Rozdział 18.
,, Boży Dar '' - Najpiękniejszy dzień w jego życiu
*Fabian*
- Tak mi Ciebie brakuje... - Spojrzałem na przyjaciela, który mimo tego, że był w ciele Ashley, dla mnie wyglądał tak jak kiedyś.
- Nie masz pojęcia jak mi... Mamy tylko parę godzin. Jej ciało jest za słabe a potem zniknę.
- Nic jej nie będzie? - Spytałem poważnym tonem głosu. Sam sobie nie zdawałem sprawy z tego, że przejmuję się nią tak bardzo. Właściwe pytanie brzmi ,, Dlaczego '' ?
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Ale czy Ty czasem nie zakochujesz się w tej dziewczynie?
- Co? - Zaśmiałem się - Nigdy w życiu. Przecież ja jej nienawi... - Nagle się zaciąłem. Nie mogłem wykrztusić z siebie tego słowa. Co jest grane?!
- Nienawidzisz jej? - Uniósł jedną brew ku górze - Znam Cię. Nawet kiedy nie wiedziałeś, że mnie tu nie było, ja ciągle nad Tobą czuwałem. Widziałem każde Wasze spotkanie. Widziałem kiedy pierwszy raz na nią spojrzałeś..
- To czarownica - Wtrąciłem - Nawet jakbym chciał to nic by nie mogło nas połączyć..
- Nie wszystkie czarownice są takie same.
- No nie wiem...
- To dlaczego teraz z Tobą rozmawiam? Tylko i wyłącznie dzięki niej. Gdyby nie ona, mnie by tu nie było - Uśmiechnął się lekko dając mi tym do myślenia.
- To wszystko moja wina... - Spuściłem głowę w dół i zrobiło mi się słabo na samą myśl o tym co się kiedyś wydarzyło - Gdybym nie namówił Cię na tą pierdoloną przejażdżkę...
- Daj spokój - Wtrącił - I zapamiętaj sobie jedno... To nie Twoja wina! Sam chciałem jechać więc o wypadek mogę obwiniać tylko siebie. Nigdy nie pomyślałem, że to przez Ciebie. Stary, mamy tylko zaledwie parę godzin. Chcesz tak tu siedzieć i płakać jak baba? Czy może wolisz iść ze mną i się pożegnać ?
- Masz rację. Chodźmy - Tym razem to ja uśmiechnąłem się do niego i wstałem szybko na równe nogi - Ale tak właściwie dokąd? - Zdziwiłem się.
- Gdzie najbardziej chciałbyś spędzić ze mną ostatnie chwile? - No tak. Racja! Wyszliśmy ze szkoły a następnie Kris wszedł mi na plecy a był dość lekki dzięki ciału Ashley, więc problemu nie było. Udałem się szybkim biegiem do miejsca, które najbardziej przypomina mi moją długoletnią przyjaźń z Krisem. 30 minut później, dotarliśmy do starego, opuszczonego domu stojącego w środku lasu.
- Wiedziałem, że tu mnie przyprowadzisz - Odezwał się, kiedy tylko ze mnie zszedł.
- Nie byłem tu odkąd ... - Zamilkłem. Odkąd co? Odkąd umarł.
- Rozumiem - Położył mi dłoń na ramieniu przez co poczułem się lepiej - Chodźmy do środka - Ruszyliśmy kilka kroków przed siebie a po chwili znaleźliśmy się w niewielki pomieszczeniu. Kris od razu wszedł do małej piwniczki w poszukiwaniu czegoś. Skapnąłem się od razu - Jest! - Wrzasnął ucieszony.
- Serio? - Parsknąłem. Wrócił do mnie z butelką wina, które miało więcej niż dwa lata.
- Nie chcesz napić się ze mną po raz ostatni? - Nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem.
- Dawaj ją tu - Podszedł do mnie i oboje usiedliśmy na ziemi pod ścianą tak jak robiliśmy to dawniej. To jest ta chwila. Otworzyłem wieczko butelki i uniosłem szklaną butelkę do góry. Pomyślałem przez chwilę po czym zacząłem mówić drżącym głosem - Więc ja piję za naszą przyjaźń, która jest i będzie wieczna! Za wszystkie chwile spędzone razem, za tęsknotę i ból jaki czułem, kiedy Cię straciłem i za cierpienie jakie będę czuć do końca życia...- Wziąłem pierwszy łyk a butelkę podałem przyjacielowi.
- Ja piję za to, że mogę być tu teraz z Tobą - Uśmiechnął się do mnie i dopiero teraz dotarło do mojego tępego mózgu, że jestem tu z Krisem, z przyjacielem, który zginął w wypadku samochodowym przeze mnie, że ja i on tu jesteśmy oboje.
- Nie mogę w to uwierzyć... Naprawdę tu ze mną jesteś..
- Przyszedłem ponieważ widzę jak bardzo się męczysz. Nie mieliśmy szansy się pożegnać więc zróbmy to teraz - Walnął już któregoś łyka a wina ubywało. Raz ja raz on - Pamiętasz jak dostaliśmy od Twojej matki za to, że wyrzuciliśmy jej bieliznę za okno?
- Jasne - Parsknąłem - Nieźle się wkurwiła. A to jak okradliśmy Toma z pieniędzy a potem nas ciągle szukał?
- To były czasy.. Tom. Zawsze ogarnięty i opanowany - Uśmiechnął się - Dlaczego jesteś dla niego taki ostry? - Zmienił temat a ja przez jakiś czas nie wiedziałem co odpowiedzieć. W końcu wziąłem się w garść. Przecież jemu mogę mówić o wszystkim. To mój najlepszy przyjaciel.
- Jest taka rzecz o której nikomu nie powiedziałem...
- Słucham.
- Zazdroszczę mu tego, że on jest nadal człowiekiem. Kiedy na niego patrzę, widzę siebie z przed kilku lat... On miał zawsze idealne życie, ale mimo wszystko naprawdę się cieszę, że go wtedy z nami nie było. Cieszę się, że nic mu nie jest i przykro mi, że musi się ze mną męczyć. Robię wszystko, aby mnie znienawidził. Chcę, aby do tego doszło bo wtedy byłoby dla niego lepiej. Nie musiałby się zadręczać z mojej winy..
- Tom nigdy nie przestanie Cię kochać. Jesteś najważniejszą osobą w jego życiu - Czas tak szybko minął, że nawet nie miałem pojęcia o tym co się dzieje - Czas już na mnie..
- Co? Nie.. - Spojrzałem mu w oczy - Jeszcze chwila..
- Jej ciało jest za słabe. Nie chcę zrobić jej krzywdy...
- Nie możesz mnie zostawić. Jesteś mi potrzebny..
- Przyjacielu - Spojrzał na mnie tym swoim łagodnym wzrokiem. Boże! Jak mi tego cholernie brakowało! - Dasz radę ze wszystkim. Jak nie Ty to kto? - Zaśmiał się - Tylko uważaj na jedno..
- Na co? - Zdziwiłem się.
- Hamuj swoje uczucia do tej panienki. Marzysz, aby z powrotem być człowiekiem więc nie spieprz szansy jaką dostałeś...
- Daj spokój...
- Nie możesz jej pokochać. Za nic w świecie nie możesz zakochać się w Ashley Rebel- Wtrącił ostrym tonem głosu - Dobrze wiesz, że jak to zrobisz, cały plan legnie w gruzach.
- Nie zakocham się w niej.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.. - Wyszeptałem. Miałem nadzieję, że dotrzymam słowa.
Kris wstał więc zrobiłem dokładnie to samo. Po raz ostatni spojrzałem mu w oczy. Przełknąłem głośno ślinę. W źrenicach szatynki, dostrzegłem jego twarz. Zobaczyłem go. To chyba musi być sen...
- Żegnaj przyjacielu - Otworzył ramiona zachęcając mnie, abym go przytulił. Długo czekać nie musiał. Zrobiłem to od razu.
- Żegnaj bracie... - Nie wytrzymałem a łzy zaczęły spływać po moich obu policzkach. Nagle poczułem jak ciało dziewczyny bezwładnie opada mi w ramiona - Kris? ... - Spojrzałem na jej twarz. Milczała. Odszedł. Ból jaki czułem w tamtym momencie jest nie do opisania. Nie życzyłbym nikomu czegoś takiego.
- Fabian... - Wyszeptała nastolatka tak cicho, że ledwo ją usłyszałem. Otworzyła na chwilę swoje powieki przez co mogłem spojrzeć w jej oczy - Udało się..? - Spytała.
- Tak.. - Na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
- Cieszę się... - Te dwa słowa były ostatnimi jakie wtedy wypowiedziała. Straciła przytomność.
- Ashley?! Ashley!? - Wołałem ją, ale nie reagowała nic a nic. Serce podeszło mi do gardła. Dzięki niej mogłem spotkać się po dwóch latach z Krisem. Zaryzykowała dla mnie swoje życie, pomogła mi kiedy ja byłem dla niej takich chamem i świnią. Prawie mnie nie zna, nic nie wie o tym jaki jestem poza byciem wampirem a i tak to zrobiła - Ashley! Obudź się do chuja! - Objąłem jej ciało i wziąłem na ręce. Wyglądała tak ślicznie i słodko...
***Kris***
Stałem tuż przy nim. Wziął jej osłabione ciało w ramiona i obchodził się z nią jak z najważniejszą osobą w swoim życiu. Był czuły i delikatny. Nie pozwoliłby, aby chociaż jeden włos spadł z jej głowy. Pierwszy raz widziałem go w takim stanie jeżeli chodzi o dziewczynę.
Doszło do najgorszego. Do tego czego najbardziej się obawiałem.
-Ty już ją pokochałeś - Powiedziałem na głos, ale on mnie nie słyszał. Znów byłem tylko i wyłącznie duchem. On pragnie być człowiekiem i tylko ona może tego dokonać. Jednak to zaklęcie wymaga sporo siły i magii a taka ilość energii, jest złożona z całego ciała dziewczyny - Ta miłość zniszczy Was obojga. Będziesz cierpiał jeszcze bardziej niż po mojej śmierci. Oj przyjacielu... W co Ty się wpakowałeś? ....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz