sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 6

,, Boży Dar '' - Włamanie

Czułam na sobie jego oddech. Naprawdę się bałam. Pierwszy raz odkąd jestem w tej szkole, czułam niebezpieczeństwo. Nie mogłam nic z siebie wydusić. Gdy chciałam ruszyć do biegu, zatrzymał mnie siłą, ale nie dałam mu się. Wyrywałam się i krzyczałam przez co musiałam go chyba zdenerwować ponieważ chwycił mnie z całej siły i pchnął mną o szafki.
- Ał... - Wyszeptałam. Tylko to zdołałam wykrztusić. Czułam ból w każdej części ciała. Co do cholery się tu dzieje?! Usłyszałam kroki. Zbliżał się do mnie a w pomieszczeniu wciąż było ciemno. Wpadłam w jeszcze większą panikę. Zabije mnie? Kim on był? Kto to w ogóle jest?! Nawet nie miałam sił, aby się podnieść. Krzyczałam, ale nikt mnie nie słyszał.
Idąc do mnie, zrzucał dłonią po kolei każdą książkę z półki. Słyszałam jego szatański śmiech. Nagle ucichł. Kompletna cisza. Wstałam niepewnie na równe nogi i rozejrzałam się dookoła, ale nic nie widziałam. Niech to szlag! Najciszej jak tylko mogłam, ruszyłam na ślepo do wyjścia, ale wtedy wpadłam na kogoś. Złapał mnie za nadgarstki a ja zaczęłam krzyczeć jak oszalała. Rozbłysło światło. Moje oczy przeszył ogień. Półki zaczęły się palić a rzeczy znajdujące się w środku, razem z nimi. Dostrzegłam tylko postać mężczyzny w kapturze na głowie, który ode mnie odskoczył w jednej chwili. Jego czarna kurtka płonęła. Poparzył się? - Kim jesteś?! - Wrzasnęłam z zaciśniętą pięścią - Kim jesteś?! - Powtórzyłam kiedy mi nie odpowiedział na pierwsze pytanie.
- Twoim koszmarem - Wysyczał. Ktoś wszedł do pomieszczenia. Spojrzałam z powrotem na mężczyznę przede mną, ale już go nie było. Zniknął. Przepadł. Jak to kurwa możliwe?! Nie wierzyłam własnym oczom.
- Ashley! - Usłyszałam. Niedaleko mnie stała woźna dusząc się dymem, który unosił się nad nami - Co tu się wyprawia?!
- Ja..
- Chodź tu! Szybko! Pali się! - Otrząsnęłam się w kilka sekund i ruszyłam do przodu. Przy drzwiach zorientowałam się, że wciąż nigdzie nie było Oliviera. Rozejrzałam się dookoła i gdy było już trochę jasno przez ten cały ogień, zobaczyłam go. Leżał nieprzytomny pomiędzy regałami. Podbiegłam do niego mimo zakazu starszej ode mnie kobiety i złapałam go w ramiona.
- Olivier! - Krzyczałam, ale milczał. Kobieta przybiegła do mnie i bez żadnego ,, ale '' pomogła mi go wyprowadzić na zewnątrz. W tym samym czasie przyjechała straż wezwana przez dyrektora szkoła. Ja tymczasem skuliłam się twarzą do Oliviera i mocno go objęłam - Obudź się.. Błagam! - Dopiero teraz zobaczyłam na jego twarzy rozcięcie na czole. Ktoś go uderzył i to mocno. Woźna wezwała tymczasem pogotowie, które przyjechało w 10 minut i go zabrało. Chciałam jechać z nimi jednak mi nie pozwolili. Nie byłam pełnoletnia i na dodatek musiałam jeszcze złożyć zeznania policjantom.
- Nie wiem.. Stałam z Olivie.. to znaczy z prefektem, kiedy usłyszeliśmy jakiś hałas. Poszedł to sprawdzić i długo nie wracał. Zaczęłam się martwić, ale nagle zgasło światło. Chciałam iść do wyjścia kiedy wpadłam na kogoś. Nie znam go...
- Było włamanie - Wtrącił zdenerwowany dyrektor. Rozmawiał z kimś przed telefon. Stał ode mnie z dobre 12 metrów i to niemożliwe, aby ktokolwiek poza mną go słyszał. Znów moje moce - Gdzie do licha jest ochrona?! Gdzie oni się podziewali?! Pożar w mojej szkole! Zwolnię odpowiedzialnych za to niedopilnowanie!
- Wszystko w porządku? - Wyrwał mnie z rozmyśleń głos jednego z policjantów. Pokiwałam potwierdzająco głową, że wszystko gra i zaczęłam mówić dalej. Ominęłam tylko to, że to ja wywołałam ten pożar oraz, że ten ktoś mi groził. Czego on chciał ode mnie? Gdy skończyłam zeznawać, odesłali mnie do pokoju. Dochodziła 22.00 a ja nie mogłam się na niczym skupić. Byłam cała brudna i uwalona sadzą. Wzięłam do ręki piżamę z szafki i od razu poszłam do łazienki się umyć. Przez cały czas myślałam o Olivierze, aby nic mu się nie stało. O matko. Ktoś nas zaatakował. Dopiero teraz zaczęło to do mnie docierać. Ktoś włamał się do szkoły i gdyby nie moja ,, ułomność '' mogłoby mi się coś stać. Mogłabym nawet już nie żyć! Łzy zebrały się w moich oczach....
20 minut później siedziałam już na swoim łóżku wciąż jeszcze roztrzęsiona, kiedy przyszedł do mnie dyrektor i poprosił mnie o milczenie. Nikt nie mógł się o tym dowiedzieć ponieważ obciążyłoby to szkołę złą opinią. Jasne. Przecież to najważniejsze. Zgodziłam się pod warunkiem, że mogłabym jutro odwiedzić Oliviera i dyrektor przystał na moją prośbę. Pewne jeszcze było to, że opowiem o tym wszystkim Amandzie jak tylko wróci. Bardzo dobrze, że nie pozwoliłam jej ze sobą zostać. Dyrektor wyjął z kieszeni przed wyjściem jakąś rzecz a dokładnie to bransoletkę i wręczył mi ją.
- Strażacy znaleźli ją na podłodze. Jest dosyć wartościowa i pewnie należy do Ciebie...
- Tak.. - Skłamałam - Dziękuję - Dał mi ją i wreszcie wyszedł. Spojrzałam na biżuterie. Była bardzo przypalona i cała czarna. Coś na niej pisało. Jakieś imię..- Kris.. - Wyszeptałam. To musiała być bransoletka tego włamywacza. Pewnie zgubił ją kiedy ode mnie odskoczył. Dotykając ją palcami, czułam dziwne wibracje. Przerażała mnie ta rzecz. Odłożyłam ją szybko na szafkę, zgasiłam światło i wtuliłam się pod moją cieplutką kołdrę. Ziewnęłam zmęczona i zasnęłam. Śnił mi się ten mężczyzna....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz