Rozdział 22.
,, Boży Dar '' - Impreza urodzinowa
*Ashley*
- Ashley, wstawaj - Usłyszałam znajomy mi
głos. Otworzyłam niechętnie oczy. W głowie mi szumiało i niezbyt dobrze
się czułam. Opuściłam taksówkę, która odjechała a ja rozejrzałam się
dookoła. Wciąż świat mi się kręcił przed oczyma.
- Co... Co się stało? - Nagle zorientowałam się, że jestem cała mokra.
- Jak się czujesz?
- Co mi się stało? - Wystraszyłam się. Alkohol wciąż dawał mi o sobie znaki.
- Upiłaś się.. - Mruknął zdenerwowany - Chodź, pomogę Ci - Chwycił mnie za ramię, ale od razu mu się wyrwałam. Chciałam sama dojść do szkoły. Kiedy tylko ruszyłam krok do przodu, zachwiałam się i prawie upadłam na ziemię. Na szczęście Fabian był przy mnie - Może jednak? - Spojrzałam na niego spode łba. Wyglądał ślicznie. Księżyc tak pięknie współgrał z jego włosami a ten zapach.. Nawet kiedy był równie mokry jak ja, pachniał nieziemsko.
- Dobra.. - Odparłam niechętnie - Zaprowadź mnie do pokoju... ale tak by nikt nie widział! - Próbowałam powstrzymać się od śmiechy gdy tak poważnie wyglądał, ale no niestety nie udało mi się to.
- Z czego się śmiejesz? - Uniósł jedną brew do góry kompletnie zbity z tropu.
- Z niczego... - Chichotałam. Co się ze mną do cholery dzieje?! Weszliśmy do środka budynku. Szłam teraz korytarzem, trzymana przez szatyna, który chociażby nawet na krok mnie nie puścił. Szliśmy w milczeniu. Ani ja, ani on nie mieliśmy ochoty gadać. Źle się czułam.
- Stój.. - Rozkazałam prawie już przy swoim pokoju.
- Co się... - Nie zdążył nawet spytać bo od razu mu przerwałam. Głowę schyliłam w dół a wszystko co zjadłam zaledwie kilka godzin temu, wyleciało ze mnie jak wodospad wody. Nie mogłam przestać. Żołądek mi się cały gotował. Czułam to - Kurwa.... - Usłyszałam tylko gdzieś między przerwami moich wymiocin. Fabian złapał mi włosy, aby nie spadały w bagno jakie zrobiłam za co byłam mu wdzięczna. W końcu przestałam. Dopiero kilka minut później, zorientowałam się, że zwymiotowałam prosto na jego eleganckie buty. Twarz spłonęła mi rumieńcem.
- Ja... - Nawet nie wiedziałam co powiedzieć. Przepraszam? Przepraszam, ze obrzygałam Ci buty? Że się napiłam i są ze mną same kłopoty? Pragnęłam wrócić do swojego pokoju i rzucić się wprost na swoje, cieplutkie, kochane łóżko.
- Nic nie mów. Wszystko w porządku. Możemy iść?
- Poradzę już sobie.. - Wymamrotałam. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Nie umiałam. Wstydziłam się.
- Jesteś...
- Tak! - Wtrąciłam i szybko ruszyłam do przodu. Mówił coś do mnie, ale nie słuchałam go w ogóle. Byłam kosmicznie zażenowana tym co przed chwilą uczyniłam. Chciałam się obrócić, ale nawet tego nie potrafiłam zrobić....
Nareszcie dotarłam do sypialni. Wparowałam do środka a pokój oczywiście był pusty! Gdzie Amanda kiedy jej trzeba?! W sumie to dobrze, że jestem teraz sama. Przynajmniej nie widzi mnie w tym stanie.. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do lustra. Ślina ledwo przechodziła mi przez gardło. Kiedy ujrzałam siebie po drugiej stronie czystego szkła, przeraziłam się. Ten kto tam stał, nie był mną. Pierwszy raz w życiu tak wyglądałam. Muszę szybko się ogarnąć! Nie czekając na nic więcej, chwiejnym krokiem udałam się pod prysznic. Po drodze zabrałam jeszcze ze sobą dres.
30 minut później, byłam już orzeźwiona od stóp do głowy. Połowę czasu spędziłam pod zimną wodą, która trochę mnie ostudziła i pozbawiła mój organizm połowy procentów. Jedyne czego teraz pragnęłam to położyć się do łóżka i iść spać. Wciąż kręciło mi się w głowie. Niestety nie pozwolił mi na to mój telefon.
- Tak? - Odebrałam ledwo słyszalnym głosem - Gdzie Ty właściwie jesteś?... Po coo...? Nie nam sił... Chce mi się spać... Niespodzianka?.. Jaka niespodzianka znowu?!... Na dziś mam dość... Nie.. Tak.. Nie najlepiej się czuje! ... Dobra!... Zaraz będę! .... - Wkurzona rzuciłam telefon na szafkę. Do cholery, czego ona może chcieć? Przeklęłam kilka razy pod nosem, ale w końcu wzięłam się w garść i opuściłam znowu swój pokój, idąc wprost do sali wyznaczonej przez moją przyjaciółkę, Na sobie miałam dres i trampki. Włosy rozpuszczone i gdzieniegdzie mokre, ale to mi nie przeszkadzało. Kazała mi się jakoś wystroić, tylko, że na to akurat nie miałam już sił. Niech się cieszy, że zgodziłam się chociaż do niej przyjść.
Otwierając drzwi do środka pomieszczenia, stanęłam w ich progu jak wryta.
- Niespodzianka! - Krzyknęli wszyscy jednym, wielkim chórem. Rozejrzałam się dookoła a moja przyjaciółka zbliżyła się do mnie wolnym krokiem.
- Wszystkiego Najlepszego jeszcze raz! - Rzuciła się mi w ramiona i mocno mnie objęła - Jak się czujesz?
- Dobrze.. - Wymamrotałam. W oczach miałam łzy - To wszystko dla mnie? - Kiedy kiwnęła głową, nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Wtedy obok nas pojawił się Tom. Złożył mi znów życzenia i zabrał Amandę na parkiet. Obecna była praktycznie cała szkoła. Wciąż stałam jak skała i tylko patrzyłam gdzie kto jest. W tym czasie, niektórzy składali mi życzenia. Gdy jedni odchodzili, przychodzili na ich miejsce drudzy - Dziękuję - Odpowiadałam zawsze z uśmiechem. Było super, tylko głośna muzyka rozwalała mi łeb. Po co tyle piłam?!
- Zatańczymy? - Za moimi plecami wyłonił się Olivier. Miał na sobie garnitur, zresztą prawie jak każdy chłopak na tej sali. Wyglądał uroczo. Przy ścianie na końcu pomieszczenia, dostrzegłam Fabiana. Chciałam mu
pomachać i przeprosić za to, że na niego zwymiotowałam, ale kiedy tylko przyjrzałam się mu bliżej, nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Podeszła do
niego Pam, która dobrze się bawiła. Uśmiechała się w jego kierunku,
rozmawiali i się wygłupiali.
- Słucham? - Wyrwałam się z rozmyśleń na temat szatyna. Nie dokończyła, ponieważ Olivier chwycił mnie i poprowadził na sam środek parkietu. Każdy się nam przyglądał co mnie bawiło. W tłumie słyszałam jak rozmawiają na nasz temat. Dlaczego on ze mną tańczy? Co on robi? Czy coś nas łączy? - Rozmawiają o nas - Skomentowałam.
- Dla Ciebie to chyba żadna nowość - Parsknął na co się roześmiałam. Dawno nie rozmawialiśmy ze sobą. Miło było to powtórzyć - Szukałem Cię, ale przepadłaś z rodziną.. Na dodatek bardzo ładnie wyglądasz. Pasuje Ci ten dres.
- Niedawno wróciłam - Wtrąciłam - Szukałeś mnie? Po co?
- Mam dla Ciebie prezent - Uśmiechnął się do mnie czule przez co zrobiłam dziwną minę.
- Prezent? - Powtórzyłam zaskoczona. Chciałam się obrócić, ale zamiast tego, potknęłam się i prawie bym upadła, gdyby nie Olivier.
- Wszystko w porządku? - Spytał.
- Tak... - Znów się potknęłam. Tym razem zaczęłam się śmiać jak głupia - Wyjdziemy na dwór? Gorąco tu...
- Jasne - Chwycił mnie za ramię i dzięki jego pomocy, opuściliśmy zatłoczoną salę. Idąc do wyjścia, spojrzałam w stronę Fabiana, który w dalszym ciągu stał z Pam. Tym razem jednak się we mnie wpatrywał intensywnie - Dobrze się czujesz?
- Tak... - Nie do końca mówiłam prawdę, ale on o tym wiedzieć nie musiał.
- Ashley? - Spojrzałam na niego, wtedy on wyciągnął z kieszeni małe pudełko - Chcę Ci to dać.
- Co to? - Uniosłam jedną brew do góry ze zdziwienia.
- Zobacz - Wręczył mi mały przedmiot a ja od razu go otworzyłam. Naszyjnik. Złoty naszyjnik.
- Nie mogę tego przyjąć - Ale kiedy chciałam mu oddać to w powrotem, zaprzeczył surowym tonem. Potem zbliżył się do mnie i wziął moją twarz w swoje dłonie. Co on wyprawiał do cholery?! Chciałam się odezwać, zareagować za nim popełni błąd, ale nie dążyłam, Poczułam na ustach jego wargi, które były ciepłe, czułe...Nie odwzajemniłam pocałunku, tylko stałam jak słup a gdy chciałam go od siebie odepchnąć, zrobił to ktoś inny.
- Wypierdalaj stąd! - Warknął męski głos. Ni stąd ni zowąd obok nas zjawił się Fabian.
- Że co? - Olivier wybuchnął śmiechem na co Fabian jeszcze bardziej się wkurwiał. Jego twarz...
- Fabian! - Podbiegłam ledwo dając radę w jego stronę - Twoja twarz... - Ale on odepchnął mnie w bok, oczywiście lekko tak, że nic nie poczułam, natomiast Oliviera tak delikatnie nie traktował.
- Wypierdalaj stąd - Powtórzył.
- Uważaj sobie gówniarzu - Olivier chciał mnie złapać za ramię, na co Fabian wpadł w furię. Zamachnął się i z całej siły uderzył go pięścią w twarz. Brunet zleciał na ziemię.
- Ty śmieciu.. - Olivier wstał na równe nogi nie pozostając mu dłużnym. Zaczęła się walka. Kiedy twarz Fabiana zaczęła jeszcze bardziej się przeistaczać, mocno go do siebie przytuliłam, aby trochę się uspokoił. Podziałało - Jesteś skończony! - Warknął agresywnie i odszedł. Ja tymczasem skupiłam się przerażona na szatynie.
- Zrobił Ci coś?! - Zwrócił się do mnie.
- Nie..
- Jak mogłaś się z nim całować?!
- Słucham... ? - Nie wierzyłam w to co mówi.
- Widziałem jak się świetnie bawiliście w sali..
- Rozmawialiśmy ! Tak jak Ty z tą szmatą!
- Lecisz na niego? - Parsknął - Najpierw ja potem on.. - Nie wytrzymałam i tym razem to ja uderzyłam go z liścia w twarz - Nie mogę uwierzyć, ze to powiedziałeś! - Pchnęłam go z całej siły do tyłu i biegiem ruszyłam w stronę sali. Musiałam porozmawiać jak najszybciej z Amandą..
Wbiegając do pomieszczenia, nastała cisza. O co chodzi? Rozejrzałam się dookoła. Na scenie pojawiła się Pam z ,, The Girls ''.
- Wszystkiego Najlepszego kochana - Odezwała się długonoga blondynka. Spojrzałam na nią niechętnie - Ten taniec dedykujemy Tobie i mamy wielką nadzieję, że Ci się spodoba - Na twarzy miała ogromny uśmiech. Muzyka zalała całą salę a one zaczęły tańczyć. Nie, nie nie... Jak ona mogła?! W moje urodziny! Chciało mi się płakać. Najpierw zabrała mi dziewczyny i zespół a teraz jeszcze to! Nie wytrzymałam. Wkurwiłam się. Fabian, ona... Zamknęłam oczy skupiając się tylko i wyłącznie na sobie. Wysiadł prąd. Zawiał chłodny wiatr. Każdy wpadł w panikę.
- Ashley! - Amanda chwyciła mnie za ramię, ale nic jej to nie dało - Ashley! Uspokój się!
- Fhetos.. - Wyszeptałam a Pam, która stała na górze piramidy, zleciała na ziemię uderzając z hukiem o podłogę. Straciła przytomność...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz