środa, 4 marca 2015

Rozdział 20.

,, Boży Dar '' -

*Ashley*

- Romuel, coś Ty powiedział ? - Warknął Olivier, kiedy tylko usłyszał słowa swojego podopiecznego. Fabian natomiast z każdą chwilą wyglądał gorzej.
- Fabian, proszę.. - Wyszeptałam łapiąc go za rękę. Czułam jak wpada w furię.
- Zjeżdżaj stąd... - Wydyszał, zakrywając swoją twarz.
- Co się dzieje z Twoją twarzą?.. - Pyta zaskoczony prefekt. Zaczyna się do nas zbliżać a ja wpadam w panikę. Chyba coś zauważył. Podbiegam do niego i staram się zatrzymać to dobrze zbudowane, duże, ale jakże szczupłe ciało. Na nic.
- Stój.. Nie możesz się do niego zbliżać! - Krzyknęłam mu wprost do ucha.
- Co tu się dzieje do cholery?! - Odepchnął mnie tak, że zleciałam na ziemię. Nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Był skupiony tylko i wyłącznie na Fabianie. Pisnęłam z bólu. To był błąd. Szatyn widząc mnie w takim stanie, stracił nad sobą pełną kontrolę. Nawet nie próbował z tym walczyć. Jego twarz przybrała najokropniejszy z możliwych wyrazów.  Spojrzał tylko morderczo na starszego od siebie mężczyznę i rzucił się na niego wykonując przy tym wysoki skok w powietrzu.
- Nie! - Wrzasnęłam. Szybko wstałam na równe nogi nie mogąc patrzeć na to jak Fabian bije bruneta - Proszę! Przestań! - Ale moje słowa do niego nie docierały. Teraz to ja rzuciłam się na niego odpychając jego twarde jak skała ciało i stanęłam przed leżącym na ziemi Olivierze. Był roztrzęsiony a z jego szyki spływała czerwona ciecz. Został ugryziony! - Olivier?! Wszystko gra?! - Kucnęłam płacząc jednocześnie. Chłopak wyglądał źle. Naprawdę - Olivier!
- Ja... -  Wydyszał tylko te słowa.
- Coś Ty zrobił?! - Tym razem zwróciłam się do Fabiana. Widząc krew, jeszcze bardziej nie mógł się powstrzymać. Zawarczał. Upadłam, cofając się do tyłu. Serce biło mi jak oszalałe. Szedł w moim kierunku, przechylając głowę to w prawo to w lewo - Proszę.. Uspokój się.. Nie chcę z Tobą walczyć..
- Powalczmy - Zaśmiał się chytrze.  Przeszły mnie ciarki - Lubię kiedy nie jesteście łatwe - Jednym ruchem znalazł się przy mnie. Spanikowałam. Zrobił to tak szybko, że nie wiedziałam jakie mam wypowiedzieć zaklęcie. Następnie ścisnął mnie z całej siły za ramię. Dalej nic nie robiłam - Walcz! - Wrzasnął.
- Nie.. - Wymamrotałam z trudem. Zaczął mną szarpać. Podniósł mnie z ziemi na równe nogi przez co zmuszona zostałam, aby spojrzeć mu w oczy. Ponownie się rozpłakałam. Zaczął mrugać a ja dostrzegłam w jego oczach dobrego chłopaka, cichego, cierpiącego. Nie potworną bestię jaką jest teraz.
- Fabian.. To ja.. Ashley...
- Jesteś wiedźmą! - Nie czekając na nic więcej, odepchną mnie kilka kroków dalej od siebie. Zachwiałam się, ale nie upadłam - Ktoś taki jak Ty nic dla mnie nie znaczy - Jego kły wydłużyły się maksymalnie. Wiedziałam co chciał zrobić. Był wpatrzony w moją szyję - Ale za to tak pięknie pachniesz...- Znów znalazł się przy mnie i już był gotowy do ataku. Stałam ciągle sparaliżowana. Każda część ciała odmawiała mi posłuszeństwa.
- Zostaw ją! - Usłyszałam w oddali głos przyjaciółki. Jak ona się tu znalazła?
- Co się z Tobą kurwa dzieje?! - Krzyknął Tom, biegnący tuż przy niej. Stanęli parę metrów od nas. Amanda była przerażona bardziej ode mnie. Jej naszyjnik zaczął dziwnie świecić. Nagle mnie puścił. Ku mojemu zdziwieniu, klęknął łapiąc się za głowę. Zawył z bólu.
- Co się dzieje?! - Wystraszyłam się. To ten naszyjnik. No tak.
- Ashley! Chodź ! Szybko! - Spojrzałam na rudowłosą piękność a potem na szatyna, który zwijał się z bólu.
- Przestań! - Rozkazałam jej - Robisz mu krzywdę! - Kucnęłam przy wampirze obejmując go swoim ciałem. Był taki zimny - Zostaw go!
- Słucham? - Nie wierzyła w to co mówię. Zresztą ja także. Słowa same wychodziły z moich ust. Nie kontrolowałam tego.
- Proszę.. Zostawcie nas samych...
- Żartujesz?! To potwór!
- Nie! Nie znasz go...
- Ja go znam - Wtrącił Fabian - Wiem jaki on jest. Trzymaj się od niego z dala..
- Nie! - Wydarłam się tak mocno, że na około nas pojawił się ogień. Traciłam nad sobą kontrolę.
- Boże Ashley, co się z Tobą dzieje? - Wyszeptała Amanda zakrywając usta dłonią - A co z Olivierem? - No tak. Matko, zapomniałam! Przecież jest ranny w szyję. Co jak się wykrwawi? Westchnęłam ciężko, aby moje serce nie biło tak szybko jak w tym momencie. Po chwili podziałało. Ogień opadł a moje emocje razem z nim. Fabian w dalszym ciągu cierpiał, ale oprócz mnie kogo to obchodziło? Nie mogłam tak zostawić tej dwójki. Nigdy w życiu!
- Amando.. - Spojrzałam na nią - Zaufaj mi.. Wracaj do szkoły..
- Ale...
- Proszę! - Warknęłam zrozpaczona. Spojrzała mi w oczy. Wiedziała, że mówię całkiem poważnie i, że dam sobie radę.
- Ale od razu masz do mnie przyjść! Za...
- Będę za 30 minut. A teraz idźcie!
- Jesteś pewna? - Przeszyłam Toma na wskroś. Kiwnęłam potwierdzająco głową a oni odeszli. No więc teraz trzeba przejść do trudniejszych rzeczy. Szatyn wstał na nogi już trochę ogarnięty. Ból minął gdy tylko Amanda odeszła.
- Dlaczego to zrobiłaś? - Spytał bardzo, ale to bardzo zdziwiony moim zachowaniem.
- Co? - Udałam, że nie rozumiem.
- Dlaczego mi pomogłaś mimo, że znów Cię zaatakowałem...
- Fabian - Wtrąciłam mu - Teraz to najmniej ważne. Trzeba pomóc Olivierowi.. Krwawi ...
- Zajmę się tym - Rzekł a potem podszedł do mężczyzny leżącego na ziemi. Nie reagował na nic, ale żył. Szatyn ugryzł się w nadgarstek tak, że zaczęła lecieć mu z niego krew. Następnie zrobił tak, by prefekt napił się jego krwi.
- Co Ty...
- Wszystko będzie dobrze - Wtrącił. Nie powiedziałam nic więcej. Zaufałam mu. Kilka minut później z jego rany na szyi nie zostało nic - Jak Ty to zrobiłeś?! - Nie ukrywałam zdumienia.
- To moja krew - Wzruszył ramionami - Potrafi leczyć. Zabierając komuś życie, mogę podarować je komuś innemu.. - Pochylił się nad twarzą Oliviera, który po kilku kroplach czerwonej mazi Fabiana, ocknął się jakimś cudem - Zapominasz o wszystkim co tu się stało. Patrolowałeś szkołę a gdy nic złego nie dostrzegłeś, wracasz do pokoju. Rozumiesz?
- Tak.. - Wyszeptał brunet.
- Dobrze. Teraz zjeżdżaj - Olivier wstał chwiejąc się trochę. Spojrzał jeszcze tylko na mnie - Odprowadzić Cię?
- Jaa.. Sama sobie poradzę - Posłałam mu ciepły uśmiech mimo tego, że był nieszczery. Nie miałam ochoty teraz na śmiechy i wygłupy.
- Do jutra.. - Machnął mi i w końcu poszedł do środka budynku. Stałam teraz sam na sam na świeżym, chłodnym powietrzu z wampirem, który jeszcze niedawno chciał mnie ugryźć. Zaczęłam się śmiać.
- Wszystko w porządku...? - Nie rozumiał mojego dziwnego zachowania. Chciał do mnie podejść, ale szybko się odsunęłam.
- Nie zbliżaj się do mnie! - Wzięłam głęboki oddech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Dłonią przeczesałam nerwowo włosy.
- Przepraszam...
- Za co?! Za to, że się na mnie rzuciłeś czy za to, że prawie go zabiłeś?! Ja.. Już sobie z tym nie radzę! - Teraz się rozpłakałam - Wiem, że to ta klątwa, ale do cholery! Polubiłam Cię! Tak, dobrze słyszysz! Tylko, że też się Ciebie boję.. Nie chcę z Tobą walczyć..
- Ja z Tobą też nie.. Nie panuję nad tym - Zaklął pod nosem i chodził w tą i z powrotem.
- Lepiej będzie jak sobie pójdę... - Chciałam odejść i już ruszyłam do przodu, ale wtedy jednym ruchem znalazł się tuż przede mną. Wystraszyłam się, serce mi przyśpieszyło - Osza.... - Nie dokończyłam ponieważ chwycił mnie za głowę i pocałował wprost w usta. Zadrżałam. Miły gest. Odwzajemniłam pocałunek od razu a on się tylko uśmiechnął. To było niesamowite. Kiedy oderwał się ode mnie zaczerpując trochę powietrza, spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Wiesz, że w każdej chwili mogę Cię zahipnotyzować, prawda?
- A wiesz, że ja mogę w każdej chwili wejść Ci do głowy, prawda? - Zaśmiał się na co ja także - Pomogę Ci..
- W czym? - Zdziwił się. Na to ja podeszłam do niego tak blisko, że czułam na sobie jego oddech. Następnie wspięłam się na palcach, aby dokładnie usłyszał moje ciche słowa.
- Przemienię Cię z powrotem w człowieka.. - Uśmiechnęłam się i wtuliłam w jego ramiona. Myślałam, że się ucieszy na co on odwrócił głowę w bok i ledwo co mnie objął. Zrobiło mi się smutno.
- Jest już późno. Wracaj do pokoju..
- Co? - Uniosłam brew do góry.
- Dobranoc - Pocałował mnie w czoło i zniknął. Stałam jak kamień nie wierząc w to, że mnie tak zostawił, ale zrobiło się mroźniej więc czy tego chciałam czy też nie, wróciłam do swojego pokoju gdzie już czekała na mnie Amanda. Opowiedziałam jej wszystko. Płakałam a ona tuliła mnie do siebie dając przy tym otuchy.
- On Ci się podoba.. - Podsumowała.
- Co? Nie! - Broniłam się, ale coś mi to nie wychodziło.
- Jesteśmy przyjaciółkami. Bądź ze mną szczera... Wiesz, że podoba mi się Tom i, że jesteśmy razem i chcę, abyś Ty mi też...
- Czuję coś do niego! - Krzyknęłam zasłaniając dłońmi ręce.
- Wiedziałam.. To nie będzie nic dobrego..
- Nie chcę o tym gadać. Chcę się umyć i iść spać. Mam dość na dziś - Rzuciłam w nią poduszką i ruszyłam do łazienki wziąć prysznic. Potem wskoczyłam do swojego ciepłego łóżka i zamknęłam oczy. Przed zaśnięciem usłyszałam myśli przyjaciółki: ,, TA MIŁOŚĆ CIĘ ZNISZCZY... '' ...
Obudziłam się następnego dnia wielkim krzykiem Amandy. Otworzyłam oczy wkurzona jej zachowaniem, ale nawet nie dała mi dojść do głosu.
- Spójrz! Dostałaś coś! - Przetarłam dłonią oczy.. Heee? Na komodzie obok łóżka leżało pudełko owinięte kokardką.
- Co to? - Zdziwiłam się.
- Jak to co?! Prezent! Pewnie od wielbiciela jakiegoś! - Zaśmiała się - Zobacz ! Szybko! - Była bardziej podekscytowana niż ja. No tak. Dziś nie jestem już 16stką tylko pełną 17stką. Ale ten czas szybko leci... Kilka sekund później, wzięłam do ręki drewniany przedmiot a pod nim leżała mała karteczka. Tak zwany liścik.

,, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO CZAROWNICO.
DZIEŃ SIĘ DOPIERO ZACZĄŁ :) :*.
FABIAN.''

Amanda od razu zmieniła swoje nastawienie do tego prezentu, ale dalej była ciekawa co to jest. Wreszcie otworzyłam pudełko. Nie wierzyłam w to co widzę. W środku był złoty naszyjnik z nawieszką kła wampira oraz moim imieniem na tym kle. ,, Ashley ''.
- Śliczny... - Wyszeptałam czując, że chce mi się płakać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz