,, Boży Dar ''
EPILOG
Podsumowując moje całe życie to w sumie wszystko uległo zmianie. No bo co? Na początku, oczywiście mam na myśli jeszcze to, kiedy uważałam że bycie czarownicą to ułomność, byłam dziewczyną przejmującą się opinią innych, czasem źle traktowałam drugą osobę, śmiałam się z ubrań koleżanek a przede wszystkim nie byłam szczęśliwa tak bardzo jak jestem teraz. Mam skończone dwadzieścia dwa lata i uważam, że przeżyłam coś czego miliony dziewczyn na świecie nigdy nie zazna. Znalazłam też swoją miłość. To jest najważniejsze. On.
- Gotowa? - Spytała przyjaciółka wchodząc do mojej sypialni. Byłam gotowa jak diabli. Jedynie co mi przeszkadzało to stres i strach. Kto by się nie stresował w dzień swojego ślubu do cholery?
- Ta.. - Szepnęłam czując jak moje dłonie się całe pocą. Nie umiałam panować nad stresem. Oj nie umiałam.
- Ashley, będzie dobrze. To Twój dzień - Uśmiechnęła się uradowana - Pamiętam jak to ja się żeniłam... - Nagle zamilkła. Chyba zrobiło jej się głupio, że nie byłam na jej ślubie - Przepraszam...
- Wszystko w porządku. Uważasz, że ta suknia mnie pogrubia? - Zmieniłam temat a ona wybuchnęła wielkim śmiechem.
- Jesteś głupia - Parsknęła - Wyglądasz cudownie.
- Dziękuję.. - Przytuliłam ją za to, że wciąż chce się ze mną przyjaźnić. Chociaż przez cztery lata nasza znajomość się urwała, tak naprawdę nigdy o niej nie zapomniałam. Dzień w dzień tęskniłam za tą dziewczyną. Za moją najlepszą, najwspanialszą i najcudowniejszą przyjaciółką - Ałł.. - Pisnęłam czując ukłucie w brzuchu. A no tak, zapomniałam wspomnieć, że jestem w ósmym miesiącu ciąży. Mój brzuch jest ogromny i przypomina wielkiego balona.
- Wszystko gra? - Spytała zaniepokojona.
- Tak... Po prostu mały Ashton już się niecierpliwi z wyjściem na świat.
- Jak ten czas leci... - Dotknęła dłonią bój brzuch czując kopnięcie dziecka. Zachichotała. Do sypialni po chwili przydreptał Antoś. Amanda wzięła synka na ręce i złożyła czuły całus na jego prawym policzku.
- Kocham Cię.. - Wyszeptał urwis.
- Ja Ciebie też promyczku - Odpowiedziała. Rozczulił mnie ten widok. Za niedługo sama będę miała taką rodzine. Nie macie pojęcia jak bardzo się cieszę. Wreszcie czas dobiegł końca. Uszykowana już całkowicie, opuściłam mieszkanie udając się do kościoła gdzie każdy już na mnie czekał. Fabiana szykował Tom a mnie Toma żona. Tak ustaliliśmy na samym początku. Wychodząc z czarnej limuzyny, każdy się we mnie wpatrywał. Każdy oprócz Fabiana. Jego nie było. Stał przy ołtarzu.
- Mogę? - Przy moim boku pojawił się Krystian. Fakt, zaprosiłam go na ślub jako członka rodziny wraz z Elsą i Marcinem, jej narzeczonym, ale nie spodziewałam się, że Krystian przyjedzie. Jednak kiwnęłam głową i chwyciłam jego ramię. Wolnym krokiem prowadził mnie do ołtarza z uśmiechem na twarzy. Co chwila puszczał mi oczko. Dziwnie się czułam no bo kiedyś przecież to z nim miałam się pobrać. Na szczęście on tego nie pamięta. Jest szczęśliwy i to mnie cieszy. Oboje jesteśmy szczęśliwi.
***FABIAN***
Na widok mojej przyszłej żony, odebrało mi dech w piersi.
***ASHLEY***
Wyglądał bosko.
***FABIAN***
Ta fryzura...
***ASHLEY***
Ten uśmiech....
***FABIAN***
Ta sukienka... Zbliżyła się do mnie, chociaż nie będę ukrywał zdziwienia, że osobą prowadzącą ją do ołtarza, był ten kretyn. Jak mu tam, Krystian? Mniejsza o to. Puścił ją i odszedł. Ja natomiast nie mogłem się powstrzymać i złożyłem na jej ustach wielkiego buziaka przez co zostałem skarcony przez księdza. Zaśmiałem się. Msza święta trwała i trwała, złożyliśmy przysięgę, jakieś tam podpisy, przeczytaliśmy swoje obietnice, które każdy z nas zapisał na kartce.
- Czy Ty Fabianie Romuel, bierzesz sobie tą oto piękną Ashley Rebel za żonę i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że jej nie opuścisz aż do śmierci?
- Tak - Kiwnąłem stanowczo głową.
- A czy Ty Ashley Rebel bierzesz sobie o to tego przystojnego Fabiana Romuela za męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że go nie opuścisz aż do śmierci?
***ASHLEY***
Chwilę mu się przyglądałam aż wreszcie odpowiedziałam:
- Tak.. - Nie czekając na nic więcej, pocałował mnie a goście zebrani w kościele bili brawa i wiwatowali. Następnie udaliśmy się do wielkiej, wynajętej przez moją mamę salę. Wyglądała również cudownie. Wszędzie balony, konfetti, pyszne jedzenie i picie. Alkohol. Dużo alkoholu. Oczywiście ja nie piłam. Nie mogłam gdyż miałam za miesiąc rodzić. Pierwszy taniec był nasz. Potem wiele ludzi się dołączyło. Zatańczyłam także z Tomem, Krisem i przede wszystkim z Adrianem, który chciał mi coś powiedzieć, ale znów porwał mnie w ramiona Fabian. Nie odstępował mnie nawet na krok co było bardzo słodkie.
- Dokąd idziesz? - Spytał mój mąż patrząc jak wychodzę na zewnątrz.
- Przewietrzyć się! - Krzyknęłam i wyszłam nim do mnie podbiegł. Chciałam przez chwilę być sama, pomyśleć trochę.. Świeże powietrze, o tak! Tego potrzebowałam! Usiadłam na małej ławce tuż przy wejściu i głęboko odetchnęłam. Zakręciło mi się w głowie.
- Wszystko w porządku? - Moim oczom ukazała się smukła sylwetka Krystiana.
- Ta.. Tak.. - Odpowiedziałam zaskoczona.
- Możemy pogadać? - Rozejrzałam się dookoła, aby upewnić się, że w pobliżu nie ma Fabiana i nagle zdałam sobie z czegoś sprawę. Czego ja się do cholery boje? Przecież Krystian nic nie pamięta. Nie wie o tym, że mnie kochał. Muszę przestać tak strasznie panikować.
- Jasne... - Bez żadnego więcej słowa, przysiadł się do mnie z lekkim uśmiechem na twarzy - W czymś Ci pomóc?
- Nie.. - Parsknął - Chciałem Ci pogratulować - Wzruszył ramionami.
- Ach tak.. Dziękuję..
- A jak tam Twój mały szkrab? - Spojrzał na mój ogromny brzuch. Zarumieniłam się.
- Dobrze. Chce wydostać się juz na świat, ale niestety jeszcze jedne, długi miesiąc.
- Cieszę się, że w końcu jesteś szczęśliwa - Po tych słowach spojrzałam mu w oczy. Czyżby... Nie. To niemożliwe.
- Dzięki.. - Odpowiedziałam mimo wszystko. Wstałam na nogi grzecznie się z nim żegnając i ruszyłam do środka. Wtedy zaczął śpiewać.
,, Trudny start, bez przerwy staramy się
Setki kłótni, dzięki tobie jestem wiesz?
Twoja przyjaźń cenna, ważna jest
Słone łzy bardzo ranią mnie. (ty to wiesz)
Oglądam się od lat pomagasz mi
Jesteś najlepsza
Mówię to po prostu dziś
Dzień czy noc oparcie we mnie non stop
Nie zważając na nic zawsze będę obok
Wznieść się na szczyt prosto jest
Gdy masz osobę która wesprze cię
Nie udany ruch dosyć już
On przy tobie zawsze zostanie tu
Dziękuję ci za wszystkie chwile złe
W których stale byłaś obok mnie
Nasz wspólny płacz i gniew nie raz
Zbliżają do siebie i to jak ''
Stałam. Ciągle nasłuchiwałam się jemu. Znałam tą piosenkę. Kiedyś mi ją śpiewał na początku naszej przyjaźni. Ale dlaczego śpiewa ją teraz? Dosyć tego. Weszłam do jego głowy. O jasna cholera.
- Dlaczego od razu nie powiedziałeś?! - Naskoczyłam na niego z pięściami.
- Myślałem, że się domyślisz.
- Czyli Ty... Wszystko pamiętasz? ale jak?...
- Wtedy po Twojej wizycie u nas, znalazłem w szafkach nasze zdjęcia wspólne. Wtedy zacząłem sobie dużo rzeczy przypominać....
- Krystian.. - Zrobiło mi się głupio. Czyli on cały czas wiedział. Prowadząc mnie do ołtarza, był świadom, że to on kiedyś był moim narzeczony. Że to z nim planowałam mieć dzieci..
- Wszystko między nami jest dobrze. Naprawdę. Zrobiłaś to o co Cię poprosiłem a to, że jednak się nie udało to już inna bajka. Nie czuję do Ciebie żadnego żalu. Jest okej.
- Na pewno?
- Tak. Jesteś szczęśliwa i ja też.. - Nagle podeszła do nas jakaś laska. Ciemne, czarne włosy długie nogi i zgrabna talia. Jednym słowem była śliczna.
- Cześć kochanie. Wszędzie Cię szukałam.. Wchodzisz do środka? - Zwróciła się do Krystiana na co opadła mi szczęka. Kochanie?
- Ashley, poznaj moją dziewczynę, Milenę. Nie masz nic przeciwko, że ją zabrałem, prawda?
- Nie.. - Uśmiechnęłam się sztucznie.
- To Ty jesteś ta słynna Ashley, prawda? Krystian dużo mi o Tobie opowiadał.
- Doprawdy? Co na przykład? - To, że się z nim pieprzyłam, że oświadczył mi się i planował ze mną dzieci?
- Że jesteście najlepszymi przyjaciółmi. Z początku byłam zazdrosna, ale widząc Cię szczęśliwą z Twoim mężem to zdałam sobie sprawę, że nie mam o co być zazdrosna. Widać, że kochasz tylko Fabiana -Uśmiechnęła się - Bo tak ma na imię, prawda?
- Tak.. Fabian.. - Jednak nie dawało mi spokoju to czy rzeczywiście jest taka szczera. Już chciałam wejść jej do głowy i sprawdzić jej myśli, kiedy usłyszałam głos Krystiana.
- Nie rób tego - Zgromił mnie wzrokiem.
- Czego? - Broniłam się.
- Dobrze wiem co zamierzasz - No tak. Przecież wiedział, że jestem czarownicą - Ufam jej i wiem, że jest wyjątkowa. Nie potrzebuję się upewnić.
- Krystian..
- Ashley - Posłał mi piorunujące spojrzenie - Myślałem, że się przyjaźnimy.
- O co chodzi? - Wtrąciła szatynka.
- O nic - Odpowiedział całując ją w usta. Poczułam jak chce mi coś powiedzieć. Jego oczy to potwierdziły Weszłam więc zamiast do jej głowy to do jego. ,, Ufam jej i jestem z nią szczęśliwy. Przy niej zapomnę o tym jak ważna dla mnie jesteś. Ja się w niej zakochuję i wiem, że mnie kocha. Ty wybrałaś więc teraz pozwól samodzielnie wybrać mnie. Milena to dobra dziewczyna. Chcę stworzyć z nią rodzinę ''.
- Masz rację.. Nie powinnam się mieszać.. - Wstałam na równe nogi i odetchnęłam z ulga - Życzę Wam jak najlepiej. Skoro Krystian uważa, że jesteś wyjątkowa to naprawdę musisz taka być - Uśmiechnęłam się tym razem szczerze. Wtedy ktoś złapał mnie za dłoń. Fabian.
- O czym rozmawiacie? - Spytał składając na moim ustach długi i namiętny pocałunek.
- O tym, że Krystian znalazł miłość swojego życia - Skomentowałam zadowolona chociaż w sercu czułam dziwne ukłuci.
- Naprawdę? To fantastycznie!
- Tak.. - Odezwał się brunet - No to co? Wchodzimy do środka? - Każdy się zgodził i nim rzeczywiście znalazłam się w pomieszczeniu, ostatni raz zdążyłam przeczytać jego myśli. Chciał bym je przeczytałam. .. Nigdy o Tobie nie zapomnę. Zawsze będę Cię kochać... '' Spojrzałam na niego, ale był wpatrzony przed siebie. Specjalnie. Specjalnie się na mnie nie gapił. Nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać....
Reszta wieczoru upłynęła mi dobrze. Kiedy nadarzyła się okazja i zostałam z panną Mileną sam na sam, nie mogłam wytrzymać i uderzyłam w nią mentalnie. Musiałam przeczytać jej zamiary wobec Krystiana. Za dużo dla mnie znaczył bym pozwoliła go skrzywdzić. I rzeczywiście. Kochała go. Darzyła go szczerym uczuciem. Nim odeszłam, spojrzałam jej stanowczo w oczy tak, że się przestraszyła.
- Jeżeli kiedykolwiek go skrzywdzisz czy zranisz, znajdę Cię a wtedy będziesz cierpiała sto razy gorzej niż on, rozumiesz? - Zahipnotyzowana kiwnęła głową - To dobrze. Teraz idź się bawić - Przerwałam zaklęcie a ona odeszła zapominając o naszej rozmowie. Jednak w jej głowie powstał obraz, że jak skrzywdzi Krystiana, pożałuje tego.
- Co Ty wyprawiasz? - Spytał Adrian przyglądając się całej sytuacji z boku. Szlag, jak mogłam go nie zauważyć?
- Nic - Wzruszyłam ramionami.
- Masz teraz swoje życie z Fabianem.
- To mój przyjaciel. Nie pozwolę go skrzywdzić tak jak i Ciebie - Warknęłam. Dołączyli do nas Fabian i Kris.
- Musimy Wam coś powiedzieć - Wtrącił przyjaciel mojego męża.
- Co takiego ? - Zdziwiłam się wraz z Fabianem.
- Dobrze wiecie, że jestem gejem.. - Zaczął Adrian - I ten..
- No mów! - Nalegałam.
- Jesteśmy razem - Po raz drugi opadła mi szczena widząc jak się całują. Nie wiem czy był to widok uroczy czy może mdły. Chyba to drugie bo wzięło mnie na wymioty.
- Nie wierzę.. - Szepnęłam kręcąc głową.
- Ja też nie.. - Fabian stał równie osłupiały co ja - Ale jak...?
- Nigdy Ci się do tego nie przyznałem, ale ja również jestem homoseksualistą....
- Jak mogłeś.??
- Przepraszam. Wstydziłem się i bałem Twojej reakcji..
- Ja się przy Tobie rozbierałem! - Cała nasza czwórka wybuchnęła śmiechem. Nagle poczułam straszny ból brzucha. Pisnęłam.
- Kochanie, co się dzieje?! - Zwrócił się do mnie szatyn. Ból stawał się coraz większy. Czułam jak odchodzą mi wody.
- Ja.. Ja.. Rodzę! - Wrzasnęłam. Cała trójka wpadła w panikę - Zrób coś! - Skarciłam Fabiana, który stanął zszokowany. Otrząsnął się kilka sekund później i wziął mnie na ręce zaprowadzając do samochodu i jadąc do szpitala. Impreza więc skończyła się szybko. Na miejscu od razu wpadłam pod opiekę lekarzy, którzy zaprowadzili mnie na porodówkę. Męczyłam się dwie godziny aż wreszcie o czwartej dwadzieścia trzy nad ranem, na świat przyszedł mały Ashton. Był taki śliczny i słodki. Strasznie przypominał Fabiana. Miał po nim oczy oraz zadarty nosek. Kiedy kilka godzin temu przy moim łóżku siedział Fabian z dzieckiem, poczułam, że mam szczęście. Że jestem najszczęśliwszą osobą na całym świecie.......
No więc urodziłam zdrowego synka. Był wcześniakiem i dopiero dwa tygodnie później mogłam opuścić z nim szpital. Razem z Fabianem kupiliśmy sobie własny dom i w nim zamieszkaliśmy. Ashton miał swój pokój tuż obok naszej sypialni, chociaż i tak spał jak na razie z nami. Wolałam mieć go na oku. Kris z Adrianem stworzyli szczęśliwą parę. Gejowską, ale jednak parę. Akceptowałam to, jednak prosiłam by okazywali sobie uczucia nie przy mnie. Jakoś nie potrafiłam do tego przywyknąć. Bez urazy. Co do Krystiana i Mileny... Również po jakimś czasie wzięli ślub i zostali rodzicami ślicznej Roksany. Milena w dalszym ciągu nie wie, że kiedyś coś mnie łączyło z jej mężem i niech tak zostanie. Teraz to już tylko przeszłość. Mama również nie jest sama. Planuje ślub w przyszłym roku z Piotrem, ojcem Adriana czyli zostaniemy rodzeństwem. Wreszcie będę miała brata. Przyrodniego co prawda, ale jednak brata. Amanda jest w ciąży po raz drugi. Tym razem będą mieli córeczkę. Jeszcze nie wybrali imienia gdyż jej się podoba ,, Maja '' a jemu ,, Zuzanna ''. Śmieszne są ich spory.. Wracając do mnie.. Jestem szczęśliwa mając dwóch takich cudownych mężczyzn przy moim boku.
- Och babciu.. miałaś rację.. - Uśmiechnęłam się, całując męża w sam środek ust. Siedzieliśmy teraz na cmentarzu wpatrując się grób babci. Ashton został z moją mamą. Nalegała by mogła go popilnować. Nie mieliśmy nic przeciwko. Chociaż strasznie padało, nam to nie przeszkadzało.
- Jaką rację? - Spytał.
- Gdyby nie to, że jestem czarownicą, kto wie jak by się potoczył nasz los. Może nigdy byśmy się nawet nie spotkali..
- Racja - Uśmiechnął się.
- Zawsze uważałam, że mam jakąś ułomność.. - Palnęłam - Teraz wiem, że jest całkiem inaczej.. To jest Boży dar. I nic tego nie zmieni.
- Boży dar... - Powtórzył wpatrując się w moje oczy - Kocham Cię.. - Wyszeptał.
- Ja Ciebie też - Odrzekłam wpijając się w jego usta. Rozjaśniło się a deszcz w jednej sekundzie przestał padać - Boży dar.. - Szepnęłam po raz ostatni....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz