Rozdział 32.
,, Boży Dar '' -
- Ja śnię... - Wyszeptałam nie mogąc w to wszystko uwierzyć.
- Nareszcie tu jesteś.. - Odezwała się z uśmiechem na twarzy. Mimo tego, że była duchem, wyglądała tak samo co zawsze. Była piękna - Myślałam, że nigdy to się nie wydarzy.. Tyle czasu minęło..
- Co się nie wydarzy...Dlaczego Cię widzę? Przecież nie umiem już czarować... Nie mam magii..
- To miejsce wypełnione jest ogromną ilością magii, kochanie. Tu została Ci odebrana moc i tu może zostać ona przywrócona..
- Ale jak?! Przecież to niemożliwe.. Dlaczego tu jesteś?... - Spytałam.
- Musisz odzyskać moce nim będzie za późno..
- Jak mam je odzyskać? - Zdziwiłam się - Przecież...
- Wszystko da się zrobić. Przykładem jest to, że rozświetliłaś to pomieszczenie.. - Prawda. Udało mi się to zrobić, chociaż sama nie wiem jak. Już od kilku dni miewam dziwne rzeczy. Co chwila doznaję czegoś nowego.
- Ale..
- Masz w sobie cząstkę mocy. Gdybyś jej nie miała, nie mogłabyś tego zrobić. Najwidoczniej nie wszystko straciłaś. W tym kamieniu jest ogromna ilość energii. Musisz ją przechwycić inaczej za kilka tygodni napięcie będzie tak wysokie, że zniszczy wszystko w zasięgu kilkunastu tysięcy mil. Kiedy zmieniłaś tego wampira w człowieka, cała czarna magia została wchłonięta właśnie w ten kamień. Cała Twoja magia kochanie...
- Babciu..
- Chcesz z powrotem być czarownicą? Chcesz uratować świat? Przyjaciół? To jest Twoim przeznaczeniem...
- Nie mam przyjaciół... Chcę, abyś wróciła.. Proszę, wróć.
- Dziecko, nie mogę tego zrobić.. Przybyłam tu tylko dlatego, aby Cię ostrzec. Musisz z powrotem stać się czarownicą. Mój czas się kończy... To ostatnie już nasze spotkanie..
- Babciu...
- Musisz odzyskać moce.. Musisz to zrobić! Wypowiedz to zaklęcie kiedy będziesz czuła, że to właściwy czas ,, Mi Tro In suline '' ! - Spojrzałam na nią ze łzami w oczach. Dlaczego ona? Czemu nie mógłby być to ktoś inny?! Zniknęła a ja poczułam jak znów staję się samotnie. Po raz drugi ją tracę.
- Nie! - Krzyczałam, ale to było na nic. Zniknęła na dobre - Babciu!? Proszę! Nie zostawiaj mnie! - Rozejrzałam się dookoła i poczułam chłód. Mały kamyczek wciąż piekł mnie w dłoń i świecił na wszystkie strony. Mogę odzyskać moce? Jak mam to zrobić? To możliwe? Czy w ogóle chcę to zrobić?! Najważniejsze jest to, że widziałam moją babcię! Nagle poczułam jak dzwoni mi telefon. Mama. O rzesz... Na dodatek miałam kilka nieodebranych połączeń od Krystiana...
Dochodziła dwudziesta czwarta. Muszę jak najszybciej dostać się do domu. Wzięłam głęboki oddech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. ,, No dobra. Spróbujmy ''. Zamknęłam oczy i skupiłam całą swoją uwagę na zaklęciu jakie właśnie chciałam rzucić.
- Vincento Extutive! - Nic się nie wydarzyło. Wciąż stałam w tym samym miejscu. Spróbowałam jeszcze kilka razy, ale i tak ciągle była klapa. Wkurzyłam się. Dlaczego nie mogę mieć normalnego życia i ciągle coś musi się dziać?! Wampiry, moce, czary, klątwy! Dlaczego ja a nie ktoś inny?!
- Co Ty tu robisz? - Zamarłam. Przede mną wyłonił się szatyn o muskularnej budowie ciała. Wpatrywał się we mnie dziwnym wzrokiem, ale widać było na jego ustach lekki uśmiech. Dopiero teraz zorientowałam się, że mu nie odpowiedziałam. Idiotka!
- Muszę już iść... - Chciałam odejść, jednak po raz trzeci chwycił mnie za dłoń. Zaczęło mnie to irytować.
- Najpierw się do mnie wkradasz dwa razy a potem chcesz od tak iść?
- Nie mam powodu by tu zostać..
- Wydaję mi się, że masz - Wtrącił - Chcę wiedzieć po co tu przyszłaś.
- Sam mi kiedyś pokazałeś to miejsce - Wyrwało mi się.
- Co? - No tak. Przecież on nic nie pamięta. A ja jak zawsze muszę palnąć gafę.
- To znaczy... Tom mi je pokazał - Skłamałam. Co miałam wymyślić? Na dodatek użyłam imienia tego osobnika, na którego byłam więcej niż tylko wkurzona. Czułam wściekłość na sam jego widok.
- Skąd znasz mojego brata i Amandę?
- Kiedyś się przyjaźniliśmy.
- Nigdy mi o Tobie nie mówili. Skąd jesteś?
- Nie ma o czym już mówić - Wzruszyłam ramionami na samą myśl o tym, że kiedyś ich wszystkich porzuciłam. Ale miałam ku temu powód prawda? - Nie chcę do tego wracać.
- Skoro przyjaźniłaś się z moim bratem to czy my.. czy my się też znamy? - Spojrzałam na niego zdezorientowana. Przecież jeszcze niedawno sam oznajmił mi, że mnie nie zna a teraz zadaje takie pytanie? On ma coś z głową czy jak?
- Nie wiem o co pytasz.
- Nie pamiętam nic od tego wypadku. Czy przez ten czas, kiedykolwiek się spotkaliśmy?
- Po co Ci to wiedzieć? Przecież..
- Po prostu - Wtrącił wzruszając obojętnie ramionami - Więc tak czy nie? Wydajesz mi się jakoś tak znajoma...
- Naprawdę?!
- Czyli mam rozumieć, że tak? - Spojrzałam na niego i nie potrafiłam odgadnąć tego co czuję, że go widzę.
- Myślę, że powinieneś pogadać o tym z Amandą i Tomem.
- Wolę z Tobą.
- Nie chcę, aby potem byli na mnie źli, że zniszczyłam ten Twój idealny świat jaki Ci stworzyli - Syknęłam zdenerwowana.
- Idealny świat? - Dostrzegłam na jego prawym nadgarstku ciemną bransoletkę, która bezwładnie mu zwisała z tej części ciała.
- Myślałam, że ta bransoletka zniknęła.. skąd ją masz?
- Dostałem ją od..
- Od Krista - Wtrąciłam mu, znów popełniając straszny błąd - Wiem.
- Chwila, chwila.. Tego już za dużo. Skąd go znasz? Zaczynam się bać.. - Zaczął cofać się do tyłu na co ja tylko się uśmiechnęłam od nadmiaru swej głupoty. Spojrzał na moją dłoń w której trzymałam mały kamyk. Chwycił go a wtedy coś się wydarzyło. Poczułam jak moje ciało napełnia się wielką energią i determinacją - Co się dzieje?! - Wrzasnął nie mogąc oderwać z powrotem swojej dłoni. Coś nas połączyło. Cholera, co tu się dzieje?!
- Ja... - Przypomniałam sobie słowa babci. Może to ten czas? Wzięłam głęboki oddech i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc - ,, Mi Tro In suline'' ! - Wrzasnęłam z całych sił tak głośno jak tylko umiałam. Unieśliśmy się ku górze a przestrzeń w okół nas, zaczęła się szybko kręcić. Nic nie widziałam. Słyszałam tylko krzyk Fabiana, no ale co mu się dziwić? Nagle coś we mnie uderzyło. Zostaliśmy rozdzieleni i z wielką siłą odrzuciło nas w dwie przeciwne strony. Zleciałam na szafkę z porcelaną, która cała się roztrzaskała a szkoło się potłukło. Chwilę później obolała podniosłam wzrok by odnaleźć szatyna. Było strasznie ciemno i nic nie widziałam - Phesmatos.. - Szepnęłam. Wokół nas rozbłysł ogień. Spojrzałam na swoją dłoń. O cholera... Odzyskałam moc?! Czułam to. Czułam ją w całym swoim ciele! - Fabian!.. - Krzyknęłam z nadzieją, że się odezwie, ale on milczał. Zmuszona zostałam do wstania na równe nogi. Znalazłam chłopaka leżącego pod ścianą. Był nieprzytomny i czerwony na twarzy od krwi. Podbiegłam do niego najszybciej jak mogłam i chwyciłam za dłoń - Fabian? Fabian obudź się! Fabian! - Wzięłam głęboki oddech. Oddychał. Czułam to. Słyszałam bicie jego serca. Zemdlał. Odetchnęłam z ulgą, że nic mu nie będzie. Robiło się późno a ja powinnam być już dawno w domu. Wstałam na równe nogi i kiedy już chciałam wypowiedzieć zaklęcie, zerknęłam na niego - Cholera! - Znów chwyciłam go za dłoń gdyż żal było mi go tu zostawić. Robiło się zimno a mógł się przecież przeziębić - Vincento Excutive - Szepnęłam i dopiero teraz zostaliśmy przeniesieni nie zgadniecie gdzie. Tak, znalazłam się w domu Amandy.
- Ashley?! - Krzyknęła moja przyjaciółka kiedy ni stąd ni zowąd, znaleźliśmy się przed nią. Czułam ból niemal wszędzie. Ledwo dałam radę ustać na nogach - Co.. Co się stało?! - Wrzasnęła przerażona.
- Ja.. Nie wiem... - Nie miałam ochoty i czasu na rozmowę z nią.
- Co Ty zrobiłaś?! - Usłyszałam za plecami. Tom podbiegł przerażony do swojego brata i upadł na kolana tuż przy jego twarzy - Dlaczego on tak wygląda?!
- Jak to możliwe, że się stu znalazłaś? - Wtrąciła Amanda patrząc na mnie niepewnie. Co miałam powiedzieć? Sama nie byłam pewna tego wszystkiego co tu się kurwa dzieje.
- Muszę już iść...
- Najlepiej będzie jak wrócisz skąd przyjechałaś! - Syknął - Sprowadzasz same kłopoty! chcesz go zabić?!
- Zamknij się! - Drzwi otworzyły się z wielkim hukiem a światło zgasło. Prawdopodobnie korki wyleciały w powietrze.
- Ashley.. - Spojrzałam na Amandę. Była przerażona - Ty.. Odzyskałaś moce...
- Spokojnie - Syknęłam - Chcecie, aby jego świat był idealny? Chcecie go dalej okłamywać? Proszę bardzo - Zbliżyłam się do niego i chwyciłam za głowę - Ti emo sena - Warknęłam.
- Co robisz?! - Krzyknął Tom. Kiedy skończyłam, wstałam na nogi i spojrzałam na blondyna.
- Wymazałam mu wspomnienia. Możecie być spokojni. Nie będzie pamiętał tego co dziś się wydarzyło.
- I bardzo dobre - Warknął. Chciałam odejść, jednak coś mi na to nie pozwoliło. W ostatniej chwili stanęłam i spojrzałam w ich stronę.
- Wszyscy się zmieniliśmy, ale nie sądziłam nigdy w życiu, że możecie zrobić coś takiego - Amanda chciała się odezwać, chciała coś powiedzieć, jednak nie pozwoliłam jej na to. Nie teraz. - To jest Twój brat - Zwróciłam się do Toma - A robisz z niego od czterech lat idiotę. Okłamujesz go i ukrywasz przed nim prawdę. Uważasz, że to ja jestem wszystkiemu winna a dzięki komu on jest znów człowiekiem? Dzięki komu on ma to szczęśliwe życie?! Ja go zostawiłam czy najpierw on mnie? Daruj sobie cokolwiek jeśli myślisz, że wiesz najlepiej. Odzyskałam moc.. W każdej chwili mogę przywrócić mu wspomnienia, ale skoro uważacie .. - Tym razem mówiłam już do nich obojga - Skoro uważacie, że nie znając prawdy będzie mu lepiej, to jak chcecie. Ale nie wincie mnie jeżeli on nigdy Wam tego nie wybaczy.
- Ashley... - Trzasnęłam drzwiami i nareszcie wróciłam do domu. Mama kiedy tylko mnie zobaczyła, najpierw na mnie nawrzeszczała a dopiero potem mnie do siebie przytuliła. Elsa także jeszcze nie spała. Co się dzieje z tymi ludźmi?
- Muszę Wam coś powiedzieć.. - Szepnęłam.
- Coś się stało?
- Ja.. - Poczułam jak kręci mi się w głowie. Zalała mnie fala ciemności i upadłam ze zmęczenia na podłogę. Ostatnie co pamiętam to krzyki mojej rodziny....
***Fabian***
Moja głowa.. Otworzyłem oczy i nie miałem pojęcia jak znalazłem się w tym łóżku. Dochodziła dwunasta. Jak to możliwe, że tak długo spałem?! W ogóle jakim cudem jestem w domu Toma a nie w swoim? No ładnie. Dominika urwie mi za to łeb. Wziąłem szybko telefon do ręki i wykręciłem jej numer. Nie odbierała. Dziwne.
Ziewnąłem po czym niechętnie zwlekłem się z łóżka. Nie pamiętam niczego z wczorajszego wieczoru. Aż tyle wypiłem? No cóż.. Wolnym krokiem udałem się do salonu. Na podłodze siedział Antoś bawiący się pluszowymi misiami. Wziąłem go na ręce i złożyłem czuły całus na jego prawym policzku.
- Co jet brzdącu? Gdzie rodzice? - Uśmiechnąłem się. Wskazał palcem na gabinet więc serdecznie mu podziękowałem i poszedłem we wskazane przez malca miejsce. Lekko uchyliłem drzwi i już chciałem się przywitać, kiedy usłyszałem kawałek ich rozmowy. Kłócili się.
- Może powinniśmy wyznać mu prawdę?! Może Ashley miała rację?
- Daj spokój ! - Krzyknął Tom - Fabian nie może o niczym wiedzieć! Nie widzisz, że jest szczęśliwy?!
- Poprzez kłamstwo?! Nie uważasz, że z Ashley byłby bardziej szczęśliwy?! - Ja z Ashley? Z tą szatynką co tu przyjechała? Dlaczego miałbym być z nią szczęśliwy skoro nawet jej nie znam?
- Słyszysz sama siebie? Nie pamiętasz już jak Cię zostawiła? Jak wyjechała?
- Tak, pamiętam wszystko. Ale to dzięki niej Fabian jest znów człowiekiem a nie wampirem, zapomniałeś? Zawdzięczasz jej życie swojego brata. Poza tym to nasza przyjaciółka...
- Chwila, o czym Wy gadacie?! - Wrzasnąłem wchodząc do środka. Nie mogłem więcej słuchać tych bzdur - Co tu się dzieje?! Jaki wampir? Jaki człowiek?!
- Fabian.. - Szepnęła dziewczyna.
- Długo mam czekać na odpowiedź?! Więc? Wyjaśnicie mi to? Jakie kłamstwo?! Co przede mną ukrywacie?! ..
- Fabian.. Nadszedł czas, abyś wszystkiego się dowiedział.. - Amanda spojrzała na swojego męża a potem przeniosła swój wzrok na mnie. Otworzyła usta i zaczęła mówić historię z mojego życia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz