piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 17.

,, Boży Dar '' - Ogród

- Więc? - Amanda wpatrywała się we mnie tymi swoimi zielonymi oczyma. Wyglądała jakby była moją mamą.
- Więc co? - Spróbowałam grać na czasie. Dobrze wiedziałam o co pyta. O mnie i Fabiana.
- Pocałowałaś się z ...
- To nic - Wtrąciłam
- Jak to nic?! Oszalałaś?! Przecież to Fabian! Wampir! Postradałaś rozum?!
- Amanda, daj spokój..
- Proszę... Tylko nie mów, że się w nim zakochałaś....
- Oszalałaś?! - Wybuchnęłam. Tego było już za wiele - Przesadzasz!
- Więc powiedz mi jak jest! - Zamilkłam na chwilę. No dobra, na dłuższą chwilę a ona cierpliwie czekała na odpowiedź.
- Nie wiem.. Nie mam pojęcia.. Okej? Wiem, że jest okropny, że próbował mnie zabić, że atakował mnie kilka razy, że Tobie groził, ale...
- Ale co? Nie ma żadnego ale! Tego nie da się usprawiedliwić!
- Fabian ma dobre serce..
- On zabija ludzi! - Wtrąciła mi - To wampir do cholery! 
- Nawiedza mnie duch... - Wyszeptałam. Szczena jej opadła - I to na dodatek przyjaciel Fabiana, Kris...
- Że co proszę? - Z początku mi nie uwierzyła więc wpadłam na genialny pomysł.
- Podejdź do mnie - Zrobiła to niepewnie a ja chwyciłam ją za dłonie - Pokaże Ci moje myśli, okej?
- Możesz tak robić? - Zdziwiła się - Myślałam, że Ty tylko możesz kogoś myśli czytać...
- Umiem więcej niż możesz sobie wyobrazić - Posłałam jej ciepły uśmiech i wzięłam się do roboty. Na początku odetchnęłam ciężko i zamknęłam oczy.  W głowie miałam tylko wydarzenia z jakiś 20 minut. Stałam z Fabianem w pokoju kiedy znów go ujrzałam. Pokazałam Amandzie całą moją rozmowę z nim. Kiedy zorientowałam się, że przyjaciółka wchodzi mi za bardzo w myśli, przerwałam czar odsuwając się od niej.
- Ał! - Wrzasnęła chwytając się za głowę.
- Nigdy więcej tego nie rób! - Posłałam jej groźne spojrzenie przez co zrobiło jej się cholernie głupio.
- Przepraszam.. Naprawdę przepraszam..
- Wybaczam.. eh.. chodź tu - Objęłam ją z całej siły. Dawno nie byłyśmy ze sobą tak blisko - Odsunęłyśmy się od siebie...
- Wiem - Przerwała mi - Tak dalej być nie może.
- Zgadzam się. Może spędzimy jutro cały dzień razem? - Zaproponowałam.
- Przecież masz urodziny..
- Rozmawiałyśmy o tym... Nie wyprawiam ich.
- Ale..
- Amanda! - Krzyknęłam. Spuściła wzrok na podłogę jak małe, zbesztane dziecko.
- No dobra! Niech będzie....A propo.... Wiesz coś już o tej klątwie? W jaki sposób możesz przemienić go z powrotem w człowieka? To możliwe?
- Nie wiem... Tak powiedział Kris. Ciągle powtarza ,, bransoletka ''.... - Rudowłosa dziewczyna rozejrzała się po pokoju. Na łóżku dostrzegła czarną biżuterię, którą szybko wzięła do ręki. Przyjrzała jej się uważnie z każdej strony.
- Kris... - Wyszeptała - Tak tu pisze.
- Wiem - Wzruszyłam ramionami - Już wcześniej to widziałam.
- To należało do niego?
- Nie wiem. Nie mam pojęcia....- Zamknęłam oczy, aby przez chwilę pomyśleć - Wiem! Pogadaj z Tomem!
- O czym?
- No o tym.. Niech powie Ci wszystko co wie...
- To jego brat. Nie zrobi tego...
- Powinnaś mi wynagrodzić to, że ukrywałaś przede mną fakt, że się z nim spotykasz - Zrobiłam obrażoną minę na co ona parsknęła.
- No dobra! Spróbuję z nim pogadać!
- Dziękuję! - Rzuciłam się na nią dając jej całusa w polik. Tak bardzo ją kochałam. Resztę dnia spędziłyśmy razem. Wytłumaczyłyśmy sobie dokładniej kilka rzeczy, omówiłyśmy wszystko... Znów było jak dawniej. Dochodziła 16.15. Pożegnałam się z Amandą, która poszła na spotkanie z Tomem. Ja tymczasem miałam jeszcze kilkanaście minut do swojego spotkania. Wzięłam do ręki tą przeklętą bransoletkę. Co z nią jest nie tak? Hm.Nagle spod mojego łóżka wyleciała księga zaklęć. Przeszły mnie ciarki. Sama się otworzyła a kartki leciały na sam koniec. W końcu zapanował spokój. Zbliżyłam się do księgi, wzięłam ją do ręki i znalazłam tam ciekawe zaklęcie. Wypowiedzieć je czy nie? Ciekawość była silniejsza! W księdze pisało, że trzeba wziąć przedmiot należący do ducha i ścisnąć go w dłoniach. Zrobione!. Następnie tylko się skupić i wypowiedzieć zaklęcie. Nic trudnego. Przynajmniej wtedy tak myślałam..
- Fosmatos Estones! - Powtarzałam w kółko i w kółko przez dobrych kilka minut. Otworzyłam oczy zmęczona tymi słowami. Nic się nie wydarzyło. Dlaczego? Spróbowałam jeszcze raz i jeszcze. Nic! Niech to szlag!
- Zrobiłaś to.. - Usłyszałam. Spojrzałam za siebie przestraszona. Kris stał kilka kroków ode mnie, wpatrzony w moją osobę jak w obrazek. Wyglądał jak przedtem. Tragicznie.
- Czego ode mnie chcesz? Jak mam mu pomóc?!
- Wypowiedziałaś zaklęcie - Ucieszył się - Nie sądziłem, że dasz radę...
- Mówiłeś, że masz mało czasu. Dlaczego? O co chodziło?
- Pojawiałem się tylko wtedy kiedy o mnie myślałaś. Robiłaś to nawet o tym nie wiedząc. Przez te zaklęcie, które wypowiedziałaś przed chwilą, mam więcej czasu na rozmowę z Tobą. Złapałaś ze mną kontakt poprzez moją bransoletkę, którą nosiłaś na ręku.
- Ja zaraz oszaleję...
- Jesteś jedyną osobą, która może mu pomóc.
- Ale jak do cholery?! Jak mam mu pomóc?! Ja nawet nie wiem nic o tej klątwie!
- Fabian to dobry chłopak. Wszystko sam Ci powie. Zapamiętaj tylko jedno. Cokolwiek się stanie, musisz mu pomóc. Nie zasługuje na takie życie. To nie była jego wina.
- Ale ja.. - Drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem. Spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam stojącego w progu Fabiana.
- Wiesz która godzina? - Spytał rozdrażniony.
- Powiedz, że to nie jego wina! - Wrzasnął Kris. Wystraszyłam się.
- Kris mówi.. że to nie Twoja wina.. - Wyszeptałam.
- On tu jest?! - Kiwnęłam potwierdzająco głową - Gdzie?
- Przed Tobą... - Stali od siebie może jedynie pół metra.
- Słyszy mnie?
- Tak... - Nagle moja księga znów zaczęła wariować i tym razem otworzyła się 20 stron dalej. Spojrzałam na kartkę z zaklęciem. Dotyczyło ono porozumienia się ludzi z duchem - Mam je wypowiedzieć? - Zwróciłam się do Krisa.
- Jeżeli chcesz, aby ze mną porozmawiał - Mój wzrok padł na czarnowłosego nastolatka. Przypomniałam sobie jaki smutek widziałam w jego wzroku. Jaki ból i cierpienie. Obwiniał się o śmierć przyjaciela.
- Nie wiem tylko czy dam radę...
- Zaklęcie będzie trwało tak długo, aż nie przerwiesz łącza między nami lub aż nie stracisz sił. W Twoim wypadku najdłużej będę mógł z nim być 3 - 4 godziny..
- Fabian? - Odezwałam się - Chcesz... spotkać się z przyjacielem..?
- Co? Jak? - Zdziwił się - Co Ty kombinujesz?!
- Umiem tego dokonać.. - Podeszłam do Krisa i wyciągnęłam obie dłonie ku jemu - Musisz się mnie złapać - Duch zrobił to, ale nie poczułam jego uścisku. Tak jakbym trzymała powietrze - Spędzicie ze sobą tyle czasu ile dam radę utrzymać czar. Fabian? Powodzenia - Posłałam mu ciepły uśmiech. Wzięłam głęboki oddech i skupiłam się na zaklęciu.
- Ashley.. - Wyrwał mnie z zamyśleń głos szatyna - To bezpieczne? Robiłaś to kiedyś?!
- Phesmatos elustro etinos! Phesmatos elustro etinos! - Wypowiedziałam ten czar 4 razy aż straciłam przytomność...

*Fabian*

- Ashley! - Wrzasnąłem. Szatynka straciła przytomność upadając na ziemię. Na szczęście zdążyłem złapać ją w ostatniej chwili. Trzymałem bezbronną dziewczynę w ramionach. Wyglądała słodko i tak niewinnie... - Ashley! Obudź się! Kurwa! - Usłyszałem, że ktoś idzie w moim kierunku. Wstałem na równe nogi w dalszym ciągu trzymając dziewczynę w ramionach. Szybkim ruchem wybiegłem z jej pokoju udając się wprost do swojego. Tom zniknął gdzieś z tą rudą lalką więc nikt nam nie będzie przeszkadzał. Położyłem nastolatkę na swoim łóżku chodząc po pokoju w tą i z powrotem. Nagle poczułem krew. Moja twarz zaczęła się zmieniać, zęby wydłużyły się o pare centymetrów. Spojrzałem na nią. Z jej nosa poleciał strumień czerwonej cieczy. Nie! Nie! Nie! To co zacząłem czuć, jest nie do opisania. Pachniała tak pięknie! Odskoczyłem na sam koniec pomieszczenia. Walczyłem sam ze sobą żeby tylko nie popełnić głupstwa.
- Fabian.. - Usłyszałem. Spojrzałem w tamtą stronę błyskawicznie. Budziła się. Chciałem podejść, chciałem zapytać jak się czuje, ale nie mogłem! Nie dałbym rady się pohamować... - Fabian.. - Powtórzyła. Tym razem jej głos brzmiał inaczej. Był gruby, męski..
- Kris? - Spytałem niepewnie. Otworzyła oczy. Otarła dłonią krew z twarzy i po chwili wstała na równe nogi.  Nasz wzrok się napotkał. Jej oczy nie były takie jak zawsze. Całe ciało wyglądało identycznie jak przedtem, jednak jej wzrok... - Kris.. - Powtórzyłem.
- Witaj przyjacielu... - Uśmiechnęła się i rozszerzyła ramiona w geście przywitania.
- Nie wierzę... - Zaśmiałem się jak głupi i rzuciłem w jej stronę mocno tuląc jej ciało do swojego - To naprawdę Ty! - Łzy szczęścia spłynęły po moim policzku. To było niesamowite! Od 2 lat po raz pierwszy mogłem porozmawiać z moim przyjacielem. Najlepszym przyjacielem. To najlepszy prezent w życiu jaki kiedykolwiek mogłem od kogoś dostać....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz