poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 8.

,, Boży Dar '' - Rozproszona.

Dziś wreszcie piątek. Tydzień za mną i w sumie dobrze się czułam odkąd wstałam. Piątek to jedyny dzień w tygodniu, w którym możemy być ubrani jak chcemy. Na dodatek dzisiaj jest dyskoteka na którą tak długo czekałam.
Nałożyłam na siebie szare, szczupłe leginsy oraz biały sweterek a do tego czarne szpilki. Włosy spięłam w kitę. Wyglądałam uroczo, kiedy nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Otwórz! - Wrzasnęła Amanda, która brała właśnie prysznic. Dochodziła 12:15 a my o tej godzinie mamy przerwę obiadową. Przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę drzwi.
- Kate? - Zdziwiłam się.
- Hej, mogę? - Wpuściłam ją do środka ponieważ byłam ciekawa co ją do nas sprowadza. Kate to jedna z dziewczyn, które należą do mojej grupy tanecznej. Jest całkiem dobra - Rozmawiałam z resztą i doszłyśmy do wniosku, że trzeba jeszcze raz przećwiczyć układ.
- Nie ma problemu - Uśmiechnęłam się - Kiedy?
- Na następnej lekcji. Kulska nas zwolniła. Zgadzasz się?
- Jasne - Parsknęłam - Wszystko byle by nie mieć historii - Teraz to ona się zaśmiała. Po krótkiej rozmowie, opuściła mój pokój i w tym samym czasie wpadłam na Amandę.
- Kto to? - Spytała.
- Kate. Zaraz mamy spotkanie ,, The Girls ''. Trzeba zrobić ostatnią próbę - Wzruszyłam ramionami.
- Czyli znów muszę się przebrać - Westchnęła - Gdzie są stroje? - Ruszyłam do szafy z której wyciągnęłam dwie czerwone spódniczki, staniki do połowy brzucha tego samego koloru oraz trampki czarno białe. W kilka minut się w nie wdziałyśmy i po chwili udałyśmy się na zewnątrz. Przerwa dobiegła końca więc korytarze były puste a my tymczasem poszłyśmy na boisko za budynek szkoły. Czekała tam już na nas cała drużyna taneczna. Na mój widok uśmiechnęły się i pomachały żywo. Przywitałam się z każdym i od razu przeszłyśmy do rzeczy. Nie należałyśmy do osób, które się obijają. Mój zespół taki nie jest. Co to to nie.
W trakcie treningu gdy wykonywałyśmy właśnie piramidę a ja stałam na samym jej szczycie, dostrzegłam w cieniu opierającego się o ścianę budynku Fabiana Romuela. Nie widziałam go przez cały tydzień oprócz zajęć. Znikał gdzieś po prostu zawsze po lekcjach. W sumie to nawet nie interesowałam się tym gdzie on się podziewa i dobrze mi było go nie widzieć w internacie, ale teraz gdy go ujrzałam a nasz wzrok się znów napotkał, zachwiałam się po czym straciłam równowagę i zleciałam na ziemie. Usłyszałam głos przyjaciółki, która krzyknęła moje imię jakby to miało mnie uratować przed upadkiem. Poczułam piekielny ból pośladków ze zderzeniem z ziemią a całe otoczenie ogarnął mój krzyk, który oznaczał straszny ból jaki mnie dosięgnął. No dobra, trochę przesadziłam, ale w końcu byłam dziewczyną, nie?
- Nic Ci nie jest? - Spytała jedna z tancerek.
- Wszystko gra... - Wstałam na równe nogi i szybko spojrzałam w miejsce gdzie stał szatyn kilka minut temu. Nie ma go. To niemożliwe.
- Wystarczy już. Spotkamy się na dyskotece - Wtrąciła Amanda chwytając mnie pod ramię i ruszając ze mną wprost do budynku - A teraz mów co się stało. Nigdy nie miałaś żadnego upadku. Zawsze jesteś skupiona na próbach więc co do cholery Cię rozproszyło?
- Fabian Romule.. - Wyszeptałam.
- Jak to? - Zdziwiła się - Przecież go tu nie było.
- Widziałam go. Stał oparty o ścianę a potem nagle zniknął. Rozpłynął się..
- Ashley, zwariowałaś - Parsknęła.
- Naprawdę! Widziałam go! - Oburzyłam się. Przecież nie zmyśliłam sobie tego. Naprawdę tam stał.
- Przecież on powinien być na lekcji. Jest jaki jest, ale zajęć raczej nie opuszcza - Może i miała rację? Może mi się tylko zdawało.. No bo w sumie to niemożliwe, aby tak szybko zniknął stamtąd. Musiałby mieć jakieś super moce czy bóg wie co.
Nagle zadzwonił dzwonek gdy szłyśmy korytarzem. Z klas zaczęli wychodzić uczniowie a wśród nich był Tom. Uśmiechnięty od ucha do ucha podszedł do nas gdy tylko ujrzał mnie i moją przyjaciółkę.
- Co tam ? - Spytał i posłał czarujący uśmiech rudowłosej.
- Dobrze - Odpowiedziała promiennie. Coś tu nie grało między nimi a ja zamierzałam dowiedzieć się co takiego - A u Ciebie?
- Też - Uśmiechnął się ukazując swoje seksowne dołeczki - Właśnie rozmawiacie z kapitanem drużyny piłkarskiej.
- Słucham? - Wyszczerzyłam oczy w zdumieniu. Przecież Steven nim był i to było jego życie...
- A no. Zdziwione?
- Bardzo.. Co ze Stevenem? Wie o tym?
-Powiedzmy, że jakoś to znosi.... Ashley, wszystko w porządku? - Spytał - Źle wyglądasz. Jesteś brudna od trawy... - Zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne...
- Zleciała podczas wykonywania piramidy - Znowu moja przyjaciółka. Spojrzałam na nią a ona zignorowała to chociaż wiedziała, że czeka nas poważna rozmowa.
- Twój brat był na lekcji? - Spytałam nie mogąc się powstrzymać. Jego twarz przybrała dziwną minę mówiącą ,, Po co Ci to do chuja wiedzieć? '' ale zignorowałam to.
- Nie - Rzekł - Dlaczego pytasz?
- Czyli to on tam stał...Ale jak to możliwe, że tak szybko zniknął? - Powiedziałam raczej sama do siebie.
- O czym Ty mówisz? - Zaniepokoił się.
- O niczym. Muszę już iść - Chciała odejść, ale zagrodził mi drogę.
- Mów.
- Tom, muszę iść. Chcę się przebrać i przyszykować na dyskotekę - Pomachałam im i odeszłam szybkim krokiem, aby znów mnie nie powstrzymał od ucieczki.
- Może Ty mi powiesz co miała na myśli mówiąc, że on tam stał? - Zwrócił się do Amandy.
- Ona uważa, że podczas piramidy, Fabian stał przy ścianie budynku i wpatrywał się w nas - Wzruszyła ramionami - A potem zniknął.
- Zniknął? - Powtórzył.
- Tak powiedziała... A co?
- Tak pytam.. Masz ochotę na kawę? - Pokiwała potwierdzająco głową i ruszyli do stołówki. Ja tymczasem doszłam do swojego pokoju. Od razu wzięłam gorący prysznic i przebrałam się w szare dresy i bluzę oraz szare trampki. Do dyskoteki zostało nie całe 5 godzin gdzie 2 z tego będę się pewnie szykować. Obolała położyłam się do łóżka, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Ku mojemu zdziwieniu do pomieszczenia wszedł Olivier.
- Co Ty tu robisz? - Spytałam mega zdezorientowana.
- Nie mógłbym opuścić szkolnej dyskoteki - Uśmiechnął się. Trochę się do siebie zbliżyliśmy przez ten wypadek w bibliotece i teraz mam o nim ciut inne zdanie.
- Jesteś niemożliwy - Parsknęłam - Po co przyszedłeś?
- Zobaczyć jak się masz.
- Dobrze. A Ty?
- W sumie to przyszedłem po coś jeszcze.. - Spuścił głowę a ręce wsadził w kieszenie spodni. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Był zakłopotany.
- Co takiego? - Zdziwiłam się.
- Zatańczysz ze mną pierwszy taniec..? - Na początku jego słowa mnie totalnie zszokowały. Nigdy też nie widziałam, aby on tańczył z kimkolwiek na jakiejkolwiek imprezie w tej szkole. Dlaczego akurat ze mną chciał? Właściwie to dlaczego w ogóle chciał ? - Wiec? - Ponaglił mnie.
- Przepraszam.. Trochę się zdziwiłam tym co powiedziałeś, ale... - Zawahałam się i pomyślałam przez chwilę - Zgoda. Pierwszy taniec będzie nasz - Posłałam mu uśmiech przez co on go odwzajemnił. Byłam mu to winna za tą całą sytuację na początku tygodnia. Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę po czym wyszedł a ja poczułam zmęczenie. Położyłam się na łóżko i po chwili zasnęłam....
Czułam czyjąś obecność. Po mimo tego, że spałam, czułam, że ktoś jest obok mnie, i że się we mnie wpatruje. Coś kazało mi otworzyć oczy. Zrobiłam to niepewnie i to co ujrzałam, wprawiło mnie w panikę. Zaczęłam krzyczeć na cały pokój. Szatyn zbliżał się do mnie wolnym krokiem a ja nie wiedziałam co zrobić. Skamieniałam. Na zegarku dochodziła 19:10 czyli spałam 3 godziny. W końcu był przy mnie tak blisko, że poczułam na sobie jego oddech. Spojrzał mi wprost w oczy i utonęłam w nich. Kompletna pustka. Czysta otchłań, która mnie pochłonęła do reszty.
- Nie krzycz i nie mów nic - Wyszeptał a ja nagle zamilkłam. Chociaż chciałam krzyczeć, drzeć się z całej siły to nie mogłam. Zabronił mi a ja musiałam się go posłuchać. Nie wiem dlaczego. Po prostu taki dostałam rozkaz w głowie i on zawładnął moim mózgiem, rozumem i całym ciałem - A więc to prawda..... - Wysyczał. Po mimo tego, że się go cholernie bałam, jego głos działał na mnie kojąco. Nagle zaklął pod nosem. Dopiero chwile później usłyszałam jak ktoś zbliża się w naszym kierunku. Znów zbliżył się do mnie i tym razem dotknął dłonią mój policzek i dopiero wtedy po raz drugi zagłębił się w moim wzroku - To dopiero początek. Jeszcze nie raz będziesz miała ze mną styczność. Teraz jednak zapomnisz o tym, że tu byłem i o naszej rozmowie. Zapomnisz też, że kiedykolwiek byłem dla Ciebie niemiły. Nasza znajomość dopiero się zacznie... - Gdy mrugnęłam, nikogo obok mnie nie było. Siedziałam na łóżku wpatrując się jak głupia w ścianę na przeciw mnie. Miałam w głowie pustkę. Nie wiedziałam kiedy się obudziłam i dlaczego właściwie tu siedzę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz