niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 7.

,, Boży Dar '' - Odwiedziny

Obudził mnie następnego dnia mój budzik. Niechętnie zwlekłam się z łóżka, rozglądając się dookoła co się dzieje. Amanda leżała w łóżku i jeszcze spała a lekcje zaczynamy przecież za godzinę.  Rzuciłam w nią poduszką, aby otworzyła te swoje zaspane oczy i tak się stało. Zerknęła na mnie oszołomiona po czym znów rzuciła się bezwładnie na poduszkę. Do naszego pokoju wszedł wkurzony Steven, który trzasnął drzwiami jakby chciał w ten sposób się wyżyć. Był ostro wkurwiony.
- Co Ty do chuja wyprawiasz?! - Wrzasnął w stronę mojej przyjaciółki. Kurwa, pojebało go?
- Wyjdź stąd za nim ktoś Cię zobaczy! - Krzyknęła. Od razu się ogarnęła gdy tylko go zobaczyła.
- Racja. Wynoś się stąd bo nie chcę mieć przez Ciebie kłopotów! - Warknęłam. Jedne mi już wystarczyły. Spojrzałam w stronę szafki, na której leżała bransoletka. Przerażająca.
- Co Cię łączy z tym kretynem?! - Zbliżył się do Amandy i złapał ją za ramiona. Tego było już za dużo.
- Puszczaj!
- Zostaw ją! - Podbiegłam do niego i go z całej siły odepchnęłam - Wyjazd stąd!
- Nic mnie z nim nie łączy a po drugie to nie Twoja sprawa... - Wtrąciła. 
- Moja bo należysz do mnie! - Nie wytrzymałam. Wzięłam go za jego czarną bluzę i wywaliłam z pokoju. Dupek.
- Nigdy więcej tu nie przyłaź. Rozumiemy się ? - Spojrzałam na niego piorunującym wzrokiem.
- Nie mieszaj się w to....
- Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi. Jak widać nie znałam Cię tak dobrze jak się wydawało... - Nie dałam mu szansy na odpowiedź i weszłam do pokoju zamykając mu drzwi przed nosem. Amanda siedziała zapłakana na łóżku więc podeszłam do niej i mocno ją do siebie przytuliłam.
- Steven widział jak wczoraj bawiłam się cały czas z Tomem... - Wyszeptała.
- I co z tego? Masz do tego prawo - Starałam się ją pocieszyć.
- Może on ma rację? Może nie...
- Amanda! To on Ciebie zdradził! Nie możesz obwiniać się o wszystko! Rozpad Waszego związku to tylko i wyłącznie jego wina.. - Posłałam jej ciepły uśmiech przez co ona też się nieco rozpromieniła - Wiesz co? Muszę Ci coś powiedzieć, ale to zostaje między nami..
- Jak zawsze - Wtrąciła - Co jest? - Opowiedziałam jej wszystko co się wczoraj wydarzyło. Powiedziałam o pożarze, o Olivierze, o tym, że ktoś się włamał do biblioteki, że napadł mnie, że pobił Oliviera... Amanda była w szoku. Była też przerażona.
- Nic mi nie jest - Przerwałam nagłą ciszę - Wszystko w porządku - Podałam jej bransoletkę, którą znalazł dyrektor.
- Fajna.. - Wyszeptała.
- Chyba straszna. Czuję od niej złą aurę.. - Wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam co jeszcze powiedzieć. W końcu nadszedł czas, aby się szykować na lekcje. Oczywiście ja nie zamierzałam na nie iść. Musiałam odwiedzić Oliviera więc ubrałam się w czarne rurki, kremowy sweterek i czarne, wysokie szpilki. Włosy zostawiłam kręcone.
- Ty nie w mundurku? - Zdziwiła się również gotowa nastolatka.
- Nie idę na lekcję. Dyrektor obiecał mi, że będę mogła iść do szpitala.
- Nie sądzisz, że to dziwne, że tak się nim przejmujesz? - Zdziwiła się.
- Nie. Był tam ze mną i to w połowie moja wina.. - Po chwili rozmowy, opuściłyśmy pokój spotykając po drodze rozbawionego Toma, który od razu się z nami przywitał. Niedaleko stał również Fabian oparty jak zawsze o ścianę. Był sam. Nic nowego. Znów się we mnie wpatrywał jakby czegoś chciał się w ten sposób o mnie dowiedzieć.
- A Ty dokąd? - Spytał szatyn.
- Muszę coś załatwić - Posłałam mu uśmiech i zostawiłam młodą parę nastolatków samych udając się do gabinetu dyrektora, aby powiadomić go o swoich planach. Zgodził się mnie puścić i szłam teraz wolnym krokiem przez korytarz idąc wprost do wyjścia, kiedy wpadłam na Pamele. Spojrzała na mnie pytająco, że nie mam na sobie mundurka. Co ją to obchodzi? Szmata.
- A Ty gdzie idziesz łajzo? - Odezwała się tym swoim piskliwym głosikiem. Jej koleżaneczki zachichotały a mnie aż wzięło na wymioty widząc je wszystkie na raz.
- Zejdź mi lepiej z drogi - Wyminęłam je szybszym krokiem niż na początku i w końcu dotarłam do wyjścia. W szpitalu byłam po 20 minutach. Pielęgniarka zaprowadziła mnie do pokoju, w którym leżał Olivier i wpuściła mnie do środka. Najpierw jednak porozmawiałam jeszcze z lekarzem. Na samym początku nie chciał powiedzieć mi co z pacjentem ponieważ nie byłam z nim spokrewniona, ale w końcu zmięknął, kiedy wymyśliłam, że nie ma on żadnej rodziny, przyjaciół.
- Stracił dużo krwi - Zaczął.
- Jak to ? - Zdziwiłam się - Przecież widziałam, że miał tylko rozciętą brew..
- Krew stracił w organizmie. Nie mam pojęcia jak to możliwe, ale tak właśnie się stało. Stan pacjenta jest jednak stabilny. Nic mu już nie grozi bo zdążyliśmy na czas - Uśmiechnął się - Śpi, ale można do niego iść.
- Dziękuję - Kiwnęłam głową i odeszłam. Olivier leżał przykryty po szyje kołdrą w pokoju jednoosobowym. Wyglądał jakoś tak normalnie kiedy nie wywyższał się nad uczniami i kiedy nikomu nie rozkazywał. Przysiadłam się do niego na łóżko i czuwałam przy nim aż w końcu się obudził.
- Ashley? - Wymamrotał. Pierwszy raz nazwał mnie po imieniu.
- Cześć - Przywitałam się z uśmiechem.
- Co Ty tu robisz...?
- Przyszłam zobaczyć jak się czujesz. Co się właściwie stało? - Spytałam.
- Ja.. Nie wiem. Nie pamiętam nic. Ostatnie co wiem to to, że poszedłem zobaczyć kto z nami jest. Potem już tylko pustka...
- Eh.. Okej.
- Jak się tu właściwie znalazłem? - Opowiedziałam mu historię tego co się wczoraj wydarzyło, oczywiście w połowie. Miał zmartwioną twarz, ale szybko go uspokoiłam. Wyjaśniłam też, że biblioteka została zamknięta z powodu dużych strat - Jakoś to przeżyje - Zaśmiałam się. Ku mojemu zdziwieniu, spędziłam z nim cały dzień. Pod wieczór wróciłam do szkoły i opowiedziałam Amandzie o moim spotkaniu z naszym opiekunem. Była zaskoczona tym wszystkim. Ona natomiast opowiedziała mi, że Tom zaprosił ją na kawę i ciasto. Ciekawe czy oni coś ze sobą kręcą.. Nie, raczej nie. Chociaż? Zmęczona dzisiejszym dniem, położyłam się do łóżka, gdy tylko wyszłam z łazienki. W telefonie miałam 2 wiadomości i 4 nieodebrane połączenia od Elsy. Nie odpisałam ani nie oddzwoniłam. Nie dzisiaj. Położyłam się tylko w swoim cieplutkim łóżku i zasnęłam. Tak minął mi ten cholerny dzień. Potem następny i następny. Każdego dnia byłam u Oliviera. W końcu nadszedł piątek i pierwszy tydzień za nami....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz