czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 16.

,, Boży Dar '' -

Siedziałam na łóżku cała roztrzęsiona. Miałam w dłoni tą rzecz, tą biżuterię, tą bransoletkę. Co teraz? Odetchnęłam głęboko. Dlaczego ten duch czy jak go tam można nazwać, ciągle mówi o niej? Co z nią jest nie tak? Rzuciłam się na łóżko zamykając oczy. Policzyłam do trzech. Gdy już trochę się uspokoiłam a moje serce przestało bić jak oszalałe, otworzyłam powieki. Zamarłam.
- Bransoletka! - Wyszeptał mi prosto w twarz. Nie wytrzymałam i zaczęłam wrzeszczeć jak oszalała.
- Kim jesteś?! - Dusiłam się własnym powietrzem.
- Kris...
- Kim jest Kris?!
- Ja... - Zniknął. Boże! Dygotałam płacząc jednocześnie. Mam już tego cholernie dosyć! Chodziłam po pokoju w tą i z powrotem, kiedy drzwi otworzyły się na oścież i zawiał potężny wiatr. Dostałam gęsiej skórki.
- Kto tam?!- Spytałam przestraszona. Znowu on? Ruszyłam krok do przodu, ale w tej samej chwili, zostałam pchnięta na ścianę. Obok mnie pojawił się Fabian, który zagrodził mi drogę ucieczki. Był ewidentnie wkurwiony i to bardzo mocno.
- Oddawaj mi moją własność - Warknął.
- Najpierw wyjaśnij mi to kim jest Kris!
- Mogę rozerwać Cię na kawałeczki wiedźmo..
- Jestem silniejsza - Odrzekłam stanowczym głosem. Wypowiedziałam zaklęcie, które odrzuciło go na drugą stronę pokoju. Wiedział, że sobie ze mną nie poradzi - Albo powiesz, ale sama sobie przeczytam to w Twojej głowie.
- Ty....
- Mów! - Wrzasnęłam. Serio miałam dość tego, że coś lub ktoś mnie nawiedzał kiedy tylko chciał. Jednak on milczał. Próbował wyrwać się spod mojego zaklęcia, ale mu się to nie udawało. Skoro tak to w porządku. Podeszłam do niego wolnym krokiem. Następnie dłońmi chwyciłam jego twarz a swoje oczy zamknęłam. Skupiłam się. Oczyściłam swój umysł ze wszystkiego, aby móc wejść do jego myśli i dowiedzieć się kim jest Kris. Tak też się po chwili stało. Byłam w jego głowie. To co tam ujrzałam było jedną z najstraszniejszych widoków w moim życiu....

< KILKA LAT TEMU. WSPOMNIENIA FABIANA >

- To co? Jedziemy? - Zapytał szatyn. Siedział w środku samochodu razem ze swoim najlepszym przyjacielem.
- Raczej! - Zaśmiał się brunet - Dawaj gazu i jedziemy! - Spojrzeli po sobie po czym Fabian odpalił silnik pojazdu. Ruszyli spod domu chłopaka - A gdzie Tom?
- W domu. Odrabia lekcje - Wzruszył ramionami - Nawet lepiej, że go nie ma. Tylko by marudził a tak, przejedziemy się i odstawimy brykę z powrotem do garażu.
- A no w sumie.. - Brunet włączył radio, ustawiając głośność na największą - Dokąd się wybieramy?!
- Jak najdalej stąd! - Wrzasnął ucieszony. Jechali autostradą 120/h. Z każdą chwilą przyśpieszali.
- Może zwolnij....
- Kris, jesteś facetem czy babą? - Posłał mu piorunujące spojrzenie - Co się może stać? - Tamten nic nie powiedział. Po kilkunastominutowej jeździe prostą drogą, Fabian wpadł w poślizg. Stracił panowanie nad kierownicą.
- Co się dzieje?!
- Nie wiem... Nie panuję nad tym! ...
-  Fabian! Rozbijemy się!
- Spokojnie! Wydostanę nas stąd! To moja wina!...
- Chcę, abyś wiedział, że...
- Kris! Zamknij się i nie mów jakby to był nasz koniec! Przeżyjemy!
- Ale to jest nasz koniec... - Wyszeptał chłopak, widząc, że samochód zjeżdżał coraz bardziej na bok. Auta jadące koło nich, przyśpieszały bądź zwalniały, byle by tylko ich wyminąć, jednak jeden pojazd jadący dokładnie kilka centymetrów od nich, nie zdążył ani zahamować, ani przyśpieszyć. Był za duży. Wjechali wprost  pod ciężarówkę....

Nie mogłam dłużej tego widzieć. Otworzyłam oczy roztrzęsiona. Spojrzałam na Fabiana. Nasz wzrok się napotkał a ja ujrzałam tam smutek i tęsknotę. On cierpiał.
- Zabiłeś go.. - Wyszeptałam zasłaniając usta ręką. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach a ja nie potrafiłam tego powstrzymać - Zabiłeś...
- Zamknij się! - Wrzasnął agresywnie - To był pierdolony wypadek! Nie chciałem tego! - Ku mojemu zaskoczeniu, kilka łez spłynęło także po jego policzkach. On płakał...- Nie chciałem tego... - Powtarzał w kółko. Rozkleił się na dobre. Wpadł w histerię. Zrobiło mi się go żal i nie mogłam na to patrzeć. Zerwałam czar, chociaż było to bardzo ryzykowne, ale nie zaatakował mnie, ani nic. Skulił się tylko pod ścianą i ciągle majaczył, że nie chciał tego.
- To nie jego wina - Usłyszałam za plecami. Obróciłam się jak oparzona. Spojrzałam brunetowi w oczy. A więc to duch... Wyglądał dokładnie tak samo jak w wspomnieniach szatyna. Był dzieckiem.. Chciałam się odezwać, ale mi wtrącił, kiedy tylko otworzyłam usta - Musisz mu pomóc. Potrzebuje Cię.
- Jak mam mu pomóc? - Wyszeptałam roztrzęsiona. Całe moje ciało dygotało.
- Przemień go z powrotem - Spojrzałam w jego czarne, puste oczy. Mówił całkiem poważnie. Przemienić? To w ogóle możliwe?!
- Ale w jaki sposób? - Nie odpowiedział ponieważ zniknął. Rozpłynął się. Kurwa! Mój wzrok z powrotem utkwił na wampirze. Byłam tak przejęta tym, że znowu odwiedził mnie duch, że nie zorientowałam się kiedy szatyn przestał mówić. Wpatrywał się we mnie oczekując aż mu wyjaśnię z kim rozmawiałam - Kris.. To Twój przyjaciel? - Spytałam niepewnie. Kiwnął głową.
- Skąd go znasz..? -Jęknął.
- Nawiedził mnie dziś kilka razy.... nie mam pojęcia czego chce.. - W jednej chwili wstał na równe nogi i stał teraz twarzą w twarz ze mną. Zrobił to tak szybko, że nawet go nie zauważyłam.
- Co powiedziałaś?
- Rozmawiałam z nim przed chwilą...
- Nie wierzę! - Wtrącił - Kłamiesz!
- Skąd bym go znała?
- Tom Ci opowiedział o nas! Powiedział Ci o klątwie!
- Nic mi nie powiedział - Warknęłam i odepchnęłam go od siebie - Mam już tego dość! Jakieś duchy mnie nawiedzają a wampir jest w moim pokoju! Albo mi wierzysz, albo spadaj stąd bo nie mam ochoty Cię oglądać! - Nie odpowiedział nic, tylko usiadł przytłamszony na moim łóżku.
- Co.. Co on od Ciebie chciał? - Wyszeptał wciąż nie patrząc mi w oczy.  Pomyślałam nim cokolwiek mu odpowiedziałam i wpadłam na genialny pomysł.
- Powiem Ci pod warunkiem, że opowiesz mi o klątwie - Mój ton głosu był stanowczy a wzrok pełen energii.
- Po co chcesz to do chuja wiedzieć?!
- Ponieważ Twój przyjaciel nawiedził mnie w związku właśnie klątwy, którą jakaś wiedźma na Ciebie rzuciłam... - Poczułam jak się mi przygląda - Tak, tak. Wiem co nie co - Wzruszyłam ramionami - Na dodatek wiem, że ma to coś wspólnego ze mną. Tylko ja mogę Ci pomóc, tak? Mogę Cię przemienić z powrotem w człowieka....- Między nami nastała chwila ciszy.
- Bransoletka... - Usłyszałam za plecami. Kurwa! Wystraszyłam się w cholere!
- Przestań mnie nachodzić! - Wrzasnęłam obracając się w jego stronę. O kurwa, fuck. Wyglądał inaczej. Był cały we krwi... Jego ciało było bardzo, ale to bardzo ,, zmasakrowane '', jakby przeżył jakiś wypadek lub coś podobnego. Twarz jego była cała obita i posiniaczona. Nos zmiażdżony. Obydwie ręce połamane a na nogach ledwo stał. Wzięło mnie na wymioty - Matko.. - Wyszeptałam zakrywając usta dłonią. Zebrało mi się na płacz. 
- Mój czas się kończy - Ledwo go słyszałam - Bransoletka... - Wskazał palcem na biżuterię leżącą na łóżku, następnie zniknął. Ja tymczasem spojrzałam na Fabiana. Nie potrafiłam otworzyć ust.
- Wszystko w porządku? - Spytał zaskoczony. Kiwnęłam przecząco głową. Ku mojemu zdziwieniu, przytulił mnie do siebie widząc jak bardzo jestem roztrzęsiona. Objął mnie przez co lepiej się poczułam. W jego ramionach miałam wrażenie, że jestem księżniczką własnego świata. Zatraciłam się w tym. Poczułam na brodzie jego dłoń, którą unosił wprost do góry tak, abym spojrzała mu w oczy - Jesteś ze mną bezpieczna.. - Wyszeptał jakby to miała być jakaś tajemnice. Śmieszne. Powiedział to facet, który jest wampirem, i który kilkakrotnie chciał mnie zabić. Jednak teraz? Naprawdę czułam się przy nim bezpieczne. Zapomniałam o wszystkim co kiedyś między nami zaszło.
- Fabian... - Sama nie wiedziałam co chcę powiedzieć, ale nawet nie dał mi dokończyć.
- Kurwa... Co Ty ze mną robisz? -  Zbliżył swoje wargi do moich składając na nich delikatny pocałunek. Był czuły i pełen pożądania. Całować to on potrafił! Ulala. Kiedy przestał, ja pociągnęłam go do siebie dłonią i tym razem to ja pocałowałam jego.
- Co tu się dzieje..? - Usłyszeliśmy głos mojej przyjaciółki. W jednej chwili odskoczyliśmy od siebie jakbyśmy zostali poparzeni czymś naprawdę gorącym. Weszła do pokoju zszokowana. Obok niej stał Tom. Spojrzałam na nią a na jej twarzy wyczytałam ,, Ja pierdole! Co tu kurwa się wyprawia?! ''
- Amanda.. - Odkaszlnęłam.
- No to ja już sobie pójdę - Fabian posłał mi uśmiech przez co opadła mi szczena. Było mu do śmiechu?! Popierdoliło go?! Ruszył wolnym krokiem do drzwi, kiedy pojawił się w nich Olivier.
- Wybierasz się gdzieś?- Zlustrował cały pokój a jego wzrok na końcu padł na mnie - Co tu się wyprawia?
- Przyszedłem odprowadzić dziewczynę - Wzruszył ramionami Tom.
- Ja też - Wtrącił Fabian i puścił mi oczko. Co on odpierdala?
- Urocze. Po pierwsze Zaltzman - Najpierw skierował się do blondyna - Jeszcze raz zobaczę, że tyle się całujecie z Baryzą, to dostaniecie naganę. Po drugie to jest jeden, duży problem. Chłopacy mają zakaz zbliżania się do tej części internatu.
- Olivier, daj spokój .. - Odezwałam się - Już sobie idą - Zmierzył mnie ostrym spojrzeniem przez co się zamknęłam.
- Zapamiętaj sobie, że masz sie do mnie zwracać ,, Preferze '' a teraz Wasza dwójka - Wskazał palcem na bliźniaków - Do dyrektora. Migiem - Fabian zbliżył się do bruneta tak, że stali oko w oko.
- Zapominasz o całym zdarzeniu. Przyszedłeś tu tylko po to, aby sprawdzić jak się mają dziewczyny. Nas nie widziałeś - Olivier kiwnął głową zahipnotyzowany - To nara - Szatyn machnął ręką na odchodnym. Poczułam łatwy dostęp do jego myśli. Dziwne. Skorzystałam z okazji i weszłam do jego umysłu. ,, O 17 BĄDŹ W OGRODZIE ''.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz