niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 13.

,, Boży Dar '' -

Siedziałam w swoim pokoju zmęczona po dzisiejszym treningu. Minęły dopiero dwa tygodnie. Jeszcze kolejne dwa będę musiała tu spędzić, aby przejść całkowite szkolenie. Babcia mówi, że całkiem nieźle mi idzie i radzę sobie naprawdę dobrze więc może wyjdę szybciej. Umiem już całkiem sporo, więc nie ma żadnych problemów. Eh, strasznie brakowało mi Amandy. Ciekawe co tam u niej. Bałam się o nią bo była w szkole gdzie był też on. Nie rozmawiałam z nią odkąd tu jestem i to mnie martwiło... Nie mogłam tak dłużej bezczynie siedzieć! Upewniłam się, że babcia już śpi a następnie wróciłam do swojego pokoju, gdzie stanęłam skupiona na dywanie i rozluźniłam trochę swoje ciało. Pomyślałam o Amandzie, o sypialni w internacie. Zamknęłam oczy a potem ciężko westchnęłam. Teleportowanie się opanowałam w jeden dzień i pomimo tego, że wymaga to naprawdę dużego wysiłku, ja to umiem.
Gdy zamknęłam oczy i już miałam wypowiadać zaklęcie, rozproszył mnie czyjś głos za mną. Przestraszona obróciłam się za siebie. Niech to szlag.
- Dokąd się wybierasz? - Spytała Elsa, mierząc mnie całą od stóp do głowy.
- Proszę, daj spokój.. - Wyjąkałam.
- Wiesz, że nie powinnaś tego robić.
- Boję się o Amandę.. Nie wiem co się z nią dzieje i czy wszystko w porządku.. Chcę się tylko upewnić, że wszystko gra. Proszę, nie budź babci...
- Ashley..
- Błagam.. - Wtrąciłam jej.
- Niech to szlag.. - Wybełkotała - Rób jak uważasz, ale jakby co to ja o niczym nie wiem.
- Naprawdę?! - Kiwnęła potwierdzająco głową a wtedy rzuciłam się na nią z otwartymi ramionami - Dziękuję! - Wrzasnęłam szeptem - Dziękuję!
Kiedy opuściła mój pokój z powrotem stanęłam do pozycji dzięki której łatwiej było mi się skupić. Oczyściłam umysł ze wszystkiego i zamknęłam oczy.
- Vincento Extutive! - Wyszeptałam pewnym siebie głosem i poczułam jak unoszę się w powietrzu. Działa. Kilkanaście sekund później znalazłam się w internacie. Było ciemno. Rozejrzałam się dookoła a moim oczom ukazał się widok Amandy śpiącej w łóżku. Dochodziła 23:00 więc to nic dziwnego. Zbliżyłam się do niej wolnym krokiem, kiedy otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Zaczęła wrzeszczeć - Fresmatos! - Rzekłam a światło w pokoju rozbłysło.
- Ashley?! - Krzyknęła zdumiona i aż przetarła dłonią oczy. Myślała, że śni - To sen?
- Też się cieszę, że Cię widzę - Uśmiechnęłam się i przytuliłam zszokowaną przyjaciółkę.
- Ale jak....?
- Wymknęłam się - Wzruszyłam ramionami - Babcia o niczym nie wie.
- Będziesz miała kłopoty..
- Może - Wtrąciłam - Jednak teraz myślę tylko o tym, że za Tobą tęskniłam.
- Matko. Ja za Tobą też i to jak bardzo! - Po śmiechach, przytulasach i łzach, usiadłyśmy na łóżku naprzeciw siebie. Amanda spojrzała mi głęboko w oczy i od razu domyśliła się po co tak naprawdę tu jestem - Nic mi nie jest.
- Martwiłam się - Wyszeptałam chwytając ją za dłonie - I to bardzo.
- Nie miałaś powodów - Posłała mi ciepły uśmiech - Fabian zniknął od kiedy Ciebie nie ma.
- Jak to? - Uniosłam prawą brew ze zdziwienia.
- Po naszej ostatniej rozmowie u Twojej babci, widziałam się z nim. Ten naszyjnik mnie obronił.. - Pokazała mi biżuterię, którą dostała od mojej babci a ja wciąż nic nie rozumiałam - Twoja babcia mi go dała. Fabian nie mógł się do mnie zbliżyć. Powiedział tylko, że chce abyś oddała mu jego bransoletkę inaczej... - Zamilkła a jej wzrok skupił się na kołdrze. Ja natomiast spojrzałam na przedmiot zwisający z mojego prawego nadgarstka. Dlaczego ona jest dla niego taka ważna?
- Inaczej co? - Ponagliłam ją.
- Nie ważne w sumie... Nie skrzywdzi Cię bo jesteś silna..
- Mogę w każdej chwili przeczytać Twoje myśli więc albo mi powiesz, ale zrobię to sama - Spojrzała wreszcie na mnie wkurzona, ale tylko westchnęła i przeszła do ciągu dalszego.
- Inaczej skończy z Tobą szybciej niż powinien..
- Szybciej niż powinien? - Parsknęłam - Jak ja go nienawidzę!
- Tom się mną opiekował.. - Wyszeptała znów na mnie nie patrząc.
- Tom?! - Przerwałam jej - Nie powinnaś się z nim spotykać...
- On jest inny niż Fabian. Jest normalny...
- Normalny? - Nie wierzyłam w to co powiedziała - Czyli ja jestem nienormalna?
- Nie o to mi chodziło.. Ashley..
- Puść mnie - Odsunęłam się od niej i wstałam na równe nogi - Lepiej będzie jak sobie pójdę.. - Już chciałam wymawiać zaklęcie, kiedy do pokoju ktoś wpadł.
- Wróciłaś... - Usłyszałyśmy. Tom stał w progu drzwi jakiś taki zdenerwowany. Zmierzyłam go morderczym wzrokiem. Z jednej strony go lubiłam, ale z drugiej to sama nie wiedziałam czy mogę mu zaufać. W końcu to brat wampira, który na mnie prawdopodobnie poluje.
- Co Ty tu robisz?  - Spytała zdziwiona Amanda. Także nie ukrywałam swojego zdziwienia - Skąd wiedziałeś...?
- Fabian wrócił więc od razu domyśliłem się, że musiałaś się pojawić..
- Czego on ode mnie chce? - Jednak nikt mi nie odpowiedział. Spojrzałam na Amandę. Ukrywała coś przede mną. Wiedziała coś czego nie wiedziałam ja i nie zamierzała mi tego powiedzieć. Nie pozostawiła mi wyboru. Wkradłam się do jej myśli tak, że nawet się nie zorientowała. Tego też nauczyła mnie babcia.
- Nie powinno Cię tu być tym bardziej, że jest noc... - Znów się odezwał - Musisz stąd zniknąć! 
- Ani mi się śni. Nie będę przed nim uciekać - Warknęłam - Jest w szkole? Świetnie. Chętnie się z nim spotkam.
- Nie dasz mu rady... Nie jesteś dość silna..
- Jestem silna jak nigdy - Warknęłam agresywnie w jego stronę. Nim rzuciłam zaklęcie, mój wzrok padł jeszcze na moją przyjaciółkę - A Ty uważaj komu ufasz..
- Ashley!.. - Wrzasnęła, ale było już za późno.
- Vincento Extutive! - Wyszeptałam i po chwili znalazłam się na dworze przed budynkiem szkolnym. Wiał chłodny wiatr a moje ciało przeszły mroźne ciarki. Zrobiło się przez chwilę zimno. Rozejrzałam się na każdą stronę, ale niestety niczego nie dostrzegłam. Byłam pewna, że tu go spotkam. Kiedy już miałam zamiar szukać gdzieś indziej, poczułam jego obecność. Zadrżałam. Zrobiło się jeszcze zimniej. Przypomniałam sobie słowa babci, że w dzień to normalna istota trzymająca wszystko pod kontrolą, ale w nocy to bestia pragnąca krwi. Przełknęłam głośno ślinę. Był coraz bliżej...
Zamknęłam oczy. Oddychałam równomiernie i wyciszyłam szybko umysł. Chciałam dostać się do jego umysłu. Słyszałam tylko niewyraźne słowa, szepty. ,, ODPIERDOL SIĘ OD MOICH MYŚLI! '' Usłyszałam bardzo wyraźnie. Uderzyło to we mnie jak wielki, stukilogramowy młot. Rozbolała mnie głowa. Zaatakował mnie własnymi myślami.
- Wyjdź z ukrycia - Warknęłam. Nie musiałam tego głośno mówić ponieważ wiedziałam, że ma bardzo dobry słuch.
- Stęskniłaś się za mną? - Usłyszałam za plecami. Wyszeptał mi to wprost do ucha. Obróciłam się jak oparzona, ale go tam nie było. Coraz bardziej się bałam.
- Czego ode mnie chcesz? - Głos mi drżał chociaż próbowałam to ukryć, niestety chyba się zorientował.
- Czuję Twój strach - Wysyczał. Miałam go!
- Delitiv Volestar! - Wrzasnęłam obracając się do niego przodem. Został odepchnięty z całej siły do tyłu uderzając ciałem w ścianę budynku. Wyciągnęłam szybko prawą rękę do przodu nim zdołał się ogarnąć i pewna siebie rzuciłam kolejne zaklęcie - Sehero Altern ! - Wstał na równe nogi, ale nie mógł się ruszyć. Zablokowałam go. Ja tymczasem cały czas musiałam stać naprzeciw niego z wyciągniętą ręką. Tak zostałam nauczona rzucania tego zaklęcia - Czego ode mnie chcesz?! - Warknęłam powtarzając swoje wcześniejsze pytanie.
- Wiesz czego. Inaczej by Cię tu nie było - Uśmiechnął się. W myślach Amandy dowiedziałam się, że jestem osobą, która jako jedyna może pomóc mu złamać jego klątwę. Nawet jeśli to prawda to w życiu mu nie pomogę. Prędzej po moim trupie.
- Zniknij z tej szkoły a obiecuję, że oszczędzę Ci życia i zapomnę o tym, że napadłeś mnie w bibliotece oraz wymazałeś mi wspomnienia.. - On natomiast tylko się zaśmiał.
- Jesteś zabawna - Rzekł. Miał cudowny głos mimo wszystko - I za słaba - Palnął. Zaczął ze mną walczyć. Próbował wydostać się spod mojego czaru przez co ja się szybko zaczęłam męczyć. On również był bardzo silny. Nagle jego twarz zaczęła się zmieniać. Znów stawał się taki jak wtedy kiedy dowiedziałam się, że jest wampirem. Zrozumiałam dlaczego się zmienia. Z mojego ucha zaczęła lecieć krew. Naprawdę jestem słaba. Teleport mnie tak osłabił. Zamyśliłam się a on to wykorzystał. Przerwał zaklęcie i rzucił się na mnie. Swoją szybkością pchnął mną o ścianę stojąc tak blisko mnie, że czułam na sobie jego oddech. Zęby mu się wydłużyły i dyszał jakby przebiegł maraton jako człowiek. Niby był straszny, ale z bliska wydawał się.... słodki. Chyba zwariowałam.
Zaciągnął się ostro powietrzem a jego kły bo tak można to nazwać, powiększyły się jeszcze bardziej. Do granic możliwości. Spojrzał na moją prawą dłoń. Zjechał koniuszkami palców po moim ramieniu aż do bransoletki, która zwisała mi z nadgarstka i tam się zatrzymał. Chwycił ją po czym jednym machnięciem, biżuteria została zerwana.
- Nigdy. Więcej. Tego. Nie. Ruszaj - Warknął mi wprost do ucha wymawiając każde słowo osobno. Potem spojrzał mi w oczy. Ja zrobiłam dokładnie to samo i wtedy coś między nami zaiskrzyło. Zobaczyłam w jego wzroku wielki ból, smutek i tęsknotę. Dostrzegłam tam coś jeszcze.. Śmierć. Wzdrygnęłam się. Fabian miał jakąś traumę z przeszłości, która go męczyła. Czyżby to miało coś wspólnego z jego klątwą? - Przestań wpierdalać mi się do głowy! - Ostrzegł mnie.
- Dlaczego ktoś rzucił na Ciebie klątwę? - Zapytałam ni stąd ni zowąd. Zdziwił się moim pytaniem zresztą ja sama byłam pod wrażeniem, że je zadałam, ale słowo zostało rzucone.
- Nie interesuj się tym - Odpowiedział. Dałabym sobie rękę uciąć, że właśnie pomyślał o tamtym wydarzeniu. Posmutniał - I nigdy więcej o to nie pytaj bo źle to się skończy...
- Delitiv Volestar! - Wykorzystując sytuację, że jest rozproszony, rzuciłam zaklęcie w jego kierunku. Odskoczył do tyłu ponieważ czar nie okazał się tak skuteczny jak za pierwszym razem. Znów poleciała mi krew. Naprawdę byłam wyczerpana. Na dodatek rozzłościłam go. Ruszyłam do ucieczki bo wiedziałam, że z nim nie wygram, ale on ruszył w moim kierunku. Z powrotem pchnął mną o ścianę i ku mojemu zaskoczeniu, pocałował mnie. Zamiast zaatakować, pobić mnie, rozerwać na strzępy, wyssać mi krew to on mnie pocałował! Stałam przez chwilę jak słup nie wiedząc co mam uczynić, ale gdy on nie przestawał, w końcu mu uległam i odwzajemniłam pocałunek. Pierwszy raz w życiu czułam coś takiego. Poczułam ukojenie. To było niesamowite. Podczas pocałunku był delikatny i obchodził się ze mną jak z cenną rzeczą. Zagrodził mi drogę rękoma opierając się o ścianę, oczywiście w dalszym ciągu mnie całując a ja zamiast się jakoś bronić, przejechałam koniuszkami palców po jego twarzy. Zmieniała się. Powracała do ludzkiej postaci. Ale jak...?
- Ashley! - Usłyszeliśmy w oddali. Otworzyłam oczy a jego nie było. Zniknął. Zorientowałam się też, że na moim lewym nadgarstku nie ma mojej czarno-białej apaszki. Zabrał mi ją! Tylko po jakie licho? I dlaczego zniknął? Naprawdę go nie było bo nigdzie nie wyczuwałam jego obecności. Widziałam tylko Amandę z Tomem biegnących w moim kierunku. Kucnęłam zmęczona pod ścianą budynku i westchnęłam ciężko. Następne co pamiętam to to jak Tom niósł mnie gdzieś w ramionach a rudowłosa piękność trzymała mnie za dłonie zapewniając, że wszystko będzie dobrze......

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz