kruche, wyczerpane ciało. Wczoraj musiała przeżyć piekło... Łzy zebrały mi się w oczach. Ten dupek tego pożałuje. Musi!
Otarłam dłonią łzy. Przytuliłam się do szatynki, pogłaskałam jej polik i spojrzałam po raz któryś na jej twarz. Wyglądała tak słodko - Ashley... - Wyszeptałam - Kocham Cię.. Będę tęsknić.. - Obróciłam się w drugą stronę i wyszłam. Idąc do taksówki, która już na mnie czekała, poczułam jak w kieszeni wibruje mi telefon. Wzięłam go do ręki i przeszły mnie ciarki. Tom. Zawahałam się czy odebrać, ale wreszcie się na to odważyłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Czego chcesz?! - Warknęłam. Nie wiem co do niego teraz czułam.
- Pogadaj ze mną.. Błagam..
- Odwal się ode mnie i Ashley, jasne?!
- Proszę.. Jedna rozmowa i dam Ci spokój jeżeli będziesz chciała...Nie zrobię Ci krzywdy..
- Skąd mam taką pewność?
- Zaufaj mi...
- Za godzinę w tym samym klubie co ostatnio... - Rozłączyłam się nie dając mu dojść do słowa i weszłam do pojazdu - Klub Vegas - Rozkazałam taksówkarzowi odjeżdżając spod domu mojej przyjaciółki, która była dla mnie jak siostra....
środa, 18 lutego 2015
Rozdział 10.
,, Boży Dar '' - Wampir.
- Jak Ty... - Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć bo zbliżył się do mnie tak, że zabrakło mi tchu. Jego twarz zaczęła się zmieniać. Rogówki poczerwieniały, na około oczu pojawiły się kreski zwężające jego policzki a sama twarz stawała się straszna, powodująca ciarki, niebezpieczna - Twoja twarz.... - Dotknęłam ją kiedy był tuż przy mnie. Przejechałam koniuszkami palców po rysach jego kresek. Zadrżał i zamknął oczy. Wracała do normalnej postaci. Mogłabym przysiąc, że zauważyłam jak się wygina na mój dotyk. Chyba mu się podobał... Zdawało mi się tak tylko przez chwilę. Kiedy otworzył oczy a jego twarz znów przybrała ten okropny wyraz, zaczęłam krzyczeć. Nie wytrzymałam i zaczęłam po prostu krzyczeć. On natomiast chwycił moje policzki w swoją dłoń i spojrzał mi głęboko w oczy. Zaczęłam się w nich zatracać.
- Nie krzycz... - Znów poczułam potrzebę posłuchania się go. Nie mogłam zrobić inaczej. Nie potrafiłam się sprzeciwić jego rozkazowi. Odsunął się ode mnie i uderzył pięścią w ścianę. Podskoczyłam - Kurwa! - Tym razem to on krzyknął. Walczył z czymś. Coś go męczyło w jego własnym ciele. Boże, o co w tym wszystkim chodzi?!.
- Kim jesteś.. ? - Wyszeptałam prawie bezgłośnie. Znów przeniósł swój wzrok na mnie, który przeszył mnie całą a ja się zachłysnęłam własnym powietrzem, ale tym razem wyglądał inaczej. Jego zęby... One stały się większe i ostrzejsze. Zaczęłam się cofać, aż poczułam za plecami ścianę. Nie miałam dokąd uciec i on o tym dobrze wiedział - Kim jesteś?! - Powtórzyłam tym razem stanowczym już głosem. Łzy zebrały mi się w oczach. Po raz drugi walną pięścią w ścianę. Tym razem zrobił w niej dziurę. Pokręciłam z niedowierzaniem głową. Nie myśląc o niczym więcej, ruszyłam do ucieczki. Miałam na sobie wysokie szpilki więc to był zły pomysł. Bardzo zły. Nie przebiegłam nawet kilku kroków, gdy znów na niego wpadłam. Wyłonił się przede mną jakby spod ziemi. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Bałam się. Bałam się jego.
- Czuję Twój strach.. - Wysyczał. Zaciągnął się ostro powietrzem a na jego ustach pojawił się uśmiech. ,, TAK PIĘKNIE PACHNIESZ.. '' Jego myśli uderzyły we mnie jak młot. Ból głowy nabierał na sile a ja ledwo dawałam radę ogarniać to co się dzieje wokoło mnie. On miał ochotę. Na mnie.
- Proszę... nie rób mi krzywdy... - Złapał mnie za ramiona i podniósł tak, że stałam z nim twarzą w twarz - Błagam.. - Mówiłam przez szloch. Czy to jest mój koniec?
- Ty... - Wyjąkał. Spojrzał na moją prawą dłoń. Ścisnął mnie bardziej. Znów stał się agresywny - Skąd to masz?! - Warknął kierując oczy na bransoletkę, która zwisała mi z dłoni. Nie odpowiedziałam a on z każdą chwilą coraz bardziej był wkurwiony - Skąd. Ją. Masz - Warknął naprawdę agresywnie. Jego oczy płonęły rządzą mordu. Pierwszy raz w życiu tak bardzo się bałam. On nie był człowiekiem. Był czymś nadnaturalnym. Na pewno nie człowiekiem.. Pchnął mną o ścianę. Uderzenie było dość mocne przez co zakręciło mi się w głowie a przed oczyma miałam mroczki. Chciał mi zerwać tą biżuterię, ale zaczęłam się szarpać. Przejechałam dłonią po głowie. Krew...Jego zęby wydłużyły się jeszcze bardziej, kiedy tylko dostrzegł plamę krwi. O cholera. On był wampirem?....
- Fabian.. Nie... - Stracił panowanie nad sobą. Zaczął mną szarpać i zaatakował mnie, kiedy odepchnęłam go z całej siły. Przeleciał przez pół korytarza lądując uderzeniem o szkolne szafki. Naokoło niego rozbłysł ogień. Zaczęło się palić. Znowu! Podziękowałam Bogu w duszy i nie czekając na jego odpowiedź, zdjęłam ze stóp szpilki i co sił w nogach zabrałam się do biegu. Byłam już tuż przy pokoju, kiedy dostrzegłam stojącego przy drzwiach Toma. Zatrzymałam się jak wryta, bezpieczną odległość od niego. Nie wiedziałam czy on też jest taki jak tamten. Spojrzał na mnie. Wiedział. Ja natomiast cała się trzęsłam. Przed oczyma miałam twarz Fabiana, która krążyła w moich myślach.
- Ashley...
- Wynoś się stąd!
- Musimy porozmawiać..
- Nie mamy o czym! Ty i Twój brat... Wasza rozmowa... O czym rozmawialiście?! O co chodziło?!
- Uspokój się..
- O co?! - Powtórzyłam. Żarówka wisząca nad nami, wybuchnęła. Nie przejęłam się tym kompletnie.
- Nie panujesz nad tym.. Uspokój się za nim coś Ci się stanie.. - Wyciągnęłam rękę do przodu tworząc z niej pięść i pchnęłam nią tak, że się otworzyła ukazując całą dłoń. Tom natomiast przez mój ruch został odrzucony do tyłu, uderzając ciałem w ścianę za nim. Zleciał z hukiem na podłogę.
Z pokoju wybiegła przestraszona Amanda. Na twarzy miała przerażenie gdy tylko spojrzała na mnie i Toma.
- Co tu się dzieje?! - Wrzasnęła - Ashley! Przestań! - Spojrzałam w jej oczy a potem na szatyna. Wyglądał źle. Naprawdę koszmarnie i to przeze mnie. Wyciągnięta z transu, podbiegłam do przyjaciółki, chwyciłam ją za ramiona i zamknęłam oczy. Pragnęłam znaleźć się u jedynej osoby, która jest mi w stanie pomóc. Mianowicie u mojej babci....
,, Boży Dar '' - Wampir.
- Jak Ty... - Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć bo zbliżył się do mnie tak, że zabrakło mi tchu. Jego twarz zaczęła się zmieniać. Rogówki poczerwieniały, na około oczu pojawiły się kreski zwężające jego policzki a sama twarz stawała się straszna, powodująca ciarki, niebezpieczna - Twoja twarz.... - Dotknęłam ją kiedy był tuż przy mnie. Przejechałam koniuszkami palców po rysach jego kresek. Zadrżał i zamknął oczy. Wracała do normalnej postaci. Mogłabym przysiąc, że zauważyłam jak się wygina na mój dotyk. Chyba mu się podobał... Zdawało mi się tak tylko przez chwilę. Kiedy otworzył oczy a jego twarz znów przybrała ten okropny wyraz, zaczęłam krzyczeć. Nie wytrzymałam i zaczęłam po prostu krzyczeć. On natomiast chwycił moje policzki w swoją dłoń i spojrzał mi głęboko w oczy. Zaczęłam się w nich zatracać.
- Nie krzycz... - Znów poczułam potrzebę posłuchania się go. Nie mogłam zrobić inaczej. Nie potrafiłam się sprzeciwić jego rozkazowi. Odsunął się ode mnie i uderzył pięścią w ścianę. Podskoczyłam - Kurwa! - Tym razem to on krzyknął. Walczył z czymś. Coś go męczyło w jego własnym ciele. Boże, o co w tym wszystkim chodzi?!.
- Kim jesteś.. ? - Wyszeptałam prawie bezgłośnie. Znów przeniósł swój wzrok na mnie, który przeszył mnie całą a ja się zachłysnęłam własnym powietrzem, ale tym razem wyglądał inaczej. Jego zęby... One stały się większe i ostrzejsze. Zaczęłam się cofać, aż poczułam za plecami ścianę. Nie miałam dokąd uciec i on o tym dobrze wiedział - Kim jesteś?! - Powtórzyłam tym razem stanowczym już głosem. Łzy zebrały mi się w oczach. Po raz drugi walną pięścią w ścianę. Tym razem zrobił w niej dziurę. Pokręciłam z niedowierzaniem głową. Nie myśląc o niczym więcej, ruszyłam do ucieczki. Miałam na sobie wysokie szpilki więc to był zły pomysł. Bardzo zły. Nie przebiegłam nawet kilku kroków, gdy znów na niego wpadłam. Wyłonił się przede mną jakby spod ziemi. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Bałam się. Bałam się jego.
- Czuję Twój strach.. - Wysyczał. Zaciągnął się ostro powietrzem a na jego ustach pojawił się uśmiech. ,, TAK PIĘKNIE PACHNIESZ.. '' Jego myśli uderzyły we mnie jak młot. Ból głowy nabierał na sile a ja ledwo dawałam radę ogarniać to co się dzieje wokoło mnie. On miał ochotę. Na mnie.
- Proszę... nie rób mi krzywdy... - Złapał mnie za ramiona i podniósł tak, że stałam z nim twarzą w twarz - Błagam.. - Mówiłam przez szloch. Czy to jest mój koniec?
- Ty... - Wyjąkał. Spojrzał na moją prawą dłoń. Ścisnął mnie bardziej. Znów stał się agresywny - Skąd to masz?! - Warknął kierując oczy na bransoletkę, która zwisała mi z dłoni. Nie odpowiedziałam a on z każdą chwilą coraz bardziej był wkurwiony - Skąd. Ją. Masz - Warknął naprawdę agresywnie. Jego oczy płonęły rządzą mordu. Pierwszy raz w życiu tak bardzo się bałam. On nie był człowiekiem. Był czymś nadnaturalnym. Na pewno nie człowiekiem.. Pchnął mną o ścianę. Uderzenie było dość mocne przez co zakręciło mi się w głowie a przed oczyma miałam mroczki. Chciał mi zerwać tą biżuterię, ale zaczęłam się szarpać. Przejechałam dłonią po głowie. Krew...Jego zęby wydłużyły się jeszcze bardziej, kiedy tylko dostrzegł plamę krwi. O cholera. On był wampirem?....
- Fabian.. Nie... - Stracił panowanie nad sobą. Zaczął mną szarpać i zaatakował mnie, kiedy odepchnęłam go z całej siły. Przeleciał przez pół korytarza lądując uderzeniem o szkolne szafki. Naokoło niego rozbłysł ogień. Zaczęło się palić. Znowu! Podziękowałam Bogu w duszy i nie czekając na jego odpowiedź, zdjęłam ze stóp szpilki i co sił w nogach zabrałam się do biegu. Byłam już tuż przy pokoju, kiedy dostrzegłam stojącego przy drzwiach Toma. Zatrzymałam się jak wryta, bezpieczną odległość od niego. Nie wiedziałam czy on też jest taki jak tamten. Spojrzał na mnie. Wiedział. Ja natomiast cała się trzęsłam. Przed oczyma miałam twarz Fabiana, która krążyła w moich myślach.
- Ashley...
- Wynoś się stąd!
- Musimy porozmawiać..
- Nie mamy o czym! Ty i Twój brat... Wasza rozmowa... O czym rozmawialiście?! O co chodziło?!
- Uspokój się..
- O co?! - Powtórzyłam. Żarówka wisząca nad nami, wybuchnęła. Nie przejęłam się tym kompletnie.
- Nie panujesz nad tym.. Uspokój się za nim coś Ci się stanie.. - Wyciągnęłam rękę do przodu tworząc z niej pięść i pchnęłam nią tak, że się otworzyła ukazując całą dłoń. Tom natomiast przez mój ruch został odrzucony do tyłu, uderzając ciałem w ścianę za nim. Zleciał z hukiem na podłogę.
Z pokoju wybiegła przestraszona Amanda. Na twarzy miała przerażenie gdy tylko spojrzała na mnie i Toma.
- Co tu się dzieje?! - Wrzasnęła - Ashley! Przestań! - Spojrzałam w jej oczy a potem na szatyna. Wyglądał źle. Naprawdę koszmarnie i to przeze mnie. Wyciągnięta z transu, podbiegłam do przyjaciółki, chwyciłam ją za ramiona i zamknęłam oczy. Pragnęłam znaleźć się u jedynej osoby, która jest mi w stanie pomóc. Mianowicie u mojej babci....
wtorek, 17 lutego 2015
Rozdział 9.
,, Boży Dar '' - Dyskoteka
Źle się czułam. Było mi niedobrze i głowa mnie strasznie bolała. Jednakże wraz z Amandą byłyśmy już gotowe na szkolą potańcówkę. Ja miałam na sobie białą, krótką sukienkę, odsłaniającą mi sporą część pleców, rajstopy i do tego białe, wysokie szpilki. Włosy hm.. Zastanawiałam się co z nich zrobić i postanowiłam, że będą związane w długą kitkę. Makijaż miałam mocniejszy niż zwykle, ale nie przesadziłam z nim. To, że źle się czułam to nie znaczy, że mam wyglądać też źle. Amanda natomiast włożyła na siebie kremową suknię nie za długą oraz świetnie dopasowane, jasne szpilki. Wyglądała równie uroczo.
- Gotowa? - Zachichotała. Ostatnimi dniami nie widziałam jej smutnej po rozstaniu ze Stevenem. Ciągle miała na twarzy uśmiech i była cała w skowronkach. Jak na razie nie zamierzałam pytać ją o jej relacje z Tomem ponieważ mogłoby to źle na nią wpłynąć, ale na pewno nie zamierzałam tego odpuścić. Wszystkiego się dowiem już wkrótce.
- Tak - Kiwnęłam głową na znak zgody - Chodźmy - Posłałam jej ciepły uśmiech nie mówiąc o moim złym samopoczuciu i ruszyłyśmy do wyjścia. Wzięłam jeszcze tylko do ręki bransoletkę, która od tygodnia leżała na mojej szafce, aby pokazać ją Olivierowi i spytać się go czy może wie do kogo należy i dopiero wtedy wyszłyśmy. Korytarze były zapełnione uczniami. Muzyka dochodząca z sali tanecznej, rozbrzmiewała po całej szkole. Dobre nuty!
- Jeju! - Krzyknęła jakaś dziewczyna - Ślicznie wyglądacie!
- Jesteście takie piękne! - Dodała kolejna. Nic nowego. Przywykłyśmy do tego już dawno.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Amanda już od dawna podskakiwała z jednej nogi na drugą.
- Chodź! Parkiet jest nasz! - Wrzasnęła mi do ucha. Było dosyć głośno więc tylko krzyki były wskazane. Przewróciłam oczyma, ale dałam się szybko namówić. Gdy ruszyłam krok do przodu, ktoś chwycił moją dłoń.
- Mogę prosić do tańca? - Olivier wyłonił się przed nami z błyskiem w oku. Był w czarnym garniturze i do tego biała koszula pod spodem, którą było widać pod jego szyją. Wyglądał nieźle. Poczułam na sobie wzrok przyjaciółki. Spojrzałam w jej stronę a ta uniosła jedną brew do góry nie wiedząc czy to się dzieje naprawdę. Olivier Donavan, bo tak brzmi jego pełne nazwisko, poprosił mnie do tańca. Tego jeszcze nie było... Kiwnęłam tylko głową po czym złapał mnie za dłoń i powlókł na sam środek parkietu. Rudowłosa, bardzo atrakcyjna dziewczyna jeszcze przez chwilę przyglądała się nam w osłupieniu aż w końcu podszedł do niej Tom, który także porwał ją do tańca.
- Wszyscy się na nas patrzą.. - Wyszeptałam mu do ucha, gdy zbliżył swoje ciało ku mojemu. No świetnie. Wolny kawałek.
- Niech się patrzą - Wzruszył obojętnie ramionami - Po to mają oczy - Spojrzałam na niego a ten tylko posłał mi uśmiech. Czy mi się wydaje, czy on naprawdę miał w dupie innych uczniów? Raczej pamiętam go jak za każdym razem na jakiejkolwiek dyskotece, stał pod ścianą i mierzył nas wszystkich czy niczego nie knujemy, nie planujemy. Zawsze był ostrożny, skupiony, drętwy...Jestem po prostu w szoku. Tańczyliśmy już czwarty taniec.
- Wiesz... Mogę zadać Ci pytanie?
- Pytaj - Odpowiedział momentalnie.
- Dlaczego chciałeś ze mną zatańczyć? - Nagle skończyła się muzyka. Odsunął się ode mnie i posłał mi kolejny uśmiech.
- Obowiązki mnie wzywają. Do zobaczenia - Ukłonił się lekko ironicznie i odszedł. Nim się ogarnęłam, obok mnie stały już moje zacne koleżanki.
- Tańczyłaś z nim! - Krzyczały.
- Zgodził się?!
- Lecisz na niego?!
- Jak tańczy?!
- Nie wiarygodne.
- Jak udało Ci się go namówić do tańca?! - Nie wiedziałam komu najpierw odpowiedzieć. Zrobił się niezły szum a ja poczułam jak pęka mi głowa.
- Z drogi! - Usłyszałam głos przyjaciółki. Chwyciła mnie za ramię i szybko wyciągnęła z pomieszczenia.
- Dokąd idziemy? - Wyjęczałam. Nie odpowiedziała mi tylko szła w milczeniu. Kilka minut później, znalazłyśmy się na świeżym powietrzu. Idealnie. Tego właśnie potrzebowałam.
- Co Ty wyprawiasz? - Zmierzyła mnie ostrym wzrokiem.
- Słucham? - Podeszła do mnie bliżej chcąc spojrzeć mi w oczy.
- Olivier? Naprawdę?
- Nie rozumiem o co Ci chodzi... - Poczułam od niej alkohol. Piła! - Jesteś pijana...
- Nie.. - Zaśmiała się - Może trochę..
- Amanda! Jak Cię złapią to będziesz miała przechlapane!
- Daj spokój.. Nikt się nie dowie..
- Skąd w ogóle wzięłaś towar?
- Cii... Tajemnica.. - Nagle poczułam czyjąś obecność niedaleko nas. Ktoś tu jest. Rozejrzałam się spanikowana dookoła, ale nikogo nie mogłam dostrzec.
- Amanda, wracaj do środka - Rozkazałam jej.
- Wszystko w porządku? - Podszedł do nas Olivier, który właśnie wyszedł z budynku szkoły. Jeszcze tego brakowało, aby ją przyłapał.
- Właściwie to nie - Wtrąciła Amanda - Co Was łączy? - Wskazała palcem to na mnie to na niego.
- Amanda, nie wygłupiaj się.. - Skarciłam ją, aby nabrała zdrowego rozsądku - Wracaj do środka...
- Najpierw mi odpowiedzcie. Przyjaźnimy się, tak?
- Czy Ty coś piłaś? - Zauważył brunet - Czuję wódkę.
- Teraz nie o mnie tu rozmawiamy..
- Nic nas nie łączy! Na boga! To nasz opiekun! - Zdenerwowałam się ponieważ czułam niebezpieczeństwo w naszym pobliżu a ona się z nami droczyła.
- Baryza, jesteś kompletnie nawalona.. Wiesz, że to prowadzi do kłopotów?
- Olivier, proszę... Nie mów nikomu - Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
- Wiesz, że muszę zgłosić to...
- Proszę.. - Chwyciłam go za dłoń sama nie wiem czemu. Popatrzył się tylko na mnie uważnie i zaklął pod nosem.
- W porządku. Zaprowadź ją do pokoju.. Niech się ogarnie i do tego czasu niech nikomu się nie pokazuje - Kiwnęłam głową i wraz z przyjaciółką ruszyłyśmy szybko do środka. Brunet podążył za nami. Gdy dotarliśmy na miejsce, Amanda siedziała na łóżku a ja chodziłam w tą i z powrotem.
- Kto Ci kupił wódkę?! - Wrzasnęłam. Czy ona naprawdę jest tak lekkomyślna?
- Nie najlepiej się czuję.. Chyba będę rzygać.. - Pobiegła do łazienki zataczając przy tym małe kółka. Postanowiłam, że pogadam z Tomem. Przecież to z nim moja najlepsza przyjaciółka ciągle była więc musiał coś wiedzieć. Nie czekając na nią, wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. Lepiej, aby Tom miał dobre wytłumaczenie...
Szłam teraz przez główny hol, kiedy dostrzegłam stojących przy ścianie Fabiana z Tomem. Wiem, że nie powinnam podsłuchiwać, ale zatrzymałam się dopiero wtedy, kiedy usłyszałam swoje imię. Rozmawiali o mnie... Schowałam się za ścianą i modliłam się, aby mój super słuch się teraz włączył. Proszę, proszę, proszę....! Kurwa!
- Daruj sobie i odpuść - Rzekł spokojnym głosem Tom. Tak! Udało mi się!
- Nie mów mi co mam robić - Syknął szatyn - Nie zapominaj, że jestem starszy.
- O kilka minut. Proszę Cię. Nie tutaj. To moja przyjaciółka i zasługuje na dobre życie...
- Zakochałeś się w niej czy co? Co Cię obchodzi jej życie..
- Nie zakochałem się w niej.. Ale trzymaj się od niej z dala! Jeżeli choćby włos jej z głowy spadnie...
- To co? Co mi zrobisz? - Tom nie odpowiedział nic. Spuścił tylko głowę w dół i stał w milczeniu - Mógłbym rozerwać Cię na kawałki w jednej chwili więc lepiej nie wpierdalaj mi się w drogę bo dokładnie wiem co robię.
- Nie panujesz nad tym... Nie o tej godzinie.. Zmieniasz się..
- Wystarczy! - Warknął - Nie waż się więcej mówić mi co mam robić.. - Przyłożyłam sobie dłoń do ustach, aby nie zacząć wrzeszczeć. Nie znałam Fabiana. W sumie to ani razu nawet z nim nie gadałam bo zawsze po lekcjach gdzieś znikał, ale wiem, że strasznie różni się od swojego brata. Nawet nie pamiętałam czy kiedykolwiek z nim rozmawiałam. Dziwne wrażenie.
- Fabian.. Proszę.. - Szatyn zbliżył się do niego twarzą w twarz.
- Odpierdol się ode mnie - Syknął. Miałam dość. Ruszyłam szybko z powrotem do swojego pokoju. Obróciłam się jeszcze tylko za siebie raz, kiedy z kimś się zderzyłam przed sobą. Upadłam na podłogę tracąc równowagę pod stopami. Gdy mój wzrok przeniósł się z ziemi na postać stojącą przede mną, spanikowałam a moje całe ciało oblał zimny pot.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać, wiesz? - Stał przede mną. Jeszcze niecałą minutę temu widziałam go tam przy ścianie a teraz tak po prostu stał przede mną. To niemożliwe! Nierealne! To...
- Fabian.. - Wyszeptałam a mój głos cały drżał....
,, Boży Dar '' - Dyskoteka
Źle się czułam. Było mi niedobrze i głowa mnie strasznie bolała. Jednakże wraz z Amandą byłyśmy już gotowe na szkolą potańcówkę. Ja miałam na sobie białą, krótką sukienkę, odsłaniającą mi sporą część pleców, rajstopy i do tego białe, wysokie szpilki. Włosy hm.. Zastanawiałam się co z nich zrobić i postanowiłam, że będą związane w długą kitkę. Makijaż miałam mocniejszy niż zwykle, ale nie przesadziłam z nim. To, że źle się czułam to nie znaczy, że mam wyglądać też źle. Amanda natomiast włożyła na siebie kremową suknię nie za długą oraz świetnie dopasowane, jasne szpilki. Wyglądała równie uroczo.
- Gotowa? - Zachichotała. Ostatnimi dniami nie widziałam jej smutnej po rozstaniu ze Stevenem. Ciągle miała na twarzy uśmiech i była cała w skowronkach. Jak na razie nie zamierzałam pytać ją o jej relacje z Tomem ponieważ mogłoby to źle na nią wpłynąć, ale na pewno nie zamierzałam tego odpuścić. Wszystkiego się dowiem już wkrótce.
- Tak - Kiwnęłam głową na znak zgody - Chodźmy - Posłałam jej ciepły uśmiech nie mówiąc o moim złym samopoczuciu i ruszyłyśmy do wyjścia. Wzięłam jeszcze tylko do ręki bransoletkę, która od tygodnia leżała na mojej szafce, aby pokazać ją Olivierowi i spytać się go czy może wie do kogo należy i dopiero wtedy wyszłyśmy. Korytarze były zapełnione uczniami. Muzyka dochodząca z sali tanecznej, rozbrzmiewała po całej szkole. Dobre nuty!
- Jeju! - Krzyknęła jakaś dziewczyna - Ślicznie wyglądacie!
- Jesteście takie piękne! - Dodała kolejna. Nic nowego. Przywykłyśmy do tego już dawno.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Amanda już od dawna podskakiwała z jednej nogi na drugą.
- Chodź! Parkiet jest nasz! - Wrzasnęła mi do ucha. Było dosyć głośno więc tylko krzyki były wskazane. Przewróciłam oczyma, ale dałam się szybko namówić. Gdy ruszyłam krok do przodu, ktoś chwycił moją dłoń.
- Mogę prosić do tańca? - Olivier wyłonił się przed nami z błyskiem w oku. Był w czarnym garniturze i do tego biała koszula pod spodem, którą było widać pod jego szyją. Wyglądał nieźle. Poczułam na sobie wzrok przyjaciółki. Spojrzałam w jej stronę a ta uniosła jedną brew do góry nie wiedząc czy to się dzieje naprawdę. Olivier Donavan, bo tak brzmi jego pełne nazwisko, poprosił mnie do tańca. Tego jeszcze nie było... Kiwnęłam tylko głową po czym złapał mnie za dłoń i powlókł na sam środek parkietu. Rudowłosa, bardzo atrakcyjna dziewczyna jeszcze przez chwilę przyglądała się nam w osłupieniu aż w końcu podszedł do niej Tom, który także porwał ją do tańca.
- Wszyscy się na nas patrzą.. - Wyszeptałam mu do ucha, gdy zbliżył swoje ciało ku mojemu. No świetnie. Wolny kawałek.
- Niech się patrzą - Wzruszył obojętnie ramionami - Po to mają oczy - Spojrzałam na niego a ten tylko posłał mi uśmiech. Czy mi się wydaje, czy on naprawdę miał w dupie innych uczniów? Raczej pamiętam go jak za każdym razem na jakiejkolwiek dyskotece, stał pod ścianą i mierzył nas wszystkich czy niczego nie knujemy, nie planujemy. Zawsze był ostrożny, skupiony, drętwy...Jestem po prostu w szoku. Tańczyliśmy już czwarty taniec.
- Wiesz... Mogę zadać Ci pytanie?
- Pytaj - Odpowiedział momentalnie.
- Dlaczego chciałeś ze mną zatańczyć? - Nagle skończyła się muzyka. Odsunął się ode mnie i posłał mi kolejny uśmiech.
- Obowiązki mnie wzywają. Do zobaczenia - Ukłonił się lekko ironicznie i odszedł. Nim się ogarnęłam, obok mnie stały już moje zacne koleżanki.
- Tańczyłaś z nim! - Krzyczały.
- Zgodził się?!
- Lecisz na niego?!
- Jak tańczy?!
- Nie wiarygodne.
- Jak udało Ci się go namówić do tańca?! - Nie wiedziałam komu najpierw odpowiedzieć. Zrobił się niezły szum a ja poczułam jak pęka mi głowa.
- Z drogi! - Usłyszałam głos przyjaciółki. Chwyciła mnie za ramię i szybko wyciągnęła z pomieszczenia.
- Dokąd idziemy? - Wyjęczałam. Nie odpowiedziała mi tylko szła w milczeniu. Kilka minut później, znalazłyśmy się na świeżym powietrzu. Idealnie. Tego właśnie potrzebowałam.
- Co Ty wyprawiasz? - Zmierzyła mnie ostrym wzrokiem.
- Słucham? - Podeszła do mnie bliżej chcąc spojrzeć mi w oczy.
- Olivier? Naprawdę?
- Nie rozumiem o co Ci chodzi... - Poczułam od niej alkohol. Piła! - Jesteś pijana...
- Nie.. - Zaśmiała się - Może trochę..
- Amanda! Jak Cię złapią to będziesz miała przechlapane!
- Daj spokój.. Nikt się nie dowie..
- Skąd w ogóle wzięłaś towar?
- Cii... Tajemnica.. - Nagle poczułam czyjąś obecność niedaleko nas. Ktoś tu jest. Rozejrzałam się spanikowana dookoła, ale nikogo nie mogłam dostrzec.
- Amanda, wracaj do środka - Rozkazałam jej.
- Wszystko w porządku? - Podszedł do nas Olivier, który właśnie wyszedł z budynku szkoły. Jeszcze tego brakowało, aby ją przyłapał.
- Właściwie to nie - Wtrąciła Amanda - Co Was łączy? - Wskazała palcem to na mnie to na niego.
- Amanda, nie wygłupiaj się.. - Skarciłam ją, aby nabrała zdrowego rozsądku - Wracaj do środka...
- Najpierw mi odpowiedzcie. Przyjaźnimy się, tak?
- Czy Ty coś piłaś? - Zauważył brunet - Czuję wódkę.
- Teraz nie o mnie tu rozmawiamy..
- Nic nas nie łączy! Na boga! To nasz opiekun! - Zdenerwowałam się ponieważ czułam niebezpieczeństwo w naszym pobliżu a ona się z nami droczyła.
- Baryza, jesteś kompletnie nawalona.. Wiesz, że to prowadzi do kłopotów?
- Olivier, proszę... Nie mów nikomu - Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
- Wiesz, że muszę zgłosić to...
- Proszę.. - Chwyciłam go za dłoń sama nie wiem czemu. Popatrzył się tylko na mnie uważnie i zaklął pod nosem.
- W porządku. Zaprowadź ją do pokoju.. Niech się ogarnie i do tego czasu niech nikomu się nie pokazuje - Kiwnęłam głową i wraz z przyjaciółką ruszyłyśmy szybko do środka. Brunet podążył za nami. Gdy dotarliśmy na miejsce, Amanda siedziała na łóżku a ja chodziłam w tą i z powrotem.
- Kto Ci kupił wódkę?! - Wrzasnęłam. Czy ona naprawdę jest tak lekkomyślna?
- Nie najlepiej się czuję.. Chyba będę rzygać.. - Pobiegła do łazienki zataczając przy tym małe kółka. Postanowiłam, że pogadam z Tomem. Przecież to z nim moja najlepsza przyjaciółka ciągle była więc musiał coś wiedzieć. Nie czekając na nią, wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. Lepiej, aby Tom miał dobre wytłumaczenie...
Szłam teraz przez główny hol, kiedy dostrzegłam stojących przy ścianie Fabiana z Tomem. Wiem, że nie powinnam podsłuchiwać, ale zatrzymałam się dopiero wtedy, kiedy usłyszałam swoje imię. Rozmawiali o mnie... Schowałam się za ścianą i modliłam się, aby mój super słuch się teraz włączył. Proszę, proszę, proszę....! Kurwa!
- Daruj sobie i odpuść - Rzekł spokojnym głosem Tom. Tak! Udało mi się!
- Nie mów mi co mam robić - Syknął szatyn - Nie zapominaj, że jestem starszy.
- O kilka minut. Proszę Cię. Nie tutaj. To moja przyjaciółka i zasługuje na dobre życie...
- Zakochałeś się w niej czy co? Co Cię obchodzi jej życie..
- Nie zakochałem się w niej.. Ale trzymaj się od niej z dala! Jeżeli choćby włos jej z głowy spadnie...
- To co? Co mi zrobisz? - Tom nie odpowiedział nic. Spuścił tylko głowę w dół i stał w milczeniu - Mógłbym rozerwać Cię na kawałki w jednej chwili więc lepiej nie wpierdalaj mi się w drogę bo dokładnie wiem co robię.
- Nie panujesz nad tym... Nie o tej godzinie.. Zmieniasz się..
- Wystarczy! - Warknął - Nie waż się więcej mówić mi co mam robić.. - Przyłożyłam sobie dłoń do ustach, aby nie zacząć wrzeszczeć. Nie znałam Fabiana. W sumie to ani razu nawet z nim nie gadałam bo zawsze po lekcjach gdzieś znikał, ale wiem, że strasznie różni się od swojego brata. Nawet nie pamiętałam czy kiedykolwiek z nim rozmawiałam. Dziwne wrażenie.
- Fabian.. Proszę.. - Szatyn zbliżył się do niego twarzą w twarz.
- Odpierdol się ode mnie - Syknął. Miałam dość. Ruszyłam szybko z powrotem do swojego pokoju. Obróciłam się jeszcze tylko za siebie raz, kiedy z kimś się zderzyłam przed sobą. Upadłam na podłogę tracąc równowagę pod stopami. Gdy mój wzrok przeniósł się z ziemi na postać stojącą przede mną, spanikowałam a moje całe ciało oblał zimny pot.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać, wiesz? - Stał przede mną. Jeszcze niecałą minutę temu widziałam go tam przy ścianie a teraz tak po prostu stał przede mną. To niemożliwe! Nierealne! To...
- Fabian.. - Wyszeptałam a mój głos cały drżał....
poniedziałek, 16 lutego 2015
Rozdział 8.
,, Boży Dar '' - Rozproszona.
Dziś wreszcie piątek. Tydzień za mną i w sumie dobrze się czułam odkąd wstałam. Piątek to jedyny dzień w tygodniu, w którym możemy być ubrani jak chcemy. Na dodatek dzisiaj jest dyskoteka na którą tak długo czekałam.
Nałożyłam na siebie szare, szczupłe leginsy oraz biały sweterek a do tego czarne szpilki. Włosy spięłam w kitę. Wyglądałam uroczo, kiedy nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Otwórz! - Wrzasnęła Amanda, która brała właśnie prysznic. Dochodziła 12:15 a my o tej godzinie mamy przerwę obiadową. Przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę drzwi.
- Kate? - Zdziwiłam się.
- Hej, mogę? - Wpuściłam ją do środka ponieważ byłam ciekawa co ją do nas sprowadza. Kate to jedna z dziewczyn, które należą do mojej grupy tanecznej. Jest całkiem dobra - Rozmawiałam z resztą i doszłyśmy do wniosku, że trzeba jeszcze raz przećwiczyć układ.
- Nie ma problemu - Uśmiechnęłam się - Kiedy?
- Na następnej lekcji. Kulska nas zwolniła. Zgadzasz się?
- Jasne - Parsknęłam - Wszystko byle by nie mieć historii - Teraz to ona się zaśmiała. Po krótkiej rozmowie, opuściła mój pokój i w tym samym czasie wpadłam na Amandę.
- Kto to? - Spytała.
- Kate. Zaraz mamy spotkanie ,, The Girls ''. Trzeba zrobić ostatnią próbę - Wzruszyłam ramionami.
- Czyli znów muszę się przebrać - Westchnęła - Gdzie są stroje? - Ruszyłam do szafy z której wyciągnęłam dwie czerwone spódniczki, staniki do połowy brzucha tego samego koloru oraz trampki czarno białe. W kilka minut się w nie wdziałyśmy i po chwili udałyśmy się na zewnątrz. Przerwa dobiegła końca więc korytarze były puste a my tymczasem poszłyśmy na boisko za budynek szkoły. Czekała tam już na nas cała drużyna taneczna. Na mój widok uśmiechnęły się i pomachały żywo. Przywitałam się z każdym i od razu przeszłyśmy do rzeczy. Nie należałyśmy do osób, które się obijają. Mój zespół taki nie jest. Co to to nie.
W trakcie treningu gdy wykonywałyśmy właśnie piramidę a ja stałam na samym jej szczycie, dostrzegłam w cieniu opierającego się o ścianę budynku Fabiana Romuela. Nie widziałam go przez cały tydzień oprócz zajęć. Znikał gdzieś po prostu zawsze po lekcjach. W sumie to nawet nie interesowałam się tym gdzie on się podziewa i dobrze mi było go nie widzieć w internacie, ale teraz gdy go ujrzałam a nasz wzrok się znów napotkał, zachwiałam się po czym straciłam równowagę i zleciałam na ziemie. Usłyszałam głos przyjaciółki, która krzyknęła moje imię jakby to miało mnie uratować przed upadkiem. Poczułam piekielny ból pośladków ze zderzeniem z ziemią a całe otoczenie ogarnął mój krzyk, który oznaczał straszny ból jaki mnie dosięgnął. No dobra, trochę przesadziłam, ale w końcu byłam dziewczyną, nie?
- Nic Ci nie jest? - Spytała jedna z tancerek.
- Wszystko gra... - Wstałam na równe nogi i szybko spojrzałam w miejsce gdzie stał szatyn kilka minut temu. Nie ma go. To niemożliwe.
- Wystarczy już. Spotkamy się na dyskotece - Wtrąciła Amanda chwytając mnie pod ramię i ruszając ze mną wprost do budynku - A teraz mów co się stało. Nigdy nie miałaś żadnego upadku. Zawsze jesteś skupiona na próbach więc co do cholery Cię rozproszyło?
- Fabian Romule.. - Wyszeptałam.
- Jak to? - Zdziwiła się - Przecież go tu nie było.
- Widziałam go. Stał oparty o ścianę a potem nagle zniknął. Rozpłynął się..
- Ashley, zwariowałaś - Parsknęła.
- Naprawdę! Widziałam go! - Oburzyłam się. Przecież nie zmyśliłam sobie tego. Naprawdę tam stał.
- Przecież on powinien być na lekcji. Jest jaki jest, ale zajęć raczej nie opuszcza - Może i miała rację? Może mi się tylko zdawało.. No bo w sumie to niemożliwe, aby tak szybko zniknął stamtąd. Musiałby mieć jakieś super moce czy bóg wie co.
Nagle zadzwonił dzwonek gdy szłyśmy korytarzem. Z klas zaczęli wychodzić uczniowie a wśród nich był Tom. Uśmiechnięty od ucha do ucha podszedł do nas gdy tylko ujrzał mnie i moją przyjaciółkę.
- Co tam ? - Spytał i posłał czarujący uśmiech rudowłosej.
- Dobrze - Odpowiedziała promiennie. Coś tu nie grało między nimi a ja zamierzałam dowiedzieć się co takiego - A u Ciebie?
- Też - Uśmiechnął się ukazując swoje seksowne dołeczki - Właśnie rozmawiacie z kapitanem drużyny piłkarskiej.
- Słucham? - Wyszczerzyłam oczy w zdumieniu. Przecież Steven nim był i to było jego życie...
- A no. Zdziwione?
- Bardzo.. Co ze Stevenem? Wie o tym?
-Powiedzmy, że jakoś to znosi.... Ashley, wszystko w porządku? - Spytał - Źle wyglądasz. Jesteś brudna od trawy... - Zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne...
- Zleciała podczas wykonywania piramidy - Znowu moja przyjaciółka. Spojrzałam na nią a ona zignorowała to chociaż wiedziała, że czeka nas poważna rozmowa.
- Twój brat był na lekcji? - Spytałam nie mogąc się powstrzymać. Jego twarz przybrała dziwną minę mówiącą ,, Po co Ci to do chuja wiedzieć? '' ale zignorowałam to.
- Nie - Rzekł - Dlaczego pytasz?
- Czyli to on tam stał...Ale jak to możliwe, że tak szybko zniknął? - Powiedziałam raczej sama do siebie.
- O czym Ty mówisz? - Zaniepokoił się.
- O niczym. Muszę już iść - Chciała odejść, ale zagrodził mi drogę.
- Mów.
- Tom, muszę iść. Chcę się przebrać i przyszykować na dyskotekę - Pomachałam im i odeszłam szybkim krokiem, aby znów mnie nie powstrzymał od ucieczki.
- Może Ty mi powiesz co miała na myśli mówiąc, że on tam stał? - Zwrócił się do Amandy.
- Ona uważa, że podczas piramidy, Fabian stał przy ścianie budynku i wpatrywał się w nas - Wzruszyła ramionami - A potem zniknął.
- Zniknął? - Powtórzył.
- Tak powiedziała... A co?
- Tak pytam.. Masz ochotę na kawę? - Pokiwała potwierdzająco głową i ruszyli do stołówki. Ja tymczasem doszłam do swojego pokoju. Od razu wzięłam gorący prysznic i przebrałam się w szare dresy i bluzę oraz szare trampki. Do dyskoteki zostało nie całe 5 godzin gdzie 2 z tego będę się pewnie szykować. Obolała położyłam się do łóżka, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Ku mojemu zdziwieniu do pomieszczenia wszedł Olivier.
- Co Ty tu robisz? - Spytałam mega zdezorientowana.
- Nie mógłbym opuścić szkolnej dyskoteki - Uśmiechnął się. Trochę się do siebie zbliżyliśmy przez ten wypadek w bibliotece i teraz mam o nim ciut inne zdanie.
- Jesteś niemożliwy - Parsknęłam - Po co przyszedłeś?
- Zobaczyć jak się masz.
- Dobrze. A Ty?
- W sumie to przyszedłem po coś jeszcze.. - Spuścił głowę a ręce wsadził w kieszenie spodni. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Był zakłopotany.
- Co takiego? - Zdziwiłam się.
- Zatańczysz ze mną pierwszy taniec..? - Na początku jego słowa mnie totalnie zszokowały. Nigdy też nie widziałam, aby on tańczył z kimkolwiek na jakiejkolwiek imprezie w tej szkole. Dlaczego akurat ze mną chciał? Właściwie to dlaczego w ogóle chciał ? - Wiec? - Ponaglił mnie.
- Przepraszam.. Trochę się zdziwiłam tym co powiedziałeś, ale... - Zawahałam się i pomyślałam przez chwilę - Zgoda. Pierwszy taniec będzie nasz - Posłałam mu uśmiech przez co on go odwzajemnił. Byłam mu to winna za tą całą sytuację na początku tygodnia. Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę po czym wyszedł a ja poczułam zmęczenie. Położyłam się na łóżko i po chwili zasnęłam....
Czułam czyjąś obecność. Po mimo tego, że spałam, czułam, że ktoś jest obok mnie, i że się we mnie wpatruje. Coś kazało mi otworzyć oczy. Zrobiłam to niepewnie i to co ujrzałam, wprawiło mnie w panikę. Zaczęłam krzyczeć na cały pokój. Szatyn zbliżał się do mnie wolnym krokiem a ja nie wiedziałam co zrobić. Skamieniałam. Na zegarku dochodziła 19:10 czyli spałam 3 godziny. W końcu był przy mnie tak blisko, że poczułam na sobie jego oddech. Spojrzał mi wprost w oczy i utonęłam w nich. Kompletna pustka. Czysta otchłań, która mnie pochłonęła do reszty.
- Nie krzycz i nie mów nic - Wyszeptał a ja nagle zamilkłam. Chociaż chciałam krzyczeć, drzeć się z całej siły to nie mogłam. Zabronił mi a ja musiałam się go posłuchać. Nie wiem dlaczego. Po prostu taki dostałam rozkaz w głowie i on zawładnął moim mózgiem, rozumem i całym ciałem - A więc to prawda..... - Wysyczał. Po mimo tego, że się go cholernie bałam, jego głos działał na mnie kojąco. Nagle zaklął pod nosem. Dopiero chwile później usłyszałam jak ktoś zbliża się w naszym kierunku. Znów zbliżył się do mnie i tym razem dotknął dłonią mój policzek i dopiero wtedy po raz drugi zagłębił się w moim wzroku - To dopiero początek. Jeszcze nie raz będziesz miała ze mną styczność. Teraz jednak zapomnisz o tym, że tu byłem i o naszej rozmowie. Zapomnisz też, że kiedykolwiek byłem dla Ciebie niemiły. Nasza znajomość dopiero się zacznie... - Gdy mrugnęłam, nikogo obok mnie nie było. Siedziałam na łóżku wpatrując się jak głupia w ścianę na przeciw mnie. Miałam w głowie pustkę. Nie wiedziałam kiedy się obudziłam i dlaczego właściwie tu siedzę...
,, Boży Dar '' - Rozproszona.
Dziś wreszcie piątek. Tydzień za mną i w sumie dobrze się czułam odkąd wstałam. Piątek to jedyny dzień w tygodniu, w którym możemy być ubrani jak chcemy. Na dodatek dzisiaj jest dyskoteka na którą tak długo czekałam.
Nałożyłam na siebie szare, szczupłe leginsy oraz biały sweterek a do tego czarne szpilki. Włosy spięłam w kitę. Wyglądałam uroczo, kiedy nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Otwórz! - Wrzasnęła Amanda, która brała właśnie prysznic. Dochodziła 12:15 a my o tej godzinie mamy przerwę obiadową. Przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę drzwi.
- Kate? - Zdziwiłam się.
- Hej, mogę? - Wpuściłam ją do środka ponieważ byłam ciekawa co ją do nas sprowadza. Kate to jedna z dziewczyn, które należą do mojej grupy tanecznej. Jest całkiem dobra - Rozmawiałam z resztą i doszłyśmy do wniosku, że trzeba jeszcze raz przećwiczyć układ.
- Nie ma problemu - Uśmiechnęłam się - Kiedy?
- Na następnej lekcji. Kulska nas zwolniła. Zgadzasz się?
- Jasne - Parsknęłam - Wszystko byle by nie mieć historii - Teraz to ona się zaśmiała. Po krótkiej rozmowie, opuściła mój pokój i w tym samym czasie wpadłam na Amandę.
- Kto to? - Spytała.
- Kate. Zaraz mamy spotkanie ,, The Girls ''. Trzeba zrobić ostatnią próbę - Wzruszyłam ramionami.
- Czyli znów muszę się przebrać - Westchnęła - Gdzie są stroje? - Ruszyłam do szafy z której wyciągnęłam dwie czerwone spódniczki, staniki do połowy brzucha tego samego koloru oraz trampki czarno białe. W kilka minut się w nie wdziałyśmy i po chwili udałyśmy się na zewnątrz. Przerwa dobiegła końca więc korytarze były puste a my tymczasem poszłyśmy na boisko za budynek szkoły. Czekała tam już na nas cała drużyna taneczna. Na mój widok uśmiechnęły się i pomachały żywo. Przywitałam się z każdym i od razu przeszłyśmy do rzeczy. Nie należałyśmy do osób, które się obijają. Mój zespół taki nie jest. Co to to nie.
W trakcie treningu gdy wykonywałyśmy właśnie piramidę a ja stałam na samym jej szczycie, dostrzegłam w cieniu opierającego się o ścianę budynku Fabiana Romuela. Nie widziałam go przez cały tydzień oprócz zajęć. Znikał gdzieś po prostu zawsze po lekcjach. W sumie to nawet nie interesowałam się tym gdzie on się podziewa i dobrze mi było go nie widzieć w internacie, ale teraz gdy go ujrzałam a nasz wzrok się znów napotkał, zachwiałam się po czym straciłam równowagę i zleciałam na ziemie. Usłyszałam głos przyjaciółki, która krzyknęła moje imię jakby to miało mnie uratować przed upadkiem. Poczułam piekielny ból pośladków ze zderzeniem z ziemią a całe otoczenie ogarnął mój krzyk, który oznaczał straszny ból jaki mnie dosięgnął. No dobra, trochę przesadziłam, ale w końcu byłam dziewczyną, nie?
- Nic Ci nie jest? - Spytała jedna z tancerek.
- Wszystko gra... - Wstałam na równe nogi i szybko spojrzałam w miejsce gdzie stał szatyn kilka minut temu. Nie ma go. To niemożliwe.
- Wystarczy już. Spotkamy się na dyskotece - Wtrąciła Amanda chwytając mnie pod ramię i ruszając ze mną wprost do budynku - A teraz mów co się stało. Nigdy nie miałaś żadnego upadku. Zawsze jesteś skupiona na próbach więc co do cholery Cię rozproszyło?
- Fabian Romule.. - Wyszeptałam.
- Jak to? - Zdziwiła się - Przecież go tu nie było.
- Widziałam go. Stał oparty o ścianę a potem nagle zniknął. Rozpłynął się..
- Ashley, zwariowałaś - Parsknęła.
- Naprawdę! Widziałam go! - Oburzyłam się. Przecież nie zmyśliłam sobie tego. Naprawdę tam stał.
- Przecież on powinien być na lekcji. Jest jaki jest, ale zajęć raczej nie opuszcza - Może i miała rację? Może mi się tylko zdawało.. No bo w sumie to niemożliwe, aby tak szybko zniknął stamtąd. Musiałby mieć jakieś super moce czy bóg wie co.
Nagle zadzwonił dzwonek gdy szłyśmy korytarzem. Z klas zaczęli wychodzić uczniowie a wśród nich był Tom. Uśmiechnięty od ucha do ucha podszedł do nas gdy tylko ujrzał mnie i moją przyjaciółkę.
- Co tam ? - Spytał i posłał czarujący uśmiech rudowłosej.
- Dobrze - Odpowiedziała promiennie. Coś tu nie grało między nimi a ja zamierzałam dowiedzieć się co takiego - A u Ciebie?
- Też - Uśmiechnął się ukazując swoje seksowne dołeczki - Właśnie rozmawiacie z kapitanem drużyny piłkarskiej.
- Słucham? - Wyszczerzyłam oczy w zdumieniu. Przecież Steven nim był i to było jego życie...
- A no. Zdziwione?
- Bardzo.. Co ze Stevenem? Wie o tym?
-Powiedzmy, że jakoś to znosi.... Ashley, wszystko w porządku? - Spytał - Źle wyglądasz. Jesteś brudna od trawy... - Zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne...
- Zleciała podczas wykonywania piramidy - Znowu moja przyjaciółka. Spojrzałam na nią a ona zignorowała to chociaż wiedziała, że czeka nas poważna rozmowa.
- Twój brat był na lekcji? - Spytałam nie mogąc się powstrzymać. Jego twarz przybrała dziwną minę mówiącą ,, Po co Ci to do chuja wiedzieć? '' ale zignorowałam to.
- Nie - Rzekł - Dlaczego pytasz?
- Czyli to on tam stał...Ale jak to możliwe, że tak szybko zniknął? - Powiedziałam raczej sama do siebie.
- O czym Ty mówisz? - Zaniepokoił się.
- O niczym. Muszę już iść - Chciała odejść, ale zagrodził mi drogę.
- Mów.
- Tom, muszę iść. Chcę się przebrać i przyszykować na dyskotekę - Pomachałam im i odeszłam szybkim krokiem, aby znów mnie nie powstrzymał od ucieczki.
- Może Ty mi powiesz co miała na myśli mówiąc, że on tam stał? - Zwrócił się do Amandy.
- Ona uważa, że podczas piramidy, Fabian stał przy ścianie budynku i wpatrywał się w nas - Wzruszyła ramionami - A potem zniknął.
- Zniknął? - Powtórzył.
- Tak powiedziała... A co?
- Tak pytam.. Masz ochotę na kawę? - Pokiwała potwierdzająco głową i ruszyli do stołówki. Ja tymczasem doszłam do swojego pokoju. Od razu wzięłam gorący prysznic i przebrałam się w szare dresy i bluzę oraz szare trampki. Do dyskoteki zostało nie całe 5 godzin gdzie 2 z tego będę się pewnie szykować. Obolała położyłam się do łóżka, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Ku mojemu zdziwieniu do pomieszczenia wszedł Olivier.
- Co Ty tu robisz? - Spytałam mega zdezorientowana.
- Nie mógłbym opuścić szkolnej dyskoteki - Uśmiechnął się. Trochę się do siebie zbliżyliśmy przez ten wypadek w bibliotece i teraz mam o nim ciut inne zdanie.
- Jesteś niemożliwy - Parsknęłam - Po co przyszedłeś?
- Zobaczyć jak się masz.
- Dobrze. A Ty?
- W sumie to przyszedłem po coś jeszcze.. - Spuścił głowę a ręce wsadził w kieszenie spodni. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Był zakłopotany.
- Co takiego? - Zdziwiłam się.
- Zatańczysz ze mną pierwszy taniec..? - Na początku jego słowa mnie totalnie zszokowały. Nigdy też nie widziałam, aby on tańczył z kimkolwiek na jakiejkolwiek imprezie w tej szkole. Dlaczego akurat ze mną chciał? Właściwie to dlaczego w ogóle chciał ? - Wiec? - Ponaglił mnie.
- Przepraszam.. Trochę się zdziwiłam tym co powiedziałeś, ale... - Zawahałam się i pomyślałam przez chwilę - Zgoda. Pierwszy taniec będzie nasz - Posłałam mu uśmiech przez co on go odwzajemnił. Byłam mu to winna za tą całą sytuację na początku tygodnia. Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę po czym wyszedł a ja poczułam zmęczenie. Położyłam się na łóżko i po chwili zasnęłam....
Czułam czyjąś obecność. Po mimo tego, że spałam, czułam, że ktoś jest obok mnie, i że się we mnie wpatruje. Coś kazało mi otworzyć oczy. Zrobiłam to niepewnie i to co ujrzałam, wprawiło mnie w panikę. Zaczęłam krzyczeć na cały pokój. Szatyn zbliżał się do mnie wolnym krokiem a ja nie wiedziałam co zrobić. Skamieniałam. Na zegarku dochodziła 19:10 czyli spałam 3 godziny. W końcu był przy mnie tak blisko, że poczułam na sobie jego oddech. Spojrzał mi wprost w oczy i utonęłam w nich. Kompletna pustka. Czysta otchłań, która mnie pochłonęła do reszty.
- Nie krzycz i nie mów nic - Wyszeptał a ja nagle zamilkłam. Chociaż chciałam krzyczeć, drzeć się z całej siły to nie mogłam. Zabronił mi a ja musiałam się go posłuchać. Nie wiem dlaczego. Po prostu taki dostałam rozkaz w głowie i on zawładnął moim mózgiem, rozumem i całym ciałem - A więc to prawda..... - Wysyczał. Po mimo tego, że się go cholernie bałam, jego głos działał na mnie kojąco. Nagle zaklął pod nosem. Dopiero chwile później usłyszałam jak ktoś zbliża się w naszym kierunku. Znów zbliżył się do mnie i tym razem dotknął dłonią mój policzek i dopiero wtedy po raz drugi zagłębił się w moim wzroku - To dopiero początek. Jeszcze nie raz będziesz miała ze mną styczność. Teraz jednak zapomnisz o tym, że tu byłem i o naszej rozmowie. Zapomnisz też, że kiedykolwiek byłem dla Ciebie niemiły. Nasza znajomość dopiero się zacznie... - Gdy mrugnęłam, nikogo obok mnie nie było. Siedziałam na łóżku wpatrując się jak głupia w ścianę na przeciw mnie. Miałam w głowie pustkę. Nie wiedziałam kiedy się obudziłam i dlaczego właściwie tu siedzę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)