Rozdział 15.
,, Boży Dar '' - Spotkanie
Nie mogłam na niczym się skupić. Ciągle o nim myślałam. O tym pocałunku. Dręczyło mnie to wszystko gdy tylko zasypiałam. Miałam koszmary w roli głównej, że Fabian mnie atakuje, że wysysa ze mnie krew, że mnie zabija z uśmiechem na twarzy.... Dlaczego moje życia tak bardzo się zmieniło? Zawsze pragnęłam tylko mieć całą rodzinę w komplecie, być szczęśliwa! A nie... Czary i inne duperele. To nie dla mnie. Babcia ciągle mi powtarza, że to Boży dar, ale dla mnie to przekleństwo ponieważ wszystko od tego się zaczęło...
Dwa tygodnie później nareszcie mogłam wrócić do swojego normalnego życia. No przynajmniej w połowie. Najpierw to pojechałam do mamy, ale babcia jej wszystko wyjaśniła. Wcisnęła jej tam jakiś naprawdę dobry kit. Mama oczywiście nie była zadowolona z mojej długiej nieobecności, ale bardziej cieszyła się, że wróciłam. Potem gdy był poniedziałek rano, przyjechałam do szkoły do internatu. Umiałam już wszystko co powinnam wiedzieć. Wzięłam ze sobą księgę zaklęć ponieważ nie byłam wstanie się ich wszystkich nauczyć na pamięć, ale za to umiem rzucać czary idealnie. Na korytarzach ani w pokojach nikogo nie było. Trwały lekcje. Zresztą nawet nikt nie wiedział, że wracam. To miała być niespodzianka dla Amandy. Ciekawe co tam u niej słychać. Mam nadzieję, że wszystko dobrze bo inaczej wybuchnie tu wojna.
Postanowiłam iść pod prysznic. Dobrze się orzeźwić przed spotkaniem ze wszystkimi. Wzięłam więc do ręki mój strój tancerki bo zamierzałam dziś dobrze się zabawić podczas treningu. Tak mi tego brakowało! W końcu znalazłam się pod prysznicem. Z telefonu puściłam sobie piosenkę Miley Cyrus ,, 4*4 '' i wskoczyłam do kabiny prysznicowej w kilka sekund. Ciepła woda spływała po moim całym ciele dając ukojenie mojemu zmęczonemu ciału. Przez ostatni miesiąc dostałam niezły wysiłek. Dalej czuję zakwasy i ból kości. Obmyłam się cała, pośpiewałam sobie przy okazji i gdy skończyłam się ,, relaksować '' owinęłam się ręcznikiem, susząc sobie profesjonalnie włosy. Gotowa byłam po jakiś 20 minutach. Lustro wiszące nad umywalką było zaparowane więc wzięłam do ręki swój ręcznik z zamiarem przetarcia szklanego przedmiotu, ale gdy prawie skończyłam, ujrzałam po drugiej stronie lustra czyjąś twarz.
- Bransoletka..! - Wykrzyczał ledwo słyszalnym głosem. Wpadłam w panikę. Zaczęłam krzyczeć wystraszona do szpiku kości i zamknęłam oczy, aby następnie je otworzyć z nadzieją, że to tylko zły sen. Tak się nie stało, ale postać, którą przed chwilą widziałam, zniknęłam. Rozejrzałam się dookoła. Nikogo nie było.
- Co do licha?! - Warknęłam. Byłam cała roztrzęsiona tym co się stało. Kto to był?! No dobra... Lepiej jak wrócę do pokoju. Westchnęłam ciężko i obróciłam się na pięcie, aby ruszyć w stronę drzwi, jednak gdy tylko okręciłam się o 180 stopni, stał przede mną. Oko w oko. Odebrało mi mowę. Chciałam krzyczeć, wrzeszczeć, ale nie mogłam. Nie potrafiłam wykrztusić z siebie słowa. Najgorsze było to, kiedy spojrzałam mu w oczy. Pustka. Jakbym znalazła się w nicości. Znów przeszyły mnie na wskroś cierpienie, smutek i rozpacz. Takie samo uczucie czułam przy Fabianie.
- Pomóż mu! - Wrzasnął tym razem troszeczkę głośniej. Stałam jak skała. Ocknęłam się dopiero wtedy, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Chciałam spojrzeć w tamtą stronę, ale nie mogłam - Bransoletka! - Powtórzył i zniknął. Mrugnęłam kilkakrotnie oczyma. Jeszcze chwila i padłabym na zawał...
- Kto tam jest?! - Usłyszałam za drzwiami. Tak dobrze było usłyszeć znany mi głos.
- We.. Wejdź! - Odpowiedziałam, ale sama nie byłam pewna, czy to usłyszał. Może tylko wyszeptałam to? Kiedy drzwi się otworzyły, ujrzałam w nich Oliviera.
- Ashley! - Krzyknął a widząc mnie w takim stanie, pobladł - Wszystko w porządku? - Nie. Nic nie jest w porządku! Przed chwilą odwiedziła mnie jakaś zjawa do cholery!
- Przytul mnie.. - Wyszeptałam. Podbiegł do mnie od razu a ja wtuliłam się w jego ramiona. Dla innych to zwykły prefer, ale dla mnie? To ktoś więcej. Zbliżyliśmy się do siebie poprzez napad w bibliotece i teraz traktuję go jak przyjaciela. Nikt nie ma o tym pojęcia. Prefer z uczennicą? Mógłby dostać za to naganę a co gorsza, mogliby go wyrzucić ze szkoły i to przeze mnie! Nie wytrzymałam. Byłam tak sparaliżowana, że wybuchnęłam gorzkim płaczem. Wciąż się cała trzęsłam. Bałam się. To co ujrzałam w oczach tego chłopaka... Było w nich tyle bólu i nie tylko. Dostrzegłam tam coś jeszcze. Ten chłopak był chodzącą śmiercią!
Chwilę później, siedziałam już na swoim łóżku a obok mnie był Olivier. Zmartwił się moim stanem tym bardziej, że dalej wyglądałam koszmarnie.
- Ashley.. - Zaczął - Powiesz mi co się tam wydarzyło do cholery?!
- Ja... - Wyszeptałam drżącym głosem - Przepraszam, ale nie mogę... - Brunet przytulił mnie do siebie po raz drugi, głaszcząc dłonią moje długie, czarne włosy. Pachniał bardzo ładnie.
- Najważniejsze, że wróciłaś. Brakowało nam Ciebie - Posłał mi ciepły uśmiech, który dobrze na mnie wpłynął. Zadzwonił dzwonek na przerwę co oznaczało, że brunet musi już iść. Gdy wstawał z łóżka na nogi, spojrzał na mnie po raz ostatni - Następnym razem porozmawiamy dłużej. Musisz mi opowiedzieć co robiłaś przez ten czas, kiedy Cię nie było - Rzekł a następnie wyszedł. Ja natomiast nie mogłam się na niczym skupić. Bałam się siedzieć tu sama. Skończyła się druga lekcja więc zamierzałam iść do reszty klasy. Teraz dziewczyny powinny mieć próbę taneczną więc to plus dla mnie. Rozerwę się trochę! Ruszyłam jak najszybciej z pokoju i wolnym krokiem szłam wzdłuż korytarza. Każdy się na mnie patrzył i witał mnie z uśmiechem na twarzy. Brakowało mi tego.
Skręcając, wpadłam na męską postać dobrze umięśnioną.
- Jak chodzisz... - Usłyszałam. Kiedy spojrzałam mu w oczy, uśmiechnął się - Ashley!
- Steven... - Na mojej twarzy także zagościł mimowolny uśmiech. Dalej byłam na niego zła za to co zrobił mojej przyjaciółce, ale w końcu był moim przyjacielem i no, tęskniłam za nim. Otworzył swoje ramiona, abym mogła się w niego wtulić, ale zamiast tego, spojrzałam tylko na jego twarz - No niech będzie ... - Mruknęłam. Rzuciłam się na niego jakbyśmy nie widzieli się z dobrych kilka lat.
- Gdzie się podziewałaś? - Zapytał.
- To tu to tam - Wzruszyłam ramionami. Kiedyś mówiliśmy sobie wszystko, ale to się jakiś czas temu zmieniło - Jak tam w szkole? Dużo się zmieniło?
- No wiesz... Sporo. Amanda ciągle buja się z tym frajerem - Warknął - Nie jestem już kapitanem szkolnej drużyny. Ten blondynek zajął moje miejsce...
- Blondynek ? - Zdziwiłam się - O kim mówisz? - Wtedy usłyszałam za plecami krzyk mojej przyjaciółki.
- Ashley! - Wrzasnęła. Obróciłam się wolnym krokiem w jej stronę a następnie wybuchnęłam śmiechem. Podbiegła do mnie nawet nie patrząc na swojego byłego chłopaka, tylko wtuliła się we mnie z całej siły - Nareszcie!
- Też tęskniłam - Odpowiedziałam radośnie. Steven odszedł, kiedy tylko pojawił się przy nas Tom. O matko. To naprawdę on?! Wyglądał inaczej... Nie miał już czarnych włosów. On był blondynem!
- Cześć - Przywitał się.
- Hej - Odpowiedziałam - Ładny kolorek.
- Dzięki. A więc wróciłaś?
- Dokładnie. Amando, czemu nie jesteś w stroju? - Zdziwiłam się.
- Dużo się zmieniło... Nie wiem jak mam Ci to powiedzieć..
- Mów!
- Może lepiej ja to zrobię - Na sam dźwięk tego głosu mnie zemdliło. Obok mnie stanęła Pam razem ze swoją ,, świtą ''. Miała na sobie dokładnie taki sam strój jak ja! Co za szmata!
- Co Ty robisz w tym stroju?! - Wrzasnęłam agresywnie. ,, The Girls '' należą do mnie!
- Chyba raczej co Ty w nim robisz - Zaśmiała się - Nie wiesz, że nie należysz już do zespołu?
- Słucham?! - Myślałam, że się przesłyszałam.
- A i jeszcze jedno... - Zbliżyła się do mojego ucha, aby wyszeptać mi te kilka słów tak, aby nikt nie słyszał. Wiedziała, że to mnie wkurwi - Teraz to ja jestem kapitanem - Parsknęła a potem odeszła kręcąc tyłkiem. No to są chyba jakieś jaja!
- Błagam.. Powiedz, że to koszmar... - Zwróciłam się do przyjaciółki.
- Nie było Cię dość długo więc dyrektor postanowił, aby to ona zajęła Twoje miejsce... Nie mogłam znieść jej widoku więc odeszłam z zespołu..
- Boże! Umieram! - Tom zaśmiał się na co ja posłałam mu piorunujące spojrzenie. Wkurwiłam się i to bardzo. Ponownie zadzwonił dzwonek. Tym razem na lekcję. Cała nasza trójka ruszyła w stronę klasy matematycznej, kiedy ujrzałam stojącego pod ścianą Fabiana.
- Chodzi do szkoły od tygodhttps://www.blogger.com/blogger.g?blogID=7960502888470999045#editor/target=post;postID=7167760498722094047;onPublishedMenu=allposts;onClosedMenu=allposts;postNum=0;src=postnamenia - Amanda zauważyła moje zdziwienie więc wyjaśniła mi to i owo - Jest spokojny i nie sprawia problemów, chociaż mu nie ufam.. - Nasz wzrok się napotkał. Przypomniałam sobie pocałunek. Chciał, abym go sobie przypomniała. Dobrze wiedział o czym myślę i się nawet uśmiechnął. Już miałam odwrócić swój wzrok, kiedy dostrzegłam coś jeszcze. Za nim ktoś stał. To ten sam chłopak, który odwiedził mnie dziś w łazience. Stanęłam sparaliżowana.
- Ashley? Ashley, idziesz? - Mówiła do mnie rudowłosa nastolatka, ale nie słuchałam jej kompletnie. Byłam wpatrzona w postać stojącą tuż za Fabianem.
- Bransoletka... - Wyszeptał, wskazując palcem na biżuterię wiszącą na nadgarstku wampira. Mrugnęłam przestraszona. Zniknął. Teraz stał tam tylko dobrze zbudowany nastolatek. Dziwnie się we mnie patrzył. Jakby chciał wiedzieć co mi się stało.
- Ashley!
- Tak? - Spojrzałam na przyjaciółkę. Dopiero teraz zorientowałam się, że mnie wołała.
- Wszystko gra?
- Ta... Tak... - Wyjąkałam - Idziemy? - Kiwnęła głową a wtedy ruszyłyśmy prosto. Kim jest ta istota? To duch?!
- Dziwnie wyglądasz.. - Zauważył blondyn.
- Wszystko jest okej - Posłałam im uśmiech, ale nie dali się na niego nabrać. Przyśpieszyłam, aby nie ciągnęli tego tematu ponieważ sama już nie wiem co z tym zrobić i co o tym myśleć. Wchodząc do klasy, znowu go ujrzałam. Po raz któryś przeszły mnie ciarki na całym ciele.
- Kris.. - Wyszeptał i zniknął.
- Kris..? - Powtórzyłam zmieszana. Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię. Spojrzałam za siebie..
- Co powiedziałaś?! - Warknął szatyn.
- Kri..
- Skąd znasz to imię?! - Wtrącił. Wtedy sobie przypomniałam. To samo imię jest napisane na bransoletce Fabiana - Mów! - Szarpnął mną. Nie dał jednak mi szansy, aby cokolwiek powiedzieć ponieważ chwycił mnie po obu stronach ramion i szybkim ruchem, znaleźliśmy się w szkolnym schowku. Byliśmy tam sami. We dwoje. W ciasnym pomieszczeniu.
- Kim jest Kris?! - Odważyłam się na to pytanie. Milczał - Kim?!
- Niech Cię to nie obchodzi - Warknął - Skąd go znasz?.. - Wtedy znów go ujrzałam. Stał za Fabianem i wskazywał na jego bransoletkę. Kurwa, niech to się skończy! W obecności tej zmory czułam śmierć! Ból tak ogromny, że nie wiedziałam czy wrzeszczeć czy uciekać.
- Wynoś się stąd! - Wrzasnęłam. Prawą rękę skierowałam w jego stronę. Pułki stojące obok nich, zawaliły się. Duch zniknął. Szatyn natomiast leżał na podłodze zwijając się z bólu. Wkurwił się. - Sehero Altern ! - Rzuciłam zaklęcie, aby nie mógł się poruszać. Tym razem już nie jestem za słaba. Nie ma ze mną szans. Następnie szybko zbliżyłam się do niego i ściągnęłam z jego nadgarstka biżuterię, potem ostatni raz na niego spojrzałam.
- Nie wiesz do czego mnie doprowadzasz... - Wysyczał. Płonął rządzą mordu.
- Vincento Extutive!- Wrzasnęłam czar teleportu. Nim jednak znalazłam się w swoim pokoju, zdążyłam przeczytać odrobinę jego myśli.
,, - FABIAN! ROZBIJEMY SIĘ!
- SPOKOJNIE! WYDOSTANĘ NAS STĄD! TO MOJA WINA!
- CHCĘ, ABYŚ WIEDZIAŁ, ŻE...
- KRIS! ZAMKNIJ SIĘ I NIE MÓW JAKBY TO BYŁ NASZ KONIEC! PRZEŻYJEMY!
- ALE TO JEST NASZ KONIEC... ''
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz