PROLOG:
,, Kobieta zna doskonale mężczyznę z jego słabej strony,
ale nie potrafi zgłębić jego siły.
Mężczyzna jest dla kobiety tak samo tajemnicą,
jak kobieta dla mężczyzny.
Gdyby tak nie było,
wówczas różnorodność płci byłaby zbytecznym i daremnym trwonieniem
sił przyrody. '' .....
Rozdział pierwszy.
,, Boży Dar '' - Ostatni dzień wakacji...
Skończyły się wakacje. Jutro pierwszy dzień w szkole i w sumie z jednej strony się z tego cieszę, ale z drugiej to wolałabym jeszcze przez jakiś czas zostać w domu. Czas wolny oczywiście spędziłam w pełni szczęśliwa, no a raczej w połowie. W lipcu byłam z mamą w Egipcie, gdzie bawiłam się wyśmienicie, ale nic nie trwa przecież wiecznie. W sierpniu spakowałam swoje walizki i udałam się do mojej babci od strony ojca, która wraz ze swoją córką a moją ciocią - Elsą, czekały na mnie niecierpliwie. Wtedy wszystko się zaczęło powtarzać. Ciągle namawiały mnie do tego, abym się otworzyła i to zaakceptowała, abym chociaż spróbowała, ale po co do cholery to robić?! To jest jakaś ułomność, którą dostałam od Boga i wolę się z tym kryć tak długo jak mogę. Nauczyłam się chociaż kontrolować to ,, dziwactwo '', które we mnie siedzi a przynajmniej tak myślałam. Nie chcę, aby ktokolwiek poznał moją tajemnicę bo wtedy zostanę znienawidzona i odtrącona przez wszystkich. Kocham moją babcię, ale nie chcę, aby wtrącała się w moje życie. Ona mogła kiedyś wybrać jak chce skończyć i podjęła decyzję. Ja chcę, aby pozwoliła mi na podjęcie mojej własnej. Dlaczego tego nie rozumie? Ehh. Kiedy tak sobie o tym wszystkim myślałam, usłyszałam jak woła mnie moja kochana mama, która nie miała o niczym pojęcia. Nikt nie miał. Tylko rodzina mojego biologicznego ojca i moja przyjaciółka Amanda.
- Już idę! - Wrzasnęłam a następnie zwlekłam się z łóóka na którym kilka sekund temu jeszcze siedziałam. Spojrzałam na wychodnym do swojego wielkiego lustra na pół pokoju. Wyglądałam dobrze. Fryzura nie oklapła, makijaż się nie rozmazał a ubranie nie było wgniecione. Miałam dziś na sobie jedwabną, kremową sukienkę z falbankami i do tego czarne, 12 centymetrowe szpilki. Chociaż wolałam chodzić w bluzie i dresach, w szkole musiałam wyglądać bajecznie. Muszę przecież dbać o swoją opinię, aby nie spadła. Nie mogę dopuścić do tego żeby Pamela Mirst stała się bardziej lubiana niż ja. Prędzej bym umarła niż pozwoliła na to tej wywłoce. No więc gdy byłam już pewna, że dobrze wyglądam, z uśmiechem na twarzy zeszła do salonu gdzie zastałam swoją rodzicielkę.
- Gotowa? - Spytała mnie radośnie.
- Tak.. Chodźmy już - Westchnęłam - Leon wziął moją walizkę a nie chce się spóźnić - Jak co roku, każdy uczeń szkoły ,, La Push '' musi zjawić się w internacie dzień przed rozpoczęciem pierwszego semestru. Tak jest w regulaminie. Jestem uczennicą tej szkoły od 2 lat. Teraz uczęszczam już do ostatniej klasy ,, A '' i to jest niesamowite.
- Wyglądasz ślicznie - Skomentowała mój wygląd a następnie dłońmi przejechała po moich długich, czarnych, falowanym włosach - Jak zawsze - Dodała.
- Dziękuję - Zaśmiałam się. Spojrzałam na zegarek i uznałam, że czas się zbierać - To co? Jedziemy?
- Tak.. - ,, JAK MAM CI POWIEDZIEĆ, ŻE NIE MOGĘ JECHAĆ ODWIEŹĆ CIĘ DO SZKOŁY BO MAM SPOTKANIE W PRACY, NA KTÓRYM MUSZE BYĆ? ''
- Spotkanie masz? - Spytałam zdziwiona - Dlaczego wcześniej nic nie mówiłaś? - Byłam zła.
- Słucham? Skąd o tym wiesz?
- Yy.. - Nie wiedziałam co powiedzieć. Nienawidziłam tego! Znów to zrobiłam chociaż ze wszystkich sił starałam się nad tym panować - Przecież powiedziałaś mi to sama.. - Wymyśliłam szybko.
- Nic Tobie nie mówiłam - Teraz to ona się zdziwiła - Przepraszam Cię bardzo, ale dostałam wiadomość o spotkani niedawno.. Nie mogę nie iść..
- Jasne.. Rozumiem - Wtrąciłam smutna.
- Jake Cię odwiezie. Przepraszam..
- Daj już spokój. Praca jest ważna. Rozumiem - Przytuliłam ją i pocałowałam w polik, aby wiedziała, że wszystko gra - To ja już lecę. Zadzwonię wieczorem. Kocham Cię.
- Ja Ciebie tez skarbie - Odwzajemniła uścisk a potem odeszła w stronę swojego gabinetu. Ja tymczasem udałam się na dwór przed mój piękny dom gdzie czekał już na mnie Jake z czarną limuzyną.
- Jedziemy? - Odezwał się radośnie na mój widok.
- Tak. Zajedziemy jeszcze po Amandę bo jej rodzice wyjechali.
- Nie ma sprawy panienko. Proszę wsiadać - Posłał mi uśmiech otwierając przy tym dla mnie drzwi pojazdu. Lekko się ukłoniłam po czym weszłam do środka. Gdy ruszyliśmy spod mieszania, dostałam SMS'a. Szybko wyciągnęłam komórkę z torebki i odczytałam wiadomość.
OD: Elsa
,, Proszę Cię.. Przemyśl to i daj nam jak najszybciej znać za nim wszystko wymknie Ci się spod kontroli.. ''
Nie miałam ochoty odpisywać więc schowałam z powrotem telefon do torebki. Oparłam się głową o zimną szybkę rozmyślając nad tym dlaczego taka jestem a nie inna, normalna....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz