Rozdział 4.
,, Boży dar '' - Który to który?
Gdy szłam już spać, dostałam kolejnego SMS'a od mojej ciotki Elsy. Znów próbowała mnie namówić i przekonać do podjęcia nauki za nim będzie ,, za późno ''. Przecież miałam wszystko pod kontrolą. Moja ułomność rzadko się ujawniała. Ostatni raz to jak słyszałam rozmowę Amandy ze Stevenem...
- O czym myślisz? - Spytała mnie przyjaciółka leżąc w łóżku.
- Zastanawiam się dlaczego to musiało akurat się mnie przytrafić.
- Ashley?
- Tak? - Zdziwiłam się.
- Może powinnaś spróbować ? Nie każdy ma szansę zostać najpotężniejszą czarownicą.. Nie traktuj tego jak ,, ułomność '' tylko jak hm... Boży dar?
- Dobranoc Amando.
- Ashley..
- Dobranoc - Powtórzyłam głośniej po czym zgasiłam lampkę i zasnęłam. Znów śnił mi się ten sam sen. Już któryś raz. Moi znajomi siedzieli na plaży a ja wśród nich. Nagle pokłóciłam się z kimś i to bardzo. W pewnym momencie wybuchnęłam. Woda zaczęła szaleć a drzewa wiać jak oszalałe. Stworzyłam tornado wodne, które zaczęło pochłaniać ludzi....- Nie! - Wrzasnęłam spocona. Otworzyłam szybko oczy i rozejrzałam się dookoła. Pokój. Jestem cała. Chwila, chwila. Dlaczego jestem cała mokra? To nie był pot. Naprawdę byłam mokra jakbym zleciała do wody. Cholernie się przestraszyłam. Amandy nigdzie nie było a dochodziła 6:20. Lekcję pierwszą zaczynałam dziś o 7:00, więc wstałam pośpiesznie z łóżka i ruszyłam do szafy po czyste, suche ubranie. W sumie to założyłam na siebie szkolny mundurek czyli czarną, krótką spódniczkę, białą koszulę na długi rękaw oraz czarne, wysokie szpilki. Włosy umyłam i wysuszyłam. Dziś postawiłam na długie i proste. Ale gdzie do cholery podziewała się Amanda? Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Zaraz zaczynacie lekcje, Rebel - Do pokoju wszedł Olivier, który zlustrował mnie całą od stup do głowy.
- Widziałeś gdzieś Amandę? - Spytałam niepewnie.
- Jest na korytarzu - Kiwnęłam mu potwierdzająco głową po czym ruszyłam do wyjścia, ale stanął na środku drogi, powodując, że musiałam stanąć - Co robisz? - Zdziwiłam się.
- Zapomniałaś książek - Wskazał palcem na szafkę stojącą za mną. Racja.
- Kurde, dzięki - Cofnęłam się, wzięłam je do ręki i oboje opuściliśmy mój pokój. Olivier poszedł jeszcze do innych uczennic przypomnieć im, że zaczynają się zaraz lekcję a ja natomiast, poszłam poszukać przyjaciółki. Stała przed klasą matematyczną razem z Sarą, naszą koleżanką.
- Hej - Przywitałam się - Dlaczego na mnie nie poczekałaś?
- Spałaś a ja musiałam jeszcze zajść do dyrektora.
- Do dyrektora?
- Mama wysłała jakąś wiadomość.. - Wzruszyła ramionami. Gdy zadzwonił dzwonek, do klasy zaczęli zbierać się uczniowie. Wśród nich był Tom, który podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy.
- Siema - Przywitał się - Znów się spotykamy. Co tam? - Spojrzał na Amandę, która zarumieniła się cała na twarzy.
- Hej - Odpowiedziała.
- Żartujesz sobie? - Wtrąciłam poirytowana. Jeszcze wczoraj centralnie mnie zlał a dziś? I te jego oczy. Znów były niebieskie.
- O co chodzi? - Zdziwił się, ale nie odpowiedziałam. Weszłam do klasy i zajęłam swoje miejsce czyli ostatnią ławkę od końca przy oknie. Miejsca były pojedyncze więc siedziałam sama a Amanda usiadła ławkę przede mną. Jak zawsze.
Gdy wszyscy zajęli miejsca, do klasy weszła także matematyczka, która zajęła fotel przy biurku. Tylko jedna ławka była wolna. Ta obok mnie. Tom siedział obok Amandy i najwidoczniej oboje byli z tego zadowoleni.
- Witajcie - Odezwała się nauczycielka - Wakacje dobiegły końca i czas zacząć się znów uczyć. Cieszycie się, prawda? - Wszyscy wybuchnęli śmiechem - Mam dla Was kilka ogłoszeń od dyrektora, ale najpierw sprawdzę obecność.. - Otworzyła dziennik i rozejrzała się po klasie - Kali Anderson?
- Jestem! - Wrzasnął chłopak siedzący w pierwszej ławce.
- Amanda Baryza?
- Jestem!
- Tim Brzek?
- Jestem! - Każdy po kolei wykrzykiwał, że jest aż w końcu doszło do mnie.
- Ashley Rebel?
- Obecna! - Wrzasnęłam a chłopcy siedzący w klasie, spojrzeli w moją stronę z uśmiechem na twarzy. Nowych uczniów było trzech. Tom, Evelin oraz Tessa.
- Tomasz Romuel?
- Po prostu Tom. I jestem - Powiedział czarnowłosy szatyn.
- Fabian Romuel? - Romuel? Zdziwiłam się. Nikt się nie odezwał - Fabian Romuel? - Powtórzyła.
- Nie ma go.. - Wtrącił Tom - Zaraz przy...- Wtedy do klasy wszedł Olivier a za nim jakiś nastolatek. Chwila, chwila. Wyglądał dosłownie jak Tom. Dwie krople wody! Patrzyłam na nich w szoku i nigdy bym ich nie odróżniła gdyby nie kolor oczu. Oczy! Czyli wczoraj rozmawiałam i z Tomem i z Fabianem... Dlatego gdy poszłam się przywitać, on mnie zlał. To nie był Tom tylko Fabian.
- Bliźniacy.. - Wyszeptała Amanda patrząc na mnie.
- Tu jest jeszcze jeden uczeń - Odezwał się nasz prefer - Zagubił się na korytarzu - Rzekł ironicznie.
- Zapewne drugi Romuel? - Powiedziała nauczycielka.
- We własnej osobie - Odpowiedział po czym wszedł w głąb klasy. Zajął miejsce tuż przy mnie bo tylko to było wolne. Po drodze jeszcze zmierzył mnie ostrym wzrokiem przez co przeszły mnie dziwne ciarki. Był bardzo przystojny.
- To ja już pójdę - Olivier spojrzał jeszcze przelotnie na mnie po czym opuścił pomieszczenie. Natomiast nauczycielka po sprawdzeniu obecności, przeszła do rzeczy - Dyrektor kazał Wam przekazać, że w piątek wieczorem odbędzie się bal z okazji rozpoczęcia roku. Każdy uczeń obowiązkowo widziany - Bal? Tak! Kochałam takie imprezy - Ashley?
- Słucham? - Wiedziałam o co chodzi. Zapewne o mój zespół taneczny.
- ,, The Girls '' mają wystąpić. Zespół dalej aktualny rozumiem?
- Oczywiście. Damy czadu - Spojrzałam na Pam, która poczerwieniała ze złości. Była zazdrosna o to, że to ja jestem kapitanem ,, The Girls '' a nie ona. Ale jak to mówią? Lepszy wygrywa.
Lekcja w końcu dobiegła końca. Wszyscy opuścili klasę z wyjątkiem mnie. Teraz mieliśmy 30-minutową przerwę i każdy udał się do tak zwanego ,, salonu ''. Amanda czekała na mnie przy drzwiach więc szybko do niej podeszłam. Zauważyłam jak Tom rozmawia o czymś ze swoim bratem. Wyglądali identycznie i chyba się kłócili, ale to przecież nie moja sprawa. Ja tylko chciałam przeprosić tego jak mu tam.. Fabiana? Tak, Fabiana. Chciała go przeprosić za to, że pomyliłam go z Tomem i kiedy przestali rozmawiać właśnie Tom do nas podszedł.
- A więc masz bliźniaka? - Zaczęłam rozmowę.
- Niestety - Odrzekł - Zróbcie mi przysługę i nie zbliżajcie się do niego.
- Dlaczego? - Zdziwiła się Amanda. Tom spojrzał na nią przez co dziewczyna się zarumieniła a ja dostrzegłam w jego oczach dziwny błysk. Ciekawe co on oznaczał?
,, JEST CUDOWNA... '' - Usłyszałam w głowie. Kurwa! Niech to szlag!
- Ashley, wszystko gra? - Wtrąciła Amanda.
- Ja.. Tak... - Znów to zrobiłam. Wkradłam się do umysłu Toma i przeczytałam jego myśli. Nie chciałam tego zrobić. Nie myślałam nawet o tym! Boże. Dlaczego?
- To nie jest typ na przyjaciela - Wyrwał mnie z zamyśleń głos nowego ucznia - Tak w ogóle jestem Tom. Tomasz Romuel, ale mów mi Tom - Wyciągnął rękę w stronę mojej przyjaciółki ponieważ ja już go poznałam. Wczoraj.
- Amanda Baryza - Odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Ładny uśmiech - Czy on z nią flirtował? Gdy na mnie spojrzał, pokiwałam przecząco głową, aby powiedzieć mu, że to nie najlepszy czas na to. Domyślił się, że to o nią pokłóciłam się wczoraj ze Stevenem.
- Dziękuję - Palnęła cała czerwona. Doszłam do wniosku, że lepiej będzie jak ich zostawię. Dostrzegłam samego Fabiana, który stał oparty o ścianę i miałam dziwne wrażenie, że patrzył się na mnie.
- Do potem - Machnęłam ręką po czym odeszłam i skierowałam się w stronę szatyna. Szłam pewnym siebie krokiem a im bliżej niego byłam tym moja pewność siebie malała. W jego obecności czułam się tak jakoś inaczej. Niebezpiecznie. Wyczuwałam od niego złą aurę.- Hej - Przywitałam się w końcu gdy dotarłam do celu.
- Nie mam ochoty na rozmowę - Jego głos był boski. Strzał w dziesiątkę dla moich uszu.
- Chciałam Cię tylko przeprosić.
- Przeprosić? - Uniósł jedną brew do góry jakby był zdziwiony. W jego oczach dostrzegłam rządzę czegoś. Wzdrygnęłam się.
- Za wczoraj - Wzruszyłam ramionami - Pomyliłam Cię z Twoim bratem..
- Nie Ty jedna.
- Przepraszam...
- Powtarzasz się... - Ni stąd ni zowąd podszedł do nas Steven Zaltzman, który chwycił mnie za rękę tak, że musiałam spojrzeć mu prosto w oczy. Wyczytałam w nich smutek, zazdrość i złość.
- To boli! - Wrzasnęłam - Puść mnie!
- O czym Amanda gada z tym idiotą?!
- Nie powinno Cię to interesować - Wysyczałam. Przyjaźniłam się z nim, ale nie wybaczę mu tego, że zdradził moją najlepszą przyjaciółkę.
- A Ty co się gapisz? - Warknął w stronę Fabiana. Tego było już za wiele.
- Steven!
- Po pierwsze - Wtrącił się Fabian - Ten idiota jak go nazwałeś to mój brat i jeszcze raz się tak odezwiesz o nim to połamie Ci każdą kość. Po drugie - Zbliżył się do niego po czym odepchnął go ode mnie - Powiedziała, że masz ją puścić więc kurwa zrób to i spierdalaj stąd nim stracę cierpliwość.
- Wiesz kim ja jestem?
- Gówno mnie to obchodzi. Zjeżdżaj - Jego wzrok był stanowczy i bardzo groźny. Steven spojrzał na mnie a potem na niego.
- Nie rozśmieszaj mnie - Zaczął się śmiać z odwagi nowego ucznia. Steven chodził na kickboxing oraz umiał się dobrze bić.
- Liczę do trzech. Raz..... dwa... - Nie powiedział nic więcej ponieważ brunet zamachnął się prawą dłonią po czym z całej siły uderzył Fabiana z pięści w twarz. Tamten nawet nie drgnął. Zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe.
- Tylko nie to.. - Odezwał się Tom, który zobaczył całą tą sytuację. Ruszył biegiem w naszą stronę, ale było już za późno. Fabian otarł tylko dłonią krew, która spłynęła po jego wardze i uśmiechnął się szatańsko. Jego oczy zaświeciły jakby cieszył się z tego co zaraz nastąpi. Jakby pragnął wyrządzenia komuś krzywdy.
- Już nie żyjesz - Warknął agresywnie po czym rzucił się na Stevena. Zaczęła się bójka. Ku mojemu zdziwieniu, szatyn umiał się bić. I to nieźle.
- Przestańcie! - Wrzasnęłam, ale nikt mnie nie słuchał. Fabian wygrywał. Przewidział każdy ruch przeciwnika i wydawałoby się nawet, że on się bawił Stevenem. Jak jakąś swoją przekąską. Obok mnie stanął Tom razem z Amandą, która była gorzej przestraszona niż ja - Przestańcie! - Powtórzyłam krzyk a światło na korytarzu zgasło. Zrobiło się duże spięcie. Wysadziło korki w całej szkole. Amanda przeniosła swój wzrok na mnie. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Oparła szybko swoją dłoń na moim ramieniu co mnie trochę uspokoiło i gniew wyparował. Chłopacy spojrzeli po sobie po czym zostali rozdzieleni przez Toma i kogoś jeszcze. Spojrzałam na postać przede mną. Olivier.
- Co tu się do cholery wyprawia?! - Wrzasnął prefer. Był wkurwiony.
- Uczę nowego, że ...
- Zamknij się Zaltzman. Uczyć to Ty sam się powinieneś bo Twoje oceny zeszłoroczne były tragiczne. A teraz jazda do dyrektora.
- Ale ja...
- Jazda! - Wrzasnął. Steven spojrzał na mnie a następnie na Amandę, która nie mogła uwierzyć w to co widzi. Fabian natomiast ciągle się mi przyglądał. Bacznie i uważnie. Chciałam odejść, wrócić do pokoju ponieważ byłam cała roztrzęsiona, ale wtedy Olivier odezwał się w moją stronę - Rebel, Ty też.
- Ja? Za co?! - Zdziwiłam się.
- Ta dwójka nie pobiła się bez powodu, prawda? - Nie odpowiedziałam, tylko przeklęłam pod nosem i ruszyłam do przodu. Za mną szedł Steven oraz Fabian. Przede mną Olivier. Gdy dotarliśmy do gabinetu dyrektora, sekretarka wpuściła nas do środka. Wytłumaczyłam dyrektorowi jak to było. Oczywiście omijając połowę prawdy. Fabian podszedł do niego i rzekł mu coś tam na ucho tak, że nikt z nast tego nie usłyszał. Wyszło na to w sumie, że chłopacy pobili się o mnie i to mi się najbardziej oberwało. Musiałam wieczorem iść do biblioteki i poukładać książki na wszystkich wolnych półkach.
- To niesprawiedliwe! Nawet ja się nie biłam!
- Koniec dyskusji - Odezwał się wysoki, czarnowłosy mężczyzna. Miał może z 40 lat.
- Ale...
- Żegnam - Wtrącił. Posłałam mu wredne spojrzenie po czym wyszłam trzaskając drzwiami. Chuj mnie nie lubił. To był jedyny plus Pameli. Za nią przepadał, za mną nie.
- Ashley, przepraszam... - Steven zaczął się tłumaczyć, ale zlałam go i ruszyłam wprost do swojego pokoju. Olivier też się ulotnił.
- Zadowolona? - Usłyszałam głos Fabiana. Stanęłam wkurwiona i zmierzyłam go ostrym wzrokiem
- Słucham?
- Przez Ciebie musiałem się bić a nie lubię tego robić.
- Nikt Cię o to nie prosił do cholery.
- Już nie chcesz mnie przeprosić? - Zaśmiał się.
- Wiesz co? Wypchaj się - Chciałam odejść, ale chwycił mnie za dłoń przez co musiałam stanąć do niego twarzą w twarz.
- Teraz już nigdy więcej nie pomylisz mnie z moim bratem. I lepiej dla Ciebie, abyś tego nie zrobiła.
- Mam taką nadzieję - Syknęłam. Znów się zaśmiał. Nie wytrzymałam i uderzyłam go z tak zwanego liścia w prawy policzek. Zabolała mnie cała dłoń. Twarz miał chyba ze skały - Przez Ciebie muszę sprzątać w bibliotece! Pierwszy dzień w szkole a już marzę, abyś się stąd wyniósł gdzie pieprz rośnie - Nie czekając na odpowiedź, wyrwałam się z jego uścisku i odeszłam.
,, WYNIOSĘ SIĘ STĄD SZYBCIEJ NIŻ SOBIE WYOBRAŻASZ, ALE NAJPIERW MI ZA TO ZAPŁACISZ.. '' - usłyszałam w głowie. Obróciłam się niepewnie w jego stronę a nasz wzrok się napotkał. Przeczytałam jego myśli i nigdy więcej nie chcę tego robić. Przeszły mnie ciarki. Nie były one przyjemne. Przestraszyłam się i przyśpieszyłam kroku. Musiałam pogadać z Amandą....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz