poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział 14.

,, Boży Dar '' -

Do domu babci wróciłam nad ranem, kiedy ona jeszcze spała. Byłam zmęczona i wyczerpana do granic możliwości. Gdy odzyskałam trochę sił w internacie, wszystko wykorzystałam na teleport. Teraz jestem spokojniejsza wiedząc, że mojej najlepszej przyjaciółce nic nie jest. Ma naszyjnik, który dostała od mojej babci więc nie mam się co martwić. Nie mogłam sobie przypomnieć tego co się właściwie wczoraj wydarzyło. Pamiętam, że spotkałam się z Amandą, potem pojawił się Tom i na koniec miałam starcie z Fabianem. Wszystko jak przez mgłę. To tylko kwestia czasu, aż babcia się skapnie, że coś jest nie tak. Nie jest głupia. Ja tymczasem rzuciłam się na swoje łóżko z wielką ulgą. Wreszcie spokój i cisza. Zamknęłam oczy z nadzieją, że zasnę, ale tak się nie stało. Przynajmniej nie od razu. Kręciłam się z boku na bok co rusz przypominając sobie dokładniej wydarzenia z wczoraj. Nagle mnie olśniło.
- Całowałam się z Fabianem! - Wykrzyczałam sama do siebie. Zwariowałam kompletnie... On pocałował mnie. Dlaczego to zrobił? Co gorsza...Dlaczego dobrze się z tym czuję?  Podobało mi się to. Był czuły i delikatny a jego twarz zmieniała się w taki dziwny sposób. Wyczuwałam od niego ból, smutek, cierpienie, żal.. Tęsknił za kimś i to bardzo mocno. Miał dziewczynę? Stracił ukochaną? Co to ma wspólnego z jego klątwą? Musiałam się tego dowiedzieć za wszelką cenę, ale przy nim traciłam zdrowy rozsądek. To wampir! Nie raz mnie zaatakował! Nie mogę w ten sposób o nim myśleć, że dobrze całuje i takie tam! Co się ze mną do cholery dzieje? To nigdy więcej nie może się powtórzyć. Nigdy. Więcej!
Ziewnęłam i ponownie spróbowałam zasnąć. Tym razem w końcu mi się udało. Nawet się nie zorientowałam, że przez cały czas, krążyłam koniuszkami palców wzdłuż swoich warg myśląc o czarnowłosym chłopaku....

*Fabian*

Obudziłem się jak zwykle nie wiadomo gdzie. Wkurwia mnie już to powoli. Rozejrzałem się dookoła. Dochodziła jakoś 7.45. Nareszcie ta piekielna noc się skończyła. Wstałem na równe nogi czując jak napierdala mnie każda kość. Mocno dostałem wczorajszego wieczoru, ale było warto. Spotkałem ją.. Po dwóch tygodniach znowu ją ujrzałem. Nie jest już tak słaba jak na początku. Nauczyła się sporo a za kolejne kilka tygodni będzie nie do pokonania. Tego właśnie oczekuję. Kiedy wreszcie będzie gotowa, zajmę się nią i skończy się to pierdolone piekło, w którym żyję od kilku dobrych lat. Przed oczyma miałem ten pocałunek. Po cholerę ją wtedy pocałowałem?! Nie chciałem, aby krzyczała. Musiałem ją jakoś uciszyć i tylko to przyszło mi do głowy. Musiałem też odwrócić swoje myśli od pragnienia wypicia z niej całej krwi. Tak pięknie pachniała. Najlepiej na świecie! Nigdy czegoś takiego nie czułem. Wystarczy tylko, aby poleciała jej malutka kropla krwi a ja już tracę kontrolę. Ciężko mi jest przy niej racjonalnie myśleć, jednak kiedy już ją pocałowałem... Wszystko inne zniknęło. Cały ból, który mnie tłamsi, cierpienie i smutek, które rozpierdalają mnie od środka. Tego nie było. Zabrała to ode mnie pozostawiając mnie przez chwilę czystego. Niesamowite.
Zatraciłem się w tym. Chciałem jej więcej i więcej, ale przerwali nam. Mój kochany braciszek i ta głupia lalka pusta. Jednak to nigdy więcej nie może się zdarzyć. Nigdy więcej nie mogę się z nią pocałować a co gorsza, nigdy w życiu nie mógłbym się w niej zakochać. To by zjebało wszystko. Cały mój plan... Ta dziewczyna nie może dla mnie znaczyć więcej niż to, że jest tylko i wyłącznie czarownicą.
- Złaź z drogi kretynie! - Wrzasnął jakiś facet jadący samochodem w moim kierunku. Spojrzałem przed siebie po czym zorientowałem się, że stoję na środku drogi gdzieś na zadupiu - A Ty zamknij pysk i nie waż się odzywać - Zwrócił się do kobiety siedzącej obok niego. Wyszeptał jej to do ucha bym nie słyszał. Słyszałem doskonale. Nie zszedłem przez co on musiał się zatrzymać - Głuchy jesteś kretynie?!
- Wyjdź z samochodu i sam mnie do tego zmuś - Odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy. Czułem strach od tej kobiety. Bała się go. Była zastraszana. Czas się więc zabawić.
- Pożałujesz - Warknął po czym opuścił swój pojazd idąc w moją stronę wolnym krokiem. Wybuchnąłem śmiechem. Nim do mnie podszedł ja już znalazłem się za nim. Odwrócił się w moją stronę jak oparzony. Wyglądał jakby zobaczył ducha. Urocze - Jak Ty to...
- Stul pysk i słuchaj - Spojrzałem mu głęboko w oczy tak, że się w mym wzroku zatracił - Nie ruszaj się stąd i nie krzycz bez mojej zgody - Mruknąłem. Następnie jednym ruchem znalazłem się przy jego kobiecie. Teraz bardziej bała się mnie niż jego. Prawidłowo. Jej także spojrzałem w oczy.
- Zadam Ci kilka pytań ślicznotko a Ty mi na wszystko odpowiesz szczerze, rozumiemy się? - Kiwnęła głową jak zahipnotyzowana. No w sumie taka była w połowie. Zahipnotyzowana - Kim jest dla Ciebie ten koleś?
- To mój chłopak.. - Odpowiedziała z odrazą.
- Czy kiedykolwiek Cię uderzył bądź wyzwał?
- Tak.
- Znęca się nad Tobą? - Ciągnąłem. Kiwnęła potwierdzająco głową - Kiedy ostatnio?
- Dziś rano... - Ściągnęła z lewego ramienia kawałek koszuli a moim oczom ukazał się wielki, fioletowy siniak. Miała też kilka pociętych kresek. Dobrze, że jest dzień i umiem panować nad swoją drugą połówką bo mogłoby się to źle skończyć - Uderzył mnie pięścią..
- Dlaczego Cię uderzył? Czym go wkurzyłaś?
- Spóźniłam się ze śniadaniem o 3 minuty.
- Jak masz na imię? - Zmieniłem temat.
- Anna...
- Więc Anno - Wtrąciłem - Masz jakąś rodzinę? Przyjaciół?
- Nie mam przyjaciół a z rodziną nie mam kontaktu od roku.. Zakazał mi z kimkolwiek się komunikować. Jestem jego własnością.
- Bzdura. Posłuchaj mnie uważnie. Wsiadaj za kierownicę i jedź śmiało do swojego rodzinnego domu.
- Wścieknie się....
- Nie przerywaj mi. Nie zwracaj też na niego uwagi. Najlepiej zapomnij o nim i o tym, że kiedykolwiek go poznałaś. Wracaj do rodziny i bądź szczęśliwa jak nigdy przedtem. Przeproś ich za swoje zachowanie i nie martw się więcej niczym. Zapomnij też o naszej rozmowie i o tym, że mnie spotkałaś. Nigdy do tego nie doszło.. - Kiwnęła potwierdzająco głową a następnie odjechała. Ja natomiast wróciłem do tego gnojka.
- Zostaw mnie świrze..
- A więc znęcasz się nad własną dziewczyną? A co powiesz na to, abym ja poznęcał się nad Tobą, hm?
- Pieprz się - Opluł mi twarz co mnie wkurwiło jeszcze bardziej. Poczułem, że jestem głodny. Świetnie. Sam dobrowolnie wydłużyłem swoje kły, pomyślałem o krwi i udało się. Nigdy wcześniej nie przemieniałem się w dzień, ale teraz miałem to w dupie. Chciałem odegrać się na tym kolesiu. Nie zasługuje na życie - O ja pierdole.. - Wyszeptał widząc mnie w takim stanie. Zaśmiałem się tylko.
- Zabawa dopiero się zaczyna - Warknąłem i jednym ruchem byłem tuż przy nim. Szarpał się co mi się podobało, ale nie na długo. Wreszcie nie wytrzymałem i miałem dość tej farsy więc wbiłem się zębami w jego szyję czując smak krwi. O tak.. Nie oszczędziłem go. Złamałem mu kark na sam koniec, pozostawiając jego nędzne ciało na pastwę losu. I tak już nie żył. Po skończonej sprawie, otarłem dłonią usta. Najadłem się na cały dzień....



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz