Rozdział 23.
,, Boży Dar '' -
Siedziałam w swoim pokoju. Impreza urodzinowa skończyła się tym, że Pam trafiła do szpitala. Moja wina? Teraz mam to w dupie. W głowie wciąż lekko mi szumi od ilości alkoholu a to co wydarzyło się przed budynkiem szkoły, doprowadziło mnie do szału.
- Ashley! Co się z Tobą dzieje?! - Wyrwał mnie z rozmyśleń głos przyjaciółki. Była tuż obok mnie.
- Wszystko dobrze.. - Warknęłam. Nie miałam ochoty na rozmowy.
- Co jeżeli jej coś się stało?!
- Mam to w dupie...
- Wiem, że jej nienawidzisz, ale...
- Nie ma żadnego ale! - Wrzasnęłam a drzwi od pokoju, otworzyły się z wielkim hukiem. Nawet nie zwróciłam na to uwagi. Przed oczyma miałam tylko tą scenę, kiedy Fabian oskarżył mnie o to, że lecę na niego oraz na Oliviera. To, że Olivier mnie pocałował oraz to, że ta wredna szmata odważyła się zatańczyć z moim zespołem, na mojej imprezie, na moich urodzinach!
- Uspokój się... - Wyszeptała drżącym głosem.
- To mnie nie denerwuj - Odparłam ostrym tonem głosu. Westchnęłam i już chciałam się położyć, kiedy do pomieszczenia wszedł Tom. Jeszcze jego tu brakowało.
- Wszystko w porządku? Słyszałem hałas...
- W jak najlepszym - Wtrąciłam. Działał mi na nerwy. Amanda podeszła do mnie i chwyciła mnie za dłoń.
- Ashley, proszę.. Uspokój się..
- Zostaw mnie! - Skierowałam w jej stronę swoją dłoń przez co poleciała do tyłu. Spadła na łóżko.
- Ashley! - Wrzasnął blondyn, który od razu podbiegł do swojej dziewczyny - Co Ty wyrabiasz?! - Rozejrzałam się dookoła. Matko.. Czy ja? Zaatakowałam Amandę..
- Ja... - Łzy naleciały mi do oczu - Przepraszam... - Spojrzałam na przyjaciółkę. Była przerażona. Nie mogłam do niej podejść, nie po tym co zrobiłam - Vincento Extutive! - Wyszeptałam i po chwili zniknęłam słysząc tylko krzyk Amandy, wywołującej moje imię...
Miejsce o którym pomyślałam to domek gdzie przywiózł mnie Fabian. Był pusty tak jak przypuszczałam. I dobrze. Potrzebowałam teraz samotności jak nigdy przedtem....
Położyłam się na podłodze i rozmyślałam o wszystkim co dotychczas wydarzyło się w moim życiu. Tyle się pozmieniało... Przecież całe moje życie obróciło się o 360 stopni. Nim zorientowałam się która godzina, na dworze już było ciemno.
- Obiecałaś.. - Usłyszałam. Podskoczyłam w jednej chwili czując jak moje serce zaraz wyskoczy mi w klatki piersiowej.
- Kto tu jest?! - Wrzasnęłam. Ledwo co widziałam - Phesmatos - Wyszeptałam a wokół mnie powstał duży ogień. Nie bałam się go. Nic nie mógł mi zrobić bo to ja miałam nad nim pełną kontrole.
- Obiecałaś! - Przede mną wyłonił się ni stąd ni zowąd chłopiec.
- Kris...
- Dlaczego nie dotrzymujesz słowa? .. - Wzrok miał pusty, pełny smutku i bólu.
- Jak Ty się tu... Przecież miałeś zniknąć na zawsze!
- Najpierw muszę wypełnić zadanie, pamiętasz?
- Ale...
- Fabian dalej obwinia się o moją śmierć.. Zadanie zostanie wykonane jeśli Ty dotrzymasz swojej obietnicy..
- Czyli przemienienia go w człowieka...
- Jestem tu bo o mnie pomyślałaś. Inaczej by mi się nie udało przedostać. Zrób to puki możesz, puki on Ci pozwala. Nie marnuj czasu!
- Puki mi pozwala? - Zdziwiłam się.
- Bardzo mało wiesz... To dla niego lepiej.. Pośpiesz się nim będzie za późno! - Wykrzyczał i zaraz po tym zniknął. Ma rację. Obiecałam. Muszę dotrzymać słowa. Muszę jak najszybciej rzucić to przeklęte zaklęcie i go uwolnić. Jestem jedyną osobą, która może mu pomóc. Która musi to zrobić!..
*Fabian*
Czemu do jasnej cholery nie mogę przestać o niej myśleć?! Z całej siły uderzyłem szklaną kulą w ścianę. Tak być nie może do chuja!
- Kurwa! - Krzyknąłem. Nie mogłem opanować swoich nerwów. Jeszcze ten pocałunek z tym debilnym prefektem.. O nie. Nie zostawię tak tego. Muszę dowiedzieć się jak było naprawdę. Przeszukałem całą szkołę aż w końcu znalazłem to czego szukałem. Olivier szedł wolnym krokiem wzdłuż jednego z korytarzy. Był sam co było mi bardzo na rękę.
- Szukałem Cię Romuel - Zwrócił się do mnie, kiedy tylko mnie zobaczył.
- No popatrz. Ja Ciebie też - Uśmiechnąłem się. Nie pozostał mi dłużny co doprowadziło mnie do jeszcze większego szału.
- Słuchaj szczeniaku - Zaczął. Nie pozwoliłem mu dokończyć, tylko przywarłem go do ściany tak mocno, że aż jęknął z bólu. Nie wykorzystałem całej swojej siły bo już by nie żył, ale postarałem się o to, aby cierpiał.
- To Ty mnie posłuchaj. Co wydarzyło się między Tobą a Ashley?!
- Puszczaj...! - Warknął.
- Mów! - Spojrzałem mu w oczy a on zaczął się w nich zatracać.
- Nic mnie z nią nie łączy...
- To jakim chujem się całowaliście?!
- To ja ją pocałowałem.
- Ty ją? - Myślałem, że zaraz trafi mnie szlag - A ona ? Co na to?!
- Próbowała mnie odepchnąć. Byłem silniejszy..
- Ty śmieciu.. - Z całej siły uderzyłem go z pięści w twarz. Zleciał na podłogę a ja dałem ponieść się emocjom.Pozwoliłem, aby moja zła natura wzieła nade mną górę. Kły wydłużyły mi się automatycznie a chytry uśmieszek wskoczył na moją twarz. Nie wytrzymałem. Rzuciłem się na niego sącząc jego krew jak opętany.
- Puść go! - Słyszałem jakieś odgłosy za mną, ale miałem je głęboko w dupie. Byłem głodny i wkurwiony na tego skurwiela - Puść! Fabian! Do cholery! puszczaj!
- Puść go! - W mojej głowie rozbrzmiał stanowczy i poważny ton głosu. Przestałem. Spojrzałem za siebie. Tom i Amanda. Łeb zaczął pękać mi w pół. Ten pierdolony naszyjnik.
- Zabije Cię! - Warknąłem i chciałem się do niej dobrać, ale ta jebana biżuteria mi na to nie pozwoliła. Zamiast tego, skuliłem się jak piesek nie mogąc nawet się ruszyć.
- Zostawcie go - Ten głos przebił wszystko. Ze wszystkich sił jakie jeszcze w sobie miałem, mój wzrok skierował się w stronę dziewczyny, która ni stąd ni zowąd się pojawiła - Ogłuchliście?
- Ashley... - Wyszeptała zdezorientowana Amanda - On zaatakował Oliviera!
- To nie jego wina. To przez tą klątwę.
- Ty go bronisz...?
- Pomagam mu. Za niedługo wszystko się skończy - Nie słuchając nic więcej, rzuciła zaklęcie, które przeniosło mnie wraz z nią do tego samego opuszczonego domu co wtedy. Ból głowy minął, uczucie głodu także. Dostrzegłem, że szatynka trzyma w dłoni księgę zaklęć. Co ona do chuja robi?!
- Co Ty zamierzasz zrobić? - Przeraziłem się.
- Obiecałam coś Krisowi. Dotrzymam tego słowa.
- Co? - Parsknąłem - Jak to obiecałaś mu coś? Co?
- Że przemienię Cię w człowieka.
- Nie możesz...
- Sam tego przecież chciałeś. Dlatego mnie poznałeś, abym Ci pomogła.
- Tak, ale..
- Ale co? - Wtrąciła - No co?! - Nie odpowiedziałem. Jak miałem powiedzieć, że jeśli rzuci to zaklęcie to nie przeżyje choćby nie wiem co wymyśliła? Dusza wampira za duszę człowieka. Tak musi być i już! - Ty coś ukrywasz przede mną...
- Nie... - Nie dała mi dokończyć ponieważ poczułem jak ktoś mąci mi w głowie. Próbowała wedrzeć mi się do moich myśli, do mojego mózgu.
- Przestań! - Walczyłem, ale była silniejsza. Miała nade mną przewagę. Dostrzegłem w jej dłoni mały kamyczek. Świecił się. Musiała czerpać z niego moc skoro tak łatwo mogła sobie ze mną poradzić.
- Wiem, że kobieta, która rzucała to zaklęcie zginęła od braku siły. Ale ja jestem potężna. Czuję, że może się udać.
- Ashley do cholery! Nie pozwalam Ci na to.... - Chciałem odejść, ale powstrzymała mnie. Poczułem jak nie mogę się ruszyć - Co Ty robisz? - Spytałem ostrożnie przyglądając się jej ruchom.
- Przykro mi. Nie potrzebuję Twojej zgody na to...
- Ashley!
- Funder ashe milorche! - Zakręciło mi się w głowie. Zacząłem popadać w głęboki sen.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz