piątek, 20 lutego 2015

Rozdział 12

,, Boży Dar '' - Tylko jeden z Was?

*Amanda*

Wchodząc do tego klubu byłam niepewna tego czy dobrze robię. Im bliżej niego byłam tym serce waliło mi jak oszalałe a rozum podpowiadał, że mam wiać. Stanęłam na chwilę rozglądając się po pomieszczeniu, ale nigdzie go nie dostrzegłam. Dotknęłam dłonią naszyjnik, który podarowała mi babcia mojej przyjaciółki i, który teraz wisiał na mojej szyi. Miał mnie chronić, ale czy mu się to uda? Westchnęłam więc ciężko próbując jakoś uspokoić bicie serca gdy ktoś nagle za mną stanął i chwycił mnie za dłoń.
- Przyszłaś.. - Usłyszałam za plecami. Jego głos działał na mnie kojąco i lubiłam tą melodie. Powolutku obróciłam się, aby na niego spojrzeć a gdy już mi się udało to zrobić, wyrwałam się z jego uścisku jak oparzona przypominając sobie w duchu po co tak naprawdę tu jestem - Amando...
- Nie dotykaj mnie.. - Warknęłam - Przyszłam tylko dlatego, że chcę dowiedzieć się prawdy..
- Powiem Ci wszystko, tylko nie odpychaj mnie od siebie...
- Więc mnie nie dotykaj.. -  Nie odpowiedział nic ponieważ nie dałam mu szansy na odpowiedź i stanowczym krokiem, ruszyłam w głąb pomieszczenia. Zajęłam stolik tuż przy ścianie na uboczu. Zapłaciłam barmanowi, aby nikt nam nie przeszkadzał i w końcu cała moja uwaga skupiła się na Tomie, czarnowłosym szatynie - Słucham - Zaczęłam. Przerwałam tą niezręczną ciszę a jego wzrok utkwił na mnie.
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć.. Od czego zacząć..
- Może od tego, że Twój brat to wampir?! - Wrzasnęłam oburzona. Nie mogłam hamować swoich słów. Same wylatywały z moich ust ze zdwojoną siłą. Byłam wściekła - Jak długo zamierzałeś wszystkich oszukiwać?! Wiesz ile ludzi naraziłeś na niebezpieczeństwo?!
- Uspokój się .. - Westchnęłam ciężko i zamknęłam oczy, aby uspokoić bicie serca. Barman przyniósł mi drinka, którego wypiłam na raz a następnie spojrzałam na szatyna, aby mówił - Przepraszam, że nic nie powiedziałem, ale nie mogłem...
- Przecież...
- Zdaję sobie sprawę z tego, że narażeni byli niewinni, kiedy Fabian przyszedł do szkoły - Wtrącił mi - Wiem to, ale co miałem zrobić? Rodzice umieścili nas tu ponieważ nie mają czasu. Nie wiedzą o tym nic. Nikt nie wie, tylko my. Robiłem wszystko, aby utrzymać go z dala od Ciebie i Ashley, ale nie sądziłem, że ona jest czarownicą..
- Jak się tego domyśliłeś...?
- Jako jedyna przykuła uwagę mojego brata. On wiedział od początku. Gdy tylko po raz pierwszy się spotkali. Wyczytał to z jej oczu, ale nie był pewien w stu procentach. Teraz już jest i nie odpuści..
- Czego nie odpuści ? - Zdziwiłam się jego słowami. Miałam przeczucie, że nie wróżą nic dobrego i nie myliłam się.
- Ashley to jedyna osoba, która może odwrócić klątwę.. Nie da jej spokoju. 
- Niby jak ona może to zrobić? - Ale nie odpowiedział. Nawet nie wiem czy wiedział coś na ten temat  - Nie możesz nikomu o tym powiedzieć kim ona jest! To jest tajemnica! Nikt nie może dowiedzieć się, że ona jest czarownicą...
- Tak samo jak Ty nie możesz powiedzieć nic o moim bracie - Dostrzegłam w jego wzroku dziwny błysk. On bardzo mocno kochał Fabiana i zawsze będzie go bronić, tylko dlaczego?
- To potwór! - Krzyknęłam - Napadł na Ashley! Chciał jej zrobić krzywdę!
- Stracił panowanie nad sobą..
- Oczywiście. Bo w dzień jest normalny, ale wieczorem to bestia..
- Skąd to wiesz? - Zdziwił się.
- O klątwie? - Kiwnął potwierdzająco głową - Moja przyjaciółka pochodzi z rodu czarownic. Wampir jest często przedstawiany w starych księgach - Powiedziałam ironicznie.
- Ale książki nie mówią o tym, dlaczego klątwa została rzucona.. - Dokończył. Tu mnie miał.
- Jak on w ogóle stał się tym całym wampirem? - W końcu zapytałam. Już dawno miałam to zrobić, ale nie wiedziałam jak. Gdy otwierał buzie i już chciał coś powiedzieć, do baru ktoś wszedł. Zrobiło się chłodno a atmosfera się zagęściła. Spojrzałam w tamtą stronę i wpadłam w panikę. Fabian. Nasz wzrok się napotkał. Chciało mi się rzygać - Lepiej jak już pójdę - Zwróciłam się do Toma, ale gdy chciałam wstać, ktoś mnie z powrotem pchnął na siedzenie. Stał przy mnie. Jeszcze chwilę temu był dobre kilka metrów ode mnie a teraz? Był tuż obok.
- Słyszałem, że rozmawiacie o mnie - Odezwał się - Pozwólcie, że przyłączę się do Waszej rozmowy - Mój naszyjnik zaczął świecić. Dwójka braci spojrzała w tym kierunku, ale jeden z nich poczuł silny ból głowy - Kurwa! - Warknął agresywnie. Zniknął.
- Co się stało?! - Rozejrzałam się panicznie dookoła, ale na szczęście go nie dostrzegłam.
- Twój naszyjnik...
- No tak.. Ma mnie chronić..
- Poczekam, aż go zdejmiesz a wtedy rozerwę Cię na strzępy - Znowu ten głos. Stał stolik dalej wpatrując się we mnie. Nie mógł podejść. Nie mógł zbliżyć się do mnie jeden metr ponieważ bałam się go. Odetchnęłam z ulgą i podziękowałam w myślach babci Ashley.
- Wiem czym jesteś.. - Wysyczałam w jego stronę.
- Bardzo mnie to cieszy. Ja wiem czym jest Ashley. A no właśnie. Gdzie jest Twoja koleżaneczka?
- Odczep się od moje przyjaciółki! - Walnęłam pięścią w stół.
- Czego chcesz? - Wtrącił Tom - Daj spokój i wynoś się stąd..
- Przyszedłem bo myślałem, że ona też tu jest, ale się pomyliłem. Zahipnotyzowałbym Cię, abyś mi powiedziała gdzie się ukrywa jednak nie  mogę się do Ciebie zbliżyć. Ehh.. - Wykrzywił twarz w dziwny grymas tak, że wyglądał z jednej strony słodko a z drugiej podle - No cóż.. Przekaż jej, że chcę z powrotem swoją bransoletkę bo inaczej skończę z nią szybciej niż powinienem - Ruszył do drzwi, ale w ostatniej chwili stanął i spojrzał na mnie przez ramię - Tak a propo.. Mój brat się w Tobie kocha - Puścił mi oczko i zniknął. Zawiał tylko chłodny wiatr a po nim ani śladu. Co za dupek!  Spojrzałam z powrotem na Toma. Tego było już za wiele. Wampir, czarownice! Musiałam to wszystko sobie przemyśleć na spokojnie w swoim rodzinnym domu.
- Muszę już iść - Rzekłam i wstałam od stolika a po chwili szłam już w stronę wyjścia. Gdy byłam już na zewnątrz, poczułam się lepiej. Świeże powietrze. Tego było mi trzeba!
- Amanda, zaczekaj! - Obróciłam się za siebie a moim oczom ukazał się wysoki, dobrze zbudowany szatyn.
- Zostaw mnie.. Tego jest dla mnie za dużo.. Moja przyjaciółka jest w niebezpieczeństwie i to dzięki Twojemu bliźniakowi a Ty jeszcze go bronisz... - Nie dał mi dokończyć ponieważ podbiegł do mnie i z całej siły przywarł mną do swojego ciała. Następnie chwycił dłońmi moją twarz i pocałował mnie. Zrobił to czule, mocno i namiętnie. Nogi się pode mną ugięły. Znam go tydzień a mam wrażenie jakbym znała go od zawsze. W końcu odszedł ode mnie i spojrzał mi w oczy.
- Zależy mi na Tobie jak na nikim innym i nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić. Zwłaszcza Fabianowi... - Nie wytrzymałam i wtuliłam się w niego. Mi także na nim zależało, ale tego jak na razie nie musiał wiedzieć...

- Skup się dziecko! - Krzyknęła na mnie moja ukochana babcia, która powoli traciła do mnie cierpliwość.
- Phesmatos! - Wypowiedziałam stanowczym głosem. Stałam w prostej pozycji, ręce skierowane jak do modlitwy, oczy zamknięte a oddech równy - To na nic! - Powiedziałam zrezygnowana. Do oczu naleciały mi łzy. Byłam zmęczona. Ćwiczę już od ponad tygodnia i ani chwili przerwy.
- Ashley, spójrz na mnie - Kazała. Nie zrobiłam tego, wręcz przeciwnie. Mój wzrok utkwił na kamiennej podłodze - Spójrz na mnie - Powtórzyła. Przełknęłam głośno ślinę i zrobiłam to - O czym myślisz?
- Słucham? - Nie spodziewałam się tego pytania.
- Jesteś rozproszona. Do rzucania zaklęć, musisz mieć czysty umysł a Ciebie coś trapi. Tak się nie da pracować. Więc? O co chodzi?
- Ja.. - Nie wiedziałam w sumie jak mam jej to powiedzieć bo nawet nie wiedziałam o czym myślę. Dręczyło mnie coś, ale za nim w świecie nie mogłam sobie tego przypomnieć.
- Ashley!
- No dobra.. Chodzi mi coś po głowie, ale nie wiem o co chodzi.. Nie pamiętam.. Mam dziwnie wrażenie jakby coś się wydarzyło, ale nie mogę sobie przypomnieć co takiego.
- To dziwnie.. - Zaniepokoiła się - Od kiedy tak masz?
- Obudziłam się któregoś razu w internacie siedząc na łóżku. Nie wiem do tej pory jak się tam znalazłam. I właśnie wtedy pierwszy raz to poczułam - Wzruszyłam ramionami. Kobieta natomiast zamiast coś mi odpowiedzieć, chwyciła mnie za dłonie i spojrzała głęboko w oczy.
- Ktoś wymazał Ci pamięć.
- Co? - Wybuchnęłam śmiechem. Przecież to niedorzeczne. 
- Jest tylko jeden sposób, abyś odzyskała utracone wspomnienia.
- Jaki?
- Skup się. Zamknij oczy i uściśnij mi dłoń - Zrobiłam to i słuchałam się jej dalszych poleceń - Ktoś wkradł Ci się do myśli więc musisz je odzyskać. Oczyść umysł ze wszystkiego. Miej przed oczyma tylko tamto wydarzenie gdy pierwszy raz poczułaś, że coś jest nie tak. Myśl tylko o tym. Następnie powtarzaj za mną..  ,, Libet ire in praeteritum ''
- ,, Libet ire in praeteritum '' - Powtarzałam to słowo w kółko i w kółko, aż poczułam jak robi mi się zimno. Otworzyłam szybko oczy. Czarna otchłań. Wpadłam w panikę. Gdzie ja do cholery jestem?! Gdzie moja babcia?! - Babciu?! - Krzyknęłam, ale nikt mi nie odpowiedział. Obraz z każdą sekundą stawał się coraz wyraźniejszy. Mój pokój w internacie. Byłam w pokoju! Ale chwila... Ktoś spał na moim łóżku - Kurwa.. - To byłam ja. Spałam. Nagle ktoś wszedł do pomieszczenia. Spojrzałam w tamtą stronę i aż zadrżałam. Co on tu robił? Zbliżył się wolnym krokiem do mojego łóżka, kiedy otworzyłam oczy i zaczęłam panicznie krzyczeć. Co jest do chuja?! Szatyn zbliżał się do mnie, tej leżącej na łóżku, nawet nie zwracając uwagi na mnie. Nie widział mnie. Oboje mnie nie widzieli... . W końcu był przy niej tak blisko, że spojrzeli sobie wprost w oczy.
- Nie krzycz i nie mów nic - Wyszeptał a ona zamilkła. - A więc to prawda..... - Wysyczał. Nagle zaklął pod nosem. Ktoś się zbliżał w naszym kierunku. Znów zbliżył się do niej i tym razem dotknął dłonią jej policzek, czyli w sumie mój i dopiero wtedy po raz drugi zagłębił się w jej wzroku - To dopiero początek. Jeszcze nie raz będziesz miała ze mną styczność. Teraz jednak zapomnisz o tym, że tu byłem i o naszej rozmowie. Zapomnisz też, że kiedykolwiek byłem dla Ciebie niemiły. Nasza znajomość dopiero się zacznie... - Gdy mrugnęła, nikogo obok jej nie było. Wymazał mi wspomnienia. Więc tak znalazłam się na łóżku... Przypomniałam sobie wszystko. Wpadłam na pewien pomysł. Skoro udało mi się przenieść w czasie to  mogę zrobić to jeszcze raz. Wróciłam wspomnieniami do biblioteki, gdzie zostałam zaatakowana przez kogoś razem z Olivierem. Po chwili się tam znalazłam tak samo jak niedawno w swoim pokoju. Rozmawiałam z moim prefektem, kiedy coś usłyszeliśmy. Poszedł to sprawdzić. Ja, która podróżowała teraz w czasie, poszłam za nim. Musiałam wiedzieć co się wtedy stało. Mężczyzna w kapturze zaatakował go. Walną mu czymś ciężkim w głowę a następnie rzucił się na niego i zaczął pić mu z szyi krew. Wampir! Nie, nie, nie.. to nie może być prawda... Zgasło światło, ale ja widziałam wszystko. Teraz stałam twarzą w twarz z włamywaczem. Nadszedł czas, aby dowiedzieć się kim on był chociaż w sumie miałam już podejrzenia co do tego. Spojrzałam mu w oczy i cała zadrżałam. Chciałam jak najszybciej się stąd wynieść. Wszystko zaczęło się zamazywać.
- Ashley! - Usłyszałam głos babci. Otworzyłam oczy i znów znalazłam się obok kobiety, którą bardzo mocno kocham.
- Ja.. Pamiętam.. To on.. Wkradł się do mojego pokoju..On.. to on mnie zaatakował! - Wybuchnęłam gorzkim płaczem.
- Kochanie, uspokój się. Co mianowicie widziałaś?
- Obudził mnie kiedy spałam.. - Wyszeptałam - Przyszedł do mnie i zakazał mi krzyczeć.. - Opowiedziałam jej wszystko. To w pokoju i bibliotece. Nic przed nią nie ukryłam.
- On czegoś od Ciebie chce.. - Wyszeptała zaniepokojona - Musisz być silna i nie pozwolić mu na dostanie tego czegoś.. - Otarłam dłonią łzy. Miała rację. Musiałam być silna by chronić wszystkich uczniów w mojej szkole i, aby się go pozbyć. On musi się wynieś stamtąd. I to jak najszybciej! Odeszłam od mojej babci, stając kilka kroków dalej. Ułożyłam ręce jak do modlitwy, opróżniłam swój umysł ze wszystkiego i westchnęłam ciężko.
- Phesmatos! - Wrzasnęłam a naokoło nas pojawił się ogień.
- Brawo! - Babcia uśmiechnęła się triumfalnie, jednak ja nie przestawałam. Bawiłam się tym ogniem wciąż skupiona na tym co robię. Raz go gasiłam, raz od nowa rozpalałam. Przed oczyma miałam twarz Fabiana...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz