wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 2.

,, Boży dar ''  - Nowi uczniowie...

- Tak właściwie to dlaczego nie przyjechałaś z mamą? - Spytała Amanda kładąc się na swoje łóżko. Była jakaś taka smutna. Odkąd zabrałam ją z Jackiem spod jej domu, mało rozmawiałyśmy a ona zawsze jest rozgadana. Dojechałyśmy do szkoły jakieś 20 minut temu po czym od razu się zakwaterowałyśmy i udałyśmy do swoich pokoi.
- Nie mogła - Wzruszyłam obojętnie ramionami - Dużo pracy.
- Rozumiem.. Znam to.. - Uśmiechnęła się lekko. Spojrzałam w jej stronę i gdy już chciałam zapytać co się stało, nie zdążyłam - Zerwałam ze Stevenem... - Wypaliła szybko ni stąd i zowąd. Myślałam, że się przesłyszałam. Nigdy bym nie sądziła, że usłyszę to z jej ust.
- Co zrobiłaś? - Uniosłam jedną brew do góry mierząc ją spojrzeniem. Przecież byli parą idealną. Kochała go ponad wszystko. Czasem byłam nawet zazdrosna o to, że tak świetnie do siebie pasują i w ogóle. Nagle zdałam sobie z czegoś sprawę - Kiedy z nim zerwałaś?
- Dwa tygodnie temu...
- Co?! - Wrzasnęłam - Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiaduję?!
- Przepraszam, ale byłaś ciągle zajęta a ja nie potrafiłam o tym jeszcze mówić... Próbowałam Ci powiedzieć, ale zawsze robiłaś coś ważnego...
- Boże, Amanda... - Zdenerwowałam się co prawda, ale miała rację. Byłam zajęta unikaniem babci i nachalnej ciotki, które przygarnęły mnie do siebie w sierpniu. Dopiero wczoraj w nocy wróciłam do rodzinnego domu i nie widziałam się z przyjaciółką. Zawaliłam - Przepraszam, że nie było mnie przy Tobie.. - Zbliżyłam się do niej tuląc jej kruche ciało do swojego - Dlaczego to zrobiłaś? - Spytałam. Czułam, że Amanda zaraz wybuchnie płaczem.
- On.. Zdradził mnie.. - Wyszeptała i się rozpłakała.
- Słucham...? - Warknęłam agresywnie.
- Ashley, spokojnie.. To już nie ma znaczenia. Zerwałam z nim..
- Jak on mógł to zrobić?! Z kim?!
- Nie znam jej... To było na jednym z ognisk. Zachorowałam i powiedziałam, że nie idę, ale jemu kazałam iść. Nie chciałam, aby przeze mnie się nudził w domu. Na początku nie chciał iść, ale potem zadzwonił Eryk i go namówił. Miał wrócić do mnie jakoś po północy, ale on nie wracał ani nie odbierał ode mnie telefonu. Bałam się, że coś się stało.. - Przerwała a następnie wstała na równe nogi i chodziła w tą i z powrotem po pokoju - Ubrałam się ciepło i pojechałam tam - Jej głos zaczął drżeć i stawał się coraz słabszy - Stał pod drzewem z jakąś dziewczyną. Dotykał ją po cyckach, nogach.. i się całowali... Kiedy krzyknęłam jego imię, spojrzał na mnie po czym się zachwiał. Był nawalony i to bardzo. Ledwo stał na nogach..Wtedy w jednej chwili moje uczucia do niego się zmieniły. Nie wiem na jakie, ale czułam do niego obrzydzenie.. Powiedziałam tylko, że to koniec między nami bo tylko to udało mi się wtedy wykrztusić i odeszłam.. Dzwonił przez cały tydzień, ale nie odbierałam ani nie odpisywałam. Nie widziałam go od tamtego czasu..
- Jezu.. Nie wiem co powiedzieć...
- Daj spokój - Otarła dłonią łzy - Obiecaj mi tylko, że nic mu nie zrobisz.
- Żartujesz?! Zabije dupka!
- To Twój przyjaciel.. Nie chcę, abyście przeze mnie przestali się przyjaźnić.
- Nikt nie jest ważniejszy od Ciebie a za to co Ci zrobił, powieszę go!
- Przestań. Nie chcę więcej o nim słyszeć. To już rozdział zamknięty dla mnie..
- Mogę zadać Ci pytanie? - Spytałam. Byłam wkurwiona i to bardzo. Przyjaźniłam się z nim, ale jak on mógł ją zdradzić?! Amandę, którą tak bardzo kochał?! Ona go tak kochała! Zabije dupka..
- Pytaj.
- Czujesz dalej coś do niego? - Nie wiedziałam czy dobrze robię, ale musiałam to wiedzieć. W sumie znałam odpowiedzieć gdy tylko spojrzałam jej w oczy. Kochała go dalej, ale nigdy mu nie wybaczy.
- Nie wiem.. - Wtedy usłyszałyśmy jak ktoś puka do drzwi. Amanda szybko się ogarnęła kiedy do pokoju wszedł nasz opiekun.
- Jeszcze nie rozpakowane? - Spytał, rozglądając się dookoła. Nazywał się Olivier. Był bardzo przystojny a połowa dziewczyn za nim latała chociaż był starszy ode mnie o 6 lat.
- Już kończymy.. - Odparłam.
- Za pięć minut na holu głównym - Rzekł po czym wyszedł trzaskając drzwiami.
- A jak tam było u babci? - Spojrzałam na przyjaciółkę. Nie chciała rozmawiać dłużej o Stevenie a ja to doskonale rozumiałam.
- Szkoda gadać.. - Machnęłam ręką - Nie wiem dlaczego one nie rozumieją, że ja tego wszystkiego nie chcę..
- Przesadzasz. Ja bym chciała być na Twoim miejscu.
- Dziś rano jak rozmawiałam z mamą, znów to zrobiłam. Czytałam jej w myślach.. To było tak jakby ona do mnie normalnie mówiła...
- Czad!
- Wcale nie! Nie chcę tego! - Znów usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Zaśmiałyśmy się a następnie opuściłyśmy nasz pokój, udając się do holu głównego gdzie czekali na nas wszyscy uczniowie. Sporo było nowych. Każdy kogo znałam, mówił mi cześć i pytał jak tam spędziłam wakacje. Ci nowi wypytywali się swoich znajomych kim jesteśmy, kim ja jestem i to mnie trochę bawiło. Co roku to samo. Natomiast Amanda rozglądała się nerwowo po pomieszczeniu a ja wiedziałam o co chodzi. Bała się go spotkać - Wszystko będzie dobrze - Wyszeptałam.
- Wiem - Odparła mało przekonywując mnie do swoich słów. Wiedziałam, że boli ją ta cała sytuacja i, że bardzo cierpi. Naprawdę go kochała...Zorientowałam się, że nie mam telefonu. Niech to szlag.
- Zapomniałam telefonu. Zaraz wrócę.
- Jak Cię złapią...
- Spokojnie - Uspokoiłam ją - Za chwilę będę - Puściłam do niej oczko wraz ze słodki uśmieszkiem i po cichu wymknęłam się z tego całego tłumu. Nie było łatwo, ale dałam radę. Teraz szłam wolnym krokiem w stronę swojego pokoju, kiedy wpadłam na Stevena.
- Cześć - Uśmiechnął się jakby nigdy nic. Miałam ochotę go pobić - Widziałaś Amandę? Szukam jej wszędzie... - Nie dokończył ponieważ nie wytrzymałam i z całej siły uderzyłam go z pięści w twarz. Zachwiał się na nogach po czym zleciał na ziemię. Nie sądziłam, że mam aż tyle siły w sobie.
- Co do chuja...?!
- Jak mogłeś to zrobić?! - Wykrzyczałam.
- Uspokój się bo ktoś nas usłyszy!
- W dupie to mam! Jesteś dupkiem! - Znów chciałam się na niego rzucić, ale wtedy szafki uczniów stojące obok nas, otworzyły się z wielkim hukiem. Moja wściekłość rosła co nie było dobrym posunięciem. Rozejrzałam się dookoła, on także. Wystraszył się.
- Daj mi się wytłumaczyć.. - Przerwał ciszę.
- Przelizałeś inną? - Zapytałam ostrym tonem głosu. Jeżeli powie, że tak, skopię mu dupę, jeżeli nie, to go wysłucham a potem skopię dupę za kłamstwo. Tak czy siak dostanie - Przelizałeś?! - Wrzasnęłam gdy nie odpowiadał.
- Tak.. - Wyszeptał spuszczając ze mnie wzrok. Podeszłam do niego po czym spojrzałam mu w oczy.
- Jesteśmy przyjaciółmi, ale Amanda zawsze będzie na pierwszym miejscu. Zraniłeś ją przez co zraniłeś mnie..
- Ashley... - Zamachnęłam nogą w tył a następnie wycelowałam celny strzał z buta w jego samo krocze. Zawył z bólu. I dobrze. O to chodziło.
- Nie zbliżaj się więcej do niej. Nie zasługujesz na nią.. - Warknęłam i zdenerwowana odeszłam. Szłam teraz wolnym krokiem oddychając nierówno, kiedy dostrzegłam, że ktoś za mną idzie. Spojrzałam w jego stronę, ale w ogóle go to nie obchodziło.
- Agresywna jesteś - Odezwał się w końcu.
- Śledzisz mnie? - Stanęłam opierając ręka o rękę.
- Nie. Przyszedłem pogratulować tego jak skopałaś dupę temu typkowi - Uśmiechnął się.
- Należało mu się.
- Słyszałem. Ja bym nigdy nie zdradził swojej dziewczyny. Masz rację, dupek - Nie wytrzymałam i się zaśmiałam. Całkiem spoko koleś. Krótkie, czarne włosy. Dobrze zbudowana sylwetka. Przystojny - Tomasz Romuel, ale znajomi mówią mi Tom - Podał mi dłoń w geście zapoznawczym.
- Ashley Rebel - Odwzajemniłam to - Więc jesteś nowym uczniem?
- Raczej tak. Trzecia A. A Ty?
- Też... Będziemy razem chodzić do klasy.
- Miło - Puścił mi oczko przez co miałam dziwne wrażenie, że ze mną flirtuje.
- Czy Ty...
- Nie - Wtrącił szybko - Nie śmiałbym - Zaśmiał się - Nie obraź się, ale nie jesteś w moim guście.
- Uff, to dobrze - Naprawdę. Ucieszyłam się, że na mnie nie leci jak większość tych głupich chłopaków.
- Ale to nie znaczy, że nie jesteś bardzo ładna - Zlustrował mnie całą od stup do głowy przez co się zaczerwieniłam. Polubiłam go.
- Właściwie co tu robisz? Apel jest.. - Zmieniłam szybko temat.
- Szukam brata. Same z nim kłopoty - Wzruszył ramionami.
- Masz brata? Też tu będzie chodził?
- Dokładnie tak.Niestety...- Rozbawiłoby mnie to gdyby wypowiedział te słowa w żarcie, ale jego głos był przez chwilę poważny i zakłopotany. Ciekawe co to miało znaczyć - Wkrótce go pewnie poznasz.
- Nie mogę się już doczekać.
- Skoro jest apel to co Ty tu robisz? - Teraz to on zmienił temat jakby moje słowa mu się nie spodobały.
- Właście idę do pokoju po telefon. Zapomniałam - Wzruszyłam ramionami.
- Nie będę przeszkadzać w takim razie. Mam nadzieję, że do zobaczenia potem - Machnął ręką i odszedł. Stałam tak przez chwilę w lekkim szoku, ale szybko się otrząsnęłam i rozbawiona ruszyłam do przodu. Nuciłam sobie pod nosem pewną piosenkę, kiedy dostrzegłam na końcu przeciwnego korytarza jakiegoś chłopaka. Tom? To był on. Taki sam jak przed chwilą, ale co on tam robił? Przecież widziałam jak szedł w przeciwną stronę z jakieś 5 minut temu. Jak to możliwe?
Spojrzał w moją stronę a nasz wzrok się napotkał. Włosy na rękach stanęły mi dęba.
- Co Ty tu robisz, Rebel? - Usłyszałam za plecami. Zaklęłam pod nosem. Obróciłam się wolnym krokiem za siebie i posłałam lekki uśmiech w stronę osoby stojącej na przeciw mnie.
- Co słychać? - Spytałam udając głupią.
- Wiesz, że masz kłopoty, prawda? - Kiwnęłam potwierdzająco głową. Olivier założył ręka na rękę i oparł się o ścianę. Ja tymczasem spojrzałam w stronę Toma, który jeszcze niedawno stał na końcu korytarza, ale już go tam nie było. Dziwne jak on się tam w ogóle znalazł....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz