czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 11.

,, Boży Dar '' - Proszę, pomóż.

,, - Fabian! Proszę! Zostaw mnie! Zostaw! - Krzyczałam zapłakana kiedy się do mnie zbliżał. Szedł wolnym krokiem ku mnie śmiejąc się szyderczo. Jego wzrok był przepełniony nienawiścią, chęcią mordu, krwi. Jego twarz miała inny wyraz niż normalnie, kły stały się długie i ostre. Był coraz bliżej mnie - Fabian! Błagam! Nie! Nie!... - Zaatakował mnie jednym ruchem, wpijając mi się w szyję. Zaczęłam wrzeszczeć oraz odpychać go od siebie, ale to na nic. Był za silny .. ''
- Ashley! Obudź się! - Szybko otworzyłam oczy z panicznym krzykiem. Rozejrzałam się cała roztrzęsiona po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Byłam u mojej babci w mieszkaniu. Leżałam w łóżku przykryta kołdrą w swojej sypialni.
- Co... co tu robię?.. - Dopiero teraz dostrzegłam siedzącą przy mnie Amandę, która wpatrywała się we mnie intensywnie.
- Jak się czujesz? - Spytała niepewnym głosem przyjaciółka. W sumie to dobrze, ale bolała mnie głowa.
- Jest.. okey.. - Nie miałam za dużo w sobie siły. Wszystko mnie bolało, każda część ciała. Rudowłosa dziewczyna, złapała mój nadgarstek swoją dłonią dodając mi przy tym otuchy.
- Cały czas dzwoni do mnie Tom... - Zaczęła, ale gdy tylko wypowiedziała to imię, panicznie zabrałam swoją rękę od niej i skuliłam się pod kołdrą. Wspomnienia wróciły. Twarz Fabiana. Zaatakował mnie. Rzucił się na mnie. Ich rozmowa... - Ashley? Ashley, co się stało?
- Fabian... - Nagle do pokoju weszła babcia. Spojrzała na mnie zaniepokojona i od razu do mnie podeszła.
- Teleportowałyście się tu - Powiedziała - Jesteś zmęczona ponieważ włożyłaś w to wszystkie swoje siły. Jesteś jeszcze za słaba na takie czary.
- Która godzina?..
-  10:15. Spałaś całą noc. Zadzwoniłam do Twojej mamy i powiedziałam, że jesteś u mnie. Kochanie, opowiedz proszę co się wydarzyło.
- Ja.. Szłam sobie korytarzem, kiedy usłyszałam rozmowę Toma z Fabianem. Rozmawiali o mnie. Kłócili się. Potem szybko odeszłam i chciałam pogadać z Amandą, opierniczyć ją za...- Spojrzałam na nią przypominając sobie jak się wczoraj nawaliła - Ale wpadłam na Fabiana. Wyłonił się przede mną jakby nigdy nic.. Jego twarz.. Zaczęła się zmieniać.. Wyglądał strasznie. Był straszny.. - Nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Łzy same lunęły z moich oczu kapiąc mi na dłonie.
- Spokojnie.. - Babcia przysiadła się do mnie na łóżku tuląc moje ciało do swojego - Jesteś już bezpieczna. spokojnie.. - Przytuliła mnie i gładziła teraz dłonią moje długie, czarne włosy.
- On.. Zaatakował mnie.. Miał długie zęby.. Nie mogłam się bronić.. Nie umiałam... Dopiero potem jakoś odepchnęłam go od siebie i uciekłam.. Gdyby nie moje moce to by mnie.. zabił - To ostatnie słowo, ledwo przeszło mi przez gardło. Przecież w szkole jest dużo uczniów, którzy nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa.
- Matko.. - Amanda zakryła twarz dłonią. Dotarło do niej dlaczego rzuciłam się na Toma wczoraj wieczorem - Czy Tom...
- Nie wiem.. - Odpowiedziałam. Nie musiałam czytać w jej myślach, aby wiedzieć co chce powiedzieć. Nie miałam pojęcia czy Tom jest taki sam jak jego brat bliźniak - Babciu... On jest wampirem.. - Wyszeptałam drżąc na samą myśl o tym.
- Wiem - Odpowiedziała już poważnym i stanowczym głosem - A Ty jesteś w niebezpieczeństwie... - Wstała po czym opuściła nasz pokój, powracając do nas dopiero po 10 minutach. W dłoni trzymała wielką księgę zaklęć, którą rzuciła na moje łóżko i z powrotem się do mnie przysiadła. Otworzyła ją na któreś stronie, bodajże 100 i wskazała palcem na postać na obrazku - To jest wampir...
- Coś jak Pamiętniki Wampirów? - Przerwała Amanda.
- Nie.. Wampiry tak naprawdę nie istnieją. To wymysły ludzi chcących zarobić na dobrym filmie. Stara księga mówi o klątwie, która dosięga kogoś za jego postępowanie. Pewna czarownica musiała rzucić czar na tego chłopaka zamieniając go przy tym w tą niebezpieczną istotę. Jednak to zakazane czary i każdy z naszego rodu o tym wie.. - Pomyślała przez chwilę i szybko wróciła do monologu - Musiał wyrządzić jej coś złego jako ludzka istota. Aby wykonać takie zaklęcie, trzeba włożyć w to całą swoją magię i siłę. Ta czarownica zmarła zamieniając go w tego potwora...
- Wiesz coś na temat wampirów? - Zmierzyłam kobietę ostrym wzrokiem.
- Wampir to prastara postać. Bestia, drapieżnik..Za dnia są normalnymi ludźmi a gdy zbliża się wieczór, przemieniają się. Nie panują nad sobą... Wiem tylko tyle, że gdy jest widno, potrafią utrzymać swoje pragnienia pod kontrolą. W ciemności włącza się ich prawdziwa natura..
- Jak można go zabić? .. - Wyszeptałam.
- To jest najgorsze. Nie można - Również odpowiedziała tym samym cichym głosem co ja - To jest klątwa. On jest nieśmiertelny. Będzie zabijał innych a gdy w dzień powróci jego ludzka forma, będzie czuł cierpienie i śmierć osób, które zabił. Czarownica dobrze wiedziała co robi temu chłopakowi...
- Babciu?
- Tak? - Spojrzała na mnie ze smutkiem. Bała się o mnie.
- Chcę nauczyć się wszystkiego co powinnam wiedzieć.. Proszę, pomóż mi.. - Nigdy nie sądziłam, że do tego dojdzie, ale ta sprawa tego właśnie wymaga.
- Boże, naprawdę?!
- Tak.. Muszę się jakoś przed nim bronić.. - Przytuliła mnie z całej siły i mocno wyściskała.
- Od jutra zaczynamy.. - Dodała pewna siebie - Będziesz najpotężniejszą czarownicą na świecie!
- Mogę teraz zostać sama? Jestem zmęczona... - Kiwnęły obydwie głową i wyszły zostawiając mnie samą w pokoju. Westchnęłam ciężko. W głowie znów pojawił mi się obraz twarzy Fabiana. Był taki... Niebezpieczny! Był wampirem? Matko.. Łzy zebrały mi się do oczu. Jak tylko sobie pomyślę o tym co się może wydarzyć teraz w szkole to pęka mi serce.

*Amanda*

- Kochanie, tu masz naszyjnik, który ochroni Cię przed tym chłopakiem.. Nie będzie mógł się do Ciebie zbliżyć na odległość 1 metra. Gdy to zrobi, dostanie nauczkę...
- Dziękuję - Uśmiechnęłam się ponuro - Za wszystko.. Hm. Ja już pojadę. Mama dzwoniła, żebym wróciła.
- Oczywiście. Wezwać Ci taksówkę? - Spytała mnie babcia mojej przyjaciółki.
- Nie trzeba - Posłałam jej ciepły uśmiech - Już wezwałam. Proszę tylko przekazać Ashley, że wrócę jutro....
- Amando.. - Wtrąciła mi. Spojrzałam na nią zaniepokojona jej tonem głosu czekając aż dokończy swoją wypowiedź - Nie możesz się teraz z nią spotykać. Ona będzie potrzebować ciszy, spokoju i przestrzeni jeżeli ma się uczyć rozwijać swój boży dar.
- Za ile będzie gotowa?
- Miesiąc.. Dwa.. Zobaczymy jak silny jest jej organizm. Pamiętaj jedno. Ona będzie Cie potrzebować. To będzie dla niej trudny okres w życiu i jesteś jedyną osobą, która pomoże jej przez to przejść. Zaopiekuj się nią gdy wróci do szkoły.
- Oczywiście. To moja przyjaciółka. Mogłabym chociaż co jakiś czas do niej napisać? Zadzwonić? - Dostrzegłam w jej oczach negatywną odpowiedź. Boże, jak ja wytrzymam tyle czasu bez mojej najlepszej przyjaciółki?! - Mogę się chociaż z nią pożegnać? - Gdy kiwnęła głową, od razu ruszyłam do pokoju z którego kilka minut temu wyszłam. Ashley leżała przykryta kołdrą pod samą szyję. Spała. Zbliżyłam się do niej patrząc na jej kruche, wyczerpane ciało. Wczoraj musiała przeżyć piekło... Łzy zebrały mi się w oczach. Ten dupek tego pożałuje. Musi!
Otarłam dłonią łzy. Przytuliłam się do szatynki, pogłaskałam jej polik i spojrzałam po raz któryś na jej twarz. Wyglądała tak słodko - Ashley... - Wyszeptałam - Kocham Cię.. Będę tęsknić.. - Obróciłam się w drugą stronę i wyszłam. Idąc do taksówki, która już na mnie czekała, poczułam jak w kieszeni wibruje mi telefon. Wzięłam go do ręki i przeszły mnie ciarki. Tom. Zawahałam się czy odebrać, ale wreszcie się na to odważyłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Czego chcesz?! - Warknęłam. Nie wiem co do niego teraz czułam.
- Pogadaj ze mną.. Błagam..
- Odwal się ode mnie i Ashley, jasne?!
- Proszę.. Jedna rozmowa i dam Ci spokój jeżeli będziesz chciała...Nie zrobię Ci krzywdy..
- Skąd mam taką pewność?
- Zaufaj mi...
- Za godzinę w tym samym klubie co ostatnio... - Rozłączyłam się nie dając mu dojść do słowa i weszłam do pojazdu - Klub Vegas - Rozkazałam taksówkarzowi odjeżdżając spod domu mojej przyjaciółki, która była dla mnie jak siostra....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz