piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 5.

,, Boży dar ''  - Kara

Byłam wkurwiona. Dochodziła 10:00 a ja już miałam dość tej szkoły. Lekcje zostały odwołane z powodu braku prądu w szkole więc od razu udałam się do swojego pokoju. Pragnęłam porozmawiać z Amandą. Musiałam to zrobić. Musiałam opowiedzieć jej dokładnie sytuację, w której Fabian pobił się ze Stevenem, o tym, że wysadziłam korki w całej szkole oraz o myślach Romuela. Co to niby miało znaczyć? Niech on się lepiej trzyma ode mnie z daleka bo nie ręczę za siebie.
Gdy weszłam do sypialni, od razu wykrzyczałam imię przyjaciółki, ale nigdzie jej nie było. Znowu. Westchnęłam ciężko i rzuciłam się bezwładnie na łóżko. Nawet nie wiedziałam o czym mam myśleć. Wróciłam wspomnieniami do wakacji, do sierpnia gdy spędzałam czas z babcią i ciotką. Dlaczego tak bardzo im zależy na mojej zgodzie? Przecież babcia też ma moce. Niech ona sobie czaruje. Ja tego wszystkiego nie chcę. Wtedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Podniosłam się do pozycji siedzącej i wzięłam do ręki niebieską poduszkę po czym ją rozerwałam tak, że pióra wyleciały na moją pościel. Wyciągnęłam do przodu prawą dłoń i w dużym skupieniu, zamknęłam oczy, aby po chwili je otworzyć i ujrzeć coś niesamowitego. Białe pióra zaczęły latać po pokoju wywołując u mnie wielki uśmiech na twarzy. Sama nie wiedziałam co robię i dlaczego, ale podobało mi się to. W końcu poczułam zmęczenie, które ogarnęło moje ciało więc ziewnęłam i z powrotem położyłam się na wielkim, wygodnym łóżeczku, które bardzo mocno kochałam. Po kilkunastu minutach zasnęłam czując jak mój umysł ogarnia błoga ciemność.


Usłyszałam głośną muzykę. Otworzyłam niechętnie oczy, aby zobaczyć kto jest takim debilem, że widząc mnie iż śpię, słucha muzyki.
- W końcu wstałaś! - Krzyknęła uradowana Amanda.
- Co jest? - Odezwałam się zaspanym głosem - Która godzina?
- 14:00! Wstawaj!
- Co? Spałam 4 godziny?! - Wstałam na równe nogi, aby zobaczyć na zegarek bo nie wierzyłam w to co słyszę - W ogóle zwariowałaś?! Przycisz to!
- Nie wiedziałam jak mam Cie obudzić więc wybrałam taki sposób - Zaśmiała się. Dziwne. Dlaczego miała taki dobry humor? -Co tu robią te wszystkie pióra? Połowę już posprzątałam... - Zachichotałam tylko nie udzielając jej na to odpowiedzi.
- Gdzie właściwie zniknęłaś? Przyszłam do pokoju a Ciebie nigdzie nie było.
- Byłam z Tomem - Wzruszyła ramionami - Oprowadziłam go po szkole ponieważ mnie o to poprosił.
- Z Tomem? - Uniosłam brew do góry ze zdziwienia - A propo Toma.. Steven jest chyba zazdrosny.
- Skąd wiesz?
- Myślisz, że czemu pobił się z Fabianem? Wyzwał Toma a tamten się na niego rzucił - Ominęłam fakt, że chodziło jeszcze o to, że Steven nie chciał mnie puścić pomimo tego, że szatyn mu kazał. Ale to nie było ważne. Przynajmniej ja tak uznałam. Nagle zorientowałam się, że dali prąd.
- W ogóle co się stało, że... - Odezwała się Amanda, ale szybko jej przerwałam. Nawet nie wiedziałam, że wtrąciłam jej w połowie zdania.
- Nie wiem - Wzruszyłam ramionami - Nie mam pojęcia dlaczego. Byłam wkurzona.
- Nie uważasz, że powinnaś...
- Nie. Nawet nie powiem o tym nikomu. Zaraz babcia by nalegała jeszcze bardziej.
- Ashley?
- No? - Spojrzałam na nią pytająco, ale za nim coś dodała, już wiedziałam o co chodzi - Matko... Czytam Ci w myślach..
- Nawet nie powiedziałam połowy zdania a Ty już mi odpowiedziałaś. Nie panujesz nad tym..
- Amando, przepraszam. Nie zrobiłam tego specjalnie. Wybacz mi.
- Daj spokój. Nic się nie stało - Uśmiechnęła się. Stało! Może ona tego nie czuła, ale dla mnie czytanie w czyiś myślach oznaczało, że naruszam jego prywatność. Dosłownie. A propo. Fabian i jego myśli .. - Ashley? Wszystko gra? - Wyrwała mnie z rozmyśleń.
- Ja.. Pokłóciłam się z Fabianem zaraz po tym jak wyszłam od dyrektora. Dostałam przez nich karę i muszę wieczorem iść posprzątać w bibliotece. Spoliczkowałam Fabiana bo doprowadził mnie do szału i wtedy przeczytałam jego myśli..
- Co w nich było?
- Że zapłacę mu za to.. - Wyszeptałam. Głos mi drżał na samą myśl o tym. Chodziło jeszcze o to jak czułam się w jego obecności, ale tego jakimś dziwnym trafem nie powiedziałam już przyjaciółce... Usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Do pokoju wszedł Tom z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Witajcie - Rzekł i wskoczył na łóżko mojej przyjaciółki.
- Zwariowałeś?! Jak ktoś Cię zobaczy to wylecisz! Chłopacy nie mogą przebywać w tej części szkoły! - Wykrzyczała Amanda, która chyba się zdenerwowała.
- Nikt mnie nie zobaczy. Spokojnie.
- Po co przylazłeś? - Odezwałam się a on posłał mi chytry uśmieszek.
- Idziemy dziś do klubu Vegas - Wzruszył obojętnie ramionami jakby nigdy nic - Wpadnę po Was o 20:00.
- Naprawdę oszalałeś.
- Czemu tak uważacie? Nie macie ochoty się zabawić?
- Za takie coś możemy wylecieć ze szkoły - Przerwała Amanda.
- Wszystko jest już załatwione. Dyrektor puści nas, ale mamy czas do 24:00.
- Jak to możliwe?
- Ja mogę wszystko - Zaśmiał się.
- Fabian też idzie? - Wtrąciłam szybko. Szatyn spojrzał na mnie pytająco i chyba się wkurzył za to pytanie, ale zaraz zmienił z powrotem twarz na promienną.
- Nie. - Ta odpowiedź mnie usatysfakcjonowała - Dobra to ja już lecę. Do zobaczenia potem - Posłał nam jedno ze swoich boskich spojrzeń i ruszył do wyjścia, ale zamiast od razu opuścić nasz pokój, stanął i spojrzał w moją stronę - Ashley, jesteś fajną dziewczynę więc dam Ci ostatnie ostrzeżenie za nim będzie za późno. Trzymaj się z daleka od mojego brata tak bardzo jak tylko się da - Rzekł i dopiero wtedy wyszedł. Spojrzałam na przyjaciółkę.
- O co mu chodzi? - Spytała.
- Nie wiem - Naprawdę nie wiedziałam, ale ciekawiło mnie to dlaczego tak bardzo mnie przed nim ostrzega. Zignorowałyśmy to. Przynajmniej udawałam przed rudowłosą dziewczyną, że mnie to nie obchodzi. Amanda była zachwycona. Przypomniałam sobie jak przeczytałam myśli Toma dziś rano.
- Amanda? Chcesz coś wiedzieć?
- Dawaj!
- Podobasz mu się.
- Co? - Zdziwiła się a na jej policzkach pojawiły się rumieńce.
- Czytałam jego myśli. Leci na Ciebie.
- Pewnie coś źle zrozumiałaś.. - Zmierzyłam ją ostrym spojrzeniem na co ta się zaśmiała - Idziemy na szejka?
- Możemy iść - Chwyciłam ją za dłoń i wyszłyśmy z pokoju. Prawie cały dzień spędziłyśmy na poznawaniu nowych uczniów. Każdy chciał poznać mnie i Amandę a Pamele i jej bandę koleżanek zżerała zazdrość. Strzał w dziesiątkę! Lubiłam ją wkurwiać. Gdy dochodziła 19:00, postanowiłyśmy wrócić do pokoju, aby się wyszykować. Amanda ubrała na siebie czarną sukienkę, która idealnie na niej leżała oraz ciemne szpilki. Wyglądała całkiem seksi. Ja natomiast włożyłam jasno-różową, elegancką suknie, sięgającą mi przed kolana a do tego czarne, 13 centymetrowe szpile. Cudo! Postawiłam też na lekki makijaż a włosy podkręciłam lokówką. Amanda miała dziś proste.
Gdy byłyśmy gotowe, wyszłyśmy z pokoju 10 minut przed czasem. Nie chciałyśmy narażać Toma na kłopoty jakby go złapali w naszym pokoju. Czekałyśmy na niego w holu a razem z nami cała nasza klasa oprócz Fabiana.
- Rebel - Usłyszałam za plecami. Czego on ode mnie chciał? - A Ty dokąd?
- Tam gdzie wszyscy - Odparłam przez zaciśnięte zęby. Byłam na niego zła.
- Nie zapomniałaś o czymś?
- O czym..? Kurde.. - Matko. Zapomniałam - Olivier, nie da się tego przełożyć? Błagam Cię..
- Po pierwsze ostatni raz Ci tłumaczę, że masz się do mnie zwracać ,, Prefekcie '' - Upomniał mnie - A po drugie, nie. Nie przełożymy tego. Za dwadzieścia minut chcę Cię widzieć przed biblioteką. Rozumiemy się?
- Proszę...
- Do zobaczenia - Nie dał mi dojść do słowa i odszedł. Przeklinałam go w duchu jak tylko mogłam.
- Ashley, co jest? - Spytała Amanda i akurat wtedy podszedł do nas Tom.
- No, no! Wyglądacie zajebiście! - Zaśmiał się i puścił oczko do mojej przyjaciółki.
- Nie idę - Wyszeptałam.
- Co?
- Nie mogę. Zapomniałam, że muszę sprzątać bibliotekę - Wzruszyłam ramionami - Przepraszam..
- Pomożemy Ci - Zaproponowała Amanda.
- Nie musicie. Idźcie się bawić. Ja pójdę przebrać się w jakieś dresy i w spokoju zrobię to pieprzone gówno. Bawcie się dobrze.
- Na pewno?
- Oczywiście - Posłałam jej uśmiech i gdy chciałam iść, Tom chwycił mnie za rękę po czym odchrząknął.
- Uważaj - Rzekł niepewnie.
- Na co?
- Fabian też zostaje. Tylko Wasza dwójka będzie w szkole.. Zrób szybko to co masz zrobić i od razu idź do pokoju..
- Chcesz mi coś powiedzieć? - Zmierzyłam go wzrokiem - Znamy się jeden dzień a Ty już trzeci raz ostrzegasz mnie przed własnym bratem.
- Po prostu nie chcę, abyś czegoś żałowała.
- Czego mogę żałować? Uwierz.. Jakby mi coś groziło, poradziłabym sobie z tym od razu.
- Uważaj - Posłał mi lekki uśmiech, wziął moją najlepsza przyjaciółkę pod rękę i odeszli. Ja tymczasem zmieszana jego słowami, wróciłam do pokoju, aby przebrać się w wygodny dres. Idąc korytarzem, dostrzegłam Fabiana stojącego przy parapecie i wpatrującego się we mnie. Przyśpieszyłam korku a następnie poszłam pod bibliotekę gdzie czekał na mnie Olivier. Usatysfakcjonowany tym, że wygrał miał dobry humor. Gadał coś do mnie, ale go olewałam.
- Przynajmniej jutro będziesz wyspana - Uśmiechnął się kiedy przenosiłam karton z książkami z jednej strony pomieszczenia na drugą. Zamiast mi pomóc to stał oparty o ścianę i gapił się na mnie.
- Zrób mi przysługę i idź sobie. Nie mam ochoty na rozmowy tym bardziej z Tobą. W pokoju powiedziałeś, że nigdy byś nie doniósł na mnie dyrektorowi a co właśnie zrobiłeś? Wszyscy się bawią a ja muszę tu siedzieć i sprzątać... - Nagle usłyszeliśmy jak coś upadło za regałami książek - Słyszałeś? - Wystraszyłam się.
- Pewnie coś... - Znów jakiś hałas. Ktoś tam był. Wtedy zobaczyłam jakiś cień postaci przemieszczający się w kącie.
- Tam ktoś jest! - Wrzasnęłam opuszczając na ziemię karton z książkami - Gdzie idziesz? - Spytałam Oliviera, który ruszył w tamtym kierunku.
- Sprawdzić to - Wzruszył ramionami. Nie byłam pewna czy to dobry pomysł, ale w sumie był facetem a my znajdowaliśmy się w szkole. Nic złego stać się nie mogło przecież. Gdy Olivier zniknął, chodziłam w tą i z powrotem zaniepokojona jego długą nieobecnością. Nawet zaczęłam go kilkakrotnie wołać, ale to na nic. Nie odzywał się.
- Olivier! To nie jest śmieszne do cholery! - Warknęłam wkurzona, ale dalej nic. W końcu po pewnym czasie sama zaczęłam rozglądać się dookoła jednak niczego nie dostrzegłam - Olivier! - Dalej nic. Wkurwiona już na maksa, poszłam w kierunku wyjścia, kiedy książki za mną zleciały z półki na ziemię a światło zgasło. Zaczęłam wrzeszczeć przestraszona i biegiem ruszyłam wprost przed siebie. Niestety zahaczyłam o coś nogą przez co upadłam na podłogę i trochę się potłukłam. Spanikowana zaczęłam podnosić się z ziemi i wtedy poczułam czyjąś obecność obok mnie. Stanęłam twarzą w twarz z jakąś postacią a jedyne co widziałam to jego oczy, które błyszczały w tej ciemności.... Poczułam się jak.... jedzenie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz