niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 35.


,, Boży Dar '' -

- Ty idioto! - Wrzasnęłam wyrywają się z jego objęć z największą siłą jaką tylko w sobie mam.
- Przecież sama mnie pocałowałaś - Wzruszył ramionami - I nie mów, że Ci się nie podobało.
- Dupek! - Pchnęłam nim o ścianę nie mogąc opanować złości. Co on sobie do cholery myślał?! Starałam mu się znów pomóc a on to wykorzystał. I co teraz powiem Krystianowi? Przecież on mi tego nigdy nie wybaczy - Lepiej jak już pójdę - Warknęłam i szybkim krokiem ruszyłam do wyjścia. Przeklinając wciąż pod nosem, szłam wzdłuż ścieżki prowadzącej do wyjścia z tego przeklętego lasu. Byłam tak zła, że nawet nie pomyślałam o tym, aby się teleportować.
- Ashley! Zaczekaj! - Usłyszałam dopiero po chwili. Nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Niech spada na drzewo burak jeden - Ashley! - Kiedy był już obok mnie wystarczająco blisko, chwycił moją dłoń powodując, że musiałam stanąć.
- Puść mnie! - Wrzasnęłam - Nie chce mi się z Tobą gadać!
- Ale musimy sobie wszystko wyjaśnić.. Nie gniewaj się na mnie..
- Żartujesz sobie?! Krystian mi tego nigdy nie wybaczy...
- Nie obchodzi mnie ten idiota - Wzruszył ramionami.
- Sam jesteś idiotą! - Syknęłam - Kiedy odzyskałeś pamięć? Dobrze się bawiłeś robiąc ze mnie idiotkę?!
- Twoje zaklęcie działało. Po prostu patrząc na Ciebie, chciałem, abyś mnie pocałowała.... - Spojrzał mi w oczy przez co zarumieniłam się okropnie, ale dzięki ciemności jaka teraz panowała, nie mógł tego dostrzec co było mi na rękę.
- Naprawdę lepiej jak pójdę... - Znów chciałam odejść a on znów mi na to nie pozwolił.
- Chcę Ci podziękować.
- Za co ? - Zdziwiłam się.
- Za to co kiedyś dla mnie zrobiłaś. Nie masz pojęcia jakie brzemię ściągnęłaś mi z barków.
- Nie trzeba..
- Trzeba, bo teraz są to słowa szczere i prosto z serca. Ashley?
- Hm..?
- Proszę.. Spędź ostatni wieczór ze mną..
- Co?!
- Nie tak to miało zabrzmieć.. Przepraszam.. Chciałem powiedzieć.. Czy... Czy chcesz.. Może pójdziemy do restauracji? - Wyjąkał wreszcie.
- Po co? - Wyszczerzyłam oczy w zdumieniu.
- To będzie nasze pożegnanie. Skoro tego chcesz to proszę, zrób ostatnią dla mnie rzecz. Nie pożałujesz tego.. Potem odejdę na zawsze. Obiecuję.
- No nie wiem...
- Zgódź się...
- No dobrze, ale potem... już więcej się nie spotkamy?...
- Obiecuję, że zniknę jeżeli tego właśnie będziesz chciała.. - Z początku nie zwróciłam dokładniej uwagi na jego słowa. Byłam skupiona na tym, więcej go nie zobaczę. Krystian się ucieszy..
- Zgadzam się.
- Naprawdę? - Kiwnęłam potwierdzająco głową - Nie pożałujesz.. - Powtarzał się na okrągło. Chwilę później udaliśmy się do jego mieszkania gdzie kazał mi na siebie poczekać z dobre dwadzieścia minut. Następnie związał mi oczy jakąś chustą, chociaż z początku byłam temu przeciwna, ale na koniec wygrał. Wolnym krokiem prowadził mnie w stronę swojego samochodu i nawet tam nie pozwolił mi cokolwiek widzieć.
- Fabian, czy to jest konieczne?
- Nie marudź - Burknął rozbawiony. Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. Nie chciałam się więcej kłócić bo i tak wiedziałam, że nie wygram z jego oporem. Na miejsce dojechaliśmy półtora godziny później. Chustę zdjęłam dopiero na miejscu, w środku budynku.
- O matko... - Zakryłam usta dłonią nie mogąc opanować zachwytu. Dopiero chwilę później, uświadomiłam sobie, że to zły pomysł, abym tu była. To nie fair wobec Krystiana. Z każdą minutą się coraz bardziej pogrążałam i dawałam powód Krystianowi, aby ze mną zakończył. Nie mogłam do tego dopuścić.
- Podoba Ci się ? - Spytał głaszcząc dłonią mój prawy polik.
- Zwariowałeś.. - Jęknęłam - Po co mnie tu przyprowadziłeś?! - Rozejrzałam się dookoła i praktycznie wszystko wyglądało jak kiedyś. Przywiózł mnie na basen.W to samo miejsce co pięć lat temu na moje urodziny...  Naokoło basenu świeciły się piękne, małe, biało-różowe świeczki. Na suficie wisiał zrzutnik, który był ustawiony wprost na przednią ścianę a za basenem, na podłodze, znajdował się duży, czerwony koc. Na nim stał wielki kosz i butelka szampana.
- Napijemy się? - Wskazał palcem na szklaną butelkę. O co mu chodzi do cholery? 
- Po co mnie tu przyprowadziłeś? - Powtórzyłam pytanie.
- Aby naprawdę podziękować Ci za to co dla mnie zrobiłaś... 
- Naprawdę chodzi Ci tylko o to? 
- Tak.
- Wiesz, że mogę w każdej chwili wejść Ci do głowy, prawda? - Kiwnął potwierdzająco głową - No dobra.. Ale za godzinę wracam do domu. 
- Jasne. Rozumiem - Usiedliśmy na kocu a on w tym czasie otworzył szampana. Wszystko było dokładnie takie same jak kiedyś tyle, że teraz on był człowiekiem i nie była to randka. Szklanki zostały napełnione do pełna a każdy z nas wziął po pierwszym łyku. Szampan był pyszny! - Więc.. Jak tak było? - Spytał patrząc mi w oczy.
- Gdzie? Ah tak... Wszystko dobrze...
- Tylko tyle?
- A co byś chciał wiedzieć? - Uśmiechnęłam się.
- No jak Ci się żyło, co robiłaś.. - Odpowiedziałam na każde jego pytanie a on był skupiony na moich wypowiedziach. 
- A Ty? Jak sobie radziłeś? 
- Dobrze - Wzruszył ramionami - Pracowałem w firmie ojca razem z Tomem. Co kilka miesięcy miałem służbowy wyjazd na dwa tygodnie gdzie szkoliłem swoją wiedzę na temat handlu.. Nie narzekałem na brak pieniędzy - Zaśmiał się. 
- A co z Dominiką? - Palnęłam. Nim mi na to odpowiedział, znów zapełnił nasze szklanki do pełna. 
- Zerwałem z nią - Mruknął.
- A jeżeli dziecko okaże się być Twoje?
- To niemożliwe... Kiedy pierwszy raz z nią spałem.. - Kiedy wypowiedział te słowa, zrobiło mi się jakoś tak smutno, ale miałam nadzieję, że tego nie dostrzegł - Ona była już w ciąży od ponad dwóch miesięcy. Przyznała mi się do tego niedawno.
- Przykro mi... 
- Niepotrzebnie..To ja Ci dziękuję, że dzięki Tobie poznałem prawdę.. .. - Rozmawiało nam się dobrze. Po kilku szklankach szampana, w ogóle nie byłam przy nim skrępowana. Wręcz przeciwnie. Bardzo się rozluźniłam. Nagle wybuchnęłam śmiechem - Z czego się cieszysz? 
- Z Ciebie - Parsknęłam - Wyglądasz śmiesznie..
- Ah tak? Dlaczego? 
- A bo tak - Wzruszyłam ramionami po czym wstałam na równe nogi. Zakręciło mi się w głowie. Przeszłam kilka kroków i straciłam równowagę. Spadłabym na podłogę, gdyby nie doskonały refleks szatyna. 
- Jesteś kompletnie pijana - Skomentował moje zachowanie - Tak jak wtedy.
- I co? Każdy może - Wyrwałam się z jego uścisku i ruszyłam w stronę basenu.
- Dokąd idziesz?!
- Daleko! - Zachichotałam a on oczywiście szedł tuż za mną. Gdy byliśmy tuż przy wodzie, wzięłam wielki zamach i pchnęłam go do wody. Nie mogłam powstrzymać się od wybuchu śmiechem. 
- Kurwa! - Krzyknął. Najwyraźniej woda musiała być lodowata.
- Przyda Ci się kąpiel - Wytkałam mu język a widząc jak wychodzi z basenu, zaczęłam uciekać.
- I tak Cię złapie! - Zrobił to po kilku sekundach. Wywróciłam się od nadmiaru alkoholu i wtedy mnie dopadł - Ashley?! Wszystko gra?! 
- T.. Tak.. 
- To dobrze - Wziął mnie na ręce i tym razem to ja wleciałam do wody. Dokładniej to wlecieliśmy do niej oboje. 
- Fabian! - Wrzasnęłam czując jak cała drżę. Chlapaliśmy się i wygłupialiśmy aż w którymś momencie podpłyną do mnie i objął dłońmi moją twarz - Co.. Co robisz? - Szepnęłam przerażona jego zamiarem.
- Jesteś taka piękna... - Nie dając mi czasu i szansy na odpowiedź, pocałował mnie a wiecie co było najgorsze? Że odwzajemniłam ten pocałunek. Nie myślałam o niczym innym jak tylko o tym, że jestem tu teraz z nim. I szczerze mówiąc bardzo się z tego cieszyłam. Kiedy uważałam, że pocałunek był najgorszy, myliłam się. Najgorszą rzeczą jaką mogłabym tylko zrobić, było ściągnięcie z niego tej białej bluzki, która tak bardzo przylegała do jego ciała. Teraz był w połowie nagi. Koniuszkami palców krążyłam po jego nagim torsie czując jak nie pozostaje mi dłużny. Ściągnął ze mnie bluzkę i zostałam w samym staniku. Nagle przerwał jakby czekał na moją odpowiedź a raczej zgodę na ciąg dalszy. Kiwnęłam głową i już po chwili mój stanik pływał w basenie. W ogóle nie czułam skrępowania. Nie mam pojęcia czy to przez tą ilość alkoholu czy może naprawdę tego chciałam? Chwycił mnie stanowczo za prawą pierś mocno ją ściskając i ssąc jeden z sutków tak doskonale jak tylko potrafił to robić. W każdym bądź razie, wyszliśmy z basenu a raczej on wyszedł trzymając mnie w swoich ramionach a potem kładąc mnie na kocu. Usiadł na mnie okrakiem patrząc mi głęboko w oczy. - Tak bardzo tęskniłem... - Wyszeptał składając delikatne pocałunki na mojej szyi w dalszym ciągu nie przerywając pieścić moich piersi. Jego uścisk był niesamowity, sprawiający, że mam ochotę na coś więcej.
- Fabian...- Wydyszałam ledwo z trudem - Fa...
- Ci.. - Nakazał mi ruchem dłoni i z powrotem wziął się do roboty. Ściągnął ze mnie spodnie, pozostawiając mnie teraz w samych majtkach. 
- Przestań... - Jęknęłam.  
- Nie podoba Ci się? - Pocałował mnie prosto w usta,  przy tym dłonią a dokładniej kciukiem zahaczając o koronki moich majtek. 
- Właśnie w tym problem, że podoba! - Wrzasnęłam czując jak moje ciało całe płonie. 
- To świetnie bo mi też - Syknął wpychając mi swój język do mojej buzi. Nie wytrzymałam i sama zdjęłam z jego nóg spodnie. Zachłysnęłam się powietrzem jak tylko zobaczyłam to co próbuje wydostać się z jego slipek. Na mój widok, wybuchnął wielkim śmiechem - Co? - Spytał patrząc mi się w oczy. On dobrze wiedział o co chodzi. - Nie chcesz? - Zaczął ocierać się swoim penisem o sam środek moich majtek. 
- On jest... Taki duży.. - Palnęłam. Matko co ten alkohol ze mną robi? Czy ja właśnie to powiedziałam? Czy ja kurwa naprawdę palnęłam takie głupstwo? Fabian nie mógł opanować śmiechu. Zaczerwieniłam się jak burak. 
- Przepraszam... - Zaczął - Przepraszam... - Krztusił się własnym śmiechem. Zepchnęłam go z siebie chcąc wstał, ale nie pozwolił mi na to.
- Puszczaj! - Wrzasnęłam.
- Hej, co jest? No przepraszam..
- Fajnie - Mruknęłam wkurzona - Mogę już iść? 
- A nie chcesz w sobie go poczuć? - Szepnął mi wprost do ucha. 
- Ja..
- Przecież jest taki wielki.. - Zaśmiał się.
- Idiota! - Krzyknęłam spychając go na ziemię i wstając na równego nogi. Widząc jak wpatruje się w moje nagie piersi szybko zaczęłam szukać stanika. Dostrzegłam go pływającego w wodzie. Zaklęłam pod nosem. Zmuszona zostałam więc do założenia mokrej bluzki, która była tuż przy brzegu. 
- Ładnie wyglądasz - Uśmiechnął się łobuzersko. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Wyciągnęłam z kieszeni kurtki smartfona a widząc kto dzwoni, przełknęłam głośno ślinę.
- Tak? - Odebrałam w końcu.
- Ashley? Gdzie Ty jesteś?! Martwiłem się...
- Przepraszam.. Już wracam..
- Wybacz mi moje wcześniejsze zachowanie.. Nie wiem co mi się stało...
- Krystian - Wtrąciłam. Widząc leżącego na kocu Fabian, dopadły mnie straszne wyrzuty sumienia. 
- Wiem, że mnie kochasz i, że Ci zależy. Jestem idiotą jeżeli myślałem, że jest inaczej. Proszę przyjedź jak najszybciej. Nie mogę wyjechać. Nie bez Ciebie..
- Krystian... Zaraz będę..
- Czekam - Rzekł i się rozłączył. Szybko się ubrałam chociaż i tak byłam bardzo mokra, ale teraz miałam to w dupie. Musiałam jak najdalej znaleźć się od szatyna. 
- Dokąd idziesz? - Spytał.
- Do domu - Mruknęłam. 
- Nie zostaniesz jeszcze? - Wstał na nogi i zbliżył się do mnie chwytając moje ręce w swoje dłonie.
- Nie... W ogóle nie powinna byłam tu przyjeżdżać z Tobą... - Chciałam odejść, ale złapał mnie za ramię.
- Odwiozę Cię.
- Nie musisz.
- Ashley! - Wreszcie się zgodziłam a chwilę potem, siedzieliśmy już w jego aucie. Byłam przemoczona i drżałam z zimna. A on? Wciąż miał na ustach ten swój łobuzerski uśmieszek. Jednak widząc mnie jak dygoczę i, że jest mi zimno, ściągnął z siebie swoją kurtkę i okrył mnie nią. Zirytowana już dostatecznie, nie wytrzymałam i wybuchnęłam gniewnie. 
- Z czego rżysz?!  
- Ze szczęścia.
- Ze szczęścia?! - Syknęłam.
- Tak - Zatwierdził - Przynajmniej teraz wiem, że coś do mnie czujesz.
- Co? Nie! Mam narzeczonego ! To co się wydarzyło niedawno... Do tego nie powinno nigdy dojść!
- A jednak doszło i bardzo Ci się podobało.
- Byłam pijana...
- Robiłaś to z własnej woli... - Nie odpowiedziałam mu już nic. Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, rzuciłam mu oschłe dziękuję i chciałam wysiąść z pojazdu, ale znów mnie zatrzymał. 
- Czego chcesz?! Nie możesz mnie zostawić w spokoju?! I tak już mam wystarczająco duże problemy...Krystian mi nigdy tego nie wybaczy...
- Kochasz go?
- Co to za pytanie? - Prychnęłam - Oczywiście, że tak!
- Czyżby? Ja jednak uważam, że nie tak bardzo jak mnie... - Między nami nastała cisza. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Co ten idiota sobie myślał?! 
- Słuchaj! Ja i Krystian wkrótce mamy się pobrać więc nie pozwolę zniszczyć tego szczęści jaki z nim zbudowałam... Kocham go i nie zamierzam Ci tego więcej powtarzać.
- A mnie? Mnie kochasz? 
- Fabian...
- Odpowiedz! 
- Muszę już iść.. - Dostrzegłam jak w korytarzu mojego a raczej mojej matki mieszkania zapaliło się światło. Pewnie Krystian zobaczył, że podjechało auto. 
- Zaczekaj chwilę... - Spojrzałam mu w oczy. Dostrzegłam w nich smutek a jednocześnie radość, ze jest tu teraz ze mną. Dostrzegłam też coś takiego dziwnego...

***Fabian***

Siedząc tak w samochodzie i mając ją przy sobie, byłem ogromnie szczęśliwy. Jednak to szczęście runęło, kiery tylko zapaliło się światło w jej mieszkaniu. Ten kretyn musiał nas zauważyć. Mam ochotę wyjść i wpierdolić mu tak, że nie wstanie, ale nie mogę niestety tego zrobić ze względu na nią. Nigdy by mi tego nie wybaczyła. Pierwszy raz w życiu w tej chwili zapragnąłem znów być wampirem. Wtedy mógłbym porwać ją i zaprowadzić na drugi koniec świata, aby żaden inny mężczyzna nie mógł więcej na nią patrzyć. Spoglądając w jej ciemne oczy, miałem ochotę znów ją pocałować. Wtedy coś sobie przypomniałem...

'' - Tak mi Ciebie brakuje... - Spojrzałem na przyjaciela, który mimo tego, że był w ciele Ashley, dla mnie wyglądał tak jak kiedyś.
- Nie masz pojęcia jak mi... Mamy tylko parę godzin. Jej ciało jest za słabe a potem zniknę.
- Nic jej nie będzie? - Spytałem poważnym tonem głosu. Sam sobie nie zdawałem sprawy z tego, że przejmuję się nią tak bardzo. Właściwe pytanie brzmi ,, Dlaczego '' ?
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Ale czy Ty czasem nie zakochujesz się w tej dziewczynie?
- Co? - Zaśmiałem się - Nigdy w życiu. Przecież ja jej nienawi... - Nagle się zaciąłem. Nie mogłem wykrztusić z siebie tego słowa. Co jest grane?!
- Nienawidzisz jej? - Uniósł jedną brew ku górze - Znam Cię. Nawet kiedy nie wiedziałeś, że mnie tu nie było, ja ciągle nad Tobą czuwałem. Widziałem każde Wasze spotkanie. Widziałem kiedy pierwszy raz na nią spojrzałeś..
- To czarownica - Wtrąciłem - Nawet jakbym chciał to nic by nie mogło nas połączyć..
- Nie wszystkie czarownice są takie same.
- No nie wiem...
- To dlaczego teraz z Tobą rozmawiam? Tylko i wyłącznie dzięki niej. Gdyby nie ona, mnie by tu nie było - Uśmiechnął się lekko dając mi tym do myślenia.

 - Nie możesz jej pokochać. Za nic w świecie nie możesz zakochać się w Ashley Rebel- Wtrącił ostrym tonem głosu - Dobrze wiesz, że jak to zrobisz, cały plan legnie w gruzach.
- Nie zakocham się w niej.
- Obiecujesz?

- Obiecuję.. - Wyszeptałem. Miałem nadzieję, że dotrzymam słowa... '' 

Och przyjacielu. Tak bardzo przepraszam, że nie dotrzymałem słowa. Nie miałem na to żadnego wpływu. Tyle dla mnie zrobiła, że nie zdołałem jej się oprzeć.
- Pamiętasz dlaczego zechciałaś mi pomóc? - Spytałem.
- Nie rozumiem...
- Miałem spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć, że nic do Ciebie nie czuję.
- Więc powiedz to i pozwól mi odejść - Zbliżyłem się do niej i szepcząc jej do ucha, chwyciłem jej kruche dłonie w swoje.
- Tylko jest jeden problem.
- Jaki? - Zdziwiła się przełykając głośno ślinę.
- Nie mogę tego zrobić...
- Dlaczego? - Uniosła wzrok do góry, aby lepiej widzieć moje ciemne oczy i wtedy poczuła jak jej żołądek wywraca się do góry nogami. W gardle stanęła jej wielka gula.
- Dlaczego? - Uśmiechnąłem się - Przecież wiesz.
- Nie.. nie wiem...
- Pamiętam wszystko.. Pamiętam każdą chwilę spędzoną z Tobą i pamiętam dzień kiedy się w Tobie po raz pierwszy zakochałem...
- Nie mów tak.. - Wtrąciła - Najlepiej nic już nie mów! - Chwyciła za klamkę wystawiając jedną nogę z samochodu.
- Ashley.....
- Fabian, nie! - Wysiadła. Już chciała trzasnąć drzwiami, ale na szczęście zdążyłem w ostatniej chwili do niej krzyknąć tak, że usłyszała.
- Ja.. Kocham Cię! - Dopiero wtedy trzasnęła drzwiami i biegiem wparowała do środka domu.... Ja natomiast spojrzałem w niego a dłonią przeczesałem swoje rozwichrzone włosy - Oj przyjacielu... Jednak nie dotrzymałem słowa... Miałeś rację.. Miłość do tej dziewczyny mnie zniszczy.. - Odpaliłem silnik i odjechałem.

***Kris***

Siedziałem teraz obok mojego najlepszego przyjaciela na miejscu, gdzie niedawno siedziała Ashley. Wpatrywałem się w niego i aż było mi go żal.
- Oj przyjacielu... Jednak nie dotrzymałem słowa... Miałeś rację.. Miłość do tej dziewczyny mnie zniszczy..- Wypowiedział załamany. Patrząc się na niego w takim stanie, kroiło mi się serce.
- Gdybyś tylko wiedział jak ona Cię kocha...
- To wszystko jest do dupy - Ciągnął wjeżdżając na autostradę - To życie jest do dupy. Brakuje mi Ciebie. Jesteś jedyną osobą, która zdołałaby mnie z tego uwolnić..
- Nie mów tak. Dasz radę - Wyglądał koszmarnie. Włączył na ful muzykę w ogóle nie uważając na drogę - Co Ty wyprawiasz? ...
- Skoro nie mogę jej mieć, nie chcę żyć... - Przyśpieszył. Jechał na wprost wielkiej ciężarówki.
- Fabian! Zwolnij! Zwolnij do cholery!
- Chcę umrzeć.. - Wyszeptał. Puścił kierownicę zdając się na łaskę bożą. Co za idiota! Próbowałem jakoś zatrzymać pojazd, ale przecież jestem tylko duchem i moje próby szły na marne. Kiedy już był tuż przy ciężarówce, w ostatniej chwili udało mi się skręcić jego samochodem tak, że zjechał na pobocze i zderzył się z drzewem. Na szczęście nic mu się nie stało tylko lekko się potłukł - Co do chuja...? - Rozejrzał się wystraszony dookoła. Dopiero teraz dotarło do mnie, że dotknąłem rzeczy. Poczułem ją....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz