środa, 18 lutego 2015

Rozdział 10.

,, Boży Dar '' - Wampir.

- Jak Ty... - Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć bo zbliżył się do mnie tak, że zabrakło mi tchu. Jego twarz zaczęła się zmieniać. Rogówki poczerwieniały, na około oczu pojawiły się kreski zwężające jego policzki a sama twarz stawała się straszna, powodująca ciarki, niebezpieczna - Twoja twarz.... - Dotknęłam ją kiedy był tuż przy mnie. Przejechałam koniuszkami palców po rysach jego kresek. Zadrżał i zamknął oczy. Wracała do normalnej postaci. Mogłabym przysiąc, że zauważyłam jak się wygina na mój dotyk. Chyba mu się podobał... Zdawało mi się tak tylko przez chwilę. Kiedy otworzył oczy a jego twarz znów przybrała ten okropny wyraz, zaczęłam krzyczeć. Nie wytrzymałam i zaczęłam po prostu krzyczeć. On natomiast chwycił moje policzki w swoją dłoń i spojrzał mi głęboko w oczy. Zaczęłam się w nich zatracać.
- Nie krzycz... - Znów poczułam potrzebę posłuchania się go. Nie mogłam zrobić inaczej. Nie potrafiłam się sprzeciwić jego rozkazowi. Odsunął się ode mnie i uderzył pięścią w ścianę. Podskoczyłam - Kurwa! - Tym razem to on krzyknął. Walczył z czymś. Coś go męczyło w jego własnym ciele. Boże, o co w tym wszystkim chodzi?!.
- Kim jesteś.. ? - Wyszeptałam prawie bezgłośnie. Znów przeniósł swój wzrok na mnie, który przeszył mnie całą a ja się zachłysnęłam własnym powietrzem, ale tym razem wyglądał inaczej. Jego zęby... One stały się większe i ostrzejsze. Zaczęłam się cofać, aż poczułam za plecami ścianę. Nie miałam dokąd uciec i on o tym dobrze wiedział - Kim jesteś?! - Powtórzyłam tym razem stanowczym już głosem. Łzy zebrały mi się w oczach. Po raz drugi walną pięścią w ścianę. Tym razem zrobił w niej dziurę. Pokręciłam z niedowierzaniem głową. Nie myśląc o niczym więcej, ruszyłam do ucieczki. Miałam na sobie wysokie szpilki więc to był zły pomysł. Bardzo zły. Nie przebiegłam nawet kilku kroków, gdy znów na niego wpadłam. Wyłonił się przede mną jakby spod ziemi. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Bałam się. Bałam się jego.
- Czuję Twój strach.. - Wysyczał. Zaciągnął się ostro powietrzem a na jego ustach pojawił się uśmiech. ,, TAK PIĘKNIE PACHNIESZ.. '' Jego myśli uderzyły we mnie jak młot. Ból głowy nabierał na sile a ja ledwo dawałam radę ogarniać to co się dzieje wokoło mnie. On miał ochotę. Na mnie.
- Proszę... nie rób mi krzywdy... - Złapał mnie za ramiona i podniósł tak, że stałam z nim twarzą w twarz - Błagam.. - Mówiłam przez szloch. Czy to jest mój koniec?
- Ty... - Wyjąkał. Spojrzał na moją prawą dłoń. Ścisnął mnie bardziej. Znów stał się agresywny - Skąd to masz?! - Warknął kierując oczy na bransoletkę, która zwisała mi z dłoni. Nie odpowiedziałam a on z każdą chwilą coraz bardziej był wkurwiony - Skąd. Ją. Masz - Warknął naprawdę agresywnie. Jego oczy płonęły rządzą mordu. Pierwszy raz w życiu tak bardzo się bałam. On nie był człowiekiem. Był czymś nadnaturalnym. Na pewno nie człowiekiem.. Pchnął mną o ścianę. Uderzenie było dość mocne przez co zakręciło mi się w głowie a przed oczyma miałam mroczki. Chciał mi zerwać tą biżuterię, ale zaczęłam się szarpać. Przejechałam dłonią po głowie. Krew...Jego zęby wydłużyły się jeszcze bardziej, kiedy tylko dostrzegł plamę krwi. O cholera. On był wampirem?....
- Fabian.. Nie... - Stracił panowanie nad sobą. Zaczął mną szarpać i zaatakował mnie, kiedy odepchnęłam go z całej siły. Przeleciał przez pół korytarza lądując uderzeniem o szkolne szafki. Naokoło niego rozbłysł ogień. Zaczęło się palić. Znowu! Podziękowałam Bogu w duszy i nie czekając na jego odpowiedź, zdjęłam ze stóp szpilki i co sił w nogach zabrałam się do biegu. Byłam już tuż przy pokoju, kiedy dostrzegłam stojącego przy drzwiach Toma. Zatrzymałam się jak wryta, bezpieczną odległość od niego. Nie wiedziałam czy on też jest taki jak tamten. Spojrzał na mnie. Wiedział. Ja natomiast cała się trzęsłam. Przed oczyma miałam twarz Fabiana, która krążyła w moich myślach.
- Ashley...
- Wynoś się stąd!
- Musimy porozmawiać..
- Nie mamy o czym! Ty i Twój brat... Wasza rozmowa... O czym rozmawialiście?! O co chodziło?!
- Uspokój się..
- O co?! - Powtórzyłam. Żarówka wisząca nad nami, wybuchnęła. Nie przejęłam się tym kompletnie.
- Nie panujesz nad tym.. Uspokój się za nim coś Ci się stanie.. - Wyciągnęłam rękę do przodu tworząc z niej pięść i pchnęłam nią tak, że się otworzyła ukazując całą dłoń. Tom natomiast przez mój ruch został odrzucony do tyłu, uderzając ciałem w ścianę za nim. Zleciał z hukiem na podłogę.
Z pokoju wybiegła przestraszona Amanda. Na twarzy miała przerażenie gdy tylko spojrzała na mnie i Toma.
- Co tu się dzieje?! - Wrzasnęła - Ashley! Przestań! - Spojrzałam w jej oczy a potem na szatyna. Wyglądał źle. Naprawdę koszmarnie i to przeze mnie. Wyciągnięta z transu, podbiegłam do przyjaciółki, chwyciłam ją za ramiona i zamknęłam oczy. Pragnęłam znaleźć się u jedynej osoby, która jest mi w stanie pomóc. Mianowicie u mojej babci....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz