Rozdział 3.
,, Boży dar '' - Co to ma być?
- Ostatni raz Ci tłumaczę, że idę po telefon! - Stałam na korytarzu i kłóciłam się z opiekunem. Działał mi na nerwy po mimo tego, że nawet go lubiłam. Czasem.
- Po pierwsze Rebel, nie wydaje mi się abyśmy byli na ,, T '' . A po drugie, zaprowadź mnie do pokoju i pokaż, że telefon tam jest tak jak twierdzisz.
- Nie wierzysz mi?
- Nie - Odpowiedział z uśmiechem na twarzy - Więc? Idziemy? Czy może wolisz od razu iść do dyrektora i jemu się tłumaczyć dlaczego nie jesteś właśnie na jednym z ważniejszych apeli tej szkoły?
- Musisz to robić? - Spytałam poirytowana.
- Uważaj do kogo się zwracasz - Zbliżył się do mnie twarzą w twarz tak, że poczułam na ustach jego miętowy oddech - Nie jesteśmy przyjaciółmi - Dodał.
- Przepraszam, prefekcie - Rzekłam z udawanym uśmieszkiem. Prefekt. Tak kazał nam się do siebie zwracać - Idziemy? - Zapytałam i ruszyłam do przodu. Szedł za mną wolnym krokiem a ręce trzymał w kieszeni. Gdy doszliśmy do moich drzwi i chciałam je otworzyć, wyprzedził mnie i szybkim ruchem, otworzył je za mnie na oścież tak, że weszłam pierwsza. Zdziwiłam się tym zachowaniem i nawet to odczuł. Zaśmiał się.
- Nie bądź taka zdziwiona. To tylko dobre maniery.
- Zdziwiłam się, że Ty je masz - Palnęłam bez namysłu - Przepraszam...
- Pokaż ten telefon - Na jego twarzy nie widziałam żadnych uczuć. Był poważny.
- Tam leży - Wskazałam palcem na szafkę przy moim łóżku.
- Masz szczęście - Gdy chciałam wyjść z pokoju, chwycił mnie za nadgarstek przez co musiałam na chwilę stanąć. Nie wiedziałam kompletnie o co chodzi. Spojrzałam mu w oczy i przeszły mnie dziwne ciarki.
- Co robisz?... - Zapytałam zdezorientowana.
- Nigdy bym na Ciebie nie doniósł dyrektorowi. Pamiętaj - Przez chwilę myślałam, że mnie pocałuje, ale on po tych słowach wyszedł z mojego pokoju. Musiało mi się zdawać. Boże o czym ja myślałam?! Ale co miały znaczyć jego słowa? Nic nie rozumiałam. Poważnie. Pierwszy raz odkąd chodzę tu do szkoły, Olivier tak się zachował. Zawsze miałam wrażenie, że nie lubi rozmawiać z uczennicami a tu takie coś.. Szybko musiałam powiedzieć o tym Amandzie! Wzięłam więc do ręki telefon i wybiegłam z pokoju. Apel w sumie już dobiegł końca a na korytarzach zrobił się niezły tłok. Nigdzie nie widziałam przyjaciółki. Dziwne. Byłam wszędzie. W jadalni, sali zabaw, korytarzach, siłowni, klasach... Jedynie gdzie nie byłam to w ogrodzie, ale co ona miałaby tam robić? Sprawdzić jednak nie zaszkodzi. Ruszyłam do przodu a to co zobaczyłam, wkurzyło mnie. Amanda siedziała na jednym z leżaków przy basenie a Steven stał nad nią i coś mówił. Stanęłam za drzewem i nadsłuchiwałam, ale byłam niestety za daleko, aby coś usłyszeć. Westchnęłam ciężko a moim jedynym życzeniem teraz było to, abym usłyszała ich rozmowę. Walnęłam ręką z pięści w drzewo i po chwili usłyszałam wszystko.
- Nie mamy o czym rozmawiać, rozumiesz?! - Amanda była poirytowana.
- Proszę, daj mi szansę..
- Nie chcę! Nie umiem już!
- Ale ja Cię kocham! - Chwycił ją za dłoń, ale rudowłosa nastolatka odepchnęła go.
- Ja Cię przestałam kochać kiedy zobaczyłam jak obściskujesz się z tą blondynką.. Między nami Steven, wszystko skończone - Wyminęła go i odeszła. Zobaczyła mnie więc podbiegłam do niej.
- Wszystko słyszałam - Przytuliłam ją mocno do siebie, aby wiedziała, że może na mnie liczyć.
- Słyszałaś? Jak to możliwe? - Zdziwiła się.
- Nie wiem - Wzruszyłam ramionami - Nie płacz już..
- To te moce... - Zmieniła temat.
- Potem o tym pogadamy. Jak to się stało, że się tu znalazłaś?
- Steven mnie tu zaciągnął, ale nie chcę ciągnąć tego tematu. Myślę, że zrozumiał, że nie ma już na co liczyć - Spojrzała mi w oczy i domyśliła się, że coś mnie gryzie - Coś się stało?
- To trochę dziwne, ale nie zgadniesz...
- Mów! - Wrzasnęła.
- Miałam wrażenie, że Olivier chce mnie pocałować..
- Słucham?!
- Zdawało mi się.. Sama nie wiem czemu.. - Wzruszyłam ramionami - Przecież to niemożliwe.
- No z pewnością musiało Ci się to zdawać - Zaśmiała się - Poznałam kilku nowych ludzi.
- A ja poznałam Toma...
- Toma? - Wtrąciła zaciekawiona.
- Przystojny i nieźle zbudowany... Ale nie w moim typie - Odkaszlnęłam - Ooo. Właśnie tam stoi! - Wskazałam palcem na postać stojącą przy ścianie i wpatrującą się w nas. Poczułam jakieś dziwne wibracje. Wtedy podeszła do niego szczupła blondynka w kręconych włosach.
- Pam.. - Warknęłam. Jak ja jej nienawidziłam! Zaśmiała się do niego i zaczęła podkręcać palcem swoje loczki.
- Zazdrosna? - Zaśmiała się Amanda. Zmierzyłam ją wzrokiem i trochę się uspokoiła. Ku naszemu zdziwieniu, Tom odprawił ją i to w chamski sposób. Wiedziałyśmy to stąd, że Pam stała się jakaś zdenerwowana i wyzwała go od dupka. Gdy odeszła, podeszłam do niego ja.
- Hej Tom - Uśmiechnęłam się z nadzieją, że wyciągnę od niego coś więcej. Spojrzał na mnie spode łba.
- Znamy się? - Jego głos brzmiał ciut inaczej niż wtedy. Mogłabym dać sobie rękę uciąć, że za pierwszym spotkaniem jego oczy były niebieskie... Teraz są takie jakieś czarne.
- Poznaliśmy się z jakieś 30 minut temu.. - Machnęłam mu ręką przed nosem, aby sobie mnie przypomniał.
- Chyba mnie z kimś pomyliłaś - Odpowiedział od niechcenia i odszedł.
- Co się stało? - Spytała zdziwiona Amanda, kiedy do mnie podeszła - To jest ten miły chłopak?
- Nie wiem.. Kompletnie mnie zlał.. - Byłam zdezorientowana. W co ten koleś pogrywał? Potem to sobie z nim wytłumaczę. Teraz chwyciłam przyjaciółkę za dłoń i ruszyłyśmy do naszego pokoju. Miałam dość tego dnia a musiałam przecież jeszcze zadzwonić do mamy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz