poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział 38.

,, Boży Dar '' - sex

Szybko wróciłam do domu z nadzieją, że Krystian mnie wysłucha, że chociaż da mi sobie wszystko wyjaśnić, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Przeszukałam całe mieszkanie a po nim ani śladu. Westchnęłam ciężko i wolniutko wypuściłam powietrze z płuc. Oparłam się o ścianę w korytarzu a moja głowa poczuła lekkie ukłucie. Nieprzyjemny ból.
- Kogo szukasz? - Spytała mama stając obok mnie, uważnie mi się przyglądając. Była zmartwiona moim zachowaniem oraz wyglądem. W sumie co się dziwić jak wyglądałam koszmarnie.
- Widziałaś Krystiana? - Wreszcie spojrzałam w jej oczy z nadzieją, że powie mi to co chce usłyszeć. Że powie, że Krystian gdzieś poszedł, ale zaraz przyjdzie. Niestety jej odpowiedź była całkiem inna.
- Z jakieś dziesięć minut temu spakował swoje rzeczy i wyszedł... Kochanie, co się stało?
- Jak to wyszedł? I spakował się?
- Powiedz mi jak coś nie gra.. - Nie odpowiadając, pobiegłam do jego sypialni. Rzeczywiście nie było żadnych jego ubrań czy nawet laptopa. Wszystko zabrał. Nie! Nie! Nie! Wystukałam jego numer po czym od razu zadzwoniła, ale i to zdało się na marne. Nie odbierał. Zakryłam dłonią usta i wybuchnęłam płaczem. Chyba właśnie go straciłam na zawsze - Ashley... - Za mną weszła moja matka, która od razu do mnie podeszła i mocno mnie do siebie przytuliła.
- Krystian ze mną zerwał... - Wyszeptałam czując jak uginają się pode mną nogi.
- Co takiego?
- Dowiedział się o mnie... wie, że jestem czarownicą...
- Ashley..
- Widział jak całowałam się z Fabianem..
- O matko - Wtuliła się we mnie jeszcze bardziej jakbym miała zaraz uciec a ona chciała mnie zatrzymać - Musisz z nim porozmawiać...
- Nawet nie wiem gdzie on jest.. - Wzruszyłam bezradnie ramionami. Po kilkunastu minutach udałam się do swojego pokoju nie mając ochoty z nikim rozmawiać i zamknęłam za sobą drzwi z wielkim hukiem. Następnie rzuciłam się na łóżko i najzwyczajniej w świecie się rozpłakałam. Miałam już dosyć tego wszystkiego. Z jednej strony Krystian mnie znienawidził, ale z drugiej strony poczułam ulgę, że wreszcie o wszystkim wie. Że nie będę musiała go już nigdy więcej okłamywać.. Ale przecież, Krystian wyjechał. Wrócił do domu i to beze mnie. Nienawidzi mnie pewnie z całego serca i to tylko wyłącznie moja wina. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
- Mogę wejść? - Ktoś zaczął pukać do drzwi. Usłyszałam głos Adriana więc zgodziłam się wpuszczając go tym do środka. Wszedł i od razu bez żadnego ,, Co się stało? '', przysiadł się do mnie i mocno objął mnie ramieniem.
- Czego chcesz? - Szepnęłam - Nie mam ochoty na rozmowy...
- Wiem. Dlatego nic nie mówię a po prostu siedzę.
- I co Ci to da?
- Mi ? Mi nic, ale Tobie dużo - Złożył czuły pocałunek na moim policzku a ja poczułam mieszankę jego perfum. Pachniał tak cudownie. Siedzieliśmy w ciszy dobre dziesięć minut, kiedy nagle spojrzałam mu w oczy.
- Co Ty właściwie o mnie wiesz? - Spytałam mrużąc oczy.
- Że jesteś głupia, pusta, często nie masz racji...
- Ej! - Szturchnęłam go łokciem na co się uśmiechnął i ja też - A tak serio?
- Jesteś przyjacielska, miła, bardzo uczuciowa.... Nie można o Tobie powiedzieć złego zdania.
- Naprawdę tak uważasz? - Zdziwiłam się. On tylko kiwnął potwierdzająco głową - Dziękuję.
- Czekaj, czekaj.. bo czegoś tu nie rozumiem. Krystian jest zazdrosny o Fabiana, tak?
- Daj spokój. Nie chcę o tym gadać.
- No weź... Bo naprawdę nie łapie.
- Ta..jest zazdrosny.
- I dlatego stąd wyszedł?
- Dowiedział się, że jestem czarownicą... No i widział jak całuję się z Fabianem.
- Niezły bigos..
- Trochę - Wzruszyłam ramionami - Chyba do niego zadzwonię... - Wyciągnęłam z kieszeni telefon i wykonałam kilka połączeń do Krystiana, ale i tym razem nie odbierał. Na koniec wyłączył tylko telefon. Chciało mi się jeszcze bardziej płakać.
- Hej... Daj spokój. Uśmiechnij się.
- To moja wina... - Wyszeptałam. Muskając dłonią, dłoń Adriana, poczułam dziwne wibracje - Co to? - Spytałam przestraszona.
- Nie wiem.... - Tym razem złączyliśmy nasze dłonie specjalnie, aby się dowiedzieć co może się stać. Wtedy zobaczyłam połowę myśli Adriana, jego wspomnienia i przeszłość. Tak samo jak on moją zobaczył. Widział pierwsze spotkanie z Fabianem. Nasze pocałunki, zloty i upadki... - On jest wampirem?! - Nagle wstał i odszedł kilka kroków w bok.
- Był...
- Ale jak to możliwe?
- Co.. coś nie tak?
- Nigdy w życiu nie powinna byłaś go spotkać.. To niebezpieczne..
- Już jest człowiekiem...Poza tym nigdy by mi nie zrobił krzywdy...
- Ty naprawdę go kochasz.. - Nie odpowiedziałam. Poza tym to i tak jest nieodpowiednia na to chwila - Dlaczego nie chcesz z nim być skoro już nic nie stoi Wam na przeszkodzie?
- Bo to niemożliwe. Krystian pomógł mi o nim zapomnieć i chcę być z Krystianem.
- Ty nigdy o nim nie zapomniałaś - Uśmiechnął się - I nigdy nie zapomnisz.
- Przez niego zabiłam babcię! - Krzyknęłam wreszcie. Spojrzał na mnie spode łba jakby chciał rozgryźć dokładniej moje słowa. Najwyraźniej tych myśli i wspomnień nie widział. Wzięłam się w garść i kontynuowałam - To było przed moim powrotem tutaj. Około pięć lat temu. Chciałam mu pomóc bo tylko ja mogłam to zrobić. Rzuciłam zaklęcie, które miało przywrócić jego człowieczeństwo, jednak byłam za słaba. Ostrzegali mnie wszyscy, że nie mam wystarczająco dużo sił a mimo tego i tak zrobiłam po swojemu. Prawie zginęłam....
- Twoja babcia oddała za Ciebie życie, prawda? - Dokończył widząc jak łamie mi się głos. Kiwnęłam głową - Nie miałaś pojęcia o tym co się stanie jeśli rzucisz zaklęcie - Zaczął mnie bronić.
- Ale mogłam to przewidzieć. Zresztą nie ważne.. - Wstałam i spojrzałam na zegarek. O rzesz. Zapomniałam. Muszę wrócić do Fabiana i mu pomóc po raz ostatni.
- I znów do niego idziesz - Zaśmiał się.
- Co? Ej! Przestań czytać mi w myślach! - Warknęłam.
- Więc chcesz wskrzesić jego przyjaciela, tak? - Kiwnęłam potwierdzająco głową, ale i tak się zdenerwowałam, że znów naruszył moją prywatność. Teraz rozumiecie dlaczego tak bardzo ja nie lubię tego robić. - Po co?
- Jak to po co?
- No bo skoro Fabian Cię nie obchodzi ....
- Daj spokój. Nie chcę tego słuchać. A teraz pozwól, że sobie pójdę.. - Już chciałam wypowiadać zaklęcie, kiedy podszedł do mnie i złapał mnie za obie dłonie.
- Gdyby nie to, że jestem inny... sam bym się w Tobie zakochał. Jesteś warta każdego uczucia a już najbardziej miłości. Jednak cieszę się, że nie mogę Cię pokochać bo tylko bym cierpiał. Twoje serce należy do Fabiana i nie będziesz szczęśliwa z nikim innym. Ale jeżeli tak bardzo zależy Ci na tym Krystianie.. Zajmę się tym - Powiedział i zniknął. Rozpłynął się.
- Krystian! - Wrzasnęłam. Nigdzie go nie było. Co miały znaczyć te słowa, że się tym zajmie? Co on wymyślił do cholery?! Jednak teraz nie miałam na to czasu. Głęboko odetchnęłam i już po chwili opuściłam mieszkanie, zjawiając się kilka minut później w domku w środku lasu. Fabian siedział przy stole tak zamyślony, że nie zauważył mojej obecności. Już chciałam się odezwać, ale dostrzegłam, że nie jest sam. Obok niego był Tom. Przypomniała mi się sytuacją, kiedy podsłuchiwałam ich w szkole.
- Co Ty najlepszego do cholery wyprawiasz?! - Warknął blondyn.
- Chcę odzyskać przyjaciela...
- To niemożliwe. Kris odszedł...
- Jest szansa, aby wrócił! Nie rozumiesz?!
- Fabian...
- Nie pozwolę Ci tego spieprzyć! - Wstał i z całej siły pchnął brata na ziemię.
- Ty ją kochasz... - Wyszeptał Tom wpatrując mu się w oczy.
- Nie pierdol głu....
- Kochasz ją i przyznaj się! - Teraz to Tom z całej siły zaczął nim szturchać.
- Tak! Kocham! Zadowolony?!
- Nie.. - Mruknął tamten - Przez nią tylko cierpisz..
- Przez nią? A z czyjej dokładnie winy, co?
- Ashley Rebel nie jest odpowiednią dziewczyną dla Ciebie.
- Czyżby? A Amanda to jest odpowiednia dla Ciebie? - Zaczęli na przemian siebie mierzyć a ja czułam od każdego narastające napięcie. Może powinnam to przerwać? Bo w końcu to przeze mnie się kłócą. Tak jak kiedyś...

,, Szłam teraz przez główny hol, kiedy dostrzegłam stojących przy ścianie Fabiana z Tomem. Wiem, że nie powinnam podsłuchiwać, ale zatrzymałam się dopiero wtedy, kiedy usłyszałam swoje imię. Rozmawiali o mnie... Schowałam się za ścianą i modliłam się, aby mój super słuch się teraz włączył. Proszę, proszę, proszę....! Kurwa!
- Daruj sobie i odpuść - Rzekł spokojnym głosem Tom. Tak! Udało mi się!
- Nie mów mi co mam robić - Syknął szatyn - Nie zapominaj, że jestem starszy.
- O kilka minut. Proszę Cię. Nie tutaj. To moja przyjaciółka i zasługuje na dobre życie...
- Zakochałeś się w niej czy co? Co Cię obchodzi jej życie..
- Nie zakochałem się w niej.. Ale trzymaj się od niej z dala! Jeżeli choćby włos jej z głowy spadnie...
- To co? Co mi zrobisz? - Tom nie odpowiedział nic. Spuścił tylko głowę w dół i stał w milczeniu - Mógłbym rozerwać Cię na kawałki w jednej chwili więc lepiej nie wpierdalaj mi się w drogę bo dokładnie wiem co robię.
- Nie panujesz nad tym... Nie o tej godzinie.. Zmieniasz się..
- Wystarczy! - Warknął - Nie waż się więcej mówić mi co mam robić.. [...]


- Przestańcie - Wreszcie wyszłam z ukrycia. Nie chciałam dopuścić do bójki. 
- Nie wtrącaj się w to.. - Rozkazał mi szatyn - A Ty .. - Zwrócił się do brata - Spadaj stąd.
- Nie chcę Cię znów stracić..
- Jeżeli rzeczywiście nie chcesz mnie stracić to ogarnij dupę i zastanów się nad swoim zachowaniem. O wszystko obwiniasz Ashley a zapomniałeś kto mi właściwie pomógł? Ona. Pamiętasz kto pomagał Tobie?  Ona. Kto jako pierwszy się z Tobą zaprzyjaźnił? Ona! Do kogo zawsze leciałeś po pomoc? do niej!
- Dajcie spokój... - Wtrąciłam, jednak mnie nie słuchali.
- Na Twoim miejscu przeprosił bym ją za wszystko i znów próbował się zaprzyjaźnić... Ale Ty jesteś na to za głupi. 
- Wystarczy! - Krzyknęłam.
- On ma rację. Lepiej jak już pójdę - Tom spojrzał na mnie smętnie po czym rzeczywiście wyszedł pozostawiając mnie samą ze swoim bratem bliźniakiem.
- Po co tak mu nagadałeś?! - Szturchnęłam Fabiana, który do mnie podszedł.
- Należało mu się...
- To Twój brat!
- To nie znaczy, że może postępować jak idiota - Warknął. Nie chcąc się z nim bardziej kłócić, odpuściłam - Możemy zaczynać?
- Jasne... Masz księgę?
- Tak - Z torby wyciągnęłam starą, dużą księgę, która liczyła ponad dwa tysiące trzysta osiemdziesiąt pięć zaklęć.  
- Sporo tego.. - Szepnął.
- Wymiękasz?
- Nie.. Ale jesteś pewna, że to bezpieczne? nie chcę powtórki z kiedyś..
- Ta. Nic mi nie będzie a poza tym to tym razem nie miałby kto mnie ratować - Zaśmiałam się chcąc obrócić to w żart, ale jemu do śmiechu nie było. Spiorunował mnie tylko wzrokiem na co ja szybko spoważniałam - Przepraszam.. - Dodałam.  
- Zaczynamy? - Kiwnęłam głową i wzięliśmy się od razu do roboty. Na trzydziestej stronie znalazłam odpowiednie zaklęcie do przywrócenia zmarłych. Niestety zaklęcie te było tak skomplikowane, że nie wiedziałam jak je rzucić. Potrzebowałam bowiem pomocy z drugiej strony, aby mi się udało. Kogoś kto przyciągnie ducha do świata żywych, ale też kogoś kto go wypchnie ze świata zmarłych. 
- O to się nie bój - Odezwał się za nami piskliwy głos. Kris stał oparty naprzeciwko mnie z poważną miną - To nie problem.
- Kto nam pomoże? - Zdziwiłam się.
- Moja mama i Twoja babcia.. - Zachłysnęłam się powietrzem słysząc te dwa słowa ,, Twoja babcia ''. Chwila minęła nim się ocknęłam.
- Jak to... moja babcia? 
- Znalazły mnie i powiedziały, że mogą pomóc. Jest możliwość przywrócenia jednej osoby.. - Spojrzałam na Fabiana, który od razu odgadł moje myśli.
- Ashley, nie.. - Wyjąkał, ale nie słuchałam go. Skupiłam się tylko na jednym.
- Chcę przywrócić babcię - Warknęłam. 
- To niemożliwe.. - Spojrzałam na Krisa, który właśnie do mnie podszedł - Jest za słaba do przejścia tutaj. Jest czarownicą więc tylko ona może rzucać zaklęcie.
- Ale...
- Przykro mi Ashley.. Jeżeli nie chcesz mi pomóc to zrozumiem... 
- Pomogę Ci.. - Rzekłam chociaż łzy spłynęły po moim policzku.
- Naprawdę? - Kiwnęłam głową.  
- Zaczynamy? - Obaj zgodzili się triumfalnie a ja wzięłam się do roboty. Usiedliśmy w kółku po czym cała trójka chwyciła się za dłonie. Musieliśmy utworzyć okrąg - Gotowy? - Zwróciłam się do bruneta.
- Tak.. - Odrzekł. Niczego wiecej nie potrzebowałam. 
- Mi esha le bisho ti fatu... Mi esha le bisho ti fatu... Mi esha le bisho ti fatu...- Zawiał chłodny wiatr. Drzwi od pomieszczenia otworzyły się z wielkim hukiem a okno wyleciało w powietrze.
- Ashley... to tak powinno wyglądać? - Spytał wystraszony Fabian, ale nie odpowiedziałam. Ciągle tylko powtarzałam zaklęcie. Otworzyłam oczy i wtedy zamarłam. Jak przez mgłę widziałam swoją babcię trzymającą się również za ręce z jakąś kobietą. Siedziały tuż przy nas, trzymając równocześnie za ramię Krisa. 
- Babcia... - Szepnęłam a ona w tej samej chwili na mnie spojrzałam. Rozbłysło światło. Kris zniknął. Rozpłynął się a my oszołomieni tym wydarzeniem, spojrzeliśmy na siebie po czym wstaliśmy na równe nogi - Kris?!
- Kris?! - Krzyknęłam - Gdzie jesteś?! Kris?! - Cisza. No nie! Coś poszło nie tak. Zaklęcie się nie udało. Zaczęłam chodzić w tą i z powrotem przeklinając w kółko. Nawet zapomniałam o tym co widziałam. Nic mi się dziś nie udaje. Centralnie nic! - Jestem nieudacznikiem!
- Co? nie mów tak.. - Przytulił mnie do siebie a ja nie ogarniałam tego co się dzieje. Chwilę później podszedł do jakieś szafki i wyciągnął z niej butelkę czerwonego wina - Chcesz się napić?
- Daj... - Usiedliśmy pod ścianą i zaczęliśmy najzwyczajniej w świecie pić łyk za łykiem opowiadając o swoim spapranym życiu. Miałam wszystkiego dosyć. Nie miałam sił i pragnęłam spokoju i jedynym pomysłem jaki wpadł mi do głowy, było nawalenie się. Nie musiałam długo czekać. Po dwudziestu minutach, może trzydziestu, kręciło mi się w głowie i miałam tak zwaną ,, bombę ''.  
- Ashley, jesteś pijana... - Zauważył, chociaż sam nie wyglądał najlepiej. Jednak muszę przyznać, że byłam gorzej wcięta.
- Jebać to.. - Palnęłam wulgarnie - Pijmy za to paskudne życie! - Uniosłam butelkę do góry po czym wzięłam głębokiego, dużego łyka czerwonej cieczy. Fabian szybko mi ją zabrał, nie chcąc dopuścić, abym upiła się jeszcze bardziej. Spróbowałam wstać na nogi co okazało się klęską. Szybko znalazłam się w ramionach szatyna.
- Co Ty wyprawiasz? - Warknął.
- Potknęłam się tylko... - Zachichotałam. Czułam jak w głowie przewija mi się setka myśli. 
- A jak coś Ci się stanie?! 
- Oj daj spokój... Jest fajnie! - Chciałam znów wstać, ale nie pozwolił mi na to. Ścisnął moje dłonie jeszcze bardziej na co tylko się zaśmiałam. Wpatrując się w niego, nie wytrzymałam. 
- Co robisz...? - Wyszeptał. Nie odpowiadając, złożyłam na jego ustach długi, namiętny pocałunek. Od razu odwzajemnił mój gest. Raz tylko przerwał mówiąc, że nie powinniśmy tego robić pod wpływem alkoholu, ale jebać to. Pragnęłam go. Zaczęłam ściągać z jego ciała ubrania a on robił ze mną to samo. Kiedy już byliśmy kompletnie nadzy, zrobiło się dużo gorętszej.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz