sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 30.

,, Boży Dar '' - Wielki powrót.

Ten dom wydawał mi się taki obcy. W ogóle nie mogłam się tu odnaleźć. Kiedy zapukałam kulturalnie do drzwi, otworzyła mi je gosposia, która kilka lat temu zajmowała się mną gdy mama była w pracy.
- Ashley?! - Wrzasnęła z wielkim uśmiechem na twarzy - To naprawdę Ty?!
- Też się cieszę, że Cię widzę Lusi - Przytuliła mnie przy tym mocno ściskając a ja poczułam ciepło w całym ciele.
- Twoja mama już się niecierpliwi. Wchodźcie! Szybko!
- Hej - Odezwała się Elsa, która także przytuliła się z Lusi. Wreszcie weszłyśmy do środka. Prawdę mówiąc przez taki okres nie pobytu tutaj, zapomniałam co gdzie się znajduje. Wielki salon wypełniony był przeróżnymi dobrze pasującymi tu meblami. Na każdej ścianie wisiał jakiś przepiękny obraz a kolory świetnie ze sobą współgrały. Myślałam, że gdy przekroczę prób tego domu poczuję się jakoś tak.... sama nie wiem. Uważałam, że poczuję ciepło to samo jakie kiedyś czułam po powrotach ze szkoły. Niestety tak się nie stało.
- Kochanie! - Rozległ się za mną kobiecy głos. Szybko obróciłam się do tyłu i dopiero wtedy bardzo się ucieszyłam. Moja mama stała kilka metrów ode mnie, wpatrując się w moją osobę z tęsknotą i upragnieniem. Podbiegłam do niej mocno tuląc się do jej ciała - Wreszcie jesteś..
- Tak.. - Wyjąkałam - Nie mogłam się doczekać aż Cię przytulę - Ostatni raz widziałam ją z jakieś cztery bądź pięć miesięcy temu. Kiedy tylko miała wolne, przyjeżdżała do nas w odwiedziny.
- Tak bardzo tęskniłam..
- Ja też.....
- A gdzie Krystian? - Spytała z troską.
- Nie mógł przyjechać. Ma dużo pracy... - Posmutniałam na tę myśl. Kto mnie teraz będzie wspierał u dawał dobre rady gdy go nie ma? Po kilkugodzinnej rozmowie a raczej opowiadaniu co i jak w moim i jej życiu się dzieje, udałam się do swojego pokoju w którym kiedyś ,, mieszkałam ''. Dlaczego tak cholernie źle się w nim czułam? Te wielkie białe łóżko, lustro wiszące na jednej ze ścian zajmujące pół pokoju.. Rozejrzałam się dookoła. Moją uwagę przykuł kolaż zdjęć wiszący tuż nad łóżkiem. Przecież ich nie zdjęłam kiedy wyjeżdżałam. Co za wtopa! Podeszłam do tego miejsca i uważnie przyjrzałam się każdej fotografii z osobna. Na większości byłam razem z Amandą a reszta to Fabian lub Tom. Pomyślawszy przez chwilę, zerwałam je wszystko oprócz dwóch, najważniejszych dla mnie. Portret Fabiana i Amandy. Te dwa zdjęcia zachowam. Chociażby to mi pozostało. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Hej - W progu stanęła mama z uśmiechem na twarzy. Kiedy zobaczyła mnie przy tych fotografiach od razu weszła do środka - Brakuje Ci ich, prawda?
- Mamo...
- Przecież wiem. Tęsknisz za Amandą i za tym chłopakiem. Kocha....
- Wystarczy - Wtrąciłam już lekko zdenerwowana - Mam na.. - Nagle zamilkłam przypominając sobie, że właściwie nikt jeszcze nie wie o moich zaręczynach z Krystianem - Chłopaka - Kontynuowałam - I jestem z nim bardzo szczęśliwa. Z początku może i za nim tęskniłam, ale teraz tak nie jest. Wszystko się zmieniło a ja poznałam nowych znajomych.
- To świetne - Przytuliła mnie i złożyła czuły pocałunek na moich ustach - Bardzo mnie to cieszy żabko.
- Kiedy idziemy na cmentarz? - Jęknęłam. Od mojego wyjazdu tam nie byłam. W sumie to ja nawet nigdy nie widziałam grobu babci.
- Możemy już się zbierać. Wrócimy od razu na obiad. Przyszykowałam to co lubisz - Kiedy dostrzegła moją minę zdziwienia, dokończyła - Kurczaka z frytkami. Zapomniałaś?
- Nie.. - Tak. Prawda była taka, że odkąd mieszkam z Elsą, nie jadam takich rzeczy. Ale przecież nie powiem jej tego - Pyszności... - Wymamrotałam - To co? Zbieramy się?
- Jasne. Ubierz na siebie coś ciepłego ponieważ naprawdę jest zimno na dworze - Opuściła mój pokuj a ja natomiast wyciągnęłam z torby swoją czarną kurtkę i dołączyłam do reszty w salonie - Kto nas zawiezie? - Spytałam.
- Maciej.
- Maciej? - Zdziwiłam się. Nie znałam go. Widać nie tylko u mnie się pozmieniało. Kiedyś moim szoferem był Piter, ale co się dziwie po tak długiej nieobecności.
Na miejscu byłyśmy dwadzieścia minut później. Było trochę ludzi wokół grobu babci i prawie każdego kojarzyłam. Przyjaciele rodziny bądź sama rodzina. Na mój widok, każdy robił wielkie oczy. Podchodzili, witali się, pytali co tam u mnie i co tu robię. Kiedy już spławiłam wszystkich, pewnym siebie kokiem, podeszłam do wyznaczonego miejsca. Spojrzałam na grób a potem na tabliczkę gdzie widniało zdjęcie babci. Łzy naleciały mi do oczu. Zresztą nie tylko mi. Elsa też wybuchnęła płaczem. Tyle, że ona już tu wcześniej bywała.
- Kochanie, wszystko w porządku?
- Tak mamo.. Wszystko gra.. - Wcale nie. Czułam się nieswojo i źle. Wiedziała o tym, że kłamie. Objęła mnie ramieniem a tym gestem próbowała dodać mi otuchy. W końcu wyciągnęłam z torby wielkiego znicza, którego położyłam na środku grobu i odpaliłam wkład. Wyglądał cudownie i był strasznie drogi. Ale dla mojej babci niczego nigdy nie będę żałować. Nagle zamarłam. Naprzeciwko mnie stanęła Amanda wraz z Tomem. Z początku mnie nie widzieli bądź nie poznali, ale kiedy tylko spojrzałyśmy sobie w oczy, od razu wiedziała kim jestem. Zadrżałyśmy obydwie w tym samym czasie. W jej wzroku dostrzegłam tak ogromne zdziwienie, że nie wiedziałam co powinnam teraz zrobić. Miałam setki myśli w głowie i każda podpowiadała mi, abym stamtąd uciekła. Dostrzegłam także niedowierzanie i coś czego nie potrafiłam zinterpretować. Wpatrywała się we mnie jak w jakiegoś ducha. Kiedy także i Tom skapnął się dlaczego jego dziewczyna tak wygląda, zrobił dokładnie taką samą minę jak ona.
- To co? Wracamy już..? - Wyrwał mnie z rozmyśleń głos Elsy.
- Ja.. Jasne.. Chodźmy.. - Ruszyłam wolnym krokiem w stronę wyjścia a w połowie drogi, obejrzałam się do tyłu. W dalszym ciągu dwoje moich dawnych przyjaciół, intensywnie się we mnie wpatrywała. Nim się zorientowałam, już byłam za bramą cmentarza....
Dojechawszy do domu, od razu udałam się do swojego pokoju, aby przetrawić to co się niedawno wydarzyło. Leżałam na łóżku i myślałam, aż zadzwonił mój telefon. Krystian. Tak! Tego teraz mi trzeba!
- Hej kochanie - Odebrałam z wielką ulgą.
- Jak tam? - Spytał zatroskany - Już za Tobą strasznie tęsknie...
- Nie wiesz jak ja za Tobą - Naprawdę cholernie mi go brakowało.
- Wróć szybciej. Najlepiej jutro.
- Chciałabym, ale nie mogę... - Usłyszałam jak wołają mnie na obiad. Pożegnałam się więc z moim narzeczonym i zeszłam do salonu. Przy stole, siedzieliśmy wszyscy razem.W połowie jedzenia, postanowiłam powiadomić wszystkich o moich zaręczynach. Zdziwili się, ale szybko ich zdziwienie zamieniło się w radość. Bardzo mnie to ucieszyło.
- Kiedy ślub? - Spytała się mama.
- Planujemy za rok.
- To świetnie! - Wrzasnęła - Mam nadzieję, że mnie zaprosisz - Zaśmiała się.
- Nie wyobrażam sobie, aby było inaczej..
Po obiedzie a dokładniej pod wieczór, postanowiłam udać się samotnie raz jeszcze na cmentarz. Zawiózł mnie tam Maciej. Wiał chłodny wiatr, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Wolnym krokiem podeszłam do tego samego grobu co przedtem i tym razem się rozpłakałam. W mojej głowie pojawiły się wszystkie wspomnienia, kiedy uczyłam się wraz z babcią magi. Kiedy krzyczała na mnie za nieposłuszeństwo i kiedy obie się wygłupiałyśmy. A teraz? Nie ma jej już. I nigdy nie będzie - Przepraszam... - Wyszeptałam. Po raz pierwszy klękłam i zrozpaczona, zaczęłam mówić to co czuję - Przepraszam Cię babciu. Brakuje mi Ciebie... Tak bardzo mi Ciebie brakuje.. - Powtarzałam w kółko - Nigdy nie chciałam, aby do tego doszło. Ja nie wiedziałam, że tak się to skończy.. Nie chciałam, abyś mnie ratowała, nie musiałaś tego robić.. To wszystko moja wina, moja... Proszę... Wybacz mi.. Przepraszam!...
- Wiedziałam, że tu będziesz - Usłyszałam za plecami. Wstałam na równe nogi i spojrzałam za siebie.
- Co Ty tu robisz? - Spytałam zdziwiona jej obecnością. Dłonią otarłam łzy, które spływały po moim policzku.
- To samo co Ty - Wzruszyła ramionami - Przyszłam się pomodlić, pomyśleć. - Nastała chwila ciszy - Kiedy wróciłaś?
- Dziś.. - Wybełkotałam - Dziś rano...
- Na ile?
- Jeszcze nie wiem... Ale nie na długo..
- Zmieniłaś się - Spojrzała na mnie i zmierzyła od stóp do głowy.
- Ty także.. Skoro wiedziałaś, że tu będę to dlaczego przyszłaś?
- Chciałam się upewnić czy to naprawdę Ty..
- We własnej osobie - Uśmiechnęłam się sztucznie - Lepiej jak już pójdę - Ruszyłam do przodu, chociaż w tej ciemności, niezbyt dobrze widziałam.
- Zaczekaj! - Krzyknęła. Wykonałam jej prośbę - Nie zapytasz co u Fabiana? - Spojrzałam na nią a nasz wzrok się napotkał. Była jakaś taka przybita.
- Nie interesuje mnie już on.
- Myślę, że powinnaś o czymś wiedzieć...
- Daruj sobie - Wtrąciłam - Wiem, że ma on dziewczynę i cieszę się z tego, że jest szczęśliwy, ale naprawdę już mnie nic więcej nie obchodzi. Ja mam swoje życie.
- Jak chcesz.. - Jęknęła - Ale pamiętaj, że jeżeli będziesz się chciała spotkać i pogadać, możesz do mnie zadzwonić. Mam ten sam numer..
- Nie sądzę - Wtrąciłam - Kiedy ja do Ciebie napisałam, Ty nie raczyłaś mi odpisać.
- Ashley? - Słysząc swoje imię wypowiedziane z jej ust, zadrżałam. Znów poczułam fale ciepła i szybsze bicie serca - Pomyśl o tym. Jeśli będziesz chciała się spotkać, zawsze się zgodzę. Tęskniłam za Tobą... - Nie odpowiedziałam. Łzy spłynęły ponownie po moim policzku, ale tym razem szybkim krokiem opuściłam to miejsce. Czułam jak się rozklejam. Nie! Nie mogę do tego dopuścić! Nie chcę z nią rozmawiać! Nie'!.. Do domu nie miałam jeszcze ochoty wracać. Dochodziła dwudziesta pierwsza pięć. Wpadłam na genialny pomysł. Postanowiłam jeszcze zajrzeć do starego, opuszczonego domku, który znajdował się w lesie. Pojechałam tam taksówką, gdyż wcześniej Maćkowi kazałam wrócić do domu, ale niestety taksówkarz wysadził mnie przy drodze ponieważ dalej wjechać nie mógł. Resztę drogi pokonałam na piechotę. Latarka w telefonie mi to ułatwiła. Dziwne. Przed budynkiem paliły się dwie lampy, ale w środku w dalszym ciągu było ciemno. Jednak to mnie nie powstrzymało. Chwilę później byłam już w budynku. Strasznie się tu pozmieniało. Ściany nie były już tak stare i straszne, ale widać, że ktoś zaczął dbać o to miejsce. Wchodząc do jednego z pokoi, przypomniałam sobie wydarzenie, które było przyczyną mojego wyjazdu stąd. Nogi pode mną się ugięły. Zawiał chłodny wiatr. Poczułam, że nie jestem sama. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje a ja nie mogłam nikogo dostrzec.
- Halo! - Krzyknęłam - Kto tu jest?! Proszę się odezwać! - Ale w dalszym ciągu cisza. Co dziwniejsze, miałam wrażenie, że to nie jest człowiek, ale co innego...- To nie jest śmieszne! - Znów nic. Zamknęłam oczy i mocno się skupiłam - Phesmatos - Wyszeptałam z nadzieją, że to coś da. Nic, klapa. Czego mogłam się spodziewać?! Przecież raz na zawsze straciłam swoje moce!
Nagle światło rozbłysło. Nie widziałam co się dzieje...
- Cześć - Obróciłam się jak oparzona na dźwięk tego głosu. Minęło tyle czasu a ja nadal wiem jak brzmi każda jego barwa. Stał w progu drzwi oparty o futrynę z uśmiechem na twarzy.
-  Fabian...... - Wybełkotałam nie mogąc wykrztusić z siebie nic więcej. Nie wiedziałam jak mam się zachowywać. Nie chciałam tej chwili i to jej bałam się najbardziej a co się wydarzyło? Właśnie to!
- Zgubiłaś się? - Kiwnęłam przecząco głową no bo co miałam zrobić innego? Byłam tak sztywna, że ledwo dawałam radę ruszyć jakąkolwiek częścią ciała - I skąd znasz moje imię?
- Co? ..
- My się znamy? - Spojrzał na mnie podejrzliwie a jego wyraz twarzy się zmienił natychmiast. Ja natomiast wpadłam w jeszcze większe zdziwienie - Czy my się znamy? - Powtórzył.
- Ja.. - Kurde, sparaliżowało mnie. Odebrało mi po prostu mowę.
- I co Ty tu robisz? To teren prywatny - Zmierzył mnie od stóp wzwyż i założył ręka na rękę.
- Nie pamiętasz mnie? - Wreszcie udało mi się wydusić te trzy słowa, chociaż w zasadzie nie wiedziałam ile czasu mi to zajęło.
- Czyli jednak umiesz mówić - Zaśmiał się - A powinienem Cię pamiętać? - Uniósł brew do góry ze zdziwienia. Co do kurwy nędzy się tu dzieje?! Czy to ukryta kamera?!
- No chyba tak... - Teraz to ja spojrzałam na niego nie wiedząc do czego on zmierza. Ale on najwyraźniej mówił poważnie.. Naprawdę mnie nie kojarzył...
- W takim razie przykro mi, ale ja nie wiem kim jesteś - Wzruszył obojętnie ramionami.
- Ja... Lepiej jak już pójdę.. - Ruszyłam do wyjścia a on w ostatniej chwili zdążył złapać mnie za dłoń przez co zmuszona zostałam stanąć. Kiedyś też tam robił.... Nasz wzrok się napotkał. Poczułam jak kopie mnie prąd w rękę.
- Ała! - Odsunął się ode mnie jak oparzony. Szczerze mówiąc właśnie tak się stało. Coś nas poparzyło. Zerknęłam na prawą dłoń. Cała czerwona. Ale jakim cudem... - Co to było?! - Spojrzał na mnie oczekując dobrego wyjaśnienia.
- Nie mam pojęcia - Przecież sama byłam zaskoczona.
- Cholera.. - Syknął czując pieczenie - No cóż.. Ciemno jest. Może Cię odprowadzić? Gdzie mieszkasz? Nigdy wcześniej Cię tu nie...
- Poradzę sobie - Wtrąciłam i szybkim krokiem opuściłam ten przeklęty budynek. Zaczęłam biec w stronę drogi a jedyne o czym myślałam to te kilka słów z jego ust ,, - My się znamy ? '' ..... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz