poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 31.

,, Boży dar '' -

Wróciłam do domu dość późno. Na szczęście każdy już spał i to było mi na rękę gdyż nie miałam ochoty z nikim z nich rozmawiać. Pierwsze co zrobiłam, to weszłam pod gorącą wodę, która leciała spod prysznica i obmyłam całe ciało. Robiłam wszystko byle by tylko nie myśleć o tym co wydarzyło się w tym domku. Niestety kiedy tylko położyłam się do łózka, zalała mnie fala pytań, dlaczego do kurwy nędzy on mnie nie pamięta?! To nie klei się w ogóle kupy. Przez to wszystko nie mogłam zasnąć. Na dodatek dzwonił do mnie kilkakrotnie Krystian. Byłam zbyt załamana i bałam się, że rozpozna iż coś jest nie tak.
- Hej - Odezwał się głos po drugiej stronie, kiedy tylko wykręciłam jego numer. O dziwo nie spał jeszcze - Dzwoniłem.
- Wiem, przepraszam. Nie dawno wróciłam do domu. Byłam na cmentarzu i...
- Nic się nie stało - Wtrącił - Chcesz pogadać? Czy wolisz jutro?
- Krystian?
- Tak? - Głos miał spokojny i pełen dobrych emocji. To było ukojenie dla moich uszu.
- Zaśpiewasz mi coś? - Spytałam. Potrzebowałam tego.
- Co? - Zaśmiał się - Zwariowałaś? Przecież jest przed pierwszą w nocy.
- Miałam ciężki dzień. Spotkałam się z prawie każdą osobą z jaką widzieć się nie chciałam podczas mojego pobytu tu i jedyne czego teraz chcę i potrzebuję to Ty.
- Aż tak źle? - Kiwnęłam głową, ale on przecież tego nie zobaczy. Co za idiotka ze mnie.
- Bardzo.. - Uśmiechnęłam się - Więc?
- Właź na skype. Muszę Cię zobaczyć - Nie dał mi dokończyć, tylko się rozłączył. Szybko odpaliłam laptopa i weszłam na skype tak jak mi kazał. Był dostępny. Chwile później, już gadaliśmy - Marnie wyglądasz...
- Wiem.. - Westchnęłam po czym wzruszyłam ramionami - Jestem strasznie zmęczona, ale nie mogę spać.
- Napisałem dziś piosenkę z myślą o Tobie...Chcesz posłuchać?
- Oczywiście! Nawet nie wiesz jak bardzo.. - Uśmiechnął się czule i wziął do ręki gitarę. Siedział na naszym łóżku w pokoju. Wiem to stąd, że było zapalone światło a ja doskonale znałam swój dom. I ten pokój. Chciałabym tam teraz z nim być.

,, Czasami to wydaje się niewidoczne
i tylko ja wiem co nas łączy
spójrz na mnie, powiedz
kto jest najlepszy
Blisko Ciebie, porywający moment
choć mało wiarygodny
spójrz na mnie, powiedz
kto jest najlepszy.
 Mówimy w tym samym rytmie,
ja to widzę ale ty tego nie dostrzegasz
nasza historia ciągle się powtarza,
nie jest ważny ten moment
podążam za tobą, idę
Mówimy w tym samym rytmie,
zawsze będę blisko ciebie,
choć nie zwracasz na mnie uwagi spójrz na mnie,
nie jest ważny ten moment [...]

- To.. To było piękne .. - Zakryłam twarz dłonią nie mogąc powstrzymać zachwytu. Nie dość, że był śliczny, słodki i czuły to był też w dodatku utalentowany i to bardzo.
- Podobało się ? - Kiwnęłam głową a on zrobił zadowoloną minę. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy, ale poczułam jeszcze większe zmęczenie więc pożegnałam się z Krystianem i przed wyłączeniem laptopa , zerknęłam jeszcze na facebook'a. Dostępna była Amanda. Przełknęłam głośno ślinę. Znów przed oczyma pojawiła mi się scena, kiedy Fabian spytał czy się znamy. Wzięłam się w garść i zaczęłam pisać.

,, Musisz mi wyjaśnić kilka rzeczy... '' - Ashley.
,,  Hej :) Jasne... Odpowiem na wszystkie pytania '' - Amanda.
,, Spotkajmy się jutro o dwunastej w południe w barze co kiedyś... '' - Ashley.
,, Już się nie mogę doczekać :) '' - Amanda.

Zamknęłam klapkę i położyłam się do łóżka. Zasnęłam chwilę później.
Wstałam dość późno jak na siebie i ku mojemu zdziwieniu, byłam wyspana. Ziewnęłam nim zwlekłam się z łóżka a kiedy byłam na nogach, weszłam do swojej starej garderoby. Ciuchy wciąż były na miejscu i założę się, że nikt tego nie ruszał. Rozejrzałam się dookoła. Pamiętam jak kiedyś kilka razy dziennie właziłam tu i się przebierałam. Wśród tych wszystkich ubrań, wisiał strój tancerki ,, The Girls ''. Zbliżyłam się do niego po czym dotknęłam małej spódniczki. ,, Stare dobre czasy '' - Pomyślałam. Kiedy już opuściłam to pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi, wyciągnęłam z torby swoje ciuchy i udałam się do łazienki. Jeszcze nie miałam okazji ani czasu rozpakować się. W sumie nawet chyba tego nie zrobię bo po co?. W łazience wzięłam ciepły prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy, nałożyłam lekki makijaż a włosy na koniec podkręciłam. Wyglądałam uroczo.
Po dziesiątej zeszłam na dół do salonu gdzie siedziała już Elsa. Przywitałam się i dosiadłam na kanapę.
- Dziś mamy spotkanie o dwunastej trzydzieści - Przerwała ciszę, która powstała zaraz po moim przyjściu.
- Co? - O matko. Zapomniałam - Do której?
- Nie mam pojęcia - Wzruszyła obojętnie ramionami - Ale zapewne z dwie lub trzy godzinki.
- Żartujesz sobie?
- Nie - Uśmiechnęła się - A co? Miałaś już jakieś inne plany?
- Nie.. Po prostu.. Chciałam odpocząć - Skłamałam - No nic. Później to zrobię.. - Po kilkunastu minutach wróciłam do swojej sypialni. Tam zjadłam śniadanie i zadzwoniłam do Amandy tłumacząc, że jednak o dwunastej spotkać się nie możemy ponieważ mam coś do załatwienia. Przeniosłyśmy to na dwudziestą.
Przebrałam się w elegancki strój i udałyśmy się z ciotką do wyznaczonego miejsca, dokładniej to do wielkiego budynku w środku miasta gdzie czekali już na nas mężczyźni w czarnych garniturach i białych krawatach. Rozmawialiśmy dosyć długo. Mówili coś o spadku babci, o jej domu, rzeczach i takich duperelach. Dali nam też dokument w którym pisało czy chcemy zachować to wszystko czy może sprzedać bądź oddać. Mielimy trzy dni do namysłu. Te spotkanie tak mnie wykończyło, że na nic więcej nie miałam ochoty i czasu. Pierwsze co zrobiłam wracając do domu, to rzuciłam się na łóżku i zasnęłam. 
- Ashley, kochanie. Obudź się.. - Otworzyłam wolniutko oczy. Nade mną stała moja mama, która lekko się uśmiecha wpatrując się we mnie.
- Co.. co się stało..?
- Ktoś na Ciebie czeka w salonie - Szepnęła - Wstawaj - Klepnęła mnie w ramię po czym wyszła. Ja natomiast przetarłam rękoma oczy i chwilę później, zwlekłam się z łóżka. Do ręki wzięłam telefon w którym była wiadomość od Krystiana.

,, Kocham Cię i tęsknie ''.

Odpisałam, że też go kocham i, że wieczorem zadzwonię. Wolnym krokiem opuściłam swój pokój i ruszyłam w stronę salonu. Kto mógł do mnie przyjść o siedemnastej po południu?
- Ty? - Zdziwiłam się widząc jego postać siedzącą w fotelu. Na dźwięk mojego głosu wstał na równe nogi i obrócił się w moim kierunku. Wciąż miał blond włosy i wyglądał tak samo jak brat.
- Cześć - Przywitał się - Wróciłaś...
- Jak widać - Wzruszyłam ramionami - Po co przyszedłeś?
- Pogadać.
- O czym?
- Dobrze wiesz... Idziemy się przejść by nikt nam nie przeszkadzał?
- Chodźmy do gabinetu. Tak będziemy mieć spokój - Ruszyłam jako pierwsza. On szedł za mną a dłonie miał w kieszeni spodni. Kiedy znaleźliśmy się w środku pomieszczenia, zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam w mamy fotelu. On natomiast usiadł naprzeciwko mnie po drugiej stronie biurka - Więc o czym chciałeś gadać? - Zmierzyłam go od stóp wzwyż. Zmienił się. Nie był już tak chudy, urósł i był bardzo dobrze umięśniony. Patrząc na niego nie widziałam już swojego przyjaciela. W żadnym z nich tego nie widziałam.
- Słuchaj... - Złapał się za brodę i chwilę czasu pomyślał, aż wreszcie wziął głęboki oddech i wolniutko wypuścił powietrze z płuc. Wiedziałam, że coś go trapi, ale nie wiedział jak ma się za to zabrać.
- Mów - Ponagliłam go - Od kiedy jesteś taki wstydliwy? - Uśmiechnęłam się.
- Cieszę się, że przyjechałaś, ale chcę wiedzieć jakie masz zamiary - Spojrzałam na niego nie rozumiejąc tego co przed chwilą powiedział.
- Wobec kogo?
- No wiesz...
- Masz na myśli Fabiana, prawda?
- Dużo się zmieniło i ...
- Teraz to ja Ci coś powiem - Wtrąciłam. Zerknął na mnie a nasz wzrok się napotkał. I dobrze. Może wtedy coś do niego dotrze - Przyjechałam tu tylko i wyłącznie dlatego, że musiałam. Inaczej by mnie tu nie było. Jeżeli myślisz, że chcę, aby z powrotem mnie i Twojego brata coś połączyło, to mylisz się. On mnie już dawno nie interesuje..
- Po prostu nie chcę, aby cierpiał...
- Cierpiał? - Zaśmiałam się - Żartujesz, prawda? Jedyną osobą, która cierpiała to byłam ja.
- Ashley...
- Pomogłam mu.. - Wyszeptałam tak, aby mógł usłyszeć moje słowa -  Rzuciłam to pieprzone zaklęcie a on jak mi się odpłacił? Zniknął i nigdy więcej się nie pokazał.. Więc niech to do Ciebie dotrze, że między mną a nim nigdy już do niczego nie dojdzie...
- Nie miałem szansy Ci podziękować za to co dla niego zrobiłaś bo wyjechałaś, ale teraz dziękuję Ci z całego serca. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy.. I dla niego..
- Wiesz.. Wolałabym usłyszeć to ,, dziękuję '' od Fabiana, ale widzę, że tego nigdy się nie doczekam.
- Dużo się zmieniło..
- Doprawdy? - Parsknęłam - Jak na przykład to, że mnie nie pamięta? - Kiedy to powiedziałam, zapadła kilkusekundowa cisza. Wreszcie wziął się na odwagę i odezwał.
- Skąd wiesz? - Spytał.
- Wpadłam na niego wczoraj wieczorem - Wzruszyłam ramionami - A on potraktował mnie tak jakby w ogóle mnie nie znał.
- Bo tak jest..
- Ale jakim cudem? Chcę tylko to wiedzieć...
- Przykro mi, ale najlepiej będzie jak będziesz trzymać się od niego z dala..
- Fabian!
- Kiedy Cię potrzebował, wyjechałaś. Zostawiłaś go i Amandę..
- Musiałam to zrobić. Nie masz prawa mnie oceniać..
- Tak, ale nie wiesz jak oni wtedy cierpieli. Ja wiem, bo każdego dnia z nimi byłem..
- Fabia cierpiał? A ja to co? Zrobiłam wszystko byle by tylko on mógł być z powrotem człowiekiem! Moja babcia przez niego nie żyje...
- Nikt Cię o to nie prosił i nie obwiniaj go o tą śmierć bo to tylko i wyłącznie Twoja wina! To Ty ją zabiłaś!  - Walnął pięścią w biurko a mnie aż przeszły ciarki. Nigdy nie widziałam go w tym stanie. A te słowa? Jak on śmiał coś takiego powiedzieć?! Poczułam jak moje ciało ogarnia wielka wściekłość i smutek w jednym. Gniew buzował w całym moim ciele - Ashley.. Przepraszam.. Nie chcia..- Nagle złagodniał widząc moje łzy w oczach.
- Wynoś się stąd.. - Warknęłam.
- Ashley.. - Wyciągnął dłoń w moją stronę a kiedy otarł palcami o moją skórę, poczułam się jakoś dziwnie. Kiedy spojrzał mi w oczy, wystraszył się czegoś i odsunął się ode mnie kilka kroków.
- Wynoś się ! - Powtórzyłam tym razem jeszcze głośniej. Drzwi od gabinetu otworzyły się z wielkim hukiem. Bez żadnego więcej słowa, Tom wyszedł szybkim krokiem z pokoju i udał się na zewnątrz. Ja natomiast opadłam bezwładnie z powrotem na fotel i zaczęłam płakać. Jak on śmiał coś takiego powiedzieć?! Myślałam, że był kiedyś moim przyjacielem.. Dopiero chwilę późnej zorientowałam się co tak właściwie się stało.  Drzwi same się otworzyły. Jak to możliwe? - Co się ze mną dzieje..? - Całe moje ciało się gotowało. Emocje opadły dopiero godzinę później. Czułam się już lepiej, ale dalej nie doszłam do siebie. Kiedy dochodziła dwudziesta, poprosiłam Macieja, aby zawiózł mnie w umówione miejsce z Amandą. Zrobił to a na miejscu byłam godzinę później.
- Jesteś... - Odezwała się Amanda, widząc mnie podchodzącą do jej stolika.
- Przecież się umówiliśmy - Odparłam po czym się dosiadłam - I cześć.
- Hej - Uśmiechnęła się. - Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej.. - A więc Tom nie mówił jej o naszym spotkaniu? Pewnie bał się jej reakcji.
- Wszystko gra - Rozejrzałam się dookoła a na jej palcu dostrzegłam obrączkę. Czy ona?...- Czy Ty...
- Tak. Jestem żoną Toma..
- Naprawdę? - Mrugnęłam kilkakrotnie przetrawiając w głowie jej słowa. Żoną?
- Tak.. Dużo się zmieniło od Twojego wyjazdu..
- Zauważyłam - Wtrąciłam.
- Za nim przejdziemy do sedna sprawy, chcę z Tobą porozmawiać o wszystkim.
- Czyli? - Zdziwiłam się.
- Chcę wiedzieć jak Ci minął czas przez te pare lat. Co robiłaś, jak żyjesz, czy masz pracę, dzieci...
- Więc hm.. Mieszkam razem z moim narzeczonym.. Dzieci jeszcze nie mamy, ale planujemy za około rok, prace mam dobrą.. Studiuje prawo - Uśmiechnęłam się czule. Dopiero teraz do mnie dotarło jak wydoroślałam przez ten czas. Przecież zawsze śmiałyśmy się z takich ludzi co zajmują się poważnymi rzeczami a my traktowałyśmy życie jak przygodę. Bawiłyśmy się najlepiej jak potrafiłyśmy - A Ty? Jak z Tobą?
- Dobrze - Odwzajemniła uśmiech - Dwa lata po Twoim wyjeździe, wzięłam ślub. Mamy też synka...
- Naprawdę?! - Kiwnęła potwierdzająco głową - Moje gratulację!
- Dziękuję.. Pracę też mam dobrą, nie narzekam. Tom także.. - Ciągle myślałam o Fabianie a raczej o tym, że mnie nie pamięta. Jak to możliwe ?! - Ashley?
-Tak? - Wyrwał mnie z rozmyśleń jej głos.
- Ja tu opowiadam o sobie, ale widzę, że myślisz o czymś całkiem innym. To ma związek z tym, że chciałaś się spotkać, prawda?
- Tak.. Przepraszam..
- Chodzi o Fabian? - Kiwnęłam głową - Spotkaliście się?
- Zaraz po tym jak opuściłam cmentarz.. - Przypomniałam sobie słowa Toma, że mam dać spokój sobie z Fabianem. Jasne, dam, ale kiedy dowiem się prawdy o co w tym wszystkim chodzi.
- Ashley...
- Dlaczego on mnie nie pamięta? - Wtrąciłam pewnym siebie głosem. Spojrzałam jej w oczy. A więc o to chodziło, kiedy wczoraj na cmentarzu powiedziała, że powinnam o czymś wiedzieć. To chciała mi powiedzieć.. Ona wie wszystko.
- Uspokój się...
- Powiedz dlaczego. Co tu się stało do cholery?
- Fabian, on... Pamiętasz kiedy go przemieniłaś?
- Oczywiście, że tak. Wtedy moja babcia zginęła.. - A raczej ja ją zabiłam.
- Fabian przeszedł przemianę w kilka dni.. Kiedy wyjechałaś, wrócił do bycia człowiekiem, ale stracił pamięć. Wszystkie wspomnienia z bycia wampirem zniknęły..
- Ale dlaczego nie pamięta mnie a Ciebie tak?
- Poznał nas jako wampir. Mnie też nie pamiętał. Teraz zna mnie jako partnerkę swojego brata...
-Więc kiedy stał się człowiekiem, wszystkie wspomnienia zniknęły..
- Dokładnie. Pamięta tylko to co działo się przed wypadkiem samochodowy. Potem miał pustkę i od czterech lat ma nowe życie.
- I pewnie nie wie o tym, że był wampirem, że klątwa itd?
- Nie, nie wie.
- Dlaczego mu nic nie powiedzieliście? Nie uważacie, że powinien wiedzieć?
- Lepiej jak żyje nieświadom tego co było. Mniej go to wszystko boli.
- Od kiedy Ty go tak lubisz? Przecież zawsze mnie ostrzegałaś przed nim...
- Wszystko się zmieniło - Wtrąciła.
- Już to mówiłaś.
- Ashley.. Uspokój się..
- Jak mam się uspokoić jak właśnie się dowiedziałam, że robicie z niego idiotę?!
- Przesadzasz - Poczułam jak napełnia mnie gniew. Znów te same uczucie co wtedy w gabinecie mamy. Tętno przyśpieszyło, serce biło szybciej a w środku mi się aż gotowało - Ashley, co się dzieje?
- Nic - Warknęłam. Nagle ktoś wszedł do środka. Spojrzałam w stronę drzwi i zadrżałam. W naszym kierunku szedł Fabian, ale chwila. Nie był sam. Był z jakąś dziewczyną.
- Cześć - Przywitał się i zaraz po tym, dosiedli się do naszego stolika.
- Hej - Odezwała się długonoga blondynka. Zmierzyła mnie całą i wymusiła uśmiech na swojej twarzy.
- Cześć - Wymamrotałam. Amanda spojrzała na mnie a potem na nich i tak kilka razy.
- Miło znów Cię widzieć - Zwrócił się do mnie - Znacie się?
- Tak.. - Wtrąciła Amanda - To jest Ashley Rebel. Ashley? to jest Fabian i jego dziewczyna, Dominika.
- Narzeczona - Poprawiła ją. Narzeczona?
- Lepiej jak już pójdę - Chciałam odejść, ale mi na to nie pozwolił.
- Zostań jeszcze trochę. Dopiero młoda godzina - Zaśmiał się. Matko, patrząc się tak na niego, zobaczyłam jak bardzo się zmienił. Kiedyś był poważny, cichy i ciągle naburmuszony a teraz ze wszystkiego się cieszył i z każdym rozmawiał. Spojrzałam na Dominikę. Miała duży brzuch i zaokrąglony. Nie, to niemożliwe.
- Czy Ty.. Jesteś w ciąży? - Palnęłam bez namysłu.
- Tak.. Spodziewamy się dziecka - Fabian objął swoją narzeczoną i złożył delikatny pocałunek na jej ustach. Kiedyś takimi obdarowywał mnie. Do oczu naleciały mi łzy - Hej, co się stało?
- Nic.. Naprawdę będzie lepiej jak już pójdę - Wstałam i gdy już chciałam iść, ktoś chwycił mnie za dłoń.
- Spotkamy się jeszcze? - Ten głos. Ten cudowny głos! Znów poczułam przypływ energii po zetknięciu się z nim. On także wiedział, że coś się wydarzyło. Nagle złapał się za głowę i upadł z powrotem na swoje miejsce.
- Fabian! - Krzyknęłam.
- Kochanie, co się dzieje?! Wezwać pogotowie?!
- Nie.. Wszystko już gra... - Zerknął na mnie przerażony.
- Co.. Wszystko w porządku? - Tym razem to ja mu zadałam to pytanie.
- Kim.. Kim Ty jesteś? - Wyszeptał. Nie wiedziałam co powiedzieć. Zamilkłam.
- Dlaczego pytasz? - Wtrąciła zdziwiona Amanda.
- Ja.. Sam już nie wiem... - Nie czekając na nic więcej, wyszłam na zewnątrz i ruszyłam w stronę taksówek.
- Ashley! Zaczekaj! - Stanęłam widząc biegnącą do mnie Amandę.
- Czego chcesz?! - Wrzasnęłam.
- Przepraszam za to...
- Powinnam była nigdy tu nie przyjeżdżać jasne?! nie powinnam..
- Nie skończyłyśmy rozmawiać.. Proszę, daj mi jeszcze chwilę.. Nie chcę znów Cię stracić.. - Nagle zaczął dzwonić jej telefon. Odebrała.
- Co się stało? - Spytałam widząc jej przerażenie.
- Antoś.. Mój synek.. Ma wysoką gorączkę. Dzwonił Tom.. Kazał mi szybko przyjechać..
- Nic mu nie jest?!
- Nie wiem... Pojedziesz ze mną? Proszę.. - Zgodziłam się ze względu na Antosia i biegiem ruszyłyśmy w stronę taksówek. Pod jej domem byłyśmy chwilę później. Mieszkała niedaleko.Na mój widok Tom nie był zadowolony. Co mu się dziwić? Szczerze mówiąc też nie chciałam go oglądać. Wraz z Amandą udali się do pokoju Antosia a mi moja dawna przyjaciółka, pozwoliła zwiedzić cały dom, abym się nie nudziła. Tak też zrobiłam. Kiedy znalazłam się w ich sypialni, rozejrzałam się dokładniej po tym pomieszczeniu. Moją uwagę przykuła mała, drewniana szkatułka. Kiedy zorientowałam się, że nikogo nie ma w pobliżu, otworzyłam ją i aż odebrało mi dech w piersi, gdy zobaczyłam co znajduje się w środku. Mały kamyczek. Ten sam kamyk, który podarowała mi babcia w moje urodziny. Ale jak?
- Kiedy zabrali Cię do szpitala, znalazłem go na podłodze - Obróciłam się w jednej chwili. Za mną stał Tom.
- To należało do mojej babci.. Nie zamierzałeś mi go oddać, prawda?
- Nie miałem okazji.
- Chcę go z powrotem..
- Weź. Nie potrzebujemy go - Tak też zrobiłam. Wzięłam go do ręki i wymijając blondyna, wyszłam na zewnątrz. Nie miałam ochoty z nikim się żegnać. Jedyne czego teraz chciałam, to znaleźć się w tym starym opuszczonym domku gdzie rzuciłam zaklęcie na Fabiana. Byłam tam godzinę później. Wchodząc do środka, znów ogarnęło mnie przeczucie, że ktoś tu jest. Wpadłam w panikę, ale nie dałam się wyprowadzić z równowagi. Zagłębiłam się w środku budynku i w dupie miałam to, że to teren prywatny. Kiedy klękłam pod ścianą, zły zalały mój policzek.
- Babciu.. - Wyszeptałam załamana - Co mam robić? Dlaczego to tak boli?... Nie widziałam, że już po pierwszym dniu będę tak cierpieć..- Kaszlnęłam zamykając wolniutko oczy. Coś zleciało na ziemię. Duży huk.
- Halo?! Kto tu jest?! - Wrzasnęłam. Odpowiedziała mi cisza. Chyba popadam w paranoję.
- Ashley...-  Co do chuja? Głos był tak cichy, że ledwo dałam radę cokolwiek usłyszeć. Przełknęłam głośno ślinę. Chyba już wiedziałam z kim mam do czynienia.. Z duchem..
- To nie jest śmieszne...! - Wstałam na równe nogi i zaczęłam rozglądać się dookoła.
- Ashley... - Coś stało za mną. Obrócić się czy nie? Wzięłam się na odwagę i najwolniej jak tylko potrafiłam, spojrzałam za siebie. Zaczęłam wrzeszczeć z całych sił.
- Phesmatos! - Sama nie wiem czemu wypowiedziałam to zaklęcie. Przecież straciłam moce, więc i tak mi nic to nie da. Ale ku mojemu zdziwieniu, całe pomieszczenie rozbłysło a kamień w mojej dłoni świecił i parzył mnie w rękę.......


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz